Co się zmieniło, co zostało
Zmiany wyliczył producent i należy mu wierzyć, bo cóż innego pozostaje? Ewentualnie sprawdzenie, którego wizualna strona będzie bezdyskusyjna, audialna trochę mniej. Wzrok nie mniej wprawdzie od słuchu nas mami, od starożytnych sceptyków ze szkoły Pyrrona poczynając, poprzez św. Augustyna, Descartesa i Kanta, aż po współczesnych epistemologów i badaczy zmysłów, stawia się go pod pręgierzem z wyrokiem oszusta, na dodatek takiego, że „O rany boskie!” On odwraca, zawęża, upraszcza, pomija, na niezliczone sposoby zniekształca i od siebie dodaje, a przede wszystkim posługuje się tzw. światoobrazem, zza zasłony którego mało co tak naprawdę widać. – Lecz mimo to ciągle dosyć, i w sam raz nawet, abyśmy mogli sobie radzić w warunkach życiowych, i to zarówno od strony wystarczalności ilościowej oraz adekwatności jakościowej danych zmysłowych, jak i powodowanej ich postacią całościowej myślowej wygody, a wraz z tym satysfakcji z zajmowanej pozycji bytowej – co, zaiste, nie mniej tutaj ważne. Ale pomińmy grube tomy, w których spisano osobliwe własności ludzkiego wzroku i ludzkiej jaźni, oraz te jeszcze grubsze, których dotychczas nie spisano, zawierające pozostałą wiedzę o nich. Trzymajmy się wiedzy potocznej, wg której posiadany zmysł obserwacji prowadzi nas prościuteńko w sam środek realizmu. Mierząc wzrokiem nowe HEDDphone TWO GT rzuca się w nasze czujne oczy i nasze mądre myśli, że od tych pierwszych, najdawniejszych, muszle mają wyraźnie mniejsze, a względem wersji TWO bez GT jaśniejsze materiałowe osłony przetworników we wnętrzach muszli, a jednocześnie organizację samych tych przetworników cośkolwiek zmienioną – i teraz grzbiety fałdów stały się mniej widoczne. Całkowicie widoczne są za to litery GT, dodane do sygnatur nazwowych po stronie wewnętrznej na obrotnicach chwytaków, jak również to, że logo marki po zewnętrznych zostało wytłoczone, a nie jak wcześniej wymalowane białą farbą. Reszta raczej się nie zmieniła – z włókien węglowych pałąk wygląda na ten sam, magnezowe muszle oprawiające przetworniki też wyglądają znajomo. W odróżnieniu od wersji najstarszej nie tylko że są mniejsze, ale też i ruchome we wszystkich trzech możliwych w naszej czasoprzestrzeni prostopadłych płaszczyznach[1], które, jakże zgodnie ze stanem faktycznym, nasze oczy przedkładają naszym wyobrażeniom[2].
Jak na ten raz starczy może tych epistemologicznych zawijasów, weźmy się za twarde konkrety. Twarde, bowiem słuchawki dostarczane są w utwardzonym brezentowym etui, w którym oprócz nich i dodatku papierów znalazły się dwa kable i dwie przejściówki. O kablach była już mowa, że dla wersji GT zostały poprawione i teraz to 4-żyłowe przewody 5N SPC, co się przekłada wyglądowo na dość cienkie i całkiem giętkie rzeczywiście czterożyłowej plecionki, z żyłami osłoniętymi czarnym, półlśniącym, wzmacnianym kevlarem oplotem. Kable liczą po półtora metra i przenikają do muszli kątowo od przodu stykami poprzez małe jacki; po stronie wzmacniacza jeden kończy się symetrycznym Pentaconem (4,4 mm), drugi niesymetrycznym dużym jackiem (6,35 mm). Dla pierwszego przejściówka to zmiana zakończenia na symetryczny 4-pin, dla drugiego na mały jack (3,5 mm) – otrzymujemy zatem pełny wybór połączeń. Aha – jeszcze jedno – rzeczywiście przewody zostały zmienione, te z wersji bez GT w nazwie nie były plecionkami także na rozwidleniem.
Grubymi poduszkami wyścielony pałąk i w pełni ruchome muszle wykończone mięsistymi padami w obszyciu delikatną skórką wegańską to oprócz ekologiczności gwarancja wygody, jeszcze wzmaganej lekkością kabla i jego bezkolizyjnym dla torsu wchodzeniem pod kątem. Same słuchawki też nie są ciężkie, ważą 550 gramów, a pozostałe parametry techniczne podobnie nie uległy zmianie – pasmo przenoszenia to wciąż 10 Hz – 40 kHz, czułość 89 dB, a impedancja 41 Ω. Moc minimalna wzmacniacza to 200 mW, ale zaleca się taką powyżej 1W. Wszystko to, ma się rozumieć, w ramach pełnoskalowej techniki AMT, w tym wypadku posiłkującej się membranami z kaptonu.
Na finał została cena, która też nie uległa zmianie. Doskonalsze okablowanie i inaczej strojone, cokolwiek udoskonalone przetworniki, pozostały bez wpływu na cenę, która dla wersji GT okazuje się wciąż wynosić 9999,- PLN, czyli dokładnie tyle samo ile wynosiła w momencie debiutu dla TWO bez GT. Mimo to ceny nie pozostały całkiem bez zmiany: wersja GT wskoczyła na miejsce poprzedniej, a ta obniżyła cenę o półtora tysiąca.
[1] Być może istnieją też ukryte wymiary przestrzeni, ale za duże lub za małe, byśmy mogli je dostrzec.
[2] Nie jest to aż doznanie typu kantowskiego, lecz zdanie sobie sprawy, że widzialna część czyichś oczu stanowi zaledwie wycinek rzeczywistej kuli, może zacząć skutkować dość nieprzyjemnym sposobem widzenia innych ludzi; wszystkie te ich piękne i niepiękne oczy zaczynają być dziwnie inne.














Ładnie grały na ostatnim AVS, na pewno to jest ten dźwięk który lubię. Z recenzji domniemywam, że w pobitym polu zostawiłyby moje HE-1000se. Przy muszlach gniazda na jacki 3,5mm – tak?
Jacki – tak, pobiły – nie. To znaczy gdy chodzi o naturalizm głosów i bezpośredniość kontaktu, to owszem, prawdopodobnie tak, skoro prawie są równe Susvarom, tyle że jak się lubi duże sceny przy możliwie częstych okazjach, to one tego nie zapewniają, w tej roli HE1000 będą lepsze.
Czyli moje kable (FAW, Tonalium i Agrgentum) będą pasować, aż kusi do bezpośredniego porównania. A są HE-1000 Unveiled…