Recenzja: EAR Yoshino V12

Podsumowanie

   Z obydwu przygód odsłuchowych wychodziłem bardzo zadowolony, jako że gdyby – nie daj Boże – mój wzmacniacz uległ anihilacji, mógłbym go natychmiast zastąpić EAR V12, słuchając z porównywalną przyjemnością. Nie równą – brzmienia inne, czasami inne wyraźnie, ale tak samo frapujące i tak samo szczytowego poziomu. Na dodatek i odpowiednie dla kolumn, i odpowiednie dla słuchawek, choć te o niskiej impedancji albo wysoko czułe wymagałyby pożegnania. Ale jeśli ktoś ma, tak jak ja, kultowe AKG, albo Susvary, T+A, HEDDphone, czy inne takie, ten niewątpliwie zazna szczęścia w audiofilskich niebiosach. Co nie oznacza, że wzmacniacz jest bez wad. Ma je, jak wszystko na tym świecie; no, może poza żoną, pozbawioną wad z automatu.  Wzmacniacz EAR V12 nie jest niczyją żoną, toteż bez skrępowania mogę pisać, że grzeje i trochę buczy. Nic nie buczy w torze sygnału – tam absolutna cisza, natomiast nieznacznie buczy na zewnątrz; tych ponad dwadzieścia lamp oddaje sporo ciepła i okrasza je lekkim mrukiem. Dwa metry od wzmacniacza tego zupełnie nie słychać, więc nie przeszkadza to odsłuchom, ale fakt pozostaje faktem. Dużą natomiast pociechą, że lampy nie są drogie. Cały set niżej tysiąca złotych, tak więc ewentualna po wielu latach wymiana nie straszy dużym kosztem. Aż mnie to rozzłościło, bo sam musiałem tyle wydać dla podobnego rezultatu.

Czymże jednak owo mruczenie i owo ciepło w aurze światła, wobec takiego pęku zalet? Nawet te skierowane ku górze odczepy głośnikowe w praktyce oznaczają wzrost wygody, bo dostęp jest łatwiejszy. Z tym, że najlepiej mieć przewody zakończone bananem lub rurką Bfa, bo grubsze widły z trudem wchodzą w wąskie szczeliny zacisków. Lecz najważniejsze to, że wygląd, wygoda obsługowa i przede wszystkim samo brzmienie, to kwintesencja audiofilizmu jako czegoś posiadającego spełnienie. Spełnienie całkowite i oznaczające przygodę, bo trudno inaczej niż przygodą, także ekspedycją poznawczą, określić tak zrealizowaną muzykę.

 

W punktach:

Zalety

  • Oto prawdziwy klasyk.
  • Z brzmieniowym maksymalizmem.
  • Najlepsza intega jaką słyszałem.
  • Niezwykła miara naturalizmu.
  • Bardzo podatny na strojenie doborem otoczenia.
  • Absolutna otwartość brzmienia.
  • Wraz z nią także przejrzystość.
  • Ogromne kompetencje harmoniczne.
  • Kompletny brak zniekształceń.
  • Stajemy wobec muzycznej prawdy.
  • Różnicowanie ludzkich głosów poziomu referencji.
  • Szybkość.
  • Dynamika.
  • Skomasowana energia.
  • Muzyczny wicher.
  • Świetna głębia sceniczna, rozdzielczość i stereofonia.
  • Przy na to nastawionym torze może odzierać z wszelkich upiększeń.
  • Może także podkręcać przekaz, a może nie podkręcać.
  • Zjawiskowe pogłosy.
  • Niesamowite soprany.
  • Bezdyskusyjny – trójwymiarowy i potężny bas.
  • Muzyka jako żywioł.
  • Nadaje się do kolumn (co oczywiste) i do słuchawek (zaskakujące).
  • Całkowity brak szumu własnego w przekazie, pomimo obecności aż dwudziestu dwóch lamp.
  • Nominalne 50 W w praktyce oznacza więcej.
  • Oryginalna technologia w ramach schematu push-pull.
  • Rewelacyjny design.
  • Same szlachetne surowce.
  • Perfekcja wykonawcza.
  • Tanie lampy.
  • Dużo przyłączy.
  • Funkcja przedwzmacniacza.
  • Praktyczny pilot.
  • Legendarny konstruktor, legendarny producent.
  • Made in England.
  • Polska dystrybucja. (HiFi Ja i Ty)
  • Bardzo dobry stosunek jakości do ceny.
  • Ryka strongly approved.
  • Gwarantowane nagrody.
  • Gwarancja satysfakcji.

 

Wady i zastrzeżenia

  • Solidnie grzeje.
  • Trochę mruczy. (Na zewnątrz, nie w sygnale.)
  • Brak symetryzacji. (Ale kogo to może obchodzić?)
  • Samemu trzeba zadbać o jak najlepsze podkładki.
  • Wrażliwy na kabel zasilania.
  • Osłony lamp zabezpieczone śrubowo.
  • Na chromowanym frontonie i złotych gałkach będzie widać paluszki.

 

Dane techniczne:

  • Moc wyjściowa: 50 W
  • Lampy: 12 x EL84 (6BQ5); 10 x ECC83 (12AX7)
  • Pasmo przenoszenia: 12 Hz – 60 kHz
  • THD: <0,03%
  • S/N: 93 dB
  • Czułość:  0,4 V.
  • Impedancja wejściowa: 47 kΩ
  • Współczynnik tłumienia wyjściowego: 10
  • Wejścia: 5 x RCA plus gramofonowe.
  • Impedancja głośników: 4 – 8 Ω (opcjonalnie 8 – 16 Ω)
  • Wymiary: 440 x 420 x 135 mm
  • Waga: 22 kg
  • Pobór mocy: 200 W
  • Cena: 38 200 PLN

 

System:

  • Źródło: Ayon CD-35 II.
  • Wzmacniacz zintegrowany i słuchawkowy: EAR Yoshino V12.
  • Przedwzmacniacz/wzmacniacz słuchawkowy: ASL Twin-Head Mark III.
  • Słuchawki: AKG K1000 (kabel Entreq Atlantis), HEDDphone (kabel Luna Cables), Sennheiser HD 800 (kabel Tonalium-Metrum Lab), Ultrasone Tribute 7 (kabel Tonalium-Metrum Lab) .
  • Końcówka mocy: Croft Polestar1.
  • Kolumny: Audioform 304.
  • Interkonekty: Sulek Edia & Sulek 6×9, Tara Labs Air 1.
  • Kable zasilające: Acoustic Zen Gargantua II, Harmonix X-DC350M2R, Illuminati Power Reference One, Sulek 9×9 Power.
  • Listwa: Sulek Edia.
  • Stolik: Rogoz Audio 6RP2/BBS.
  • Kondycjoner masy: QAR-S15.
  • Podkładki pod kable: Acoustic Revive RCI-3H, Rogoz Audio 3T1/BBS.
  • Podkładki pod sprzęt: Avatar Audio Nr1, Harmonix Spike Base-X, Solid Tech „Disc of Silence”.
Pokaż cały artykuł na 1 stronie

10 komentarzy w “Recenzja: EAR Yoshino V12

  1. Piotr Ryka pisze:

    Trochę to smutne, że najlepszy recenzowany ostatnio sprzęt (pospołu ze słuchawkami T+A) nie doczekał się żadnego komentarza.

  2. Sławek pisze:

    Zawsze najtrudniej o pierwszy komentarz…
    Ale Panie Piotrze – wysoko ustawił Pan poprzeczkę.. Jeśli nawet Sulek 9×9 nie wiadomo czy najlepszy jest do zasilania – choć samo urządzenie jak na audiofilskie standardy ok, 38 tysięcy to do „przełkniecia”…
    Trochę tak jakby użytkownik fiata miałby komentować roll-royca.
    Tak wiem, jest taki samochód. Raz nawet widziałem jak jechał – po ulicach Lublina.
    A sam wzmacniacz śliczny.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Myśmy tu, Sławku, zdaje się we dwóch zostali. 🙂

      1. Sławek pisze:

        A wzmacniacz przepiękny, posłuchałbym…
        Tak przy okazji mam całkiem fajny transport CD – Jay’s Audio CDT2 mk II.
        Jakby chciał Pan przetestować – to proszę o kontakt na priv.

        1. Piotr Ryka pisze:

          Proszę przypomnieć o tym Jays za jakiś czas, bo teraz terminarz bardzo napięty.

          1. Sławek pisze:

            Oczywiście. Bardzo jestem ciekawy Pana zdania o nim.

  3. Marecki pisze:

    Sprzęt wybitnie interesujący.
    Swoją drogą, ciekawe jakby się sprawdził z przystawką od iFi z bardziej czułymi słuchawkami.
    Podejrzewam, że też świetnie.
    Mimo tych 40-tu tysięcy, to i tak, biorąc pod uwagę uniwersalność,(wybitny dla słuchawek i głośników wzmak)
    niezła opłacalność.
    Świetna recenzja.

    Pozdrowienia dla Ciebie Piotrze i wszystkich czytelników 🙂

    1. Piotr Ryka pisze:

      Tak, to wyjątkowo opłacalna inwestycja dla poszukujących high-endu.

  4. Miltoniusz pisze:

    Czyli rozumiem dużo lepszy od Phasta i warty w związku z tym rozważenia.

    1. Piotr Ryka pisze:

      To inne ligi cenowe, zakresy mocy i style brzmienia. Phast jest miły i muzykalny, V12 dynamiczny, realistycznie brutalny i potężny. Ale przy czysto miedzianych, ciepłych kablach grać mogą dość podobnie. Przy czym V12 nadaje się jedynie do prądożernych albo wysoko omowych słuchawek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy