Recenzja: Entreq Olympus – kabel słuchawkowy

Odsłuch

Tak samo jak poprzednio.

    Oprzyrządowaniem był wyłącznie mój system, w oparciu o źródła analogowe i cyfrowe – gramofon i CD. Różnice pomiędzy nimi nie na tyle jednak istotne, aby pisać osobne rozdziały, chociaż gramofon oferował w lepszym gatunku muzyczną tkankę, dzięki czemu był jednocześnie bardziej realistyczny i magiczny. Realistyczny jako bezpośredniejsze w odbiorze i prawdziwsze brzmienie; magiczny jako wchodzący w te rejony, gdzie realizm staje się nadrealny w porównaniu ze zwykłym życiem. Ale także CD potrafił wszędzie docierać, mimo iż w sensie analogowym (w jego wypadku sztucznym) nie z tą intensywnością. Za to w wymiarze tajemniczości i poczucia zmieszania realności z odrealnieniem docierał głębiej.  

    Dwie zatem tajemnice – analogowa i cyfrowa – ale o tym szerzej pisałem gdzie indziej; kto chciałby się zapoznać, albo sobie przypomnieć, może sięgnąć do tekstu recenzja.

    Tu zaś napiszę w nawiązaniu, że w obu tych domenach było to granie rzeczywiście magiczne (o które audiofil zabiega), co dochodziło do skutku także dzięki dwunastu lampom i dużej (jak na słuchawki) mocy, zdolnej przeradzać się w dynamikę i energetyczność dźwięku. Lecz tym, jaki to był dźwięk na tle innych słuchawek, zajmę się dopiero za chwilę; najpierw spróbuję scharakteryzować różnice między Olympus a Atlantis.

    Pomimo wielomiesięcznej przerwy dzielącej ich percypowanie niektóre odmienności dały się z miejsca wyłapać, a bardzo ważną pośród nich wspomniana zmiana tonalności poprzez większą pojemność.  

    Kabel Entreq Olympus zauważalnie niżej lokował swą tonalność, ale ani mu to nie burzyło sopranowego potencjału, ani nie przyciemniało brzmienia. Intensywność światła u obu miała dzienny charakter, z tym że przy kablu Atlantis medium z pewną „nieobecnością” w konsekwencji transparentności bardziej próżniowej, tym samym światło bardziej przenikliwe, podczas kiedy Olympus swoje bardziej nasycał intensywnym lecz napotykającym opór ośrodka światłem, też każdej materii większą gęstością.   

    Powtórzyła się przy tej okazji historia z przejściem od Konstantina do Atlantisa: początkowo powściągliwsze soprany nowego – droższego i grubszego – z biegiem czasu rozkwitły przyćmiewając wcześniejsze. Chociaż nie, zbytnio się rozpędziłem – przyćmienie miało miejsce pomiędzy Konstantinem a Atlantisem, natomiast soprany Olympusa nie przyćmiły tych z Atlantisa, w każdym razie nie pod względem intensywności, natomiast poprawiły kształt. Odczuwalnie niższa tonalność sprowadzała się bowiem niemal wyłącznie do dopływu masy – brzmienie AKG K1000 poprzez nowszy kabel flagowy zwiększyło wypełnienie i poprawiło trójwymiarowość. Co odnosiło się do całego spektrum, ale najlepiej widoczne było na obszarze sopranów, choć prędzej to byś pomyślał, że przeciwnie – u basów. Tak, bas także się lepiej wyrażał wypełnieniem i trzecim wymiarem, lecz jego z Atlantisem dynamika i znakomita wyraźność przy wypełnieniu całkiem dobrym już dawały basowe wzmożenia zdolne zrywać z fotela, w miejsce krytykowanego „pustego” basu z kablem oryginalnym.

Jako że przypięty na stałe.

     Bas z Olympusem jawił się jako pełniejszy, lecz to robiło mniejsze wrażenie niż w przypadku sopranów. Nie dlatego, że prawie żadne, niemniej inne doznania mocniejsze. Mocniejsze wrażenie robiąca większa trójwymiarowość góry przy zachowaniu jej ekstensji, też sposób bycia rzeczy bytujących za pierwszym planem. Także i to, że bardziej ucieleśniające się wzrostem miąższości głosy i cała reszta w zakresach średnich.

    Wszystko to było korzystne, wszystko poprawiające realizm – jako oddalanie słuchacza od przeżyć a realnych (które także potrafią porywać) – ale już o tym pisałem w recenzji łącza USB, że kable z nowej generacji flagowej Entreqa jawią się jako brzmieniowo zwyklejsze, i w tym właśnie tkwi ich siła. Jako że powrót z nich do tych udziwniających skutkuje odczarowaniem. Najpierw, przy przejściu z odrealniających na Olympus pojawia się wrażenie, że coś (to odrealnienie) straciliśmy, by zaraz potem, przy przechodzeniu odwrotnym, poczuć całą tych odrealniających sztuczność, już teraz nieakceptowalną.[7]   

    Kabel Entreq Atlantis był odrealniający mało, jako nadrabiający minimalny brak wypełnienia wyraźnością konturu i całościowym bogactwem brzmienia, ale Olympus to nadrabianie obnażył, robiąc rzecz najważniejszą, inne zalety spychającą cień. Trudno mi przy tym orzec, jak sprawa ta będzie wyglądała w przypadku tych słuchawek (czyli niemalże wszystkich), takich, które nie mają regulowanej odległości przetwornika od ucha. Ale można to zastępować zwiększeniem głębokości padów, tyle że więcej z tym zachodu. U AKG K1000 rzecz zaś banalnie prosta: kąt odchylenia muszli od głowy ma zakres regulacji od zerowego do circa 75°; ze słuchawkami na głowie regulujemy go dobierając najkorzystniejszą proporcję pomiędzy nasyceniem (bliżej ucha) a rozrostem przestrzeni (dalej). Z kablem Entreq Konstantin było to w moim przypadku blisko ucha, ponieważ nie lubię odchudzeń. Z Atlantis w okolicach połowy, przy nasyconym materiale nagraniowym czasem wyraźnie za. Z Olympus zaś to już otwarcie pełne lub niemal pełne – co bardzo uważnie sprawdziłem pod kątem realizmu. (Dobieranie kąta pod kątem.) Nie trzeba zatem zbytnio się wysilać, by zgadnąć, że z każdym z wymienionych kabli dostajemy innej wielkości przestrzeń tak samo nasyconą. Z kablem oryginalnym nasycenie zawsze kuleje, z Konstantin jest zdecydowanie lepsze, ale przestrzeń (chcąc realizmu masy) relatywnie niewielka, natomiast przy Olympus okazuje się ona wspanialsza niż u jakichkolwiek słuchawek. – Nie ma bowiem sztuczności pod postacią zwiększania sceny echem (co może być porywające, ale to nie realizm), a jednocześnie dostajemy całkowitą sytość materiałową – nic nie ulega odchudzeniu. Do postaci realistycznej nakarmione substancją dźwięki tańczą na gigantycznej scenie – a wszystko to, poczynając od dalekiego pierwszego planu, ujęte zostaje w spektakularną perspektywę, jakość holografii jest niezrównana.  

    Cztery razy jedynie miałem wcześniej okazję doznawać tego rodzaju przestrzennych uniesień[8]:   

    – z Sony MDR-R10, tyle że kosztem basu

    – z zatopionych w delikatności i niebiańskości Stax SR-Ω

    – z przywołujących fenomenalną realność Stax SR-007 Mk I, ale wyłącznie na płycie binauralnej stworzonej specjalnie dla nich przez samego Staksa

    – z inscenizowanych pogłosem, ale oszałamiających lotnością Grado GS1000

Teraz wymagający też uziemienia.

    Ciekawe przy tym, że ta specjalna płyta Staksa tak doskonale działa z tymi jednymi słuchawkami (najnowszy flagowiec X9000 też tego nie odmienił); smutne, że tamte dawne Grado nie były równe jakościowo w odniesieniu do wszystkich egzemplarzy; a najsmutniejsze to, że włączając w to AKG, wszystko to są słuchawki dawne. Pocieszeniem (tak mówią), że aktualne HiFiMAN Shangri-La są w mierze przestrzenności analogicznie zjawiskowe, lecz ich najlepsze osiągi podobno ze wzmacniaczem VIVA Audio, a nie własnym, z kolei cena $18 000 (samych słuchawek) wyklucza popularność.

    Wracając do dawnych AKG z najnowszym kablem. Za tego kabla sprawą można ich słuchać bez redukcji gęstości z otwartymi na max muszlami, a wówczas scena też się otwiera wielkością i holografią. Lecz sama ta wielkość, nawet z taką holografią, nie robiłaby aż takiego wrażenia, gdyby nie było tak mocnego nawiązania do realizmu kolumnowego. Naturalność sceny dźwiękowej – nie tylko dużej, ale i otwartej brakiem przylegania głośników do głowy, w efekcie czego słyszeniem każdego kanału dwojgiem uszu, to zupełnie inny rodzaj spektaklu niż ze zwykłymi słuchawkami. Co momentalnie uderza, lecz dopiero z kablem Olympus staje się tak spektakularne, jako że z nim dopiero pojawia się teatralność nie dosyć że otwarta, to jeszcze wielkoobszarowa.

[7] Zjawisko akceptowania sztuczności to dla audiofilizmu temat kluczowy, któremu można by poświęcić księgę. Zawsze obecne, odznaczające się ogromną różnorodnością form i stopni, diametralnie też różne gdy chodzi o czerpaną przyjemność i stopień świadomości odbiorców. My, jako audiofile, wszyscy żyjemy w sztucznych światach uważanych za uwodzicielsko realne, czerpiąc przyjemność ze zjawisk życie naśladujących, ale też odrealniających. Jednak z tym samym mamy do czynienia w każdym rodzaju sztuki, i równocześnie sama muzyka nie jest czym innym jak językiem odwołującym się do czystych emocji a nie znaczeń. (Rzecz jasna pomijając towarzyszące teksty.)

[8] Sennheiser Orfeusz bardzo blisko, lecz tak spektakularnej samej sceny nie daje. Za to ma inne wspaniałe walory, których konkurencja nie daje.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

57 komentarzy w “Recenzja: Entreq Olympus – kabel słuchawkowy

  1. Sławek pisze:

    Panie Piotrze – fajna recenzja.
    Ale to kable typu solid core. O ile wzmacniacz lub kolumny stoją nieruchomo (pomijam wibracje), to słuchawek nie się słuchać siedząc nieruchomo, ponadto kiedyś trzeba te słuchawki na łeb założyć, a po posłuchaniu zdjąć. I w końcu kable typu solid core pękną – więc pytanie jak z trwałością – producent daje jakąś gwarancję na te kable? Podobno Entreq miał swego czasu dużo reklamacji z tego powodu a nawet produkcję zawiesił. Ciekawe, czy rozwiązali jakoś ten problem?
    Mam jeszcze kable srebrne słuchawkowe Lavricables, nie używam bo co i rusz to pękają przy wtykach do słuchawek, trzeba je nieustannie skracać.
    Moje zdanie jest takie, że kable solid core na słuchawkowe się nie nadają. Lavricables na swoje kable słuchawkowe gwarancji nie daje żadnej…

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Sądzę, że rozwiązali poprzez umocnienie. Kabel jest bardzo solidny, trudno go będzie uszkodzić. Konstantina i Atlantisa używałem łącznie przez wiele lat – fakt, były problemy z łączeniem przy muszlach. Ale ten ma to połączenie masywniejsze i odejmującą ciężar zawieszkę. Kilka miesięcy używania na razie mu nie zaszkodziło.

      1. Sławek pisze:

        No i tak trzymać, oby służyły niezawodnie. Z moich doświadczeń – a słuchawek słucham prawie codziennie – to mistrzem niezawodności jest FAW. Sytuacja idealna to taka gdy mistrz brzmienia = mistrz niezawodności.
        A swoją drogą, to ciekawe, czy Entreq zrobiłby kable do Crosszone (pisząc to na głowie mam CZ-10 z kablami FAW, piękny koncert Toma Waitsa Glitter and Doom Live…)

        1. Piotr+Ryka pisze:

          Tonalium naprawiało kabel do Crosszone i wg relacji przewody są cienkie, tak więc Entreq raczej nie. Ale dystrybutora trzeba zapytać.

  2. omnia 10 pisze:

    Jakby Pan porównał je z topowym sulkiem ? Wiem ze to mało dyplomatyczne ale czy jest niekwestionowany zwycięzca? Lubię dzwiek analogowy i cieply

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Chodzi o Sulka słuchawkowego, jak mniemam? Trudno porównywać kable używane w różnych słuchawkach, zwłaszcza gdy jednymi z nich są K1000. Bardziej zgaduję niż twierdzę, że Sulek spokojniejszy i cieplejszy. Bardziej skupiony na melodyce, mniej na dynamice. Który lepszy? To dopiero do ustalenia i zależy pod jaki gust. Podejrzewam, że dla mnie Olympus, a dla kogoś lubiącego analogowe ciepło i melodykę może Sulek?

  3. Colorfort pisze:

    Panie Piotrze.
    Posiadam Atlantis i Olympus od 2019 roku. Kupiłem wprost od producenta. – Swego czasu opowiadałem Panu o tym. Z perspektywy użytkownika: Olimpus ma pełniejsze spektrum dźwięków i pełniejsze składowe; soprany są wręcz pieczołowicie artykułowane ale bez cienia sylabizacji; bas precyzyjny z charakterem oryginalnych dźwięków instrumentarim akustycznych oryginałów; intymność i jednocześnie znakomita przestrzenność orkiestr i kameralistyki.
    Pierwsza wersja Olimpusa po roku użytkowania (bardzo ostrożnego) zaczęła pękać w kilku miejscach 9oddalonych od wtyków). Napisałem do producenta i wysłałem do naprawy. Po 2 miesiącach otrzymałem kabel, który wydaje mi się taki sam gruby ale jest bardziej wiotki (choć nadal jest sztywnawy). Po wygrzaniu kabel gra jeszcze lepiej. – Nie otrzymałem od Entreq’a słowa wyjaśnienia, ale jestem przekonany, że przysłali mi inną wersję Olympusa. Jak dotąd nie ma tendencji do ponownego łamania. Jednak piszę o tych tendencjach do pękania ze względu na nowych użytkowników.
    Pozdrawiam.

    1. Piotr+Ryka pisze:

      To ja mam chyba starą, sztywną. Może to ta z Pana słuchawek – odzysk. 🙂

    2. AudioFan pisze:

      Dzięki za ten sygnał ostrzegawczy. Mam Entreqa Olympus od sierpnia, używam z Susvarą i również bardzo łagodnie się z nim obchodzę. Nie wyciągam bez sensu wtyczki 4 pin XRL ze wzmacniacza i kabelek za drewnianą beczułką (nie doczytałem jak się to fachowo nazywa) zwisa i jest skierowany zwykle w jedną stronę. Obserwuje czy coś się tam nie dzieje, ale jak na razie jest OK. Czy zalecanie wyciągać wtyczkę ze wzmaka?

      Trochę obaw miałem gdy przy zamówieniu Olympusa powiedziałem, że chcę go do Susvar. Dystrybutor odradził mówiąc, że Entreq do tych słuchawek już nie robi, bo Olympus jest zbyt ciężki i wtyczki w słuchawkach wypadają. Dopytałem czy ten problem też występuje w przypadku nowych Susvar z nowymi wtykami i na szczęście usłyszałem, że w tym przypadku jest znacznie lepiej. Do tej pory tylko raz się zdażyło, że z jednej słuchawki wypadła wtyczka i to z mojej winy, bo przypadkowo pociągnąłem za kabelek przy odwieszeniu słuchawek na stojak, który miałem ustawiony dość wysoko. Czyli nie jest źle, choć z innymi słuchawkami raczej to by się nie zdażyło.

      1. Mariusz pisze:

        Witam.Możesz coś napisać jak Olympus wpływa na brzmienie Susvar.Mam te słuchawki i szukam do nich kabla.Dziękuje.

        1. AudioFan pisze:

          Oryginalnie kabelki od Sus gubiły bas, dlatego poszszlył niemalże z automatu do wymiany, Po zmianie na Entreq Olympus usłyszałem w tym zakresie zadawalajacą poprawę.. Co ważne, kabel Olympus wygrzewa się dobre ponad 100 godzin, wcześniej zaokrąglal soprany.

  4. Colorfort pisze:

    Napewno nie 😉 tak jak pisałem wcześniej, rożnica sztywności jest niewielka, jednak jest. Sam nie bardzo to rozumiem, ponieważ grubość i waga kabla jest taka sama… i napewno jest to nadal solidcore.
    Pozdrawiam.

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Różnica w sztywności wynika zapewne z gęstości wypełnienia międzyżyłowego, którego zadaniem jest tłumienie drgań przewodów. (Przewodnik prądu zawsze ma mikrodrgania.)

      Proszę mi przypomnieć, jakie słuchawki Pana Olympus obsługuje.

      1. Marcin pisze:

        problem z tymi wszystkimi kablami polega na tym, że jest to zakup w ciemno – osobiście nie wyobrażam sobie kupna kabla do słuchawek za 9000 tyś zł do słuchawek za 9000 tyś zł bez wcześniejszego odsłuchu; wydaje mi się, że to dużo $ dla audiofila (o zwykłych ludziach nie mówię, bo od razu stwierdziliby, że mają do czynienia z pomyleńcami), dlatego sam zrezygnowałem z takiego rozwiązania; stać mnie na taki kabel, ale nie do tego stopnia, żeby móc taką kwotę sobie po prostu przehulać i powiedzieć, że jeśli nie stwierdzę spektakularnych różnic (za taką kwotę, takich właśnie oczekuję) to trudno, 8 tyś zł to niewiele. Nie trafia do mnie argument – to słowa klasy średniej, jest wiele ludzi bogatych, ale których to niewiele. Znam sporo osób bardzo zamożnych, które posiadają dużo bardzo drogich rzecz, ale nigdy z nich ust nie słyszałem, że 8 tyś zł to żadne pieniądze i kupić jakiś kabel do słuchawek za taką kwotę to jak splunąć. Jeśli ten czy inny kabel wart byłby swojej ceny w moim przekonaniu to bym go kupił; w ciemno nigdy.

        1. Marcin pisze:

          p.s. chętnie posłuchałbym opinie użytkownika Colorfort w przedmiocie zastosowania tego kabla do utopi.

        2. Piotr+Ryka pisze:

          Odnośnie zachowań bogatych, to przypomina mi się dialog z serialu „Absolutnie fantastyczne” między sprzedającą modystką a łażącą po salonie klientką.
          – Ile to kosztuje?
          – Pytasz, ile to kosztuje? To znaczy, że cię nie stać. Wynoś się!

          Odnośnie zaś kupowania bez sprawdzenia, to przecież prawie wszystko tak się kupuje, niezależnie od ceny. Czy butów, garniturów, samochodów albo lodówek używa się tygodniami na próbę przed zakupem?

        3. AudioFan pisze:

          Gdy na początku lipca składałem zamówienie był nieco tańszy. Chyba na początku września cena śmignęła do góry. Ale to nie odosobniony przypadek, bo wszystko podrożało. Choć uwaga, sprzęt dCSa potaniał teraz w końcówce roku, bo kursy walut spadły. W nowym roku można się spodziewać kolejnych podwyżek.

          Jak ktoś kocha swoje słuchawki za 9K i chce dać im w prezencie taki kabelek, to jak najbardziej jestem w stanie to zrozumieć. 🙂

      2. Colorfort pisze:

        Obecnie RAAL a Atlantis Utopie. W obu przypadkach zleciłem konfekcjonowanie wtykami wprost w Entreq.

  5. Michal Pastuszak pisze:

    Rowniez uwazam ze swoboda propagacji fali dzwiekowej ma decydujace znaczenie w oddaniu naturalnosci i realizmu przekazu i zadne sluchawki klasyczne nie oddadza tego tak wiernie jak naglowne monitorki typu K1000 czy RAAL SR1a, dlatego tez aby nie chodzic juz na skroty przeszedlem finalnie na system kolumnowy jako moje glowne otoczenie muzyczne.

    Bede jednak trzymal typowe sluchawki do intymnych odsluchow, do ktorych nadaja sie w sam raz, moze nawet sprawie sobie GS3000x, bo jakos mam ogromny sentyment do tych drewniakow i sprawie sobie hobbystycznie system wieczorny/nocny w oparciu wlasnie o nauszniki.

    ps. odnosnie sluchawkowego kabla Sulka, jest on ok ale zdecydowanie za drogi na swoje walory, opisywana tutaj 'tania w porownaniu’ Luna niczym mu nie ustepuje a w niektorych konfiguracjach (Abyss 1266 i Wa 33) moze sie wrecz wydac ciekawsza/lepsza.

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Grado GS3000 to dużo straconego czasu w walce o egzemplarz do testów. Podobno Grado produkuje ich bardzo mało, a sprzedają się bardzo szybko, nie ma wolnych sztuk żeby podesłać. Nawet nie wiem jaką teraz literkę dodają po tych trzech tysiącach, bo szybko się to zmienia.

      1. Michal Pastuszak pisze:

        To najnowsze wydanie GS3000 z dopiskiem 'X’ do ktorego sie odnosze, ma juz nowy, 52mm przetwornik, a i wizualnie same muszle ladnie sie prezentuja, to moga byc absolutnie czolowe sluchawki dynamicznej w obecnej produkcji, a co wazne, nie kosztuja jeszcze fortuny, jak to jest u konkurencji:

        https://gradolabs.com/headphones/statement-series/item/136-gs3000x

        1. Piotr+Ryka pisze:

          Wyglądają faktycznie kusząco, ale polska dystrybucja twierdzi, że zamawia i nie otrzymuje.

          1. Alucard pisze:

            Oni już sami nie wiedzą chyba co piszą bo mi napisali i to już dawno temu że na razie nie sprowadzają i nie zamierzają. Albo ściemniają. Kiedyś rozmawiałem z nimi przy okazji wstępnych negocjacji najwyższego modelu i to była bardzo dziwna konwersacja przez pocztę mail. Jak to dziś mówią młodzi ludzie, cringe. Albo creepy 😉

          2. Piotr+Ryka pisze:

            Znajomy już zamówił GS3000x, tak że bez łaski. Ale ma przywieźć dopiero w lipcu.

  6. miroslaw frackowiak pisze:

    Rzadko juz slucham swoich sluchawek K-1000 ale kiedy czasami zrobie odsluchy to jest to cudowne uczucie,majac wysokoskuteczne kolumny Goodmans i gramofon to jest fantastyczne analogowe sluchanie,zawsze interesuje sie nowosciami sluchawkowymi,szkoda ze CanJam w Londynie zrobili w srodku lata, kiedy akurat wszyscy sa na urlopach i nie moglem byc na tej pieknej wystawie.Caly czas mysle o sluchawkach Grado RS1x i bardzo chcialbym je posluchac,interesuja mnie jako drugie sluchawki,szukam tanszych sluchawek, ale bardziej spektakularnych,takimi byly i sa do dzis moje K-1000 to byl strzal w dziesiatke,nie podlega dyskusji ze to dzieki Piotrowi zrobilem ten zakup z wzm.Carym 300B graja wspaniale.

  7. AudioFan pisze:

    Piotrze widzę, że uziemiasz swojego Olympusa starszą wersją Minimusa. To był Twój celowy wybór po testach z AKG K1000 między tą wersja a droższa Silver?

    Sam będę testował obydwie wersje Minimusa z Olympusem i jak myślisz, który bardziej pasowałby do Susvar? Jakie zmiany obserwujesz w swoich słuchawkach gdy grasz na Olympusie z kondycjonerem masy i bez niego i czy to jest od razu słyszalna różnica, czy jednak trochę dokładniej trzeba się wsłuchać, aby te zmiany usłyszeć?

    I przy okazji zapytam. Spada jakość działania Minimusa gdy podepniemy do niego dwa urządzenia, czyli kabelek słuchawkowy Olympus oraz drugim odpowiedni kablem uziemimy np: DAC, czy lepiej osobno uziemiać każde urządzenie?

    1. Marcin pisze:

      https://www.youtube.com/watch?v=WH7Q-xO_lpQ
      proszę posłuchać, innych odcinków także, a zaoszczędzone być może dzięki temu pieniądze przekazać na fundację, schronisko czy dom dziecka – pożytek z tego będzie znacznie większy, a i żyć będzie lżej z myślą, że coś się zrobiło dobrego dla innych, niż dać z siebie zrobić nieuka.

    2. Piotr+Ryka pisze:

      To nie świadomy wybór, tylko przysyłając powiedziano że Silver, a przyjechał zwyczajny (czyli bez dosypki srebra). A ja nawet nie sprawdziłem, że to nie Silver, po długim czasie się zorientowałem. Nie mając Silvera, nie wiem czy podpinanie do dwóch go osłabia, poza tym mam drugi kondycjoner masy, to i tak do dwóch nie muszę.

  8. Piotr pisze:

    Który z kabli Entreq’a nadawał by się najbardziej do Utopii 2022 ? Czy może jednak lepszym wyborem byłby przytoczony w recenzji kabel Luny który jak Pan pisał podwyższał tonacje i „sypał sopranową sól” – a na tym mi zależy. Pozdrawiam

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Entreq Olympus na pewno będzie lepszy. Atlantis też, tylko nie wiem, czy jest jeszcze osiągalny.

  9. Marcin pisze:

    czy podpinał Pan k1000 do wyjść głośnikowych mocnych wzmacniaczy zintegrowanych np. 250 wat przy 8ohmach lub w podobnych mocach? trochę obawiam się użyć k1000 z tak mocnymi wzmacniaczami, nawet delikatnie obchodząc się pokrętłem czy suwakiem z poziomu playera, z drugiej strony może obawa ta jest nieuzasadniona. Będę wdzięczny za wskazówki czy podzielenie się własnymi doświadczeniami.

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Podpinałem do końcówki mocy Leben CS100P (2 x 100 W) i nie było problemu, rewelacyjnie grało. Mogłem do dzielonego Circle Labs, ale za szybko porwali, ktoś chciał koniecznie posłuchać. Zawsze można podjechać do któregoś salonu i zrobić próbę, powinna wypaść pozytywnie. Tak nawiasem kabel Entreqa ma bardzo dużą pojemność, z nim jest więc łatwiej.

      1. Marcin pisze:

        dziękuję za odpowiedź

  10. Piotr+Ryka pisze:

    Nie bardzo mam gdzie się do tego odnieść, bowiem recenzji kabla słuchawkowego jako takiego od dawna nie pisałem, ale przejść obojętnie nie mogę, Na stronie Audiofanatyk z produkcją piśmienniczą autorstwa Jakuba Łopatko ukazał się „Wielki test kabli słuchawkowych” w ilości dziewięciu, (https://audiofanatyk.pl/wielki-test-audiofilskich-kabli-sluchawkowych-czy-maja-sens/) oparty o macanie, oglądanie, pocieranie oraz pomiary przy pomocy nowej, tym razem już absolutnie obiektywnej aparatury pomiarowej. Stopień jej obiektywności plus obiektywizm mierzącego wykazały niezbicie, że wpływ kabli słuchawkowych na brzmienie jest zerowy, z czego jasno wynika – jak wprost napisano – że miejscem audiofilskich kabli śmietnik. Autor nawet się nie zająknął odnośnie ewentualnych rezultatów słuchania, które przy takiej aparaturze i pozostałym osprzęcie (w całości jego autorstwa) mogłyby być tylko mylące – wystarczające w zupełności i miarodajne są wykresy.
    Ze swej strony mogę napisać, iż są to czyste brednie, na dodatek wymiernie szkodliwe. Odbierające wiarę w możliwość dobierania brzmienia także przez zmianę kabli, a mowa o szerokim spektrum. Pomijam kwestię podobania, która w odróżnieni od aparatury Łopatki całkiem jest subiektywna – nikt nikomu nie może zabronić wyboru tego czy innego. Jednakże faktem jest, że te same słuchawki przez różne kable brzmią różnie, co mogę udowodnić każdemu sceptykowi, który mnie zechce odwiedzić. Proponowałem wizytę też eksperymentatorowi Łopatce, ale nie zechciał przyjąć, woli swe apostolstwo bredni. Na razie ma już aparaturę, która wszystkie kable zrównuje, bo nie widzę powodu, żeby przypadek słuchawkowych był inny od interkonektów, zasilających czy głośnikowych. (Było nie było słuchawkowe to przecież głośnikowe.) Następna generacja mierników mam nadzieję wykaże, że również wszystkie słuchawki się między sobą nie różnią. I podążając tą drogą też odtwarzacze i wzmacniacze, co byłoby odnowieniem trochę już zapomnianej szkoły, wg której faktycznie nie występują różnice odnośnie tego sprzętu. Potem już tylko wystarczy dowieść, że także każda muzyka jest idealnie równa drugiej, będziemy mieli komplet. Pobekiwania raperów scalimy z symfoniką Mozarta w jedno wielkie zwycięstwo mierników nad słuchaniem. Ale nim to nastąpi ku wiekopomnej chwale odkrywcy Łopatko Jakub, pozwolę sobie orzec, iż są to wierutne bzdury. W imię czego głoszone, to jest kwestia odrębna, z pewnością zastanawiająca. Niemało mnie zadziwia, w imię jakiego zysku tak kontrfaktyczne i łatwe do obalenia tezy głośno są artykułowane. Nie chcę się publicznie domyślać, mimo iż podejrzenia suną. No nic, mimo wszystko powiem – ktoś tu z zawiści zwariował. Nasuwa się też tłumaczenie odnośnie innego względu – słuch p. Łopatko jest słaby. Wygląda na to, że wszystkie przeprowadzone przez niego eksperymenty prowadzą do takiego wniosku. Rozochocony przypadkiem filtra Power Guardian, którego wpływy na dźwięk i obraz przynajmniej zechciał poddać osądowi swych zmysłów (dochodząc, jakżeby inaczej, do koronnego swojego wniosku: są żadne), pogalopował dalej. Pogalopował nie podejrzewając, że tym samym wydał na siebie wyrok. Filtrowi Power Guardian można bowiem wiele zarzucić, ale nie to, że nie wpływa. Musiałaby zaistnieć w naszym Wszechświecie jakaś nowa fizyka, żeby coś tak dalece ingerującego w prąd zasilania nie miało przełożenia na pracę zasilanych urządzeń. Ale tego Jakub Łopatko już nie brał pod uwagę, ponieważ jego kwalifikacje techniczne są równie wątłe jak audialne. Urządzenie poddane zostało surowej ocenie technicznej, wykonano wiele pomiarów i rozszyfrowano konstrukcję – okazało się, iż faktycznie nie powinno być sprzedawane, lecz wcale nie dlatego, że ma zerowe działanie, tylko sposób jego działania jest nieakceptowalny z powodów poza dźwiękowych i poza obrazowych.
    Na koniec całej tej szokującej bzdury odsyłacz do dawnego mojego tekstu o testach ABX, podwójnie ślepych i tem podobnych: https://hifiphilosophy.com/muzyka/filozofia/testy-abx/ Jest długi i pod prąd nadziejom, ale czegoś się można dowiedzieć, coś może lepiej zrozumieć.

    1. Sławek pisze:

      Naprawdę szkoda czasu na dywagacje Pana Łopatko. Ten człowiek nic nie słyszy. Żadnych różnic. najlepsze są komentarze do tego artykułu, bo wynika z nich – i jest to mu wytknięte, że dawniej różnice słyszał, a teraz już nie. No, ale on się „nawrócił”, czyli doznał objawienia, że oszuści, podstępnie stosując autosugestię oraz efekt placebo wysysają pieniądze z biednych/bogatych lecz głupich audiofili. Więc stosując zasadę wyparcia wmówił sobie, że różnic nie ma. Tak samo nie słyszał różnicy pomiędzy kablami zasilającymi. Na słuchawkach za 1000zł. Ja z kolegą słuchałem dwóch egzemplarzy Oyaide Tunami GPX, jeden z wtykami czerwonymi, drugi z niebieskimi rodowanymi, zasilały mój transport CD Jay’s Audio CDT2MKIII. Różnica był wyraźna, kupiłem ten z czerwonymi, używany.
      Aha, no nie coś tam słyszy jednak. Najlepsze HiFiMany to te za 400 zł, a im droższe tym więcej mają podkolorowań i ulubionych przez audiofili zniekształceń…
      https://audiofanatyk.pl/hifiman-he400se-v1-recenzja-najtanszych-planarow-na-rynku/

      1. Paulo pisze:

        „Aha, no nie coś tam słyszy jednak. Najlepsze HiFiMany to te za 400 zł, a im droższe tym więcej mają podkolorowań i ulubionych przez audiofili zniekształceń…”

        Oj uważaj bym nie zrobił porównania, iż droższe hehemany to w zasadzie audiofilski odpowiednik Sony WH1000XM4, bo technicznie i konstrukcyjnie to one obok topowych dynamików (o estatach nawet nie wspomnę) nie stały, bo pan Fang to chyba zatrudnia Ujgurów, bo poziom wykonania i zaawansowania technicznego driverów to w porównaniu do takich Dan Clarków, Fostexów czy Meze to jakby porównywać DeLoreana do Ferrari F40. Sorry ale jak magnesy czy ścieżki potrafią zardzewieć w słuchawkach za kilka tysi, w OG Susvarach producent nadal jedzie na magnesach ferrytowych, bo gdyby zastosował neodymy, to by membrana zaczęła się przyklejać do magnesów jak w HE-6 a i tak są na to klienci to tylko pokazuje jak klienci dają się opluwać, a mówią, że leje na nich deszcz…

        1. Piotr+Ryka pisze:

          Chcesz powiedzieć, że złote nici cewek u Susvar rdzewieją?

        2. Piotr+Ryka pisze:

          No i ci Ujgurzy, masz coś do nich? Coś nie tak z ich rękami i oczami?

          1. Paulo pisze:

            Dobrze skoro znalazł się ktoś na tyle pewny by mi odpowiedzieć na mój komentarz na temat Hifimanów, no to opowiem to i owo na temat tych słuchawek i dlaczego nimi gardzę i co ciekawe poza THD nie potrzebuje innych pomiarów.

            „Chcesz powiedzieć, że złote nici cewek u Susvar rdzewieją?”

            Wiesz, że przed linijką dotyczącą Susvar jest przecinek i oddziela ono tekst wcześniejszy dotyczący rdzewiejących HFM za kilka tysi?

            Ale wracając – znam 6 przypadków kiedy elementy HFM potrafiły zardzewieć – od ścieżek, magnesy aż po śruby mocujące.

            https://www.reddit.com/r/headphones/comments/1m823zv/rip_my_hifiman_deva_pros/
            https://www.reddit.com/r/headphones/comments/1lktd70/do_the_magnets_of_planar_magnetic_headphones_rust/
            https://www.amazon.com/-/es/portal/customer-reviews/mobile-media-feed/B07YBWT8PK?physicalId=81ygxiJYlCL&imageExtension=jpg&reviewId=R1KYW0NJDD1AEL
            https://www.reddit.com/r/headphones/comments/mn91uu/rusting_in_trace_of_sundara_diaphragm/
            https://www.reddit.com/r/headphones/comments/1e61zwz/hifiman_qc_issues_in_20232024/ (pierwszy komentarz)

            (jeszcze był jeden przypadek jajkowych HFM (Arya lub Ananda), które miały nalot na magnesach jednakże nie udało mi się do tego dokopać)

            Problem z HFM jest taki, że cena w zasadzie w żadnym stopniu nie przekłada się na poprawę QC – sam miałem przypadek na AVS 2024, kiedy Susvary zaczęły mi szeleścić membraną na prawej słuchawce przy 200-300 Hz. Kolejnym przypadkiem są te nieszczęsne Shangri-la Sr, które docelowo miały rywalizować z HE-1 (50k $ za cały zestaw) no i problem z nimi jest taki, że jakościowo to one nie stały obok takich SR-007 – przecież jak zobaczyłem wykonanie metalowych osłon (chociaż nie wiem dlaczego HFM nazywa je w przekazach marketingowych statorami – przecież oni się narażają na śmieszność tym przekazem – na początku myślałem, że to są statory i się zastanawiałem jakim cudem one są wykonane bardziej prymitywnie niż w SR-Omega, ale to nie są statory mimo reklamy HFM dotyczącej tej metalowej osłony https://rms-store.eu/en/hifiman-shangri-la-sr-shangrila-electrostatic-headphones (przeostatnie foto) (nie tylko ja, ale też Spitzer gdy recenzował Shangri-la Jr https://www.head-case.org/forums/topic/13278-hifiman-shangri-la-jr-electrostatic-headphones/page/3/

            Dosłownie jak Ton Składowy próbujący się połączyć z Anandami-BT, ale instrukcja obsługi wprowadza w błąd…

            Pomijając to, że ta osłona to jest słabo wykonana podobnie jak pady
            https://www.head-fi.org/threads/hifiman-shangri-la-the-new-electrostatic-headphones-from-hifiman.793700/page-52

            https://www.head-fi.org/threads/hifiman-shangri-la-the-new-electrostatic-headphones-from-hifiman.793700/page-66#post-17826924
            No szkoda, że nikt nie zauważył tej cholernej perforacji na błonie osłaniającej przed kurzem. W słuchawkach wartych 80 tysięcy, a w zestawie 200 tysięcy.

            Pomijajać to, że headband jest z HE-400i…

            https://www.head-case.org/forums/topic/13505-hifiman-jade-ii/

            Tutaj piękna recenzja Jade II wraz z rozebraniem na części pierwsze. Pan Fang Gang Bang tak sie poruszył, że w 2019 roku na oficjalnym kanale YT HFM opublikowało film odpowiadający właścicielowi Mjolnir Audio, co sądzą na temat jego opinii…

            Jeszcze przy okazji wyśmiał chwalone Woo Audio WEE i GEE gdzie z powodów wad projektowych rezystorów balastowych lubiały palić słuchawki. Słuchałem tego wzmaka osobiście w połączeniu z Dan Clarkami Corina i przy SPL powyżej 80dB lub utworach o większej dynamice lubiał sobie generować trzaski w driverach. Kto wie może są już w procesie uszkadzania kolejnych słuchawek elektrostatycznych https://www.reddit.com/r/headphones/comments/1jelbsg/can_i_get_some_fs_in_the_chat_srx9000/

            Niczym wspaniały Burson gdzie potrafili zbudować cały wielki chiński mur kondesatorowy jak dla obcego.

            Ale wracając do HFM – więc to + pomiary THD Amira, Audiofanatyka i DIY Audio Heaven pokazują, że mają problem z napinaniem membrany oraz nie kontrolują jakości driverów, skoro jedne słuchawki potrafią mierzyć do 0,5%, drugie 3%, trzecie 8%, a rekordzista przebija 12% THD! Co ciekawe aż Dan Clark niejednoznacznie na CanJam NYC 2022 podśmiechiwał się z HFM (chociaż ich z nazwy nie wymienił), bo to jedyne słuchawki planarne, którym membrana faluje oraz generują potężne THD (no jeszcze jest ten okropnie przepłacony Abyss), a THD może być interpretowane jako ekstra detal, chociaż to tak naprawdę generowane dźwięki, których nie było w muzyce, bo słuchawki są tak audiofilskie (tfu)
            https://www.youtube.com/watch?v=6eYGTVx3WcE&pp=ygUZbWVhc3VyZW1lbnQgMTAxIGRhbiBjbGFyaw%3D%3D

            Mam duży respekt do Dan Clarka za to, że wkłada sporo inżynierii i nauki w swoje słuchawki, mam olbrzymi respekt do Staxa za to, że dalej istnieją w nisz niszy czyli w słuchawkach elektrostatycznych i że się starają robić nawet jeśli potrafią balansować na granicy bankructwa oraz za unikalną prezentację dźwiękową, której bardzo ciężko szukać gdzie indziej (chyba tylko odsłuch K1000 tak prawie w pełni mnie usatysfakcjonował). Natomiast nie znoszę produktów po prostu słabych sprzedawanych w cenie złota. I nimi po prostu gardzę.

            A tutaj na zakończenie sypiące się pady w Susvarach
            https://www.head-fi.org/threads/hifiman-susvara.853031/page-221#post-15439923

            Piękna membrana
            https://www.head-fi.org/threads/hifiman-susvara.853031/page-1668#post-18048292

            Z odwróconą fazą
            https://headphonetestlab.co.uk/test-results-manufacturers-e-h-hifiman-susvara

            Heheman nie umie robić membran
            https://www.head-fi.org/threads/hifiman-susvara.853031/page-5#post-13571135

            Mam jeszcze drugie tyle gdyby to było za mało

            Na razie na tyle i pozdrawiam cieplutko

          2. Piotr+Ryka pisze:

            Nie mam w tej chwili czasu całościowo się odnieść, ale zapytam: Wolałbyś słuchać na co dzień Dan Clark Audio STEALTH, czy Susvara Unveiled?

          3. Paulo pisze:

            Szczerze? To ja nawet nie wiem czy po prostu nie sprzedać wszystkiego związanego z audio, kupić Aurvany i KSC75 i nie skupić się nad biznesem i finansami bo to, co reprezentuje sobie to hobby kompletnie nie rezonuje z moimi idealistycznymi przekonaniami, które mówią, by sprawdzać różne koncepcje, by przesuwać granice w reprodukcji dźwięku, by dawać więcej za mniej. Natomiast w praktyce widzę multum barokowych tworów, co próbują kupić oczami, a dźwięk no to jest taki se lub gorszy, ale cena 50 tysi musi być, kopia kopii kopii tych samych koncepcji albo odgrzewanie kotleta czy też tą debilną inflację cenową, która ma podłoże w tym, że ludzie na to pozwalają podobnie jak na słuchawki za kilkanaście tysi, co po prostu czy to wykonaniem, czy to dźwiękiem to jedna wielka tandeta. Widzę ludzi którzy dziesiątki lat siedzą w tym audio, a ja potrafię ich zagiąć pytaniem czemu „elektrostat” w IEMach tak naprawdę jest elektretem i się pytają co to jest elektret. Czemu mam kupować kondycjonery skoro dobrze zaprojektowana sekcja zasilająca nawet z trafem jako separacją galwaniczną nie wystarczy? Czemu jak się pytam o te bezsensownie wielkie kondy w Bursonach, to robią wielkie oczy. Czemu ludzie w tym hobby nie chcą kompletnie dowiadywać się twardej wiedzy na temat sprzętu tylko większość czasu marnują nad meandrami dźwiękowymi wzmaka, który może być niczym innym niż replikacją schematów z lat 60 i sprzedawaniem tego jako niewiadomo co czy nad Abyssami, co jak patrzysz na jakość drivera to KOMPLETNIE NIC nie uzasadnia tej ceny. Widzę ile pracy oni nie włożyli. A przychodzi taki ty i się rozpływa nad nimi jakie to ochy i achy. Sorry słuchałem Dian V2 i nawet Staxy L300 gniotą je jak zardzewiałą puszkę, ale są tacy co jedynie cena wpływa na jakość dźwięku. Jak zajmowałem się motoryzacją, biznesem, awiacją wojskową to w żadnym hobby nie było awersji do poszerzania wiedzy, jak tutaj, bo przecież „gra? gra! to po co wiedzieć więcej” i potem masz tandetę w cenie złota i klaszczących uszami naiwniaków, co dali się omamić, bo niestety niewiedza kosztuje

            I tylko spróbuj się bawić w 100% adwokata Hi-endu, że wszystko będziesz bronić jako piękne i cudowne to po prostu zakończę z dyskusję i pójdziemy w swoją stronę

            Ja już nie mam sił do tego hobby, do tych ludzi i tego podejścia opartego na skrajnym dojeniu krowy. Co mi ze Dan Clarka, Staxa skoro są łyżką miodu w beczce dziegciu, bo producenci zauważyli, że mogą sprzedawać sprzęty warte maks parę stów za kilkanaście tysi i jeszcze klienci będą bronić jak Częstochowy.

            Ehhhh

          4. Piotr+Ryka pisze:

            A więc ogólnie rozgoryczenie, lecz mimo wszystko jaki był najlepszy słuchany via słuchawki dźwięk?

          5. Paulo pisze:

            STAXy SR-X9K oraz AKG K1000. Z tych co chciałbym przesłuchać zostały mi Tungsteny, Raale SR1a oraz HE-1. Niestety z tego co obserwuje, to w jakim hobby nie jestem to jak się zaczyna pojawiać duży pieniądz, to to hobby zaczyna się psuć. Najgorsze jest to, że widzę postawę ludzi, która jest bierna i nic z tym nie robią, przez co pozwalają na to, że producenci oferują mniej za więcej. Nie ma wielu projektów, w których faktycznie starano się tworzyć coś przełomowego jak SR1a, jak K1000, jak Dan Clarki, gdzie tańszy sprzęt potrafi być lepszy niż droższy (E3 vs Stealth), tylko częściej widzę powielanie tego samego jak Abyss z Dianami, jak Beyery, jak Sennheiser, który według słów Axela Grella wywalili cały dział R&D, więc powoli zaczynają podzielać los AKG, jak Hifimany, co mielą ten sam koncept drivera w różnych słuchawkach. Po co pracować nad próbami rozwinięcia słuchawek w stylu K1000, po co testować i się trudzić nad nowymi driverami jak Raal czy HEED, skoro i tak ludzie wybiorą rozklekotane HFM czy DIY Abyssy? Po co się silić na innowacje, skoro to jest nieopłacalne, a prościej jest zrobić to samo tylko odpowiednio zareklamować (aż mi się przypomniał jak Headphones.com robił hype na odgrzewane kotlety HD560S czyli HD505 i HD550). Być może marazm, brak innowacji, podejście ludzi, które kompletnie kłóci się z moim podejściem powoduje, że czasami mam wrażenie, że to hobby nie jest dla mnie. Ja mam bardzo słabą tolerancję na słabe produkty wyceniane jak złoto, a tu jest tego od groma i jeszcze jest multum ludzi co uważa inaczej, bo trochę boli się przyznać, że wydało się kilkanaście tysi na coś co nawet nie jest wart 10% tego. Aż mi się przypominają XK audio Serenę, które mają uderzająco podobne drivery do Susvar, ale kosztują mniej niż 5k zł, a używki pewnie chodzą po 3k zł (obstawiam), więc prawdopodobnie Susvary w produkcji są obstawiam warte mniej niż 1000 zł. Na pewno tańsze i prostsze w produkcji niż Utopie czy SR-X9K, są gorzej wykonane, gorzej brzmią, ale to HFM ma posłuch, którego nie powinien mieć. A tymczasem Stax dalej se dycha i nawet nie osiąga takich wyników jak HFM, chociaż subiektywnie i obiektywnie są lepsze. Słuchałem obu Susuw i nie wiem co w nich jest lepsze względem HE-6 czy jajkowych HFM – nie chcę słyszeć jakichkolwiek argumentów cenowych, bo z tego co widzę to psychologia ceny w tym hobby działa niezwykle mocno. Zresztą z tego co widzę łatwiej zrobić kabel niż słuchawki czy kolumny, a jeszcze trudniej zrobić to dobrze, to potem jest wylew producentów akcesoriów w cenie całych zestawów stereo i kompletnie irracjonalne bronienie tego… No na pewno kabel zrobi mi większą różnicę niż staranne zamontowanie paneli wytłumiających w pokoju… A widziałem kabelkowiczów z podstawkami, pseudowzmakami czy polepszaczami dźwięku co ani jednego panela nie wstawili…

          6. Piotr+Ryka pisze:

            Susvary nie są gorzej wykonane od Utopii, a już szczególnie tych model 2022, gdzie nowe włókno węglowe pałąka zastąpiono prasowanym z odzysku. Nie są też gorzej od DC STEALTH, u których jeden pad mi klapnął. (Znasz historię kradzieży innowacji Zgliszcza, nawiasem?) Jedne, drugie i trzecie mają trudność ze znalezieniem idealnie pasującego wzmacniacza, a nie wiem jak u Susvar, ale Utopie mają bardzo ciężkie życie techniczne przez te swoje toksyczne w produkcji berylowe membrany. (Dużo odrzutów, chociaż nie tyle co kiedyś w Stax SR-Ω.)
            Generalnie odnośnie innowacyjności, to jest to zawsze wyprawa w nieznane. Ostatnim jej przykładem słuchawki NUR Harmonia powstałe na uniwersytecie „La Sapienza”. A historycznie biorąc Wielkie Życie Słuchawek już startowało od konstrukcji drogich, a nie dopiero w ostatnich czasach do nich doszło. Pierwsze Staksy (1960) z finałem w SR-Ω (1993), Yamaha YH-1000 (1078), Grado HP1000 (1989), Sony MDR-R10 (1988) i Sennheiser Orpheus (1991) nie były przykładami taniości. Co nie znaczy, że świetnych słuchawek bez wielkich cen nie da się zrobić, czego przykładem AudioQuest NightHawk, a koronnym wcześniej AKG K1000. No ale co poradzić? Dróżki świata są kręte.

        3. Piotr+Ryka pisze:

          Jeszcze odnośnie paneli. Są pomieszczenia, którym żadne nagromadzenie ich nie pomoże. I takie, wstawianie do których paneli byłoby świętokradztwem.

      2. Piotr+Ryka pisze:

        Jest i śmiesznie, i strasznie. Śmiesznie, bo przecież to bzdury, strasznie, bo przez niektórych traktowane serio. Bzdura coraz bardziej się wdziera, np. wczoraj pewien przez wielu traktowany poważnie „ekspert” z pozycji eksperckiej oznajmił, że Amerykanie nie lądowali na Księżycu, ponieważ technicznie było to niemożliwe. Tutaj natomiast okazuje się, iż technicznie jest niemożliwe odmienne brzmienie między kablami, na rzecz czego przywołuje się pomiar aparaturą całkiem nieadekwatną. I w kroku następnym twardo broni konstatacji w stylu argumentacji scholastycznej „Arystoteles tak ustalił i to ostatecznie rozstrzyga”. Z tym, że rolę autorytetu Stagiryty przejmuje autorytet eksperymentu, bo przecież eksperyment i wykresy, a że od czapy, to co z tego? I na dokładkę banialuki w postaci ad hoc rzucanych domysłów odnośnie materiałów przewodzących, już dwóch producentów mnie poinformowało, że to są błędne oceny, całkowite wymysły. Ale najważniejsza konkluzja, że kable marki Audiofanatyk są naj-naj najlepsze na świecie, gdyż lepsze nie są możliwe. W dodatku tanie, ładne i giętkie – kupujcie Panowie, Panie! Ktoś podsuwa sugestię, że były kiedyś próby ich sprzedawania za granicą w o wiele wyższej cenie, ale może to tylko złośliwość, o niczym takim sam nie wiem. Ze swojej strony natomiast wystosowałem propozycję sprawdzenia u mnie tak/nie odmienności brzmieniowej między słuchawkowymi kablami, ale została odrzucona. Nie ma przecież potrzeby dalszej weryfikacji, sprawa już jest rozstrzygnięta.

      3. Paveu pisze:

        Przeczytales ten tekst, do ktorego sie odnosisz? To nie jest test odsluchowy, tylko pomiarowy. To fajnie, ze ty slyszysz kable, ale jak juz cos komentujesz, to warto najpierw przeczytac.

        1. Piotr+Ryka pisze:

          Czy ja naprawdę muszę odpowiadać na głupie pytania okraszane kąśliwą uwagą? Czy tam nie jest w tej recenzji na koniec napisane, cytuję:

          „Tenże test wykazał obiektywnie, że taką samą jakość dźwięku, jak w kablach audiofilskich z krocie, dostaniemy w dobrze zrobionym kablu za 350 zł. Niepotrzebne są zaklęcia, szamańskie obrzędy, węże ogrodowe, techniki wielożyłowego zaplatania, rodowane wtyki, rasowe przewodniki. Tak samo cyna z domieszką naszego królewskiego srebra zrabowanego przez Szwedów.”

          Ta JAKOŚĆ DŹWIĘKU ci umknęła? Nie jednakowy wynik jakiegoś pomiaru, tylko JAKOŚĆ DŹWIĘKU. Capisci?

          1. Paveu pisze:

            Szkoda, ze tu nie wiadomo kto komu odpowiada na co.

            Ale zakladam ze to komenatrz do tego, co napisalem.

            No wlasnie w tymze tescie byla porownywana JAKOSC DZWIEKU, a nie subiektywne nie bardzo mierzalne odczucia tego czy innego sluchacza, ktory TWIERDZI, ze slyszy roznice.
            To byl test pomiarowy, a nie odsluchowy.

            I wyszlo ze ta jakosc dzwieku w kablach za x PLN jest taka sama jak w kablach za 10x czy 100x PLN.

          2. Piotr+Ryka pisze:

            Rozumiem, czyli jakość dźwięku ustalamy pomiarem. I dlatego np. najlepsze są te wzmacniacze albo słuchawki, które przenoszą wg danych najszersze pasmo akustyczne, słuchanie w ogóle się nie liczy. Tym samym wróciliśmy do dyskusji sprzed kilkudziesięciu lat. Przy okazji przypomnę bronione zajadle twierdzenie, w myśl którego: „Wszystkie poprawnie zbudowane CD i wzmacniacze grają stuprocentowo identycznie!” oraz przytoczę pogląd z popularnego na YouTube cyklu audycji pt. „Reduktor szumu”, zdaniem autora których kable głośnikowe, wbrew pojawiającym się nierzadko sugestiom, mają oddziaływanie na jakość dźwięku, natomiast zasilające w żadnym razie. A ponieważ, jak mi się chyba słusznie wydaje, kable słuchawkowe to odłam głośnikowych, aktualne poglądy napływające od strony Audiofanatyka wprost kolidują z poglądami skądinąd bardzo zaangażowanego w stronę techniczną p. Krzysztofa Bielewicza, prześmiewcy audiovoodoo, twórcy serialu „Reduktor szumu”. Poniekąd zatem spór w rodzinie.

          3. Paveu pisze:

            Nie wiem dlaczego, pod ostatnim komentarzem (30/07/2025, 13:30) nie ma opcji odpowiedzi, wiec wrzucam to tutaj.

            „Rozumiem, czyli jakość dźwięku ustalamy pomiarem.”

            Dokladnie tak.
            Jest to lepszy, bardziej obiektywny sposob ustalenia stanu rzeczywistego niz czyjes osobiste odczucia.
            Tak samo jak np predkosc samochodu ustalamy na podstawie pomiaru odpowiednim urzadzeniem, a nie tak na oko.

            „I dlatego np. najlepsze są te wzmacniacze albo słuchawki, które przenoszą wg danych najszersze pasmo akustyczne, słuchanie w ogóle się nie liczy.”

            Ale – po raz kolejny to powtorze – ten test nie dotyczyl sluchania.
            Nie dotyczyl tego, co jest lepsze a co gorsze.
            Dotyczyl tego, czy sa mierzalne roznice miedzy roznymi, tanszymi i drozszymi, kablami wykorzystanymi w tym konkretnym tescie.
            Test nie wykazal takich roznic. I tyle.

          4. Piotr+Ryka pisze:

            Zakładka „Odpowiedź” jest tylko dwustopniowa. Odnośnie kryteriów jakości, to oczywiście każdy może mieć własne. Jedni więc będą kupować na podstawie pomiarów, inni odsłuchów. Serdecznie życzę samych sukcesów tym, którzy wg. pomiarów. Co by nie mówić, świat jednak jest zabawny. Zwłaszcza, że kiedy nie da się odnotować różnic pomiarowych, sprzęt MUSI być tej samej jakości. Na marginesie opinia pewnego pianisty, który zamienił bezbłędną technicznie Yamahę na Steinwaya, ponieważ Yamaha „nie miała duszy”. Ciekawe czym mierzy się duchowość?

          5. Piotr+Ryka pisze:

            I jeszcze dodatkowo w temacie wyższości pomiarów nad słuchaniem opinia już nie moja. Warto ten film obejrzeć do końca: https://www.youtube.com/watch?v=PrAGH05hn6A

  11. Marek S. pisze:

    Artykuł Pana Jakuba nic nie zmienia. Jest jednym z setek, o ile nie tysięcy recenzentów na świecie. Wpisał się na listę ludzi nie słyszących kabli (kilku lub kilkunastu recenzentów z tej stawki pewnie się znajdzie). W życiu przerobiłem z kilkadziesiąt modeli i jak słyszę za każdym razem że kable nie mają sygnatury, to pojawia się uśmiech na mojej twarzy. Także jeszcze nie jeden recenzent się znajdzie, który obwieści podobne przemyślenia i pomiary. A świat kręci się dalej.

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Pan Jakub miał już taki epizod – twierdził przez jakiś czas kategorycznie, że wszystkie op-ampy między sobą kompletnie dźwiękowo się nie różnią. A potem zmienił zdanie i przepraszał. (Tak w każdym razie mi powiedziano, bo sam nie byłem świadkiem.) I tego rodzaju zdania można sobie zmieniać do woli, w odróżnieniu od tych poprawnych politycznie. Bo tych już zmieniać nie wolno, niech no ktoś tylko spróbuje…

  12. RafałlalikMikołów pisze:

    Panie Ryka – pozwoli pan że się odniosę w sposób całkowicie obiektywyny do Pana dywagacji o słyszeniu wszystkiego i szukania jakości wszędzie.

    Zacdam tylko jedno prose pytanie – zakładając że jest Pan co najmniej w moim wieku (52 lata) czy aby srawdzić Pana instrument badawczy czyli uszy wykonał Pan jakieś testy – mtu wprost – ADIOGRAM u audiologa?
    Ja takowy wykonywałem po tym jak stwierdzono u mnie broksizm i zaczęło mi iszczeć w uszac – zarówno przed leczeniem jak i po.
    Piszę to dlatego że sam wiem jakiemiałem preboje porównawcze kiedy wydawało mi się że na jednym sprzęcie słyszałem genialnie a na innym całkowicie do bani. Efkt ten ustąpił po leczeniu (tak jak i szumy uszne). Dodam że Audiogram wykazł że słysze powyej średniej dla mojego rocznika.

    Zadam również takie hipotetyczne pytanie – czy byłby Pan skłonny razem z Panem Tonem Składowym i Panem Audiofanatykiem wykonać Audiogram w jednej leżącej mniej więcej korzystnie dla wszystkich Panów dojazdowo Placówce?

    Wyjasniłoby to wiele Pańskich jak dla mnie dziwacznych wypowiedzi, które byc możę(choć to dla mnie mało prawdopodobne) są prawdziwe.

    Pozdrawiam Serdecznie
    Rafał Lalik

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Dla Tonu Składowego i Audiofanatyka okienko na wizytę u mnie było otwarte, ale się zamknęło. Po ich reakcjach i insynuacjach doszedłem do wniosku, że nie mam ochoty z nimi się spotykać. Ale Pan może przyjechać i posłuchamy sobie razem, przekonamy się jak słyszymy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

© HiFi Philosophy