Brzmienie
Trudno – jak nie dają w komplecie (ani odtwarzacz, ani słuchawki, poza takimi których nie mam (oBravo, Meze, T+A), trzeba było zamówić przejściówkę z XLR na Pentaconn. Szkoda przecież byłoby zachodu z recenzowaniem obu Cayinów, gdy ich przenośny odtwarzacz i ich przenośny wzmacniacz bazują symetrycznie na gniazdach 4,4 mm. Przejściówkę wykonało Tonalium, stosując przyłącza Furutecha, bo takich sobie zażyczyłem. Słusznie, niesłusznie – inna sprawa, tych użyto i już. Tym samym Ultrasone T7, HEDDphone i Sennheiser HD 800 wkroczyły do symetrycznej gry, uzupełniane przez Final D8000 Pro pozbawione symetryzacji (z kablem firmowym na duży jack). Punkt odniesienia stanowił Astell & Kern AK 380 i system stacjonarny złożony z przetwornika PrimaLuny oraz wzmacniacza Phasemation.
Na początek uwaga odnośnie minut startowych. Nie należy oceniać na ich podstawie, N8 gra wówczas inaczej. W dźwięku dominuje podstawa basowa, i choć jest to bas trójwymiarowy, to jeszcze dobitniej masywny, brzmienie wyoblający. (Jak to przeważnie bas.) W sferze światła i cienia dźwięk prezentuje zaś mocne kontrasty oraz zgęszczoną atmosferę mroku – co wespół efektowne i przyjemne, zwłaszcza że wsparte gładkością i ładnym falowaniem fraz. Lecz nie jest to obraz naturalny. Z upływem czasu sytuacja ulega zmianie: kontury się wyostrzają, przyrasta wielowarstwowość i brzmieniowa otwartość, a na jeszcze dalej poprawiający dodatek krawędzie i powierzchnie zaczynają się strzępić, coraz lepiej oddając dźwiękowe bryzy i spienienia. Scena pogłębia się i obraz jej też wyraźnieje, lokacją źródeł szerzej i dokładniej rozstawionych. Zjawiają się też sopranowe łuny, srebrzeniem coraz mocniejszym znaczące czernie tła – i wszystko to razem coraz mocniej przekierowuje do high-endu; tym mocniej, że pomimo atmosfery mrocznej dźwięk coraz wyraźniejszy, bardziej zróżnicowany i od samego początku wysokociśnieniowy. Z Ultrasone T7 bas subwooferowy zgoła, a moc „jak ze wzmacniacza wielkiej cegły”. Grało coraz i coraz powabniej, bardzo udanie łącząc ciemną gęstość z narastającym wyrafinowaniem.
Druga sprawa, to kwestia: czy warto przez symetryczne gniazdo 4,4 mm, czy może na niesymetrycznym jest tak samo, albo bardzo podobnie? Okazuje się – że jednak warto: obraz ulega wyostrzeniu i głębiej przenikamy w muzyczną konsystencję. Troszeczkę to się odbywa kosztem obłości kształtów, także łatwości przyswajania rzeczy po prostu miłej, ale dla audiofila, czy kogokolwiek innego, komu na jakości zależy, jakości tej przez gniazdo Pentacon otrzyma wyraźnie więcej. Tym bardziej rzecz jest warta zachodu, że te ubytki obłości, jako śladowy pejoratyw, pojawiają się tylko w pierwszych minutach, a potem, wraz z rozgrzaniem, elektronika N8 nabiera odtwórczej klasy i wielowarstwowe, trójwymiarowe obrazowanie doszczętnie deklasuje łatwą obłość. W parę minut staje się wyczynowo, z dźwiękiem zaskakująco głębokim, nadspodziewanie dynamicznym i szokująco wręcz potężnym.
Odnośnie tego wszystkiego mam świadomość, że zastosowane słuchawki, już poczynając od pierwszych, należały do ekstraligi, co jeszcze było wzmagane ich ponadstandardowym okablowaniem, lecz właśnie dzięki temu miałem możność oceny maksymalnych osiągów, nic nie limitowanych poślednim towarzystwem.
Przejdźmy do pełni krasy, brzmienia tak po półtorej godzinie.
Ultrasone T7
Zaczynając od Ultrasone, jako najlepiej dostosowanych do aparatury przenośnej – łatwych do napędzenia i zamkniętych. Poza tym jednych z moich ulubionych.
Pierwsza rzecz z bardzo się podobających, to wyraźne czucie przestrzeni i mocny dotyk medium. Scena otwiera się przed słuchaczem na sporą głębię, wysoko też sięga do góry, a samo brzmienie nie tylko jest wysokociśnieniowe, ale też dotykające tysiącami czułków. Nieustający szmer trwania, jako uzupełnienie tkanki łącznej, to jeden z głównych czynników jakości i satysfakcji – tu obecny na pełną skalę. Atmosfera mroczności wraz z pełnym rozgrzaniem obwodów nie ulegała rozproszeniu, wciąż „brzmienie nocnych świateł”, kolorów pośród czerni. Duże, postawne i masywne, po brzegi też wypełnione, a jednocześnie operujące szeroko rozpostartym pasmem, w którego ramach brak przycięcia sopranów, mimo iż te nie jakieś skrajnie strzeliste. Dźwięczność jak w stacjonarnym high-endzie i zarazem żadnej ostrości – absolutnie. Wybicia do góry high-endowego poziomu, z okrasą małej do średniej dawki ciepła i pełnej melodyki. Toteż słuchanie przyjemne i efektowne zarazem, w ramach którego bliscy, rzucający czar wokaliści, potężne uderzenia wyraźnie rysowanych bębnów, a jakże często mnie drażniące big-bandowe orkiestry dęte jak najbardziej konsumowalne, mimo tych rozciągniętych sopranów. Trąbki złociste i należycie rozwiane na trzeci wymiar, z ładnie zaznaczonym dmuchaniem. Kolejny czynnik satysfakcji, to już wspomniane rozsunięte źródła w ramach stereofonii popisowej, a nie żałośnie udawanej. Ogólnie kawał ciemnego, masywnego brzmienia z naciskiem na melodyjność i przestrzenność. W tych ramach duża dawka realizmu i jednocześnie umilenia. Długimi godzinami można słuchać, kontentując się melodyką frazy i autentyzmem wykonawców.
W porównaniu do tego brzmienie Astell & Kern AK380 przez wyjście symetryczne 2,5 mm było szczuplejsze i chłodniejsze oraz bardziej echowe. Kreślone cieńszą kreską, bardziej z naciskiem na kontury, a mniej na wypełnienie. Z wydatniejszymi echami, wprowadzającymi czynnik minimalnego odrealnienia. Ze słabszym też dotykiem medium, a większym naciskiem na harmoniczną strukturę. Tłem czarnym, ale z nutką szarości i dużo bardziej wygaszonym, czasami aż po głuchą ciszę. Innego typu efektowność, skierowana do innych smakoszy. Brzmienie bardziej laboratoryjne, mniej klubowe – bardziej zrobione i techniczne. Mniej muskające, epatujące aksamitną ciszą. Podobnie świetne i też bardzo przeze mnie lubiane, w stylistyce elektroniki dCS, gdy u Cayina lampowej.

















A tymczasem AQN tylko w roli modela na fotkach?
Tak, bo one są teraz Karola, a fotografowanie u niego. Nie uwzględniam ich w kolejnych recenzjach z premedytacją, bo nie są to słuchawki produkowane. Co w niczym nie zmienia mojego wielkiego szacunku i lubienia pod ich adresem.
Ciekawy test. Czy to jest klasa wyższa niż A&K SP1000 czy SP2000?
Ps. Praktyka pokazuje, że takich przenośnych grajków z dobrym brzmieniem słucha się nawet częściej niż torów stacjonarnych.
To nie jest wyższa klasa tylko inny sty. Cieplejszy, bardziej swojski i bardziej melodyjny. Takie klubowe granie – dynamiczne i jednocześnie miłe.
Może by tak test smartfona LGv60 ponoć bardzo bardzo dobry jako dap.
LG nie udostępnia sprzętu do testów audio.
W zasadzie więcej LG już nie będzie to ostatni smartfon z takim muzycznym zacięciem.