Recenzja: Ultrasone Signature Pro

Ultrasone_Signature_Pro_05   

Z firmą Ultrasone łączy mnie związek uczuciowy, wynikający z faktu, że przez długi czas mymi flagowymi słuchawkami były Ultrasone Edition9, które wyparły z tej roli także darzone silnym uczuciem Grado RS-1, tak jak te wyparły wcześniej Sennheisery HD 650, które zastąpiły, czy może raczej wsparły, Sennheisery HD 600, które z kolei zajęły miejsce Staksów, które to Staksy uległy technicznej anihilacji skutkiem podeszłego wieku, a niegdyś dawno, dawno temu zdetronizowały AKG K240, które…

Miało się w życiu parę słuchawek i kilku słuchało. Teraz, kiedy te Signature trzymam w rękach, od razu napływa wspomnienie Edition9, ponieważ jest to dokładnie ten sam wzór konstrukcyjny, a jedynie nieco inne surowce. Tak naprawdę Signature Pro nie pochodzą jednak od nie produkowanych od kilku lat Edition9, tylko jedne i drugie wywodzą się z jeszcze starszego modelu Edition7, bo to nim na początku swej działalności firma Ultrasone podbijała w pierwszych latach XXI stulecia serca słuchawkowych melomanów wyjątkowym brzmieniem sprawianym innowacyjnym systemem S-Logic, atakując jednocześnie ich kieszenie paszczą gotową pożerać tysiące dolarów, a oczy ciesząc wyglądem zdobnym w wysokiego poziomu wzornictwo i najwyższej klasy surowce. Owe Ultrasony Edition7 miały edycję limitowaną, która przerodziła się w nielimitowane Edition9, zdaniem osób badających zagadnienie różniących się jedynie okablowaniem, w przypadku Edition7 bardziej zaawansowanym technologicznie i kosztownym. Różnica dotyczyła także kolorystyki, w odniesieniu do Edition7 bardziej ekstrawaganckiej i wzrok rwącej kontrastem, a w przypadku Edition9 przez elegancką jednolitą czerń zdominowanej, ale także surowcowo bardzo zasobnej i pyszniącej się najwyższą jakością.

Wspomnienia poprowadziły mnie właściwą ścieżką, wiodącą nie tylko ku przeszłości ale i przyszłości. Na stronie firmowej Ultrasona możemy bowiem przeczytać, że stanowiący najbliższą ich przyszłość model Signature Pro właśnie od modelu Edition9 pochodzi i jest jego skromniejszą materiałowo wersją, ukierunkowaną nie na cieszenie wzroku tylko bezproblemowe codzienne użytkowanie przez profesjonalistów. Zaznaczmy tutaj od razu, że model Edition9 także chlubił się profesjonalnym rodowodem i lansowany był między innymi przez właśnie profesjonalną firmę SPL, jako najlepszy partner dla ich znakomitego wzmacniacza słuchawkowego Phonitor. Chwalili go także realizatorzy dźwięku oraz liczna rzesza wielbicieli wywodzących się spośród zwykłej braci użytkowników słuchawek. Tak więc model Edition9 powraca i to w wydaniu łatwiejszym do skonsumowania w sensie finansowym. Brzmienia jednych i drugich słuchawek okazują się w tej sytuacji bardzo zbliżone, a czy w ogóle się różnią, nad tym będziemy się zastanawiali w stosownym dla brzmienia rozdziale o brzmieniu. Teraz przejdźmy do wyglądu, wygody i oblicza technicznego nowego wcielenia dawnych Edition.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

36 komentarzy w “Recenzja: Ultrasone Signature Pro

  1. Maciej napisał(a):

    Czy jest eufonia ?:)

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Poszła poszukać euforii i razem wpadły na estetyzm, a potem bez entuzjazmu wszyscy razem mało eufemistycznie zadenuncjowali moje enuncjacje jako egzaltowane, emfatyczne i egotyczne.

      1. Maciej napisał(a):

        Pytałem zupełnie serio o to czy Utrasone Pro są eufoniczne, jak niektórzy określają np HD650, MD-R10 i kilka innych modeli..

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Domyślam się, że pytasz serio, ale pomyślałem, że przyjemnie będzie pokonwesować niż od razu na wszystko odpowiedzieć.
          Odpowiedź jest twierdząca. Tak, to jest ten typ słuchawek, chociaż o R10 byłbym ostrożny z wypowiadaniem takiego sądu w sposób całkowicie jednoznaczny. Możemy też do tej grupy zaliczyć elektrostatyczne Stax SR-Omega i Omega II oraz wspomniane Denony. Także Grado SR-60.

          1. Maciej napisał(a):

            Właśnie chwilę temu napisałem do dystrybutora z pytaniem o możliwość odsłuchu w stolicy. Bardzo jestem ciekaw sygnatury brzmieniowej Ultrasone. Opinie są spolaryzowane. Część osób mówi o pełnym muzykalnym przekazie, a inni iż jest to brzmienie typu V i zbyt nacechowane basem.. Ale opinie są jak wiadomo jednak tylko częściowo pomocne. Ostatnie miesiące dość intensywnie spędzam na odsłuchach różnych konstrukcji. Niektóre słuchawki posiadają jakieś fenomeny. Ale posiadają też mankamenty. W głowie mam ciągle obraz słuchawek wspaniałych, wszechstronnych, przestrzennych, eufonicznych. Na szczęście lub nieszczęście kojarzę tę grupę z bardzo drogimi słuchawkami na które nie prędko będę mógł sobie pozwolić. Jednak nawet teraz słuchając takich w przedziale powiedzmy 3-5K, doznaję pewnych rozczarowań. Najlepsze wrażenia jak dotąd mam z HE500 i a chwilę za nimi T1. HE mają piękne detale, bardzo wysoką rozdzielczość, ale są jednak czasem zbyt rozjaśnione i to nie czyni ich uniwersalnymi. T1 potrafią też czasem zakuć w uszach. Słuchałem przez bardzo krótką chwilę LCD2, ale dźwięk był zdecydowanie za blisko, lubię symfonikę i przestrzeń a tutaj był zbyt klaustrofobicznie. AH-D7100 jak dla mnie są zbyt podkoloryzowane, zwłaszcza przy wokalach i przekaz zbyt skontrastowany. Suma sumarum tandem T70 + HD650 przy relacji cena jakość/wszechstronność wydaje się być dobrym arsenałem. Ale kusi mnie jeszcze trzeci egzemplarz: zawierający ergonomię T1, detale i szybkość HE500, powietrze Grado, pewien rodzaj gładkości HD650, i co by nie było równowaję T70 i kto wie, masywność brzmienia Ultrasone?. A może to właśnie te ostatnie są graalem.

    2. Piotr Ryka napisał(a):

      Trzeba posłuchać Ultrasone Edition12. Mieliśmy dzisiaj mały mityng słuchawkowy i wszyscy byli pod ich wrażeniem.

      1. Piotr Ryka napisał(a):

        Może uściślę. Signature Pro to słuchawki ciepłe, basowe i bliskie. Scenę mają dobrą, a jakość ogólną świetną. Ale Edition12 to słuchawki niesamowite. Zachwycająca scena, fenomenalne obrazowanie, dojmujący realizm. Czuć, że to nowa jakość. Podobnie fantastyczne były modyfikowane HD 800, ale cenowo dzieli je różnica modu, czyli tysiąc dolarów. Równie ciekawe są Denony D7100, ale tylko kiedy je łączyć symetrycznie z Phasemation. Fosteksy też grały bajecznie, ale właśnie bajecznie w sensie dosłownym. Takim anielskim śpiewem. Do muzyki symfonicznej Edition12 byłyby wspaniałym wyborem. Jednak dla wzmacniaczy są od Signature Pro dużo bardziej wymagające. Niemniej ALO Audio Continental V3 i Sonic Pearl nie miały żadnych problemów.

  2. Michal W. napisał(a):

    Edition 12 są super rzeczywiście, dla mnie ex aequo pierwsze miejsce z rekablowanymi D7100, choć to bardzo różne prezentacje. HD800 modowane oczko niżej. Wprawdzie grają w pewnym sensie podobnie do Ultrasone, to jednak E12 prezentują „trójwymiar w trójwymiarze”, a Sennheiser już „tylko” dwuwymiarowe ikony w trójwymiarowej przestrzeni. Przynajmniej takie jest wrażenie po przesiadce z Ultrasone na Sennki. Wersja niemodowana HD800 to jakby kocyk zarzucić na te po upgrade. Zobaczymy co będzie, jak się uda im zrobić alternatywny kabel, taki jak mam do Denonów. Nowe Grado RS1i pokazały, że jako konstrukcja wciąż się rozwijają drogą ewolucji i nabierają z upływem lat dźwiękowej szlachetności. Fostex TH900 wygląda, że to nie tylko wzornicze rozwinięcie Denonów AH-D7000, a nie były jeszcze dobrze wygrzane.
    W szczegółowe opisy nowych słuchawek nie wchodzę, żeby nie „skraść” nadchodzących recenzji, choć wiadomo, że wnioski są zawsze subiektywne i nie muszą się pokryć. W każdym razie zacząłem celować w inne słuchawki otwarte niż do tej pory. 😉 Zamknięte już mam i na razie nic nie wskazuje na zmianę w tej materii.

    1. Marcin napisał(a):

      Dla mnie najlepsze były modowane hd800. Po ich odsłuchu, tych niemodowanych niebardzo chce się słuchać. Ultrasone ed.12 rzeczywiście zjawiskowe, ale grające bardzo „oryginalnie” – przypuszczam, że ta nieco inna prezentacja wynika z zastosowania w nich ultasonowego systemu logic, do którego trzeba przywyknąć, a 5 minut to za mało; być może po dluższym odsłuchu zdecydowałbym się na nie bardziej niż na modowane hd800. Moim zdaniem ich cena, biorąc pod uwagę to jak grają, ich budowę i renomę marki, nie jest z kosmosu i jest do przyjęcia. Nowa odsłona RS-1i to na pierwszy rzut ucha niezła propozycja, ale na ostateczną ocenę trzeba poczekać te 1000h. Fostex TH900? Niewatpliwie bardzo dobre słuchawki, ale za te pieniądze bym ich nie kupił.

  3. Sebastian napisał(a):

    Ciekawe, ciekawe. Patrzyłem na cenę Edition 12 i zauważyłem, że edition 10 są sporo droższe… jak to jest z tą hierarchią? Czy mam rozumieć, że numery oznaczają kolejność debiutu na rynku a niekoniecznie ułożenie hierarchiczne względem topowego modelu?

    Pozdrawiam

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Wygląda na to, że Edition12 jest nieco poprawioną i potanioną wersją Edition10. Na niższe koszty składa się brak stojaka (300 dolarów gdy kupować osobno), brak drewnianych akcentów, skromniejsze materiałowo pady i chyba głównie pójście po rozum do głowy z tą przestrzeloną ceną. Osobiście gdyby dano mi wybór, na pewno wziąłbym Edition12.

  4. Grzegorz Bilski napisał(a):

    Piotr,
    a jaka jest Twoja opinia odnośnie wygody użytkowania słuchawek HD800 oraz Ultrasone Edition12?
    Które z nich mają większe muszle?
    Które są ogólnie wygodniejsze?
    Przyznam się bez bicia, że kwestia wygody słuchawek jest dla mnie kluczowym aspektem – z uwagi na długotrwałe odsłuchy (i dosyć duże własne małżowiny uszne) ;

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Moim zdaniem wygodniejsze są HD 800. Muszle mają większe i obszerniejsze, natomiast są nieco cięższe. Co do brzmienia, to nie robiłem jeszcze szczegółowych analiz, a tak z marszu jedne i drugie (mówię o modowanych HD 800) ogromnie mi się podobały.

      Sprawdziłem wygląd modu. Usunięto cały ten wewnętrzny metalowy pierścień i zewnętrzną plastikową siatkę, a kabel jest zamocowany na stałe, co eliminuje bardzo cienkie druciki w złączkach.

  5. Grzegorz Bilski napisał(a):

    Tak właśnie przypuszczałem (odnośnie demontażu wewnętrznego pierścienia wraz z siatką).
    Spróbuję samodzielnie wykonać taki „manewr”, jeśli się uda.
    Całkowicie odsłonięte przetworniki – to w przypadku HD800 może być faktycznie strzał w dziesiątkę!
    Czekam teraz na Twoje opinie w aspekcie brzmienia HD800 vs Edition12 🙂

    1. Michal W. napisał(a):

      To nie zmienia stopnia przesłonięcia przetwornika, tylko śruby bezpośrednio trzymają sitko plastikowe zamiast przez pierścień.

  6. Grzegorz Bilski napisał(a):

    Aha,
    to źle zrozumiałem Piotra…
    Ciekawe zatem, jaki wpływ na brzmienie miałby właśnie demontaż zarówno pierścienia, jak i plastikowego sitka.
    Całkowicie odsłonięty przetwornik – to może być coś.
    Jeżeli to mi się uda – nie omieszkam podzielić się z Wami wrażeniami.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Czekamy w takim razie na relacje. A wiesz, że Sennheiser zrobił do nich kabel symetryczny? Na jakim wzmacniaczu ich słuchasz?

  7. Grzegorz Bilski napisał(a):

    Tak,
    słyszałem (czytałem) o tym kablu symetrycznym. Jednak na razie mi niepotrzebny.
    Aktualnie słucham na niedocenianym, a naprawdę ciekawym wzmacniaczu Pana Bogusława Dubiela – HV1.
    Wersja lekko zmodyfikowana.
    Świetny tandem z HD800, moim skromnym zdaniem.
    Jak uda mi się w końcu do Ciebie wybrać – na pewno zabiorę go ze sobą 😉

    Na razie szukam jakiegoś śrubokręta, aby móc rozkręcić te HD800.
    I niestety nic…
    -> Michal W.:a może Ty mógłbyś zapytać u Stefana, czym on rozkręca te Sennheisery?
    Być może, jako nabywcy pełnego moddingu, zdradziłby Ci jakieś szczegóły?

    1. Michal W. napisał(a):

      Przerabiane HD800 nie są moje, ja je tylko widziałem i spoglądałem na różnice wobec egzemplarza nieprzerabianego, którego użyczył mi klient. Stefan, jesli to chodzi o tego z Ameryki, na pewno rozkręca słuchawki, bo montuje kabel na stałe, więc musi wyjąć ze środka gniazda.

      Tak jeszcze w sprawie wygody – ja wolę Ultrasone Edition 12. Mają głębsze, bardziej mięsiste pady, a kształ muszli, skądinąd sporej, nie powoduje, że mi się opierają o kości policzkowe, za czym nie przepadam. Ogólnie HD800 są wygodne, ale nie szczyt szczytów.

  8. Grzegorz Bilski napisał(a):

    Michał,
    a może Twój klient mógłby mailowo spytać Stefana o ten śrubokręt?
    Byłaby to dla niego duża niedogodność?
    Z góry dziękuję 🙂
    P.S. A widzisz, na mojej głowie HD800 leżą kapitalnie – nie odczuwam kompletnie żadnego dyskomfortu. Oczywiście nie porównywałem ich z Edition12, co może uda mi się uczynić u Piotra. Do kiedy Ultrasony u niego będą?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Do poniedziałku.

  9. Grzegorz Bilski napisał(a):

    Ech,
    to chyba zaspałem… Raczej nie zdążę Cię odwiedzić do poniedziałku.
    Oczywiście biorąc pod uwagę, że w ogóle będziesz dysponował wolnym czasem.
    Zdam się zatem na Twoją opinię – zawsze mieliśmy zbieżne gusty 😉

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Biedny Skorpion.

  10. Grzegorz Bilski napisał(a):

    Eee, tam.
    Jaki tam biedny – bogata wersja 😉
    Gra jak ta lala.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      A Stożek to co?

  11. Grzegorz Bilski napisał(a):

    No tak,
    ja niepomny Stożka – biję się w piersi…

  12. Piotr Ryka napisał(a):

    Ciekawe czy ktoś jeszcze pamięta co i kto to był Stożek.

  13. Grzegorz Bilski napisał(a):

    Stożka, jak Stożka.
    Ale Darkula, to pamiętasz?

  14. Piotr Ryka napisał(a):

    A jakżeby nie. Mówił mi, że do Stanów na stałe wyjeżdża, ale nie wiem czy pojechał. Pewnie teraz patrzy na nas.

  15. freejazz napisał(a):

    Proszę o przetłumaczenie na polski język tych zdań, bo swym tępym umysłem nie ogarniam treści:
    „Od razu przy tym trzeba zaznaczyć, że słuchawki Signature Pro właśnie nie mają maniery profesjonalnej, nie usiłując być neutralnym, na wszystko obojętnym tak naprawdę nie bardzo wiadomo czym, ale na pewno nie czymś na czym przyjemnie się słucha muzyki i co wykazuje z nią pokrewieństwo. Owej mdłej przeźroczystości o topornym nieraz wykończeniu i dudniącym niejednokrotnie dźwięku, którą usiłuje się tu i ówdzie sprzedawać jako muzyczny profesjonalizm.”
    Proszę o objaśnienie zawiłych doświadczeń odsłuchowych 🙂 Z góry bardzo dziękuję

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Może prościej będzie posłuchać jakichś słuchawek profesjonalnych i porównać je z Ultrasone Signature PRO? Opis mogę oczywiście uprościć. Słuchawki profesjonalne stawiają na szczegółowość, wyrazistość i mocny obrys dźwięków bez dbałości o wypełnienie i płynność. Taki jass…

  16. Slaviola napisał(a):

    Witam. Ostatnio miałem okazję posłuchać owych słuchawek. Są bardzo dobre, jednak w tej cenie znajdą się lepsze, choćby Sony MRD-Z7, które dużo ludzi skreśla z góry twierdząc, że to jednak nie ta półka, ale mając przez kilka dni oba modele, stwierdzam że Sony rzeczywiście się postarało w tym modelu dając nam niesamowitą scenę i lepiej kontrolowany bas.

    Pozdrawiam.
    Sławek.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Możliwe, ale Sony nie słyszałem. Na test nie dotarły.

      1. Slaviola napisał(a):

        To bardzo polecam odsłuch Sony MDR-Z7, to jedne z nielicznych słuchawek na rynku, których wartość jest zdecydowanie zaniżona w porównaniu do tego jak brzmią.

  17. adivxv napisał(a):

    Panie Piotrze, jak ocenia Pan scenę oraz przestrzeń w tych słuchawkach, względem konkrecji w tej cenie. Mam nadzieje, że również nutkę dobrej holografii mają, bo do reszty przyczepić się nie można.

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      To są słuchawki grające bardziej kameralnie, blisko słuchacza, w bezpośrednim kontakcie. Nie są pomyślane jako takie do budowania sceny na wzór głośnikowy. Od tego przewidziano Sennheiser HD 800, Ultrasone Edition 5, Audeze LCD-XC, Final Audio Sonorous VI. Typowe coś za coś: albo blisko, ciepło i bezpośrednio, albo chłodniej, szerzej, holograficznie. Osobiście cenię oba typy prezentacji. Najlepiej je kojarzące są AKG K1000 i Styx Omega II, ale to w jednym wypadku nieprodukowane, a w drugim drogie słuchawki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy