Recenzja: I-O DATA Soundgenic HDL – RA4TB

   W półmilionowym Kanazawa, stolicy prefektury Ishikawa – leżącej po drugiej stronie Hokkaido dokładnie naprzeciw Tokio (zatem nad Morzem Japońskim, a nie Pacyfikiem) –  mieści się siedziba założonej w 1976 roku I-O DATA DEVICE, INC., która zaczynała od opracowywania i wdrażania technologii komputerowych dla przemysłu i mediów, kooperując na tym polu między innymi z Sharp, NEC, Apple i BBC (pamięci, napędy dyskowe, akceleratory graficzne, panele dotykowe i wyświetlacze LCD, po 4K włącznie). Prowadząc jednocześnie szeroko zakrojoną działalność powiązaną, między innymi dystrybucję produktów Western Digital na terenie Japonii, stawała się z biegiem czasu rodzajem ośmiornicy, której macki sięgały wszędzie tam, gdzie zjawiał się sektor elektroniczny. Skierowana do użytkownika indywidualnego strona internetowa I-O DATA to teraz szereg zakładek odsyłających do działów z urządzeniami najróżniejszych przeznaczeń, jak nagrywarki, zewnętrzne dyski, serwery NAS, monitory, kamery, routery, napędy płyt, oprogramowanie – masa innych. W tym rogu obfitości bytują zrecenzowane już przewody USB i Ethernet produkcji własnej I-O DATA, a teraz będzie o czymś grubszym – o tytułowym I-O DATA Soundgenic. Grubszym, ale nie jakimś grubym; to nie jest gruba rzecz, gdy chodzi o rozmiary. Niewielkie pudełko, mniej więcej wielkości tych, w jakich dawno temu sprzedawano krótkie cygara, skrywa czteroterabajtowy (4 TB), bezgłośny i odporny na wstrząsy dysk talerzowy oraz trochę elektroniki do łączności zewnętrznej. Odpowiednio do tego cena też jest niewielka – japońska „Geneza dźwięku” z malowniczego Kanazawa kosztować ma 2790 PLN.

O tym urządzeniu też już trochę pisałem, ale nie bezpośrednio, jako że nie o tej wersji, tylko o bardziej luksusowej i wielokrotnie droższej – o Fidata HFAS1-XS20U. Robi się małe zamieszanie w związku z tymi nazwami, bo tu mamy markę I-O DATA, tam Fidatę – ale sprawa jest prosta i zwięzła: Fidata to dział wyrobów luksusowych w ramach konsorcjum I-O DATA. Dlatego urządzenia sygnowane tą marką z reguły są większe, lepiej wyposażone i dużo droższe, a my tymczasem skromniutko, niemniej fundamentalnie, bo wszak to I-O DATA spina wszystkie te przedsięwzięcia. Ten drogi, luksusowy serwer, opatrzony logiem Fidaty, prezentowany był już dwukrotnie na AVS i miałem też z nim styczność podczas wizyt we wrocławskim salonie dystrybutora, ale wówczas i podczas ostatniego Show jeszcze naszego tytułowego Soundgenic nie było; jest całkiem świeżej daty i nie od Fidaty, a z oferty I-O DATY, że sobie z przymrużeniem oka porymuję. Tak świeżym, że do kupienia będzie dopiero w najbliższym czasie, ale już go można zamawiać, realizacja powinna być szybka. Jednak na półkach jeszcze nie leży; testowany egzemplarz jest na razie jedynym, który wziąć można do ręki. Nie natrudziwszy się przy tym – waży mało, za to muzyki zmieści mnóstwo, jej waga będzie duża.

Wypadałoby jeszcze przed daniem nura w konkret napisać coś ogólnikowo o muzyce w wydaniu plikowo-dyskowym, ale to się zrobiły same banały – każdy wie, każdy się zetknął, każdy zdążył usłyszeć. Wiadomo – pliki, pliki, pliki – tak jest najłatwiej i najtaniej. Mogą więc sobie zwolennicy winyli podnosić walory muzyki nieskazitelnie analogowej z opcją brania do ręki, popularności plikom nie odbiorą. Chociaż, faktycznie – te winyle to święto, ta igła wolno opadająca i trzask, kiedy dotknie rowka… Ale możliwość powtarzania utworu, wyboru nawet bardzo długiej listy, ciągłego grania przez wiele godzin bez konieczności obsługowej, gromadzenia ogromnych zbiorów nagrań za budżet jeszcze do przełknięcia i bez redukcji miejsca wokół – to wszystko nie dla winyli. Zresztą – co ja się będę rozwodził, przecież to wszyscy wiedzą.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

1 komentarz w “Recenzja: I-O DATA Soundgenic HDL – RA4TB

  1. Miltoniusz pisze:

    Bardzo ciekawa recenzja. Rola transportu plików jest powszechnie niedoceniana.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy