Recenzja: Audio-Technica ATH-L5000 „the best᾽ia”

Budowa

Dość niepozorny, ale praktyczny neseser.

  Słuchawki są luksusowe już na pierwszy rzut oka. Tak samo jak inne rocznicowe z literą „L” w sygnaturze mają obszyte ekskluzywną skórą drewniane muszle – gdzie ta skóra pochodzi od angielskiego Connolly Leather, które w 2012-tym zbankrutowało, ale się odrodziło. Uwaga na tę skórę, ponieważ to anilina, czyli nie zaimpregnowana, przepuszczająca wodę i w razie zamoczenia zostaną plamy. Za to wygląda, że ech – i nie ma o czym gadać. Na skórze w centrach muszli wytłoczono godła Audio-Techniki, a pod nią skrywają się puszki obudów przetwornika z drzewa sykomory, czyli afrykańskiego figowca. Z którego już starożytni Egipcjanie robili skrzynie, rydwany i sarkofagi – drewno jest lekkie, dość miękkie, łatwe w obróbce, niestrzępiące i niepodatne na próchnienie. O jego zastosowaniach muzycznych dowiedziałem się tyle, iż się nadaje. (Na flety, skrzypce i gitary.)

Tą samą skórą obszyto z obu stron pałąk, który nic a nic nie jest wyścielany. Nie ma takiej potrzeby, nie on przylega do głowy, a dwie osobne stronami poduszeczki na metalowych resorach. To tradycyjne rozwiązanie Audio-Techniki, ale wariantowe, bo na przykład w dawniej flagowych i wciąż dostępnych ATH-W5000 realizowane poprzez cienkie pręciki, a nie szerokie płaskowniki. I tamto rozwiązanie było nieco bardziej wygodne, łatwiej się poddawało, ale poduszeczki potrafiły z pręcików spadać, co było wysoce irytujące. Tyle o wygodzie na czubku głowy, a wokół uszu budują ją skórzane pady z profilowaniem poszerzającym za uchem, ale już nie w odcieniu ugier jasny i nie od Connolly Leather. Skórka ich nie wydaje się tak mięciutka, jak u W5000, ale ostrożnie z ferowaniem wyroków, jako że można się naciąć. W recenzji Ultrasone Tribute 7 napisałem, że ich jagnięce obszycia padów nie są tak gatunkowe, jak w oryginalnych Edition 7, podczas gdy po kilku miesiącach noszenia dokładnie takimi się stały. Skórka się zatem wyrabia, więc i ta wyrobi się z czasem, bo przywiezione z Anglii ATH-L5000 miały niewiele ponad sto godzin pracy.

Odnośnie zaś całościowej wygody, to ta ma dwa momenty. Słuchawki po założeniu wydają się za sztywne, nie dość się układające. (Mimo że muszle są skrętne, aczkolwiek tylko przód-tył.) Więc się spodziewasz, że z czasem będzie coraz gorzej – tymczasem staje się coraz lepiej. I wraz z tym drugi moment – po pewnym czasie łapiesz się na tym, że ich nie czujesz na głowie. A przecież czuć powinieneś, ważą 480 gramów. Nie jest to dużo ani mało, ot taka słuchawkowa średnia, ale zarazem dosyć, byś je na głowie czuł. Z tym ich pod różnymi kątami postrzeganiem odnośnie cech różnorakich w ogóle jest dosyć hecnie i tylko wygląd w mig zachwyca, ale ku najważniejszym kwestiom brzmieniowym dopiero brniemy. Ze spraw zewnętrznych został kabel – a on jest odpinany i może być dwóch rodzajów; zamawia się z symetrycznym albo niesymetrycznym, różnicy w cenie nie ma. Recenzowane wyposażono w symetryczny, co było dobre dla Bartoka i dla tak samo dla Phasemation. Kabel ma barwę ciemnobrązową z rubinową na zgięciach poświatą i jest gruby, sprężynujący, ale dość elastyczny. W skąpych anonsach producenta mowa o nim jako o „4-core parallel cable/OFC6N + OFC/Elastomer sheath”, czyli czterożyłowym z miedzi beztlenowej czystości 6N i z elastomerowym wzmocnieniem. Nic zatem nadzwyczajnego, ale musi być jakościowy, skoro takiej jakości brzmienie przezeń się uprzystępnia. Uzupełnieniem w przypadku symetrycznego przejściówka na duży jack – firmowa, cieńsza niż sam kabel i nie brązowa, a czarna.

Wewnątrz którego skarb.

Obszedłszy karoserię i spróbowawszy siedzeń pora zajrzeć pod maskę. Nie zajrzymy pod nią naprawdę – słuchawki są szczelnie zamknięte od zewnątrz, a od środka osłonięte tradycyjną dla wyższych modeli Audio-Techniki dziurkowaną maskownicą. Nie ma też żadnych zdjęć przetwornika, ani nawet schematu technicznego. Zakładać jedynie należy, że jest on w dużym stopniu pokrewny temu z flagowego modelu otwartego, gdyż to przy jego okazji szumiała Audio-Technica o nowatorskiej konstrukcji i bardziej się wywnętrzała, a średnice u obu są różne od wcześniejszych i identyczne. Ze spraw ściśle technicznych mowa była wówczas o napylonej wolframem membranie ø 58 mm, a więc o osiem milimetrów szerszej od największych dotychczas. Także o wyjątkowo potężnych premendurowych magnesach, osadzeniu w pierścieniu z siarczku polifenylenu i włókna szklanego oraz użyciu technologii PAT.P, czyli szczególnego, na superkomputerach wyliczonego profilowania powierzchni. Wszystko to, aby zagwarantować wyjątkową moc magnetyczną, wyjątkową sztywność konstrukcji i wyjątkowy brak drgań własnych, plus oczywiście wyjątkowość samej membrany – co w praktyce bardzo dobrze się sprawdziło.

Czy zatem ATH-L5000 to tylko zamknięta wersja ATH-ADX5000, w przypadku której puszki z sykomory i skóra jak z Rolls-Royce᾽a daje podwójną cenę? Ano, nie całkiem. Dwie bowiem ważne różnice raczyła Audio-Technica wyartykułować: jedna to zawieszenie membrany z CFRP (Carbon Fiber Reinforced Plastic), a druga – i ważniejsza – tyczy samej membrany. Ta jest nie tylko bardziej istotna, ale też niewątpliwie droższa, jako że ATH-L5000 to pierwsze w dziejach słuchawki z membranami pokrytymi sztucznym diamentem.

Niektórzy czytelnicy pamiętają zapewne, ile nabiedził się Focal nad zrobieniem w swoich topowych Utopiach membran berylowych. Kosmiczne skafandry chroniące przed toksycznym pyłem, wyjątkowa biegłość manualna operatorów, specjalne piece do spiekania i przede wszystkim cena-cena-cena… Bo ten beryl nie tylko toksyczny, ale też strasznie drogi. W zamian straszliwie twardy, mogący jako jedyny obok diamentu naturalny surowiec rysować szkło. No ale właśnie diament – ten dużo jeszcze twardszy. Tweetery z diamentowymi kopułkami podnoszą ceny głośników o wielotysięczne kwoty, a jedyna firma używająca głośników większych niż tweeter napylonych DLC (Diamond-like carbon), to Raidho. Takie napylenie jednej membrany trwa przeszło dobę, ale w zamian brzmienie jak z marzeń. Tak samo jak w przypadku berylu, ta jakość jednak kosztuje – mające tylko po jednym diamentowym głośniku szerokopasmowym (wysokotonowy to wstęga) podstawkowe Raidho kosztują przeszło osiemdziesiąt tysięcy. Z kolei mające berylowe membrany o średnicy 40-mm Focal Utopia kosztują osiemnaście tysięcy. A mająca membrany diamentowe 58-mm Audio-Technica ATH-L5000 kosztuje dziewiętnaście. (W euro dokładnie tyle samo.)

I luksus pełną parą.

Dostajemy te wyjątkowe membrany wraz z całą ich oprawą w wymyślnie skomplikowanym pudle, w którego styropianami obłożonym wnętrzu spoczywa czarna walizeczka. Ze sztucznej skóry, ale ładna i łatwo się otwierająca. W środku wiadomo co, plus tylko papier, kabel i przejściówka. Ale jest tam także coś więcej – jest historycznie nowatorska technika i poprzez nią muzyka.

 

 

 

 

 

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

27 komentarzy w “Recenzja: Audio-Technica ATH-L5000 „the best᾽ia”

  1. Przemysław pisze:

    „emocjonalność tych słuchawek jest całkiem przeźroczysta, tak samo jak całościowa postać brzmienia.” Mnie za recenzję wystarczą tylko te słowa. Takie coś potrafią tylko najlepsze słuchawki lub głośniki na świecie.

    1. Przemysław pisze:

      Czy będzie można wkrótce spodziewać się recenzji RAAL (Pan Michał wypowiadał się o nich w superlatywach) lub Mysphere 3 (o Stellie się nie pytam, bo widzę, że już są testowane:))?

      1. Marcin pisze:

        Też jestem ciekawy opini o MySphere. Myślę że jak będziemy cierpliwi to się doczekamy 🙂

      2. Piotr Ryka pisze:

        Stellie właśnie zacząłem opisywać, Mysphere 3 mam obiecane, ale przez twórców, więc zza granicy i nic to jeszcze pewnego, odnośnie zaś RAAL, to producent na razie nie odpowiedział.

  2. miroslaw frackowiak pisze:

    Swietna recenzja Piotrze,bardzo mi sie podobaly porownania do innych znanych sluchawek,co do Audio -Technika,to zawsze mnie interesowaly,te oczywiscie najwyzsze modele i te tylko legendarne,ciezko bylo zawsze z ich odsluchami,czyli znikoma sprzedaz na Europe przez Japonczykow.
    Ostatnio bylem na wspanialej wystawie sluchawkowej w Londynie,byly najlepsze sluchawki obecnie na swiecie,prawdziwa uczta.Odsluchy robilismy z synkiem 9-letnim, wszystko co ciekawego i godnego uwagi to przesluchalismy,czasu bylo do woli.Pierwsze miejsce na tej wystawie, zdobyly dla mnie sluchawki o mazwie RAAL SR-01 to sa nowoczesne i fantastycznie zrobione sluchawki,ktore graja jak moje K-1000 idealnie podobne i w ten sam soosob grajace,czy lepsze?to wszyscy musza sami ocenic.Potrzebuja wzm sluchawkowgo bardzo mocnego min.100W do max.150W tranzystorowego,lampa widac odpada?bo za slaba.Rozmawialem z glownym konstruktorem tych sluchawek,pochodzacym z USA a fabryka jest w Europie”sloneczny brzeg”domyslacie sie co to za kraj…Wrocilem do domu i szybko posluchalem moich K-1000 na Carym 300B i plyt z gramofonu,aby na goraco porownac,mimo ze moj znajomy kolega audiofil twierdzi ze sa zdecydowanie lepsze od dawnych K-1000 na wszystkich poziomach,to dla mnie moje K-1000 z wzm lampowym i gramofonem graly piekniejsza barwa.. sluchawki RAAL sa bardziej przejrzyste,sterylne, bez duszy no i cena parokrotnie wyzsza od obecnych cen K-1000 ,ktore mozemy kupic na Ebay…ale jak kogos stac na sluchawki RAAL to bedzie w 8-niebie…

    1. Przemysław pisze:

      „(…) sluchawki RAAL sa bardziej przejrzyste,sterylne, bez duszy(…)”

      Brzmi to mało zachęcająco, ale być może są wrażliwe jak 009 na tor i zmieniają swój charakter w zależności od niego. Wypożyczone przeze mnie 009 najprzyjemniej, z odpowiednim wypełnieniem, barwą i realizmem grały właśnie na dobrych, gęstych nagraniach z winyli. W cyfrowym poprawę przyniósł iCan od ifi (połączony z moim DACiem RCA i 007t xlr) jako preamp, wpływając pozytywnie na wspomniane aspekty. Być może RAAL mają podobnie i najlepiej czułyby się przy źródle analogowym.

  3. Marcin pisze:

    Chciałbym zadać pytanie trochę z innej beczki, jednak dotyczące słuchawek generalnie. Przez lata miał Pan styczność z mnóstwem słuchawek, a więc tysiące godzin spędził Pan z nimi na głowie. Czy ma ten fakt jakieś odbicie na Pańskim słuchu, to jest osłabienie słyszenia lub szumy uszne? Ja od około trzech lat interesuję się sprzętem audio i miałem kilka świetnych słuchawek w posiadaniu, jednak od jakiegoś czasu zdecydowanie wolę głośniki, gdyż słuchanie na słuchawkach powoduje u mnie jakiś dyskomfort. Pojawiły się też szumy uszne, które potrafią przy słuchawkach irytować, brak jest tego perfekcyjnego, ciemnego tła…

    Przepraszam za offtop i z góry dziękuję za podzielenie się doświadczeniem w niniejszym temacie.

    Pozdrawiam

    1. Piotr Ryka pisze:

      Ważna kwestia. Nigdy nie miałem problemów ze słuchawkami, mimo iż od najwcześniejszego dzieciństwa słuch miałem nadwrażliwy i na przykład nie mogłem znieść odgłosów wbijania gwoździa, od razu zatykałem uszy. Mimo tego braku kłopotów głośno na słuchawkach (ale też na kolumnach) staram się słuchać krótko. Poza tym mam odpowiednie słuchawki własne – AKG K1000 to praktycznie głośniki nagłowne, a Ultrasone T7 o siedemdziesiąt procent, wedle zapewnień producenta, redukują nacisk na błonę bębenkową.

      Codziennych wielogodzinnych sesji głośnego grania ani na słuchawkach, ani kolumnach nikomu nie polecam. Sam mam apetyt na muzykę średnio co trzeci dzień, więc mi to łatwo przychodzi, choć trochę kosztem częstości recenzji. Z szumami usznymi do laryngologa – inaczej zmiany będą nieodwracalne.

  4. Fon pisze:

    Świetna recenzja jak zwykle aż chce się coś takiego czytać i słuchawki też zacne oczywiście, a co do szumów to też je posiadam jak pewnie większość po 40 bliżej 50, czarne tło to przeszłość… Jak się o tym nie myśli to da się żyć

  5. Fon pisze:

    Laryngolog stwierdził, że bardzo często szumy uszne są też od za wysokiego holesterolu nie koniecznie od hałasu więc warto to zbadać

  6. Piotr Ryka pisze:

    Szum uszny, który pojawia się nagle i nie ustępuje, a wcześniej nam nie szumiało, może być objawem mikrowylewu. Usunięcie go to kwestia maksimum trzech dób od pojawienia, później zmiany nieodwracalne. Tak powiedział mi laryngolog z kliniki laryngologicznej na Kopernika w Krakowie. Sam nigdy szumu usznego nie miałem, najwyraźniej mam szczęście.

  7. miroslaw frackowiak pisze:

    Piotrze sluchalem sluchawek( Mysphere 3 )i uwierz mi to zabawki przy sluchawkach RAAL i K-1000 szkoda czasu na ich recenzje,produkt zabawkowy i do komputera,nie ma nic wspolnego ze sluchawkami profesjonalnymi i audiofilskimi,wykonanie mizerota,styl nowoczesny ale delikatne i slabe wykonanie i lekka podrobka nawiazujaca tylko do K-1000….

    1. Marcin pisze:

      Skoro jednak producent chce podesłać, to czemu by nie skorzystać?

      1. Piotr Ryka pisze:

        Ze swej strony mogę jedynie zauważyć, że Mysphere 3 zrobili ci sami inżynierowie, którzy stali za K1000. Czymś zatem z gruntu niewłaściwym byłoby odrzucenie ich prośby o recenzję. I pozostaje mieć nadzieję, że nie są aż tak słabe.

  8. Alucard pisze:

    Piotrze jestem ciekaw jak tam Twoje Ultrasone 7 Tribute. Jak średnica się zachowuje, poszła odrobinę do przodu, zdołałeś ją może jakimś trickiem trochę wypchnąć względem basów i sopranów? Wszystko pieknie i równo gra? Jak z kontrolą basów?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Słuchawki są po podłączeniu kabla Tonalium na stałe i dopóki się nie rozchodzą, dopóty opinie o nich wstrzymane.

  9. Alucard pisze:

    Dobrze, czekam 🙂

  10. Przemysław pisze:

    Dzisiaj dokonałem odsłuchu L5000 i jednak nie spełniły moich oczekiwań, choć są to świetne słuchawki, które z pamięci brzmiały tak, jak odsłuchiwane w czerwcu Utopie (dzisiaj miałem inny egzemplarz Utopii, brzmiący tylko nieco lepiej niż sprzedane przeze mnie Eleary). W porownaniu miałem jeszcze kilka modeli. W przypadku konieczności dokonania wyboru między L5000, a 009 (nawet z tym nieszczęsnym 007t) padłby on na 009, których na początku nie potrafiłem docenić i byłem autentycznie głuchy na ich delikatność, finezyjność dźwięku, piękne jego tworzenie z powietrza oraz przepełnianie go nim i podtrzymywanie za jego sprawą tych zjawiskowych brzmień. Z gramofonem są wręcz bajeczne. Marzyłem o Utopii, którą dają mi STAXy, finale oraz Cz1. Już dłużej nie jestem poszukującym, ale dźwiękowo spełnionym człowiekiem. Dziękuję Panie Piotrze za inspirujące recenzje, które mi w tym pomogły.

    1. Piotr Ryka pisze:

      L5000 pewnie były surowe. One długo się wygrzewają. Te przywiezione przez Michała wracały do niego jako inne słuchawki. Przynajmniej według mnie. A pierwszego dnia niespecjalnie mi się podobały. Nie pisałem o tym w recenzji, bo bez tego jest bardzo długa.

  11. Przemysław pisze:

    Zapewne były w takim stanie. Pan z salonu przyznał, że zapewne więcej czasu jeździły pomiędzy różnymi salonami w Polsce niż spełniały swoje dźwiękowe powinności. Nie jestem zbytnim zwolennikiem odsłuchów w salonie i wolałem brać zawsze dane modele do domu. Wczoraj dokonałem odstępstwa od tej reguły i z tego, co Pan piszę, mogłem najprawdopodobniej popełnić jeden z największych błędów. Przy muzyce filmowej było imponująco i jeśli rzeczywiście po wygrzaniu zaszłyby jeszcze zmiany… mogłoby być bardzo ciekawie. Jednak zostałem poinformowany, że jeśli ten zostanie sprzedany, to zostaną sprowadzone kolejne egzemplarze tych słuchawek. Poza tym w odsłuchu było słychać ich lepszą stronę techniczną, ale chęci ich nabycia nie miałem.

    Z opisu pod recenzją widzę, że były użyte tylko źródła analogowe. Czy jednak miały możliwość pograć tak niezobowiązująco przy gramofonie? Przynajmniej przez chwilę? Czy MDR R10 były od nich dużo delikatniejsze w sposobie propagacji wokali od tego modelu AT po wygrzaniu? Czy AT potrafiły przed odesłaniem dorównać im albo przynajmniej 009 w czułości na sygnał? Byłbym bardzo wdzięczny za odpowiedź, bo nie wiem, czy w tym względzie coś się zmieni. Jeśli tak to po ich powrocie, postaram się najwyżej dać im jeszcze drugą szansę, ale u siebie w domu.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Odnośnie Sony R10, to ostatni raz słuchałem ich wiele lat temu, w dodatku nie miałem wtedy jeszcze tak rozbudowanego aparatu badawczo-opisowego, na niektóre rzeczy nie zwróciłem uwagi. Niemniej jedna rzecz jest nie do zapomnienia – ich brzmienie to audiofilskie święto. Dokładność tworzenia brzmieniowych figur, czucie przestrzeni, poczucie obecności – to wszystko miały zjawiskowe. Do tego melodyjność, filigranowość i dźwięczność brzmień małych, oczywista też szczegółowość, holografia, budowanie emocji – coś fenomenalnego. Jedynie bas nie miał wysokiego ciśnienia i fundamentalnego zejścia – tutaj Audio-Technica jest lepsza, bardziej uniwersalna.

      Co do jej wygrzewania, to początkowo była za ostra, za sucha i za mało głęboka brzmieniowo. Znacznie jaśniejsza niż potem, dająca dużą przestrzeń i świetną szczegółowość oraz fenomenalną przejrzystość, ale niewiele więcej. Z czasem się wszystko nasyca, wypełnia i pogłębia, a osobnym i niespotykanym niemal atutem jest umiejętność budowania całościowego brzmienia z bardzo wyraźnie osobnych i mistrzowsko oddanych (a więc i zasadniczo od siebie się różniących – jak to ma miejsce w prawdziwej muzyce) brzmień składowych. Do czego dochodzi fenomenalna umiejętność opisywania wszystkiego w trzech wymiarach – od malutki dzwoneczków, po wielkie bębny i wielkie koncertowe sale. Odnośnie szczegółowości i przejrzystości – jest to ten sam poziom, co Stax SR-009, ale ich (Audio-Techniki) też szalejące soprany są łatwiejsze do poskromienia słuchawkowym wzmacniaczem. Staksy tylko przez dopasowujący transformator od Stefana albo od iFi z normalnego wzmacniacza, najlepiej z lampowym pre wysokiej klasy; inaczej pół ich potencjału.

      1. Piotr Ryka pisze:

        Zapomniałem napisać – przy gramofonie nie grały.

        1. Przemysław pisze:

          Bardzo dziękuję za obszerną odpowiedź. Dla mnie byłyby chyba tymi bardziej odpowiednimi dla mnie byłyby jednak słuchawki bliższe R10, szczególnie w budowaniu emocji i mógłbym przymknąć oko na mniej zaakcentowany bas. Ostatnio uzbierało się u mnie trochę albumów, w których nie jest on zbytnio istotny. Nie zmienia to faktu, że nawet niewygrzane L5k byłyby dla mnie pod wieloma względami wybitne, ale zabrakło mi zjawiskowości lub na nią nie natrafiłem w dobranych do odsłuchu albumach. Podejrzewam, że gramofon mógłby zadecydować o ich być albo nie być. Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam!

          1. Piotr Ryka pisze:

            Ostrzegam: L5000 to podłe słuchawki. Kiedy się trochę poobcuje z nieźle już wygrzanym egzemplarzem, słuchanie potem innych może być mocno rozczarowujące. Na szczęście mamy coś takiego, jak niepamięć.

  12. PlanarFun pisze:

    Czy dobrze rozumiem, że zamknięte L5000 grają większą przestrzenią od otwartych ADX5000?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Dobrze.

  13. Piotr Ryka pisze:

    Na te otwarte, zdaje się, jest do końca września duża promocja; siedem tysięcy zamiast jedenastu, czy coś około.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy