I cóż to za Mirf? To kolejne wokółuszne słuchawki za trzy tysiące złotych. Otwarte. Z Monachium. Od nowopowstałej firmy. Oferowane już u nas. Ładne.
Od razu powiem, że warto przy nich stanąć, inaczej bym nie pisał, wszak tyle innych takich. A jednak przy tych warto się zatrzymać, jeszcze się przekonacie.
Te nowe przedstawiają się jak następuje: MIRPH-1 to opracowane przez Homero Graco otwarte słuchawki nauszne, pierwsze w ofercie młodej marki z Niemiec, powstałej i mającej siedzibę w Monachium. Ten inauguracyjny projekt o otwartej konstrukcji ma przygotowywany na zamówienie, objęty 3-letnią gwarancją przetwornik dynamiczny z kompozytową membraną ø50 mm, gwarantujący naturalne, ocieplone, gładkie brzmienie z mocnym basem i dużą sceną. Słuchawki zostały skonstruowane w taki sposób, żeby móc służyć długie lata, czego gwarancją min. modułowa konstrukcja całości, pozwalająca samodzielnie wymienić podzespoły. Wyróżnikiem są też specjalnie dla MIRPH opracowane przednie i tylne grille oraz komora akustyczna – wszystkie z żywicy epoksydowej o przemysłowej jakości w szczytowej klasie konstrukcyjnej.
Przedstawiają się nam nie tylko słuchawki, przedstawia także ich twórca:
„Jestem Homero kreatywność mnie definiuje. Interesuję się muzyką, maszynami, komputerami, designem i oczywiście sprzętem audio. Czuję się szczęściarzem, mogąc przekuwać tę kreatywność w działania i finalnie produkty, których tworzenie jest moją pasją. Sprawia mi wielką przyjemność dzielenie się nimi z wami.
Firmę MIRPH założyłem, aby móc zgłębiać idee z zakresu inżynierii akustycznej i wzornictwa przemysłowego; jak na razie ta podróż jest niezwykle inspirująca i przynosząca satysfakcję, przyniosła mi też wspaniałych przyjaciół ze środowiska audio, którzy, jestem głęboko przekonany, zostaną ze mną na całe życie.
Każda para słuchawek to mój ręcznie składany i wykańczany autorski projekt, tworzony tu, w Monachium. Wykonuję je osobiście, ponieważ pragnę mieć pewność, że każdy z Was otrzymuje najlepszy produkt, na jaki mnie i moją firmę stać.”
Od siebie dodam, że Homero Graco był gościem na ostatnim AVS, może niektórzy z was go poznali. To bardzo sympatyczny i kontaktowy młody inżynier z Brazylii, który na stałe osiadł w Niemczech.
Na koniec wstępu jeszcze raz – słuchawki kosztują €695, co się przekłada na równe 3000 PLN. Spływają więc jako składnik wielkiej ławicy takich, trzy inne z tej ławicy dopiero co opisywałem. (FiiO, Fosi i Aune) Dawniejszych takich także nie brak, a świeżo przybyłe Final DX3000 już się ustawiły w kolejce po opis, ale dystrybutor prosił o wcześniejszy modelu DX4000, a te są przeszło tysiąc droższe.














Tak sobie myślę, że pewnie mi nie wierzycie, że to tak dobre słuchawki, bo co to tam jakiś MIRPH. Ale jeżeli ktoś rozważa zakup z tego przedziału cenowego i okolic, to radzę ich posłuchać, bo nie tylko mnie, ale też paru innym osobom wyjątkowo się podobały. Nie warto ich pomijać, co oczywiście nie jest jednoznaczne z namową do kupienia. Co warto, to nie lekceważyć, bo konkurencja im niegroźna, każde inne mogą „załatwić” w swojej grupie cenowej w odniesieniu do kogoś, komu właśnie zależy na takim stylu brzmieniowym.
Brak „Ryka approved”, więc ciężko uwierzyć że są aż tak dobre 🙂
Z mojej strony – miałem je w rękach i na uszach. Wykonanie dwie klasy niżej niż Fosi i5 – takie w okolicach słuchawek za 1500 zł. Granie też podobało mi się, ale za 3000 zł to szukałbym dalej. Moje K1000 zjadły je pod każdym względem pędzone z tego samego wzmacniacza (Topping A90D – wiem że do K1000 można lepiej). Jak dobrze się człowiek rozejrzy, to za 3000 zł z groszami można K1000 kupić, jeśli uzbroimy się w cierpliwość. A to naprawdę kilka klas wyżej niż obecne słuchawki. A można przecież jeszcze rekabling zrobić i dobry wzmacniacz dla nich ogarnąć z czasem – hi end bez żadnego udawania.
Fosi dostały, a MIRPH nie, bo są jednak tańsze, poza tym wolę brzmienia pochmurne od pogodnych, w czym, okazuję się nie być odosobniony, jak dowodzi nagranie https://www.youtube.com/watch?v=nkCx0xNd8Ic
Ale nie zmienia to faktu, że w swoim stylu MIRPH są świetne, a wygląd, chociaż „kompozytowy”, mają wg mnie bardzo udany. Wygoda także bardzo dobra, chociaż u Fosi lepsza.
Jeszcze odnośnie K1000. Te słuchawki to ewenement, ale kupić można jedynie leciwe. Do napędzania trzeba 20 W, poza tym hałas na całe mieszkanie. A że brzmienie genialne, to inna sprawa. U mnie pogrążają Susvara Unveiled i Spirit Torino Valkyria, podobnie jak szczytowe elektrostaty z wyjątkiem Orpheusa.
Za jedyne 14 tys. PLN coś na zawał dla tych, wg. których kable nie grają, a słuchawkowe to już szczególnie. Bo niby czemu Tara ma być gorsza od Entreqa z jego Olympusem przewodem i Olympusem uziemieniem? I wiecie co? – to z pewnością nie jest ichnie ostatnie słowo…
https://taralabs.com/product/the-omega-live-w-hfx-floating-ground-station/
Przejechanie prętem po klatce z antyaudiofilskimi małpami dało wiadomy rezultat w postaci piany i wypocin. Miło się patrzy na te wzmożenia wyższościowe silniczków i buraczków: https://www.facebook.com/audiofanatykpl
Wypadałoby go zrecenzować 🙂
Ale ja to tylko zarzuciłem na wabia i rybka się pięknie złapała. Przypadkiem ktoś mi w rozmowie o tym słuchawkowym wyczynie Tary napomknął, nawet nie wiedziałem, że coś takiego istnieje, a istnieje zdaje się już od dość dawna. Z polskim dystrybutorem Tary pozostaję w kiepskich układach, tym jeszcze bardziej po skrytykowaniu pozostających pod jego pieczą flagowych Grado. Musiałby ktoś to tarowe cudo prywatnie dostarczyć albo jakiś sklep podrzucić. Szanse raczej zerowe.
Rozumiem.
Z jednej strony podziwiam Twoją Piotrze cierpliwość i siły do kontynuowania „dialogu” z kolegami po „innej stronie świadomości”. Kliknalem w link do fb i żałuję, dramat.
Z drugiej strony czy to ma jakikolwiek sens… Poza nikłą rozrywką może..
W sumie masz rację, ale trochę mnie irytuje to radosne szerzenie bredni o nieuchwytnym brzmieniowo tym czy tamtym. Pozwalczałem już trochę rycerzy tego klanu, nie bardzo mi się chce ich zwalczać dalej, ale czasami, dla zabawy, rzucam kosteczkę i gnają. Poza tym piszę dłuższy artykuł na tematy szerzej filozoficzne cokolwiek powiązane, ale to jeszcze trochę potrwa.
Czy myslal pan kiedys o jakiegos rodzaju obiektywnej weryfikacji panskiej zdolnosci do rozrozniania kabli dobrych od zlych i tego jak graja?
Nie chodzi mi o odslychy, slepe proby ani nic podobnego, ale o cos bardziej zaawansowanego, jak EEG czy fMRI.
Rezonansowe badania odnośnie czyjegoś postrzegania muzyki, o ile wiem, zostały kiedyś przeprowadzone i okazało się, że pobudzenia mózgu obejmują ośrodek rozumienia mowy, ale dalece nie tylko. Sam zaś spór o to, czy kable grają, wydaje mi się niewart tego, by angażować w to aparaturę mogącą komuś uratować życie. Za to na kanwie mogę się posłużyć wczorajszym przykładem. Wpadł do mnie twórca kabli Tonalium (rzadko wpada, ale akurat wczoraj); wpadł coś oddać i coś pożyczyć, a przy okazji pyta, czy sprawdziłem już jakość podrzuconego wcześniej prototypu, mającego zapewniać taniość. Po co ci moje opinie, mówię, sam posłuchaj. Podpiął do Fostex TH910 najpierw ten nowy swój, potem oryginalny, a ja siedzę cztery metry od niego i nic prawie nie słyszę, bo to słuchawki zamknięte. Spróbuj jeszcze z Susvara Unveiled, powiadam, porównaj swoje popisowe, wcześniejsze, specjalne Tonalium z tym prototypem na rzecz potanienia. Zabrał się, słucha frankfurckiego koncertu Kingi Głyk via wzmacniacz Feliks Meisterwerk, a ja z tych czterech metrów słyszę, że przez stary, droższy Tonalium brzmi lepiej, bardziej prawdziwie muzycznie. To na cholerę mi jakiś rezonans? Będziemy weryfikować rzeczy oczywiste rezonansem? Pewnie, gdyby każdy miał swój rezonans w domu, to czemu nie, tylko po co? Aby zobaczyć jakieś większe lub mniejsze halo pobudzeniowe? Czy jak komuś coś bardziej smakuje albo coś mu się bardziej podoba, to winien rzecz potwierdzać każdorazowo rezonansowym badaniem? I skąd w ogóle ta niewiara w czyjeś możliwości sensoryczne i racjonalno-ekonomiczne? Czy gdyby ci kupujący drogie kable nie byli przekonani o ich pozytywnym wpływie, gotowi byliby wydać takie sumy? Pewnie, niektórzy mają tyle pieniędzy, że dla nich żadna różnica, ale – paradoksalnie – ci szalenie bogaci są bardzo często potwornie skąpi i maksymalnie skupieni na sobie. Kupując horrendalnie drogie kable rozstają się przecież z bardzo kochanymi przez siebie własnymi pieniążkami; naprawdę wątpię, by nie byli przekonani o słuszności postępku.
Paveu i koledzy, nie wiem czy ktoś to wcześniej pisał: bardzo bysmy myślę wszyscy chcieli żeby kable „nie grały”, czy bezpieczeniki, lampy, kondy, opampy itp. Oj jakie życie byłoby prostsze i tansze! Ale nosz qurw.. jakos tak po prostu nie jest. Jak pisał Piotr, zanim wydamy kasę na nowy kabel czy coś wcześniej sprawdzamy (tutejsze recenzje pomagają!), nie pasuje, odpada. Za to z czasem powstaje system dostarczający dreszczyku za każdym razem, czego życzę i zazdroszczę jezeli występuje u innych również na kablu z Obi z promocji.
Szczerze to nie przemawia do mnie argument, ze skoro ludzie wydaja duzo pieniedzy na cos, to to cos na pewno dziala i nie warto tego weryfikowac. Ludzie wydaja duzo kasy na kompletne bzdury, typu energetyzery powietrza, cudowna wode z boskiego zrodelka, uslugi radiestetow, egzrocystow czy suplementy diety.
Koszt funkcjonalnego rezonansu magnetycznego (fMRI) mózgu w Polsce wynosi zazwyczaj od około 500 zł do nawet 900 zł i więcej za badanie, w zależności od placówki i zakresu badania. Jesli jaki audiofil zdecyduje sie na takie badanie to ja chetnie pokryje koszty.
A takie badanie to co by miało wykazać?
Ja chętnie zdecyduje się na takie badanie, jestem audiofilem (nie znoszę tego słowa) od lat i od lat udzielam się na portalu, a więc spełniam z nawiązką wymogi.
Proszę o informację jak i gdzie się zgłosić po zwrot kosztów za MRI.
MIRPH z nowym produktem: https://mirphdesigns.com/products/vitrum