Recenzja: Accuphase DP-570S

     Wracają te płyty CD do łask, tak jak poprzednio winylowe? Jeszcze za wcześnie przesądzać o tym, lecz pojawiają się symptomy. Tyczą też kaset magnetofonowych, ale to już inna historia. Odnośnie winylowych mówi się o rozmiarach artefaktu, nierzadko artystycznym wyrazie jego szaty graficznej, a przede wszystkim o przyrodzonej temu analogowości, kojąco działającej na psychikę. Wspomina też o długiej tradycji tej formy odtwarzania dźwięku, a poprzez to możliwości wchodzenia w posiadanie egzemplarzy kolekcjonerskich i archiwalnych. Również o doskonalszych dzisiejszych technikach tłoczeń, wykonywanych z większą precyzją i nierzadko na cięższych nośnikach, a poza tym to ramię – o ileż ono dostojniejsze i bardziej intrygujące od lasera, którego w ogóle nie widać. 

     Spuśćmy roletę nie czepiania na to, że powracające teraz płyty winylowe są w większości tworzone za pośrednictwem cyfrowej aparatury studyjnej, więc genetycznie jednak cyfrowe; smakoszom prawdziwego analogu czerpanego z winylu (a może być też z taśmy) pozostają dawne tłoczenia, albo chociaż te sporządzane na podstawie analogowych zapisów.   

     Tego rodzaju komplikacje nie tyczą srebrnych Compact Disc, którym parodiowanie analogowości nie może się udawać nawet przed publicznością złożoną z technicznych ignorantów, niemniej powstało wiele technik obiecujących udoskonalenie cyfrowego dźwięku poprzez taką czy inną humanizację oraz zwiększoną dynamikę, z 64-razy gęściej próbkującym formatem SACD (1999) na czele. Ten jednak już na starcie zaliczył dotkliwą porażkę: jego mający być szczytową formą wariant wielokanałowy, z powodu wyższych kosztów i trudniejszych ustawień aż pięciu w miejsce dwóch głośników, zupełnie się nie przyjął. Czas jakiś ciągnięto sprawę w redukcyjnej, kliencko utrwalonej formie dwukanałowej, by następnie ogłosić, że SACD rynkowo umarł i został porzucony. Ale zmartwychwstał i powrócił. Całe to porzucenie było nawiasem kaczką dziennikarską: ani nie porzucono produkcji czytników (czego nieprzerwana produkcja przez tytułowe Accuphase najlepszym dowodem), ani tłoczenia płyt nie zaprzestano (tu niech za dowód posłuży kultowe wydawnictwo Analogue Productions). Upowszechnił się za to, niejako dziennikarskiemu kaczyzmowi na przekór, cyfrowy format DSD, będący plikowym odpowiednikiem.

     Wszystko to razem dobrze tłumaczy powstanie odtwarzacza CD/SACD Accuphase DP-570S, który zadebiutował dwa miesiące temu (marzec) i jest następcą siebie bez „S” z 2020 roku. Zarazem oczko wyższym modelem względem podstawowego, zrecenzowanego już DP-450; przy czym to oczko w tym wypadku okazuje się sporo większe od karcianego 21.  

     Odejmując przypisane obydwu ceny, otrzymujemy 52 900 – 26 900 = 26 000, a więc cenową różnicę wyrażaną w tysiącach złotówek wyraźnie przewyższającą furę. (Fura w oczku – graniczna wartość 21 umownej wagi liczbowej pozostających na ręku gracza kart – oznacza przegrywający koniec partii, gdy tutaj ani, ani.) 

     Co w zamian? To od strony brzmieniowej będziemy wnet roztrząsać, a od czysto technicznej do akcji wkracza gównie sam fakt dołożonego odczytu SACD, na bazie przy okazji wyższej jakości przetwarzania też w odniesieniu do CD, a wszystko poprzez doskonalszą konstrukcję uniwersalnego czytnika. Oprócz tego nie łącznie cztery, a po cztery w każdym kanale kości przetwarzające D/A, i w efekcie poprawę wszystkich technicznych parametrów, jak również o pięć kilo wyższą wagę i bardziej ekskluzywny wygląd.

     Przypomnieniowo o Accuphase. Firma, startująca w 1972 od wzmacniaczy, po odtwarzacze CD sięgnęła kilka lat po ich zaistnieniu (ogólnoświatowym epokowym wydarzeniu pod datą 1 października 1982); Accuphase wystartowało z nimi rynkowo w lipcu 1986, proponując dzielony model referencyjny DP-80/DC-81. Ten z miejsca zaczął okupować szczyty branżowych list jakościowych – od teraz recenzowanego dzieli go równe czterdzieści wiosen i czterdzieści modeli. Historia laserowych odtwarzaczy Accuphase jest zatem długa i obfita, znaczona modelami głęboko wrytymi w pamięć miłośników formatu. Nie wolna też od zawirowań, z przejściem na odczyt 1-bitowy i rewolucją SACD w rolach głównych, a przede wszystkim naznaczona sukcesami we wszystkich przedziałach cenowych.

     – No, może niezupełnie wszystkich, bo taniochy nigdy nie było, nie po to Accuphase odłączyło się kiedyś od Kenwooda, by tworzyć w jego stylu tandetną masówkę.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

3 komentarzy w “Recenzja: Accuphase DP-570S

  1. Sławek pisze:

    Ma wejścia cyfrowe, a zatem może pełnić rolę DAC-a, czy był przetestowany w takiej roli?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Nie był. Przy komputerze by się nie zmieścił.

  2. Piotr Ryka pisze:

    Niedobrze wyszło, że taka luka pomiędzy recenzjami, ale dwie napisałem i żadna się nie mogła ukazać. Jedna dlatego, że dystrybutor pokłócił się z producentem i z dystrybucji zrezygnował akurat tuż przed publikacją, druga z odwrotnego powodu: inny na dystrybucję naprawdę bardzo ciekawych, rewelacyjnych wręcz słuchawek nie może się zdecydować i odwleka. Cóż, napisałem trzecią i ta będzie na dniach. Poza tym podobno już idą RAAL Immanis z nowym interfejsem i okablowaniem, będzie rewizja ich recenzji. Idą podobno też inne rzeczy, a jeszcze inne już są, coś tam powinno się dziać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

© HiFi Philosophy