Recenzja: Acoustic Revive LINE 1.0R/X triple C-FM interkonekt oraz EE/F2,6 3M głośnikowy

Odsłuchy: Interkonekty

Pomimo stosunkowo niewielkiej grubości, w środku zmieściło się dużo technicznych innowacji.

   Ponownie zacznijmy od interkonektów, bo z nimi łatwiej logistycznie. Nie mając na stanie żadnych z pobliża cenowego, musiałem porównawczo odnosić się do droższych. Dwóch takich, obu wyraźnie droższych – do Tary Air One i Sulka Edia.

Wszystkie trzy przymierzane lądowały pomiędzy przetwornikiem a wzmacniaczem słuchawkowym Rogue Audio i wszystkie były w wersji RCA. Każdy wpinany i wypinany był trzykrotnie, każdemu dałem przed pierwszą próbą godzinę pograć, żeby na pewno były ograne. Bo dorzucę na margines, iż kabel często używany potrzebuje na dojście do siebie jakichś dziesięciu minut, ale taki nie używany od dawna (mimo iż kiedyś wygrzany) jakiejś godziny minimum. I przy okazji dodam, że testowany Acoustic Revive RCA LINE-1.0R-tripleC-FM właśnie przeszło godziny na rozruch potrzebował; wcześniej soprany miał i zbyt osobne, i nazbyt agresywne. Całkowicie to ustąpiło, zupełnie nie ma takich, ale przez pierwszych parę kwadransów ta sytuacja istniała. Dlatego wszystkich przestrzegam przed pochopnym wyrokowaniem, można się mocno naciąć.

Do wzmacniacza były wpinane HiFiMAN Susvara z kablem Tonalium i T+A Solitaire P, aby zachęcić słuchającego do słuchania z jednej strony najwyższym poziomem odtwórczym, z drugiej ciągle jeszcze, pomimo napisanych recenzji, pewną dozą nowości. (To nie jego słuchawki.) Poza tym każde to odmienny styl, a w takim razie poszerzenie oglądu o różne podejścia do brzmienia. U Susvar delikatniejszego, intymniejszego i aksamitno-gładkiego; u Solitaire P potężniejszego, bardziej chropawo-ciśnieniowego i bardziej filharmonicznego niż kameralnego.

Pomimo takich różnic wszystkie trzy interkonekty pasowały do jednych i drugich, aczkolwiek różnice między nimi też okazały się znaczące. Zacznijmy od przyrównywanych, czyli stanowiących punkt odniesienia; opisywany zostawiając na koniec.

Podobnie jak we wtykach.

Sulek okazał się dawać najwyższe ciśnienia, wraz z tym najmocniejszy bas. Ale nie taki akcentujący się osobno, bo spośród wszystkich trzech był jednocześnie – i to w wyraźny sposób – najbardziej koherentny brzmieniowo. Pasmo miał zwarte nie w sensie jego zwężenia na skrajach, bo tego ani trochę, a w sensie najmocniej ze sobą powiązanych zakresów. Żadnych wyosobnionych sopranów, uwypuklanej średnicy, żyjącego na własny rachunek basu. Wraz ze stonowanym światłem i gęstym, ciśnieniowym medium pasmo scalone w jedność – żadnych podbić, luk, dołków ani punktów fazowych. Złączenie brzmienia najpotężniejszego z jednocześnie najbardziej spokojnym – brak jaskrawego światła i „wariujących” sopranów gwarantem wielogodzinnych sesji bez zmęczenia. Mniej chropawości i pogłosów, szczegóły w przekaz bardziej wtopione, wyjątkowa łatwość słuchania, intymność, moc, czucie muzyki, śpiewność, zaśpiewy i piękne podtrzymanie oraz piękne odejście. Kwintesencja melodyjności i braku popisywania się czymś innym niż muzyką.

W niemałym stopniu tego przeciwieństwem był interkonekt Tary. Ale w żadnym wypadku nie poprzez to, że Sulek dobry – Tara zła. Inaczej bym jej nie miał, a mam od wielu lat. Tara to wyżej brana tonalność, więcej tlenu, bardziej migotliwe soprany, większy nacisk na dźwięczność niż wypełnienie, pewne odsunięcie pierwszego planu, tym samym mniejsza intymność; same dźwięki bardziej objętościowe, obrysem gładkie, a wypełnieniem lżejsze. Drastyczne różnice względem Sulka to mocniejsze, chociaż nie zasadniczo jaśniejsze światło i krystalicznie czyste, zarazem pozbawione ciśnienia medium. Dzięki któremu wraz z większą dozą tlenu i większą objętością dźwięków pewna naturalna skłonność do dźwiękowego szybowania, co może stać się efektowne, czasami wręcz niesamowite. Też piękny sustain i odejście, ogólnie większa delikatność, zwiększone jeszcze bardziej predyspozycje do zaśpiewu, nostalgii, jakichś westchnień. Z jednej strony za sprawą bardziej obecnych pogłosów, z drugiej większej lotności i bardziej kobiecego stylu. Z czym się rysuje pewna analogia do słuchawek Susvara, które także są bardziej kobiece, a Solitaire P męskie. W wibrowaniu kobiecych głosów z Tarą więcej słodyczy, bardziej obecna sopranowa łuna, więcej migotek, dzwonków, pogłosów, brzmieniowej biżuterii. Ogólnie biorąc dźwięk lotniejszy, migotliwszy i mniej zespolony w jedno. Nie tak zwarty, spokojny, potężny i jednorodny.

Wtyki z lotniczego aluminium i zakręcane.

A teraz clou tej części – Acoustic Revive RCA LINE-1.0R-tripleC-FM. Zdawało mi się, że przy wyraźnie niższej od tamtych cenie ten skromniej wyglądający interkonekt zdecydowanie będzie odstawał. Tymczasem utrzymał się w peletonie. I, co mnie zaskoczyło i rozbawiło zarazem (ale w tym dobrym sensie), kabel Acoustic Revive okazał się czymś pośrednim względem cech tamtych dwóch. Tonalność niższa niż Tary, ale wyższa niż Sulka, a same dźwięki bardziej niż u obu chropawe i jednocześnie bardzo różnorodne – czyli stylistycznie jednak ku Tarze, choć głównie na rachunek własny. Mniej aniżeli u niej bowiem natlenione, nieznacznie mniej objętościowe,  przy wyższej chropawości oczywiście mniej gładkie, a za to lepiej dociążone. Także medium nie aż tak krystalicznie przejrzyste, ale ciągle przejrzyste bardzo, z pewną już jednak, braną jakby od Sulka, dozą ciśnienia i zgęstnienia. Chropawość nie tylko na obrysach , ale też na wszystkich teksturach, jako głębokie, wyraźnie zaznaczające swą obecność tłoczenia. Mocno też zaznaczające swą obecność szczegóły, ale bez utraty muzykalności. W pierwszej godzinie grania, a już zwłaszcza w pierwszej połowie, soprany zbyt się narzucały i odrywały od reszty pasma. Za smukłe, za wyrywne, aż psujące przyjemność. A potem to zanikło, kompletnie ani śladu – nawet przeciwnie, soprany właśnie dające przyjemność, aż nawet popisowe. Nie za obfite i nie stłumione, w efektowny sposób obecność swą zaznaczające, aż po nieczęsto spotykane wrażenie odświętności. Pozbawione lotności dającej szybowanie, co cechą brzmienia Tary, ale dające piękne wzloty tonalne, też bardzo satysfakcjonujące. Zatem brzmienie bardziej normalne, lecz jakościowo zdumiewająco dobre. Przejrzyste, a zarazem już trochę gęste medium, chropawość i tłoczenie tekstur, dobrze związane pasmo – ale podkreślające się oba skraje, naturalistyczne na miarę wyrafinowanego high-endu wokale, cała muzyka bardzo ożywiona i bardzo aktywna. Można powiedzieć, iż słuchacz wzięty przez ten interkonekt w obroty i naprawdę nie może się nudzić. Ale zarazem też nie tak, że szybko jesteśmy zmęczeni. To nie naturalizm Acoustic Zen Absolute Cooper, gdzie trzeba naprawdę  dobrze i na wysokim poziomie zestrajać tory, żeby to mogło przynieść korzyść. Tu tor był wprawdzie wystarczająco dobry nawet dla „Absolutnej Miedzi”, jednak najtańszy interkonekt od Acoustic Revive nie jest aż tak wyczynowy, choć wyczynowy jest. Nie jest tak spójny, tak potężny i aż tak muzykalny jak Sulek, nie jest też aż tak niesamowity w swym szybowaniu jak Tara.

A symetryczne z rodowanego i posrebrzanego mosiądzu z dodatkiem kriogeniki.

Ale na swój sposób jest niesamowity, a nawet dwa sposoby. Jeden po stronie jakościowej – jest świetny, tak po prostu; drugi cenowej – jest tani. Przy tym niemal równie uniwersalny jak Tara, a mniej uniwersalny od Sulka. Temu ostatniemu było zupełnie obojętne, które obsługuje słuchawki, natomiast Acoustic Revive RCA LINE-1.0R-tripleC-FM wyraźnie faworyzował Solitaire P. Odnośnie uniwersalności Tary może się zagalopowałem: ona nie jest uniwersalna – jest specjalna. Jej styl trzeba lubić, w zamian daje niesamowitość. Na przykład ze słuchawkami Grado GS1000 można wzbić się ponad obłoki. Sam tak latałem z divertimentem Mozarta, co było ekstatycznym przeżyciem. Z tymi tu słuchawkami takiego szybowania nie było, ale poczucie wznoszenia też niesamowite. A recenzowany Acoustic Revive RCA LINE-1.0R-tripleC-FM to świetny kawałek miedzi, zwłaszcza dla takich torów, które same są bardziej „męskie”, a chciałyby trochę ożyć i pofrunąć. (Nie piszę osobno o wersji symetrycznej, bo jest brzmieniowo tożsama.)

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy