Recenzja: Audeze LCD-3

Audeze_LCD-3_014 HiFi Philosophy   Tak jak istnieje na naszym globie kilka państw wiodących, o których wszyscy wiedzą, że są najważniejsze, tak też istnieje na słuchawkowym rynku kilka słuchawek najbardziej mocarstwowych, o których znawcy przedmiotu, nawet tacy bardzo początkujący, wiedzą dokładnie, że te właśnie należą do elity. Takich słuchawek jest nieco więcej niż takich państw, a dochodzą jeszcze do tego zaszłości historyczne, w przypadku państw zupełnie nieobowiązujące. Bo kto by się teraz przejmował Cesarstwem Austro-Węgierskim albo królestwem Chorezmu, ale u słuchawek wygląda to zgoła inaczej, bo obecnych jest na rynku wtórnym szereg takich już nieprodukowanych, które mimo to wciąż żyją i należą do arystokracji, toteż trzeba się z nimi liczyć. Najważniejsze są jednak te produkowane obecnie, bo w nich cała nadzieja na rozwój, a nie w oglądaniu się do tyłu. Z tym rozwojem, to jak już wiele razy pisałem, nie jest najlepiej i w związku z tym stara arystokracja trzyma się wyjątkowo mocno; co rusz pojawiają się jednak zakusy na jej dominującą pozycję, a firma Audeze i jej wyroby należą właśnie do tych najmocniej autorytety dawnych wielmoży podkopujących.

Manufaktura Audeze jest z Kalifornii, tak więc wraz z nowojorskim Grado trzymają w imadle słuchawkową Amerykę, a wchodziła do gry swoimi debiutanckimi LCD-1 na CanJam (czyli amerykańskim ogólnokrajowym zlocie słuchawkowym) w 2009 roku. Jak sama powiada, odzew okazał się znakomity, przerastający oczekiwania, a wraz z nim pojawiło się żądanie wyprodukowania słuchawek jeszcze wyższej jakości, bo tej jakości słuchawkom współczesnym ciągle brakuje. Były to tak nawiasem czasy chlubnego powrotu słuchawek ortodynamicznych, panujących niegdyś wraz z elektrostatami na rynku, ale po tryumfach z przełomu lat 70-tych i 80-tych odeszłych niemal całkiem w niepamięć i doszczętnie wypartych przez konstrukcje dynamiczne. Amerykańska Audeze i chiński HiFiMAN potrafiły jednak odświeżyć pamięć o tak zwanych planarach, a parę lat później dołączył jeszcze wyjątkowo efemeryczny i piekielnie drogi Abyss, natomiast obecnie jesteśmy świadkami wkraczania do gry kolejnego dużego gracza, firmy Oppo. Te nowe Oppo, podobnie jak Abyss, jednak dopiero przed nami i nawet jeszcze ich nie słyszałem, ale najpotężniejsze Audeze – model LCD-3 – leżą właśnie przede mną i oczekują na opis.

Audeze_LCD-3_027 HiFi Philosophy

Estetyka czy bezpieczeństwo? Oto jest pytanie.

Ten opis jest niewątpliwie spóźniony, a to za sprawstwem dwóch przyczyn. Pierwsza z nich była taka, że sama firma Audeze odmówiła przysłania swoich słuchawek do recenzji, czemu trudno się dziwić, jako że są kosztowne a firma niezbyt duża, w miliardy środków płatniczych bynajmniej nie zasobna, a poza tym Polska to nie pępek świata, podobnie jak polscy recenzenci. Drugi składnik niemożności był taki, że za sprawą czynników niewiadomego pochodzenia bardzo długo nie mógł narodzić się polski dystrybutor. Coś chyba jednak wiem o tych czynnikach, to mianowicie, że amerykańscy producenci są dla swoich dystrybutorów w zdecydowanej większości brutalnie wręcz wymagający, toteż trzeba dysponować naprawdę sporym kapitałem by ich zadowolić i takim dystrybutorem zostać. To niewątpliwie następstwo nawyku, że wszyscy mają duże pieniądze, co w Ameryce jest regułą, a w Polsce niekoniecznie. W końcu się jednak taki ktoś także i u nas znalazł, a jest nim firma Audiomagic z Warszawy. A ponieważ Audiomagic to moi starzy znajomi, z nimi nie było już większych problemów i przedmiot recenzenckiej pożądliwości szybko do mnie zawitał. To jednak wcale nie znaczy, że słuchawki Audeze były mi całkowicie obce. Już kilka lat wcześniej, dzięki uprzejmości jednego z kolegów, miałem okazję pisać o tych, które tak naprawdę torowały drogę swojej firmie do sławy, czyli o modelu LCD-2. To wokół tych LCD-2, będących udoskonaloną wersją LCD-1, wybuchła prawdziwa wrzawa, a świat słuchawkowy podzielił się na zwolenników i kontestatorów. Przyznać muszę, że sam znalazłem się wówczas w rozkroku. Z jednej strony bowiem porównanie do klasycznych i podobną lokatę na słuchawkowym rynku w mierze sposobu prezentacji zajmujących Sennheiserów HD 650 ukazało zdecydowaną wyższość Audeze, z drugiej przymiarki do jeszcze bardziej klasycznych i wywodzących się ze starej arystokracji AKG K1000, a także również elitarnych, flagowych dla Audio-Techniki ATH-W5000, ukazało pewne niedostatki szlachetności brzmieniowej. Recenzja modelu LCD-2 wisi na HiFi Philosophy już od dość dawna i można do niej zaglądnąć, by się z tą problematyką bliżej zaznajomić, a że moje zdanie nie było odosobnione, najlepszym dowodem fakt, że jakiś czas potem pojawiły się wyższe katalogowo LCD-3, mające tego rodzaju krytycznym uwagom wychodzić naprzeciw w pełnym rynsztunku i je bezwzględnie niweczyć. Aliści pojawiły się wówczas głosy, że całe te LCD-3 to tylko krok w bok, albo wręcz marketingowa bujda, bo owszem, sopranów dodają, ale znów dołu ujmują, i w efekcie niczego tak naprawdę się nie zyskuje. Ano bo właśnie. Słuchawki planarne w ogólności, a Audeze w szczególe, to prawdziwi królowie basu. Bas co bodzie jak byk i kopie jak koń, to dla wielu marzenie i szczyt pożądań. Strasznie niektórzy są na to łasi, ale przyznać trzeba, że taki bas, o ile tylko posiada odpowiednią kulturę i brzmieniowe zróżnicowanie, to rzecz bardzo przyjemna, działająca podkorowo na emocje. Dochodzi tutaj do głosu swoista ambiwalencja. Z jednej strony bowiem taki potężny huk wywołany niskimi częstotliwościami jest w naturalnym odruchu bardzo groźny, bo w przyrodniczym środowisku oznaczać może staczanie się głazu, schodzenie lawiny, pędzące stado, albo uderzenie pioruna, ale z drugiej, jako składnik produkcji muzycznej, jest całkowicie niegroźny. A cóż może być przyjemniejszego niż lęk okiełznany, strach poskromiony i banie się tylko na niby. Kochamy się bać, mamy to w genach. Nie wszyscy wprawdzie, bo niektórzy wolą unikać wszelkich zagrożeń, a z kolei na przeciwnym biegunie pojawiają się tacy, dla których prawdziwy lęk i walka z nim stanowią sens życia, ale pomiędzy strachliwymi panienkami w różnym wieku płci obojga, a tymi co jak Lermontow, Hemingway albo Kukuczka sami szukali śmierci, jest cła pula zwykłych zjadaczy strachu, lubiących thrillery, horrory, szybką jazdę i rockową muzykę. I dla nich to właśnie huk planarnych Audeze i HiFiMAN-ów okazał się być muzyczną ucztą i celem poszukiwań.

Audeze_LCD-3_019 HiFi Philosophy

Przeokropnie długo wyczekiwane: Audeze LCD-3.

O tym czy rację mają ci, zdaniem których nowe flagowe LCD-3 to tylko pewna przeróbka, czy też ci (a pośród nich sam właściciel Head-Fi), według których to najlepsze słuchawki na świecie, mogłem sobie tylko poczytać i pospekulować w suchym treningu. Parę razy wprawdzie już się zdawało, że te stale wymykające się flagowe amerykańskie planary zaraz przyjadą, ale za każdym razem wizja ich posłuchania rozpływała się w powietrzu i zamieniała w dalsze czekanie. Tak to już bywa, niektóre słuchawki są jak jednorożce i nie dają się usidlić. To jednak dotyczy głównie tych dawnych, a te obecnie produkowane prędzej czy później złowić się dają i podobnie było z tymi LCD-3.

Pisanie recenzji trochę poniewczasie, co w tym wypadku niewątpliwie ma miejsce, posiada swoje dobre i złe strony. Odpada element nowości i bycia pierwszym, ale powstaje pole dla polemik z tymi co opisali rzecz wcześniej. A w przypadku takiej ambiwalencji jak ta odnosząca się do oceny modelu LCD-3, zawsze jest z kim polemizować, skoro zdania są aż tak przeciwstawne. Tak więc już ostrzę sobie zęby na jakąś polemikę i ćwiczą zabójcze sztychy, ale póki co trzeba się zająć ergonomią i wyglądem.

Budowa

Audeze_LCD-3_008 HiFi Philosophy

Stylistyka niby toporna, a jednak urzekająca.

   Słuchawki planarne zawsze są ciężkie, bo taką już mają konstrukcję. Duże magnesy umieszczone po obu stronach membrany muszą dużo ważyć. Skutkuje to właśnie między innymi ciężarem, ale pozwala także generować wspomniany potężny bas i w ogóle daje dużą masywność oraz nasycenie dźwięku, w efekcie jeszcze bardziej widoczne niż u słuchawek dynamicznych, które już są pod tym względem przeważnie lepsze od elektrostatów. Generalizowanie jest tu jednak zwodnicze, gdyż elektrostatyczny Sennheiser Orpheus bas ma co się zowie, a cała sprawa z tą eteryczną lekkością dźwięku u słuchawek elektrostatycznych to w dużej mierze kwestia ich napędzania a nie samej konstrukcji. Nie ma się jednak co nad tym rozwodzić, bo były już odniesione do tej problematyki konfrontacje i można przeczytać spisane w następstwie tego kroniki (patrz tekst „Dynamiki vs elektrostaty”). Obecnie zaś zajmijmy się samymi Audeze LCD-3 i ich relacjami ze słuchawkowym światem.

Niewątpliwie pod względem wyglądu są to słuchawki bardzo podobne do swojego niższego o numer poprzednika, ale są też i widoczne ulepszenia. Przede wszystkim jest wygodniej, a to za sprawą padów i pałąka. Zarówno ów pałąk jak i pady są bowiem obszyte wyższego gatunku, bardziej miękką i gładszą skórką, a także wypełnienie mają obfitsze i też bardziej miękkie. Konstrukcja jest generalnie ta sama, ale realizacja lepsza. Na swojej stronie firmowej producent tłumaczy, że rozwiązania w nowym modelu flagowym miały być początkowo inne – prostsze i skuteczniejsze – ale dla podwykonawców okazały się technicznie zbyt trudne. Pozostano zatem przy tym co było, podnosząc jedynie gatunek surowców i dopracowanie detali.

Audeze_LCD-3_017 HiFi Philosophy

Zaś sama ergonomia przechodzi najśmielsze oczekiwania.

Efekt jest zauważalny, bo słuchawki na pewno są wygodniejsze, a ich duży ciężar nie jest dokuczliwy i gubi się pośród ogólnej miękkości oraz dobrego dopasowania. By jednak nie było aż tak cudownie, pojawia się pewien problem z tym właśnie dopasowaniem. Na Head-Fi wielokrotnie zgłaszano uwagi krytyczne odnośnie wykrzywiającego się nagłownego pałąka, powodowane brakiem idealnej precyzji przy nawiercaniu punktów jego mocowania. Niestety, okazuje się to faktem, i egzemplarz którym dysponuję nie jest od tego wolny. Wada nie jest krytyczna, krzywda się wielka od tego nikomu nie stanie, ale że mogłoby być lepiej, to nie ulega wątpliwości. Przymknąwszy na to oko, z uwagi na w sumie dość błahy chociaż i nie jakiś całkowicie pomijalny charakter, spójrzmy na słuchawki jako całość. Niewątpliwie są duże i masywne. Próbując przydać im ekskluzywnego charakteru sięgnięto po muszle z drewna zebrowego, podobnie jak uczyniono to u Ultrasonów E10, a także opatrzono ozdobnymi chromowaniami gniazda kabli. Gniazda te są ulokowane nietypowo, kierując kabel ku przodowi, co ma zwiększać wygodę. Zawieszenie pałąka jest takie samo jak poprzednio, czyli klasyczne i minimalistyczne zarazem, podpatrzone zapewne u Grado, ale wzbogacone o żłobienia na prowadnicach, co ma zapobiegać opadaniu zacisków, które i tu są z plastiku. Najbardziej rzucającym się w oczy elementem są wielkie, ciemnobrązowe maskownice z widocznym motywem litery A na cześć Audeze. Pakują to wszystko w bardzo solidny plastikowy neseser z praktycznym uchwytem, pozwalający bez trudu i obawy o uszkodzenie transportować zawartość, a do tego dołączają dwa kable, jeden zakończony dużym jackiem a drugi 4-pinem, co oczywiście oznacza, że kable są odpinane. Kto jednak woli zamiast podróżnego nesesera coś bardziej ekskluzywnego, może wybrać elegancką drewnianą skrzynkę, pięknie polakierowaną, a wybór ten nie oznacza żadnych dopłat.

Audeze_LCD-3_025 HiFi Philosophy

Chociaż wyważenie nagłownego pałąka pozostawia nieco do życzenia

   Z uwagi na odpinane kable nie odmówiłem sobie przyjemności zamówienia zamiennika od Forza AudioWorks i skonstatowawszy jego brzmieniową wyższość z nim będę testy przeprowadzał. Trzeba jednak przyznać, że już kable firmowe są wysokiej jakości, toteż nie zachodzi sytuacja, że trzeba mieć taki zamiennik koniecznie, bo bez niego ani w tę, ani w tę i sama tylko bieda dokoła. Kable oryginalne są w zupełności wystarczające i można na nich początkowo poprzestać, choć oczywiście szanujący się audiofil nigdy nie usiedzi w spokoju i zawsze będzie przy czymś majstrował, a już zwłaszcza przy kablach. Miłym akcentem, podkreślającym elitarność, jest dołączenie buteleczki z substancją czyszczącą i konserwującą elementy drewniane, co stanowi nawiązanie do pamiętnych Sony MDR-R10. Za wszystkie te skarby trzeba zapłacić 7450 PLN, a słuchawki są dostępne od ręki, co stanowi względem czasów całkiem jeszcze niedawnych zasadniczą odmianę. Bo kupić, to sobie można choćby i bezpośrednio w samej Ameryce, ale na odległość się nie da posłuchać, a kot w worku za takie pieniądze i jeszcze przy rozbieżnych opiniach, to już naprawdę spore ryzyko.

Zanim przejdziemy do tego słuchania korzystając z okazji zaistnienia polskiego dystrybutora, trzeba jeszcze rzec słowo o sprawach technicznych. Producent nie omieszkuje pochwalić się, że model LCD-3 posiada najdłuższą cewkę przetwornika i największą siłę oddziaływania na membranę, pozostawiając w zawieszeniu pytanie, czy odnosi się to tylko do jego własnych modeli, czy też ma wymiar absolutny. Nie pozostawił także w ukryciu gromkiego stwierdzenia, że są to najlepsze słuchawki na świecie, co wielu ponoć zmuszonych było przyznać, a co samo w sobie jest czymś zdaniem pewnych siebie twórców oczywistym.

Audeze_LCD-3_004 HiFi Philosophy

Producent nie odrzucił możliwości wykorzystania różnych kabli.

Od strony czysto technicznej jedna rzecz ma znaczenie szczególnie istotne. Są to, jak wiadomo, słuchawki ortodynamiczne, a takie słuchawki potrzebują do rozhuśtania dużej energii. Przygotowany więc byłem, że trzeba będzie jechać z potencjometrami we wzmacniaczach bardzo daleko, a tu tymczasem nic z tych rzeczy. Zarówno z Grado GS1000 jak i z Sennheiserami HD 800 trzeba jechać dalej, co mnie wielce zdumiało. Ale jednocześnie stoi wyraźnie w danych technicznych, że słuchawki mogą przyjmować nawet 15 Watów, a więc wielokrotnie więcej niż jakiekolwiek dynamiczne poza AKG K1000. Produkują wówczas 133 decybele mocy akustycznej, czyli tyle co startujący odrzutowiec. Tego rodzaju głośność nikomu nie jest potrzebna za wyjątkiem przygłuchych i tych którzy chcą nimi zostać, ale daje ogromny zapas przestrzeni dźwiękowej wolnej od zniekształceń, a to już potrzebne jest wszystkim. Jako optymalny zakres mocy podaje się przedział 1-4 W, pasmo przenoszenia określa na 5 Hz do 50 kHz, a THD na całym jego obszarze jako niższe niż 1%. Impedancja jest z kolei dosyć wysoka, bo wynosząca 110 Ω, a skuteczność też duża – 93dB/1mW. Waga bez kabla duża jest również, bo to aż 600 g. Ale słuchawki, jak mówiłem, są bardzo wygodne i opatuleni tą wygodą możemy przystąpić do odsłuchów.

Odsłuch

Audeze_LCD-3_026 HiFi Philosophy

Do tego był tak szczodry, że sam dorzucił dwa. I to wysokiej jakości.

   Pomyślałem, że skoro słuchawki są elitarne, a nawet ponoć najlepsze na świecie, wypadałoby zapewnić im odpowiednie warunki, by mogły to udowodnić. A to oznaczać musiało podstawienie odpowiedniej klasy wzmacniaczy, jak również odpowiedniej klasy konkurentów, aby ewentualny werdykt mógł być w jakimś przynajmniej stopniu wiążący. No to do dzieła. Wzmacniaczy ci u nas dostatek, jak również słuchawek.

 

Ze wzmacniaczem Sennheiser HDVD 800

Zacznijmy może tak  nowomodnie, przy komputerze. Akurat gościł DAC i słuchawkowy wzmacniacz w jednym, chluba firmy Sennheiser, która też produkuje najlepsze słuchawki na świecie, swoje HD 800, tak samo najlepsze jak testowane tu Audeze LCD-3, Abyss AB-1266, Stax SR-009 i jeszcze parę innych. No jest tych najlepszych na świecie spore grono, nawet spośród samych tych obecnie produkowanych, ale tacy naprawdę najlepsi to są podobno mysi skauci (tak mówili w jednej kreskówce).

Podpiąłem tego HDVD 800 do komputera kablem koaksjalnym Tellurium Q Black Diamond, który też jest najlepszy na świecie, i ja, najlepszy na świecie recenzent słuchawek, przystąpiłem do słuchania. Jedna tylko jeszcze pierwej uwaga. To może nie do końca było uczciwe podpinać te Audeze wzmacniaczowi, który z pewnością został skonstruowany z myślą o HD 800 i pod nie pieczołowicie zestrojony, ale w życiu nieraz bywa pod górę i trzeba się twardo z tym zmagać.

 

Audeze LCD-3 (kabel FAW Noir, symetryczny)

Audeze_LCD-3_020 HiFi Philosophy

Krótka regulacja wysokości…

Gęsto. To brzmienie jest gęste. Blisko. Jest bliskie. Cieniście. Jest z cieniem. Gładko. Ono jest gładkie. Ale z meszkiem. Ma meszek. Upojnie. Ogrzewa i pieści. Prawdziwie. Są żywi ludzie. Pięknie. To się czuje. Głęboko. Czuć głębię. Przejrzyście. Żadnego zamglenia.

Ale jednocześnie poprzez to że jest bardzo gęsto, wszystko dzieje się w przymroczonej, zagęszczonej atmosferze. Soprany strzelają wysoko, tak więc nie ma tego przycięcia co u LCD-2, a zarazem bas jest bardzo mocny. A więc nie mieli racji ci co twierdzili, że soprany pojawiają się jego kosztem. Co jest bardzo charakterystyczne, to lekka nosowość artykulacji, natychmiast wyczuwalna. Także pewne zamknięcie sceniczne. Brak uciekania dźwięku w bezkres. Minimalny pogłos towarzyszy wszystkiemu. Ale przede wszystkim jest miło. Łatwość tego dźwięku w połączeniu z jego wszechstronnością i wykwintnością jest jak pożeranie najlepszego tortu i popijanie najlepszą kawą. Bez cienia goryczy, żadnego dysonansu, żadnych niedociągnięć. Sam smak i jego rozkoszna różnorodność. Jedynie to zamknięcie przestrzeni nie jest dla lubiących wielką przestrzeń, a także to przyciemnienie nie dla tych co lubią dzienne światło. To jest wieczorny koncert w klubie. A od włożonej płyty zależy czy to klub rockowy, jazzowy, rozrywkowy, czy też kameralne spotkanie z muzyką poważną. Zejście na dole jest imponujące, co nic nie odbiera dźwięczności sopranom, a rozciągnięcie pasma w niczym nie cofa ani nie odchudza średnicy. Wszystko na swoim miejscu, wszystkiego obfitość. W sensie wyrafinowanego relaksu – mistrzostwo świata.

 

Sennheiser HD 800 (kabel firmowy, symetryczny)

Audeze_LCD-3_011 HiFi Philosophy

…i możemy się przekonać na własne uszy, czy warto było czekać tyle na ten dźwięk.

To brzmienie zupełnie innego rodzaju. Dalsze, otwarte i z perspektywą. Nieco lżejsze, mniej zawiesiste i jaśniejsze. Stanowiące kontrast pomiędzy pastelowym oświetleniem średniego zakresu a wielką dźwięcznością wysokich tonów, które okazują się bardziej lotne i drobniejszej postury niż u Audeze. Dominuje odczucie świeżości i otwartości, a jedyne co minimalnie drażni, to pewna szarość tego dziennego oświetlenia. Jest jasne, ale takie przez chmury, a poprzez to kremowo szare, nie do końca pozwalające cieszyć się muzyką. To odczucie jest śladowe, trzeba je w sobie powiększać by dokładniej mu się przyjrzeć, ale jednocześnie nie da się udawać, że go nie ma. To się pojawia dopiero na tle LCD-3, bo w oderwaniu się tego nie czuje, ale po natychmiastowym przejściu jest takie wrażenie. Tak nawiasem, słuchałem też HD 800 z kablem Entreq Challanger (niesymetrycznym) i tam zupełnie tego nie ma, a brzmienie HD 800 zyskuje wówczas bardzo dużo, no ale ten kabel to 3400 PLN w żywej gotówce albo płatne kartą. Zarazem dźwięki rozchodzą się u HD 800 dalej a wysokich tonów jest więcej, a w każdym razie bardziej zwracają na siebie uwagę. Dół nie schodzi tak nisko i nie ma takiej masy (do tego potrzebny jest wzmacniacz Bakoona), ale jest bardzo przestrzenny, tak jak wszystko w tym przekazie. Nie ma też tak silnego odczucia relaksu i tak zgęszczonych aromatów, ale jest za to powietrze, obszar i powiew. Te same koncerty przeniesione zostają w plener, bez żadnych ścian, bez zamknięcia. Tam gdzie przestrzeń znaczenie ma drugorzędne, jak w muzyce jazzowej, rockowej czy rozrywkowej, klimat tworzony przez Audeze zdawał się brać górę, ale tam gdzie odczucie dużego obszaru i odbicia od ścian koncertowych sal są ważne, jak w wielu utworach muzyki poważnej czy muzyce elektronicznej, przeważał klimat budowany przez HD 800. Tak w każdym razie to odebrałem.

 

HiFiMAN HE-6 (kabel firmowy, symetryczny)

Audeze_LCD-3_028 HiFi Philosophy

Widoczna na zdjęciu tarka, zwana fachowo Fazorem, to niedawne udoskonalenie, poprawiające propagację fal dźwiękowych.

Te słuchawki najbardziej są prozaiczne, ale to nie oznacza, że ta proza nie ma swojego powabu. Dla mnie miała go zawsze i mimo pewnej szorstkości, zwłaszcza pod nieobecność lamp w torze, przekonywała do siebie nieodmiennie w jednej chwili. Tu nie ma sztucznego pogłębiania, czarowania przedobrzonym kolorytem, zwodzenia rozbudowaną śpiewnością. Jest konkret, wyczuwalna surowość, jasne, niczego nie próbujące chować w półcieniu światło i przemożne odczucie realizmu. To życie w naturalnej, nieupiększonej postaci. Ulica oświetlona słońcem, a nie lampami i neonami, chodnik trochę zakurzony, a nie błyszczący jakby go dopiero polano wodą, uśmiech uśmiechem, a nie nadrealną sublimacją kota z Cheshire, a rytm zwartą jednością, a nie jakimś rozpełzłym nie wiadomo czym.

W porównaniu LCD-3 grają na przeciwnym biegunie. O wiele głębiej, masywniej, bardziej gęsto, ciemniej. Zdecydowanie bliżej w sensie intymności i nie tak delikatnie tam wszędzie gdzie taka kruchość i delikatność jest możliwa, tylko obszernie, dużym, niezwykle przekonującym dźwiękiem. Pomimo realności i pięknego kontrastu pomiędzy kruchością tego co kruche a mocą tego co mocne u HE-6, Audeze okazały się w sensie samej muzyki i siły wejścia w jej świat zdecydowanie górą, przy czym rysował się wyraźnie brak lepszego okablowana dla HE-6. Pamiętam, że słuchałem ich kiedyś z lepszym kablem i bardzo dużo właśnie w tej mierze dzięki niemu zyskiwały, a tutaj nie tylko takiego kable nie miały, ale jeszcze dochodziła do tego pewna surowość komputerowego brzmienia, pogarszająca z ich punktu widzenia sprawę. Najbardziej zaskoczyło mnie jednak to, że LCD-3 grają jeszcze bliżej, tak niemal sącząc przekaz do ucha, bo zawsze zdawało mi się, że to HE-6 budują taką scenę jakby się stało między wykonawcami. Faktycznie taką budują, lecz mimo to u LCD-3 jest jeszcze bardziej intymnie i bezpośrednio; tak tuż obok, na wyciągnięcie ręki. Poza tym znów pojawiła się sytuacja, że dużo zależało od konkretnej płyty. Dla przykładu na samplerze Naima przewaga amerykańskich planarów była bardzo wyraźna, a na wielu innych płytach topniała właściwie do zera i wcale nie byłbym pewny, które spośród trzech porównywanych słuchawek dla siebie bym wybrał.

Odsłuch: Ze wzmacniaczem ASL Twin-Head

Audeze_LCD-3_024 HiFi Philosophy

LCD-3 już przy stanowisku desktopowym pokazały swoją wielką wartość.

   Zgodnie z obietnicą kontynuujmy starania o dostarczenie potencjalnie najlepszym na świecie słuchawkom jak najlepszego dźwięku. A w ramach tego ASL Twin-Head i odtwarzacz Accuphase DP-720 po różnych kablach, żeby rzecz dobrze przebadać. No i oczywiście grono słuchawkowej konkurencji, tej co bezwstydnie uważa, że to jej słuchawki a nie Audeze są najlepsze na świecie.

Zacznę od konstatacji ogólnej, ale w jej ramach niczego nowego niestety nie powiem. Dwa dni spędziłem, a każdego z nich wiele godzin, mozolnie i z uporem wyszukując najbardziej miarodajnych fragmentów muzycznych, zdolnych najlepiej obrazować podobieństwa i różnice. Poza samymi Audeze w porównaniach uczestniczyło sześć par elitarnych słuchawek, z których odniosę się tylko do czterech, bo pozostałe nie posiadają jeszcze recenzji i nie będziemy pchać się przed szereg, chociaż warto nadmienić, że te pozostałe, to znaczy Pandora Hope VI i Ultrasone Edition5, były nie mniej ważne poznawczo i nie mniej do sprawy wnoszące. A konstatacja ogólna jest taka, że mimo wysilonych prób i wielokrotnego zmieniania zdania o umiejętnościach i wzajemnych relacjach poszczególnych konkurentów, nie udało się  wskazać jednoznacznego zwycięzcy. I to nie na zasadzie, że w gruncie rzeczy, to by się nawet dało, ale z uwagi na pewne niuanse i chęć dochowania pełnego obiektywizmu, trzeba się jednak powstrzymać, choć tak właściwie to moim zdaniem kolejność przedstawia się następująco – i tu wyliczenie.

Zupełnie nic w tym stylu. Przeciwnie, pozostaję w najgłębszym przeświadczeniu, że w tym przynajmniej  sprzętowym zestawieniu nikt nie okazał się lepszy, i to na bardzo twardej podstawie, że mowy nawet nie ma, by kogokolwiek próbować wskazywać. A wszystko to w następstwie faktu, że każde z łącznie siedmiu elitarnych słuchawek grały inaczej, przy czym kiedy je zestawiać parami, czasem te różnice były umiarkowane, chociaż zawsze doskonale słyszalne, ale przeważnie okazywały się wręcz drastyczne. Każde ze wspomnianych to inny brzmieniowy świat. A każdy z tych światów jest na swój sposób niezwykły i przebogaty, ale jednocześnie ta różność doskonale tłumaczy, dlaczego tak często jesteśmy świadkami, że posiadacz którychś z wymienionych zaczyna najpierw się wiercić, a zaraz potem zyskuje absolutną pewność, że musi te swoje dotąd ulubione natychmiast zamienić na inne, bo tego mu brakuje, tamto chciałby inaczej, a to mogłoby ewentualnie zostać, ale pod warunkiem…

Audeze_LCD-3_002 HiFi Philosophy

Prawdziwym testem umiejętności będzie jednak lampowy system referencyjny.

To wszystko staje się oczywiste i jak najbardziej zasadne, tylko trzeba mieć możność zebrania takiej słuchawkowej elity w jednym miejscu i dysponowania torem, o którym nie da się powiedzieć, że był za słaby i dlatego to albo tamto nie zostało ukazane należycie. Każdy tor można oczywiście jakoś podważać i każdemu coś da się zarzucić, ale gdzieś musimy postawić tamę sprzętowemu szaleństwu i coś uznać za miarodajne. A sądzę, że tor tutaj użyty jak najbardziej się do tego nadawał. Dlatego pokrótce scharakteryzuję każdego z konkurentów, a na koniec oddamy głos samym Audeze, bo to wszak ich recenzja. Wyliczenie będzie alfabetyczne.

 

AKG K812 (kabel FAW Noir)

Jak już niedawno wspominałem, nowe flagowe AKG zmieniły się od czasu pisania ich recenzji w stopniu niemałym, a co za tym idzie w niemałym stopniu podważyły to co tam napisano. Najkrócej mówiąc – dojrzały i okrzepły. Dźwięk im zmężniał, nabrał masy i substancji. Nie są już eteryczne i półprzeźroczyste, tylko całkiem konkretne, aczkolwiek pozostała im krystaliczna czystość brzmienia i fantastyczna precyzja. Spośród tutaj obecnych najbardziej były precyzyjne i dokładne obok Ultrasonów E5, co czyni z nich znakomite narzędzie profesjonalne, którym z założenia wszak są. Grają dość blisko słuchacza, co nie przeszkadza im w produkowaniu dość dużej sceny, a szczególną uwagę zwraca, jak fantastycznie potrafią ciągnąć soprany oraz specyficzny, bardzo starannie opowiedziany i przestrzenny bas. Znakomicie potrafią też oddawać brzmieniową potęgę i schodzą bardzo nisko, ale nie są przesadne w oddawaniu efektu „bum!”. Niski, ciągnący się grzmot, to nie jest ich specjalność. Gdy chodzi o całość pasma, to nie mają efektu siodła, tylko średnica jest właśnie bliska słuchacza – dotykająca i fenomenalnie zobrazowana w sensie oddania swoistości głosów. Bliska, ciepła i naturalnie piękna wokaliza, to jedna z ich specjalności. Brzmienie z kablem Noir mają lekko światłocieniste, wspaniale uwypuklające plastyczność. Pogłosowość bywa przy odpowiednim materiale nagraniowym silnie zaznaczona, ale się nie narzuca. Podczas porównań zauważyłem, że potrafi się pojawiać tam, gdzie u innych bardzo jej brakowało, tak więc na swój sposób jest perfekcyjna. Jedyna potencjalna wada, to brak takiej sceny jak u HD 800 i Grado.

Audeze_LCD-3_003 HiFi Philosophy

Przy którym karty rozdaje tym razem najnowszy Accuphase DP-720.

Jedyna istotna słabość, to przy niektórych nagraniach pojawiająca się zbytnia chudość wysokich tonów, zwłaszcza na tle Audeze i HD 800, będąca następstwem braku zaokrąglania tylko ciągnięcia ich do oporu, co przy dobrych nagraniach (a ogólnie prawie zawsze) jest bardzo dobre, ale czasami obnaża słabość muzycznego materiału i wtedy tych zaokrąglających słucha się lepiej. Znakomita w efekcie tego wszystkiego wypadkowa poszczególnych ocen i w najmniejszym nawet stopniu nie zamierzam się ich pozbywać.

Odsłuch: Ze wzmacniaczem ASL Twin-Head cd.

Fostex TH-900

Audeze_LCD-3_030 HiFi Philosophy

I tak się złożyło, że na spotkanie na szczycie stawiło się wielu zawodników wagi ciężkiej.

   Spośród słuchanej w sumie siódemki one i AKG są zdecydowanie najpodobniejsze. Ale są i różnice. Fostexy bardziej podkreślają bas i częściej dokonują skoków temperatury. AKG są bowiem prawie zawsze minimalnie ciepłe, a one przeważnie są neutralne. Ale akurat z odtwarzaczem Accuphase dobitnie ukazały jego ciepły charakter, bo w przeciwieństwie do DP-900 jest DP-720 źródłem ciepło grającym. Sceny u jednych i drugich są podobne i podobna jest czystość oraz dźwięczność, natomiast AKG nieco lepiej potrafią ukazywać swoistość głosów. Nie jest to duża różnica, ale wyczuwalna. Fostexy zwykle mają też więcej pogłosów, ale czasami to AKG przejmują pod tym względem pałeczkę. A tak ogólnie, to są Fostexy znakomitymi słuchawkami zamkniętymi, które przy ogromnym całościowym brzmieniowym bogactwie nigdy praktycznie nie rodzą problemów z łatwością słuchania, a najbardziej spektakularną ich cechą jest nisko schodzący, mrukliwy bas, pięknie kontrastujący z elegancką średnicą i wysoko strzelającymi, wyjątkowo czystymi sopranami. Bardzo przeto chciałbym je mieć. To wyjątkowo udana konstrukcja zamknięta, podobnie jak AKG całościowo bliska perfekcji. Dużo łatwiejsze do napędzenia niż Audio-Technica ATH-W5000 i nie robiące takich psikusów jak zdaje się podrabiane albo nie trzymające jakości Denony AH-D7100.

 

Grado GS1000i

Spośród porównywanych te są obok Audeze na pewno najbardziej czarodziejskie, ale na zupełnie innej zasadzie. Ta para to antagoniści, a to samo w sobie tłumaczy, dlaczego są czarodziejskie. Po prostu najbardziej odbiegają od reszty, a że robią to w sposób spektakularny, odbywają się przy tym czary. Grado oczywiście czarują sceną, a przy tym odbiciami. Kiedy miałem wyjątkowo echowe ATH-W5000, ta pogłosowość GS1000 mniej do mnie docierała, a poza tym nigdy wcześniej nie było okazji do tak rozległych porównań. Szczególnie ciekawe było przy tym zestawienie z HD 800, które także operują ogromną sceną. Ale, jak się okazuje, na zupełnie innej zasadzie. Sięgnąłem po płytę SACD, bo te są dla odtwarzaczy SACD najbardziej pożądane, a wybrałem między innymi koncerty fortepianowe Chopina w wykonaniu Artura Rubinsteina. Trzecia część I koncertu rozpoczyna się spektakularnym wejściem orkiestry, a zaraz potem nadciąga fortepian.

Audeze_LCD-3_010 HiFi Philosophy

Nie zabrakło ani Sennheiserów HD 800, ani Grado GS-1000i.

Tych dwadzieścia parę sekund potrafi powiedzieć o słuchawkach prawie wszystko. Gdyby jeszcze ktoś tam śpiewał, byłby komplet. I tu właśnie pokazała się ogromna różnica. HD 800 grały bowiem prawie samą orkiestrą, a pogłos sali był tylko minimalnym do tego dodatkiem. Natomiast Grado to był prawie sam pogłos – ściana dźwiękowych odbić uderzała w słuchacza, dając wrażenie większego jeszcze ogromu i budując zupełnie inną atmosferę. Także pierwszy plan HD 800 miały dużo bliższy, co jeszcze potęgowało sceniczny ogrom dużo dalej grających Grado. Równocześnie te ostatnie operowały mniejszymi dźwiękami, coś trochę jakby patrzyć przez odwróconą lunetę, bardziej akcentowały też niski bas, wyżej i migotliwiej ciągnęły soprany, a jednocześnie (to już na innej płycie) lepiej obrazowały swoistość głosów. Najlepiej obok AKG i Audeze. Ich fortepian był inny – dalszy, dźwięczniejszy, trochę wyżej nastrojony, ale mniej pełny i majestatyczny niż u HD 800. Całościowe efekty były więc zupełnie inne. U HD 800 brzmienie spektakularne, ale – nazwijmy to – normalne, a u Grado skrajnie ekspresyjne, niezwykłe, głęboko zaaranżowane. Bardzo naprawdę inne. A do tego jeszcze Grado niezwykle są czułe. Przeważnie to u nich najlepiej słyszalny był szum tła, a jednocześnie postać tego szumu najłatwiej była przyswajalna, bo mimo największej obecności najmniej drażniąca, gdyż najmniej piskliwa. O innych odniesieniach do Audeze wrócę przy ich opisie.

 

Sennheiser HD 800 (kabel Entreq Challanger)

Kabel Challanger mocno ingeruje w brzmienie flagowych Sennheiserów i czyni to spektakularnie. To najlepszy dla nich kabel jaki słyszałem. Wzbogaca przekaz, rozwibrowuje go (chwilami aż nadmiernie), nasyca kolorystykę, trochę przyciemnia obraz, a jednocześnie operuje fenomenalną czystością, genialną zrywnością i wspaniałą spontanicznością, a w efekcie narzucającym się całościowym efektem „Ach!”, który naprawdę okazał się przemożny. Za każdym razem kiedy dokonując porównań sięgałem po HD 800, byłem aż przytłoczony kontrastem przejrzystości medium i nasycenia samych dźwięków.

Audeze_LCD-3_005 HiFi Philosophy

Japoński Fostex również wystawił swojego czempiona.

Niejedna płyta właśnie w ich wykonaniu dzięki temu wypadła najlepiej. Rzeczami dla nich swoistymi są na głośnikowy sposób zaokrąglająco wykończone soprany i duże źródła dźwięku. Zarazem dość bliski, chociaż nie bezpośredni, pierwszy plan, tworzący dodatkowy kontrast z ogromem sceny. Scena ta jest bardziej normalna a mniej efekciarska niż u Grado, także bardzo podobna w stylu do dużych kolumn podłogowych, o których twórcy tych słuchawek sami przyznali, że były dla nich akustycznym wzorcem. Tak więc kto chce mieć głośniki podłogowe na uszach, a nie chce lub nie może używać AKG K1000, w sennheiserowskich HD 800 znajdzie najlepszego sprzymierzeńca.

Odsłuch: Ze wzmacniaczem ASL Twin-Head cd.

Audeze LCD-3 (kabel FAW Noir)

Audeze_LCD-3_006 HiFi Philosophy

Śmiertelny rywal Audeze, w postaci HE-6, również nie mógł przepuścić takiej okazji.

   No to jesteśmy u celu, na gruncie przedmiotu recenzji. Jak już zdążyłem powiedzieć, są to słuchawki czarodziejskie. Ale najpierw dwa słowa o kablu. Wiele do powiedzenia nie ma, ale kabel FAW przydał jeszcze ich brzmieniu czarodziejskości. Stało się ono głębsze, bardziej tajemnicze i bardziej takie z meszkiem, a ja meszek kocham.

Teraz o samych słuchawkach. One naprawdę są niepowszednie i szalenie trudno je obiektywnie ocenić. Ale spróbujmy. Kilka rzeczy jest niewątpliwie najważniejszych. Kiedy odnosić je do poprzednika, czyli LCD-2, najbardziej zwraca uwagę całościowy wzrost przejrzystości i ekstensji sopranów. Tu się już żadną miarą nie da powiedzieć, że medium jest w jakimś stopniu niedostatecznie transparentne, a góra zrolowana. Przejrzystość okazuje się całkowita, choć atmosfera nie jak z dziennym światłem w słonecznym blasku. Tak to gra na przykład Pandora Hope VI. Ale nie jest też mroczno, a tu w każdym razie tak nie było. Było natomiast cieniście, nastrojowo i esencjalnie. Ale na razie jesteśmy przy sopranach, a one okazały się bardzo specyficzne, w kluczowym stopniu określając tych słuchawek specyfikę. Otóż przy całej swej otwartości są te soprany niskie. Zdecydowanie najniższe spośród wszystkich tutaj porównywanych i prawie na pewno najniższe spośród wszystkich wybitnych słuchawek jakie są i były. (Nie jestem pewien, bo nie wszystkich słuchałem.) Zarazem są też obszerne, to znaczy sferycznie porozciągane. W naprawdę dużym stopniu, znowu chyba największym, a na pewno większym niż u HD 800, które też takie, i w sumie dosyć podobne, mają. (Pisałem  już kiedyś o dwoistości sopranów u HD 800, to znaczy o dwóch sposobach w jaki one potrafią je prezentować.) Ale niskie brzmienie i sferyczna obszerność nie wyczerpują znamion specyfiki sopranów u LCD-3. One są jeszcze na dokładkę odrobinę nosowe i bardzo przez to charakterystyczne. Odrobinę nosowy, lekko obniżony jest cały ich dźwięk, co było widoczne już przy komputerze, a na co można nie zwrócić bez porównywania uwagi, ale tak jak AKG czy Pandora potrafią strzelić sopranowym pikiem, tak Audeze nigdy tego nie robią i w wielu nagraniach staje się to pozytywną wartością, zwłaszcza w tych kiepskich. Tak budowana sfera sopranowa, w połączeniu z całościową potęgą brzmienia i wyjątkowo nisko schodzącym, najpotężniejszym (niższym nawet niż u Fostexów i Grado) basem, daje niepowtarzalny klimat, na który składają się jeszcze trzy inne ważne cechy.

To brzmienie jest – po pierwsze – bardzo przyjazne, takie złotobrązowe, niezwykle pełne (bo przecież ten bas i ten sopran), dające wyjątkowy poziom relaksu.

Audeze_LCD-3_021 HiFi Philosophy

Tu przecież się rozchodzi o supremację na rynku słuchawek planarnych!

Ale na tą relaksacyjną formę składa się także – po wtóre – brak pogłosów. Bardzo często u tych słuchawek one w ogóle nie występują. Przy komputerze w nieznacznym stopniu pojawiały się wprawdzie zawsze, ale z Twin-Head jedynie sporadycznie. Niemal zawsze pojawiało się za to granie „tu i teraz”, bez żadnego akustycznego otoczenia. Nie zawsze tak było, na przykład w muzyce elektronicznej odbicia potrafiły się zjawić i nawet potrafiły być bardzo mocne, ale przeważnie nie czuło się odbić, tylko samą okalającą nas chmurę gęstego, bezpośredniego dźwięku. No i właśnie otaczająca – bo tertio – jest ten dźwięk bardzo bliski, całkowicie do nas przylegający. Na niektórych płytach i w niektórych zestawieniach sprzętowych tak blisko potrafią grać także planarne HiFiMAN-y HE-6, których z oczywistych przyczyn przy Twin-Head nie było, ale które jeszcze na finał tu wrócą, jednak ogólnie to Audeze grają słuchacza najbliżej i najbardziej go okalają. Są tuż, oddziałując bezpośrednio, natomiast przeważnie rezygnują z charakteru pogłosowego, co je bardzo wyróżnia i czyni antagonistą Grado GS1000 czy Audio-Techniki ATH-W5000.

I teraz dochodzimy do kluczowego momentu, o którym nie zapomniałem i niech się nikomu nie zdaje, że pominę w tych rozważaniach średnicę. Jest prawdą, przez wielu już ustaloną, a przez jeszcze liczniejszych wynoszoną wprost pod niebiosa, że Audeze LCD-3 operują wyjątkowo mocną, wręcz podkreśloną średnicą. Bo tak jak Grado grają odwróconą lunetą, tworząc innego rodzaju specyfikę, opartą o wielką, pogłosową scenę, potężny bas i strzeliste soprany, pomiędzy którymi ukazuje się oddalona średnica, która mimo tego oddalenia okazuje się jednak operować fantastycznie swoistymi ludzkimi głosami (w niczym tą odległością nie ujednoliconymi ani nie zubożonymi) tak Audeze ten środek pasma wręcz pchają na nas i nawet ten ich potężny bas jest tylko do tego dodatkiem. W muzyce symfonicznej daje to taki efekt, że wszystko jest potężne, przestrzenne w sensie samych dźwięków, ciepłe, bogate i ze wspaniałymi instrumentami dętymi, ale bez wrażenia jakiejś wyjątkowej przejrzystości i bez sopranowych wzlotów. Pogłosów prawie nie ma, wszystko jest bardzo bliskie, a jednocześnie – i to chyba jest najważniejsze – ta lekka nosowość i ogólna specyfika brzmienia sprawiają, że wyjątkowo dobrze uwidacznia się chronologiczność nagrań. Wszystkie starsze, choćby nawet były bardzo dobrej jakości, zyskują w jakimś stopniu walor retro, co można odbierać jako pozytyw, a można jako pejoratyw. Porównywałem między innymi wszystkie słuchawki za pośrednictwem Nocy na Łysej Górze Musorgskiego; i wszystkie kreacje poza tą Audeze wydawały się bardzo aktualne, mimo iż to nagranie pochodzi z końca lat 50-tych, podczas gdy jedne tylko one ten zabytkowy charakter uwidaczniały i czyniły doskonale słyszalnym.

Audeze_LCD-3_018 HiFi Philosophy

A walka o tron trochę nierówna, bo Hifimanom wyraźnie ciąży ich własny, firmowy kabel…

A czy się to komuś będzie podobało, czy wolał będzie taką doraźną aktualizację poprzez maskowanie, to już nie moja sprawa. Od siebie mogę tylko powiedzieć, że sam odebrałem to jako interesujące, a odmienność od reszty jako pozytyw. Nie czyniło to produkcji muzycznej w wykonaniu Audeze lepszą, ale czyniło ją ciekawą i wyjątkową. I w sumie dotyczyło to wszystkich wykonań. One są inne – specyficzne i wyjątkowe. A do relaksu na jakościowych szczytach i intymnej wokalizy niezastąpione.

Odsłuch: Ze wzmacniaczem Audion Silver Night

   Pora na finał. Wiem, wszyscy włącznie ze mną są już bardzo zmęczeni, bo dużo tego było, ale zdobądźmy się jeszcze na ostatni wysiłek i przeprowadźmy finałowe porównanie samych słuchawek planarnych, za pomocą wzmacniacza na lampach 300B o kilkunastowatowej mocy.

Audeze LCD-3

Audeze_LCD-3_013 HiFi Philosophy

I doszło do dogrywki. Tu pole do popisu dostaje nie słuchawkowy wzmacniacz marki Audion na lampach 300B.

Już tych Audeze w gdańskim Premium Sound z tym wzmacniaczem słuchałem i właśnie dlatego go do siebie przywiozłem. To zestawienie jest popisowe, aczkolwiek nie wolne od jednej przywary i dlatego nie ostateczne. Lampy 300B w konfiguracji wyjść głośnikowych są dla tych Audeze trochę za mocne i dlatego słychać lekkie mruczenie, a czasami także chwilowe poświstywanie. Być może zastosowanie lepszych zamienników dla sterujących 6N23P dałoby dobry rezultat, co zamierzam jeszcze sprawdzić, ale tak jak tutaj, słuchany z oryginalnymi rosyjskimi lampami sterującymi i czeskimi mocy (JJ 300B), nie był Audion do końca dopasowany. Dawał jednak coś w zamian – coś bardzo ważnego – mianowicie określał prawdziwy potencjał tych słuchawek. Są one bowiem nieco zwodnicze. Ze wzmacniaczem takim jak Twin-Head, mającym moc poniżej jednego Wata, potrafią grać bardzo głośno i naprawdę upojnie, ale nie jest to brzmienie kompletne. Z kolei kilkunastowatowy Audion był jednak za mocny. Tak więc słuszna jest uwaga samego producenta, że dobrze jest je napędzać w przedziale 1-4 W. Sam skłaniałbym się co prawda raczej do tego 4, a może nawet więcej, ale to jest do przetestowania – do określenia na słuch, natomiast teoretyzując najlepszy dla tych Audeze byłby taki Audion Silver Night na lampach 2A3 (jest taki i ma moc 2 x 3,5 W), albo jakaś inna końcówka na tych lampach, względnie jeszcze inny Audion, na PX-25 (też jest taki, o mocy 2 x 6 W). Może się kiedyś uda tego wszystkiego posłuchać, ale na razie pora zdać relację ze spotkania z tym trochę za mocnym na 300B.

Co taka moc daje? Otóż daje parę rzeczy istotnych – kluczowych nawet. Po pierwsze, wzmacnia ekstensję sopranów. Te planarne magnesy muszą, jak się okazuje, dostać więcej energii, by wprawić membranę w odpowiednio wysokie częstotliwości. I to jest właśnie zwodnicze, bo przy mniejszej dawce mocy można grać bardzo głośno, a soprany mogą pozostać cofnięte. A przy dużej tego nie ma i na tym samym poziomie głośności ich udział w brzmieniu okazuje się większy. Nie zmieniają przy tym zasadniczo charakteru – wciąż pozostając sferyczne i pozbawione piskliwości – ale stają się bardziej migotliwe i wyżej się wspinają. A to zmienia całościowy charakter dźwięku i staje się on dzięki temu bardziej kompletny.

Druga rzecz, to szybkość i dynamika. Te zmieniają się radykalnie i w efekcie wszystko nabiera życia. Czuć szybsze pulsowanie, żywszy atak i większą skalę dynamiczną. Bas schodzi jeszcze niżej, ekstremalnie wręcz nisko, a do tego jest fantastycznie przestrzenny a także znakomicie określony. Żadnego rozmycia, żadnego zlewania – pełna perfekcyjność brzmieniowego kształtu, do której jeszcze wrócę. A wszystko to łączy się w całość, która bardzo trudna jest do słownego określenia, a zarazem dominująca w sensie sonicznym: mianowicie na ogólną postawność i moc tego dźwięku. Staje się on bardziej prężny i cały czas odczuwa się jego wielką energię. Po prostu czuć, że nie ma żadnych ograniczeń i swą siłą może przełamać każdą barierę. Nie jest tylko obrysem, samą linią melodyczną i dynamicznymi pośród niej akcentami, tylko żywym dźwiękowym zwierzęciem o mocy lwa.

Audeze_LCD-3_016 HiFi Philosophy

A rozstrzygnięcia wciąż brak. Bo po prostu dwie odmienne szkoły grania. Choć obie konstrukcje zaliczają się do elity elit.

A to czyni zasadniczą różnicę, bo taka prężna pełność przyczajona do skoku w połączeniu z dynamiką i atakiem to inny świat. Ale zarazem, mocą wspaniałego kontrastu, pozostaje wciąż obecna już wcześniej, nawet bez tych dodatkowych Watów, wspaniała przyjazność i melodyjność. To moc życzliwa i przesiąknięta muzyką. Muzykalna wyjątkowo. Dlatego ta prężność nie skacze tylko płynie. Jest jak potężny strumień lawy zdobiony sopranowymi iskrami. Brzmi to kapitalnie i rodzi wyjątkowo silne skojarzenia z żywą muzyką, której jest bardzo bliskim wcieleniem.

Ostatnia kwestia, jaką chciałem poruszyć, to problematyka związana z pogłosowością. Nie dawała mi ona spokoju i postanowiłem rzecz bliżej zbadać. Czy faktycznie Audeze LCD-3 są aż tak bezpogłosowe? Czy jedynie muzyka elektroniczna dobywa z nich silny pogłos? Otóż nie, a sprawa przedstawia się następująco. Wziąłem płytę z najwybitniejszym musicalem wszechczasów, z mozartowskim „Czarodziejskim fletem”, przy którym wszystkie inne musicale to pikuś na małych kółkach. Ta płyta nagrana została na żywo i w bardzo pogłosowym otoczeniu. Rad byłem niemało z siebie, że po nią sięgnąłem, bo znakomicie zobrazowała sytuację. Otóż rzecz ma się w ten sposób, że kiedy tego Mozarta słuchać za pośrednictwem LCD-3, stajemy się uczestnikiem spektaklu. Wszystkie recytatywy (a jest ich tam masa) kierowane są bezpośrednio do nas, a śpiewacy śpiewają tuż obok, o metr. Nie jak u porównywanych bezpośrednio HE-6, w których aranżacji było tak, jakbyśmy siedzieli w pierwszym rzędzie na widowni, tylko jakby stać samemu na scenie i móc jednym ruchem komuś obok ściągnąć perukę. A w takich warunkach pogłosy okazały się jak najbardziej obecne, ale zupełnie inne. Zakreślały bowiem o wiele mniejszy obszar i rozchodziły się w inny sposób. Nie tak dźwięcznie i bezkresnie jak u innych słuchawek, tylko zdecydowanie bliżej, coś jakby tylko w dużym pokoju a nie w wielkiej sali czy w kościele. A to tworzyło zupełnie inną atmosferę: nie tak spektakularną i wyalienowaną, tylko bardziej normalną i ludzką. Tak więc w wykonaniu LCD-3 mozartowski spektakl zyskiwał postać bardziej bezpośrednią i bardziej był w ludzkiej skali, a w wykonaniu HE-6 i innych słuchawek bardziej teatralną i niepowszednią. Były to w tej sytuacji dwa zupełnie różne spektakle i obie postaci tego „Czarodziejskiego fletu” niezwykle mnie sobą urzekły. Nie umiem powiedzieć, która była lepsza, bo obie na swój sposób były doskonałe.

 

HiFiMAN HE-6

O największym konkurencie Audeze, tak przeze mnie w ich własnej recenzji chwalonych HiFiMAN HE-6, trzeba na wstępie powiedzieć, że w połączeniu z Audionem stworzyły zupełnie inny obraz. Na dzień dobry trzeba też tutaj zaznaczyć, że tym razem dopasowanie słuchawek i wzmacniacza było idealne, toteż szmer nawet najmniejszy w muzycznych pauzach się nie pojawiał, a z tej bezszmerowej ciszy wyłaniała się inna muzyka. Przede wszystkim dalsza, o mniejszych źródłach, a także twardsza i bardziej konturowa. Tak jak Audeze były niezwykle bliskie, płynne i o giętkich, łagodnych obrysach, tak HE-6 dalsze, twarde bardziej kanciaste i bardziej wyraziste. Atak miały szybszy, obrazowanie bardziej soczewkowe – czyli w pewnym pomniejszeniu, a wybrzmienia krótsze. Grały także jaśniej i bardziej zaznaczały akcenty. Uważnie przeanalizowałem bas u obu słuchawek i ten od Audeze okazał się schodzić niżej oraz był znacznie bardziej przestrzenny, a ten od HE-6 bardziej zwarty, mrukliwy, dużo twardszy i punktowy. Oba były świetne, ale ten z Audeze lepszy. Bardziej prawdziwy. Duży bęben gra bardziej tak jak one to pokazują. Inna była też scena i inne echa, o czym już mówiłem.

Audeze_LCD-3_012 HiFi Philosophy

Audeze LCD-3. Słuchawkowy mus dla wszystkich wielbicieli muzycznego relaksu i odprężenia.

Kiedyś z Croftem to HE-6 grały tak jakby się stało na scenie, ale z Audionem raczej tak jakby być z samego jej kraja; też bardzo blisko, ale jednak z pewnym nieznacznym dystansem. Sama zaś scena była dużo większa, w pewnych kreacjach nawet bardzo duża, a u Audeze niemal zawsze kameralna i bardzo intymna. Ale największa różnica dotyczyła samego przepływu muzyki. U Audeze właśnie płynnego, melodyjnego, niezwykle przy tym obfitego i pełnego, a jeszcze na dokładkę gorącego; podczas gdy u HE-6 było bardziej świeżo, tak przy tym trochę na baczność a nie spocznij, bardziej też rytmicznie, jasno, przejrzyście i wyraziście. Gdyby to porównywać do pejzażu, to ten od HE-6 był jak miasto z jego bryłami domów, widziane w jasnym świetle dnia i w rześkim powietrzu, a ten z Audeze jak bliskie pagórki skąpane złocistym słońcem zachodu, wędrującym z wolna ku zmierzchowi upalnego dnia. I ten upał aż czuć było na skórze i czuć dotyk gorącej trawy.

Podsumowanie

Audeze_LCD-3_023 HiFi Philosophy   Słowo »krótko« może teraz zabrzmieć jak drwina, ale postaram się skracać. Audeze LCD-3 to słuchawki wyjątkowe. Wprawdzie, jak wykazały porównania, właściwie wszystkie są takie, ale one i Grado GS1000 najbardziej. Intymność, bliskość, brzmieniowa pełnia, najniżej schodzący bas i gorąca atmosfera czystej muzyki, to ich wpisy do muzycznego rodowodu. Nie są łatwe, bo zwodzą pozorną łatwością napędzania, a w istocie potrzebują dużej mocy. Nie są też łatwe dlatego, że ich muzykalność zyskuje prawdziwy wymiar dopiero w także muzykalnym torze. Ale kto chciałby doświadczyć bardzo bliskiego kontaktu z żywą muzyką, kto ceni sobie kameralność i bezpośredni dotyk, ten lepszych słuchawek nie znajdzie.

 

W punktach:

Zalety

  • Wybitna muzykalność.
  • Sprawiona pięknym płynięciem muzyki.
  • Bezpośredni, intymny kontakt z wykonawcami.
  • Sprawiony kameralną sceną, na której sami jesteśmy.
  • Duże, realistyczne źródła dźwięku.
  • Potężny bas.
  • Eksponowana średnica.
  • Przy odpowiednim wzmacniaczu piękne, całkowicie pozbawione agresji soprany.
  • Zjawiskowa przestrzenność samego dźwięku na całym obszarze pasma.
  • Gorąca atmosfera.
  • Żywiołowość.
  • Przy napędzie mającym moc kilku Watów ogromna energia dźwięku.
  • Elegancja pozbawionego jakiejkolwiek ostrości dźwiękowego obrysu.
  • Zjawiskowe wypełnienie. Wręcz bezkonkurencyjne.
  • Najwyższy poziom muzycznego relaksu, potrafiący w przypadku najlepszych torów przeistaczać się w zjawiskowy realizm.
  • Bardzo wygodne.
  • Dwa kable w komplecie (i oba długie).
  • Dwa opakowania do wyboru.
  • Dobre surowce.
  • Mają już swoją legendę.
  • Łatwe do odsprzedaży.
  • Made in USA.
  • Polski dystrybutor.

 

Wady i zastrzeżenia

  • Potrafią brzmieć nieco nosowo.
  • Nie maskują archaiczności nagrań.
  • Odniosłem wrażenie, że pewne zakresy pasma nieco się gubią.
  • Bardzo wysoka cena.
  • Ciężkie.
  • Brak finezji w samych założeniach konstrukcyjnych i wykończeniu.

 Sprzęt do testu dostarczyła firma:

audiomagic

 

 

 

Strona producenta:

c06ca3df_Audeze_Logo-Night-BG_600x300

 

 

 

 

Dane techniczne:

  • Słuchawki ortodynamiczne o budowie otwartej.
  • Powierzchnia membrany: 39,8 cm².
  • Przetworniki o magnesach neodymowych.
  • Pasmo przenoszenia: 5 Hz – 50 kHz.
  • Skuteczność: 93dB/1mW
  • Impedancja: 110 Ω.
  • THD: < 1% na obszarze całego pasma.
  • Zalecana moc wzmacniacza: 1-4 W.
  • Maksymalna moc chwilowa: 15 W/200 ms.
  • Maksymalne natężenie dźwięku: 133 dB.
  • Waga bez kabla: 600 g.
  • Dwa kable (XLR 4-pin i duży jack) o długości 2,5 m w komplecie, plus przejściówka na mały jack.
  • Neseser z tworzywa lub drewniana skrzynka do wyboru.
  • Płyn do konserwacji elementów drewnianych.
  • Indywidualny wykres przebiegu pasma danego egzemplarza do pobrania na stronie producenta.
  • Cena: 7450 PLN.

 

System:

  • Źródła dźwięku: PC z płytą główną Asus P8Z77-Pro i procesorem Intel i7, Accuphase DP-720, Cairn Soft Fog V2.
  • DAC/słuchawkowy wzmacniacz: Sennheiser HDVD 800.
  • Wzmacniacz słuchawkowy: ASL Twin-Head Mark III (z podstawkami Solid Tech).
  • Wzmacniacz zintegrowany: Audion Silver Night 300B.
  • Słuchawki: AKG K812 (kabel FAW Noir), Audeze LCD-3 (kabel FAW Noir), Final Audio Design Pandora Hope VI, Fostex TH-900, Grado GS1000i, HiFiMAN HE-6, Sennheiser HD 800 (kabel Entreq Challanger), Ultrasone Edition5.
  • Kabel koaksjalny: Tellurium Q Black Diamond.
  • Kabel USB: Entreq Konstantin.
  • Interkonekty: Harmonix HS-101 Improved, TaraLabs Air1.
  • Kondycjoner: Entreq Powerus Gemini.
Pokaż artykuł z podziałem na strony

69 komentarzy w “Recenzja: Audeze LCD-3

  1. Soundman napisał(a):

    Ha,wreszcie się doczekałem recenzji LCD3.
    Dobra robota panie Piotrze, spodziewałem się takiego wyniku konfrontacji flagowych modeli, zwycięzcy nie ma ,są tylko różne preferencje brzmieniowe.
    Jedyny niedosyt mam bo zabrakło do porównania LCD2 rev2, z już produkcji tegorocznej wyposażonej w Fazor. Które notabene sam posiadam.
    Bo o ile się nie mylę to testował Pan kiedyś LCD2 pierwszą wersję, ta nowsza jest o wiele ciekawsza brzmieniowo z Fazorem niebezpiecznie zbliża się do LCD3.
    Na ile blisko sam jestem ciekaw.
    Idąc za ciosem warto zrobić recenzję LCD X, dla których niektórzy użytkownicy z forum HeadFi pozbyli się właśnie swoich LCD3.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Pójście za ciosem ma niedługo nastąpić, bo LCD-X oraz LCD-XC mają na dniach przyjechać. Mogę ewentualnie poprosić o te nowe LCD-2, ale nie wiem czy dystrybutor wytrzyma takie obciążenie, a poza tym LCD-3 niedługo odjeżdżają, bo inni recenzenci też się chcą z nimi zapoznać. Podobno LCD-2 znakomicie grają ze wzmacniaczem iCAN kiedy uruchomić to jego uprzestrzennienie, a to rodzi z kolei pytanie, jak by zagrały ze wzmacniaczem SPL Phonitor, który takie systemy uprzestrzenniające ma bardziej zaawansowane.

  2. Daniel napisał(a):

    Zaintrygowało mnie stwierdzenie jak niżej:
    ” i nie robiące takich psikusów jak zdaje się podrabiane albo nie trzymające jakości Denony AH-D7100″
    można cos więcej o tych psikusach i podróbkach?

    1. Marcin napisał(a):

      Słuchałem chyba 4 różnych sztuk denon 7100, na różnych torach. Z początku słuchawki te robią bardzo dobre wrażenie: dźwięk jest potężny, bardzo dociążony, z mocnym basem, kolorowy, barwy są bardzo nasycone (scena i szczegółowość na dobrym poziomie). Po jakimś czasie (400h ?) bas się uspokaja, nie jest już tak męczący i dominujący, ale znika to, co czarowało na początku – słuchawki odbiera się później jako wyblakłą po praniu bluzkę, która straciła swój koloryt i nasycenie barw.

      1. mikolaj612 napisał(a):

        I tutaj wkraczają Audio Technici 😉

        1. Marcin napisał(a):

          tzn.?

          1. mikolaj612 napisał(a):

            Obecnie słucham A2000X ze swojego toru, aczkolwiek zaobserwowałem przy W1000X z padami od A2000X, że to czysty żywioł i robią to czego D7100 nie potrafią, po prostu grają rozrywkowo, bas i ogólny dźwięk w D7100 przy takich W1000X z tymi padami to pukanie cherlawego dziecka patyczkiem po lodach w kartony jeśli o bas idzie 🙂
            Niesamowitą radochę dają wtedy te słuchawki a i wykonanie jest dużo lepsze niż ten plastik w Denonach, zupełnie taki sam jak w pękajacych D1100.

    2. Piotr Ryka napisał(a):

      Nie mam tak szerokiego spektrum doznań jak Marcin. Słuchałem tylko jednych D7100 od polskiego dystrybutora, które sam wygrzewałem i grały łącznie kilkaset godzin, ale nie wiem ile dokładnie. Do końca grały genialnie i takie D7100 bardzo chciałbym mieć na stałe, co znalazło wyraz w recenzji. A potem słuchałem jednych z UK, i to już było co innego; bez takiego wypełnienia i przyjemności, tak więc takie mógłbym sobie spokojnie darować. A czy one tak się wygrzewają, czy ktoś przy nich pomajstrował, bądź przeniósł produkcję do innego zakładu, a może je podrabiają, bo przecież w Chinach podrabianie odbywa się na masową skalę – tego nie wiem.

  3. Marcin napisał(a):

    2 z nich pochodziły z importu londyńskiego, dwie nie; te dwie ostatnie odsłuchiwałem w salonie denona i miały swoje pierwotne cechy, ale nie wiem co by się z nimi stało po jakimś czasie, choć mój znajomy kupił ten model z salonu i u niego po ok. 500h nastąpił ten sam efekt wyprania, więc to chyba ogólna przypadłość tych słuchawek. Kiedy się ich słucha już „wygrzanych” to nadal robią bardzo dobre wrażenie, ale jeśli się pamięta jak grały z początku to czuje się duże rozczarowanie i zawód, i najczęściej podejmuje się decyzje o ich sprzedaży wtedy.

  4. Marcin napisał(a):

    porównywałem łeb w łeb salonowe denon 7100 z audio-technica w5000 na torze za ponad 20tyś zł i te pierwsze podobały mi się bardziej pod każdym względem; w5000 miały przewagę w rozdzielczości, którą miały większą, więc wątpię, abym przedłożył te salonowo grające denony nad niższe modele audio-technica.
    Co do podróbek-niepodróbek: chińskie podróbki mogą być sprzedawane w Chinach, które nie znają pojęcia praw autorskich; w Europie sprzedaż może się odbywać tylko nielegalnie, najczęściej na bazarach; wątpię, aby te denony z Londynu były „farbowanymi” denonami, ale kto wie, pewności nie mam. Co do różnicy cenowej – po premierze model 7100 kosztował 5500 zł, teraz ponad 3 tyś zł, a mp3store niedawno sprzedawał je po 2 tyś. Może to wszystko też „podróbka”, a może one tak mają; grado po wygrzaniu grają o niebo lepiej, może denon po wygrzaniu gra po prostu gorzej.

    1. mikolaj612 napisał(a):

      One w moim mniemaniu nawet 2 tyś zł nie są warte.

      Co do W1000X wspomniałem, pady do obowiązkowej wymiany, odsłuchiwane były na moim prywatnym torze, Denony na żadnym osprzęcie jaki miałem pod ręką nie spodobały mi się, podobnie było Ultrasone Signature PRO.

    2. Tomek napisał(a):

      Co do wrażeń Marcina odnośnie d7100, potwierdzam w całości. Nawet chciałem zamienić moje d7100 na jego Grado rs1 z moją dopłatą, przewidziałem oczywiście, że Marcin nie przystanie na tą propozycję. Niemniej jednak mnie cały czas d7100 się podobają bardzo. Co do wrażeń Mikołaja – znany jest on z tego, że denonów nie lubi, także topowych i daje temu wyraz, gdy tylko ma sposobność aż nazbyt moim zdaniem dosadnie i obrazowo, przy czym podkreślę z mocą sam, że Mikołaj obrazy d7100 rysuje zbyt grubą kreską i zbyt karykaturalne. Mikołaj, kiedy słuchaliśmy moich , chwilę, d7100 u Ciebie, szły z LC z MUSES, narzekałeś wtedy na ich kłującą górną średnicę, twierdząc, że to jedyna ich wada, z Twoim Rapture nic nie kłuje, ergo nie d7100 tu miały problem, tylko strojenie klona z nimi nie zgrywa sie tak dobrze w górze, jak z Rapture, pomijając, że klon sonicznie koło Rapture nie stoi.

      1. mkl napisał(a):

        d7100 na rs1 ? Tomku nie idź tą drogą !

  5. Piotr Ryka napisał(a):

    A czy mafia paliwowa sprzedaje w Polsce lewą benzynę na stacjach paliwowych? Albo rosyjski węgiel jako polski na składach opału? Oczywiście, że tak. Podobnie może być ze słuchawkami Denona, zwłaszcza że to były chyba słuchawki ze sklepów internetowych a nie ze sklepowych półek. Nie twierdzę, że to podróbki, ale teoretycznie przynajmniej jest to możliwe.

  6. Tomek napisał(a):

    Bardziej wierzyłbym tu w opis Marcina i wpływ ich wygrzewania na zmniejszenie basu, rzecz oczywistą, zdecydowanie. Miałem d600 z polskiego salonu, bardzo wnikliwie porównywałem każdy detal z d7100 z Londynu. To samo, bez dwóch zdań. 🙂

    1. Tomek napisał(a):

      W kwestii wykonania, pakowania, znakowania etc,

  7. Piotr Ryka napisał(a):

    Mogę się założyć o każde pieniądze, że kabel Entreqa bardzo dużo dla tych odchudzonych wygrzewaniem Denonów by zrobił, a już Audeos czy FAW dużo poprawił.

    1. Tomek napisał(a):

      Niech Pan nie kusi panie Piotrze, bom w hd600 słusznie zmienił kabel na copper series mk2 od Forzy, co i w srh1440 uczynię w wersji extended bass, ale żeby zmieniać w d7100 7n fabryczne na to od Audeosa czy Forzy nawet nie myślałem, ale kto wie, może zdarzy sie choć okazja porównać i opisać w muzostajni.

    2. Marcin napisał(a):

      Michał też kable w nich podmieniał; mój znajomy także i to na nie gorsze niż takie FAW czy Audeos; tym bardziej, że kabel firmowy od Donon jest bardzo dobrej jakości. Entreq byłby może lepszy, tylko, że ta hipoteza kosztuje więcej niż słuchawki, a dla mnie podmiana kabla to tylko półśrodek – lepiej kupić inne słuchawki. Takie samo gadanie z hd800 – ja rozumiem ludzi, którzy je kupują i kochają, Bóg z nimi, ale nie rozumiem po co się tłumaczą, że z kablem symetrycznym za ileś tam, z modyfikacją komory na coś tam i ze wzmacniaczem typu bakoon za 12 tyś zł, i ze źródłem za dwa razy tyle, i na takich a takich nagraniach to…to nie znajdziesz lepszych słuchawek; no możliwe, ale dla mnie to jak tłumaczenie się i to z dumą na twarzy, że po roku ciężkich treningów i super diecie i mnóstwie wyrzeczeń udało mi się założyć spodnie, które wcześniej były dla mnie za małe; ja bym po prostu kupił inne, pasujące spodnie.

      1. Piotr Ryka napisał(a):

        Problem polega na tym, że na rynku nie ma odpowiednich spodni.

        1. Marcin napisał(a):

          ? A sprzedawcy za każdym razem mówią, że ich produkt jest najlepszy i na pewno będzie pasować, można kupować w ciemno. Nawet jak są za małe czy za duże to i tak przez kilka tygodni, miesięcy ich nabywca wciąż powtarza: e tam, rozciągną się; e tam, trochę przytyją i będą idealne.

          1. Piotr Ryka napisał(a):

            Nie ma słuchawek będących postępem względem przeszłości. A Sony MDR-R10 weszły na rynek w 1989 roku. Właśnie mija ćwierć wieku, a wielu czytelników tego portalu urodziło się znacznie później.

  8. Marcin napisał(a):

    A te Audeze są po prostu za drogie.

  9. miroslaw frackowiak napisał(a):

    Kiedys jak pamietasz Piotrze napisalem ze jak dluzej posluchasz LCD3 ,to wstawisz je do grona najlepszych na swiecie sluchawek.Wiem ze nigdy nie napiszesz tak wprost ,ale mi po tej recenzji nie potrzeba tego slowa ktorego nigdy nie chcesz wypowiedziec, bo zaraz moze byc cos wykonane i grac lepiej!mysle ze to sa sluchawki ktore oprocz moich K-1000 bardzo by pasowaly do mojego Carego 300B!jak myslisz?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      One pasują do każdego dobrego wzmacniacza słuchawkowego o dużej mocy i zintegrowanego o małej. A już szczególnie do lamp. A jeśli słuchałeś ich z Cary, to od przodu czy od tyłu? A jeśli z obu stron, to gdzie grało lepiej?

  10. miroslaw frackowiak napisał(a):

    Zawsze na zaciskach glosnikowych z tylu wzmacniacza lepiej gralo !tak samo jak z sluchawkami K-1000.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Tak należało przypuszczać. A czy na Cary była tam z tyłu cisza, czy jakiś brum?

  11. Bartek napisał(a):

    Super recenzja. Bardzo fajnie sie to czyta. Taki wyzszy poziom lektury.
    Nachodzi mnie moje odwieczne pytanie ktore z tych sluchawek wedlug Pana najlepiej graja Rocka? Chodzi mi o wywolywanie tzw. ciarek, gesiej skorki lub zjezonych włosów 🙂 Czyli o tzw magię.

    pozdrawiam
    Bartek

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Każde to potrafią przy odpowiednim wzmocnieniu. Będę dzisiaj robił odsłuchy do recenzji Accuphase DP-720, to mogę zwrócić szczególną uwagę na rocka. Ale na pewno warto brać pod uwagę takie słuchawki jak HE-6 na Audionie (lub czymś równie mocnym) oraz AKG K812 z kablem FAW Noir albo innym dodającym masy. Także LCD-3 na czymś w okolicach 6 Watów. Dla wysokiej klasy sprzętu przenośnego (testowałem na AK240), najlepsze są Ultrasony Edition5. To bardzo specyficzne, tak nawiasem, słuchawki. No ale ta cena. Jeszcze się wygrzewają, tak więc nie umiem ich całościowo ocenić.

  12. miroslaw frackowiak napisał(a):

    Chcialem dodac ze recenzja twoja Piotrze LCD3 jest tak wyborna jak te sluchawki,zalety tych sluchawek trafione w dziesiatke,wad po odsluchu z moim Carym 300B nie stwierdzilem,nie gubily sie zakresy pasma i nie bylo ani troche nosowosci,moze dlatego ze Cary 300B jest dla mnie najlepszym wzmacniaczem sluchawkiwym na swiecie, co powinienes w koncu Piotrze sprawdzic!

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Kiedyś jeszcze sprawdzę. Ale wraz z przyrostem mocy ta nosowość i pewna nierówność pasma faktycznie ustępują. To słuchawki dla wzmacniaczy co najmniej kilkuwatowych i raczej lampowych. Ale może z końcówką Tellurium Q, First Watt F1, albo Sugdenem też byłoby rewelacyjnie.

  13. miroslaw frackowiak napisał(a):

    Wybieram sie Piotrze juz dwa miesiace na ta wspaniala farme, gdzie wlasciciel uzadzil salon sprzedazy i odsluchow najlepszych sluchawek i innych znanych sprzetow audio,mozna tam dowoli sluchac wszystkiego co maja godzinami,troche zdrowie szwankowalo(kolana),ale juz jest lepiej i wybiore sie tam na odsluchy!
    Bardzo blisko Londynu:
    http://hifilounge.co.uk/
    http://hifilounge.co.uk/index.php?route=information/visitus
    ostatni ich nabytek:
    http://www.highendheadphones.co.uk/oppo

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Przyjemna audiofilska posiadłość. Może uda się tam kiedyś trafić.

      1. Daniel napisał(a):

        Byłem tam jeszcze w zeszłym roku i polecam. Paul to bardzo sympatyczny facet, spędziłem tam praktycznie cały dzień. Dużo sprzętu do odsłuchu, miła atmosfera i dobra kawa : )

        Świetna recenzja. Ja wciąż stawiam HE-6 ponad LCD-3 ale jak się sam Piotrze przekonałeś to zupełnie dwa przeciwne bieguny i właściwie warto mieć je oba.

  14. miroslaw frackowiak napisał(a):

    oczywiscie „urzadzil” przez (RZ )

  15. Marcin napisał(a):

    czy w GS pojawiają się jeszcze zniekształcenia w nieklasyce

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Dokładnie na to pytanie odpowiem jutro.

  16. Marcin napisał(a):

    ok.; pytałem, bo mam życzliwą radę

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Rady chętnie wysłucham już dzisiaj, bo właśnie biorę się za odsłuchy. Na oknie już tylko 27 stopni.

      1. Marcin napisał(a):

        Jeżeli cokolwiek mruczy, buczy i pojawiają się jakiekolwiek zniekształcenia tzn. że są niewygrzane. Można powiedzieć, że jak na gradomanię przystało, wiadomość ta to nie żadna nowość, ale ja mówię poważnie; i ta wycofana średnica, dająca o sobie znać zwłaszcza przy wokalu też wraca na miejsce. Kiedy słuchawki popracują kilkaset godzin na „basiku”, ale tak normalnie, czyli nie ile fabryka dała i nie miesiąc bez przerwy to wszystko się pomału układa. Nie ma prawa być żadnych zniekształceń i ogólnie barwa i napowietrzenie dźwięku są dużo, dużo lepsze.
        Pytałem, bo jeśli ich Pan słucha normalnie, słuchając klasyki to zniekształcenia nie znikną. Ja nie należę do obozu niewdzięczników, stad taka moja koleżeńska rada.

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Są widać nie wygrzane, bo lekkie zlewanie na basie jest ciągle obecne. Ale prawda jest taka, że one w ogóle poza bardzo krótkimi odsłuchami nie grają, tak więc nie mają się kiedy wygrzać.

    1. Bartek napisał(a):

      Panie Mirku,
      Z jakimi sluchawkami Pan sluchal Carry 300B? Chodzi mi o wejscie sluchawkowe w tym wzmacniaczu.

  17. Piotr Ryka napisał(a):

    No to ładnie pracuje.

  18. Piotr Ryka napisał(a):

    Przyjechały dzisiaj Audeze LCD-XC, a Marcin zwrócił mi uwagę, że Grado wprowadza nową serię swoich udoskonalonych słuchawek o kryptonimie „e”.

    1. mkl napisał(a):

      Byłbym wdzięczny za kilka słów porównań do th-900 i d7100 podczas pisania o XC. Z góry dziękuje.

      1. Piotr Ryka napisał(a):

        Postaram się.

  19. Agtez napisał(a):

    Ja posiadam słuchawki Audeze LCD-XC i mimo, że nie jestem ekspertem, te słuchawki są rewelacyjne. Odpowiadają mi zarówno jakością dźwięku, tym co lubie najbardziej – głębokim basem i genialnym designem.

  20. Agtez napisał(a):

    Widzę skorzystałeś z wielu wzmacniaczy. Ja polecam przetestować wzmiacniacz Valhalla 2 firmy Shiit.

  21. Adam Rzetelski napisał(a):

    Witam Panie Piotrze, chciałbym się zapytać o inne alternatywy wzmacniaczy, DAC-ów, czy combo AMP+DAC pozwalające nadal wyciągnąć z LCD 3 wszystko co najlepsze.
    Audion Silver Night 300B wykracza poza budżet z racji potrzeby zakupu jeszcze źródła, kabli i innych akcesoriów.
    HDVD 800 ciekawa opcja, choć czy w pełni wystarczająca dla potrzeb LCD 3?

    Kolejne opcje, pierwsza z nich: Copland DAC 215 oraz druga: wieża iFi zbudowana z iusb 3, iDac 2, iTube 2, iCan SE, nie wiem czy miał Pan styczność z tym i mógł się wypowiedzieć na ich temat. Jedynie zaznaczę, że słuchałem LCD 2 z Coplandem DAC 215 i zagrało to bardzo sympatycznie, jedynie kapkę góry mi brakowało.

    A może zna Pan jeszcze inne wzmacniacze/DAC-i, które byłby Pan w stanie polecić.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Sam bym postawił na wieżę ifi. Trudno z nią rywalizować cenowo, a mocy ma bardzo dużo i jej na pewno nie zabraknie. I przede wszystkim ta holografia, bardzo LCD-3 potrzebna. Moduł iTube absolutnie obowiązkowy. Niemniej Copland też bardzo udany, a LCD-3 mają więcej góry niż LCD-2.

      1. Adam Rzetelski napisał(a):

        Dziękuję za odpowiedź,
        Copland z LCD-2 podobał mi się, jedynie troszkę tej góry brakowało, jestem ciekawy jak wpłynął na to kabel na którym słuchałem, a dokładnie ten: https://www.tophifi.pl/przewody/nordost-n2-heimdall2-kabel-sluchawkowy-2m-do-sluchawek-audeze.html bo niestety na fabrycznym wtedy nie mogłem. Przy LCD-3 też podejmę próbę posłuchania wraz z Coplandem. Docelowo będę to łączył zapewne z kablem FAW NOIR

        Nie mniej po dyskusji z jednym z użytkowników LCD-2 wraz z wieżą iFi, to właśnie w tej wieży pokładam wszelkie nadzieje.

        Mam jeszcze jedno pytanie odnośnie LCD-3 i iFi, jeśli ostatecznie po odsłuchach padnie na to połączenie, to niestety nie będę mógł kupić całości naraz i będę musiał rozłożyć ten zakup na 2 miesiące. Kupując najpierw LCD-3, to który moduł z iFi powinienem kupić, aby jednak móc już korzystać z LCD-3 do czasu, aż w następnym miesiącu nie kupie reszty? Czyżby powinien to być iCan SE?

        1. Andrzej napisał(a):

          Pozwolę sobie odpowiedzieć.
          Samo przeznaczenie elementów wieży ifi niejako wymusza kolejność, a więc:
          1. idac2, który jest daciem, ale ma tez wbudowany wzmacniacz słuchawkowy (to wystarczy juź do słuchania)
          2. ican se
          3. itube2 (itube wpina się między dac a wzmacniacz, więc musi być już dac i wzmacniacz)
          4. usb poprawiacze

          1. Adam Rzetelski napisał(a):

            Okej dzięki 🙂

        2. Adam Rzetelski napisał(a):

          Jest jeszcze jedna opcja, poza wymienioną przeze mnie konfiguracją wieży jest idac2 wraz z ican pro. Jak takie połączenie wypada na tle 4 modułowej wieży iFi. Sam będę jeszcze to wszystko przesłuchiwał natomiast póki co chce zapytać się o opinie.

  22. Witold napisał(a):

    Moje pytanie dotyczy Audeze LCD-3 z najnowszej serii (moje to 2018r) ale posiadające “maniere” którą IDELANIE zdiagnozował inny recenzent w 2014r. Chodzi mi stwierdzenie “LCD-3 to bardzo przystępna sygnatura o bardzo dobrej jakości, ale może trochę zbyt grzeczna – nie ma akcentu w paśmie 8-10 kHz”.
    I własnie To mi w nich przeszkadza tj. na firmowym kablu Audeze, w tej wersji, ktorą posiadam dołączany jest ten od Classic.

    Pytanie ? czy uważa Pan że zmiana przewodu poprawi dźwięczność w tym zakresie ? Tak się dzieje jak „majstruje” EQ w okolicach 8-10khz

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      A na jakim są sprzęcie słuchane? Zmiana kabla oczywiście „coś” zmieni, ale toru może jeszcze bardziej.

      1. Witold napisał(a):

        w tym momencie nie mam nic AMP/DAC 🙂 mam jednak porównanie z moimi porzednimi LCD-2F były dźwięczniejsze – te LCD-3 są nosowe, „szare” w tym zakresie. Co ciekawe podłączając do prostego DAP korygująć delikatnie zakres EQ – gain DLA 8-10khz uzysuję poprawę o którą mi chodzi.
        Ponawiam pytanie czy kabel swego rodzaju hardware skoryguje ten zakres na „+” ?

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Działanie każdego dobrego kabla powinno polegać na poszerzaniu i wyrównywaniu pasma. Kable od LCD-3 nie są złe, ale można z pewnością lepiej. Poza tym można zdecydowanie lepiej napędzając te słuchawki mocnym wzmacniaczem. One ledwie tolerują te o niewielkiej mocy. Grać grają, ale jest to brzmienie pozbawione witalności. Dopiero z mocnym wzmacniaczem wstępuje w nie życie.

        2. Paweł napisał(a):

          Ja kupiłem do LCD-3 wzmacniacz Cayin iha-6. Bardzo przyzwoita zabawka. Ale źródło i interkonekt też swój charakter pokazują więc efekt końcowy od całości się uwidoczni. Wzmacniacz prądu ma aż da dużo do tych słuchawek. (korzystam z xlr4 więc nie wiem jak jest po zwykłym słuchawkowym złączu niesymetrycznym).

        3. Paweł napisał(a):

          Testowałem z niedawno kupionymi LCD-3 model 2017 kable Forza Audioworks (FAW). Proponuję spróbować – ja wybrałem hybrydowy claire. Fabryczy kabel jest właśnie taki jak Pan opisał „szary matowy” w średnicy a góra nieprecyzyjna jednorodna. Z nowym kablem mimo, że mniej natarczywa dużo bardzie precyzyjna a średnica bajka, róznorodna. Zmiana kabla słuchawkowego wniosła zmiany i słuchawki pokazały co potrafią. Korzystam z symetrycznego toru. Sugeruję spróbować pod warunkiem że tor wcześniej jest odpowiedniej klasy.

  23. Tom napisał(a):

    Do tych Audeze wzmacniacz sluchawkowy Phast to dobry wybor, czyw kwocie do 5000zl mozna i trzeba lepiej? Chodzi o muzyke klasyczna.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Myślę, że bardzo dobry.

  24. Grzesiek napisał(a):

    Mam dwa monobloki lampowe. Czy do tego da się podłączyć LCD3? Nie ma wyjścia słuchawkowego. Ale coś mi migneło w którymś komentarzu że można podłączyć do wyjść głośnikowych? Mam jeszcze Naim Uniti 2. Jest jeszcze taki problem, że te sprzęty stoją 3,5m od kanapy. Czy gdyby skombinować tak długi kabel słuchawkowy albo jego przedłużacz to czy nie zdegraduje to dźwięku?
    Dziękuję

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Podłączyć da się. Forza może zrobić przejściówkę z odczepów głośnikowych na 4-pin i Tonalium też, ale ta będzie droższa. (Sam mam taką.) Kabel czterometrowy Focal daje do swoich Utopii, a Grado robi sześciometrową przedłużkę, więc raczej straty jakości nie będzie, byle kabel był dobry. Pytanie tylko, jakie te monobloki są mocne, bo jeśli dość mocne, to w Audeze będzie brum. Najbezpieczniejszym podłączeniem byłoby poprzez kable głośnikowe do iFi iELS, ale to koszt siedmiu tysięcy. W zamian świetna jakość i można użyć każdych słuchawek, także elektrostatów.

      1. Grzesiek napisał(a):

        Single-ended, czysta klasa A, 2x25W.

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          To dla Audeze za dużo. HiFiMAN HE-6 albo AKG K1000. Ewentualnie Abyss 1266. Audeze tylko przez iESL.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy