Zarzekałem się nie pisać więcej recenzji słuchawek dokanałowych, moje wąskie kanały słuchowe każde odchorowują. Oto piszę kolejną. Życie burzy zapędy zwane obietnicami, raz po raz zmuszając do ustępstw. W tym wypadku dwie jednoczesne pokusy stały za tym odstępstwem – kolekcjonerski wymiar i innowacyjność produktu. Limitowane do 300 sztuk, niczym Spartanie w Termopilach, stają się czymś wyjątkowym, a chociaż tamtych Spartan było o wiele więcej (to znaczy samych ich faktycznie tylu, ale wspieranych przez łącznie siedmiotysięczny kontyngent Tebańczyków, Tegejczyków, Mykeńczyków, Beotów i Koryntian), to sława trzystu wojowników walczących do ostatka na wzgórzu Kolonos odcisnęła niezatarte piętno w historii. Na taką sławę trzysta dokanałowych słuchawek Finala kompletnie nie ma co liczyć, ale na jakąś liczą z pewnością. A jaka za tym stanie miara, to się niebawem okaże.
Jak pisałem w relacji, słuchawkami zostałem poczęstowany na dopiero co odbywanym AVS, gdzie Nobumasa Mori, dystrybutor Finala, błyskał mi nimi w oczy niczym Ben Ali krakowskiemu fiakrowi broszką w wierszu Gałczyńskiego. I tym razem sztuczka się udała, zostałem zaczarowany, przystałem na użycie.
Po raz nie wiedzieć który słowo o marce Final. Japońskie Final Audio z siedzibą w Jokohamie zostało założone w 1974 przez nieżyjącego już inżyniera Kanemori Takai – i jak niejedna japońska marka znana teraz głównie z produkcji słuchawek zaczynało od gramofonowych wkładek. Stopniowo rozszerzało ofertę na całe gramofony, wzmacniacze oraz kolumny, by pod koniec lat 70-tych zaoferować już pełne zestawy audio, lecz jeszcze nie słuchawki. Te pojawiły się dopiero w 2009, po wcześniejszym wzmocnieniu kapitałowym związaniem z Japan Molex LLC (producentem kabli i złączy, kooperantem Sony), następnie wspólnym z nim przejęciu fabryki w Clark na Filipinach.
Skracając historię do minimum: najpierw przejęta fabryka produkowała słuchawki dla innych, głównie japońskich marek, następnie Final stworzył własną wytwórnię na terenie Japonii, konkretnie w Kawasaki. To w niej powstają dziś słuchawki sprzedawane pod jego marką, powstają pod najwyższym rygorem wynalazczym oraz technicznym.
Final ma na swym koncie całe multum słuchawek, a najwięcej dokanałowych. Od bardzo drogich po taniutkie – przewodowe i bezprzewodowe. Ma też na koncie szereg wokółusznych, dynamicznych oraz planarnych, też od przystępnych po drogie, a nawet bardzo drogie. Najdroższe teraz kosztują przeszło dwadzieścia tysięcy, a opisywane dokanałowe wyceniono na 14 499 PLN, i można już je zamawiać.
Finalne (ważne) uzupełnienie odnośnie recenzowanych Final – recenzja tyczy zarówno limitowanych złotych, jak i nielimitowanych srebrnych, które poza kolorem wykończenia i opakowaniami pod żadnym względem się nie różnią, różni natomiast je cena: limitowane kosztują 14 499 PLN; nielimitowane 12 999 PLN.
Technologia i wygląd
W odniesieniu do technologii nie ma nic do dodania do obszernych wywodów ze strony producenta. Z kolei odnośnie wyglądu niewiele do powiedzenia z uwagi na małość przedmiotu. Złote w limitowanej albo srebrzyste w zwykłej, są Final A10000 prążkowaną bryłką metalu z niewidocznym płatkiem diamentu w środku. Z uwagi na ten metal nie są leciutkie jak piórka, ale wagi 63 g i tak znać nie będzie. Wersję limitowaną otrzymuje nabywca w skrzynce z drzewa Paulownia (jasnego i lekkiego jak papier), oprócz słuchawek znajdzie w niej metalową płytkę ozdobnej podkładki wykonaną z folii Suzugami, w przeciwieństwie do folii zwykłego typu możliwą do wielokrotnego i trwałego zginania, pozwalającego formować figurki origami. Tak dużą giętkość uzyskuje się poprzez obróbkę uporczywym młotkowaniem ręką wprawnego rzemieślnika – specjalny sposób uderzania tworzy w długim procesie niezwykłą elastyczność, wraz z nią odporność na pękanie. Mamy więc metalowy odpowiednik czerpanego papieru Washi – egzotyczny skrawek japońskiej kultury pietystycznego tworzenia przedmiotów.
W wersji zwyklejszej A10000 lądują w satynowo srebrnym pudełku, wewnątrz którego mały tubus czarnego etui pokrytego Washi o wyrazistej teksturze. (Z innego rodzaju Washi Final wytwarza słuchawkowe pady.) Analogicznie jak w edycji limitowanej wyposażenie stanowi dziesięć (w dwóch rodzajach i pięciu rozmiarach) dousznych wkładek plus środki obsługowo-konserwujące: zapasowe filtry przeciekurzowe, silikonowy arkusz podkładki, ochronna folia na obudowę oraz pęseta do wyjmowania kabla.
A propos tej pęsety. Strona producencka uprasza, by kabla nie odłączać z innego powodu niż konieczność wymiany w razie ewentualnego uszkodzenia, formalnie bowiem jest odpinany, ale zaciśnięty tak mocno, że bardzo trudny do odczepienia. Wręcz niemożliwy bez pomocy tej specjalnej pęsety, i w żadnym razie nie ciągniemy za sam kabel, a słuchawki zapobiegawczo owijamy ochronną folią. Do czego dołącza ostrzeżenie, że wielokrotne bez potrzeby odpinanie osłabi jakość styku z przełożeniem na degradację dźwięku, czego przecież nie chcemy.
Przejdźmy do pozostałej technologii, obficie racząc się cytatami:
Przetwornik z diamentową membraną
Podstawą serii A10000 są nowo opracowane ultranisko-zniekształtcenowe przetworniki DU, wyposażone w membranę z prawdziwego diamentu, idealnego materiału w tej roli.
Diament posiada bowiem szczególnie wysoką zdolność niezdeformowanego przenoszenia dźwięku w następstwie swej najwyższej twardości; obserwowane za pomocą laserowego miernika niepożądane odkształcenia powierzchni towarzyszące odpowiedzi akustycznej były w przypadku diamentowych membran niższe niż u wykonanych z najtwardszego metalu – berylu. Taka odporność skutkuje wyjątkowo niskimi rezonansami, tłumiąc wszelkie pasożytnicze hałasy powstające na powierzchni membrany. Przy czym stworzenie takich membran było nie lada sztuką: użyto nowo opracowanej technologii „True Diamond” – tworzenia folii diamentowej poprzez krystalizację na krzemie z następnym wytopieniem krzemu.
Diament ma jednak nie samą twardość, ma też ciężar. Ciężar właściwy diamentu to 3,5 g/cm³, czyli aż dwakroć więcej niż u następnego na skali twardości berylu, co stwarza problem podwijania się krawędzi diamentowej folii skutkiem wagi surowca. Co gorsza, konwencjonalne materiały używane do oprawiania krawędzi nieuchronnie generowały rezonans przy niektórych częstotliwościach, aby temu zaradzić użyto specjalnego poliuretanu. Podczas gdy konwencjonalny ma wadę podatności na zużywanie, ten przezwycięża ową słabość, jednocześnie łącząc lekkość z elastycznością i rozciągliwością, co rozwiązuje krzyżowe problemy związane z całkowitą swobodą ruchu i ochroną przed zniekształceniami.
Aby jeszcze udoskonalić pracę diamentowego przetwornika, w miejsce konwencjonalnych klejów do łączenia membrany z oprawą opracowano unikalną technologię łączenia, unifikującą użycie sprężonego powietrza z formowaniem termicznym, uzyskując tą drogą bezklejowe wiązanie międzycząsteczkowe, co nie tylko uszlachetniło samą pracę membrany, ale też pozwoliło radykalnie zażegnać problem różnic między egzemplarzami, powodowany różną ilością kleju między membraną a oprawą.
Dzięki powyższym innowacjom nowo opracowany przetwornik osiąga zdumiewająco niski współczynnik zniekształceń, szacowany na mniej niż jedną setną względem najlepszych modeli wcześniejszych dla zakresu poniżej 100 Hz.
„Zmniejszając zniekształcenia w ultraniskim paśmie częstotliwości i poprawiając odpowiedź amplitudowo-częstotliwościową, osiągnęliśmy bezprecedensową reprodukcję basu, jednocześnie poprawiając osiągi średnich i wysokich zakresów, odznaczających się teraz doskonalszymi transjentami. Przetwarzając ogromne ilości informacji muzycznych z oszałamiającą rozdzielczością, osiągamy także zdumiewające poczucie separacji, pozwalające poczuć szczególne skupienie w odniesieniu do każdego dźwięku. Co więcej, dzięki całkowitemu brakowi zniekształceń cisza muzyczna też jest przeżywana intensywniej, każda nuta wybrzmiewa w niej jeszcze dobitniej.”
Obudowa ze stali nierdzewnej z wzorem Côtes de Genève (żebrowaniem genewskim)
Obudowa wykonana została z precyzyjnie obrobionej stali nierdzewnej o wyjątkowej sztywności. Zaprojektowano ją tak, aby pewnie podtrzymywała przetwornik i tłumiła wibracje, gwarantując czyste kontury dźwięku. Wykończona klasyczną zegarmistrzowską techniką żłobienia żeber, zwaną „Côtes de Genève”, nie tylko odznacza się niecodziennością tekstury, ale też (co było pierwotną funkcją żłobienia) pozwala na lepszą ochronę przed kurzem.
Również i obudowy dokanałowych A10000 są montowane bezklejowo; do zespalania komponentów służą śruby o bardzo specjalnym, ultra dokładnym frezie, ułatwiające rozmontowanie w razie konieczności naprawy i na potrzeby konserwacji, a przede wszystkim podnoszące trwałość łączenia. Dodatkowym bonusem radykalny wzrost siły spajania, rugujący niepożądany rezonans stykowy spajanych elementów.
Doskonałe dopasowanie przy minimalnej powierzchni styku
Komfort noszenia słuchawek zależy od nacisku. Choć organiczne kształty, wykorzystujące sprężystość silikonu, wydają się właściwe, to wywierają stały nacisk, powodując zmęczenie. Dlatego dążono do dopasowania pozbawionego wrażenia nacisku drogą ograniczenie powierzchni styku. Dzięki czemu słuchawki stały się wygodniejsze dla przeciętnego użytkownika – brak stykowego nacisku sprawia, że są niemalże jak te na zamówienie. Poza tym obudowa jest mniejsza niż w poprzednich A8000, co dodatkowo ułatwia aplikację i używanie.
Kabel
Kabel opracowano we współpracy z firmą Junkosha, znaną z produkcji spełniających najwyższe kryteria prędkości transmisji, niezaburzonego przesyłu, trwałości i niezawodności, z przeznaczeniem dla superkomputerów, technologii kosmicznej, urządzeń pomiarowych i medycznych. Materiał przewodu to posrebrzana miedź OFC, powstała w ramach wysokiej technologii i zaawansowanej wiedzy, rozszerzanych i doskonalonych przez cztery dekady pod marką Junflon. Izolacja z ePTFE (ekspandowany teflon™) charakteryzuje się niższą stałą dielektryczną od konwencjonalnej z PFA (fluoropolimeru).
Do czego dochodzi nowo opracowane złącze MMCX, przeprojektowane pod kątem poprawy niezawodności i precyzji transmisji.
Wkładki
Słuchawki zostały wyposażone w dwa typy dousznych wkładek (tipsów): „FUSION-G” i „TYPE E” – każdym dostarczonym w pięciu rozmiarach: SS/S/M/L/LL.
Trzyskładnikowa, hybrydowa struktura wkładek FUSION-G łączy trzy materiały: piankę o wysokiej gęstości, miękki silikon i silikon o podniesionej elastyczności, co zapewnia wysoką izolację akustyczną i wygodne dopasowanie. Cienka struktura z ultragęstej pianki ułatwia aplikację i minimalizuje nacisk, zapewnia też doskonałą izolację akustyczną. Względem zwykłych silikonowych tipsów minimalizuje też zniekształcenia, umożliwiając zwiększoną wierność reprodukcji muzycznej.
Alternatywne wkładki TYPE E wykorzystują dwie odmiany silikonu o różnej twardości – twardszy i rowkowany w przewodzie dźwiękowym, miękki na styku z uchem. Twardość i rowkowanie kanału dają wytrzymałość i elastyczność, zewnętrzna miękkość dopasowanie i izolację akustyczną.
Wkładki mają szare i czerwone oznaczenia barwowe, dzięki czemu można łatwo odróżniać lewą stronę od prawej nawet przy słabym oświetleniu.
Wymienne filtry przeciwpyłowe
Dokanałowe A10000 zostały wyposażone w filtr przeciwzabrudzeniowy do samodzielnej wymiany, ale produkt jest dostarczany z zamontowanym filtrem, nie ma potrzeby montażu w nowym. Gdy filtr ulegnie zabrudzeniu po dłuższej eksploatacji, należy go samodzielnie wymienić zgodnie z instrukcją obsługi.
Brzmienie
Pierwsze podejście – bezsensowne (co okazało się post factum)
Jasna sprawa, że słuchawek dokanałowych nie przeznacza się głównie do pracy ze sprzętem stacjonarnym, mimo iż ta możliwa, a w naszym przypadku łatwa – Final A10000 są jak na dokanałowe bardzo niskoskuteczne, niejedne wokółuszne skuteczność mają wyższą. Jako typu przewodowego o niskiej skuteczności nie są też przeznaczone do współpracy ze smartfonami; dzisiejszy smartfon ze słuchawkami nawiązuje bezprzewodową. Zostają odtwarzacze przenośne, i te pasują jak ulał. Sięgnąłem po odpowiedni, po Shanlinga M9 Plus – flagowy popis znanego producenta na czterech kościach Asahi Kasei AK4499EX z procesorem Snapdragon. Dwanaście tysięcy (wcześniej piętnaście) ceną akurat pasującą do ceny za słuchawki, jedyny niepasujący składnik to postać recenzenta. Moje uszy się nie nadają: Final może sobie zapisać dowolną ilość stronic wywodem o wyjątkowości swych dwóch rodzajów tipsów, a mnie i tak uszy bolą nawet przy delikatnym wkładaniu, a potem jeszcze bardziej. (Przynajmniej na tym etapie tak to wyglądało.) Prócz tego takie ułożenie wkładek, żeby dźwięk płynął optymalnie, to już chyba nieosiągalne: męczyłem się okrutnie. Aż w końcu, trochę przypadkowo, trafiłem na lepszy układ – pewnie nie idealny, ale lepszy niż wcześniej. I z tej pozycji opis, bo nic innego nie zostaje: karta pamięci ze zbiorem testowych plików od Bacha po współczesność z całą historią pomiędzy. Kombinowanie podczas z dziewięcioma cyfrowymi filtrami i dwoma stopniami wzmocnienia, zmaganie się z plikami o różnej gęstości. Odnośnie tego trzy uwagi. Primo, przynajmniej moim zdaniem, Final A10000 wolą filtracje zmiękczające Slow albo Super Slow, od siebie dając nadzwyczaj ostry obraz, nie o wyraźność więc chodzi, a o kulturę dźwięku. Secundo, potrzebują sporej mocy, to nie douszne iskierki, że z mocą trzeba ostrożnie, by nie rozsadzić sobie uszu. Całkiem sporej trzeba poszukać – zdarzają się słuchawki wokółuszne potrzebujące znacznie mniejszej. Tertio, gęstość plikowa nie robi specjalnej różnicy – tak dokładnie odczytują materiał, że wszystko jak pod lupą. Nie zachodzi zatem różnica między mocami zbioru bitów odnośnie skrupulatności obrazu, ani też nawet dynamiki (choć tu już trochę tak), główna odmienność tyczy głębi oraz płynności dźwięku. Ale znów to nie będą różnice na miarę oczywistych; bez dezynwoltury można pisać, że A10000 obrazują wszystkie pliki niemal tak samo, kładąc nacisk na skrajną wyraźność i skrajną szczegółowość. Pod tym względem są przepotężne, skanując jak mikroskop skaningowy. Przesadzam (w takim można obrazować struktury o grubości atomu), ale doznanie wyraźności jest niewątpliwie wyjątkowe, choć nie aż takiej miary, jak to otrzymywane za sprawą Dan Clark Audio STEALTH.
Porównanie do tych słuchawek przyszło mi od razu do głowy i rzecz jasna wykonałem. Przyszło, ponieważ Final A10000 analogicznie traktują soprany, to znaczy nie odpuszczają. Weźmy dowolny utwór bazujący na instrumentach dętych, takich jak trąbka czy saksofon. Przeciętne słuchawki, nawet należące do grupy uchodzących za high-endowe, będą soprany pogrubiać i zakresowo powściągać, aby odebrać im czynnik wywołujący zmęczenie. Soprany w stanie czystym, tak jak instrumenty podają, są na długą, a nawet krótką metę bardzo od słuchacza wymagające, ale dla kogoś obytego z nimi, znającego realną postać, to łagodzące zniżanie i spęcznianie (występujące u gros słuchawek), może stać się drażniąco nieprawdziwe, a nie poprawiające odbiór. O ten powód rozdrażnienia w przypadku A10000 nie musimy się martwić, one nie przycinają. Jadą z ostrością na całego, tak samo jak DCA STEALTH, szkoda jednak, że nie są z tym jechaniem aż takie doskonałe – ani przestrzeni tak holograficznej, ani trójwymiarowego obrazowania dźwięków nie potrafią przy tej ostrości stworzyć. Ale że potrafią przestrzennie zarówno dźwięki jak scenę, to nie ulega wątpliwości. Trudno żeby bez akustycznej komory i przy tej małości membran były całkiem analogiczne, ale przestrzeń stwarzają rozległą dźwiękami niemal bez zarzutu. Jedyne, czego się można czepić, to brak długiego finiszu. Dźwięki dosyć szybko gasną nawet przy filtrach Slow, ale to efekt braku komory, nie mają się gdzie błąkać. Dźwięk jest uderzająco realny, a wyraźność to już w ogóle, ale chyba zanadto przywykłem do słuchawek z rozbudowaną akustyką, poza tym już sam z siebie wolę duże, złożone aranże: scenografię jak z kolumn w akustycznie aktywnym wnętrzu. Tego słuchawki dokanałowe dać słuchaczowi nie mogą (tak mi się wtedy zdawało), nie dają też tej miary wypełnienia ani miąższości dźwięku. Lecz to uwagi kogoś nawykłego do grania rodzącego się przed kanałem słuchowym, dokanałowe nie są moją specjalnością.
Za to specjalnością Karola, który używa ich na co dzień; bardzo uważne się wsłuchał w duet Final z Shanlingiem, po dłuższej chwili orzekł: „To brzmienie referencyjne”. Tak więc dla kogoś obytego z dokanałowym sposobem wrażenia będą inne, lecz sam ich nie powtórzę, pozostają mi własne. Postanowiłem je poszerzyć o odsłuch z lampowym wzmacniaczem, pamiętając jak dawno temu (2013) dokanałowe Westone 4 z odtwarzaczami przenośnymi też grały bardzo dobrze, ale o wiele lepiej z dużym, wręcz ogromniastym, wzmacniaczem lampowym. Ten wzmacniacz się uchował, stoi tam gdzie stał wtedy, wystarczyło go włączyć.
Brzmienie cd.
Podejście drugie – właściwe
Teraz mógłbym napisać, że przy dużym wzmacniaczu grało co prawda lepiej, ale dosyć podobnie – ostrość i skrócone wybrzmienia jak były, tak zostały. Ale szkoda czasu na bzdury, mimo iż faktycznie tak było. Muszę pominąć tego opis, albowiem byłby bezwartościowy. Bezwartościowy tak samo jak to, co w poprzedzającym podrozdziale, gdyż zostało tam opisane, jak grają Final A10000 przy źle dobranych tipsach. Oto jedyna wartość tamtego zbioru zdań, prócz tego prawdą jest, że są nadzwyczaj wyraźne. Resztę trzeba do kosza i rozpocząć od nowa.
Zastanowiło mnie, że trzy komplety przysłanych tipsów są bliskie rozmiarowo i stosunkowo duże, poza tym wszystkie szare, a miały być szare i czerwone. Po interwencji doszło parę kompletów, i tam już czerwień się znalazła, a zwłaszcza najmniejszy rozmiar. Najmniejsza parka: czerwony w prawą, szary w lewą i ładujemy w uszy. Pierwsza rzecz to brak bólu – wyczuwalna obecność, ale nie jako przykre doznanie: ani przy starcie, ani potem. Druga rzecz już nie była miła, tylko mnie bardzo wk… (tu popularne słowo, które sobie daruję). Frontalny atak wiadomością, że wcześniejsze do śmieci. Całe to wsłuchiwanie się i opisywanie, jak powiadają: „psu na buty”. Trzeba zaczynać od początku, a strasznie tego nie lubię, me lenistwo aż drze się wyciągnięte z barłogu nieróbstwa. Jedyny pozytyw: ano proszę – teraz to i ja usłyszałem, że dźwięk referencyjny.
Właściwy dobór tipsów to podstawa sprawa, tyle że trzeba mieć z czego te właściwe wybierać. Średnie rozmiary w moim przypadku aż tak bardzo się nie sprawdzają, jak zeznano powyżej. A teraz? Teraz już właśnie referencja – może jeszcze nie stuprocentowa, bo najlepsze z najlepszych wokółusznych jednak więcej potrafią, ale to już tylko niuanse, a sedno takie samo. Wykreślmy wszystko to o nie dość długich wybrzmieniach, nie dość rozbudowanych aranżach, niedoborach miąższości i masy, przewadze wyraźności nad resztą cech muzycznych. Zostawmy naturalną ostrość sopranów, ale teraz już łagodzoną rozrośnięciem przestrzeni oraz znacznie mocniejszą podstawę u dołu oraz miąższością średnich tonów. Ta ostrość, skutkująca niesamowitą wyraźnością oraz poczuciem prawdziwości sięgającej po krańcową realność, wkomponowana teraz została w poetykę przestrzeni i melodykę właśnie poziomu referencji. Karol od razu to słyszał, bo jemu pierwsze tipsy pasowały jak ulał, a sam musiałem dostać mniejsze, ale na finał usłyszałem. Rozrost akustyki i wyższa naturalność głosów szył o lepszą z rozrostem holografii i możliwości basu. Ten ostatni już nie był przede wszystkim rozdzielczy i z werblem jak karabin maszynowy, miał aspekt potęgowy i należytą kubaturę. Już nie tylko zadziwiał szybkością i prawdziwością werbla, ale miał power, masę i ciśnienia na miarę grzmotu większych. I co to ja napisałem o akustyce? – że bez pomocy komory przed, w kanale jej nie będzie? Będzie, będzie, trzeba tylko właściwie w ten kanał ją wprowadzać. Nie może być zapchany bułą nadrozmiarowej końcówki, wstrzyknięcie musi być akuratne na idealnie dobrany rozmiar, wówczas się wszystko prostuje.
Mógłbym jeszcze napisać o bardzo wielu rzeczach, na dziesięć stron się powywnętrzać, ale prościej będzie powiedzieć, że grało w stylu Susvar Unveiled albo Focal Utopia, chociaż pod względem wyraźności i drapieżności sopranów ciągle w pobliżu STEALTH, ale już bez udziału sybilacji, która poprzednio była. (Przy niedobranych końcówkach brzmienie było za płytkie, dłonie w oklaskach za płaskie, a mordercza „Sweet Jane” Cowboy Junkies raziła sybilacyjnym „sssss”, którego u STEALTH nie było, ale w A10000 tak.) – Teraz pełna normalizacja na najwyższym pułapie – głębia wraz z wyraźnością bez towarzystwa sybilantów, sycone barwy, czarne tła i przestrzeń rozrośnięta, i holografia jak należy. Świetne poczucie bycia w grupie (są odpowednie utwory ten aspekt obrazujące), świetna realność i naturalność ludzkich głosów, popisowe wnętrza kościołów, rock z werwą i potężny, fortepian dźwięczny i rozpostarty przestrzennie, orkiestry z arsenałem różnorodności brzmieniowej i wywierające potęgowy nacisk. Jak już parokroć powiedziałem – brzmienie z zakresu referencji; i tak, bywają słuchawki, i niejedne, dające dłuższe wybrzmienia, jeszcze wspanialszą melodykę i jeszcze większe siły nacisku, również przestrzenie przywołujące o wspanialszych aspektach. Ale jak na granie dokanałowe, to nie mam żadnych uwag, mam wyłącznie pochwały. A tonalności uchwycić trafniej, to już w ogóle się nie da, szczegółowości większej też nie.
Podsumowanie
No i po co to było, ta przygoda z tipsami? Prędko, prędko, po łebkach – a potem dodatkowa robota i niepotrzebne nerwy. Co mógłbym opisowo pominąć, usunąć cały podrozdział o brzmieniu przy niepasujących, ale on też ma wagę opisową, można się czegoś dowiedzieć. Na szczęście nie jest to wiedza ostateczna o brzmieniu Final A10000, a jedynie o niedociągnięciach po użyciu niepasujących. W razie dopasowanych (jedynej sytuacji dopuszczalnej), brzmienie się nie tylko ociera, ale jest „prawie jak” od elitarnych wokółusznych.
Nie lubię dokanałówek, nawet te koniec końców dobrze dobrane tipsy czułem cały czas w uszach (choć już nie jako dyskomfort, a coś do łatwego znoszenia), lecz niezależnie od tego zmuszony jestem przyznać, że dźwięk wywierał wrażenie. Wywierał zarówno wtedy, kiedy po prostu słuchałem, jak i przy sesjach porównawczych, gdy ten sam utwór był na wyrywki próbowany z A10000 i np., Susvara Unveiled. Co w tym wypadku było łatwiejsze niż działo się zazwyczaj przy ocenianiu dokanałowych: nie było bieganiny wokół mocy, nie trzeba było jej radykalnie zmniejszać, starczało trochę ściszać. (Przy Ultrasone T7 zgłaśniać.)
Nie ma potrzeby raz jeszcze przywoływać passusów odnośnie tego, jak się spisywał każdy jeden parametr brzmienia, plusy ponownie się zjawią w punktowym wyliczeniu zalet. Teraz tylko powtórzę, że grało „prawie jak” u referencji z tych referencyjnych najbardziej, co w zupełności wystarczało do pełnej satysfakcji. W obliczu czego gdy te Final trafiają do uszu kogoś, kto nie tylko bezproblemowo akceptuje wkładanie tipsów, ale nie ma problemu z akceptowaniem dźwięku bezdystansowo ładującego mu się w ucho (ja mam), zjawia się szansa darowania sobie posiadania innych słuchawek oprócz dokanałowych, no chyba, że dla tego kogoś, tak jak dla mnie, „prawie jak” to nie dosyć. Sam zatem z dwóch powodów nie przesiadłbym się na dokanałowe nawet tak znakomite jak te, ale przyjmuję do wiadomości, że wielu innych to nie tyczy, nawet kiedy jest mowa o zaawansowanych audiofilach.
W punktach
Zalety
- Brzmienie referencyjne w strefie dokanałowych, prawie jak od referencyjnych wokółusznych.
- Odznaczające się wyjątkową czystością i wyraźnością.
- Idealnie uchwyconą tonacją.
- Popisową szczegółowością i rozdzielczością.
- Bezpośredniością kontaktu.
- Wysoką mocą basu i imponującą ekstensją sopranów.
- Naturalnością ludzkich głosów.
- Nieobecnością przedobrzonych pogłosów.
- Ciepłem.
- Dźwięcznością.
- Piękną melodyką.
- Wszechstronnością emocjonalną.
- Zdolnością przywołania wyrafinowanych wibracji i kołysania dźwiękowego.
- Dobrym do bardzo dobrego budowaniem przestrzeni.
- I w jej ramach holografii.
- Zdolnością generowania wysokich ciśnień, odpowiedzialnych za aspekt potęgowy.
- Wrzucania na aktywne, otaczające muzycznie sceny.
- Instrumenty wszelkiego rodzaju prezentują się tu prawdziwiej niż u przeciętnych dobrych słuchawek.
- Cała galeria innowacji, w tym wyjątkowo zaawansowany diamentowy przetwornik, nowego typu obudowa i nowego rodzaju tipsy.
- Zaawansowany technicznie też kabel, powstały we współpracy z Junkosha, producentem profesjonalnych.
- Dość wygodne w noszeniu.
- Ponadprzeciętnie trwałe.
- Filtry przeciwkurzowe.
- Dwa rodzaje w pięciu rozmiarach tipsów.
- Eleganckie opakowania, zarówno w wersji limitowanej jak zwykłej.
- Cena nie jest przystępna, ale nie jest też zaporowa; są przykłady dokanałowych o dużo wyższych cenach.
- Made in Japan.
- Sławny producent.
- Sprawdzona polska dystrybucja.
- Wyróżnienie „Ryka Approved!”
Wady i zastrzeżenia
- Uwaga! – trzeba mocy jak dla wokółusznych.
- Niby to oczywiste i wszyscy to wiedzą, ale dobranie tipsów kluczem.
- Metal surowcem obudowy – nie są lekkie jak piórka.
- Dobrze będzie przeczytać instrukcję lub recenzję, by nie szarpać się po próżnicy, usiłując gołymi rękami odpiąć kabel.
- Trzeba pamiętać o tych filtrach, które po czasie się wymienia.
Dane techniczne
- Typ : Dokanałowe
- Przetwornik: dynamiczny (Diament)
- Obudowa : stal nierdzewna
- Czułość : 99 dB/mW
- Impedancja : 13 Ω
- Przewód : izolowany ePTFE pokryty srebrem, wtyk 4,4 mm (Pentacon)
- Waga : 63 g
Cena: 14 499 PLN (Limited); 12 999 PLN (Standard)














Witam wszystkich P.T. Audiofili.
Mój krótki komentarz nie do końca odnosi się do tych konkretnych słuchawek a bardziej został sprowokowany pewną refleksją dotyczącą konkretnego typu słuchawek.
Ciekawym opinii P.T. kolegów na temat powszechnego zjawiska w branży bezprzewodówek, a mianowicie produkowania niejednokrotnie kosztownych jednorazówek.
Pan z serwisu pewnej znanej firmy opowiedział jak to w najnowszym modelu dokonano zmian konstrukcyjnych uniemożliwiających w sposób definitywny wymianę baterii.
Oczywiście możemy przyjąć, że „kto bogatemu zabroni” bo jak ktoś wydaje na słuchawki kilkanaście kzł to się popłacze ze śmiechu nad biadoleniem potencjalnego nabywcy takich Technicsów czy Soniaków ale i tak uważam, że to zwykłe chamstwo.
Muszę o to popytać sprzedawców. Nie wiedziałem, że coś takiego ma miejsce.
A jakie marki dokanałówek ma Pan na myśli odnośnie tej jednorazowości, bo sprzedawca się drapał w głowę i nie kojarzył?