Recenzja: Avatar Audio Receptor №1

   Zejdźmy na niski poziom. Konkretnie pod spód sprzętu. Jak budowanie domu zaczyna się od ław fundamentowych (wkopywanych w naszym klimacie na ponad metr minimum, by ziemia pod nimi nie zamarzła), tak ustawianie sprzętu audio zaczynamy od nóżek. Ław pominąć się nie da (ewentualnie dom na słupach albo kołach), natomiast każdy sprzęt ma nóżki własne albo jakieś inne podkładki, dlatego audiofilski laik wcale o nich nie myśli. Najwyżej może mu przyjść do głowy, że te podstawki zdobią, albo niestety szpecą – i na tym sprawy koniec. Sam kupując swój pierwszy odtwarzacz CD, którym był Sony X222, byłem pod głębokim wrażeniem elegancji aluminiowego panelu, obfitości dostępnych funkcji i właśnie efektownie z czernią korpusu kontrastujących srebrzystych walców, na których był postawiony. W grubej, wielojęzycznej instrukcji coś było o ustawianiu i w ramach tego antywibracji, ale odtwarzaczy się przecież na pralkach nie stawia, jakie więc niby wibracje? Wibracjorodnych kolumn do stawiania wprost na podłodze prawie wówczas nie było, chociaż znajomy miał takie i grały naprawdę pięknie. Owszem, miałem też audiofilską szafkę, ale czysto meblową, bez śladu antywibracji. Jedynie półki do stawiania i na dole biblioteczka płytowa, aczkolwiek sama szafka była ciężka jak wszyscy diabli. Tak sobie bytowałem w tej antywibracyjnej nieświadomości aż do momentu, kiedy wpadły mi w ręce materiały odnośnie odtwarzacza, który stał nie na czterech a trzech nogach, z których tylną był kolec. To mu miało poprawiać brzmienie, a mnie zastanowiło: „– że też się komuś chciało bawić w takie zabawy….?”

Popatrzmy na to z góry. Oprawa do audiofilizmu przychodziła pomału. Antywibracyjne podstawki, całe specjalne platformy, nawet stoły i szafy całe z funkcją antywibracji, okablowanie lepsze od zwykłych drutów, dociski, panele akustyczne i pochłaniacze elektromagnetycznych fal, aż na koniec specjalne sale odsłuchowe o odpowiednich proporcjach z okablowaniu i  akustyczną adaptacją – to się wyłaniało stopniowo i w różnej kolejności, ale się usypało w górę. Dzisiaj to cała branża, której ani producent sprzętu, ani jego klient nie lekceważy. Sam wszystko mam na najróżniejszych podstawkach, a teraz będzie o takich w miarę prostych i całkowicie drewnianych.

Drewno z muzyką się dobrze kojarzy i kojarzy od zawsze – zwykłe patyki i wydrążone pnie służyły w prehistorycznych czasach do wybijania rytmu. Ale nie myślcie o przodkach jako bezmyślnych stukaczach. W zdobnej prehistorycznymi malowidłami jaskini Les Trois Frères (po francusku „Trzech braci”, bowiem trzech braci ją odkryło) możemy zobaczyć szacowany na piętnaście tysięcy lat wizerunek łowcy płoszącego, a może zaczarowującego? zwierzynę łowną przy pomocy łuku pobudzanego smyczkiem z użyciem ust jako komory rezonansowej. Szokujący zaiste widok – najstarsza, jak się uważa, ilustracja dawnych praktyk muzycznych, zaskakująca pod ich względem pomysłowość.[1] Nie wiemy jak stare są pokrewne takim łukom harfy i drumle, ale na pewno bardzo stare. Nasza historia dotyczy jednak drewna w całkiem innym użyciu, choć wydawaniu dźwięków pokrewnym.

[1] Ten wizerunek można interpretować bardzo różnie, na przykład jako abstrakcyjną ilustrację węchowego rozpoznawania zwierzyny przez ścigającego ją zakamuflowanego myśliwego. (Obraz jest bardzo niejednoznaczny.)

Budowa

Antywibracja w tubce.

     Polskie Avatar Audio, rokrocznie na AVS bywające, miałem okazję przedstawiać w recenzjach ich rewelacyjnych kolumn i paru z tego AVS relacjach. Firma jest niemal jednoosobowa, a mimo to bez mała cały tor zdolna obsłużyć – od źródeł po kolumny. Jedynie wzmacniacze bierze od producentów zewnętrznych, najczęściej podobnych polskich pasjonatów. Obok serwera, kolumn i wszelkiego okablowania oferuje Avatar Audio także platformy, dociski i podstawki, a my wytężmy wzrok, skupiając go na najbardziej zaawansowanych z tych podstawek – na tytułowych Receptor №1. W komplecie znajdują się trzy sztuki, tak samo jak pod tym dawnym lecz wciąż referencyjnym dla wielu odtwarzaczem. Wszystkie niemal całe drewniane, opisywane przez producenta następująco:

  Komplet Stopek Receptor Numer Jeden składa się z 6 krążków (3 podstawki i 3 przykrywki) oraz 3 kulek. Krążki wykonane są z naszego materiału firmowego, wyjątkowo dobrze tłumiącego wibracje. Na spodzie posiadają też efektywny miękki materiał  antywibracyjny, chroniący przed ewentualnym porysowaniem podłoża. Kulki wykonane są z twardego drewna wybranego po przetestowaniu 9 gatunków egzotycznych. Sumarycznie podstawki Receptor Numer Jeden posiadają 5 warstw tłumiących wibracje o różnych częstotliwościach. Wymiary: wysokość krążka: 20 mm, średnica krążka: 43 mm, średnica kulki: 24 mm, wysokość kompletu: 43 mm.

Dodajmy uzupełniająco: dół-góra, bez różnicy – na obu kapturkach każdej podstawki są cienkie warstwy tłumiące przytwierdzone od spodu, który w przypadku wędrującego na górę staje się wierzchem. Z czego te warstwy, to tajemnica – wiadomo tylko, że dodatkowo tłumiące. Same kapturki są wykonane nie z litego drewna a kompozytu drewnopochodnego, kupowanego od zewnętrznego dostawcy bazującego na wysokiej technologii. Kiedy Receptor №1 położymy na boku, staje się łożyskiem kulkowym, lecz bez stałego sprzęgnięcia. Jak przystało na takie łożysko, kulka opiera się o super gładź specjalnego wgłębienia, idealnie pasującego do jej średnicy z naciskiem na minimalizm styku. Sama też jest supergładką, w tym wypadku toczoną z najwyższą precyzją na jaką pozwala surowiec – najtwardsze i najmniej łupliwe drewno egzotyczne, według najświeższych danych wybierane spośród kilkunastu a nie dziewięciu sprawdzonych w działaniu. Każda podstawka ma na bocznym obwodzie wygrawerowany napis RECEPTOR, całość  ląduje w tubusie z tworzywa mieszczącym te trzy sztuki. Kosztuje taka całość 490 PLN i składa się na najwyższy gatunkowo z czterech proponowanych przez Avatar Audio rodzajów podstawek, z których o oczko niższy model Receptor №2 różni się samą średnicą kapturka i odpowiednio kulki, stanowiąc bardzo zbliżoną wersję łatwiejszą ekonomicznie.

Czerń, biel i purpura…

Dodajmy jeszcze, że Receptory są całe matowo czarne i że nie powinno się ich podkładać pod nóżki, tylko pod wyszukane gładkie fragmenty płyty spodniej urządzenia, z baczeniem, aby nie trafić na wystające z niej, w niektórych przypadkach bardzo gęsto rozsiane śruby. Rozstawienie wobec liczności trzech musi układać się w trójkąt, ale nie musi to być trójkąt równoboczny, ani nawet równoramienny. Ważne natomiast, aby zapewniał stabilność, co naciskaniem trzeba wypróbować. A kiedy już tak podłożymy, wówczas powinniśmy usłyszeć w brzmieniu korzystną różnicę, bo o to wszak chodziło. Lecz czy na pewno? A jeśli tak – to jaką?

 

Weryfikacja brzmieniowa

Ale do pracy tylko czerń.

   Zacznijmy od przetwornika, potem przejdziemy pod wzmacniacz, na koniec pod odtwarzacz. Przetworniki to u mnie nieustanna zmiana, jedne następują po drugich. A że Receptory №1 mam u siebie od dawna, kolejno pod wieloma były próbowane. Leżały pod Sigmą Ayona, Auralikiem Vega, dzielonym Audiobyte Hydra Vox i Hydra Zap, pod Prima Luną EVO 100 i dCS Bartokiem. Tam wszędzie się testowały, teraz zbierzmy to w całość.

Działanie kulkowych podstawek wszędzie było podobne i niosło cechy korzystne dla tych, którzy lubią w dźwięku świeżość, napowietrzenie, więcej chropawości i bardziej widoczny trzeci wymiar. W odniesieniu do ludzkich głosów powodowało też lekkie ich podwyższenie, lekkie wraz z tym odmłodzenie i pewną dozę przyjemnej chropawości, zastępującą gładź. Też lepsze oświetlenie oraz wspomniane dotlenienie, co wszystko razem układało się w całość ciekawszą, ale nie dla tych, którzy lubią brzmienia gładsze i cięższe, jak również atmosferę bardziej mroczną. W sumie zatem dwa dość różne klimaty, bo ten bez podstawek Avatara bardziej lampowy w sensie gęstym, niemal przejrzałym i całkiem gładkim, podczas kiedy na podstawkach bardziej świetliście i mocniej zaznaczająca się przestrzeń. Dla muzyki klubowej było to w sumie obojętne, o ile oba style się trawi, najlepiej lubi tak samo. Natomiast dla muzyki elektronicznej i symfonicznej lepszość stawiania na podstawkach nie ulegała wątpliwości, tam bowiem rozległość sceny, w dal dźwięków wędrowanie oraz tych dźwięków większa nośność wraz z wyczuwalną addycją sopranów i dodatkową dawką tlenu, to bardzo ważne składniki całościowego zadowolenia.

Nie, nie – tak to nie działa.

Problematyczne natomiast użycie było w przypadku ciężkiego rocka, ponieważ bez podstawek bas schodził niżej, bardziej też był skumulowany i gęsty, a znowuż na podstawkach objętość bębnów – jako forma tworząca dźwięku –  zaznaczała się dużo mocniej, skutkiem czego te bębny stawały się prawdziwsze. Rzecz najogólniej ujmując można powiedzieć, że po ustawieniu na podstawkach Avatara przetworniki oferowały brzmienia bardziej wyrafinowane, lecz w związku z tym mniej łatwe do takiego trochę mimo uszu percypowania i mniej podobne do tych, które uważa się za dobre w przypadku torów średniej jakości. Albo – inaczej mówiąc – by w pełni wykorzystać pozytywne cechy podstawek, trzeba się postarać o tor nieco wyższej jakości niż ten dla przetwornika stojącego na własnych nogach. Bez podstawek podwójnie jest zatem taniej (raz one same, raz reszta toru), ale możliwości są mniejsze – i tak to w życiu bywa. Albowiem niewątpliwie stawiane na podstawkach przetworniki czerpiące sygnał dyskowy bądź z Internetu bliższe były brzmienia toru ze źródłem płytowym – toru najwyższej jakości. To jeszcze nie był cały tamten smak, pełne to wyrafinowanie, lecz smaku tamtego pewna znacząca część, dająca lepszy wgląd w doskonałość. Ale jak ktoś lubi gęste i gładkie brzmienie w mroczniejszym otoczeniu – takie „dobre ale łatwe” – to podstawki mu niepotrzebne, w każdym razie nie te od Avatar Audio. Z tym że, bo jeszcze o tym nie napisałem, bezpośredniość zbliżenia z wykonawcami na podstawkach na pewno większa – dźwięk prawdziwszy, mniej uproszczony – i wraz z tym także bardziej tajemniczy, zadumany, bardziej predestynowany do pobudzania fantazji. Zależy więc, co się woli.

Tak też nie.

Przenieśmy się pod wzmacniacze. Ten słuchawkowy od Ayon a o sygnaturze HA3 nadaje się do użycia jednego lub dwóch kompletów, o ile byśmy sobie zażyczyli podłożenia pod obie części skonfigurowane jako stojące oddzielnie bądź na sobie. Zacznijmy jednak od malutkiego Divaldi 02, który też jest dzielony, ale rozdzielanie go byłoby już przesadą. Przyznam, że go dotychczas nie sprawdzałem jako miernika antywibracji, więc dosyć mnie rozśmieszyło kiedy wyłonił dokładnie te same różnice brzmieniowe grając bez podstawek i na nich. A ściślej identyczne, ale mniej intensywne. Także on stojąc na dwóch Avatarach pod swym malutkim brzuszkiem (albo na czterech pod nóżkami – na trzy jego spodnia płyta jest za mała) zaoferował brzmienie troszkę wyższe i trochę bardziej wyrafinowane. Więcej zaśpiewu i zadumy, więcej też chropawości i więcej złożoności harmonicznej, a mniej jednolitości. A zatem znów to samo odnośnie ewentualnych działań ze strony audiofila – można spokojniej oraz łatwiej wraz z brzmieniem niższym, gęstszym i bardziej jednolitym, a można sobie uprzyjemniać życie dodając brzmieniowej złożoności za czterysta dziewięćdziesiąt złotych. Być może wówczas brzmienie staje się trudniejsze dla słabych interkonektów (nie posiadam) oraz słabych słuchawek (też nie), ale kogo stać na Divaldi Amp 02, ten takich raczej nie używa.

Lampowy Ayon, którego odsłuchu już nie dzieliłem na porównania z jednym kompletem oraz dwoma, raz stanął całkiem bez podstawek, a raz na dwóch kompletach. I znów ta sama sytuacja, na którą byłem już przygotowany, ale tym razem różnice znowu większe i lepsze na pewno granie na antywibratorach. Tym bardziej, że akurat w tym przypadku nie tylko więcej sopranów i wraz z nimi więcej wyrafinowania na różnych brzmienia płaszczyznach (zwłaszcza wszelakiej przestrzeni), ale też lepsze ogniskowanie dźwięku, większa precyzja rysunku sceny. W ogóle od dawna na dwóch kompletach gra u mnie ten Ayona, toteż wyjęcie spodeń antywibratorów tylko mnie rozzłościło. Naszarpać musiałem się z tym trochę tylko po to, ażeby móc usłyszeć o ile bez nich gorzej. Dużo gorzej, nie ma co mówić – mniej dokładnie i mniej ciekawie. Dźwięk zredukował się jakościowo i zatracił ostrość ogniskowania, stając się niepotrzebnie taki, do jakiego nie jestem przyzwyczajony.

Dopiero tak.

Na finał pod odtwarzaczem. Ponownie Ayon, znów lampowy, i też mający cechy przetwornika. Ale potrafiący cyfrowy sygnał pobierać także z płyt, chociaż cyfrowe wejścia dla plików też posiada. Konkretnie Ayon CD-10 II Signature jako źródło dla głośnikowego toru z dużymi Zingali na finiszu. Ogólnie nic nowego, aczkolwiek jedno novum. Ponownie bowiem więcej sopranów na podstawkach, burzących z jednej strony styl brzmienia bardziej relaksujący, oparty na niższym – zaokrąglonym na górze dźwięku. Sam odtwarzacz nie ma takiej tendencji i reszta toru też nie, niemniej za sprawą Avatar Audio Receptor №1 więcej sopranów i w dobrym sensie. Wraz z nimi więcej wyrafinowania, delikatności, kolorytu. Odchodzenia od stanu uczuciowego samozadowolenia, zmierzania bardziej ku refleksji i zadumie. I sprzyjająca temu nie tylko większa smukłość góry, ładnie rozciąganej na trzeci wymiar, ale także zabijająca sztuczność, ergo umacniająca realizm, narzucająca się chropawość pewnych dźwięków, w widoczny sposób głębsza scena, w słuchaczu więcej zaangażowania a mniej obojętności. Więc w sumie nic nowego, ale wspomniałem o novum. To miało sens dwuznaczny, ale bardziej pejoratywny. Jako że w naszych kolekcjach płytowych przeważają realizacje umyślnie tak zrobione, aby dysponujący aparaturą słabszą słuchacz mógł poczuć satysfakcję. Ta słabsza teraz ma wymiar raczej marginalny, ale tak z dziesięć lat temu i dawniej zalegała półki sklepowe, potem dręczyła posiadaczy. Sprzętu straszącego za ostrą górą było wtedy bez liku i realizatorzy płyt CD – wówczas nowości przechodzącej w standard – chcąc nie chcąc dbać musieli, by dało się ich słuchać. Cięli więc górę że aż miło, kompensowali dynamikę, obrabiali naturalne ostrości. Efektem chicagowska orkiestra Fritza Reinera na płycie XRCD wypadająca pod względem wiarygodności muzycznej gorzej od katowickiej pod Rowickim w wydaniu Polskich Nagrań. (Które to Polskie Nagrania się tak nie bawiły – być może z braku możliwości, a może wręcz przeciwnie – tak czy owak wychodzi na to, że jak najbardziej słusznie.) Wracając do naszych baranów: podstawki Avatara dobrze kompensowały dawne zabawy z dźwiękiem. Owe niemiłosiernie oskrobywane z naturalnej ostrości i prane z dynamiki płytowe realizacje CD dzięki ich sopranowemu pobudzaniu odzyskiwały naturalną postać. I to jest duży plus, i tak się dzieje przeważnie. Niemniej z recenzyjnego obowiązku zmuszony jestem napisać, że płyty tak nie obrabiane, a sam muzyczny materiał czerpiące z nagrań archiwalnych, wypadały z receptorami pod odtwarzaczem gorzej, ponieważ kłuły górą i narastały w nich sybilacje. Bardziej szczypały i szeleściły, co podkreślało ich archiwalność, ale z Ayonem na jego własnych (gumowych) nogach słuchało ich się łatwiej.

I pod czymś takim.

Ogólnie zatem lepiej, ale czasami gorzej, przy czym lepiej dla wolących realizm, a niekoniecznie dla wybierających relaks. Muzyka jako zjawisko „lekkie, łatwe i przyjemne” w naturze występuje pod dosyć rzadką postacią, na przykład mruczanki z gitarą. Ale już skrzypce czy saksofon temperament mają odmienny i inny narzucają styl. W ogóle muzyka jako coś łatwego to zjawisko dość sztuczne, ukształtowane bardziej przez stare radia lampowe niż naturalny stan rzeczy. Podstawki Avatara nam o tym przypominają, wzbogacając wszelkie nagrania, co w przypadku dobrych bądź złagodzonych będzie miało skutek korzystny, natomiast w przypadku dawnych ostrych albo na ostro zremasterowanych (to też zjawisko nierzadkie oraz prawdziwa plaga) utrudni nam słuchanie, podkreśli ich słabości.

Podsumowując

   Podstawki zwykle nie są duże, ale ich wpływ bywa znaczący. Tak jest w przypadku Avatar Audio Receptor №1, imieniem których jest uczciwość. Wyciągają na wierzch schowaną górę i zwykle korzystnie to na odbiór wpływa, ale czasem niszczy przyjemność. Jeśli wolicie brzmienia spokojne, bardziej popatrujące w stronę basu – zatem w odbiorze łatwiejsze, choć kosztem prawdziwości, wówczas nóżki własne sprzętu pod sobą (najczęściej z gumy bądź tworzywa wykończonego  filcem albo innym czymś miękkawym), mogą się okazać korzystne. Podstawki Avatar Audio Receptor №1 wyrywają z basowej drzemki, dają muzykę rzetelniejszą. Trudniejszą nieco w odbiorze, w zamian uczciwą, prawdy więcej niosącą. – Więc jak tam sobie chcecie… Może się przy tym zdarzyć, że używany dotąd interkonekt, a nawet sam pan wzmacniacz, nie jest tak dobry, jak sądziliście i trzeba będzie się porozglądać za innym. Albo po prostu wyjąć podstawki, a wówczas będzie jak było. (Czego niektórzy bardzo łakną.) U mnie pod sprzętem znalazły miejsce, a zwłaszcza się przydają pod dzielonym Twin-Head i wzmacniaczem słuchawkowym Ayona. Pod odtwarzaczem wolę podstawki Harmoniksa, a pod końcówkę mocy po długich porównaniach wybrałem Solid Tech „Disc of Silence” na podwojonych sprężynach.

 

Informacje techniczne Avatar Audio Receptor №1:

  • Podstawki pod sprzęt Avatar Audio Receptor №1
  • Kapturki górny i dolny: kompozyt celulozowy formowany w kołyskę.
  • Podkładki spodnie/wierzchnie na kapturkach: specjalne tworzywo tłumiące.
  • Kulki: precyzyjnie toczone z twardego drewna egzotycznego.
  • Mocowanie: luźne, pozbawione trwałego przytwierdzenia.
  • Opakowanie: plastikowy tubus.
  • Komplet: 3 sztuki.
  • Cena kompletu: 490 PLN

 

System:

  • Źródła: PC, Ayon CD-T II.
  • Przetworniki: Ayon Sigma, Auralic Vega G2, Audiobyte Hydra VOX & ZAP, dCS Bartok.
  • Wzmacniacze słuchawkowe: ASL Twin-Head Mark III, Ayon HA-3, Divaldi 02.
  • Słuchawki: HEDDphone, Meze Empyrean (kabel Tonalium-Metrum Lab), Sennheiser HD 800 (kabel Tonalium-Metrum Lab), Ultrasone Tribute 7 (kabel Tonalium-Metrum Lab) .
  • Przedwzmacniacz: ASL Twin-Head Mark III.
  • Końcówka mocy: Croft Polestar1.
  • Kolumny: Zingali Client Evo 3.15.
  • Kable USB: Fidata HFU2 Series USB, iFi Gemini ‘+ iUSB3.0
  • Kabel LAN: Fidata LAN HFCL Series.
  • Kabel koaksjalny: Tellurium Q Black Diamond.
  • Konwerter: iOne.
  • Interkonekty analogowe: Sulek Audio & Sulek 6×9, Tellurium Q Black Diamond XLR.
  • Kable zasilające: Acoustic Zen Gargantua II, Acrolink MEXCEL 7N-PC9500, Harmonix X-DC350M2R, Illuminati Power Reference One, Sulek 9×9 Power.
  • Listwy: Power Base High End, Sulek.
  • Stolik: Rogoz Audio 6RP2/BBS.
  • Kondycjoner masy: QAR-S15.
  • Podkładki pod kable: Acoustic Revive RCI-3H, Rogoz Audio 3T1/BBS.
  • Podkładki pod sprzęt: Avatar Audio Nr1, Acoustic Revive RIQ-5010, Divine Acoustics KEPLER, Solid Tech „Disc of Silence”.
Pokaż artykuł z podziałem na strony

9 komentarzy w “Recenzja: Avatar Audio Receptor №1

  1. Sławek pisze:

    Panie Piotrze, a te Receptory to pod gramofon można też podłożyć z dobrym skutkiem?
    Pozdrawiam

    1. Piotr Ryka pisze:

      Tego nie sprawdzałem, ale obiecuję to zrobić. Może nie dziś, ale jak skończę następną recenzję. (Też będzie o podstawkach, lecz zasadniczo droższych.)

      1. Marcin pisze:

        Czy te zasadniczo droższe będzie można porównać w recenzji z tymi tutaj zasadniczo tańszymi?

        1. Piotr Ryka pisze:

          To znaczy MiG SX z Receptorami?

    2. Piotr Ryka pisze:

      Sprawdziłem wczoraj działanie przy okazji recenzji gramofonu. Receptory spisały się pierwszorzędnie poprzez dodanie sopranów i poprawę definicji. Te drogie podkładki jeszcze były skuteczniejsze.

      1. Sławek pisze:

        Dziękuję za odpowiedź, zatem zapewne zaryzykuję i też sobie sprawię. Muszę wejść w „antywibrację” bo po uzyskaniu zezwolenia małżonki kupiłem sobie monitorki (Pylon Audio Ruby Monitor). Po 10 latach używania jedynie słuchawek przypomniałem sobie przy okazji co to jest akustyka pomieszczenia odsłuchowego, a przy pierwszej próbie odsłuchu tak mi pięknie wpadły w jakiś rezonans z gramofonem, że filtr subsoniczny w preampie gramofonowym trzeba było włączy…

        1. Piotr Ryka pisze:

          Ale gramofony to jest to. Nie ma to jak analog.

          1. Sławek pisze:

            Całkowicie się zgadzam. Odkryłem ten dźwięk na nowo. Ze dwa miesiące temu padł mi preamp ifi iphono2. Potestowałem Audiokulturę Iskra1 (ni przypadła mi do gustu) i Pro-ject tube box S2, w którym wymieniłem lampy na Full Music (to chyba Sophia Electric). Gra to teraz świetnie, choć to tylko tani gramofon TEAC TN 300, ale z wkładką AudioTechnica AT 440 Mla. I mam ochotę na lepszy gramofon…
            Albo lepszy transport CD (a najlepiej jedno i drugie). Tak poważnie to teraz z gramofonu jest lepszy dźwięk niż z CD.

          2. Piotr Ryka pisze:

            Tanie gramofony potrafią grać lepiej od drogich CD – bez wątpienia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy