Tytuł odnosi się do trójdrożnych kolumn podłogowych. Kolumn dużych i ciężkich – przeszło metr wysokości mierzących i cetnar na sztukę ważących. Kolumn polskiej produkcji i znanego autorstwa – siedem lat temu pisałem o firmie JWS i jej kolumnach IFAÍSTEIO. Sporo od tamtego czasu uległo zmianie, ale i sporo się nie zmieniło. Kolumny są podobne do tamtych, tyle że większe i cięższe.
Podobne pozostały proporcje szerokości do głębokości, rodzaj głośników i masywny wygląd, ale zmieniło tworzywo obudów i sposób wypiętrzenia. Większa u recenzowanych jest także drożność i wyższa zdecydowanie cena.
Nie zmieniła się osoba autora, i teraz to Jarosław Walczak – dr inżynier elektronik, pracownik naukowy, biznesmen i perkusista w jednym, zajmujący się oprócz tego od przeszło dwudziestu lat budową głośnikowych kolumn. (Pod marką JWS od 2014 roku.)
Obecnie kolumny JWS powstają spod szyldu firmy Tignum sp. z o.o. z siedzibą w Pabianicach, ale projektowane i montowane są w Łasku, a konkretnie dzielnicy Łasku o osobliwej i w niezamierzony sposób kojarzącej się z audiofilizmem nazwie Kolumna. Od czego wzięte chwytliwe hasło: „Kolumny z Kolumny”, a dopowiedzieć należy, że nazwa dzielnicy pochodzi prawdopodobnie od kolumny z herbu Roch II kasztelana Samuela Nadolskiego, właściciela Łasku[1] w latach 1635–1661.
Już było o JWS, pokręciliśmy się także wokół kolumn, coś przypomniałem o autorze – pozostało do wyjaśnienia obco i tajemniczo brzmiące słowo „Floga”.
Poprzednie JWS miały przydomek IFAÍSTEIO, wzięty od Hefajstosa, boga-włodarza wulkanicznej kuźni, autora broni innych bogów. Przydomek Floga ma podobny rodowód, oznacza w grece starożytnej „płomień”.
Płomienne FLOGA oraz z wnętrza Etny (gdzie wg podań kuźnia Hefajstosa) IFAISTEIO – to dwa obecnie oferowane modele kolumn marki JWS, której internetową stronę znaleźć można pod adresem https://jws-audio.pl
Coś jeszcze, już bardziej z prozy życia wzięte niż z mitologii greckich bogów – kolumny JWS Floga nie debiutują tą recenzją w konsumenckiej przestrzeni, tylko już parę osób zostało ich posiadaczami. Recenzja zatem tak bardziej dla świętego spokoju – że niby i marketing nie został zaniedbany – ale zawsze: co obgadane, to obgadane, co ocenione, ocenione. A i mnie miło będzie po siedmiu latach przypomnieć sobie brzmienie głośników JWS.
[1] Oficjalnie poprawna odmiana to Łasku a nie Łaska.
Budowa
Kolumny zatem są trójdrożne. Na pierwszej drodze górę pasma obsługuje głośnik wysokotonowy schowany głęboko w tubie, czym przypomina zarówno ten poprzedni z IFAISTEIO, jak i tweetery Omniray w kolumnach włoskiego Zingali. Nie jest to jednak powtórzony głośnik IFAISTEIO, tylko nowo opracowany i już na pierwszy rzut oka rozpoznawalnie inny – kielich tuby ma kształt bardziej owalny, topologicznie bardziej złożony i na dodatek tuba jest większa. Jaki w czeluści pracuje tweeter, tego projektant nie zdradza, podobnie jak nie zdradza pochodzenia i sygnatur pozostałych głośników. Niewiele zresztą z wiedzy takiej przyszłoby próbującym naśladować, ponieważ wszystkie głośniki zostały przez JWS zmodyfikowane, i to w szerokim zakresie. Odnośnie wysokotonowego musi wystarczyć wiedza, że to wysoko skuteczny driver osadzony w eliptycznej tubie ze wzmocnionego aluminium.
W trójdrożnych kolumnach Zingali tubowy tweeter, zgodnie z rozpowszechnioną koncepcją d’Appolito, posadowiony był w centrum, natomiast u trójdrożnych Floga znajduje się na szczycie. Poniżej, w centrum właśnie, rozpiera się 12-calowy głośnik nisko-średniotonowy w obudowie zamkniętej, mający wg zapewnień twórców jak na swój rozmiar niewielką masę drgającą, umożliwiającą mu osiąganie wysokiej dynamiki. Od góry szerokopasmowiec został odcięty na poziomie 1460 Hz, od dołu równych 100 Hz. Poniżej których rolę generatora dźwięku przejmuje wyróżniający się niską częstotliwością rezonansową 12-calowy sub-woofer, dzielący sekcję obudowy ze szczelinowym bass-refleksem o tylnym wylocie przy podstawie.
Odnośnie wszystkich głośników uzupełniająca uwaga: dobranie w pełni zadowalających okazało się bardzo czasochłonne – samych niskotonowych wypróbowano kilkanaście.
Zwrotnice oparto o jakościowe podzespoły, okablowanie pochodzi od QED, najciekawsze są jednak obudowy. Nietuzinkowe i wyjątkowo dopracowane, stanowią wyróżniający czynnik. Współpraca z fabryką dysponującą pełnym parkiem maszynowym wielkoprzemysłowej produkcji meblarskiej, umożliwiła JWS wdrożenie skomplikowanych, wyjątkowo odpornych na powstawanie pasożytniczych rezonansów obudów, w oparciu modelowanie obrabiarkami CNC. Na stronie producenta można obejrzeć proces formowania skomplikowanych konstrukcji ze starannie wyfrezowanych bloków sklejki brzozowej. Rozbudowany układ komór oraz pułapek i ustroi akustycznych gwarancją właściwej propagacji fal dźwiękowych wewnątrz i właściwego sposobu ich wyrzucania na zewnątrz. Jeszcze to wzmaga odchylenie całej kolumny do tyłu, jej grubościenność i jej masywność.
Krawędzie pozostawiono ostre, co może się wydać wbrew sztuce. Tylne odgięcie całości oraz układ wewnętrznych kanałów są w tej sytuacji jedynym zabezpieczeniem przed niepożądanymi załamaniami fal na opływie zewnętrznym. Ale wobec tubowej konstrukcji tweetera nie zachodzi obawa o takie zakłócenia, tuba przed nimi chroni.
Wykończenie obudów nie jest fornirem ani lakiernicze, a specjalnymi olejami, dlatego prążkowana faktura sklejki zawsze będzie widoczna. Oleje mogą natomiast być ciemniejsze lub jaśniejsze, wedle życzeń klienta.
Dane techniczne informują o paśmie przenoszenia 25 Hz – 22 kHz, impedancji 8 Ω, skuteczności 94 dB, wymiarach 357 x 375 x 1112 mm i wadze 50 kg/szt. Sugerowana moc wzmacniacza ma niespotykanie szeroki zakres 3 – 250 W.
Kolumny z tyłu, nad dużym szczelinowym bass-refleksem, wyposażono w dwa komplety przyłączy, które producent doposaża fabrycznymi zworami. W razie nie korzystania z bi-wiringu (czyli w przeciętnej sytuacji, chociaż bi-wiring poprawia) wzmacniacz powinien zostać podpięty do górnych, łączących się bezpośrednio z tweeterem i głośnikiem szerokopasmowym.
Izolatorów od podłoża dostajemy wraz z kolumnami dwa alternatywne rodzaje: drewniane stożki z podkładkami i jako drugą opcję walcowate izolatory z pochłaniającego wibracje materiału.
Przy ustawianiu zalecane odgięcie powinno być nieznaczne, nadają się pomieszczenia odsłuchowe od średnich poczynając.
Cena 28 tys. złotych jest niezależna od barwy wykończenia i jak na tak potężne konstrukcje bardzo zachęcająca. Ale – wiadomo – diabeł-kusiciel tkwi cały w odsłuchowych szczegółach.
Opis ewolucji produktu pióra twórcy
Spóźniony, ale dobrze że w ogóle, dotarł opis ewolucji projektu pióra samego twórcy. Grzechem byłoby nie przytoczyć:
Parę słów o ewolucji projektu. Projekt Floga rozwijał się na przestrzeni dwóch lat, a wliczając modyfikacje Ifaisteio – czterech. W tym czasie wypróbowanych – pomierzonych i odsłuchanych – zostało 18 par głośników średnio-niskotonowych, w tym tak uznanych marek jak B&C, BMS, Faital Pro, Dayton Audio, Wavecor, Fane, Precision Devices. Głośników ostatecznie odrzuconych ze względu na niespełnianie przyjętych założeń brzmieniowych. Wypróbowano także kilkadziesiąt układów zwrotnicy oraz 8 par wysokotonowych driverów kompresyjnych z różnymi tubami. Testowano kilka wariantów obudów.
Po kolei wyglądało to tak:
W krótkim czasie po opublikowaniu przez Pana recenzji Ifaisteio porzuciliśmy estetykę wykończenia a’la beton, która niewielu się podobała. Postanowiliśmy zamiast betonowych stworzyć Ifaisteio zbudowane w 100% ze zblokowanej sklejki brzozowej. Wybór surowca podyktowany został naszym zamiłowaniem do tego materiału, wynikającym ze względów brzmieniowych (sklejka jest wykorzystywana jako materiał na instrumenty – skorupy bębnów, skrzypce itp.), wizualnych (jest bardzo ładna, ma mozaikową warstwowość) oraz ekologicznych (powstaje z naturalnego drewna). Dzięki możliwości użycia maszyn CNC mogliśmy zaprojektować obudowę eliminującą rezonanse i fale stojące poprzez odpowiednie profile warstw tworzących. Dodatkowo, mając do czynienia z produkcją ekologicznych mebli na rynek niemiecki, postanowiliśmy wykańczać obudowy naturalnym olejem i woskiem, a nie potencjalnie niebezpiecznymi dla zdrowia lakierami.
Po pewnym czasie postanowiliśmy dokonać ulepszenia niskiego basu i przy okazji przesunąć profil brzmienia w kierunku ciepła. (Stąd nazwa „płomień”.) Profil miał być cieplejszy niż w Ifaisteio, które grały niczym „wulkany”, ale niektórym brakowało muzykalności.
W pierwszej kolejności spróbowaliśmy zastosować podwojony głośnik średnio-niskotonowy z Ifaisteio i, jak można się było spodziewać, dodało to głębi, ale nie muzykalności ani ciepła.
Zmieniliśmy zatem „kaliber” na znacząco większy (15 cali zamiast 10”), równocześnie stosując 2-calowe, 2-drożne drivery koaksjalne w tubach. Dźwięk zrobił się potężny i ciepły, ale stwierdziliśmy, że ze względów praktycznych to przesada, kolumny musiałyby mieć prawie 50 cm szerokości.
Zaczęliśmy wtedy eksperymenty z 12-calowymi głośnikami średnio-niskotonowymi. Po spróbowaniu wielu, po licznych przeprowadzonych pomiarach i wielogodzinnych odsłuchach, dobrany został głośnik 12-calowy poddany pewnej modyfikacji, nareszcie odpowiadający założeniom.
Niestety, w toku dalszych wnikliwych odsłuchów skonstatowaliśmy deficyt najniższych rejestrów.
Postanowiliśmy zatem zastąpić jeden z głośników średnio-niskotonowych 12-calowym (by współgrał wizualnie) subniskotonowym, jednakże takim, który pozwalał na pracę w „homo-ampingu”. (Nigdy nie spotkałem się z takim nazewnictwem, ale powinno być chyba poprawne, skoro powszechnie występuje bi-amping.)
Wiele bowiem subniskotonowych potrafi grać bardzo nisko, ale ze względu na ciężką membranę dysponują małą efektywnością, co wymusza zasilanie aktywnie, którego nie chcieliśmy.
Na potrzeby naszego projektu odrzuciliśmy tego typu głośniki, decydując się na łączący niski rezonans z wysoką efektywnością. W kolumnach Floga także ten głośnik poddany został modyfikacji.
Odsłuch
Co pierwsze uderza po rozpoczęciu odsłuchu? Duży dźwięk na bazie dużych, z punktową precyzją lokalizowanych źródeł. Oś pozioma lokuje się trochę powyżej linii wzroku słuchacza siedzącego w głębokim fotelu, a plan pierwszy około metra za głośnikami.
Obraz tworzony przez IFAÍSTEIO zatarł mi się w pamięci na dystansie ośmiu minionych lat i setek dzielących odsłuchów; pozostało wrażenie świetności dźwięku na bazie szczególnej przestrzenności, zwłaszcza na obszarze sopranów. Ale gdybym miał go sobie dokładnie odtworzyć, to nie, niemożliwe. Pamięć wróciła przypomnieniem – Floga grają podobnie i mają tamte soprany. Zapewne lepsze, ale odłóżmy porównania, skupmy się na konkrecie.
Soprany wynikające z tuby to wyższa szkoła jazdy. Z jednego powodu, ale decydującego. Tuby dają sopranom to, co dla nich parametrem kluczowym – dają przestrzenną formę. Dają z naturalną łatwością dzięki swej anatomii, a im bardziej soprany trójwymiarowe, tym bardziej doskonałe, ponieważ rozciągnięcie na przestrzeń, jako jedyne, może pogodzić ekstremalną wysokość dźwięku z brakiem dokuczliwego szczypania.
Soprany są agresywne z natury – tym agresywniejsze, im głośniejsze i wyższe – ale czym innym płaska agresja, czym innym trójwymiarowa. Płaska posiada brzydką cechę sztuczności, natychmiast odbieraną jako sztuczna i brzydka, ale na szczęście wysokie tony dają się trójwymiarowo modelować nie tylko poprzez tubę. Wstęgowe czy z diamentowych kopułek też mogą dawać popisy, ale wystarczy spojrzeć na trąbkę, by zyskać jasność, jak tuba jest pomocna. Kielich wylotu obdarowuje dźwięk trzecim wymiarem – w przypadku tubowego tweetera kolumn Floga jest to natychmiast słyszalne. Można ewentualnie się spierać, czy te wysokie tony nie są w przypadku odtwarzania niektórych dźwięków aż za bardzo trójwymiarowe, ale mnie się tak nie wydało, a co ważniejsze – nie obchodziło. Jako że misją muzyki radość. Także zaduma, przywoływanie wspomnień, marzeń, czasami tło dla innych zdarzeń. Wszystkie te formy muzycznego sensu w warunkach bardziej trójwymiarowych realizują się doskonalej, dlatego nie mam ochoty na dochodzenie, czy dzwoneczki, trójkąty, talerze perkusyjne, dęciaki oraz klawiszowe w zakresie wysokich tonów są dokładnie takie, jak je podaje tweeter Floga, czy może odrobinę inne. Ważne wyłącznie to, że sopran z tuby zwiększa przyjemność. (A pełni brzmienia koncertowego fortepianu i tak głośnikowe naśladownictwo nie odtworzy, wystarczy spojrzeć na fortepian.)
Raz jeszcze powściągając dygresje skupmy się na konkretach. Jednym z atutów Floga jest łączenie trójwymiarowości sopranów z nieograniczoną swobodą osiągania najwyższych zakresów. Wysokie sięgają wyżej niż w IFAÍSTEIO, docierając do samych granic sybilacji w przypadku sybilantnych nagrań, do końca przy tym zachowując formę trójwymiarową, która przed popadnięciem w sybilację je broni. Uznać to trzeba za duże osiągnięcie; zadowoleni będą zarówno ci, których drażni powściąganie sopranów, jak i wyczuleni na ich drażniącą postać.
Skoro zacząłem od przeglądu pasma, przepatrzmy resztę zakresów. Nie mniej się okazały udane. Bliskie ideału wyważenie bas-sopran w połączeniu ze zdolnościami odtwórczymi dużych membran przywołało wokalistów odwzorowanych poprawnie wiekowo, doskonale odwzorowanych emocjonalnie i – co najważniejsze – dojmująco realnych, a jednocześnie w magicznych przestrzeniach.
To jest najlepsze z audiofilizmu – wielopostaciowa magiczność. Niesamowitość realności żywej stwarzanej martwą aparaturą i oplatająca to magia. Obecność życia i niezwykłość scenerii – zdumiewająca wielość. Realizm brzmień wiodących i nadrealność szumu, szmerów – całej namacalnej otoczki. Przywoływanie rzeczywistości nagraniowej jako wychodzącej poza muzykę i intensywniejszej od normalnego życia. Gdy jeszcze w tej oprawie muzyka nie jako brzmienie wolne od wad, nic więcej, lecz niecodzienna dawka energii, władania jaźnią i urody – wówczas totalna magia, audiofilizm ucieleśniony.
Tego wszystkiego doświadczyłem z Floga, jakby to były kolumny za ponad sto, a nie za dwadzieścia osiem tysięcy. Może przesadzam z tymi „sto”, bo czasy się zmieniły i znakomitych kolumn za znacznie mniej niż sto mamy obecnie duży wybór (niemała w tym zasługa polskich), ale spotkanie z takim dźwiękiem to każdorazowo przeżycie, a tu cennik przyjazny.
Podobnie jak pozostałe zakresy interesujące okazały się basy. Kolumny Floga oferują bas w najwyższym gatunku, czego między innymi wyrazem stopień zróżnicowania. Nie tylko złożoności brzmień basowych, ale także różnicowania dawki. Bo weźmy płytę „Ten New Songs” Leonarda Cohena. Płytę przesoloną basowo, która w wielu konfiguracjach sprzętowych wypada karykaturalnie. Tor z przeciętnej jakości basem i jednoczesnym naciskiem basowym robi z niej czarny tłumok. Wielki, masywny Cohen buczący jak kontrabas, otoczony bezkształtnym basem z dodatkiem wokalistek-kulturystek.
Na papierze wygląda to jak wygłupy, ale wcale nie niemożliwe. Ta płyta potrafi tak brzmieć. Lecz gdyby ktoś po raz pierwszy jej słuchał w torze teraz recenzowanym, na pewno by się nie domyślił możliwości takiej postaci. Nie w każdym teście jej używam, ale w porównaniu do wcześniejszych użyć to było jednym z najlepszych wykonań. Rozdzielczość basu lepszej nawet niż w słuchawkach Dan Clark STEALTH, a to naprawdę sztuka. I nie tylko rozdzielczość, ale też dobór dawki. Przy czym wymienione słuchawki przy fantastycznej rozdzielczości nie są rekordzistami w osiąganiu niskich częstotliwości, podczas gdy flagowe kolumny JWS z osiągami ich nie mają problemów. Trudno żeby ją miały przy takiego kalibru wooferze wspieranym okazałym bass-refleksem, ale w tej sytuacji prawidłowe dawkowanie jest przecież jeszcze trudniejsze. A tutaj właśnie nie – na miarę mistrzowskiej biegłości połączenie ekstremów z poprawnym dawkowaniem. Ujmując kolokwialnie: w razie potrzeby potężny bas, normalnie nieprzewalony. Z tym, że słuchając pierwszy raz trzeba uważać i się wsłuchać, ponieważ dawkowanie okazuje się o wiele dokładniejsze niż średnio biorąc, więc z dużym prawdopodobieństwem najpierw znajdziemy się w sytuacji złudzenia, że basu jest za mało, dopiero później się okaże, że jest potężniejszy niż zwykle. (Ponieważ średnie basy normowane są lepiej, wydatne zostają podkreślone potężną amplitudą.)
Weźmy po paśmie przestrzeń. Już napisałem o wyjątkowej precyzji lokalizacyjnej oraz dużym rozmiarze źródeł. Ale to zbyt powierzchowne, rzecz trzeba uzupełnić informacją o tym, że lokalizacja również jest wyjątkowa, jako że nie spotkałem lepszej. Szerokość i długość geograficzna lokalizacji źródeł na scenie wymierzona zostaje z dokładnością do centymetrów oraz wpisana w perspektywę. To jest szczególnie cenne w przypadku obrazowania tańczących, ruchu postaci na koncertach i oper nagrywanych na spektaklach. Przy czym doskonale było słychać nie tylko przemieszczanie prawo-lewo, ale też ruch na głębię.
Dorzucę przy okazji dwie uwagi. Odnośnie stepowania też chyba nie spotkałem lepszego efektu stepu; całej jakże skomplikowanej w przypadku głębokiego wsłuchania relacji między podeszwą a podłogą. Z kolei odnośnie oper, chórów, muzyki elektronicznej i filmowej, ogólnie wszelkiej w dużych składach, staje pytanie o holografię. Ta w realizacji kolumn Floga nie była powiększana, to znaczy nie obserwowałem spotykanego czasem rozsuwania planów. (Przykładem kolumny Boenicke albo słuchawki Staksa.) Nie było szczególnie dużej głębi położenia dalekich planów i między planowego dużego dystansu, natomiast sama holografia w sensie rozwarstwienia oraz precyzji obrazowej – to realizowało się perfekcyjnie.
Scena szeroka, ale nie rozlana – nie wychodząca daleko za ściany. Wysoka, ale nie każąca myśleć o swej wysokości. Głęboka, ale nie w ten sposób, że jakbyś stał na szczycie góry i się dalą napawał. Także nie intensywnie napierająca na słuchającego ciśnieniem i owiewem dźwięku.
JWS Floga realizują spektakl w formie możliwie bliskiej realizacji samego nagrania. Nie budują własnej scenerii, tylko obrazują faktyczną. Co można to woleć albo nie – a mnie to obojętne. Byle było dobrze zrobione, działało na emocje. Podobają mi się zarówno brzmienia atakujące słuchacza, jak przykładowo od kolumn ZETA ZERO, podobają niezwykle głębokie sceny, jak do Boenicke czy Diapason, podobają ponadprzeciętnie trójwymiarowe i gęste, jak od dużych kolumn tubowych, podobają szeroko rozlane, jak od na przykład kolumn Duevel. Scena może być kształtowana w różny sposób i być sceną udaną, a proponowaną przez JWS Floga odczytałem jako starającą się być jak najbliższą zobrazowania sytuacji towarzyszącej nagraniu.
Lekkie zatem odgięcie, dystans do ściany tylnej, co najmniej średniej wielkości pomieszczenie i słuchacz niekoniecznie daleko, ale też nie za blisko – marzenie o brzmieniu wyrafinowanym i przywołaniu dźwiękowej magii ziszczone w całej rozciągłości.
Podumowanie
Powinienem to wcześniej napisać, ale jak będzie tu, to też się przyda. Zapomniałem złożyć relację z testu mowy potocznej. Głosy rozmawiających poza wyjątkowo wyraźną dykcją i niecodzienną jak na nagranie melodyjnością nie nosiły cech nadprzeciętnych – nic w nich nie było z teatralizacji, przerysowania ani sztuczek akustycznych. Nic w typie śpiewania przez Cher dyskotekowego szlagieru „Believe”, czy innych takich pomysłów. Tym efektowniej i w zaskakujący, przyznam, sposób kontrastowało to z opisaną magią. Kolumny JWS Floga mają zaskakująco szeroki repertuar operowania dźwiękiem: potrafią być jednocześnie normalizujące i modelowo magiczne. Kontrolować bas, sopran i pomiędzy z omijaniem pułapkowych zniekształceń, także normować błędną optykę pasma, jak tą na płycie Cohena, a jednocześnie ekspozycją rzeczy trudnych do wydobycia sublimować nastroje i rozbudowywać scenerię. Dzięki czemu brzmienie zyskuje prawidłową postać i bez udziału akustycznych chwytów magię.
Gdy widzę kolumny o dużym litrażu z dużymi membranami, jestem spokojniejszy o efekt. To prawda, że architektura kolumn bardzo się posunęła, już nie muszą wyglądać jak skrzynie. Dźwięk o nadzwyczajnej jakości może wynikać z czegoś tak wąskiego, niezwykle uformowanego i wyposażonego w nieduże głośniki jak u Albedo Aptica albo z czegoś tak dziwacznego jak Gradient Helsinki 1.5. Lecz mimo wszystko to trudne, cały ten młyn z architekturą. Nie będący następstwem przypadku, tylko wiedzy i doświadczenia. Ale nie dajmy się zmylić – JWS Floga wyglądają masywnie i prosto, lecz proste we wnętrzu nie są. Ich brak wewnętrznej prostoty pomnaża wielkość głośników i ich specjalne dobranie. Wysokotonowy nie jak guziczek na serwetce korektora akustycznego, tylko głęboko w obszernej tubie, a szerokopasmowy i niskozakresowy aż dwunastocalowe, mocno pchające powietrze. W połączeniu z wiedzą i doświadczeniem JWS, dowiedzionymi kolumną IFAÍSTEIO, musiało to dać dobry efekt, czego zresztą się spodziewałem. Obietnicą sukcesu był wygląd i obietnicą marka. Żadnego wobec tego zaskoczenia, chociaż aż tak ciekawego brzmienia nie byłem pewien. Muszę zarazem przestrzec czytających przed pochopnością własnych wniosków: nie sądźcie na podstawie wyglądu, że to proste i krzepkie brzmienie. Dźwięk pełny, z mocnym basem i jakimiś tam, może nieco nietypowymi sopranami. Wnętrze kolumny, a już zwłaszcza słyszalny na zewnątrz efekt, są wyrafinowane. Bas oraz cała reszta to dużo, dużo więcej niż tylko krzepkość plus moc. Stopień brzmieniowego zróżnicowania, w następstwie nacisku kładzionego na indywidualność brzmieniowej formy – na dbałości o to, by dobrana została właściwie, a nie tylko dawała przyjemność – osiągają najwyższy poziom. To wyróżnik, to rzadkie, ceniący ten aspekt powinni Floga bardzo serio brać pod uwagę. A niezależnie od tego to rzeczywiście potężnie brzmiące, z potężnym basem kolumny.
W punktach
Zalety
- Duże, szlachetne brzmienie.
- Trójwymiarowe.
- Szczegółowe.
- Pietystycznie oddane.
- Szczególna dbałość o adekwatną do charakteru nagrania formę brzmieniową.
- W tym o dawkowanie i obrazowanie basu na bazie świetnej rozdzielczości i różnorodności postaciowej.
- Realizm i magia w jednym.
- Artyści nieprzetworzeni, brani z życia, niezwykle wiarygodni.
- Osadzani w magicznych sceneriach.
- Duża scena z dużymi źródłami.
- Wyjątkowa precyzja lokalizacji źródeł.
- Dobre oddanie holografii.
- Doskonałe zobrazowanie ruchu artystów na scenie.
- Doskonałe ukazywanie rozchodzenia się dźwięku.
- Naturalistyczne pogłosy.
- Pokazowo oddane także Instrumenty trudne do odtworzenia, jak saksofon, wiolonczela, perkusja, fortepian, organy.
- Odporność na zniekształcenia i na dodatek aktywna. (Nie tylko nie ma wzbudzeń, ale dźwięk się normalizuje, odzyskuje normalność.)
- Masywna konstrukcja.
- Duże głośniki. (Udoskonalone przez JWS.)
- Tubowy tweeter.
- Starannie opracowana architektura wnętrza i całościowe odchylenie.
- Bardzo łatwe do napędzenia.
- Fabryczny park maszynowy stojący za produkcją obudów.
- Ceniony producent.
- Dobry stosunek jakości do ceny.
- Ryka approved.
Wady i zastrzeżenia
- Brak wykończeń w fornirach.
- Być może jeszcze lepsze efekty dałoby się osiągnąć dzięki bardziej zaawansowanym podkładkom i sfazowaniu naroży.
Dane techniczne:
FLOGA (gr. płomień) – trójdrożne kolumny wykonane z wielu warstw jednorodnej sklejki brzozowej wycinanej na CNC i sklejonych ze sobą tworząc dwie antyrezonansowe komory.
- Zalecana moc wzmacniacza: 3 – 250 W
- Impedancja: 8 Ohmów
- Pasmo przenoszenia: 25 – 22000 Hz (+-6dB)
- Punkty podziału zwrotnicy: 100 Hz i 1460 Hz.
- Skuteczność: 94 dB/W
- Masa jednej kolumny to około 50 kg.
- Okablowanie Qued
W kolumnach zastosowano głośniki:
- – wysokoskuteczny driver wysokotonowy w eliptycznej tubie wykonanej ze wzmacnianego aluminium
- – 12 calowy nisko-średniotonowy o niskiej, jak na swój rozmiar, masie drgającej umożliwiającej osiągnięcie wysokiej dynamiki, umieszczony w obudowie zamkniętej
- – 12 calowy subniskotonowy o bardzo niskiej częstotliwości rezonansowej umieszczony w obudowie ze szczelinowym portem bass-reflex
Cena: 28 000 PLN
System
- Źródła: Avid Ingenium, Cayin Soft Fog V2.
- Przedwzmacniacz: ASL Twin-Head Mark III.
- Końcówka mocy: Croft Polestar1.
- Kolumny: JWS Floga.
- Interkonekty: Sulek Edia & Sulek 6×9, Tara Labs Air 1, Tellurium Q Black Diamond XLR.
- Kabel głośnikowy: Sulek 6×9
- Kable zasilające: Acoustic Zen Gargantua II, Harmonix X-DC350M2R, Illuminati Power Reference One,
- Sulek 9×9 Power.
- Listwa: Sulek Edia.
- Stolik: Rogoz Audio 6RP2/BBS.
- Kondycjoner masy: QAR-S15.
- Podkładki pod kable: Acoustic Revive RCI-3H, Rogoz Audio 3T1/BBS.
- Podkładki pod sprzęt: Avatar Audio Nr1, Divine Acoustics KEPLER, Solid Tech „Disc of Silence”.
- Ustroje akustyczne: Audioform.


























„Ryka aproved” – a więc można kupować :). A na poważnie – jak by Pan porównał kolumny JWS do innych polskich, podobnie wycenionych, Audioform 304? Audioformy zdaje się Pan ma na własność, ale gdyby miał kupować, na które by padło? Jestem też ciekawy porównania JWS do dużych Zingali, które jakiś czas temu u Pana gościły – napisałby Pan co nie co, jak je pozycjonuje względem siebie?
Dziękuję i pozdrawiam.
A.
Audioform grają trochę cieplej i gęściej. Nie akcentują tak mocno położenia źródeł i nie podchodzą do każdego dźwięku tak pietystycznie, bardziej dążąc do wyrażenia formy całościowej niż podkreślenia indywidualnej. Z Zingali jest podobnie. Generalne wrażenie jest jednak zawsze podobne: „Świetnie gra!” Dokładniej te podobieństwa i różnice można samemu zebrać na podstawie recenzji – przecież po to je napisałem.
Dziękuję za odpowiedź. Czyli rozumiem że zarówno Audioform jak i JWS to ta sama półka jakościowa, a decyzja o zakupie to tylko indywidualne preferencje? Czy może któreś z tej trójcy wyróżnia się czymś, co przeważa na ich korzyść?
Recenzja pomocna sprawa, jednak ciężko wysnuć jednoznaczne wnioski, jeśli brak jest odniesień jednych do drugich, a tym bardziej jeśli samemu tych kolumn się nie słyszało. Za recenzje jednak podziękowania, gdyż wielokrotnie nakreśliły sprawę, czy sprzęt jest wart odsłuchu lub wypożyczenia.
Witam,
Ciekawa recenzja – najlepsza lokalizacja, jaką Pan słyszał? Ciekawe, zwłaszcza że kolumn testował Pan mnóstwo. Byłem ciekawy Pańskiej opini kolumn Floga, jako że sam jestem ich posiadaczem już niemal od roku. Miałem ten rarytas, że przed zakupem mogłem przełączać się między Flogą a Ifaistieo we własnym salonie. Coż, Flogi zagrały lepiej w każdym względzie od Ifaistieo. Najpierw podłączyłem Ifaistieo i uwagę przykuło niesamowite prezentowanie bębnów – słychać było ich okrąg, wewnętrzną akustykę – piękna sprawa. Floga miała dokładnie ten sam efekt, a oprócz tego szereg innych pozytywów górujących nad Ifaistieo – jakość basu i melodyjność dzwięku, to tak w streszczeniu.
Flogę początkowo napędzałem monoblokami tranzystorowymi 160W w klasie AB, jednak po przerzuceniu się na lampowca 300B kolumny zagrału iście zjawiskowo – muzykalność, melodyjność, przestrzeń – to wręcz eksplodowało jakościowo, nawet bas stał się lepszy (a tego się obawiałem, że 8W nie da rady z Flogami) – ciut mniej „betonowy”, ale na pewno bardziej realny – taki jaki słyszy się z akustycznych basowych instrumentów, lub podczas koncertów. Bo wystrugany, punktowy i „chudy” bas zawsze wydaje się z początku atrakcyjny, ale który instrument taki bas produkuje? W realnym życiu, podczas słuchania muzyki na żywo, bas ma cechy tak detaliczności, jak i tłustości, obszerności.
Kolumny naprawdę są unikalne – sposób konstrukcji bazujący na sklejce ułożonej warstwowo (bodajże 20 warstw w jednej kolumnie!) daje niesamowite możliwości kształtowania komór rezonansowych (można zobaczyć wnętrze kolumn na stronie producenta), a sam materiał zdaje się dawać lepszą, cieplejszą odpowiedź akustyczną niż MDF. Dodatkowym plusem takiej konstrukcji jest niezwykła uroda kolumn – prezentują się wyśmienicie, wyszukanie, niepowtarzalnie – żaden fornir takiego efektu wizualnego nie zapewni.
Pozdrowienia!
Najlepszą cechą Floga jest to, że momentalnie słychać ich nieprzeciętność. Mieć nadzwyczajnie brzmiące kolumny, takie sprzedające artyzm, to duża rzecz.
I tak zawsze samemu trzeba posłuchać…
Odkrycie…
Odkrycie jak odkrycie, czasami się nie da i trzeba zamawiać w ciemno – dobrze jak jest czas na zwrot.
Przy takich dużych paczkach może być zabawa. Ja niedawno zwracałem słuchawki Monoprice Monolith 1570, rzekomo bardzo dobre. Ale posłuchałem i oddałem do MP3 store Katowice – bezproblemowo.
Kabel I2s zamówiłem, miałem miesiąc na zwrot – został, łączy transport CD (Jays’s Audio CD2 mk2) z przetwornikiem (Audio-gd Master11S) – kabel to Tubulus Concentus (750€).
A teraz wyobraź sobie, że chcesz zamówić kabel do słuchawek – gniazda przy słuchawkach są różne, od strony wzmacniacza też masz z 5 typów połączeń (mały jack, duży jack, pentaconn, 4 pin xlr, 2x3pin xlr) i producent Ci mówi – zamówić można, ale zwrotów nie przyjmujemy.
Więc to posłuchanie samemu to czasem już swojego sprzętu.
Panie Piotrze, czy będzie Golden Analog dla tych kolumn pod koniec roku? Miałem okazję ich posłuchać niedawno i przyznam szczerze – kolumny klasa. Brzmienie wyrafinowane, dojrzałe, w niczym nieprzedobrzone. Do lampy fantastyczne.
Prawdopodobnie będzie, ale do końca roku jeszcze daleko.