Recenzja: Auralic VEGA G2 Streaming DAC

   Dokończmy sprawy goszczonej ostatnio trójki przetworników, wsłuchując się w brzmienie i odnosząc do wyglądu najdroższego z nich. Auralic Vega G2 kosztuje 25 tysięcy bez tradycyjnej złotówki na wózek w hipermarkecie, którą wspaniałomyślny sprzedawca zostawia kupującemu. W zamian nie tylko jest Vega przetwornikiem, ale także streamerem. Dwadzieścia parę lat temu streamer był rodzajem magnetofonu, różniącym się od zwykłych małymi gabarytami i ofertą zapisu o wyjątkowej gęstości; tak gęstej, że zdolnej na magnetycznej taśmie zmieścić całą zawartość ówczesnego twardego dysku. (Którego niezawodność pozostawiała wiele do życzenia). Kup streamer! – krzyczały strony poradników i czasopism komputerowych; a teraz dyski są setki razy pojemniejsze i wielokrotnie mniej zawodne, na dodatek też znacznie tańsze, więc się je w przypadku co bardziej wrażliwych danych zapobiegawczo dubluje w tzw. macierzach RAID, i po sprawie. (Kiedyś też tak robiono, ale to było strasznie drogie.) Poza tym są teraz w znośnych cenach terabajtowe dyski SSD, które się mechanicznie nie psują (o ile nie walić młotkiem), a także bardzo pojemne pendrajwy – archiwizacja stała się łatwa i tania. Streamery mimo to się ostały, ale ich rola zmieniła – a ściślej przedefiniowała nazwa. Magazyn danych na bazie dysku HDD lub SSD (taśm prawie nikt już nie używa, chociaż są i mogą pomieścić nawet 6 TB danych) nazywamy teraz serwerem, a streamery służą jako urządzenia od komputera niezależne z dostępem do serwerów sieciowych typu Roon, Spotify, TIDAL itd. To zasysacze internetowych archiwów, tym się mające odznaczać, iż ssać powinny od PC eleganciej (specjalna temu sprzyjająca architektura oraz brak innej aktywności w tle) i dzięki łączności bezprzewodowej, albo kablowi etheretowemu, do stawiania w razie potrzeby daleko lub nawet w innym pomieszczeniu niż komputer czy router. Zresztą, komputera może w ogóle nie być, sam router powinien wystarczyć. Dobrze jednak abyśmy mieli smartfon albo tablet, bo będą użytkowo dużo wygodniejsze niż ekran samego streamera i jego pilot. Porządny serwer albo streamer powinien mieć teraz dedykowaną aplikację łączności bezprzewodowej, inaczej jest przestarzały. Ma taki świeżego chowu streamer obowiązkowo wbudowany przetwornik i często także słuchawkowy wzmacniacz, może więc z powodzeniem pełnić rolę dawnego amplitunera – wystarczy podłączyć wzmacniacz i kolumny, albo wetknąć słuchawki i muzyka wirtualna cała nasza. Z tą nadzwyczajną jeszcze wygodą, że kiedyś z amplitunera usłyszeć można było jedynie co pan redaktor akurat raczył puszczać, a teraz wybiera się samemu i nikt już łaski nie robi. Ale radio to nie tylko muzyka, i streamer jest internetowym radiem w całej okazałości; można posłuchać głosu ukochanego redaktora, o ile ktoś takiego ma; można także czytanej przez lektora książki (co moim zdaniem jest ciekawsze, zwłaszcza gdy czyta dobry aktor); można nawet szczęśliwym trafem wysłuchać naukowej pogadanki – kiedyś wracając z AVS koło dwunastej w nocy słuchałem z dużym zainteresowaniem audycji o najdawniejszych dziejach Polski w wydaniu bez podręcznikowej ubogości informacyjnej, jednoznaczności i cenzury. To wszystko nam nasz  tytułowy Auralic Vega G2 Streaming DAC może zaoferować, a nawet jeszcze więcej, bo moda na muzyczne „wieże” wraca, i skutkiem tego firma Auralic opracowała trzy dodatkowe urządzenia, które spiąć można z Vegą w dopasowaną stylistycznie i obsługowo wieżę. To będzie droga wieża, o wiele droższa niż te kiedyś od Unitry albo z Peweksu; w jej skład oprócz samego streamera-przetwornika G2 wejdzie zegar wzorcowy LEO G2, upsampler SIRIUS G2 i serwer dyskowy ARIES G2. Tak, dobrze żeście spostrzegli – to przypomina sprzętową piramidę od dCS, aczkolwiek bez odtwarzacza CD. Płyt wieża Auralica nie przeczyta, uważa je za przestarzałe. W zamian bardzo się skupia na jak najlepszym odczycie plików, co w wersji podstawowej zapewnia już sama Vega, a wieża zapewni jeszcze bardziej. Lecz jako że wieży nie recenzujemy – skupiamy się teraz na Vedze solo. Wpierw tylko słówko o wytwórcy.

Auralic to firma chińska, założona przez, mimo identycznie brzmiących nazwisk, nie będących braćmi ani w ogóle krewnymi panów Xuanqian Wang i Yuan Wang (wang to po chińsku król), z których pierwszy jest inżynierem elektronikiem i jednocześnie realizatorem dźwięku, a także profesjonalnym pianistą, drugi specjalistą od marketingu i technologii wysokiego poziomu. Aby było jeszcze niezwyklej, obaj panowie spotkali się po raz pierwszy nie u siebie w Chinach, tylko na festiwalu w Berlinie – to tam narodziła się w 2008 idea założenia firmy oferującej nową jakość audio; jakość jednocześnie cenowo przystępną i technologicznie wyrafinowaną, łączącą drobiazgowy naturalizm ze światem muzycznych emocji. Podążając szlakami tej idei ma swoich posiadaczy sprzęt Auralica przenosić do koncertowych sal, przy czym ma się to dziać bez konieczności skomplikowanych manipulacji obsługowych, jako że innym z wyznaczników jest prostota obsługi. Ideologia w takim razie oklepana, ale Auralic rynkowo się sprawdził, poradził sobie świetnie. G2 to druga generacja jego urządzeń, cokolwiek wprawdzie nadwyrężająca założycielskie deklaracje odnośnie taniości i łatwości, za to, jak zapewniają twórcy, jeszcze nieomylniej wiodąca do koncertowych sal. Tak przy okazji dorzucę, że kroi się już wersja G2.1, lecz nie zaoferuje ona lepszych rozwiązań technicznych, a tylko nieco inne obudowy, skutkiem zmiany dostawcy. A kiedy te 2.1 będą, wówczas spróbujemy przebadać całą wieżę.

Budowa

Auralic Vega G2.

   Vega to biała gwiazda, najjaśniejsza w gwiazdozbiorze Lutni i jedna z najjaśniejszych na całym ziemskim nieboskłonie. Gdyby znajdowała się od nas nie w odległości dwudziestu pięciu lat świetlnych, a tak jak Słońce niecałych ośmiu i pół świetlnych minut, świeciłaby od niego trzydzieści siedem razy jaśniej i wszyscy byśmy od tego blasku oślepli, gdyby nie to, że wcześniej byśmy się ugotowali. Tymczasem Vega od Auralica jest cała czarna. To znaczy, taka jest przed włączeniem lub po ewentualnym całkowitym wygaszeniu ekranu, które jest ostatnią z siedmiu opcji jego ściemniania. Czerń okazuje się  satynowa, w dotyku minimalnie szorstkawa, anodyzowaniem osadzona na aluminiowej obudowie wykonanej z jednego odlewu. Co czyni tę obudowę sztywniejszą, tym uzupełniając cztery pod nią podstawki ze sprężynowymi resorkami. Antywibracja zatem w rozkwicie, ale i tak podłożyłem pod sprężyste nóżki podkładki Harmoniksa, co dodatkowo poprawiło.

Wzornictwo przedniego panelu nie tylko topi się w czerni, ale przejawia też ascetyczność formy pomieszaną ze zdolnością zainteresowania patrzącego. Zgodnie z zasadą trójpodziału, niczym armia ustawiona do bitwy, ma Auralic VEGA G2 na froncie centrum oraz dwa skrzydła. Centrum wypełnia ekran wyświetlacza z mnogimi ustawieniami, których jedynym funktorem obsługowym jest duże pokrętło typu „kręć i przyciskaj” na z lekka wyoblonym skrzydle prawym. Identycznie wyobla się lewe i na nim jedynym zakłóceniem czerni są dwa gniazda słuchawkowe 6,3 mm, połyskujące złotymi obwódkami. Napisy licznych podmenu ekranowych są wyświetlane białym druczkiem i podświetlają wybór błękitem, a poprzedzające menu główne, złożone z ośmiu ikon, ma identyczną kolorystykę. Odnosi się do systemu własnego Vegi i jej zestawu połączeń oraz do nieobecnych tutaj trzech pozostałych segmentów wieży. Kiedy już wszystko ustawimy – skalibrujemy podłączenia, wykonamy logowanie do Sieci, zadamy jasność wyświetlaczowi oraz dobierzemy poziom i przypiszemy możliwość regulacji (albo nie) sygnałowi wyjściowemu, jak również wyskalujemy rozmiar bufora i wyłonimy najbardziej naszym uszom odpowiadający rodzaj cyfrowej filtracji – wówczas panel opuści zakładkę „System” i przechodząc w tryb pracy pasywnej wyświetli dużą czcionką nazwę używanego cyfrowego wejścia, albo się na nasz rozkaz wyłączy, co zrobi w osiem sekund. Sam mu kazałem – pozwalał wtedy w największym skupieniu słuchać i jednocześnie najdobitniej rysowała się świetność estetyki urządzenia – jakości materiałów, samej formy oraz perfekcji wykończenia. Odnośnie tego wszystkiego należy stwierdzić, że czarna Vega należy do urządzeń luksusowych – co do tego, to bez dyskusji. Żadnego w niej szukania taniości gorszym niż perfekcyjne wykończeniem, albo prostotą maksymalną, że fronton chudy-płaski, zwykłe podstawki zamiast sprężystych nóżek. Surowce jakościowo maksymalne, wzornictwo wyszukane, wykonanie perfect.

Z drugiego półprofilu.

Na ściance tylnej (też aluminiowej i na dodatek grubej) prócz koniecznego gniazda zasilania i zaraz obok głównego włącznika oraz kieszonki z bezpiecznikiem jest para analogowych wejść RCA oraz po parze analogowych wyjść RCA i XLR, a w domenie cyfrowej wejścia AES/EBU, koaksjalne, TOS-link, Ethernet, USB plus Master Clock i dodatkowo dwa gniazda Lighting Link typu I2S do zewnętrznej synchronizacji zegarowej i pozostałej komunikacji w ramach wieży z prędkością 18 Gb/s. Odnośnie tego ważna uwaga, że nawet pod nieobecność zewnętrznego zegara wzorcowego LEO poradzi sobie Vega znakomicie, posiada bowiem dwa zegary własne oraz szczególną, sobie tylko właściwą umiejętność operowania streamowanymi plikami z pominięciem własnego ich taktowania, narzucania im taktowania swojego.

W jej wnętrzu sercem jest czterordzeniowy procesor A9 z 1 GB pamięci DDR3 i 4 GB pamięci masowej, działający z prędkością 25 000 MIPS, czyli 25 razy większą niż procesor poprzedniej generacji w Vedze G1. (Co daje przyrost upsamplingu i filtracji.) Procesor uzupełniają kości DAC od Sabre i dwa wspomniane zegary, działające osobno w szeregach krotności próbkowania 44,1 i 48 kHz (każdy z precyzją taktowania 72 fs). Do czego dołączają w roli ochroniarzy dwa zasilacze liniowe, dające pełną separację od zakłóceń sieci internetowej i prądowej – osobny dla procesora i zegarów, osobny dla interfejsu sieciowego i wyświetlacza. To właśnie tak odseparowane zegary i skojarzone z nimi bufory pamięci pod dyktat rozkazów procesora przechwytują materiał streamowanego pliku i w czasie rzeczywistym (opóźnienie jest niezauważalne) przejmują kontrolę nad jego próbkowaniem, dokonując poprawiającej obróbki. Przyczynia się też do niej dodatkowa izolacja galwaniczna obwodów zegarowych i procesora, odcinająca je od wewnętrznych zakłóceń powstających już w samej Vedze, a na dalszym etapie w pełni pasywna regulacja głośności w oparciu o osiem przekaźników R-2R. Stopień wyjściowy pracuje w klasie A, i jakby tego było mało, konstrukcyjnie stanowi nawiązanie do słynących z obdarowywania wybitnym dźwiękiem konsol Neve 8078, z użyciem których nagrywano płyty między innymi Nirvany, Pink Floyd, Dire Straits, Quincy Jonesa i Chicka Corei.

Można dwie pary słuchawek.

Jak zatem widać, dzieje się w czarnej Vedze dalece inaczej niż ma to przeważnie miejsce w innych przetwornikach – skomplikowane życie wewnętrzne pospołu z plejadą zabezpieczeń mają zapewnić jakościową poprawę brzmienia na wielu różnych drogach. Danych technicznych nie będę wyliczał, są wyliczone na końcu, a teraz pora sprawdzić, jak to działa w praktyce.

 

 

 

Odsłuch

Można sobie pokręcić i poprzyciskać.

   Jak już mówiłem, przetwornik stanął na podkładkach od Harmoniksa, konkretnie na TU-600 (Harmonix oferuje wiele typów podkładek), co było dosyć ważne, i zaraz powiem dlaczego. Przewodami RCA Sulek Edia i XLR Tellurium Q Black Diamond skoligaciłem go ze słuchawkowymi wzmacniaczami: tranzystorowym Niimbus Ultimate oraz lampowym Ayon HA-3; tym drugim trochę przedefiniowanym, z lampami mocy Psvane 2A3 WE Replica w miejsce oryginalnych Emission Labs 45᾽exclusive for Ayon. Przyczyna przedefiniowania jedna – poprawa brzmienia słuchawek HEDDphone. To wyjątkowe nauszniki, muzykalnością i trójwymiarowością inne prześcigające, ale dużo do tego potrzebujące prądu, że nawet mocny Niimbus nie do końca ma tyle. Może powiem, o co w tym chodzi, chociaż to nie należy do sprawy. Niimbus może podbijać moc sygnału na wejściu i na wyjściu, ale wstępne wzmocnienie nie pozostaje bez wpływu na jakość sygnału końcowego. Uważnie to przestudiowałem, niestety odczuwa się regres. Różnica nie jest duża, niemniej głębia brzmieniowego oddechu, jak również holografia, na podbijaniu wstępnym tracą. Nic to nie znaczy w przypadku każdych niemal słuchawek, bo prawie dla każdych wzmacniacz i bez tego wstępu będzie miał wielki zapas mocy. Ale akurat HEDDphone należą do wybitnie prądożernych; nie aż jak AKG K1000 czy HiFiMAN HE-6, jednak też lubią prądowe papu. Bardzo zyskują wraz ze wzrostem mocy i dlatego sprawdziłem w lampowym Ayonie efekt zastępowania jego nominalnych triod 45᾽ dwa razy mocniejszymi 2A3 (0,8-2W przeciwko 3,5W). Efekt okazał się pozytywny – w dźwięku rozwinął się trzeci wymiar, przyrosła głębia i szlachetność, a holografia też się wzmogła, może nawet najbardziej. Skoro już o tych sprawach, to jeszcze o podkładkach. Okazały się ważne, bo dzięki nim brzmienie zyskało chropowatość, a jak już wielokrotnie pisałem, wolę chropawy dźwięk niż gładki. To znaczy wolę gładki dobry od chropawego słabszego, ale kiedy poziomy wyrównane, to wolę ten chropawy. Gładki mnie prędzej nudzi, chropawy trzyma przy sobie bardziej – toteż wolałem na podkładkach niż samych resorowych nóżkach. Wolałem także lampy 2A3 i dla HEDDphone lampy w ogóle, ale nasza sprawa jest inna, jest nią przede wszystkim Vega G2.

I można też sobie poświecić.

Już dwa razy o niej pisałem, porównując do brzmienia przetworników Luny i  Audiobyte, ale przy tamtych porównaniach nie skupiałem się na niej i nie starałem zapewnić jak najlepszych dla niej warunków. Tym razem tak nie było, a samo postawienie na wspomnianych podkładkach zmieniło nastawienie, stała się Vega powabniejszą. A jeszcze bardziej skutkiem użycia małoformatowej płyty CD „ENACOM”, tak samo jak podkładki pochodzącej od Harmoniksa. Służącej do uszlachetniania całego traktowanego nią systemu – i faktycznie, wraz z dziesięciominutową pulsacją specjalnie dobranych sygnałów brzmienie stało się bardziej świetliste i klarowne.

To wszystko sprawy są istotne, ale przejdźmy do cech prymarnych samego urządzenia. Okazuje się, że zachodzi charakterologiczne podobieństwo pomiędzy słuchawkami HEDDphone a przetwornikiem Vega G2 – oba kładą nacisk na muzykalność. Ponownie wtrącę dygresję, by coś o tej muzykalności. Badanie jej w odniesieniu do kolumn, elektroniki i okablowania nigdy nie jest tak prędkie, jak w odniesieniu do słuchawek. Te się przełącza błyskawicznie, więc najłatwiej chwytać różnice odnośnie nich samych i przy okazji pozostałych składników toru. Te różnice bywają różne, czasami bardzo duże. Takie naprawdę duże zjawiały się kiedy porównywałem pamiętne Sony MDR-R10 z plejadą nowszych aspirantów, którzy byli uprzejmi polec w tym kompromitującym dla nich porównaniu. Różnica jak (pardon za trywialność) między masłem a smalcem; a chociaż można lubić smalec, to gładszy on ani szlachetniejszy nie jest. Albo, uciekając się do porównań nieco bardziej wyniosłych, jak między winem z marketowej półki, a powiedzmy Château Margaux. (Wiadomo o co chodzi, chodzi o gatunkowość.) W tej mierze znajdujemy teraz pewną pociechę, mianowicie o trzy dekady młodsze HEDDphone nawiązują muzykalnością do historycznych już zjawiskowych Sony. By jednak ta muzykalność znalazła inne smaki obok maślanej gładkości oraz pięknego aromatu, potrzeba właśnie u wzmacniacza mocy i przyda się też lepszy od oryginalnego u tych HEDDphone kabel. Oceniana obecnie Vega ma identyczny problem – też potrzebuje czegoś, by nie być tylko super gładką. Tym czymś jest pewnie cała wieża, ale tego nie mogłem sprawdzić. Okazały się tym także harmoniksowe podkładki – bardzo się jej przydały. Ale nawet i bez nich ostrzejsze w smaku (chociaż niestety brzmieniowo bardziej płaskie) słuchawki Ultrasone Tribute 7 oraz pompowane bardziej energetycznym prądem mocniejszych lamp harmonijkowe przetworniki HEDDphone, przydały czarnej Vedze więcej niż samej gładkości. Strun bardziej naprężonych i bardziej wibrujących, głosów bardziej gardłowych w bardziej echowych lokalizacjach, mocniejszej i lepiej słyszalnej pracy pudeł i smyczków, większego dostojeństwa i harmonicznego rozwinięcia fortepianu; ogólnie biorąc tego wszystkiego, co czyni muzykę bardziej złożoną, bardziej prowokującą, bardziej wysyconą esencją własną i energią, tudzież bardziej przestrzenną, ergo bardziej ciekawą.

 

 

 

 

W sumie więc nie ma tak naprawdę problemu z Vegi super gładkością; szybko i stosunkowo łatwo można do niej dołożyć inne wysokie walory, wówczas dopiero zabłyśnie. Jednak już sama z siebie, jeszcze w tej gładkiej postaci, stanowi wielką wartość; wszak ta gładka obróbka, to owa tak poszukiwana przez wszystkich analogowość. Powrót od cyfrowego kodu do pierwotnej postaci okazał się w praktyce bardzo trudny i w całej pełni niemożliwy, mimo iż początkowo sądzono, że nie istnieje taki problem. Powszechne panowało przekonanie, że jest ów kod całkowicie bezstratny – że nie ma możności usłyszenia różnic pomiędzy CD a taśmą czy winylem. Ale wychwyt tych różnic się nie udawał jedynie za pośrednictwem słabych wzmacniaczy i głośników, natomiast aparatura bardziej jakościowa, nawet niespecjalnie wybitna, od razu to pokazywała. Tak więc całe to w latach 80-tych gadanie o wyższości CD nad winylem, było zaplanowanym oszustwem, za którego głoszenie ktoś brał brudne pieniądze i na antenie kłamał. Z czasem sprawa się rypła – zaczęto poprawiać przetworniki i równolegle powracały wolne od problemu winyle, a teraz ta konwersja udaje się takiej na przykład Vedze znakomicie, bo rzeczywiście w jej przypadku trudno usłyszeć cyfrowy regres. Problemem jest jedynie, by ową gładź nasycić dodatkowymi składnikami, co jest o wiele łatwiejsze niż próby uczynienia analogowości niepełnej pełniejszą. Miedzianymi kablami i lampowymi wzmacniaczami podpierać przetworniki chrome; takie same z siebie wprawdzie chropawe, lecz nie w tym miejscu – nie dlatego, że muzykę przekazują całą z jej naturalną chropawością, tylko przeciwnie – sinusoidę mają skopaną, podstawowe zadanie im źle wychodzi. Natomiast Vedze to wychodzi; jej dźwięk trzeba tylko trochę dosolić, ażeby nie był za mdły. To łatwe, to kwestia reszty toru i ewentualnych dodatków, jak te wspomniane podkładki Harmoniksa, czy jakieś inne takie.

A najważniejsze – można posłuchać.

Kończąc napiszę o wieczorze spędzonym z przetwornikiem, podrasowanym co do mocy wzmacniaczem od Ayona i słuchawkami HEDDphone. Dużo różnej muzyki – od szaleństw skrzypcowych Vivaldiego, bachowskich „Koncertów brandenburskich” i „Wszystkich poranków świata” z czasów le Roi-Soleil, przez koncertowe Jefferson Starship „White Rabbit” i Mark Knopfler & Emmylou Harris „Our Shangri-La”, po folkowe „Waltzing Matilda” i hard rockowe cwały Iron Maiden. Wyjątkowo nasycona i na przestrzeń rozrzucana muzyka. Energetyczna, natężona, zgniatająca. Wiążąca wszechogarniającym wibrowaniem cały obszar sceniczny, uderzająca mocą ciosu i stopniem złożoności oraz siłą emocjonalnego przeżycia. Zupełnie to było różne od tej samej Vegi z czasu porównań do innych przetworników, a przecież tylko coś podłożyłem pod nóżki i lampy inne we wzmacniaczu.

Dopowiem jeszcze o bezprzewodowym streamowaniu plików ze smartfona (via oczywiście router). Było to przyzwoite granie, ale na pewno jakościowo dalekie od tamtego. Także przestrzenne i dość mocne w wyrazie, ale już ani tak analogowe, ani realistyczne. Szczególnie, że włożone w nadmierną echowość otoczenia, że aż dudnienie tuż za progiem. Konfrontowanie tego z taką jak przed chwilą opisana muzyką Vegi oprawionej dobrą aparaturą w roli samego przetwornika czytającego przez gatunkowe kable pliki z dysków i poprzez dobrze skonfigurowany komputer pliki z YouTube czy Tidala nie będzie dobrym pomysłem, odbije się jakościową czkawką. Co nie oznacza, że Vega jako streamer w bezprzewodowym transferze smartfon-router odpada – da się tego słuchać, i nawet nie bez przyjemności, ale high-endowe granie to nie jest. Co nie jest także zaskoczeniem – w końcu nie po to Auralic oferuje odrębny moduł streamujący z dyskiem własnym (kupowanym oddzielnie), żeby się on nie przydał.

Podsumowanie

  Zaczynając swe rynkowe istnienie obiecywał Auralic (tak samo jak inni chińscy producenci) najwyższą jakość w dobrej cenie. Nawet nie dobrej – znakomitej. Odnośnie tej znakomitej taniości, to nie za bardzo wyszło, rzeczy od Auralica tanie nie są. Choć oczywiście – relatywizując – są tańsze niż od konkurencji. Są bowiem luksusowe, a nie kosztują majątku. Przetwornik Vega G2 jest luksusowy z całą pewnością, jako że nie tylko luksusowo wygląda, ale przede wszystkim swe podstawowe zadanie – zamianę kombinowanego ciągu cyfr znów do postaci analogowej fali – wykonuje szczególnie dobrze. To się od razu rzuca w uszy, ta gładkość jego głosu. Liryczna melodyjność jest jego największym atutem, pod tym akurat względem podobnie kosztujące mu ustępują. A to, jak już wspominałem, jest podstawą. To fundamentem brzmienia usiłującego z cyfrowego kodu na powrót wydusić jak najwierniejszą oryginałowi muzykę, co jest szalenie trudne. O wiele trudniejsze niż kiedyś się wydawało, wymagające dużo bardziej skomplikowanych i szybciej prowadzonych operacji matematycznych w dużo lepszych od przeciętnych warunkach. W tym dużo lepszego zasilania i licznych odmian filtracji oraz zegarów wzorcowych niczym stosowane w instytutach badawczych. To wszystko Vega ma, to się udało zgromadzić. Udało się też to wszystko wepchnąć w aluminiowy pancerz wykonany z pojedynczego odlewu, którego na wizerunkowy dodatek estetyczna forma może zadowolić wybrednych. Zgodnie ze współczesności wymogiem przydano też termu komunikację bezprzewodową ze smartfonem (chociaż nie bezpośrednią a przez router), a dla poszukujących brzmieniowego i użytkowego ideału są przeznaczone trzy dodatkowe segmenty tworzące razem z Vegą dużą wieżę o błyskawicznej komunikacji wewnętrznej oraz wszechstronnych możliwościach – taką wyskalowaną już kosmicznym zegarem i stanowiącą bank plikowych nagrań oraz dającą możliwość streamowania na najwyższym poziomie. To będzie kosztowało słono, ale o wiele mniej niż któryś z topowych odtwarzaczy CD/SACD.

Wracając jeszcze do Vegi samej na koniec znów powtórzę najważniejszą tyczącą niej informację – to jest świetny przetwornik. Taki analogowy naprawdę. Trochę wysiłku, nic dużego, i ten jego walor można wyzyskać na rzecz grania na pełny etat; takiego zasobnego już we wszystkie walory high-endowego brzmienia bez żadnej umowności.

 

W punktach

Zalety

  • Wyjątkowo skutecznie realizowana funkcja podstawowa powrotu do analogowości.
  • Jako bardziej niż u innych w podobnej cenie przetworników płynne obrazowanie dźwięku.
  • Szczególna gładkość nie krzyżuje się tu ze sztucznie podbijaną temperaturą ani słodyczą.
  • Jako całościowy efekt – realizm.
  • Szybkość.
  • Detaliczność.
  • Energia.
  • Rzadko spotykana klasa gładkości.
  • Barwność.
  • Nasycenie.
  • Gęstość.
  • Dynamika.
  • Trójwymiarowość.
  • Naturalne, pozbawione jaskrawości światło.
  • Brzmieniowa głębia.
  • Ciśnieniowe, transparentne i żywe medium.
  • Otwartość na wszelkie emocje.
  • Przekazywane w dużym natężeniu.
  • Wydatna harmoniczność.
  • Wydatne i dotykowo realistyczne wokale.
  • Wysoki poziom estetyki, surowców i jakości wykonania.
  • Obudowa z jednego aluminiowego odlewu.
  • Dwa femtosekundową zegary.
  • Bardzo szybki czterordzeniowy procesor.
  • Specjalistyczne buforowanie, pozwalające przejmować kontrolę nad taktowaniem plików.
  • Separacja transformatorowa i galwaniczna.
  • Stopnie wyjściowe w klasie A naśladujące konsolę Neve 8078.
  • Trzy dedykowane urządzenia uzupełniające. (Zegar, serwer i upsampler.)
  • Ogromna prędkość z nimi komunikacji.
  • Przyzwoita funkcja streamowania i łączności bezpośrednio poprzez router.
  • Antywstrząsowe nóżki.
  • Pełny zestaw cyfrowych połączeń.
  • Wyjścia RCA i XLR.
  • Ładną czcionką pisany, przyciemniany i nawet wyłączany wyświetlacz.
  • Wyraźnie udoskonalony następca popularnego urządzenia.
  • Znany producent.
  • Polska dystrybucja.

 

Wady i zastrzeżenia

  • Trzeba dołożyć pewnych starań, by nadzwyczajną analogowość wzbogacić o naturalną chropawość brzmienia.
  • Zbliżonej klasy przetworniki potrafią kosztować mniej.
  • Dołożona funkcja streamowania nie uzasadnia aż takiego podniesienia ceny.

 

Dane techniczne:

  • Pasmo przenoszenia: 20 Hz – 20 kHz.
  • Dynamika: 130 dB.
  • THD: 0,00012% XLR/0,00015% RCA.
  • Maksymalna rozdzielczość bitowa: DSD512; PCM 32-bit/384 kHz. (Przez USB i Ethernet)
  • Procesor o wydajności 25 000 MIPS.
  • Dwa zegary o precyzji taktowania 72 fs.
  • Wejścia cyfrowe: TOS-link. AES/EBU, USB, koaksjalne, Ethernet, Master Clock.
  • Dwa gniazda I2S do łączności wewnętrznej w ramach ewentualnej wieży.
  • Wyjście analogowe w klasie A.
  • Gniazda analogowe RCA i XLR.
  • Funkcja streamingu.
  • Roon ready.
  • Native TIDAL & Quobuz.
  • Lossless: AIFF, ALAC, APE, DIFF, DSF, FLAC, OGG, WAF, WV.
  • Aplikacje do komunikacji ze smartfonem.
  • Komunikacja przewodowa Ethernet.
  • Dwa gniazda słuchawkowe 6,3 mm.
  • Aluminiowe chassis.
  • Antywibracyjne nóżki.
  • Ściemniany i wygaszany czterocalowy wyświetlacz.
  • Wymiary; 34 x 32 x 8 cm.
  • Waga: 7,8 kg.
  • Pobór energii: 50 W.

 

Cena: 24 990 PLN

 

System:

  • Źródła: PC, smartfon, Ayon CD-T II.
  • Przetworniki: Audiobyte hydra vox i hydra zap, Auralic Vega G2, PrimaLuna EVO 100.
  • Wzmacniacze słuchawkowe: Niimbus Ultimate, Ayon HA-3, Phasemation EPA-007.
  • Słuchawki: HEDDphone (kabel Tonalium-Metrum Lab), Meze Empyrean (kabel Tonalium-Metrum Lab), Ultrasone Tribute 7 (kabel Tonalium-Metrum Lab).
  • Przedwzmacniacz: ASL Twin-Head.
  • Końcówka mocy: Croft Polestar1.
  • Kolumny: Zingali Client Evo 3.15.
  • Kable USB: Fidata HFU2 Series USB, iFi Gemini + iUSB3.0
  • Kabel LAN: Fidata LAN HFCL Series.
  • Kabel koaksjalny: Tellurium Q Black Diamond.
  • Konwerter: iOne.
  • Interkonekty analogowe: Acoustic Zen Absolute Cooper, Sulek Audio & Sulek 6×9, Tellurium Q Black Diamond XLR.
  • Kable zasilające: Acoustic Zen Gargantua II, Harmonix X-DC350M2R, Illuminati Power Reference One, Sulek 9×9 Power.
  • Listwy: Power Base High End, Sulek.
  • Stolik: Rogoz Audio 6RP2/BBS.
  • Kondycjoner masy: QAR-S15.
  • Podkładki pod kable: Acoustic Revive RCI-3H, Rogoz Audio 3T1/BBS.
  • Podkładki pod sprzęt: Avatar Audio Nr1, Acoustic Revive RIQ-5010, Divine Acoustics KEPLER, Harmonix TU-600, Solid Tech „Disc of Silence”.
Pokaż artykuł z podziałem na strony

10 komentarzy w “Recenzja: Auralic VEGA G2 Streaming DAC

  1. Sławek pisze:

    A jak ta Vega brzmi z wejścia analogowego? Czy podłączał Pan gramofon?
    Czy podana jest moc wzmacniacza słuchawkowego? HE-6 pociągnie?
    Pozdrawiam

    1. Piotr Ryka pisze:

      Nie podłączałem gramofonu ani słuchawek. (Skądinąd gramofon przetwornika nie potrzebuje, że na wszelki wypadek przypomnę, ale faktycznie mógłby wykorzystać słuchawkowy wzmacniacz.) To z mojej strony niedociągnięcie, ale szczerze mówiąc nie wierzę w takie naprawdę wybitne wbudowane wzmacniacze słuchawkowe. Rzeczywiście rasowy i zdolny uciągnąć trudne słuchawki rzadko udaje się uczynić małym, choć iFi czy Hegel potrafiły. Niemniej to nigdy nie będzie coś miary Phasemation czy Ayona, a z nimi musiałbym porównywać. Krążą opinie o bardzo dobrym wzmacniaczu słuchawkowym w dzielonym przetworniku Audiobyte i do niego słuchawki podłączałem, ale okazał się zepsuty. Jedyny świetny wzmacniacz słuchawkowy zintegrowany z przetwornikiem spotkałem jak dotychczas w Myteku Manhattanie.

    2. Marek S. pisze:

      Dodam tylko od siebie, że miałem możliwość porównania wzmacniacza słuchawkowego w Manhattanie II i Moon-ie 390. I w tym drugim wydał mi się lepszy, taki bliższy V281.

      1. Piotr Ryka pisze:

        W Moon wzmacniacza nie słyszałem, ale to dobrze, że jest taki gatunkowy.

      2. Miltoniusz pisze:

        Bardzo fajny wzmacniacz słuchawkowy, zresztą także DAC jest we wzmacniaczu zintegrowanym Moon i3.3. Testowane z HD800. Sam wzmacniacz zintegrowany też jest bardzo przyjemny.
        Zadziwiająco dobrze brzmi to choćby z optycznego wyjścia Apple TV choć to oczywiście nie jest szczyt jest możliwości.
        Ps.
        A w takim Accuphase 360 i 560 wbudowane (jako opcjonalna karta) DAC-i to żart. No i sam fakt ich instalacji degraduje brzmienie.

  2. Pawcio pisze:

    Czy platforma G2 nadal może być obsługiwana tylko przez urządzenia z iOS ? Można tylko korzystać z tabletu z jabłuszkiem ? Czy może stworzyli już po kilku latach obietnic oprogramowanie do sterowania dla android. Miałem kiedyś Auralic ale później zmieniając urządzenie wybrałem rozwiązanie konkurencji.

    1. Piotr Ryka pisze:

      U mnie smartfonem była Motorola, a więc nie tylko Apple.

    2. Stefan pisze:

      Aplikacja Auralica Lightning DS jest tylko na iOS, ale jest też wersja webowa i taka działa też na andku.

      1. Stefan pisze:

        Dodam jeszcze tylko, że wersja webowa służy do zmiany ustawień, sterowanie odtwarzaniem, trzeba już niestety stosować dowolną inną aplikację.

  3. Piotr Ryka pisze:

    Dostałem dzisiaj powiadomienie z zapowiedzią wersji 2.1. Wygląd bez zmian, poprawiono nadzienie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy