Recenzja: EAR Yoshino V12

Budowa lampowego silnika

EAR V12

   Zacznijmy od wyglądu. To głęboko niesprawiedliwe, że wzmacniacz zyskał przydomek trochę go jednak postponujący, gdyż wygląda zachwycająco.  Nie miałem jeszcze u siebie równie świetnie się prezentującego i nie wiem, czy w ogóle taki jest. Pokrojem nie przypomina wprawdzie rzeczywistego V12 – nie ma niczego analogicznego do miski olejowej czy korbowodu, co bardzo wysokość redukując całość czyni obszerną a płaską. Ale lampy faktycznie zamontowano skośnie w dwóch przeciwskośnych rzędach – a jest tych lamp łącznie aż dwadzieścia dwie: dwanaście odpowiedzialnych za moc EL84 wysterowuje dziesięć ECC83 (12AX7). Te także zainstalowano skośnie, w blokach po pięć za lampami mocy; każdy z tych długich, jedenastolampowych rzędów osłania czarna, łukowata kratownica z drewnianą zaślepką przednią. Pomiędzy trzy sygnalizowane już transformatory, nieznacznie chromowanymi kołpakami osłon wystające nad blok „silnika” – podobnie jak kratownice czarnego i tworzącego z nimi jedną całość. Za ostatnim transformatorem też pięknie chromowany uchwyt, mający ułatwiać przemieszczanie, który mnie się akurat nie przydał, brałem wzmacniacz pod boki. Za uchwytem sześć nietypowo, bo ku górze, skierowanych odczepów głośnikowych, dopasowanych do oporności 4 i 8 Ω. (Można obstalować z wyjściami dla impedancji wyższych – 12 i 16 Ω.) Na tylnym panelu gniazdo zasilania i sześć par gniazd RCA: od lewej licząc: dwa wyjścia – na magnetofon i na inny wzmacniacz, oraz kolejno wejścia dla magnetofonu, tunera, CD i gramofonu. Na froncie tradycyjny u EAR chromowany panel z dwoma złotymi (prawdziwe złoto) pokrętłami – lewym selektora przyłączy, prawym potencjometru. Pomiędzy logo firmy, a dwie, mające podkreślać skośność konstrukcyjną kreski w tle, przecinają ukośnie obie gałki. Start następuje nie przekręceniem potencjometru (jak było u HP4), tylko przez naciśnięcie bursztynowego indykatora włączenia, który wraz z tym się łagodnie rozświeca. Uzupełnieniem mały pilot, pozwalający jedynie ściszać/zgłaśniać. O nim do powiedzenia tyle, że go w pierwotnej wersji nie było (na co powszechne narzekania), czyli dobrze, że jest.

Albo inaczej Myszka Miki.

Słowami nie opiszę, jak świetnie całość wygląda. Ekstrawagancja i pomysłowość formy, wykwintność materiałów i doskonałość wykonania budzą najlepsze odczucia.

Wzmacniacz ma moc 50 W i architekturę push-pull. Na stronie firmowej piszą o nim, iż autorskiego projektu zrównoważony obwód mostkowy, równo rozdzielający zasilanie transformatora wyjściowego między obwody anodowe i katodowe, daje pojemnościowe sprzężenie krzyżowe i w rezultacie zwiększa przepustowość. Z kolei sam obwód push-pull, zrealizowany w klasie A i trybie pentodowym, redukuje i zmiękcza zniekształcenia drugiej harmonicznej, generując wzrost liniowości.

Wychodzi na to, iż mieć będziemy do czynienia z wyjątkowo małymi zniekształceniami i jednocześnie nadwymiarową mocą, większą od spodziewanej po dwunastu EL84 (am. 6BQ5) i nominalnych 50 W.

Same lampy to klasyczne pentody, opracowane przez Mullarda (zachowującego autonomię, ale pozostającego częścią Philipsa) i zaprezentowane po raz pierwszy w 1954, jako element specjalnie na tę okazję skonstruowanego wzmacniacza. Z samego założenia miały już oferować to, czym chwali się wyżej nasz EAR V12, to znaczy dużą moc, małe zniekształcenia i przede wszystkim piękno brzmienia, łączące zalety triod (elegancja frazy) i pentod (szybkość, precyzja, dynamika). Co w praktyce się potwierdziło i przyjęte zostało z uznaniem; lampy EL84 stały się bardzo popularne.

Tak czy tak – super wzmacniacz.

Od strony technicznych danych, poza wzmiankowanymi dwudziestoma dwiema lampami w architekturze push-pull, mamy do czynienia z pasmem przenoszenia 12 Hz – 60 kHz, zniekształceniami harmonicznymi THD poniżej 0,03%, stosunkiem szumu do sygnału z odstępem 93 dB, czułością 0,4 V i impedancją wejściową 47 kΩ. Rozmiary to 440 x 420 x 135 mm, waga 22 kg. W komplecie oprócz wzmacniacza i pilota kabel zasilający i instrukcja. Wszystko za 38 200 PLN, bo niestety funt zdrożał. (Waluta brytyjska miała ulec załamaniu po wyjściu Zjednoczonego Królestwa z Unii Europejskiej, lecz zamiast tego się umocniła, na złość niemiecko-francuskiej propagandzie.)

 

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

10 komentarzy w “Recenzja: EAR Yoshino V12

  1. Piotr Ryka pisze:

    Trochę to smutne, że najlepszy recenzowany ostatnio sprzęt (pospołu ze słuchawkami T+A) nie doczekał się żadnego komentarza.

  2. Sławek pisze:

    Zawsze najtrudniej o pierwszy komentarz…
    Ale Panie Piotrze – wysoko ustawił Pan poprzeczkę.. Jeśli nawet Sulek 9×9 nie wiadomo czy najlepszy jest do zasilania – choć samo urządzenie jak na audiofilskie standardy ok, 38 tysięcy to do „przełkniecia”…
    Trochę tak jakby użytkownik fiata miałby komentować roll-royca.
    Tak wiem, jest taki samochód. Raz nawet widziałem jak jechał – po ulicach Lublina.
    A sam wzmacniacz śliczny.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Myśmy tu, Sławku, zdaje się we dwóch zostali. 🙂

      1. Sławek pisze:

        A wzmacniacz przepiękny, posłuchałbym…
        Tak przy okazji mam całkiem fajny transport CD – Jay’s Audio CDT2 mk II.
        Jakby chciał Pan przetestować – to proszę o kontakt na priv.

        1. Piotr Ryka pisze:

          Proszę przypomnieć o tym Jays za jakiś czas, bo teraz terminarz bardzo napięty.

          1. Sławek pisze:

            Oczywiście. Bardzo jestem ciekawy Pana zdania o nim.

  3. Marecki pisze:

    Sprzęt wybitnie interesujący.
    Swoją drogą, ciekawe jakby się sprawdził z przystawką od iFi z bardziej czułymi słuchawkami.
    Podejrzewam, że też świetnie.
    Mimo tych 40-tu tysięcy, to i tak, biorąc pod uwagę uniwersalność,(wybitny dla słuchawek i głośników wzmak)
    niezła opłacalność.
    Świetna recenzja.

    Pozdrowienia dla Ciebie Piotrze i wszystkich czytelników 🙂

    1. Piotr Ryka pisze:

      Tak, to wyjątkowo opłacalna inwestycja dla poszukujących high-endu.

  4. Miltoniusz pisze:

    Czyli rozumiem dużo lepszy od Phasta i warty w związku z tym rozważenia.

    1. Piotr Ryka pisze:

      To inne ligi cenowe, zakresy mocy i style brzmienia. Phast jest miły i muzykalny, V12 dynamiczny, realistycznie brutalny i potężny. Ale przy czysto miedzianych, ciepłych kablach grać mogą dość podobnie. Przy czym V12 nadaje się jedynie do prądożernych albo wysoko omowych słuchawek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy