Recenzja: Final A10000 Collector’s Edition i zwykłe

Brzmienie

    Pierwsze podejście – bezsensowne (co okazało się post factum) 

   Jasna sprawa, że słuchawek dokanałowych nie przeznacza się głównie do pracy ze sprzętem stacjonarnym, mimo iż ta możliwa, a w naszym przypadku łatwa – Final A10000 są jak na dokanałowe bardzo niskoskuteczne, niejedne wokółuszne skuteczność mają wyższą. Jako typu przewodowego o niskiej skuteczności nie są też przeznaczone do współpracy ze smartfonami; dzisiejszy smartfon ze słuchawkami nawiązuje bezprzewodową. Zostają odtwarzacze przenośne, i te pasują jak ulał. Sięgnąłem po odpowiedni, po Shanlinga M9 Plus – flagowy popis znanego producenta na czterech kościach Asahi Kasei AK4499EX z procesorem Snapdragon. Dwanaście tysięcy (wcześniej piętnaście) ceną akurat pasującą do ceny za słuchawki, jedyny niepasujący składnik to postać recenzenta. Moje uszy się nie nadają: Final może sobie zapisać dowolną ilość stronic wywodem o wyjątkowości swych dwóch rodzajów tipsów, a mnie i tak uszy bolą nawet przy delikatnym wkładaniu, a potem jeszcze bardziej. (Przynajmniej na tym etapie tak to wyglądało.) Prócz tego takie ułożenie wkładek, żeby dźwięk płynął optymalnie, to już chyba nieosiągalne: męczyłem się okrutnie. Aż w końcu, trochę przypadkowo, trafiłem na lepszy układ – pewnie nie idealny, ale lepszy niż wcześniej. I z tej pozycji opis, bo nic innego nie zostaje: karta pamięci ze zbiorem testowych plików od Bacha po współczesność z całą historią pomiędzy. Kombinowanie podczas z dziewięcioma cyfrowymi filtrami i dwoma stopniami wzmocnienia, zmaganie się z plikami o różnej gęstości. Odnośnie tego trzy uwagi. Primo, przynajmniej moim zdaniem, Final A10000 wolą filtracje zmiękczające Slow albo Super Slow,  od siebie dając nadzwyczaj ostry obraz, nie o wyraźność więc chodzi, a o kulturę dźwięku. Secundo, potrzebują sporej mocy, to nie douszne iskierki, że z mocą trzeba ostrożnie, by nie rozsadzić sobie uszu. Całkiem sporej trzeba poszukać – zdarzają się słuchawki wokółuszne potrzebujące znacznie mniejszej. Tertio, gęstość plikowa nie robi specjalnej różnicy – tak dokładnie odczytują materiał, że wszystko jak pod lupą. Nie zachodzi zatem różnica między mocami zbioru bitów odnośnie skrupulatności obrazu, ani też nawet dynamiki (choć tu już trochę tak), główna odmienność tyczy głębi oraz płynności dźwięku. Ale znów to nie będą różnice na miarę oczywistych; bez dezynwoltury można pisać, że A10000 obrazują wszystkie pliki niemal tak samo, kładąc nacisk na skrajną wyraźność i skrajną szczegółowość. Pod tym względem są przepotężne, skanując jak mikroskop skaningowy. Przesadzam (w takim można obrazować struktury o grubości atomu), ale doznanie wyraźności jest niewątpliwie wyjątkowe, choć nie aż takiej miary, jak to otrzymywane za sprawą Dan Clark Audio STEALTH.   

    Porównanie do tych słuchawek przyszło mi od razu do głowy i rzecz jasna wykonałem. Przyszło, ponieważ Final A10000 analogicznie traktują soprany, to znaczy nie odpuszczają. Weźmy dowolny utwór bazujący na instrumentach dętych, takich jak trąbka czy saksofon. Przeciętne słuchawki, nawet należące do grupy uchodzących za high-endowe, będą soprany pogrubiać i zakresowo powściągać, aby odebrać im czynnik wywołujący zmęczenie. Soprany w stanie czystym, tak jak instrumenty podają, są na długą, a nawet krótką metę bardzo od słuchacza wymagające, ale dla kogoś obytego z nimi, znającego realną postać, to łagodzące zniżanie i spęcznianie (występujące u gros słuchawek), może stać się drażniąco nieprawdziwe, a nie poprawiające odbiór. O ten powód rozdrażnienia w przypadku A10000 nie musimy się martwić, one nie przycinają. Jadą z ostrością na całego, tak samo jak DCA STEALTH, szkoda jednak, że nie są z tym jechaniem aż takie doskonałe – ani przestrzeni tak holograficznej, ani trójwymiarowego obrazowania dźwięków nie potrafią przy tej ostrości stworzyć. Ale że potrafią przestrzennie zarówno dźwięki jak scenę, to nie ulega wątpliwości. Trudno żeby bez akustycznej komory i przy tej małości membran były całkiem analogiczne, ale przestrzeń stwarzają rozległą dźwiękami niemal bez zarzutu. Jedyne, czego się można czepić, to brak długiego finiszu. Dźwięki dosyć szybko gasną nawet przy filtrach Slow, ale to efekt braku komory, nie mają się gdzie błąkać. Dźwięk jest uderzająco realny, a wyraźność to już w ogóle, ale chyba zanadto przywykłem do słuchawek z rozbudowaną akustyką, poza tym już sam z siebie wolę duże, złożone aranże: scenografię jak z kolumn w akustycznie aktywnym wnętrzu. Tego słuchawki dokanałowe dać słuchaczowi nie mogą (tak mi się wtedy zdawało), nie dają też tej miary wypełnienia ani miąższości dźwięku. Lecz to uwagi kogoś nawykłego do grania rodzącego się przed kanałem słuchowym, dokanałowe nie są moją specjalnością.

    Za to specjalnością Karola, który używa ich na co dzień; bardzo uważne się wsłuchał w duet Final z Shanlingiem, po dłuższej chwili orzekł: „To brzmienie referencyjne”. Tak więc dla kogoś obytego z dokanałowym sposobem wrażenia będą inne, lecz sam ich nie powtórzę, pozostają mi własne. Postanowiłem je poszerzyć o odsłuch z lampowym wzmacniaczem, pamiętając jak dawno temu (2013) dokanałowe Westone 4 z odtwarzaczami przenośnymi też grały bardzo dobrze, ale o wiele lepiej z dużym, wręcz ogromniastym, wzmacniaczem lampowym. Ten wzmacniacz się uchował, stoi tam gdzie stał wtedy, wystarczyło go włączyć.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

3 komentarzy w “Recenzja: Final A10000 Collector’s Edition i zwykłe

  1. alex60pl pisze:

    Witam wszystkich P.T. Audiofili.
    Mój krótki komentarz nie do końca odnosi się do tych konkretnych słuchawek a bardziej został sprowokowany pewną refleksją dotyczącą konkretnego typu słuchawek.
    Ciekawym opinii P.T. kolegów na temat powszechnego zjawiska w branży bezprzewodówek, a mianowicie produkowania niejednokrotnie kosztownych jednorazówek.
    Pan z serwisu pewnej znanej firmy opowiedział jak to w najnowszym modelu dokonano zmian konstrukcyjnych uniemożliwiających w sposób definitywny wymianę baterii.
    Oczywiście możemy przyjąć, że „kto bogatemu zabroni” bo jak ktoś wydaje na słuchawki kilkanaście kzł to się popłacze ze śmiechu nad biadoleniem potencjalnego nabywcy takich Technicsów czy Soniaków ale i tak uważam, że to zwykłe chamstwo.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Muszę o to popytać sprzedawców. Nie wiedziałem, że coś takiego ma miejsce.

    2. Piotr Ryka pisze:

      A jakie marki dokanałówek ma Pan na myśli odnośnie tej jednorazowości, bo sprzedawca się drapał w głowę i nie kojarzył?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

© HiFi Philosophy