Recenzja: Litus audio K2 Prestige

Na stronie internetowej Litusa czytamy: „Firma Litus audio powstała z połączenia miłości do muzyki, pięknej formy i zaawansowanej inżynierii. Ceniąc sobie klasyczną elegancję stworzyliśmy gustowny i ponadczasowy design, który współgra z technologiczna perfekcją. Prace nad najbardziej zaawansowanymi zestawami zaczęły się już w 2017 roku z udziałem firmy Audiosynergia zajmującej się od 15 lat projektowaniem kolumn na rynku Custom Hi-End. Owocem tej współpracy stały się zestawy aktywne z serii Professional, które były tak udane że postanowiliśmy stworzyć linie Prestige dla wymagającej grupy odbiorców ceniących sobie bardziej klasyczne i proste rozwiązania kolumn stereo ze zwrotnicami pasywnymi. W roku 2020 jesteśmy gotowi do pokazania światu linii Prestige która składa się z monitorów K2 oraz kolumn wolnostojących K3.”

Dodajmy do tego to, co nie jest tam napisane, a czego dowiedziałem się rozmawiając z właścicielem i głównym konstruktorem: kolumny z założenia nie mają być efekciarskie, to znaczy nie mają w pierwszych sekundach wywoływać efektu „Wow!”, by potem nazbyt dosadnym dźwiękiem męczyć. Mają pozwalać na długie, satysfakcjonujące odsłuchy w manierze bardziej zbliżonej do relaksu, choć oczywiście nie pozbawionej nawiązań do realizmu, bez którego prawdziwy high-end nie jest możliwy. Z założenia nie miały to być jednak kolumny drapieżne – i także nie neutralne, tj. kładące nacisk na jak najdoskonalsze wyrównanie pasma i zapinanie kołnierzyka pod szyją. Założeniem było uwypuklenie średnicy przy jednoczesnym idealnym jej zszyciu na dole i górze; a w takim razie wyznacznikami ani laboratoryjny, ani też stricte koncertowy styl, tylko jak najbardziej przyjemnościowy.

Szczerze mówiąc, nie spotkałem się jeszcze z tak jawną deklaracją przynależności do tego przyjemnościowego stylu: kto żyw przyznaje się wyłącznie do różnie pojmowanego realizmu, jak coś – to zawsze nic innego, jak sam najszczerszy realizm, a wszystko inne be. Super realizm nawet, żeby właśnie jak na koncercie w pierwszych rządach… Tymczasem tu inaczej, ponieważ takie coś męczy, w każdym razie na długą metę. Poza tym trzeba przyznać, że nie każdemu żywa muzyka koniecznie musi się podobać, jako że w wielu wydaniach jest to ogromna dawka bitów o agresywnym charakterze. Nie w odniesieniu do harfy solo albo klasycznej gitary, ale saksofon czy perkusja dają mocno po uszach.

Jak te i inne instrumenty wypadają w odtworzeniowym stylu tych tu K2 Prestige, to zaraz będziemy analizować, dokładnie się tym zajmiemy. Tymczasem o budowie. Ale nim przystąpimy do niej, słowo najpierw o cenie. Za zestaw dwudrożnych kolumn podstawkowych dostępnych w różnych wykroczeniach, krakowskie Litus audio (nie pomyliłem się – druga część nazwy z małej) życzy sobie 35 tysięcy złotych. Byłoby taniej, gdyby kolumny sprzedawał sam producent, ale trafiły już pod skrzydła dystrybutora, wraz z czym nieuchronny narzut. Wraz z taką ceną nie przelewki – nie byle co trzeba umieć, nie byle czego dokazać, żeby skłonić kogoś do wysupłania takiej nieskromnej kwoty. Ale widać jest to i owo do pokazania, skoro kolumny trafiły do dystrybutora, który ich przecież nie wziął w ciemno. Pomimo firmy debiutanta i ceny tak pokaźnej najwyraźniej doszedł do wniosku, że będzie na tym zarabiał. Tym samym pierwsza rekomendacja ze strony świata zewnętrznego, w którego istnienie nie wierzył kiedyś, i przeszedł z tą niewiarą na karty dziejów filozofii, irlandzki biskup George Berkeley, ale to inna historia.

Od siebie na marginesie dodam, iż jestem pod nieustającym wrażeniem energii i zapału dołączających do rynku nowych graczy, ufnych w swą wiedzę i możliwości z przełożeniem na sukces. Gratuluję zwłaszcza odwagi wchodzenia na rynek tak nasycony produktami, w tym przede wszystkim pochodzącymi od dużych, wypromowanych marek. Nie każdy w walce z nimi odniesie sukces, ale niektórym musi się udać, jeżeli nie mamy popaść w zastój. Od innej strony patrząc, sprawa w przypadku kolumn głośnikowych nie wydaje się beznadziejna. Wszak wykorzystuje się do ich budowy głośniki opracowane przez inne duże firmy i tego samego pochodzenia okablowanie i komponenty zwrotnic. Samemu trzeba mieć tylko pomysł, jaką ułożyć z nich całość i w jaką włożyć obudowę. Co też stanowi wyzwanie, bo ilość kombinacji jest nieskończona, a zaprojektowanie obudowy lepszej niż od dużego producenta (który ją zleca specjalistycznym firmom, albo sam ma duże zaplecze), to też zadanie nie lada. Szansą walka z oszczędnościami dużych, u których zawsze dział księgowy, z niego nieustające żądania poprawy wydajności i obniżenia kosztów. To się z reguły przeradza w oszczędność ponad miarę – powstaje nisza jakościowa, w którą można się wślizgnąć. Jakie ma na to szanse Litus audio? Rzućmy okiem i uchem na jego dokonania.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

25 komentarzy w “Recenzja: Litus audio K2 Prestige

  1. miroslaw frackowiak pisze:

    Drogie,ciezkie i brzydkie,jest wiele w tych cenach monitorow co rowniez graja swietnie a zarazem pieknie wygladaja,nie widze potencjalnych odbiorcow…

    1. Fon pisze:

      Fakt za piękne to one nie są, wygląd za takie pieniądze też istotny, no ale życzę żeby jakiś amator się znalazł bo dźwięk może tego jest wart chociaż za tyle jest ogromny wybór renomowanych producentów.

    2. Piotr Ryka pisze:

      Na głośnikach się prążki nie podobają, a u Audeze wszyscy zachwyceni. Sam wolę fortepianową czerń.

  2. Tomasz (Tichy62) pisze:

    Prawie tak ładne jak ten czerwony kabel za 8 tysięcy …

    1. Piotr Ryka pisze:

      Czerwony teraz bardzo modny. Sama Komisja Europejska czerwień bardzo popiera.

      1. Tomasz (Tichy62) pisze:

        Nie wiem co kto popiera, ale ja nie popieram takiego „wzornictwa” Toż to wygląda jak wentylator w garażu podziemnym. Kiepski dizajn to przypadłość całej branży audio w Polsce (są oczywiście wyjątki).

        1. Piotr Ryka pisze:

          A można prosić o przykłady dobrego designu odnośnie kolumn?

          1. Tomasz (Tichy62) pisze:

            Z przyjemnością Panu pomogę. Na pewno Dynaudio. I to każda z linii monitorów; Evoke, Contour, czy Special Fourty. Klasyczna, skandynawska elegancja. Jak ktoś lubi południowe klimaty to włoskie Chario (Włosi to mistrzowie wzornictwa i zasługuja na „osobne” potraktowanie). Z bardziej nowoczesnych to najnowsza wersja Kef-ów LS50 Meta. Diamond Monitor Pylona z dedykowanymi podstawkami też wygląda całkiem, całkiem. Żeby nie było tylko o kolumnach; świetnie wyglądają (i grają) wzmacniacze Coplanda. Oczywiście, przykładów dobrego wzornictwa jest sporo, temat jest potężny.

          2. Fon pisze:

            W tych monitorach za tak potężne pieniądze nawet głośniki nie zostały wpuszczone we front… celowo… oczywiście to kwestia gustu ale mnie takie zabiegi nie przekonują wizualnie a wręcz przypominają dawne produkty prlowskie.
            Roszę spojrzeć na wyroby Studia 16htz,tam wszystko jest dopracowane w szczegółach, łącznie ze śrubami o fornirach nie wspomnę, są przepiękne,a to też przecież manufaktura. Itd

          3. Piotr Ryka pisze:

            Przecież te monitory wyglądają jak niektóre Dynaudio. A z tych Dynaudio niektóre są niekoniecznie ładne. Nie mówiąc o nieprodukowanym już flagowym krówsku. Chario natomiast nieraz wydziwaczone i nie do końca przemawiają do mnie surowcowo. Pewnie, takie Diapason pieszczą oczy, Zingali popisowe, Boenicke mają fantastyczną stolarkę, Raidho lepszą niż Dynaudio. A jak ktoś pragnie z fantazją, to ma Gradienty, Albedo, tuby. Jednak kolumny mają przede wszystkim grać, dopiero potem wyglądać. Klasyką monitory BBC, a nie jakieś mebelki.

  3. Miltoniusz pisze:

    Wg mnie wygląd jest bardzo fajny. Mają swój styl. Rozrzut gustów wśród ludzi jest znaczny.

  4. Adam K. pisze:

    Panie Piotrze, do tych pięknie wyglądających monitorów dodałbym jeszcze Xaviana. Na szczęście w tym przypadku nie tylko wygląd cieszy, ale i dźwięk.

  5. Sławomir S. pisze:

    Każda rzecz ma swoja formę, a odkąd Marcel Duchamp wystawił jako dzieło sztuki koło rowerowe, suszarkę do butelek i przede wszystkim pisuar – zaczęła się era wzornictwa przemysłowego (duży skrót myślowy).
    Klasyka gatunku to powiastka o subiektywnym guście. ‚Podobanie się’ jest rzeczywiście subiektywne, ale nie sposób tu pominąć elementu doświadczenia, kontekstu, wiedzy, wychowania czyli elementów kształtujących. Domy romskie w Polsce podobają się głównie im samym.
    Skoro naucza się wzornictwa przemysłowego, to są jednak próby opisania zjawiska i zauważenia pewnych trendów i produktów. Przykłądy produktów ‚docenionych’: np. bardzo audiofilski fotel, widywany w pokojach odsłuchowych projektu Charlesa i Ray Eames’ów . np projekty sprzętu audio Dietera Ramsa dla Brauna, np kolumny Gradienta…
    Dalej jednak jesteśmy subiektywni. Dlatego (wyłącznie) dla mnie opisywane kolumny nie niosą żadnej emocji w kategoriach formy. Są nijakie. Poprawność wykonania, dekoracyjność poprzez egzotyczna okleinę to starania na poziomie rzemieślniczym. Pomysłu na formę nie ma, jest prosta ekstrapolacja funkcji i konstrukcji. Wyszedł z tego niestety tępy kloc. Inżynieria to za mało.
    A rynek już mniej pobłażliwy.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Wzornictwo, cóż – dwie uwagi. Moje ulubione słuchawki są specyficzne. Technologia zdecydowanie góruje w nich nad formą, a połączenie szarych drucianych siatek z czarno czerwonym pałąkiem jest krzykliwe i nieprzyjazne. Na domiar złego siatki po stronie ucha ściągnąłem, odsłaniając duże membrany, kolorystyką i fakturą nawiązujące do kondoma. Swoje dokłada gruby na palec i ciężki kabel, konieczny do łączenia ze zwykłym wzmacniaczem. Niewygoda, brzydota, nietypowość. Za to dźwięk – ten jest czystym pięknem, w cień usuwającym inne słuchawki.

      Teraz odnośnie kategorii piękna. Platon – największy z filozofów i najwybitniejszy spośród stylistów – na subiektywność wszystkiego, głoszoną po raz pierwszy świadomie i pełnowymiarowo przez współczesnych mu Sofistów, zupełnie się nie zgadzał. Według niego jest tylko jedno Piękno Absolutne – najwyższa spośród idei, Idea Piękna – w której wszystkie poszczególne jego podmioty (ludzie, rzeczy, zwierzęta, zjawiska, myśli, czyny, twierdzenia, teorie, dzieła sztuki – itd.) częściowo uczestniczą, tzn. jakiś jej refleks w sobie mają. Dusze jednych to piękno dostrzegają łatwiej i widzą je dokładniej, innych słabiej, w zależności od tego, na ile dana dusza sama posiada powinowactwa z pięknem. Postrzeganie polega zaś na przypomnieniu; na wspomnieniowym odtwarzaniu w materialnym (ergo mniej doskonałym) bycie duchowej doskonałości pierwotnego świata idei.

      1. Sławomir S. pisze:

        Teorii w obszarze estetyki i postrzegania piękna powstało multum, tudzież wiele współczesnych i tym samym nośnych manifestujących haseł np ‚Ornament to zbrodnia’, ‚Mniej znaczy więcej’, ‚Kultura to ortogonalny kształt umysłu’. Przyjmując teoretycznie absolutne założenie platońskie, obawiam się jednak, ze owo odtworzenie w materialnym bycie nosi integralną skazę subiektywizmu.
        I właśnie…połączenie szarych drucianych siatek z czarno-czerwonym pałąkiem jest w mojej opinii fantastyczne. Mnie te słuchawki niezmiernie się podobają, to ikona wzornictwa tamtych czasów. Brzydota? To wyrafinowany wzorniczo produkt. Mają kiepską ergonomię, ale to inna sprawa, nie wszystko się udało. Krzesło Rietvelda jest genialnym pomysłem formalnym, ale nie da się na nim długo siedzieć. Są jednak przedmioty o konsekwentnej linii wzorniczej (aby nie powiedzieć pompatycznie piękne), ergonomiczne i o wybitnych właściwościach funkcjonalnych. Znalazłbym kilka takich modeli słuchawek, bez problemu.

        1. Piotr Ryka pisze:

          Sprawę można skwitować krótko i bez teorii estetycznej – w przedmiocie użytkowym prymarna jest funkcja użytkowa. Jeżeli da się ją ubrać w ciekawą formę wizualną, tym lepiej, a jeśli nie, to trudno. (Np. młotki generalnie nie fascynują wyglądem, lecz mało komu to przeszkadza.)

          Odnośnie AKG K1000, to postrzeganie ich jako wyrafinowanych wzorniczo odbywa się na wyższym niż prosty, pokrętnym już poziomie widzenia. W instynktownym odruchu ładne nie są. W tym trybie funkcjonalnym co one zbudowana istota żywa poległaby w walce o przetrwanie. Ale oczywiście mebel w salonie i obraz na ścianie nie podlegają tego typu ocenom – dowolne można snuć o nich opowieści, dowolne im dorabiać teorie.

          1. Sławomir S. pisze:

            Bzdury. AKG K1000 są dla mnie piękne w instyktownym odruchu, bez żadnego pokrętnego poziomu widzenia.

          2. Piotr Ryka pisze:

            Słuchawki są wizualnie agresywne. Słuchającemu to nie będzie przeszkadzać, bo ich nie widzi, ale wyobraźmy sobie tak wyglądające kolumny – całe z szarymi, metalowymi siatkami z przodu i obwódkami w kolorze bociania noga – przyjemnie by się takich słuchało?

            Padły tu ostre słowa pod adresem wyglądu monitorów K2, ale w porównaniu do takich szaro-czerwonych, zjadliwych estetycznie brzydactw, są spokojne i możliwe podczas słuchania do zniknięcia – nikomu ich wygląd nie będzie przeszkadzał, a to w tym wypadku ważne.

  6. Sławomir S. pisze:

    I może coś mniej subiektywnego.
    W Austrii prestiżową nagrodą za najlepsze wzornictwo jest Państwowa Nagroda za Projekt Dobrej Formy przyznawana co roku. Projektanci Peschke & Skone otrzymali tę nagrodę w 1989 roku za projekt … słuchawek AKG K1000 !
    Nie była to pierwsza nagroda dla tych projektantów pracujących dla AKG. Rok wcześniej dostali ją za projekt mikrofonu C409.

    AKG K1000 są ikoną designu austriackiego w oficjalnym obiegu kultury. Jak w instyktownym odruchu ładne się nie wydają, to jest to w pełni uprawniona opinia subiektywna. I tylko tyle.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Proszę się nie obrażać, ale osoby ze środowiska artystyczno-designerskiego po prostu nie mają już instynktownych odruchów estetycznych, tak samo jak metafizyk nie może przyjąć postawy naiwnego realizmu. Może próbować ją w sobie odtworzyć, starać się patrzyć z jej perspektywy, ale to będzie coś całkowicie różnego od widzenia świata przez dziecko czy zwykłego człowieka.

    2. Piotr Ryka pisze:

      I może jeszcze odnośnie tej nagrody. Rokrocznie przyznawane są ogólnoeuropejskie nagrody EISA (za dźwięk i obraz). Przykładów nagradzania przez to stowarzyszenie rzeczy na żadną nagrodę nie zasługujących jest na pęczki. Czasami żałość bierze patrzyć na te kompromitacje.

      Co do wyglądu AKG K!000. Projekt od strony estetycznej jest pomysłowy (od użytkowej o wiele bardziej), zaskakujący, nowatorski, porywczy, śmiały. Zestawienie szarości i czerwieni malarsko poprawne, dobrze dobrane co do odcieni. Czerń opaski i plastikowych dodatków przydaje jeszcze agresji i domyka kolorystycznie. (Czarno-czerwono-biały, a w tym wypadku jasnoszary, to tak nawiasem spécialité Germanów.) Patrzy się na to z fascynacją, ale ta forma „wyłazi” ze świata, odrywa się do krajobrazu. W kontekście biologicznym i szerzej przyrodniczym jest rażąco odmienna, co może się podobać albo nie. Zawsze jednak będzie kłuła w oczy, a nie tylko przyciągała spojrzenia. Jeżeli jest w niej platońskie Piękno, to jako element zaskoczenia, a nie przyciągania. Jako budząca ciekawość ambiwalencja i krzykliwość, a nie jednoznaczny pozytyw. Nie są piękne pięknością ludzkiej twarzy czy gracji kociego ruchu. Pod tym względem są podobniejsze do młotka albo papugi. Ale platońskie piękno przez „teoretyków” sztuki zostało dawno sprofanowane, obrzygane, zgwałcone i zaciągnięte do klozetu. W ich rozumieniu piękne może być wszystko, co im się zachce pięknym uznać. Na przykład Abakany pani Abakanowicz, albo kolorystyczne fikołki Warhola. Tym samym osiedliśmy na dnie – piękno jako coś zniewalającego, przymuszającego do siebie, automatycznie budzącego podziw zostało unicestwione.

      1. Sławomir S. pisze:

        Poczytam sobie Rousseau, może uda mi się odtworzyć instynkt szlachetnego dzikusa i dopiero tak oczyszczony będę się ewentualnie wypowiadał.

        1. Piotr Ryka pisze:

          Doceniam ironię, ale to podnoszenie się za włosy. Poza tym jedna z najszkodliwszych książek w historii. Szlachetni dzikusi w przypadku homo sapiens, zwierzęcia wszystkożernego, są tak samo niemożliwi jak szybkie żółwie i mądrzy idioci.

          1. Piotr Ryka pisze:

            I jeszcze jedna rzecz, może najistotniejsza. Zniszczenie platońskiego Piękna (nie musimy się tu upierać na Platona, chodzi po prostu o piękno obiektywne, a nie jakieś wygłupy rozszerzające je na brzydotę), no więc owo zniszczenie to nie jest tylko jakaś społeczno-psychologiczna fidrygałka, jakieś niewinne kombinowanie poszukiwaczy alternatyw. To bardzo ważne narzędzie służące do zniewalania jednych ludzi przez drugich. Bo kiedy brzydotę nazwać pięknem i zmuszać ogół do uznania tego – w tak przyrządzonym środowisku społecznym wszystko się staje akceptowalne, ergo możliwe.

  7. Piotr pisze:

    Jak dla mnie, branie do recenzji kolumn krążka Metalliki jest bez sensu. Wszystkie ich wydania są wyjątkowo niechlujnie nagrane jeśli chodzi o jakość dźwięku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy