Recenzja: Audio-Technica ATH-L5000 „the best᾽ia”

Dźwięk cd.: Przy komputerze

Tradycyjny u Audio-Techniki brak kontaktu pałąka z głową.

  Przy komputerze to co zwykłe, to znaczy Ayon Sigma przetwornik i Ayon HA-3 słuchawkowy wzmacniacz. Zmiana względem ostatnich recenzji jedynie ta, że zamiast kabla USB Fidaty nowy iFi Gemini3.0 z odnośnym agregatem iUSB3.0, plus dodatkowe wsparcie iPurifiera3. (Bo ten Gemini przed porównaniem ze starszą wersją się wygrzewał, a od Fidaty słabszy nie jest, natomiast nieco droższy.)

Nie można powiedzieć, by różnica między dźwiękiem ze stacjonarnego zestawu za circa sześćdziesiąt tysięcy (wliczając wszystkie komponenty poza słuchawkami i komputerem) była względem DAP-a za szesnaście wielkości buldożera. Niemniej wspomniane już ciśnienie, a także głębia brzmieniowa, wnikanie w treść i sczytywanie powierzchni dawały istotne różnice.

Focal Utopia

Za koleją, tak samo jak poprzednio, zaczynam od flagowych Focal. Mimo że stylistycznie nie przesadzały z różnicowaniem nagrań, to jednak te wzorcowe – z dysku, kupowane za spore kwoty – prezentowały się dużo lepiej i przede wszystkim w bardziej otwartej manierze brzmienia. Tylko te słabsze przejawiały tendencję do koncentracji dźwięków przy źródłach, choć nie aż na miarę brzmieniowych bąbelków, co stałoby się niechybnie, gdyby aparatura wspomagająca odczyt USB zastąpiona została zwykłym kablem. Też gdyby lamp we wzmacniaczu i przetworniku nie zastąpiono lepszymi lub coś innego niedomagało. A tak brzmienie nie tylko było otwarte i jednocześnie gęste, ale też ciemne, nasycone esencją mroku, chropawe, bardzo głębokie i odpowiednio sferyczne. Należycie sopranami obfite, częstowało też dość mocnym pogłosem, dodającym całości trzeciego wymiaru i niecodziennej atmosfery. Nic nie było tu całkiem gładkie, wszystko natomiast aktywne. Melodyka, tak samo jak u ATH-L5000 budowała się samą otwartością i różnorodnością dźwięków, chociaż w sposób nie tak doskonały. Gdzieś, pod jej spodem, niczym pod ciałem szkielet, coś zostawało z twardego jądra, ale jedynie w domyśle, bez jawnego się narzucania. Tylko nie mylić proszę tego szkieletu z chudością, bo całkiem nie o to chodzi. Chudości było zero, a tylko gdzieś głęboko, w samych trzewiach brzmieniowych, pewna twardość – innego coś niż samo powietrze, co trochę się odczuwało.

I odchylające muszle pady.

Zapewne w anatomię za bardzo wchodzę, robi się nieintuicyjnie, więc bardziej standardowo napiszę, że brzmienie z Focal Utopia było ciemne, mokre, natlenione, gęste i temperaturowo neutralne, a także powierzchniowo otwarte i chropawe, z mocnym pogłosem i odpowiednią wagą. Doskonale też wypośrodkowane i rozciągnięte bas-sopran oraz trójwymiarowe. Bliskie i dotykowe oraz z wysokim (chociaż nie ekstremalnie) ciśnieniem, dawało obraz muzyki, o którym bez wahania można powiedzieć: tak właśnie wygląda high-end.

Grado PS2000e

Grado natomiast inaczej – już tylko poprzez to, że z mocniej zaznaczonym szumem tła. I znów bardziej kontrastowo i bardziej dynamicznie. Co w brzmieniu małe i dalsze – bardziej u nich dalekie i mniejsze; co duże albo głośne – to głośniejsze i większe. Więcej szumu, muzycznej zawieruchy, całościowego zapamiętania. Nie tak całościowe i spójne, a bardziej dynamiczne i ekspresyjne. Zmieniło się w torze stacjonarnym dużo bardziej, bo znikały całkiem lub prawie (w zależności od jakości nagrania) te rysowane poprzednio linie melodyki i flubberowe kształty – wszystko pięknie się rozdmuchało, przeistoczyło w formę wietrzną. Znikła też całkiem gładkość – wszystkie powierzchnie schropowaciały w niezwykle przyjemny sposób. Powiew, drapanie, ekspresja i ekspansja, a jednocześnie, tak samo jak z Focalami – ciemno, gęsto i w wyważony sposób przy neutralnej temperaturze. Z tym, że soprany bardziej się zaznaczały, a pogłosy okazały, o dziwo, słabsze. Więcej wraz z tymi sopranami iskrzenia kontrastującego na ciemnych tłach i rzecz chyba najważniejsza – ogólnie większe ciśnienie dźwięku. Bardziej wraz z tym dojmująca obecność przestrzeni, która to przestrzeń też bardziej holograficzna i z bardziej rozsuniętymi planami. W sumie różnice bardzo podobne do poprzednich, jeśli pominąć gładkoliniową wcześniej melodykę oraz gładzenie samych tekstur. Nic teraz z takich rzeczy – cały dźwięk gęsty, ciśnieniowy, ale zarazem bardziej jeszcze rozproszeniowy niż z Focali; bez tego pod spodem szczątkowego szkieletu.

Audio-Technica ATH-L5000

I znów przy przedmiocie recenzji, i znów nie inaczej jak z pochwałą. Co można o brzmieniu flagowej Audio-Techniki powiedzieć pozytywnego w kontekście tamtych dwóch? Są takie rzeczy i ich sporo. Poczynając od tego, że przekaz okazała się mieć wyraźniejszy i bardziej zróżnicowany. Wszystkie brzmienia bardziej dopracowane i mocniej w słuchacza się wciskające wspaniałej jakości zróżnicowanym tłoczeniem; coś jakbyś do czytania założył potrzebne ci okulary. W szczególności odnośnie dalszych planów, na których te dźwięki  większe, mimo iż jednocześnie dalsze. (Podobny efekt daje się zauważyć u starych i nowych Omeg Staksa.) Zarazem bardziej też różnorodne i bardzie prawdziwe swą czysto powietrzną formą – jak lepszym skanerem odwzorowane. Weźmy jeden przykładzik, ale za to drastyczny.

Szersze po tylnej stronie.

W przywoływanej już kiedyś Symphonie fantastique Berlioza pod batutą Sergiu Celibidache jest na początku dwudziestej trzeciej minuty długa pauza między częściami. Przechodziłem przez nią na Meze Empyrean i na dwóch teraz używanych. Na żadnych poza Meze nie było słychać, że taśma nagraniowa nie została użyta nowa i pozostały na niej z poprzedniego nagrania niezmazane nawet wirującą głowicą resztki. Ale na Meze jedynie jako minimalny śladzik, a na Audio-Technice słychać je było doskonale – nie sposób nie usłyszeć, że to kobiecy wokal. Zresztą takie przebitki słyszalne były wyraźnie też parę minut dalej – przebijały się na Audio-Technice tak mocno, że aż zaczęły irytować. Takie są te diamentowe membrany i takie ich zawieszenie z permendurowym napędem. Na Stax SR-009 też powinno być mocno słychać, lecz może nie? – nie miałem jak sprawdzić. (Tak przy okazji: w Audio-Technice względem Meze są dużo bardziej rozbudowane soprany, dające większą bezpośredniość, ale trudniejszy w zamian odbiór.W efekcie Meze napędzać łatwiej i są do słuchania łatwiejsze; nie trzeba im tak jakościowego toru.) Dnia kolejnego wróciły Ultrasone i na nich też było dobrze słychać, lecz odrobinę słabiej.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

27 komentarzy w “Recenzja: Audio-Technica ATH-L5000 „the best᾽ia”

  1. Przemysław pisze:

    „emocjonalność tych słuchawek jest całkiem przeźroczysta, tak samo jak całościowa postać brzmienia.” Mnie za recenzję wystarczą tylko te słowa. Takie coś potrafią tylko najlepsze słuchawki lub głośniki na świecie.

    1. Przemysław pisze:

      Czy będzie można wkrótce spodziewać się recenzji RAAL (Pan Michał wypowiadał się o nich w superlatywach) lub Mysphere 3 (o Stellie się nie pytam, bo widzę, że już są testowane:))?

      1. Marcin pisze:

        Też jestem ciekawy opini o MySphere. Myślę że jak będziemy cierpliwi to się doczekamy 🙂

      2. Piotr Ryka pisze:

        Stellie właśnie zacząłem opisywać, Mysphere 3 mam obiecane, ale przez twórców, więc zza granicy i nic to jeszcze pewnego, odnośnie zaś RAAL, to producent na razie nie odpowiedział.

  2. miroslaw frackowiak pisze:

    Swietna recenzja Piotrze,bardzo mi sie podobaly porownania do innych znanych sluchawek,co do Audio -Technika,to zawsze mnie interesowaly,te oczywiscie najwyzsze modele i te tylko legendarne,ciezko bylo zawsze z ich odsluchami,czyli znikoma sprzedaz na Europe przez Japonczykow.
    Ostatnio bylem na wspanialej wystawie sluchawkowej w Londynie,byly najlepsze sluchawki obecnie na swiecie,prawdziwa uczta.Odsluchy robilismy z synkiem 9-letnim, wszystko co ciekawego i godnego uwagi to przesluchalismy,czasu bylo do woli.Pierwsze miejsce na tej wystawie, zdobyly dla mnie sluchawki o mazwie RAAL SR-01 to sa nowoczesne i fantastycznie zrobione sluchawki,ktore graja jak moje K-1000 idealnie podobne i w ten sam soosob grajace,czy lepsze?to wszyscy musza sami ocenic.Potrzebuja wzm sluchawkowgo bardzo mocnego min.100W do max.150W tranzystorowego,lampa widac odpada?bo za slaba.Rozmawialem z glownym konstruktorem tych sluchawek,pochodzacym z USA a fabryka jest w Europie”sloneczny brzeg”domyslacie sie co to za kraj…Wrocilem do domu i szybko posluchalem moich K-1000 na Carym 300B i plyt z gramofonu,aby na goraco porownac,mimo ze moj znajomy kolega audiofil twierdzi ze sa zdecydowanie lepsze od dawnych K-1000 na wszystkich poziomach,to dla mnie moje K-1000 z wzm lampowym i gramofonem graly piekniejsza barwa.. sluchawki RAAL sa bardziej przejrzyste,sterylne, bez duszy no i cena parokrotnie wyzsza od obecnych cen K-1000 ,ktore mozemy kupic na Ebay…ale jak kogos stac na sluchawki RAAL to bedzie w 8-niebie…

    1. Przemysław pisze:

      „(…) sluchawki RAAL sa bardziej przejrzyste,sterylne, bez duszy(…)”

      Brzmi to mało zachęcająco, ale być może są wrażliwe jak 009 na tor i zmieniają swój charakter w zależności od niego. Wypożyczone przeze mnie 009 najprzyjemniej, z odpowiednim wypełnieniem, barwą i realizmem grały właśnie na dobrych, gęstych nagraniach z winyli. W cyfrowym poprawę przyniósł iCan od ifi (połączony z moim DACiem RCA i 007t xlr) jako preamp, wpływając pozytywnie na wspomniane aspekty. Być może RAAL mają podobnie i najlepiej czułyby się przy źródle analogowym.

  3. Marcin pisze:

    Chciałbym zadać pytanie trochę z innej beczki, jednak dotyczące słuchawek generalnie. Przez lata miał Pan styczność z mnóstwem słuchawek, a więc tysiące godzin spędził Pan z nimi na głowie. Czy ma ten fakt jakieś odbicie na Pańskim słuchu, to jest osłabienie słyszenia lub szumy uszne? Ja od około trzech lat interesuję się sprzętem audio i miałem kilka świetnych słuchawek w posiadaniu, jednak od jakiegoś czasu zdecydowanie wolę głośniki, gdyż słuchanie na słuchawkach powoduje u mnie jakiś dyskomfort. Pojawiły się też szumy uszne, które potrafią przy słuchawkach irytować, brak jest tego perfekcyjnego, ciemnego tła…

    Przepraszam za offtop i z góry dziękuję za podzielenie się doświadczeniem w niniejszym temacie.

    Pozdrawiam

    1. Piotr Ryka pisze:

      Ważna kwestia. Nigdy nie miałem problemów ze słuchawkami, mimo iż od najwcześniejszego dzieciństwa słuch miałem nadwrażliwy i na przykład nie mogłem znieść odgłosów wbijania gwoździa, od razu zatykałem uszy. Mimo tego braku kłopotów głośno na słuchawkach (ale też na kolumnach) staram się słuchać krótko. Poza tym mam odpowiednie słuchawki własne – AKG K1000 to praktycznie głośniki nagłowne, a Ultrasone T7 o siedemdziesiąt procent, wedle zapewnień producenta, redukują nacisk na błonę bębenkową.

      Codziennych wielogodzinnych sesji głośnego grania ani na słuchawkach, ani kolumnach nikomu nie polecam. Sam mam apetyt na muzykę średnio co trzeci dzień, więc mi to łatwo przychodzi, choć trochę kosztem częstości recenzji. Z szumami usznymi do laryngologa – inaczej zmiany będą nieodwracalne.

  4. Fon pisze:

    Świetna recenzja jak zwykle aż chce się coś takiego czytać i słuchawki też zacne oczywiście, a co do szumów to też je posiadam jak pewnie większość po 40 bliżej 50, czarne tło to przeszłość… Jak się o tym nie myśli to da się żyć

  5. Fon pisze:

    Laryngolog stwierdził, że bardzo często szumy uszne są też od za wysokiego holesterolu nie koniecznie od hałasu więc warto to zbadać

  6. Piotr Ryka pisze:

    Szum uszny, który pojawia się nagle i nie ustępuje, a wcześniej nam nie szumiało, może być objawem mikrowylewu. Usunięcie go to kwestia maksimum trzech dób od pojawienia, później zmiany nieodwracalne. Tak powiedział mi laryngolog z kliniki laryngologicznej na Kopernika w Krakowie. Sam nigdy szumu usznego nie miałem, najwyraźniej mam szczęście.

  7. miroslaw frackowiak pisze:

    Piotrze sluchalem sluchawek( Mysphere 3 )i uwierz mi to zabawki przy sluchawkach RAAL i K-1000 szkoda czasu na ich recenzje,produkt zabawkowy i do komputera,nie ma nic wspolnego ze sluchawkami profesjonalnymi i audiofilskimi,wykonanie mizerota,styl nowoczesny ale delikatne i slabe wykonanie i lekka podrobka nawiazujaca tylko do K-1000….

    1. Marcin pisze:

      Skoro jednak producent chce podesłać, to czemu by nie skorzystać?

      1. Piotr Ryka pisze:

        Ze swej strony mogę jedynie zauważyć, że Mysphere 3 zrobili ci sami inżynierowie, którzy stali za K1000. Czymś zatem z gruntu niewłaściwym byłoby odrzucenie ich prośby o recenzję. I pozostaje mieć nadzieję, że nie są aż tak słabe.

  8. Alucard pisze:

    Piotrze jestem ciekaw jak tam Twoje Ultrasone 7 Tribute. Jak średnica się zachowuje, poszła odrobinę do przodu, zdołałeś ją może jakimś trickiem trochę wypchnąć względem basów i sopranów? Wszystko pieknie i równo gra? Jak z kontrolą basów?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Słuchawki są po podłączeniu kabla Tonalium na stałe i dopóki się nie rozchodzą, dopóty opinie o nich wstrzymane.

  9. Alucard pisze:

    Dobrze, czekam 🙂

  10. Przemysław pisze:

    Dzisiaj dokonałem odsłuchu L5000 i jednak nie spełniły moich oczekiwań, choć są to świetne słuchawki, które z pamięci brzmiały tak, jak odsłuchiwane w czerwcu Utopie (dzisiaj miałem inny egzemplarz Utopii, brzmiący tylko nieco lepiej niż sprzedane przeze mnie Eleary). W porownaniu miałem jeszcze kilka modeli. W przypadku konieczności dokonania wyboru między L5000, a 009 (nawet z tym nieszczęsnym 007t) padłby on na 009, których na początku nie potrafiłem docenić i byłem autentycznie głuchy na ich delikatność, finezyjność dźwięku, piękne jego tworzenie z powietrza oraz przepełnianie go nim i podtrzymywanie za jego sprawą tych zjawiskowych brzmień. Z gramofonem są wręcz bajeczne. Marzyłem o Utopii, którą dają mi STAXy, finale oraz Cz1. Już dłużej nie jestem poszukującym, ale dźwiękowo spełnionym człowiekiem. Dziękuję Panie Piotrze za inspirujące recenzje, które mi w tym pomogły.

    1. Piotr Ryka pisze:

      L5000 pewnie były surowe. One długo się wygrzewają. Te przywiezione przez Michała wracały do niego jako inne słuchawki. Przynajmniej według mnie. A pierwszego dnia niespecjalnie mi się podobały. Nie pisałem o tym w recenzji, bo bez tego jest bardzo długa.

  11. Przemysław pisze:

    Zapewne były w takim stanie. Pan z salonu przyznał, że zapewne więcej czasu jeździły pomiędzy różnymi salonami w Polsce niż spełniały swoje dźwiękowe powinności. Nie jestem zbytnim zwolennikiem odsłuchów w salonie i wolałem brać zawsze dane modele do domu. Wczoraj dokonałem odstępstwa od tej reguły i z tego, co Pan piszę, mogłem najprawdopodobniej popełnić jeden z największych błędów. Przy muzyce filmowej było imponująco i jeśli rzeczywiście po wygrzaniu zaszłyby jeszcze zmiany… mogłoby być bardzo ciekawie. Jednak zostałem poinformowany, że jeśli ten zostanie sprzedany, to zostaną sprowadzone kolejne egzemplarze tych słuchawek. Poza tym w odsłuchu było słychać ich lepszą stronę techniczną, ale chęci ich nabycia nie miałem.

    Z opisu pod recenzją widzę, że były użyte tylko źródła analogowe. Czy jednak miały możliwość pograć tak niezobowiązująco przy gramofonie? Przynajmniej przez chwilę? Czy MDR R10 były od nich dużo delikatniejsze w sposobie propagacji wokali od tego modelu AT po wygrzaniu? Czy AT potrafiły przed odesłaniem dorównać im albo przynajmniej 009 w czułości na sygnał? Byłbym bardzo wdzięczny za odpowiedź, bo nie wiem, czy w tym względzie coś się zmieni. Jeśli tak to po ich powrocie, postaram się najwyżej dać im jeszcze drugą szansę, ale u siebie w domu.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Odnośnie Sony R10, to ostatni raz słuchałem ich wiele lat temu, w dodatku nie miałem wtedy jeszcze tak rozbudowanego aparatu badawczo-opisowego, na niektóre rzeczy nie zwróciłem uwagi. Niemniej jedna rzecz jest nie do zapomnienia – ich brzmienie to audiofilskie święto. Dokładność tworzenia brzmieniowych figur, czucie przestrzeni, poczucie obecności – to wszystko miały zjawiskowe. Do tego melodyjność, filigranowość i dźwięczność brzmień małych, oczywista też szczegółowość, holografia, budowanie emocji – coś fenomenalnego. Jedynie bas nie miał wysokiego ciśnienia i fundamentalnego zejścia – tutaj Audio-Technica jest lepsza, bardziej uniwersalna.

      Co do jej wygrzewania, to początkowo była za ostra, za sucha i za mało głęboka brzmieniowo. Znacznie jaśniejsza niż potem, dająca dużą przestrzeń i świetną szczegółowość oraz fenomenalną przejrzystość, ale niewiele więcej. Z czasem się wszystko nasyca, wypełnia i pogłębia, a osobnym i niespotykanym niemal atutem jest umiejętność budowania całościowego brzmienia z bardzo wyraźnie osobnych i mistrzowsko oddanych (a więc i zasadniczo od siebie się różniących – jak to ma miejsce w prawdziwej muzyce) brzmień składowych. Do czego dochodzi fenomenalna umiejętność opisywania wszystkiego w trzech wymiarach – od malutki dzwoneczków, po wielkie bębny i wielkie koncertowe sale. Odnośnie szczegółowości i przejrzystości – jest to ten sam poziom, co Stax SR-009, ale ich (Audio-Techniki) też szalejące soprany są łatwiejsze do poskromienia słuchawkowym wzmacniaczem. Staksy tylko przez dopasowujący transformator od Stefana albo od iFi z normalnego wzmacniacza, najlepiej z lampowym pre wysokiej klasy; inaczej pół ich potencjału.

      1. Piotr Ryka pisze:

        Zapomniałem napisać – przy gramofonie nie grały.

        1. Przemysław pisze:

          Bardzo dziękuję za obszerną odpowiedź. Dla mnie byłyby chyba tymi bardziej odpowiednimi dla mnie byłyby jednak słuchawki bliższe R10, szczególnie w budowaniu emocji i mógłbym przymknąć oko na mniej zaakcentowany bas. Ostatnio uzbierało się u mnie trochę albumów, w których nie jest on zbytnio istotny. Nie zmienia to faktu, że nawet niewygrzane L5k byłyby dla mnie pod wieloma względami wybitne, ale zabrakło mi zjawiskowości lub na nią nie natrafiłem w dobranych do odsłuchu albumach. Podejrzewam, że gramofon mógłby zadecydować o ich być albo nie być. Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam!

          1. Piotr Ryka pisze:

            Ostrzegam: L5000 to podłe słuchawki. Kiedy się trochę poobcuje z nieźle już wygrzanym egzemplarzem, słuchanie potem innych może być mocno rozczarowujące. Na szczęście mamy coś takiego, jak niepamięć.

  12. PlanarFun pisze:

    Czy dobrze rozumiem, że zamknięte L5000 grają większą przestrzenią od otwartych ADX5000?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Dobrze.

  13. Piotr Ryka pisze:

    Na te otwarte, zdaje się, jest do końca września duża promocja; siedem tysięcy zamiast jedenastu, czy coś około.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy