Recenzja: Feliks Audio Envy Performance

     Kiedy w połowie 2022 roku publikowałem trzyczęściowy katalog najlepszych teraźniejszych i przeszłych słuchawkowych wzmacniaczy, Feliks Audio Envy otwierał „Drugą część (F – Q)” i pod zdjęciem miał opis:

      Polskie wzmacniacze słuchawkowe to od dawna rozległy temat. Wielu konstruktorów, jeszcze więcej urządzeń, wśród nich tak popularne jak Skorpion HV-1, Divaldi czy Black Pearl. Znalazło się w tym towarzystwie kilka konstrukcji dużego kalibru, jak choćby Audio Dynamic czy White Bird Virtus 300B, ale nowy projekt od Feliks-Audio to bodaj kaliber największy. Zupełnie nowa konstrukcja, wędrująca na razie po świecie zanim zaprezentuje się w kraju – imponująco wyglądająca, imponująco ważąca i miejmy nadzieję dająca też imponujący dźwięk. Na razie wiemy że istnieje, lampy mocy to standardowo Electro-Harmonix Gold 300B, niestandardowo Full Music (aka Sophia Electric); sterujące Psvane CV-181; moc 8 W na kanał, cenę podałem.

     Ta umieszczona w nagłówku cena wynosiła 6500 EUR, a aktualna wynosi 29 900 PLN, albowiem wzmacniacz jakiś czas temu powrócił ze światowych wojaży i stanął na sklepowych półkach. Ale to cena w odniesieniu do podstawowej wersji „Standard”, wyposażonej nie w te wyższe jakościowo lampy mocy oraz mającej dobre, ale zwyklejsze okablowanie, tu zaś opisywana będzie podrasowana wersja „Performance”, wyróżniająca się lampami 300B Full Music[1] (1295 PLN za parę) i okablowaniem z miedzi UPOCC (Ultra Pure Cooper by Ohno Continuous Casting), czyli uzyskiwanej w procesie technologicznym opracowanym przez fizyka-materiałoznawcę Hideo Ohno, realizowanym w praktyce produkcyjne przez Furukawa Electric Co., Ltd. –  i nikogo innego. O pozyskanie tej miedzi trzeba mocno się starać, ponieważ Japończycy niechętnie się dzielą, ale Feliks Audio się wystarało i może się tym szczycić. Dla mającej takie okablowanie wersji „Performance” cena wynosi 33 900 PLN, nie jest zatem szczególnie wyższa, tym niemniej wyższa jest. Ceny mogą się także różnić w zależności od tego, z jakiego drewna wykonano korpus, odnośnie czego spory wybór i rozrzuty niemałe.  

     Ale to wszystko są szczegóły techniczne i wizualne, a dla nabrania pasującego do sytuacji zaciekawieniowego rozpędu potrzebna będzie uwaga, że wzmacniacz zrobił światową karierę – i to jaką! Nie tylko dużo się nazbierało przez lata recenzji i entuzjastycznego chwalenia, ale dyskusja o nim, rozpoczęta na światowym forum słuchawkowym Head-Fi dwunastego lutego 2021, doszła już do 638 strony. Wystartowała więc jeszcze przed rynkowym debiutem (2022) i trwa w najlepsze do dzisiaj, co nie mogłoby mieć miejsca w takim wymiarze intensywności, gdyby nie była toczona między aktualnymi i potencjalnymi posiadaczami.

     Wzmacniacz jest chętnie kupowany i wysławiany zarówna za wygląd jak brzmienie, cenę uważa się za uzasadnioną, większość nabywców zachwycona. Nic dziwnego, że w obliczu takiego sukcesu model Envy wybrano do bycia rocznicowym – na swe 25-lecie Feliks Audio wypuściło 25 egzemplarzy ultra ekskluzywnej wersji „Anniversary” w cenie 15 500 EUR. Te dwadzieścia pięć arcy specjalnych to obudowy w drzewie krytym lakierem fortepianowym, kładzionym przez firmę opiekującą się prawdziwymi fortepianami, także 300B od Elroga i wyselekcjonowane starannie same najlepsze komponenty.

      Wracając do normalności, choć też podrasowanej. Wzmacniacz nie chciał się recenzować, nie było takiej potrzeby. Tym bardziej w polskiej wersji językowej, skoro bujał w szerokim świecie. Ale obecny dystrybutor, Audeos, polskiej recenzji sobie zażyczył, i tym sposobem Feliks Audio Envy Performance stoi teraz koło mnie – stoi już od paru tygodni, jako że przybył w zapieczętowanym kartonie, musiałem poddać go wygrzaniu. Najpierw grał z nominalnymi dla siebie chińskimi 300B Full Music C, potem z amerykańskimi Western Electric, na koniec z koreańskimi Stradi. Trzy w takim razie brzmienia, a jeszcze sterujące z kompletu Psvane CV-181 naprzemiennie z użyczonymi przez TUBES-store – Sylvania JAN-CHS-6SN7GT/VT 231.

      Słowo o samej firmie. Feliks Audio to przedsiębiorstwo rodzinne autorstwa inżyniera Henryka Feliksa, z okresem rozruchowym w latach 90-tych, ale pan Henryk realizował wzmacniacze jeszcze w 70-tych. Obecnie kierowane przez trzech synów – Piotra, Łukasza i Michała – siedziba od początku i niezmiennie w dwudziestotysięcznym Lublińcu na zachodzie Górnego Śląska, w okręgu zwanym Śląskiem Białym, którego jest stolicą. Siedliskiem zatem miasto małe, ale zasięg ogólnoświatowy – wzmacniacze Feliks Audio znajdziemy w obu Amerykach, Azji i Europie, znajdziemy nawet Afryce i na obszarze Oceanii. Objechały świat dookoła, mogą być z siebie dumne.

      Nim wystartuje formalny opis i zjawią się muzyczne impresje, dodam na koniec wstępu, że jak naprawdę rzadko kiedy ten wyrób jest chwalony; nie trafiłem na żadną recenzję mającą krytyczne uwagi, chwali się nawet cichość wewnętrzną i dopasowanie kanałów, tak znamienite w jego przypadku, że pozwalające ultraczułym słuchawkom dokanałowym wchodzić jak najbardziej w rachubę.

 

[1] Full Music to nazwa chińskiego producenta lamp elektronowych z czternastomilionowego Tiencin, firmy założonej w 1998 roku przez specjalistę od techniki próżniowej, sławnego w chińskich kręgach audiofilskich inżyniera Liu Zhen Shenga. Firmy dostawcy różnej wielkości triod o wysokiej i bardzo wysokiej jakości, w USA brandowanych marką Sophia Electric, w Wielkiej Brytanii marką TJ.

Wygląd i technologia

      Wzmacniacz ma wygląd lampowego klasyka – stronami po lampie mocy i przed nią sterującej. Te sterujące to wzmiankowane Psvane CV-181, lampami mocy – dla porządku przypomnijmy – 300B Full Music Classics. (Firma ta produkuje pod amerykańskim brandem Sophia Electric własne kopie WE oraz najdroższe z siebie oferowanych 300B Sophia Royal Princess, w cenie 6500 PLN za parę.[2]) Taki garnitur lampowy oznacza wyjątkową okazję porównywania smaków, albowiem gatunkowych 300B z teraźniejszej produkcji wybór mamy jak żadnych innych, a świetnych 6SN7 również jest do wyboru trochę. Odnośnie 300B, oprócz wspomnianych Sophia Royal Princess są znamienite Takatsuki, chwalone Psvane Acme, w dwóch podgatunkach anod cieszące się rozgłosem Elrog GmbH, od zasłużonego praskiego KR-Audio też kilka różnych rodzajów, z także czeskiego Emission Labs są gładkie i meshowe oraz nadwymiarowe XLS, są wreszcie nowo na rynek przybyłe StradiTube i Ray Tubes, a na zwieńczenie wyliczanki oryginalne, legendarne 300B Western Electric, niedawno produkcyjnie przywrócone z wyceną 7000 PLN za parę.

      Dla stanowiących obsadę Feliks Envy we wszystkich wersjach bardzo dobrych 6SN7, nietypowo nazywających się Psvane CV-181 (1090 PLN za parę)[3], konkurencję bieżącą stanowią mające analogiczny profil coc-bottle[4] Sophia 6SN7 z niebieskim szkłem (2340 PLN za parę) i od niedawna obecne na rynku Ray Tubes 6SN7 RESERVE, też z coc-bottle bańkami, u nich, tak samo jak u Psvane, napylonymi monokrystalicznym karbonem. (Za te przyjdzie zapłacić $480 za parę). Sumarycznie będzie więc tego przeszło trzydzieści kombinacji jeszcze przed wkroczeniem do gry lamp 6SN7 NOS[5] – idzie od tego bogactwa zwariować. Cokolwiek więc sam będę też wariował, poproszono mnie o porównanie możliwie wielu obsad.  

      Zejdźmy poniżej lamp. Lampowy klasyk Feliks Audio wyróżnia się spośród innych takich całym w drewnie korpusem. – Szeroki na 35 i na 33 cm głęboki drewniany blok obudowy obiega czarna linia równego poziomego podziału z elementami obsługowymi na przodzie. Króluje tam centralnie posadowiony wielki potencjometr otoczony podziałką, po lewej gniazda słuchawkowe 4-pin i 6,35 mm jack, po prawej dwa obrotowe regulatory –  bliżej trzyzakresowy dopasowania mocy, dalej trzypozycyjny wyboru wejść.

    Chwilę poświęćmy drewnu. Stanowi nie tylko front i boki, z niego także blat wierzchni. Za lampami przykryty czarnym prostopadłościanem obudowy transformatorów, pośrodku przecięty czarną wstawką drobniutkiej siateczki wentylacyjnej leżącej w korytkowym zagłębieniu i poprzedzonej podłużnym przyciskiem włącznika „Standby”, opatrzonego białą diodą. Lecz pod lampami samo drzewo, przedziurawione czterema czarnymi kołnierzami gniazd. Nie ma więc tradycyjnego chromowego lustra podwajającego blask świateł, świecenie będzie stonowane. Ładnie się to prezentuje, przede wszystkim dlatego, że to nie pozbijana z oddzielnych ścianek skrzynka, tylko dolny i wierzchni moduł wyfrezowano w litych blokach.

      Z eleganckimi fazami na obrzeżach, poprzecinane wstawkami i studzienkami lamp, duże połacie drewniane oferują szeroki wybór wizualizacji w zależności od wybranego gatunku. Do wyboru dąb, orzech amerykański, sapele, merbau, amazaque oraz zebrano – za każdy z czterech egzotycznych gatunków płacimy czterysta euro ekstra, za orzech amerykański dwieście. 

    Wybierzmy się na tyły. Po lewej spionowane gniazdo prądowe z obok włącznikiem głównym i dokiem bezpiecznika, dalej górą biegnące dwie pary wejść RCA i para RCA wyjściowych, pod nimi jedno wejście i jedno wyjście XLR. Wszystko ujęte w drewnianą ramę, nawet tył ładnie wygląda.  

     Słowo trzeba poświęcić zawieszeniu. Urządzenie wspiera się na czterech podstawkach, z których każda na spodzie ma dwa małe, okrągłe wsporniki łączące się we wnętrzu z wypełnieniem piankowym, wzmacniacz jest więc resorowany.   

   Podstawowe parametry techniczne to architektura OTL Class A single-ended, pasmo przenoszenia 8 Hz – 100 kHz (±3 dB), moc wyjściowa 5,0 W dla obciążenia 16 Ω i 8,0 W maksymalna, waga 15,1 kg, pobór prądu ze ściany góra 110 VA. Najtańsza wersja podstawowa (dąb/standard) to jak mówiłem niecałe trzydzieści tysięcy, a najdroższa performance w egzotycznym drzewie niecałe trzydzieści sześć.[6] Chyba żeby się uprzeć na inny garnitur lamp, co pewnie da się uzgodnić, wtedy od ich wyboru będzie zależeć ile finalnie trzeba uiścić. Prócz bycia referencyjnej klasy wzmacniaczem słuchawkowym, zgodnie z sugestią obecności gniazd wyjściowych, urządzenie jest przedwzmacniaczem. Na koniec ważna uwaga praktyczna: wzmacniacz się niespecjalnie rozgrzewa, poza samymi lampami nie staje się gorący. Obudowa nawet po kilku godzinach prawie nie podnosi temperatury, osłona transformatorów staje się lekko ciepła. Co latem na pewno się przyda i zarazem oznacza, że nie jest prądożerny.

 

[2] Te opisane zostały tutaj: https://hifiphilosophy.com/recenzja-sophia-300b-vs-takatsuki/

[3] Sprawdzane były w Cary Audio CAD-300-SEI i świetnie się spisały.

[4] Czyli profil butelki Coca-Cola.

[5] Vintage 300B Western Electric raczej nie wchodzą w rachubę, para to dziś minimum $10 000.

[6] Anniversary wyprzedana.

Badania odsłuchowe

    Zagaję od uwagi, że sam producent za najlepiej pasujące do swego flagowego wyrobu uważa pierwotne Susvary, co przy mocy szczytowej 8 W wydaje się rzuceniem rękawicy, ponieważ z moich doświadczeń wynika, że te Susvary wchodzą w siebie powyżej 20 W. Dołożę rzecz koleją: z uwagi na cykl wydawniczy niemożliwością okazało się ujęcie w tej recenzji porównań szerokiej gamy obsad lampowych, zarówno skutkiem niepomijalnej rozwlekłości odsłuchów, jak tego, że konkurenci napływali powoli i najczęściej w surowym stanie. Jeśli się uda, porównania przedłożę w oddzielnym referacie, ale nie wcześniej niż za miesiąc, a tu przymiarki zawężone zostaną do dwóch par w porównawczym opisie.

      Starcie przy komputerze wygrały S300B Stradi.

      Nazwowe Stradi to skrótowiec wzięty od Antonia Stradivari; koreański producent z trzystutysięcznego Wonju (godzinę szybką koleją od Seulu) zapragnął uhonorować kunszt legendarnego lutnika z Cremony. Powstała w 2018 marka oferuje szeroką gamę dużych triod, w tym dwa rodzaje 300B – jedne konstrukcyjnie naśladujące oryginalne Western Electric, drugie stanowiące konstrukcję własną z oznakowaniem „S”. Te właśnie Stradi S300B okazały się na pierwszym etapie porównań lepsze od wznowionych Western Electric, co, jak się słusznie domyślacie, niemało mnie zdziwiło.

      Lecz zanim o nich, dwa słowa opisowe należą się pochodzącym z kompletu Full Music Classics, które spisywały się bardzo dobrze, a stylistycznie podobnie do Stradi, tzn. stanowiły działające na wyobraźnię zespolenie przestrzenności i szczegółowości ze sznytem melodycznym, ale odnośnie każdej z tych cech trochę od Stradi były słabsze. Tutaj zatem bez zaskoczenia – para Full Music Classics kosztuje, jak już wspominałem, niecałe tysiąc trzysta złotych, podczas gdy para Stradi S300B bez kosztów wysyłki i innych opłat (VAT plus cło, razem circa 30%) opiewa na $900. Wszelako wyszło na to, że i tak się opłaci, co oczywiście może się mniej czy bardziej przewartościować przy dalszych konfrontacjach, bo tyle samo na przykład kosztuje para Emission Labs, a klasyczne Western Electric, jak się niebawem okaże, wcale nie powiedziały ostatniego słowa. Lecz niezależnie od tego już teraz mogę napisać, że grały te Stradi podobne do Sophia Royal Princess, które tak kiedyś mnie oszołomiły potęgą realizmu. Tych Sophia nowa wersja (z niewyjawionego powodu zanotowały produkcyjną przerwę) to 6500 PLN, a więc prawie dwa razy więcej – ostro zatem te Stradi weszły do zmagań o pierwszeństwo zarówno w konkurencji cena/jakość, jak i o absolutny prymat.

      Swoim zwyczajem – pewnie podłym, ale inaczej nie umiem – musiałem wszystkie budujące recenzję przy komputerze odsłuchy odbyć już z tymi Stradi; nie umiałem się zmusić ani do niższych parametrów Full Music, ani do przerostu wyrazistej szczegółowości nad elegancją melodyczną u nowych Western Electric[7], niemniej do nich wrócimy na drugim etapie odsłuchów, i tam stanie się inaczej.

      W mniejszym stopniu ograniczanie do najlepszych dotyczyło relacji 6SN7 Psvane vs Sylvanie NOS, bo tu różnice były nieznaczne – takie, powiedzmy, najwyżej średnie. Psvane CV-181 to naprawdę wybitne lampy, na tle referencyjnych Sylvanii z 1944 roku wypadły bardzo dobrze. Jedyne przewagi referencji to nieco niższe, ciemniejsze i intensywniej nasycane kolorytem brzmienie o większym też ładunku masy oraz gładkości, podczas gdy Psvane miały mikroskopijny śladzik ziarnistości – soprany u nich nie do końca roztarte były na jednolitą masę. (Jakaż odmienność względem sytuacji u ViVa Egoista, gdzie pojedyncza taka Sylvania w miejsce Tung-Sol 6SN7GB z teraźniejszej rosyjskiej produkcji diametralnie zmieniła odbiór.)

 

[7] Oryginalne grały ponoć tak, że słuchający się unosił, ale ich anody były z surowców obecnie zabronionych i traktowane obróbkami też dziś zabronionymi.

Odsłuch: Przy komputerze

      Ten etap można było odpuścić, z góry i słusznie zakładając, że odtwarzacz CD zaoferuje wyższą jakość. Ale słuchanie z plikowego źródła obecnym nurtem głównym, lepiej go nie pomijać w imię pisania recenzji w dwa albo trzy dni, czym niektórzy się szczycą. Envy akurat zdołał się zmieścić koło 32-calowego monitora, za którym stanął przetwornik; interkonektem Next Level Tech ETHER, jako najmniej przyjazny, w sensie najbardziej obnażający; w zamian potrafiący obdarzać niezwykłą transparencją i nadzwyczajną rozdzielczością.

    Tak oto, po paru slalomach wstępnych, lądujemy w sercu opisu, a zatem najtrudniejszym miejscu. W tym wypadku jednak trudnym i łatwym, bo opisywanie brzmienia muzyki jest trudne, ale nie gdy zachodzi sytuacja sprowadzania wszystkiego do wspólnego mianownika. A taka tutaj zaszła, wszelako nie od razu. Najpierw z lampami sprzedażowymi już grało pierwszorzędnie, i nawet jeszcze przed wygrzaniem, potem był etap z Western Electric – nadzwyczajnej precyzji i transparencji, ale trochę bez powabu i czaru, potem wkroczyły Stradi, i mimo że początkowo nie do końca miały otwarte soprany, od razu mnie ujęły. Na koniec Sylvanie zastąpiły Psvane i znakomitość się dopięła.

Susvara Unveiled

      Wszystko to działo się przy słuchawkach Susvara Unveiled, które na wszelki wypadek wstępnie skonfrontowałem z Susvarami OG – i nie, moim zdaniem Unveiled lepsze, nie pomyliłem się w recenzji. Envy też tego dowodził, mimo iż owe pierwotne to też fenomenalne brzmienie, o którym już za chwilę. Za chwilę, bo postanowiłem, odwrotnie niż zazwyczaj, zacząć opisywanie od słuchawek najlepszych, sytuacja na to zasługiwała. Na miejscu tego Envy stawały poprzednio dwa dCS i inne znakomitości techniczne, faktem też, że nie miały okazji popisywania się z nowymi Susvarami. To biorąc na ich obronę powiem, że żadne wcześniejsze brzmienie przy komputerze nie wywarło na mnie tak dobrego wrażenia, żadne nie było tak urzekające i perfekcyjne zarazem, jak to od Envy obsadzonego lampami Stradi S300B i Sylvania JAN-CHS 6SN7 VT-231 ze słuchawkami Susvara Unveiled. Jedyne chlubne wyjątki to też z tymi Susvarami grający podrasowany Wells Audio Headtrip II[8], który grał jeszcze lepiej, oraz czym innym epatujące brzmienie od Spirit Torino Valkyria.

     A teraz będzie unik, jednakże taki słuszny. Dawno temu, nie pamiętam w której recenzji, najpewniej też w niejednej, ale bodaj żadnej z ostatnich, zwracałem uwagę na to, że jest takie najważniejsze przejście w audiofilskim słuchaniu – moment, w którym przestaje się pytać jakie jest to czy tamto, bowiem to nie tylko zbędne, ale wręcz nie na miejscu – zabierające czas zbyt cenny, by na cokolwiek go tracić. Całkowite zespolenie słuchacza z muzyką w podziwie dla jej brzmienia i skrajnym rozbudzeniu emocji: owszem, można tego doznawać niekoniecznie na szczytach technicznych, ale lepiej na szczytach. Bo nie na szczytach takie zapamiętanie może być przerywane migawkami zdawania sprawy, że to czy tamto mogłoby być lepsze, a tu już tego nie ma, migamy tylko by potwierdzić, że całość w pełni zadowala.

      Odnośnie tego niebagatelna dygresja, że takie zapamiętanie w poczuciu całkowitego spełnienia może być natychmiastowo burzone w razie wchodzenia w kontakt z brzmieniem od tego doskonalszym. Słuchamy i wydaje nam się, że lepiej być nie może, a potem okazuje się, że może, i to jak. Nie ma ostatecznego ideału, takim żywa muzyka w wydaniu największych mistrzów, ale tak niestety się składa, że nie ma teraz pianisty rangi Hofmanna czy Busoniego, nie ma też skrzypków miary Hiefetza albo Menuhina, nie napotkamy takich choćby obejść cały świat dookoła. Żadna też wokalistka nie zbliża się miarą wykonawczą do przeszywającego dramatyzmu koncertów Ewy Demarczyk, sopranistka do skali Marii Callas[9], wiolonczeliści do klasy Jacqueline du Pré i Mścisława Rostropowicza. Z tego powodu wartość nagrań dramatycznie przyrasta, a nie wyłącznie dlatego, że cały świat nie może bezpośrednio uczestniczyć w koncertach, a transmisje z koncertów to lipa. W tej sytuacji – niby banał, ale warto pamiętać – sprzęt muzyczno-odtwórczy o jakości szczytowej to bardzo cenne narzędzie o wymiarze duchowym. Takim narzędziem bez wątpienia aparatura opisywana: dla porządku raz jeszcze wymienię: wzmacniacz Feliks Audio Envy Performance z lampami Stradi S300B i Sylvania JAN-CHS 6SN7 VT-231 plus słuchawki Susvara Unveiled opatrzone kablem Tonalium.

    Nie wiem, czy warto tracić czas, mitrężąc klawiaturę, dla przywołania opisu poszczególnych cech tego brzmienia. Wszystkie były najwyższej jakości, wszystkie jakie można notować. Dynamika, barwa, poryw, czystość i bezpośredniość; emocjonalne rozbuchanie, żywość, dźwięczność, głębokość, same głosy i echa. Ale ponieważ w recenzji interkonektu Kondo niedawno napisałem, że w odniesieniu do stylu odtwórczego (a wszak zawsze jest jakiś) każdorazowo musimy mieć coś za coś, zgodnie z nienegowalną ideą fizyczną i poznawczą autorstwa Heisenberga, głoszącą że nie można mieć wszystkiego naraz w maksymalnej doskonałości – za tym podążając trzeba zaznaczyć, że stylistyka OTL wzmacniacza Feliks Envy większy nacisk kładła na moc, dynamikę i siłę oddziaływania, niż delikatność, intymność, ciepło i melodyczną słodycz. Te rzeczy w większym stopniu dają wzmacniacze non-OTL, których już prawie nie ma; wszyscy wolą przez transformator, bo tak po prostu jest łatwiej[10]. Co nie znaczy, że Envy tych non-OTL specjałów nie oferował w dobrym gatunku, ale wyżywał się bardziej w czym innym, wolał szybkość od rozmarzenia, witalność od słodyczy.

Susvara

     Pierwotna wersja Susvar, tak fetowana przez twórców wzmacniacza, wisząc na końcu tego samego kabla Tonalium okazała się darzyć brzmieniem ciemniejszym, cięższym, wolniejszym i spokojniejszym. Nie aż tak dojmująco bezpośrednim, tak szybkim i tak transparentnym, nie tak też wyśrubowanym sopranowo i sumarycznie realistycznym. Bez wątpienia było to słabsze brzmieniowo od ich prezentacji przy podrasowanym Wells Audio Headtrip II; niestety się nie pomyliłem, one potrzebują potężnej mocy. Bez niej nie są wprawdzie ospałe, ale są za spokojne, nie powodując u słuchacza takiego strzału adrenaliny. Nic w tym nie ma dziwnego, wszak nawet przy ViVa Egoista i jego osiemnastu watach nie ożywiały się maksymalnie; ten stan odnotowałem wyłącznie przy swej końcówce mocy (2 x 25 W), EAR Yoshino V12 (2 x 50 W) i owym Wellsie Headtrip, również dającym 50 W. Te waty dawały szybkość, dynamikę i pulsację, przetworniki bez mała przy nich się „gotowały”, membrany pulsowały jak szalone. Tutaj aż tak nie było, chociaż dużo nie brakowało, można było dochodzić do wniosku, że jest to już granie szczytowe, ale Unveiled to negowały. Minimalna mgiełka cienistej gęstości nasączała nie całkiem transparentne pod jej obecność medium, a dźwięk odrobinę snuł się, nie był aż taki żwawy. W zamian było gładziutko, ciepło i bardzo miło, a nie tak energiczny bas miał mimo to głębię zejścia i mocne uderzenie. Analogowość w świetnym wydaniu i przekonująca jakość dotyku gatunkowej materii brzmienia, jedynie sopranowe otwarcie cokolwiek powściągnięte, nie takie „dzikie” prawdziwością, tylko wyraźnie „oswojone”.

Final D8000 PRO Da Capo

    Takiego powściągnięcia flagowe Final nie miały, szybowały jak srebrne strzały i tak samo niezwykłą otwartością przywoływały realizm – realizm bez złagodzeń. Sceniczny obszar działania od obu Susvar miały większy i też działo się u nich to, co nazwałem „gotowaniem się” przetworników. Bezpośredniość zupełna i pasmo po obu stronach maksymalnie otwarte, ale zarazem predyspozycja do ukazywania tego, gdzie czają się w nagraniach zniekształcenia basowe. Dobrze nagrane niskie rejestry produkowały się bez zarzutu, a nawet więcej – były potężne i wyjątkowo rozdzielcze. Natomiast w przypadku gorszych, ale takich przy innych słuchawkach uważanych za całkiem niezłe, zjawiały się basowe muldy, których rozbicie na składowe i zmuszenie do należytej artykulacji okazywało się niemożliwe.[11]

    Całość jawiła się jako fascynująca i stanowiąca przeciwieństwo stylu pierwotnych Susvar – lekko podniesiona tonalność, pienistość w miejsce wygładzania, prędkość a nie spowolnione pląsy, ekscytacja w miejsce spokoju. A przede wszystkim otwartość, transparentność i bezpośredniość nie gorsze niż u Unveiled, jedynie aspekt melodyczny, utrafienie w tonalność i dociążenie nie tak aż perfekcyjne. Za to ekstensja, dotyk, żywość samej muzyki i ożywienie przestrzeni, podobnie jak rozbuchana echowość i całościowe robienie wrażenia na poziomach absolutnie szczytowych. Do tego jeszcze delikatność i kruchość w popisowym rozkwicie, a wszystko to wbrew temu, że moc niepasująca i w skutek tego więcej głębi przestrzeni niż głębi samego dźwięku, aczkolwiek ta głębia brzmienia też jak najbardziej w porządku. Final D8000 PRO Da Capo to bowiem słuchawki planarne uczynione przez twórców maksymalnie łatwymi napędowo, tak żeby można było grać z nich na pełny regulator nawet z przeciętnych urządzeń przenośnych. Z kolei Feliks Envy to wzmacniacz 300B, a więc naprawdę mocny, a jego trzyzakresowy układ dopasowania impedancji nie działa tak skutecznie jak w Cayin HA-300, więc to nie do końca prawda z tą jego przydatnością dla łatwych, wymagających mikrej mocy słuchawek. Już dla tych Final był za mocny, wyciskał z nich aż za dużo, jeszcze gorzej się to przedstawiało w przypadku Ultrasone Tribute 7 – tych już się słuchać nie dało w ogóle, a nie jedynie w kategoriach high-endowego brzmienia. Nie wypadły również za dobrze Fostex TH1100RP i Spirit Torino Pulsar, zacząłem starać się o Valkyrie, których moc nic nie krzywdzi, skoro tak znakomicie grały przy 18 W ViVa Egoista.

Dan Clark Audio STEALTH

   Jasnym zarazem było, że problemów odnośnie niepasowania mocy nie będą miały HEDDphone Two GT ani planary Dana Clarka, jedne i drugie chcące tej mocy możliwie jak najwięcej. Jasność ta przy praktycznym sprawdzeniu okazała się całkiem jasna, przy czym oprócz dopasowania mocy dopasowały się style. Dan Clark Audio STEALTH to słuchawki z przechyłem ku szczegółom, którymi sypią garściami. Nie więcej ich co prawda dają od Susvar ani Final, ale przy ekspozycji mocniejszej i bardziej kontrastowym oświetleniu na przebiegu wektora czarny bas – srebrny sopran. Dlatego łatwo może się zdarzyć, że utopi się w tych szczegółach i w tym jaskrawym oświetleniu finezja melodyczna i powiązane z nią aspekty czaru, ciepła, bliskości i siły nawiązywania kontaktu. Lampy S300B Stradi nie miały jednak problemu z dawaniem sobie z tym rady – zjawił się lekki powiew ciepła, światło zostało stonowane do przyjemnej miękkości, melodyka wyszła z ukrycia i nawiązała bliski kontakt. Żadnej z niczym przesady, żadnego niedosytu, trójwymiarowość jak należy, a przy tym tempo, dynamika, poryw, na zawołanie ogromne scenerie, dotyki tysiącami czułków, igranie drobin w przestrzeni. Świetne złączenie metafizycznej alienacji z biologizmem i emocjami towarzyszącymi ludzkim kontaktom, a wypadkową tego czar – żadne tanie czy średnie słuchawki takich połączeń nie dają.

HEDDphone Two GT

      Szczególnie byłem ciekaw dopasowania przetworników AMT do wzmacniacza na 300B; co też da się z nich wycisnąć przy mocy akuratnej dla nich? Powiem tak – faktem jest, że nie miały jeszcze HEDDphone okazji grać poprzez kabel Tonalium z rodowanym wtykami Aeco poprawiającymi transparencję, ale pomimo że też ważne, na pewno nie to było najważniejsze. Bezpośredniości tak całkowitej jak z Unveiled i Final wprawdzie nie pokazały, ale była nieznacznie mniejsza, tak może o kilkanaście procent. Za to walory melodyczne na najwyższym poziomie: otaczanie muzyką i wyczuwanie rytmu, idealnie utrafiona tonacja, wykonawcy na wyciągnięcie ręki, a przede wszystkim to, czego wcześniej z nimi w takim stopniu nie doświadczyłem – połączenie wokali pozbawionych najmniejszych przymieszek pogłosowej obcości z potęgą brzmienia, uderzającym potęgą basem i przestrzennymi ogromami, a zwłaszcza sopranami jak ze snu. Trójwymiarowymi referencyjnie i zdolnymi szybować do niebosiężnych rewirów; jak bas z Ultrasone Tribute 7 potrafi zalewać całą przestrzeń czarnymi chmurami grzmotu, tak soprany z HEDDphone Two GT napędzanych Envy też całą przestrzeń zatapiały. Soprany tak trójwymiarowe, że aż nie smukłe, mimo iż szybujące do maksimów. Wszechobecne i wyjątkowo piękne, wyjątkowo też miłe w dotyku.

Sennheiser HD 600

      Wiedziałem, że z tej dużej mocy nic nie będą sobie robiły klasyczne Sennheisery, ich impedancja 300Ω to najzupełniej wystarczające zabezpieczenie przed nadmiarem energii. I oczywiście poszły bez zarzutu, tak jak to one potrafią: ściemniona aura, melodyka, całościowe widzenie muzycznych spektakli, eleganckie soprany, niezgorszy bas. Przekonująca śpiewność i zwłaszcza wciągający słuchacza klimat uczestniczenia w czymś niecodziennym, a nie takie sobie po prostu granie jak z przenośnego radyjka, tyle że trochę lepsze. To są słuchawki z klasą i swoim własnym stylem, wszystko to przy Feliks Envy dokładnie było słychać.

AudioQuest NightHawk

    Już miałem po nie nie sięgać, bo ich impedancja nie broni, lecz pomyślałem sobie, że słuchawki tej rangi świetności melodycznej być może sobie poradzą. Intuicja mnie nie zawiodła, faktycznie sobie poradziły. Grały czysto i jak zawsze śpiewnie, grały wśród transparencji medium i nasyconych kolorów. Powiedziałbym, że wypadły lepiej od Sennheiserów dzięki właśnie większej czystości i bardziej precyzyjnej rzeźbie dźwięku, która nawiązywała do mistrzowskiej wstęgowych RAAL Immanis. Ceny oraz przedziały mocy słuchawek i wzmacniacza raczej nie pasowały, ale jak nieraz w życiu bywa, niepasujące się dopasowało.

 

[8] Min. z lepszym zasilaczem.

[9] https://www.youtube.com/watch?v=2WfoLeJo35g zwłaszcza finał.

[10] Mniej walki ze zniekształceniami.

[11] Zjawisko było silniejsze zaraz po przystąpieniu słuchawek do pracy, po kwadransie rozruszane membrany radziły sobie z tym lepiej, ale nie w sposób ostateczny.

Odsłuch: Przy odtwarzaczu

    Tutaj postanowiłem przesunąć akcent w stronę melodyjności, analityczny interkonekt Next Level Tech ETHER zastępując na zmianę Sulek RED i Kondo Theme 41 dla RCA oraz dla XLR Tellurium Q Black Diamond, który okazał się najlepszy – wzmacniacz grał lepiej po XLR, żywszym, bogatszym i dynamiczniejszym dźwiękiem. Prócz tego po raz kolejny, tym razem mniej przelotnie, odbyła się konfrontacja lamp Stradi z Western Electric, a jednocześnie wachlarz słuchawek ograniczony został do najlepszych, do samych Susvara Unveiled.  

      Tym razem intuicja mnie zawiodła, bo przekonany byłem, że wyższość Stradi się przeniesie i tutaj też okażą się lepsze, mimo iż wyższa analogowość odtwarzacza i jego głębsze brzmienie, jak również większa śpiewność interkonektów, pracować będą dla WE. Nie doceniłem ani zasięgu zmian środowiskowych, ani jakości drzemiącej w odnowionych klasykach. W tej lokalizacji wyższość Western Electric nie podlegała dyskusji, mimo że Stradi podtrzymały wszystkie swoje walory. Ale dokładniejsze wyrysowanie konturów u amerykańskich triod dopełniła większa u nich tutaj trójwymiarowość z przełożeniem na dozę czaru; magia, jak obrażona żona, spakowała walizki i wróciła do mamy – do pierwotnych Western Electric, od których cała historia 300B w zamierzchłym 1933 od potrzeb armii się zaczęła. Cóż, trudno, relatywna taniość Stradi nie okazała się zwycięska w całym spektrum działania, w dodatku okazało się, że nie można przewidzieć, czy dla danego toru te czy te będą lepsze. Mogę jedynie napisać, że brzmienie przy odtwarzaczu na pewno było znakomitsze od komputerowego i z całą pewnością w niemałej części za sprawą Western Electric.

       Przechodząc do postaci brzmienia. Rzecz jasna, skoro już przy komputerze było bezdyskusyjnie świetne, to teraz, jako jeszcze lepsze, musiało być tym bardziej. Z tego „tym bardziej” najbardziej podobała mi się umiejętność łączenia powszedniości brzmieniowej w nagraniach tę powszedniość obrazujących, z potęgą magii tych, które na magii bazują. Zwykłe gadanie (a nie operowe recytatywy oprawione echami), jak przykładowo narracyjne wstawki z koncertów w małych salkach albo studyjne deklamacje poprzedzające śpiew – to wszystko było naturalne, tzn. pozbawione sztucznego echa, sztucznego sopranowego podszycia i równie nieprawdziwego narzutu basowego. Bił z tego naturalizm na bazie dobrze wyważonego spektrum oraz dokładności obrazowania dzięki czystości medium i wyraźności przestrzennych form. Z kolei na biegunie magii – czyli ogólnie biorąc biegunie muzyki wszelakiej, na którym naumyślnie czyni się dźwięki jak najniezwyklejszymi w maksymalnie niecodziennych układach[12], magiczność w całej pełni doznawała spełnienia, co działo się na bazie dokładnie tego samego – pełnoskalowo zakrojonego spektrum o dobrym, minimalnie w dół przesuniętym wyważeniu, trójwymiarowości obiektów i samej przestrzeni, wyraźności, szybkości, żywości, obfitości, skali dynamicznej, temperaturze, ciśnieniu – i tak dalej…

     Zasób argumentów przemawiających za świetnością był zatem skompletowany i w odniesieniu do każdego aspektu spełniający wymogi bycia co najmniej bardzo dobrym. Ale to wszystko miało pewien styl, bo jak już wcześniej mówiłem, styl jakowyś być musi. Dawno temu te style w relacji z AVS pozwoliłem sobie wymienić, dzieląc na naturalistyczny realizm, udziwnianie oparte na chłodzie i obcości oraz upiększanie poprzez naddatek ciepła, słodyczy, lepkości, światłocienia i głębi. Rzecz jasna, jak to w życiu, rzadko miewamy okazję trafić na przykład którejś szkoły w sensie podręcznikowym, najczęściej trafiają się krzyżówki z przewagą tego czy tamtego. Feliks Audio Envy należy niewątpliwie do szkoły naturalistycznej, w niewielkim tylko stopniu czerpiąc z repertuaru pozostałych. Tym niemniej skalą echowości i dobrym czytaniem temperatur w nagraniach potrafił dawać stany wyobcowania, w razie kościelnych koncertów czy naumyślnie wyobcowujących popisów elektronicznych, a równocześnie nie miał problemu z obrazowaniem gorącej atmosfery klubowej, słodyczy kobiecych głosów czy gorączki jazzowej. Nie miał aż mocy dCS w przywoływaniu metafizycznej obcości, ani na rzecz muzycznego rozbuchania temperatury najgorętszych lampiaków, lecz dobrze radził sobie z każdym materiałem muzycznym, przy czym na wyróżnienie zasługiwały trójwymiarowość i wyraźność przy nie aż jakiejś arcy, ale wystarczającej głębi wnikania w najsubtelniejsze detale. Struny przy tym głęboko brzmiące bez śladu sztucznych naprężeń, wokale ładnie podane, choć minimalnie pogrubione, dobre kołysanie się dźwięku na liniach melodycznych, całościowo dość ciemna, podkręcająca klimat aura i zaznaczająca się, chociaż nie jakaś wyjątkowa, promienistość brzmieniowa. Dzięki nowym Susvarom stuprocentowa bezpośredniość, to samo w odniesieniu do Final D8000 PRO Da Capo, po które gnany ciekawością jednak znowu sięgnąłem, ale dla tych wysokoczułych planarów Envy jest za mocny, przy głośno puszczonym najniższym basie membrany biły o magnesy nawet przy ustawieniu impedancji na najniższą. Ale jest przecież dużo słuchawek uodpornionych, sprawdzone Dany Clarki zagrały popisowo i bez technicznych problemów.

 

[12] Tym przecież jest muzyka i obsługujące ją instrumenty. A odnośnie warstwy kompozycyjnej dobrze to ujął któryś z fizyków, nie pamiętam już który, pisząc o ostatniej, niedokończonej kompozycji Bacha, że jej doskonała biegłość łączenia dźwięków w połowie taktu się urywa i niepodobna, nie będąc Bachem, doskonałości tej kontynuować; inna niż jego wyobraźnia nie potrafi tego pociągnąć.

Podsumowanie

      Powiedzieć o tym wzmacniaczu, że prezentuje dobry środek, byłoby dlań despektem. Wyraźnie wyrasta nad przeciętność, określenia „dobry”, czy nawet „bardzo dobry”, jemu nie wystarczają. Podąża w stronę referencji i dużo nie brakuje, odrobina więcej finezji i już będzie na miejscu. Ale to są niuanse uchwytne raczej w porównaniach, bez których nie ma się na co oglądać – dźwięk uderza frontalnie, wnosi nas wielką bramą do świata estetycznych przeżyć i muzycznych emocji.

     Tyle od strony konstrukcyjnej, niewątpliwie udanej. Udanej i otwierającej przed nabywcą szerokie pole działań. Nie ma sensu raz jeszcze przytaczać, ile lamp 300B z ich brzmieniowymi światami wchodzi tutaj w rachubę, ale jest sens przypominać, że to wyjątkowa okazja. Warto także przypomnieć, że sprzedażowe sterowniki Psvane wystarczająco są dobre, by ich na początku nie ruszać, lub je w ogóle zostawić, sprawdzać najpierw te drugie, większe i droższe bańki. A właśnie! – jedne i drugie – wzmacniacza daje również oszczędność w postaci dwóch par lamp. Nie ma lamp prostowniczych ani innych od zasilacza, zasilanie jest bezlampowe. W moim wzmacniaczu nie jest, więc prędziutko policzmy: para WE 350B – min. trzy tysiące dolarów, para którychś najlepszych ECC83 –  tysiąc kolejny, para GZ34 Mullarda z ząbkowanymi anodami – jeszcze jeden. A zatem wiele oszczędzamy dzięki ograniczeniom lampowym, poza tym można spać spokojnie – 300B i 6SN7 wybitne jakościowo są w produkcji bieżącej, nie wyczerpią się ich zapasy. Ulga to niewątpliwa, bo co powiedzieć mają użytkownicy ECC83 czy ECC88? – Te lampy są w produkcji bieżącej, ale gdzie im do dawnych.

      Tak już całkiem na koniec, porzućmy te wspominki, cieszmy się teraźniejszością. Od 2022 mamy ceniony i lubiany, robiący światową karierę polski wzmacniacz słuchawkowy na 300B, możemy po audiofilskim plateau słuchawkowym paradować z wysoko podniesioną głową.

 

W punktach

Zalety

  • Potężny i bogaty dźwięk.
  • Dobrze wyważony tonalnie.
  • Trójwymiarowy.
  • Klimatyczny.
  • Obfity.
  • Żywy.
  • Dynamiczny.
  • Szybki.
  • Wysokociśnieniowy.
  • Stuprocentowo bezpośredni.
  • Ładnie posługujący się uplastyczniającymi chwytami – pogłosem i światłocieniem.
  • Finezyjny na miarę bez mała referencji.
  • Obcujemy z żywymi ludźmi i prawdziwymi instrumentami, wrażenie tego jest przemożne.
  • Dzięki całościowej naturalności każdy gatunek muzyczny jest prawidłowo obsługiwany, mogąc ukazać swe walory.
  • W razie oprawy odpowiednim torem poczucie całkowitego spełnienia.
  • Moc 8W pozwala obsługiwać najtrudniejsze słuchawki.
  • Dopasowanie impedancyjne ukłonem w stronę wysokoczułych.
  • Lampy 300B i 6SN7 pomnażają ilość muzycznych światów i są w najwyższym gatunku dostępne z produkcji bieżącej.
  • Dwie pary lamp, tylko dwie pary, to oszczędność wydatków dla kogoś poszukującego najlepszych.
  • Dobre lampy już na wyposażeniu.
  • We/wy symetryczne i niesymetryczne.
  • Funkcja przedwzmacniacza.
  • Umiarkowanie się rozgrzewa.
  • Efektowny i unikalny wygląd.
  • Klasyczny rozstaw lamp stronami cieszy oczy symetrią, niespotykany nigdzie indziej korpus wyfrezowany w gatunkowym drzewie daje ciepły charakter, indywidualizm i rozpoznawalność.
  • Znany i ceniony producent.
  • Made in Poland.
  • Sprawdzona polska dystrybucja.
  • Ryka Approved!

 

Wady i zastrzeżenia

  • Dotykowy włącznik odgórny na samym przodzie jest miły w używaniu, ale tylko dopóki nie zostanie użyty przypadkowo, o co jest bardzo łatwo.
  • Wymiana potencjometru na wyższy gatunkowo zapewne dałaby poprawę.
  • Odczep najniższej impedancji jest mimo wszystko problematyczny w odniesieniu do najskuteczniejszych słuchawek.

 

Informacje techniczne

Feliks Audio ENVY – wersja Performance

Wzmacniacz SET w klasie A z wyjściem transformatorowym, zasilany przez lampy 300B

  • Opracowany do napędzania nawet najbardziej wymagających słuchawek o mocy do 8 W
  • Ekskluzywne wykończenie i szerokie opcje dostosowywania
  • Wiele wejść i wyjść dla maksymalnej funkcjonalności
  • Zbalansowane połączenia wejścia/wyjścia XLR

 

Standardowa Edycja zawiera:

  • Lampy mocy Electro Harmonix Gold 300B
  • Wysokiej jakości miedziane okablowanie sygnałowe

Edycja Performance zawiera:

  • Lampy mocy Full Music 300B
  • UPOCC (miedź monokrystaliczna) okablowanie sygnałowe

 

Specyfikacja:

 

  • Lampy mocy: 300B
  • Lampy sterujące: PsVane CV-181 mk2 (6SN7)
  • Dwa wejścia RCA niezbalansowane (IN1, IN2)
  • Jedno wejście zbalansowane XLR (IN3)
  • Czułość wejściowa 1V RMS
  • Impedancja wejściowa:

– dla wejść IN1 i IN2 (RCA) 100kΩ

– dla wejścia IN3 (XLR) 10kΩ

  • 1 para wyjść liniowych RCA do pracy jako przedwzmacniacz
  • 1 para wyjść liniowych XLR do pracy jako przedwzmacniacz

Maksymalne napięcie na tych wyjściach to 5 V (RMS) przy impedancji wyjściowej 600 Ω i THD<0,5%

  • Wybór impedancji słuchawek:

– LO – do 60 Ω

– MID – do 300 Ω

– HI – do 600 Ω

  • Impedancja wzmacniacza

– LO dla obciążenia 32 Ω wynosi 3,8 Ω

– MID dla obciążenia 100 Ω wynosi 8,8 Ω

– HI dla obciążenia 600 Ω wynosi 20 Ω

Moc wyjściowa mierzona w zakresie MID przy obciążeniu 16 Ω wynosi 5,0 W przy THD ⩽1% (max 8W przy THD >5%)

  • Pasmo przenoszenia:

– 8 Hz÷100 kHz ±3 dB

– 18 Hz÷40 kHz ±1 dB

  • Gniazdo słuchawkowe 6.3 mm oraz XLR
  • Napięcie zasilania AC 50/60Hz :

– wersja 230V±5%

– wersja 115V±5%

  • Pobór mocy 110 VA
  • Waga: 15,1 kg (bez opakowania)
  • Wymiary:

– 35 x 33 x 18,5cm (LxWxH) – bez lamp

– 35 x 33 x 24,5cm (LxWxH) – z lampami

Akcesoria w zestawie:

  • Para lamp sterujących CV-181(6SN7)
  • Para lamp sterujących 300B
  • Kabel zasilający
  • Instrukcja użytkownika
  • Karta gwarancyjna

Cena: 33 900 PLN

 

System:

  • Źródła: PC z przetwornikiem Phasemation HD-7A, Cairn Soft Fog V2
  • Wzmacniacze słuchawkowe: ASL Twin-Head Mark III, Divaldi AMP 05, Feliks Audio Envy Performance, Phasemation EPA-007
  • Lampy 300B: Full Music Classics, Stradi S, Western Electric
  • Lampy 6SN7: Psvane CV-181, Sylvania JAN-CHS-6SN7GT/VT 231
  • Słuchawki: AudioQuest NightHawk (kabel FAW Hybrid), Dan Clark Audio STEALTH (kabel Tonalium-Metrum Lab), HEDDphone 2 GT (kabel Tonalium-Metrum Lab), Final D8000 PRO Da Capo, Focal Utopia, HiFiMAN Susvara & Susvara Unveiled (kabel Tonalium-Metrum Lab), Sennheiser HD 600
  • Interkonekty: Kondo Theme Ls-41 RR, Next Level-tech Flame, Sulek RED, Tellurium Q Black Diamond
  • Kable zasilające: Acoustic Zen Gargantua II, Harmonix X-DC350M2R, Illuminati Power Reference One, Sulek 9×9 Power
  • Listwa: Sulek Edia
  • Filtr prądowy: Echo Sound Power Guardian
  • Kondycjoner masy: QAR-S15
  • Stolik: Rogoz Audio 6RP2/BBS
  • Podkładki pod sprzęt: Avatar Audio Nr1, Harmonix SF-200, Solid Tech „Disc of Silence”
Pokaż artykuł z podziałem na strony

29 komentarzy w “Recenzja: Feliks Audio Envy Performance

  1. miroslaw frackowiak pisze:

    Za 30.000zl to juz mozna kupic wzm integre, ktora oprocz napedzania sluchawek tak samo napedza swietnie kolumny glosnikowe,to zmarnowana szansa dla tego wzmacniacza ,aby byl w pelni wykorzystany dla audiofila.

    1. Piotr+Ryka pisze:

      A na co komu integra, z jej bardziej rozbudowanymi trafami, dodatkowym przełącznikiem trybu pracy i odczepami głośnikowymi, jak nie ma i nie chce mieć kolumn? Woo Audio robi swój 300B w wersjach samego słuchawkowca i takiego samego modelu ale z dodaną obsługą głośników, ten drugi kosztuje znacznie drożej.

      1. miroslaw frackowiak pisze:

        Mowilem o cenie,ze tyle powinna kosztowac inegra a nie sam wzm sluchawkowy….czyli jest za drogi!

        1. Piotr+Ryka pisze:

          Dokładnie na tych samych czterech lampach nowy Auris Headonia kosztuje od Envy dwa razy więcej, a nie ma takiej wysmakowanej, unikalnej drewnianej obudowy. Gdyby można było ustalać ceny urzędowo, nie byłoby tego rodzaju wahań, ale był kiedyś taki system polityczny, który ustalał, i nie za bardzo się sprawdził. Na koniec został u niego na półkach sam ocet. Dość wymowne, nieprawdaż?

  2. AudioFanX pisze:

    Piotrze świetna recenzja. Nie spodziewałam się, że aż tak duży zachwyt wzbudzi u Ciebie Envy Performance. Ciekawe jak bardzo podbił by Twoje obecne wrażenie mój Envy AE 25. Tak, ten jeden z 25 egzemplarzy ultra ekskluzywnej wersji „Anniversary”. Prawdopodobnie nadal jedyny w PL za co jestem firmie Feliks Audio bardzo wdzięczny, bo lista chętnych nabywców z całego świata była kilka razy większa niż 25. 😉

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Wypada wierzyć, że Anniversary jeszcze lepszy. Pogratulować posiadania, to niewątpliwie rzadki motyl, choć bardzo, bardzo drogi.

      1. AudioFanX pisze:

        Jest drogi, ale poza wyjątkowością jubileuszowej jednostki Envy AE byłem w 100% przekonany, że warto w ten sposób wspierać wyjątkową naszą Polską rodzinną firmę.: 😉

      2. AudioFanX pisze:

        Envy AE, które posiadam to genialny wzmacniacz! Używałem przez dwa lata Envy Performance i moim zdaniem różnica po przejściu na AE 25 jest istotna – mocno poszerzone pasmo (to wpływ głównie nowych trafo z amorficznym rdzeniem), szczegóły uwypuklone, jednocześnie wzmacniacz brzmi mniej tranzystorowo, bardziej przejrzyście a jednak przyjemniej. Do tego bardzo ciche. w polaczeniu z Elrogiem ER300B lub TM, jednak TM są dość kruche. Doświadczyłem TM w moim AE. 🙂

        1. Piotr+Ryka pisze:

          Ale Envy Performance zupełnie nie brzmi tranzystorowo z dobrymi 300B.

  3. Sławek pisze:

    Piotrze, swego czasu recenzowałeś Lucarto audio Songolo HPA 300 SE. Jak on się ma do tego Envy?
    Bo róznica wcenie spora, Envy prawie 3 razy droższy?

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Bez bezpośredniego porównania w niuanse nie mogę wchodzić, ale przy optymalnych obsadach lampowych (z grubsza rzecz jasna biorąc) poziom jakościowy i emocjonalnego oddziaływania jest mniej więcej ten sam.

      1. Piotr+Ryka pisze:

        Należy jeszcze dodać, że Lucarto oferuje cały szereg ulepszeń, które się bezpośrednio dogaduje i które sobie kosztują. Dokładnej listy ani cennika nie znam, ale lista jest chyba dość długa.

        1. Sławek pisze:

          Czyli tak na start to wygląda na to, że Lucarto może mieć lepszą relację cena/jakość.
          A jest jeszcze niedawno zrecenzowany choć tranzystorowy Divaldi w wersji piątej, miałem przyjemność go krótko słuchać na AVS i fajnie grał, a jest najtańszy z tego grona…

          1. Piotr+Ryka pisze:

            Divaldi jest bardzo dobry, ale nie aż taki jak Songolo czy Envy obsadzone najlepszymi lampami.

  4. Piotr+Ryka pisze:

    Tymczasem po cichutku przydreptuje na rynek nowa seria od Final, której zwiastunem model DX6000.

  5. Piotr pisze:

    Jakby porównać przenośny Astell Kern Sp 3000 i super nieprzenośny Envy to co by Pan powiedział, jest duża różnica w brzmieniu na korzyść Feliksa czy nie bardzo ? Który powinien lepiej się zgrać z Utopiami 22 czy HD800 ?

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Envy przy którejś z najlepszych obsad lampowych i gatunkowym odtwarzaczu albo DAC podpiętym pasującym interkonektem zagra lepiej, ale różnica nie będzie na tyle duża, żeby za nią umierać. Będzie umiarkowana, wstecznie tolerowalna.

      1. Piotr pisze:

        Rozumiem – dziękuje, w tej chwili korzystam zamiennie z Questyle Fifteen oraz Feliksa Euforii Evo czy Astell lub Envy będzie krokiem do przodu ? czy raczej skupić się na innych elementach toru ?

        1. Piotr+Ryka pisze:

          Astel raczej nie, Envy z dobrymi lampami tak. A jakie inne elementy są w użyciu?

          1. Piotr pisze:

            Są to Eversolo Dmp A8 z Utopiami 22 i Hd 800. Podobno oryginalny Astell Sp 3000 łapie jakąś wybitną synergie z Utopiami.

          2. Piotr+Ryka pisze:

            Czy z Utopiami Astell SP3000 łapie, tego nie wiem, nie miałem okazji sprawdzić, ale z HD800 na pewno – ta para była wyjątkowo zgrana. Nie ma powodu sądzić, że z Utopia 2022 nie będzie równie dobrze bądź jeszcze lepiej, niemniej lampowe – wielko-lampowe – Feliks Envy czy Lucarto Songolo potrafią dać od najlepszego nawet DAP-a trochę więcej w mierze poetyki brzmienia; pytanie czy dla tego trochę warto aż tyle wydać. To będzie zależało od możliwości finansowych, cierpliwości w doborze lamp i przede wszystkim żądzy osiągania maksimów – czy niezaspokojona psuje życie, czy można ją zlekceważyć i o niej zapomnieć.

  6. Piotr+Ryka pisze:

    Skończyłem właśnie pisać recenzję Fostex TH1000 RP, jutro pojadą się fotografować. Dziś przyjechały Final DX6000, a na wyciągnięcie ręki leżą ZMF Caldera. W życiu nie miałem u siebie tylu słuchawek.

  7. Adam M. pisze:

    👍
    Fajnie będzie poczytać.
    Wesołych!

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Dziękuję i nawzajem.

  8. Piotr+Ryka pisze:

    A propos tych kolejnych recenzji nietanich słuchawek – ich rynek jest tak duży, czy może nadzieje producentów?

    1. Sławek pisze:

      Nadzieje producentów. Tyle drogich modeli słuchałem już na AVS, a z dużą przyjemnością wracałem zawsze do moich HiFiManów HE-1000se, a nawet do QUAD ERA-1.
      Jedynie elektrostaty Kingsound mnie oczarowały, ale nie na tyle bym miał cały zestaw wymieniać lub fundować sobie dodatkowego mebla w postaci energizera.
      Natomiast polityka cenowa HiFiMana może o zawał przyprawić tych co kupili drogo, np. Audivina była początkowo po około 13 tys. PLN, teraz nówki w pudełku można za 3 tys. wyhaczyć…

      1. Piotr+Ryka pisze:

        A tu jeszcze w kolejce takie: https://www.nurheadphones.com/

        1. Joas pisze:

          A kto ma je w dystrybucji??

          1. Piotr+Ryka pisze:

            Jeszcze nikt. Audeos się przymierza.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

© HiFi Philosophy