Recenzja: Hijiri HCI-R10

Budowa

Mała naklejka na boku wszystko ciekawym wyjaśnia.

   Kabel przybywa do użytkownika w tekturowym pudełku, po japońsku wykwintnym. Dbałość o każdy szczegół otoczenia, tak by przynosił oczom radość, to w Japonii zakorzeniona od stuleci tradycja i zgodnie z nią pudełko jest pokryte satynową powłoką w stylizowane kwiaty i srebrzyste pasemka. W dotyku przypomina pergamin i ładnie się prezentuje, bez żadnej krzykliwości pomimo białego tła. We wnętrzu, w pergaminowej bibułce, spoczywa interkonekt, opatrzony certyfikatem producenta z namiarami wszelkiego typu adresów i telefonów, a także z krótką glossą o jego wyjątkowości, zawierającą same ogólniki poza konkretną uwagą o miedzi najwyższej czystości, ale bez wyszczególniania specyfikacji. Konkretna za to pada obietnica bycia najlepszym w swoim przedziale cenowym na bazie najlepszej rozdzielczości, trafności tonacyjnej, nasycenia i detaliczności. I jeszcze z konkretów naklejka na boku opakowania, informująca o długości 1,0 metra i niepoślednim fakcie wykonania zawartości w Japonii.

Odnośnie spraw konstrukcyjnych, to więcej nie dowiemy się znikąd. Producent dawno temu obrał taktykę nie epatowania danymi technicznymi, te zostawiając sobie, natomiast nabywca, czy jakikolwiek słuchacz, ma być jedynie pod wrażeniem brzmienia, a nie naczytania się jakichś cyferek i opisów technicznych. Pozostaje więc poza słuchaniem jedynie ogląd zewnętrzny i pod tym względem mamy do czynienia w dużym stopniu z analogią do dawnych przewodów Harmonix z najniższego stopnia oferty, a mimo to z wyżyn jakościowych. Kable są niezbyt grube, grubość im niepotrzebna. Pomimo to dosyć sztywne, ale w pełni zginalne, osłonięte lśniącym, twardym oplotem o bardzo gęstym ściegu. Na środku jednego czerwona a drugiego czarna opaska ze strzałkami kierunkowości i złotymi napisami „Hijiri” oraz analogicznej barwy termokurczliwe osłonki przy wtykach, też ze strzałkami i nazwą. I one jedne, owe wtyki, dają coś wyraźnie względem dawności innego, są mianowicie od zewnątrz rodowane, a dopiero pod spodem złocone.

A w środku siedzi to.

Odnośnie rodu kontrowersje w audiofilizmie są skrajne, na przykład polskie Albedo – wytwórca kabli z krystalicznego srebra – uważa jego wpływ za dramatycznie dewastujący muzykę. Japończycy najwyraźniej o tym nie wiedzą i rod z powodzeniem stosują, poczynając od legendarnych słuchawek Sony MDR-R10 o rodowanym wtyku. Swój wtyk pokrył rodem także Fostex w najnowszym flagowcu Fostex TH909, a Hijiri w osobie swego twórcy, pana Kazuo Kiushi, też rodowanie znalazło przydatnym podczas dwuletnich przeszło odsłuchów kontrolno-wykonawczych recenzowanego R10. I przy okazji osobliwość z tym R i dziesiątką – często w japońskich wyrobach się one powtarzają.

I jeszcze na koniec uwaga, iż w cenie koło trzech tysięcy najmocniejszy mi znany konkurent to zrecenzowany w tym roku Oyaide AZ-910, którego niestety do porównań nie miałem.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

10 komentarzy w “Recenzja: Hijiri HCI-R10

  1. fallow pisze:

    Dziekuje za recenzje.

    Bardzo dobrze byloby go odniesc do na zblizonej cenowej polce Harmonixa HS 101 Improved S

    Sam uzywam HS 101 GP ale mialem Improved S i rozumiem brzmienie jednego i drugiego.

    Ciekawi mnie tez oczko wyzej Hijiri ktory mozna znow odniesc do HS 101 GP.

    Pozdrawiam serdecznie.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Hijiri HCI-R10 od Harmonix HS 101 Improved S ma nieco słabsze wypełnienie, a bardziej otwartą górę i generuje większą przestrzeń. Ma też bardziej transparentne, mniej mleczne światło. Wyższy Hijiri Kiwami to High-End w całej krasie i oczywista wyższość względem obu.

    2. głuchoNiemy pisze:

      Audio to nie magia, ale urządzenia, które buduje się w oparciu o zasady, stąd bardzo dłuuuugie opisy techniczne przy recenzjach wzmacniaczy, gdzie wyjaśnia się koncepcję, kable nie mają żadnego uzasadnienia technicznego, sprawdziłem wiele, niczego nie zmieniają, recenzje są tylko po to aby zgłaszali się reklamodawcy, jeżeli już to TransparentAudio lub MIT, są normalne z wyglądu, ładne, poza tym to głupota, recenzenci powinni publikować swoje audiogramy, większość ludzi po 40 dobrze słyszy do ok 5 – 6 khz, najlepsze są ślepe testy

      1. rafa pisze:

        buahahaha ale pajac z ciebie

  2. Adam K. pisze:

    Panie Piotrze, szkoda, że nie miał Pan okazji przetestować lub choćby posłuchać wspomnianego tu Harmonixa HS-101 GP, którego od ponad 2 lat używam. Cudowny kabel! Piękne, melodyjne brzmienie, wspaniała barwa, kapitalne wypełnienie. Jeśli można to tak nieco na wyrost ująć – zakochałem się w tym kablu i ciągle mi nie przechodzi, zupełnie odwrotnie niż w przypadku moich uczuć do kobiet:)

  3. Rai pisze:

    Niezrozumiała dla mnie różnica ceny między RCA a XLR. Czyżby wtyki za 4 tysiące? Droższe od samego kabla?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Wyjaśniłem to w recenzji: dwa razy więcej przewodnika. Wtyki kosztują z grubsza tyle samo.

      1. Andrzej pisze:

        Cała ta symetryzacja wydaje się nieadekwatna do kosztów.
        Symetryczny wzmaczniacz to jakby 2 wzmacniacze, symetryczny kabel to jakby 2 kable.
        Płaci się prawie 2x wiecej „tylko” za symetryczność. Nie lepiejzapłacić więcej za „jeden” lepszy wzmacniacz i kabel? Ktoś robił takie prównania?

        1. jafi pisze:

          Nie ma jakiejś oczywistej przewagi urządzeń/połączeń symetrycznych nad niesymetrycznymi.
          Według mnie – jeśli mam wybór między XLR i RCA w jednym urządzeniu, to przeważnie wskazuję na RCA ze względu na muzykalność (śpiewniej, z lepszym czasem/rytmem i oddaniem barwy).
          Po XLR zagra z większą dynamiką, sceną, ale nie tak pięknie.

  4. jafi pisze:

    Jeśli ktoś szuka w dźwięku dynamiki, energii, wielkiej sceny, to wybór XLR będzie właściwy.
    W tym samym urządzeniu po RCA najczęściej gra melodyjniej, z lepszą plastyką dlatego zostaję przy RCA.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy