Recenzja: Astell & Kern SP4000

     Recenzję poprzednika SP3000 pisałem trzy lata temu, w chłodnawym wrześniu 2022. W międzyczasie (2024) był jeszcze Astell & Kern KANN ULTRA, o katalogowe oczko niższy model, który stał się narzędziem redakcji. Nowy flagowiec zjawia się zatem po niecałych trzech latach, z tym że mierzę na oko, dokładnych dat nie sprawdzałem. Wszystko w każdym razie się zgadza odnośnie cyklu wdrożeń, taki dystans czasowy to nie za dużo ani mało; poprzednik zdążył się nacieszyć swoim liderowaniem, wyczekujący na następcę nie zdążyli się zniecierpliwić. W międzyczasie był jeszcze SP3000T z możliwością zmieniania trybów, nie można więc powiedzieć, że nie za wiele się działo. Działo się tak akurat, a teraz dzieje najbardziej, stajemy się świadkami wjazdu nowego flagowca.  

       Ten nowy został wyceniony na 18 990 PLN, a w takim razie niżej od poprzednika w chwili jego debiutu, co zawsze jakąś pociechą w dzisiejszych niełatwych czasach. W jakim opakowaniu go dostaniemy, tego nie umiem powiedzieć, bo do mnie dotarł egzemplarz przedprodukcyjny zawinięty w foliowe bąbelki, a na stronie Astell & Kern całe mnóstwo związanych wieści, lecz o opakowaniu żadnej wzmianki, przynajmniej gdy to piszę. Można jednak zakładać, i bez obawy błędu, że opakują znakomicie, będzie się nad czym pochylać. Nad samym odtwarzaczem zaczniemy pochylanie już w następnym rozdziale, a wcześniej migawkowo przypomnę producenta.

      Astell & Kern to zaistniała w 2013 marka należąca do założonej w 1999 przez siedmiu byłych dyrektorów Samsunga seulskiej firmy Dreamus (pierwotnie ReignCom), do której należą także marki iRiver, FLO, Yurion i Funcake Entertainment Services. Samo Dreamus z kolei jest zależne od SK Telecom Co., Ltd. – największego południowokoreańskiego dostawcy telefonii komórkowej, zarazem jednego z filarów czebolu SK Group – międzynarodowego koncernu zatrudniającego 70 tys. pracowników.

     Może coś jeszcze o samych DAP-ach, lubych odtwarzaczach przenośnych. Zaostrza się konkurencja między nimi a coraz mocniej napranymi techniką smartfonami, ale na razie nie ma obawy, by nawet najlepszy smartfon mógł mieć taki przetwornik i taki wzmacniacz słuchawkowy jak nawet średni DAP; chcąc z takim konkurować musi się łączyć funkcyjnie z czymś w rodzaju modułu CEntrance lub czegoś z oferty iFi, i to najlepiej bezprzewodowo, bo inaczej jest niewygodnie. Jasna rzecz, że to nie będzie brzmienie konkurencyjnego poziomu do flagowego SP4000, w każdym razie tak być powinno, w ciemno można zakładać. A jak to jest de facto?

Przedmiot

    Odpada kwestia opakowania, w sierpniu mają się zjawić egzemplarze handlowe i wtedy się dowiemy z czego przyjdzie wypakowywać i co wchodzi w skład setu. Na razie na pewno wiadomo, że znajdzie się tam etui z najwyższego gatunku cielęcej skóry „Shrunken Calf” (garbowanej chromowo, drobnoziarnistej, wodoodpornej, anilinowo barwionej) w wykonaniu niemieckiego Perlinger Leather, światowej sławy marki kaletniczej. Wg instrukcji PDF ze strony producenta też przewód USB Type-C, zaślepka doku karty i papierowa instrukcja. Mnie pozostaje stwierdzić, że sam odtwarzacz jest lśniąco czarny (alternatywnie może być w srebrnej ramie), konstrukcję ma wykonaną ze nierdzewnej Stainless Steel 904L z dodatkiem wewnętrznej antymagnetycznej osłony miedzianej, i z tym wszystkim waży niemało – sam zważyłem i wyszło 616 gramów z włożoną kartą pamięci.

      Płaski ekran i płaski rewers z powłoką PVD okala wzmiankowanej srebrnej lub czarnej barwy stalowa rama o topologii złożonej z wielu ukośnych płaszczyzn, ale ich spotkania pod kątem zostały złagodzone, linie łączeń zaokrąglono. W efekcie przyjemnie się trzyma, nie ma gryzienia w rękę, a wielofunkcyjne boczne pokrętło całe schowano w obrysie, niechcący się nim nie zawadzi. Pokrętło obwiedziono krezą rugującą uślizgi, ma też na środku wgłębienie, by przyjemniej się naciskało.

      Po drugiej stronie ramy trzy podłużne przyciski obsługi odtwarzania, na górnym rancie gniazda słuchawkowe Pentacon 4,4 mm i mały jack niesymetryczny 3,5 mm. Oprócz nich przycisk „Lock”, który blokuje wszystkie przyciski za wyjątkiem „Powera” (potencjometru/włącznika), a na spodzie dwa doki, jeden dla USB, drugi karty pamięci.

      Odtwarzacz szybko startuje, a karta może mieć pojemność do 1,5 TB; sześciocalowy ekran (poprzednik miał 5,5) z matrycą LCD jest oczywiście dotykowy z regulowaną jasnością i rozdzielczością HD, a po nowemu 2K.

      Uznanie budzi DAC – nieczęsto się spotyka rozbudowane w takim stopniu nawet w najdroższej stacjonarce – składają się nań cztery kości AKM4191 i cztery AKM4499EX, tworzące razem układ nazwany „Real Quad DAC”. Dochodzi wsparcie ze strony ośmiordzeniowego programowalnego procesora Qualcomm Snapdragon 6125, obsługiwanego przez jemu przeznaczone DDR4 8 GB, dochodzi też wsparcie wewnętrznego zegara 25pS o częstotliwości 200 femtosekund.

      Pamięć wbudowana to przestrzeń zapisu 256 GB, bateria o parametrach 6,780 mAh 3.8V Li-Polymer ma się ładować w cztery godziny i wytrzymywać do dziesięciu. (W praktyce prędzej sześciu.) Odtwarzacz jest trochę dłuższy od przeszło połowę tańszego Astell & Kern KANN ULTRA i wyczuwalnie cięższy, a pokrętło ma mniejsze i mniej gniazd słuchawkowych. (To ostatnie wynikiem prawdopodobnie tego, że jest znacznie bardziej rozbudowany i zagęszczony w środku, nie znalazło się miejsce na więcej linii przesyłowych.)

    Obsługiwane systemy operacyjne to Windows 10,11 (32/64bit) i MAC OS X 10.7; własnym systemem Android – po raz pierwszy w kompletnej wersji. Zgodność plikowa obejmuje PCM do 768 kHz i DSD256 do 22.4 MHz w formatach WAV, FLAC, WMA, MP3, OGG, APE, AAC, ALAC, AIFF, DFF i DSF.

      Łączność bezprzewodową obsługują Wi-Fi 802.11 a/b/g/n/ac (2.4/5GHz) i Bluetooth V5.0 (A2DP, AVRCP, Qualcomm® aptX™ HD, LDAC, LHDC, SBC, AAC), na ekranie można zamieścić całą plejadę odsyłaczy do galerii muzycznych – do YouTube, TIDAL, Spotify, Roon, Apple Music, Deezer, Quobuz i więcej, aczkolwiek nasilają się utyskiwania, że wbrew marksowskiej regule ilość zaczęła u nich przechodzić w gorszą jakość miast spodziewanej lepszej.[1] Implementowano też sześć klasycznych filtrów cyfrowych, od bezechowego Super Slow Roll-off po skrajnie echowy i dynamiczny Sharp Roll-off, ze wskazaniem przez producenta na ten ostatni jako domyślny.

      Ładowanie systemu po naciśnięciu potencjometru-powera trwa kilkanaście sekund, nowsze firmware zapewne jeszcze to szybkie ładowanie skrócą. Pokrętło jest podświetlane i wzorem wprowadzonym lata temu przez Chord Electronics pozwala rozpoznawać odtwarzaną gęstość plikową po kolorze, o ile ktoś się zechce tych kolorów nauczyć. Alternatywą, jak zawsze, suwak potencjometru ekranowego sprzężony z wartością cyfrową (0 – 150), cała obsługa zasadniczo taka sama jak zawsze, oprócz tego usłużne oferowanie wielu wzorów chodzących wskaźników wychyłowych, które mogą zdobniczo wypełnić ekran, gdyby kogoś naszła ochota szybciej rozładować baterię i pomachać oczami. 

Producent chwali się innowacjami:

      W modelu SP4000 zastosowano technologię Advanced DAR, drugą generację technologii DAR (Digital Audio Remaster) firmy Astell&Kern, która zapewnia jeszcze bardziej naturalny i wyrafinowany dźwięk. Zamiast przesyłać plik audio bezpośrednio do silnika DAR, SP4000 najpierw wykorzystuje technologię VSE (Virtual Sound Extender), aby wirtualnie przywrócić stracone harmoniczne, uzyskując poprawę dźwięku już na etapie początkowym.

I drugą:

      Następnie zaawansowany silnik DAR przeprowadza drugi etap upsamplingu z większą precyzją i kompletnością. To dwuetapowe podejście pozwala słuchaczom cieszyć się głębszym, bardziej wciągającym dźwiękiem, który jest bliższy niż kiedykolwiek oryginalnemu nagraniu.

      Twórcy chwalą się też udoskonaleniem streamingu, który ma być bardziej bezstratny niż to było dotychczas oraz użyciem (po raz pierwszy) technologii Any Layer HDI stosowanej w zaawansowanych smartfonach, pozwalającej na zwiększenie upakowania obwodów. Dochodzi do tego LDO (Low Dropout)[2] stabilizacji liniowej zasilacza; technologia przejęta z aparatury medycznej, pozwalająca radykalnie zmniejszać szumy.

    Astell & Kern SP4000 ma na pokładzie dwa razy więcej OPAMP-ów od SP3000, a konkretnie po dwa na kanał, zgrupowanych osobno dla wyjść symetrycznego i niesymetrycznego (razem osiem); OPAMP-ów lepiej skonfigurowanych, lepiej współpracujących (konfiguracja równoległa), efektem czego nie jedynie wzrost mocy i dynamiki, ale także wyższa kultura muzyczna i lepsza szczegółowość.

     Na liście dostępnych technik znalazł się także w trzech wersjach Crossfeed (stereofoniczne mieszanie kanałów) z funkcją regulowanego przez użytkownika stopniowania opóźnień, jest oczywiście Equalizer, jest też wyrównywanie głośności pomiędzy utworami, funkcja współpracy ze smartfonem i do wyboru mnogie ekranowe wizualizacje plus masa innych dodatków. Długo się można wczytywać w informacyjne lawiny na stronach producenta i dystrybutora, ale pora zająć się dźwiękiem, bo on w tym najważniejszy. Dla niego opisowo ważne są znacznie podniesione względem poprzednika poziomy mocy wyjściowej: niezbalansowany 4,1 Vrms; zbalansowany 8,2 Vrms (stany bez obciążenia). Ważne też THD 0,0005% i S/N 131 dB oraz przesłuchy międzykanałowe poniżej 136 dB. Ważny także układ Teraton Alfa i wszystkie pozostałe udoskonalenia z poprzedniego flagowca.

 

[1] Kto dziś jeszcze pamięta ten koronny dogmat marksizmu „Ilość przechodzi w jakość.” (Z tym, że Marksowi chodziło raczej o gromadzenie się drobnych zmian z końcowym przełomem rewolucyjnym, jako niszczącym stabilność efektem ostatniej kropli przepełniającej czarę.)

[2] Liniowy (bezskokowy) układu regulatora napięcia prądu stałego (DC-DC) realizowany pojedynczym układem scalonym.

Dźwięk

      Karta pamięci znalazła się w doku, na niej cały materiał używany do testów. Jeszcze raz mogę napisać, bo ponownie tak wyszło – odtwarzacz na sto procent możliwości grał dopiero po kilkunastu minutach, gdy już całkiem się rozgrzał. A wtedy…

Sennheiser HD600

Pełny brzmieniowy wolumen, super wyraźność i spora dawka substancjalnego nasycenia plus wypukła gładkość obrysów. Mocne wyciąganie obiektów z tła i trójwymiarowe obrazowanie, ciemny aranż, super dokładna dykcja, szybkość, rytm, dynamika, werwa, siła basu budząca uznanie i duża jego objętość z wyraźnym zaznaczaniem konturów i wizualizacją membran. Pełne otwarcie góry i wyważone pasmo. Styl ani lampowy, ani tranzystorowy, a przy tym dużo tlenu i popisowa separacja. Żadnych problemów z głośnością – wszystko zostaje pod kontrolą i zachowuje jakość nawet przy niszczącej dla słuchu. Medium sprawiające wrażenie pełnej transparentności i gładkiej konsystencji – zupełny brak jarzenia czy jakiejkolwiek granulacji. Czyściutko jak na akademii i odrobina deficytu zgęszczenia brzmieniowego, ale raczej z winy słuchawek. W efekcie troszkę za sterylnie, za mało muzycznego wiru. Neutralna temperatura, brak długiego ciągnienia wybrzmień, niewyczuwalna obecność miąższości i aromatu. Tak trochę jak w laboratorium – mogłoby zjawiać się więcej muzycznego skłębienia.

AudioQuest NightHawk

Wyraźnie lepsze pasowanie. Żywiej, gęściej, cieplej, prawdziwiej i bardziej bezpośrednio. Lepsza kooperacja między dźwiękami bardziej zachodzącymi na siebie, mocniejsze przywoływanie muzycznego faktu, bardziej stajemy się świadkami czegoś dziejącego się wokół, a nie tylko odtwarzanego. Głosy bardziej liryczne i prawdziwsze, w jaźń głębiej zapadające. Lepiej też osadzone na scenie i pracujące w żywszym medium. Znikło wrażenie pewnej kliniczności i sztucznego porządku. Muzyczne wirowanie na całego, muzyczny pył wypełniający przestrzeń, czucie papierowości membran, niezwykłości ich piękna.[3] Wszystko lepsze – w tym także głębsze brzmienie, bardziej mieniące się soprany, wyraźnie też głębsza duchowość i mocniejsze emocje przekazywane przez muzykę. I wszechobecna nuta prawdziwości, ona w tym najważniejsza.

Ultrasone T7

Wyczuwalnie więcej pogłosu przy niższej temperaturze i mocniejszym zaznaczaniu konturów. Poprzez to nie aż tak już prawdziwie, trochę podobnie do Sennheiserów. Ale wir muzyczny mocniejszy i lepsza kooperacja na linii dźwięki przestrzeń. Sama przestrzeń też bardziej ożywiona i brak wrażenia kliniczności. Głosy trochę bardziej uwypuklane twardością membran i energią, wielkoskalowa muzyka potężniejsza, potęga basu w innej lidze. Ciężki rock, można powiedzieć, znalazł się w swoim domu, wszystko na jego usługach – i bas, i brak ocieplenia i szorstki posmak życia z elementami grozy. Wyraźność rysu bębnów na referencyjnym poziomie, soprany pod kontrolą – niezdolne wyrwać się i dokuczać. Byłbym zapomniał, że te Ultrasone potrzebują przynajmniej dziesięciu minut przywyknięcia, po którym cieplej i prawdziwiej, w rezultacie dużo mocniejsze różnicowanie klimatu poszczególnych utworów. Zacząłem się wżywać i utożsamiać, i stało się ciekawie. Wjechała też chropawość i przeciągane wybrzmienia, wjechały miąższość i aromat, a przede wszystkim znów prawdziwość. Prawdziwość nagraniowa, nie usiłująca być inną, niemniej mocna prawdziwość, bardzo przekonująca. No i ta podskórna energia potrafiąca wychodzić na skórę… Coś niczym dużo potężniejsze głośniki, całe ciało w muzyce. Znów bardzo mi się podobało, zwłaszcza że zjawił się tlen. Zrobiło się popisowo, można było słuchać i słuchać.

Dan Clark Audio STEALTH

Recenzując niedawno drogi wzmacniacz stacjonarny kręciłem nosem na Dan Clarki, a ściślej na ich kabel. Że nie taki, bo za dużo sopranów a nie dość wypełnienia. Nie wiem czy taki był plan producenta odnośnie tego kabla, ale z flagowym DAP Astella żadnych takich problemów nie było, tak jakby to okablowanie właśnie było dla DAP-ów. Brzmienie składało się z pięknej czystości obrazu, świetnej głębi scenicznej i muzycznego ujmowania w ramach dobrze postawionego pasma, należytej, a nawet romantycznej melodyjności, głębi też samych dźwięków, a przede wszystkim u słuchającego przemożnej chęci słuchania. Dawno, naprawdę dawno tych DC nie słuchałem z tak dużą przyjemnością, a przede wszystkim od bardzo dawna nie podobał mi się ich kabel. Tym niemniej tak bywało, bywałem z niego zadowolony, chociaż nie umiem w tej chwili przytoczyć systemów, w których to miało miejsce. Ale to przecież bez znaczenia, ważne, że tu tak było. Zarazem po raz pierwszy miałem do czynienia z brzmieniem, które nie było klimatycznie przyciemnione, a mimo to jego klimat bardzo mi odpowiadał. Przejrzysta jasność oświetlenia, niewielka nuta ocieplenia, jak zawsze super precyzja, separacja i szczegółowość, a głosy rozczytane aż do najgłębszych warstw, pomimo tego żywe i jak najbardziej naturalne. Elvis i członkowie ansamblu na wyciągnięcie ręki, jeszcze bardziej obecna nielubiana przez mnie Diana, z Divertimentem K136 (Mozart-Marriner) nawet poszybowałem, Fantasia Suite brzmiała tuż i w mierze wizualizacji strun naprawdę była świetna. Bas nie aż rangi Ultrasone, ale precyzyjnie wyrysowany i konkretnie bijący, a stare nagrania z Ellą też miały namacalność – urealniona obecność „First Lady of Song” nie zostawiała wątpliwości. Z uwagi na brak mrocznego, potęgowego basu trochę gorzej wypadła wielka symfonika i nie do końca ciężki rock, ale reszta była na medal. I jeszcze jedna sprawa – przecież te Dany Clarki naprawdę trudno napędzić, a tutaj cienia problemów, bez trudu można było słuchaczowi urwać głowę.

 

 

 

 

HiFiMAN Susvara Unveiled

Dany Clarki w jednej cenie z tym DAP-em, sięgnijmy po dwa razy droższe. Na miejscu było wprawdzie kilka tańszych ciekawych, ale wszystkie przed recenzjami, nie można było sięgać. A te Susvary także trudne odnośnie napędzania, ale i z nimi żadnego problemu z tym nie było.

     Nic nie poradzę na to, że te słuchawki są laboratorium dźwięku, tak precyzyjnie odtwarzają. A jednocześnie brak popadania przez nie w same techniczne aspekty; te można obserwować z uwagą i najstaranniej odczytywać, ale aspekt muzyczny wcale na tym nie traci, wciąż pozostaje sobą. Jedna odnośnie tego uwaga: jako jedyne wyraźnie bardziej podobały mi się z domyślnym filtrem Sharp Roll-Off, zyskując z nim na bezpośredniości bez utraty walorów muzycznych. Tak samo jak Dany Clarki przenikały w najgłębsze warstwy, lecz w odróżnieniu od nich nie przejawiały uskromnienia basu. Tu już nie było wahnięć względem repertuaru, wszystko jechało środkiem drogi, grało na cały regulator.

     Na koniec ważne odróżnienie od SP3000. Brzmienie poprzedniego flagowca bardziej mnie ujmowało z włączonym Crossfeed i Equalizerem (w moim przypadku zupełnie wyjątkowa sytuacja), następca już nie przejawiał tej tendencji, można z nim było używać albo nie. W sumie od pojedynczego nagrania (jak to uważnie sprawdziłem) zależało to podobanie „z” lub „bez”, przy czym „bez” było stanem częstszym odnośnie obu poprawiaczy. W każdym niemal przypadku nie podobało mi się natomiast użycie cyfrowego remasteru, i to zarówno odnośnie podbicia próbkowania PCM do 384 kHz, jak transformacji PCM w DSD.
 

Porównanie z Astell & Kern KANN ULTRA

      Nie mając SP3000, zmuszony byłem porównać do tego, czym dysponowałem. I tu sprawy jak następuje: flagowiec podawał brzmienie kładące większy, znacząco większy nacisk na wyraźność, odcinanie od tła, separację, trójwymiarową obróbkę, kontrast i brzmieniową dosadność. W zauważalnie większym stopniu posługiwał się też pogłosami, jako narzędziem opisu pozwalającym modelować, podkreślać i na wszelkie inne sposoby wyzyskiwać efekt dodatkowego wymiaru, trochę też przy okazji zaciekawiać poprzez lekkie odrealnianie. W porównaniu z tym brzmienie o przeszło połowę tańszego KANN ULTRA jawiło się jako bardziej scalone postaciowo, nie szukające takich kontrastów, tak wybijającej się separacji, takiego malowania echem i tak radykalnej wyraźności. Okazywało się bardziej malarskie niż fotograficzne w obrazowaniu konturów, nie dramatyzowało tak czernią tła i na nią rzucaną mocną barwą. Dźwiękowe plamy bardziej się scalały, koherencja jako jedność brzmieniowa nie czuła obowiązku ustąpienia drastycznie ostrej, separowanej i kontrastowej wizualizacji, sama stanowiąc wartość artystyczną. I nie powiem, to bardziej jednolite wyrazowo brzmienie o mniejszej dozie dosadności jak najbardziej do mnie trafiało, nie czułem konieczności przenoszenia się zaraz na SP4000, nie czułem nawet takiej potrzeby.

    Być może gdybym użył słuchawek mniej obiektywnych i perfekcyjnych od Susvara Unveiled, taka potrzeba by zaistniała, ale ponieważ, jak na razie, one są referencją, wyrokuję na ich podstawie. Tak, owszem SP4000 miał swoje niezaprzeczalne atuty wyliczone powyżej. Do czego dochodziło nie tylko poczernienie, ale także uspokojenie tła w stylu tak zwanej aksamitnej ciszy, która nie miała aż wymiaru podawanej onegdaj przez bateryjny wzmacniacz Bakoon, lecz niewątpliwie przejawiała siebie w dającym się dostrzec stopniu. Tym niemniej spójność i malarskość wizji muzycznej u KANN ULTRA też miała swoje walory, zależy co się woli.

 

[3] Przymiotnik „papierowy” kojarzy się pejoratywnie – papierowy bohater czy ktoś blady jak papier to nie są komplementy. Podobnie źle się kojarzy cokolwiek istniejącego wyłącznie na papierze, dobrze natomiast się kojarzą papierowe pieniądze. W rewirze audiofilskim niedawno zaistniały papierowe pady słuchawek ze specjalnego papieru washi – i one dobrze się sprawują. Od dawien dawna zaś istniały papierowe membrany głośników, których brzmienie, obok tubowego i wstęgowego, najbardziej mnie fascynuje.

Podsumowanie

    Zacznę może od wady. Jedyną bezdyskusyjną SP4000 jest jego duży ciężar. To jest dopiero dramatyczny kontrast względem najdawniejszego Astell & Kern AK100 (2012). Przejście o 122 do 616 gramów, to nie jest ewolucja, nawet nie rewolucja – to erupcja. W efekcie ciężar stał się taki, że mimo obłości kształtu będzie dokuczający; podczas trzymania odruchowo zjawia się myśl: „Gdzie by to, kurczę, odłożyć.” Kwestia najpewniej przyzwyczajenia, bo nie do takich rzeczy człowiek się przyzwyczaja, jednak lepiej bywało. W zamian jest wyrazistość, separacja i moc typu stacjonarnego. Każde słuchawki ruszą z kopyta, nie ma ograniczeń mocowych. Może jedynie starsze Susvary, Abyss 1266 i Crosszone CZ-1 wraz z jeszcze większym zapasem mocy mogłyby znacznie zyskać, ale to są ewenementy, a nie zasadnicza pula.  

      Tak jak wyszło przy porównaniu, flagowe modele Astell & Kern zmierzają ku wzrostowi wyraźności, wyeksponowanej szczegółowości i upiększania pogłosem. Pogłosem tym wzmacniają trzeci wymiar otoczenia i dźwięku, a wyraźnością i separacją zgęszczają strumień bitowy, tak więc zgęszcza się nawał informacji opisujących brzmienie. Pod wpływem tego ono samo staje się w większym stopniu poszatkowane na wyosobnione informacje, trochę zatraca się w tym muzyka jako całościowe zjawisko. I znowu rzecz do przywyknięcia, jak również kwestia gustu; wiem z doświadczenia, że młodzi ludzie na szczegółowość bardziej stawiają, więcej ona im imponuje od artystycznego wyrazu. Zarazem jest to to miejsce, w którym zostało coś do zrobienia, bo da się ogień szczegółowości łączyć z wodą formy ogólnej, ale to już najwyższa szkoła jazdy, jak na razie pozostająca w domenie stacjonarnej. Najłatwiej byłoby to podciągać poprzez użycie lampy, jak postąpił w swoim flagowym N8 Cayin, lecz u Astella na samym szczycie nie ma lamp i można zrozumieć dlaczego. Mają u siebie odpowiednik lampowy A&ultima SP3000T (14 tys. PLN) z dwiema RAYTHEON JAN6418 MIL-SPEC Vintage, ciągle on pozostaje w sprzedaży, ale to lampowa alternatywa dawana jako odrobinę niższy poziom, a bezwzględny flagowiec tranzystorowy (podobnie jak poprzedni SP3000 bez T) jest pozbawiony lamp nawet w roli alternatywnego obwodu, wszystko stawia na tranzystory i nadzwyczajną moc. Zapewne zjawi się z czasem i SP4000T, chociaż nie jestem poinformowany i tylko tak zgaduję. A wówczas zwolennicy cieplejszego i stawiającego bardziej na spójny obraz brzmienia znajdą cel poszukiwań.

      Odpowiedź na pytanie czy warto zastępować SP3000 następcą o tysiąc wyższym, skrywa się przede wszystkim w zdiagnozowanym większym wyciszeniu tła, mniej, ale także, w przyroście dynamiki i separacji, ponownie stopień wyżej w sporym przyroście mocy. Do tego większym ekranie i postępie technologicznym odnośnie wielu węzłów obwodu. Największa z tego satysfakcja dla nie muszących zmieniać, kupujących tę flagę po raz pierwszy. Sam sobie bym jednak kupił SP3000T, o ile tylko by się okazało, że równie skutecznie napędza referencyjne Susvara Unveiled, bo jeśli nie to nie.

 

W punktach

Zalety

  • Wyżyłowana wyraźność obrazu.
  • Co za tym idzie separacja.
  • Szczegółowość.
  • Przezierność medium.
  • Ukazanie konturów.
  • Całe bitowe spektrum informacji.
  • Tak samo spektrum akustyczne.
  • Oraz danie specjalne: aksamitna cisza za dźwiękiem.
  • Spektrum nie tylko rozciągnięte, ale też dobrze wyważone.
  • Potężna jak na przenośny odtwarzacz moc skutkuje nie tylko łatwym napędzaniem, ale także imponującym basem.
  • Również spektakularną dynamiką.
  • Taka wyraźność i czystość otwiera bezpośredni kontakt, i to nie tylko w przypadku najlepszych jakościowo plików.
  • Obfite operowanie pogłosem niezależne od włączonego filtra (dającego więcej lub mniej ale w każdym wypadku dużo) pozwala wzmacniać trzeci wymiar, ergo otrzymujemy trójwymiarowo modelować obiekty.
  • Ale niejako przy okazji, jak to bywa z pogłosem, dostajemy lekkie odrealnienie, styl odmienny od lampowego.
  • Konwersja PCM – DSD.
  • Obszerna pamięć wbudowana, jeszcze większa obsługiwana.
  • Cała plejada ulepszaczy stoi w pogotowiu użycia.
  • Efektem cała masa dostępnych rodzajów brzmienia.
  • Wszystkie też inne techniczne sprawy – współpraca ze smartfonami, bezprzewodowość, kompatybilność itd. – znalazły się w arsenale.
  • Po raz pierwszy pełny Android.
  • Większy niż u poprzednika ekran.
  • Szybki start i dosyć szybkie ładowanie.
  • Same najlepsze materiały.
  • DAC w oparciu o osiem kości.
  • I dwustufemtosekundowy zegar.
  • Zadbano o dobre leżenie w ręce.
  • I czytelność obsługi.
  • Wyposażony standardowo w najwyższe gatunkowo etui.
  • Tańszy od poprzednika, co naprawdę rzadko się zdarza.
  • Producent z tradycjami i najwyższą renomą.
  • Sprawdzona polska dystrybucja.
  • Made in South Korea.

 

Wady i zastrzeżenia

  • Już poprzednik był ciężki, następca jeszcze cięższy.
  • Rozmiar też się powiększył.
  • Nie dla lubiących lampowy styl.
  • Ani też tych, którzy lubią tranzystory grające jak lampy.
  • Pokaźnie się rozgrzewa.
  • Tylko dwa wyjścia słuchawkowe (ale w praktyce to bez znaczenia).
  • Filtry są wg mnie brzmieniowo zanadto do siebie zbliżone.
  • Poza tym jeden ubył.

 

Dane techniczne

  • Model SP4000 (PPF51)
  • Kolor: Czarny, Srebrny
  • Materiał obudowy: Stal nierdzewna 904L
  • Wyświetlacz: 6-calowy ekran dotykowy 2K (2160 x 1080)
  • Obsługiwane formaty audio: WAV, FLAC, WMA, MP3, OGG, APE, AAC, ALAC, AIFF, DFF, DSF
  • Częstotliwość próbkowania: PCM: 8 kHz ~ 768 kHz (8/16/24/32 bity na próbkę)
  • DSD Native: DSD64 (1 bit 2,8 MHz), Stereo | DSD128 (1 bit 5,6 MHz), Stereo
  • DSD256 (1 bit 11,2 MHz), Stereo | DSD512 (1 bit 22,4 MHz), Stereo
  • Poziom wyjściowy: Niezbalansowany 4,1 Vrms │ Zbalansowany 8,2 Vrms (stan bez obciążenia)
  • CPU Octa-core
  • DAC AKM4191 x4 + AKM4499EX x4 (Real Quad DAC)
  • Obsługa dekodowania: do 32 bitów / 768 kHz Odtwarzanie bit do bitu
  • Wejście: Wejście USB typu C (do ładowania i PC i MAC)
  • Wyjścia: Niezbalansowane wyjście (3,5 mm), wyjście optyczne (3,5 mm)
  • Zbalansowane wyjście (4,4 m, obsługiwane tylko 5-biegunowe)
  • Wi-Fi 802.11 a/b/g/n/ac (2,4/5 GHz)
  • Bluetooth V5.0 (A2DP, AVRCP, Qualcomm® aptX™ HD, LDAC, LHDC, SBC, AAC)
  • Wymiary: 3,34” (85 mm) [szer.] x 5,89” (149,8 mm) [wys.] x 0,76” (19,5 mm) [gł.]
  • Waga: około 21,7 uncji (615 g)
  • Ulepszenia funkcji: Obsługiwana aktualizacja oprogramowania układowego (OTA)
  • Temperatura robocza: 0℃ ~ + 40℃ (32℉~ 104℉)
  • Pasmo przenoszenia: ±0,006 dB (Warunek: 20 Hz~20 kHz) Niezbalansowane │ ±0,006 dB (Warunek: 20 Hz~20 kHz) Zbalansowane
  • ±0,06 dB (Warunek: 20 Hz~70 kHz) Niezbalansowane │ ±0,06 dB (Warunek: 20 Hz~70 kHz) Zbalansowane
  • S/N: 129 dB przy 1 kHz, Niezbalansowane │ 131 dB przy 1 kHz, Zbalansowane
  • Przesłuchy: -136 dB przy 1 kHz, Niezbalansowane │ -145 dB przy 1 kHz, Zbalansowane
  • THD+N: 0,0005% przy 1 kHz, Niezbalansowane │ 0,0003% przy 1 kHz, Zbalansowany
  • IMD SMPTE: 0,0004% 800 Hz 10 kHz (4:1) Niezbalansowany │Zbalansowany
  • Impedancja wyjściowa: Niezbalansowane wyjście 3,5 mm (0,7 ohm) │ Zbalansowane wyjście 4,4 mm (1,7 ohm)

*Pomiary audio są oparte na trybie normalnym.

*Auto Mute nie jest używane podczas testowania audio.

 

Cena: 18 990 PLN

 

Pokaż artykuł z podziałem na strony

2 komentarzy w “Recenzja: Astell & Kern SP4000

  1. Miltoniusz pisze:

    Ciekawa recenzja. Czy tak z pamięci jest Pan w stanie ocenić postęp w jakości dźwięku pomiędzy SP 1000 / 2000 / 3000 / 4000 ?

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Nie wiem czy jestem. Wydaje mi się, że pomijając siłę wzmocnienia nie jest on jakiś spektakularny, choć pewien niewątpliwie jest. Już AK100 bardzo mi się podobał, nie zostawiając gigantycznego obszaru na dalszą poprawę. Ale może za bardzo lgnę do stylu lampowego i nie umiem docenić.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

© HiFi Philosophy