Recenzja: EAR Phonobox i EAR MC4

Budowa

Duet od EAR Yoshino.

    Rozmawiamy o gramofonowym przedwzmacniaczu, takim nie bardzo drogim, chociaż i nie groszowym. – Gdzie się podziały czasy, kiedy to wół kosztował trzydzieści groszy, sztylet i baran po osiem, a beczki piwa po szesnaście? Lecz cóż, grosze praskie[2] przeszłością, przestano je bić w 1547. Dzisiaj takiego grosza w dobrym stanie – niestartego i z nie okrojonymi brzegami, pochodzącego z początków bicia, czyli krótko po 1300-tnym, kiedy jeszcze zawierał ponad 3 g srebra – można kupić za 500 złotych. Licząc w praskich groszach wybitych w srebrze dobytym z pobliskiej Pradze Kutnej Hory, taki jak nasz, niedrogi przedwzmacniacz, można nabyć za 17 groszy. Nie zapłacimy przeto zań „jak za woły” – ledwie pół wołu będzie tego. Cośkolwiek więcej – o grosz z ułamkiem – przyjdzie zapłacić za transformator dopasowania wkładek; dla nielubiących liczyć wyłożę, że EAR Yoshino Phonobox w najdroższej wersji ze złotą gałką kosztuje 8600 PLN, a dopasowujący prąd wychodzący z wkładki transformator EAR Yoshino MC4 – 9250 PLN. Razem to będzie solidny wół jak strzelił – niecałe trzydzieści sześć groszy; równe 17 850 PLN[3].
Co w ramach wołowego wydatku?

    Przedwzmacniacz gramofonowy EAR Yoshino Phonobox to niewielkie, podłużne pudełko, ale zauważalnie większe niż mój Avid Phellar Phono i półtora do dwóch razy od niego droższe. Może być przyobleczone w matową czerń, by nie rzucać się w oczy, i wówczas jego cena spada do przyjemniejszych 6900 PLN, a może też, wręcz przeciwnie – rzucać się w oczy chromowanym frontem, pasującym do wielu też w chrom ubranych gramofonów, jak choćby popularne Transrotory. Pudełko może mieć na czarnym lub chromowanym froncie potencjometr regulacji napięcia, przydatny zwłaszcza wkładkom MM, a może też go nie mieć, za wszystkie czynności operacyjne mając goły przycisk włącznika, który w trybie oczekiwania podświetla się czerwoną obwódką, a po użyciu żółtawobiałą. Obecność potencjometru, w odróżnieniu od obecności chromu, nic więcej nie kosztuje, w przypadku wkładek MC i dodatku dopasowującego transformatora niczego też nie daje.

Niekoniecznym składnikiem (bez którego przedwzmacniacz też sobie będzie radził) dopasowujący prąd wkładek transformator.

    Z tyłu w każdym przypadku to samo: RCA wejście dla kabla od ramienia i wyjście RCA 5V/600 Ω, przyłącze uziemienia z za małą dziurką do wtykania i nie dość dużą zakrętką mocującą (co nagminne, rzadko kiedy ktoś się przyłoży), trójbolcowe gniazdo prądowe z szufladką bezpiecznika i poniżej uziemiającego przyłącza mały przycisk MM/MC dostosowania do typu wkładki.

    We wnętrzu sekcja zasalania z toroidem i czterema średnimi kondensatorami, w sekcji wyjściowej trzy lampy 13D16 (w razie naprawczej wymiany kosztujące po €15,75 za sztukę[4]) z opcją przy zamówieniu zastąpienia ich przez popularniejsze ECC83. Potencjometrem, kiedy obecny, niebieski Alps, a po recenzję przyjechał egzemplarz bez niego – i dobrze, wkładka była MC.

    Kiedy panel jest chromowany, a na wyposażeniu potencjometr, urządzenie waży 4,0 kg, a kiedy panel ze szczotkowanego na czerń aluminium, a potencjometru brak, spada do 3,5 kg. Czułości wejścia to dla MM 2,2 mV/1V przy 1kHz (53dB) i dla MC 0,22 mV/1 V dla 1kHz (73dB). Pobór prądu w trybie roboczym 20 W. Wymiary: długość 320 mm, szerokość 180 mm, wysokość 65 mm.

    Transformator wzmacniający sygnał wkładkom MC – EAR Yoshino MC4 – zawsze ma chromowany panel przedni, korpusik z czarnej blachy i wystające z wierzchniej pokrywy wykończonej czarnym lakierem lustrzanym dwa chromowane kołpaki transformatorów. Sensem jego istnienia niski poziom wyjściowy sygnału wkładek MC, z którym nie potrafią sobie dobrze radzić nawet duże, drogie, rozbudowane funkcjonalnie gramofonowe przedwzmacniacze. Transformator wyposażono w ulokowane na tylnej ściance cztery osobne wejścia: dla 3, 6, 12 i 40 Omów oraz pojedyncze wyjście do przedwzmacniacza. Prócz tego ma dwa przyłącza (L,R) zacisków uziemienia, w ich wypadku mające duże zakrętki mocujące i duże otwory bolcowe, co oznacza wygodę. Nic tutaj nigdzie nie świeci, nie ma też  żadnego pokrętła, na lśniącym przodzie duży nadruk MC4, średniej wielkości firmowe logo i małym druczkiem u dołu: „E.A.R. designed by Tim de Paravicini”.

Mający cztery wejścia, ozdobiony chromami.

   Z kwestii praktycznych: przedwzmacniacz EAR i dopasowujący transformator nie tolerują kabli ze słabą izolacją, musiałem zatem użyć interkonektów Tara Labs Air 1 i Next Level Tech „Flame”. (Nie zawsze tak się dzieje, niektóre przedwzmacniacze i wkładki tolerują.) Gramofon Avid Ingenium nie był niczym wspierany poza własną, opcjonalną nakrętką mocującą płyty i także własną platformą antywibracyjną, która nie stała na czterech własnych kolcach, tylko na trzech kulkowych podstawkach antywibracyjnych Avatar Audio Receptor №1. Wkładką klasyk klasyków – Ortofon MC Cadenza Black.

[2] Powszechna waluta środkowoeuropejska od XIV do XVII wieku.

[3] Dla porównania dzisiaj: byk rzeźny duży – 600 kg, cena skupu 25 zł/kg, wychodzi za byka 15 tys. PLN, czyli nic prawie od średniowiecza się nie zmieniło. (Wołowiny nie miałem w ustach od kilkudziesięciu lat, za bardzo kocham zwierzęta.)    

[4] To w rzeczywistości też ECC83, ale oznakowane naumyślnie niewystępującym w praktyce symbolem, bo tak to sobie Paravicini wymyślił, żeby mieć dobre lampy i spokój z pytaniami: dlaczego te akurat ECC83, a nie inne. 

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

1 komentarz w “Recenzja: EAR Phonobox i EAR MC4

  1. Ron pisze:

    One of the best reviews on the Phonobox I came across. Thanks to Google translate.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

© HiFi Philosophy