Recenzja: Harmonix RF-909X

Odsłuchy

W stożkach małe wgłębienia.

  Zanim dobrniemy do najbardziej pożądanych badawczo kolumn, zacznijmy od jakiegoś urządzenia. Okolcowanych akurat nie miałem; to znaczy miałem Aurisa Headonię, ale już spakowanego do odesłania i rozpakowywać mi się nie chciało. A w takim razie mniejszy i mniej kosztowny słuchawkowy wzmacniacz, ale bynajmniej nie mały ani tani. Powrócił bowiem Niimbus Ultimate, którego zapragnąłem posłuchać ze słuchawkami HEDDphone, a więc i o tym przy okazji.

Start odbył się oczywiście na jego własnych nogach, a za przetwornik służył Auralic Vega G2, czekający na własny opis. Ten porównawczy punkt wyjściowy okazał się całkowicie zgodny z opiniami wyrażanymi o tym Auralicu na tle konkurencyjnych przetworników PrimaLuny i Audiobyte. Zagrało płynnie i analogowo, niczym byś lody waniliowe kosztował. Zupełnie spójna konsystencja, przyjemnie łagodne, raczej jasne i ciepłe barwowo (ciepła biel) światło, zupełnie gładkie powierzchnie. To wszystko miłe, ale ja tak nie lubię. Pomimo, że w tle tego dwa bardzo istotne fakty: wzmacniacz Niimbusa zjawiskowo przejrzysty, a słuchawki HEDDphone do tego stopnia muzykalne, że aż stanowiące klasę samą dla siebie. Porównywane z nimi inne na nierewelacyjnym muzycznie materiale z Sieci… nie, aż nie chce się porównywać. A mimo to nie byłem zadowolony, to zbyt jałowo, zbyt na jedną nutę grało. Miło, miło i miło – i niewiele poza tym. Pewnie, gdyby to porównywać do toru przeciętnego, byłby taki przeciętny doszczętnie zmasakrowany, ale sam się zrobiłem grymaśny, wymagań iście królewskich nabyłem. Trochę przesadzam, bo w końcu dCS Vivaldi z osobnym zegarem wzorcowym, czy inny taki bogacz, standardowo u mnie za przetwornik nie służy, ale jednak kapryszę. I w ramach tego to „niewiele poza tym” mi nie odpowiadało; za mało w tym było ikry i wytrawnego smaku. Bo z win wolę czerwone, a z czerwonych tylko wytrawne – i właśnie tej wytrawności nie dość – mało. Podłożyłem pod z oksydowanej stali nóżki Niimbusa podkładki Harmonix RF-909X… Tak, wiem, jest takie zalecenie, żeby podkładki nie pod nóżki. Ale te akurat są przeznaczone popod kolce, czyli jednak pod nóżki, i na dodatek z dołu oferty, a wraz z tym nie urosły. Więc by się tylko mogły suwać nie będąc pod nóżkami; Niimbus by się na nich nie oparł. Ale spokojnie, dały radę, mimo że pod nóżkami.

To ma pochłaniać wibracje i stanowić podstawę.

Ten opis tak będzie wyglądał, jakby był z góry ukartowany, ale niczego nie planowałem. Planowałem jedynie, że jak się te Harmonix RF-909X nie spiszą, to im odpowiednio przysolę, bo już mi bokiem zaczęły wyłazić te wszystkie akcesoria. Tu pierdółka, tam pierdółka i ówdzie też pierdółki – cały ten audiofilizm w pierdółkach. Podstawki, dociski, zaciski, wtyki, wtyczki, kabelki, srelki. Aż czekam, żeby mi się któryś pierdółka bez użytkowego sensu nawinął, aby mu dać do wiwatu. No, ale nie tym razem. Zestaw Harmonix RF-909X oczekiwania te zlekceważył i swoje spokojnie zrobił. W uszy się swoją robotą wcisnął i zagrał mi na nosie. Nos, uszy – wszystko jedno – nie da go rady skrytykować.

Nawiązując do tego, że rzecz wygląda na zaplanowaną powiem, że tak wygląda, bo piszę ją od końca, od stanu po przeprowadzonym teście. W sumie co mógłbym tutaj zmienić, to ewentualnie zastąpić przetwornik Auralica dzielonym Audiobyte. Wtedy nie byłoby to bez podstawek brzmienie jak śmietankowe lody – i nawet z ciekawości zaraz tak postąpię, bo sam jestem ciekaw, co się zdarzy. Na razie zaś napiszę, że podłożenie pod nóżki Niimbusa podstawek Harmonix RF-909X dało pożądane efekty w tym sensie, że obraz się wyostrzył i nabrał cech wytrawności. Mocniej zaznaczył kontury, wszystko uczynił wyraźniejszym, podkreślił przejrzystość medium poprzez lekkie schłodzenie światła, które przestało być kremowe, aczkolwiek nie stało się jaskrawe, tylko bardziej analityczne a mniej umilające. Słuchanie zrobiło się bardziej skupione i wytężone, obecność dźwięku bardziej się zaczęła narzucać, a jego postaciowanie stało, jak chciałem, bardziej wytrawne, nie przechodząc tak gładko i tak zaraz do zapomnienia. Można powiedzieć: brzmieniowy obraz ożył i skupił na sobie uwagę, a także wyszlachetniał.

Tyle odnośnie prostego zabiegu postawienia nóżek pod słuchawkowym wzmacniaczem podpiętym do oferującego łagodny styl przetwornika. Zobaczmy teraz co się stanie, kiedy te same nóżki podstawimy pod przetwornik grający stylem przeciwstawnym, połączony z tym samym wzmacniaczem już stojącym na takich nóżkach.

Od spodu zatem wyścielono.

Bez nóżek, a dokładniej na własnych, Niimbus w duecie z dzielonym Audiobyte zagrali bardzo pikantnie. Za bardzo nawet jak dla mnie – i co ważniejsze, nawet dla słuchawek HEDDphone, które wygładzają ostrości, a szerzej rzecz ujmując – oferują niespotykaną muzykalność. Takie nazbyt pikantne brzmienie trwało na szczęście niedługo, tylko przez pierwszą godzinę po przejściu na inny przetwornik. Audiobyte nie jest pod tym względem wyjątkiem, on też rozgrzewa się pomału i wcale nie jest wystarczająco rozgrzany nawet po tym trwającym dłuższą chwilę ładowaniu kondensatorów. Zaraz po nim korpus ma jeszcze chłodny, godzinę później już solidnie ciepły. A wówczas nie obrazuje już za ostro i można bez wahania stwierdzić, że oferuje brzmienie piękne. Już samo z siebie wyraziste, z dobrze wyczuwalnym oddechem, nieustającą obecnością całej w odsłuch zaangażowanej przestrzeni i tą szczególną femto-nutą, którą pierwszy raz ukazał mi kiedyś przetwornik Calyx Femto. Rozumiem przez nią szczególny pietyzm w oddawaniu dźwięków i szczególnie trafne ich zawieszanie w perspektywicznie ujmowanej przestrzeni, która, jak już wspomniałem, na dodatek cała ożywa – że staje się to wszystko swoistym misterium i jasnym jest, iż to bardzo dalekie od przeciętnego muzykowania za pomocą aparatury.

Tym trudniej miały te Harmonix RF-909X, próbujące coś w tym poprawiać. Udało im się? O, tak. Naprawdę byłem zaskoczony, jak dużo, bo wprawdzie i poprzednio ich wpływ był ewidentny, ale tym razem brzmieniowy obraz wzniósł się na jeszcze wyższy poziom, zapewne także dlatego, że stały na nich oba urządzenia. I znów dokonało się wyostrzenie, ale tym razem inne. Nie wyostrzyły się same kontury, a całe dźwięki stały dużo (podkreślam – dużo) bardziej trójwymiarowe. Dźwięki wszelkiego rodzaju – i te wielkie, i te drobniutkie, i te od instrumentów, i te od ludzkich głosów – nabrały przestrzenności, o wiele mocniej wyszły przed tło i cała ich obecność stała się wraz z tym objętościowym przyrostem dużo mocniej odczuwana. I teraz ta muzyka nie była już pięknym, panoramicznym, ale w sumie dość płaskim obrazem, chociaż ujętym w perspektywę i mocno ożywionym, tylko się stała figuratywna – teatralna a nie filmowa. To nawet bardzo mnie zaskoczyło i było aż szokująco lepsze, aczkolwiek zaplecze techniczne tego…. Że też, przepraszam za wyrażenie – taka bździna potrafi tyle zdziałać! Tak, jasne, mnóstwo się słyszy gadania o tym, że rugowanie wibracji to rzecz ważna, a już szczególnie przy sprzęcie lampowym, ażeby lampy mniej drżały. Ale tu ani jednej lampy w torze, same sprzęty z coś przecież na rzecz rugowania tych drgań robiącymi własnymi nóżkami, a z kolei te stożki Harmoniksa to samo denko oferty, tylko dla lepszego samopoczucia nabywcy zwane dumnie „bazowym”. A mimo to taka zmiana! Cóż, trudno, przyjdzie raz jeszcze zrobić z siebie małpę w audiofilskim cyrku i z przekonaniem, choć bez zapału, powiedzieć, że te Harmonix RF-909X są warte dziesięciu prawie złotych za gram, jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało.

I rzeczywiście – można na tym stawiać.

Na koniec rola podstawowa, czyli idziemy pod kolumny. Tam, aby zastępować podkładki mosiężne Acoustic Revive, które są tańsze ale nietanie (osiem sztuk 590 PLN). I znów się coś zmieniło, i znowu w sposób niespodziewany. Nie wzrosła tym razem trójwymiarowość, a jeśli już, to minimalnie. Same bryły brzmieniowe pozostały te same, jedynie nieznacznie pogłębiła się i tak już wcześniej głęboka scena i trochę bardziej podkreślała swoją obecność holografia. Lecz mimo to działanie było znaczne, tyle że w innym kierunku. Albowiem dźwięk się obniżył, a ściślej pokazały się szlachetniejsze soprany. Tylko one, ale za to w sposób trudny do przeoczenia poprawiły trójwymiarowość, zastępując wrzeciona pików obrazem bardziej sferycznym, bardziej czytelnym i bardziej złożonym, w efekcie piękniej wybrzmiewającym. Koloratury stały się naturalnie obłe, bardziej przestrzeń obejmujące z finałem lepszej propagacji, więc w sumie dużo bardziej efektowne; a wszelkiego innego rodzaju krzykliwość także bardziej sferyczna, mniej zawężana pikowo do wrzasku, przez co o wiele mniej drażniąca, trzeba powiedzieć – wcale. (W nagraniach oper z partiami mówionymi i recytatywami takie wrzaski niekiedy bywają ekstremalne, podobne do wrzasków na widowni podczas koncertów rockowych.)

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

4 komentarzy w “Recenzja: Harmonix RF-909X

  1. Sławek pisze:

    No i fajnie. Ale taki Hegel to chyba na 3 nóżkach stoi, nie na czterech?
    Czy ma to znaczenie dla działania tego ustrojstwa, że są 3 a nie 4?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Odnośnie zmian w brzmieniu Hegla nie mogę się wypowiedzieć, ponieważ widoczny na zdjęciu należy do Karola i w testach nie uczestniczył. Natomiast sama ilość nóżek na działanie podstawek wpływu mieć nie powinna, bo niby dlaczego? Ogólnie przyjmuje się, że trzy są lepsze od czterech (to rozwiązanie stabilniejsze, bo podłoże nie musi być idealnie równe), ale wielu to lekceważy, a same nóżki i ewentualnie dołożone pod nie podkładki tak czy tak powinny zrobić swoje, czyli zredukować wibracje.

  2. Piotr Ryka pisze:

    Dalej problemy z wpisami, teraz inny informatyk z kolei się pochorował. (Nie na Covid, ale poważnie.) Dlatego wrzucam komentarz ze skrzynki pocztowej:

    filipex132
    Używałem tych podkładek w ilości 3 szt. pod odtwarzaczem CD, efekt wyraźnie słyszalny i pozytywny. Teraz pod CD mam Stillpoints mini, a podkładki harmonixa wylądowały pod stolikiem audio. Tutaj efekt raczej minimalny. Ciekaw jestem jak byłoby pod kolumnami – czy są lepsze od podkładek Acoustic revive. Ktoś próbował?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Są lepsze. W recenzji to napisałem. Z Harmonix ładniejsza góra, bardziej trójwymiarowe obrazowanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy