Recenzja: Sennheiser HD 800

sennheiser hd 8006

Opublikowano lipiec 2009

Firma Sennheiser na przestrzeni ostatniej dekady wykonała kilka dziwnych posunięć. Będąc jednym z dwu wiodących wytwórców słuchawek elektrostatycznych i poświęcając wiele energii na urabianie rynku w kierunku powszechnej akceptacji wyższości tego rozwiązania nad konstrukcjami tradycyjnymi, nagle zaprzestała ich produkcji. Rzecz tym dziwniejsza, że powstały nieco wcześniej flagowy elektrostat – legendarny Orfeusz – zyskał wielką sławę i uznanie. Oczywiście, przy swej horrendalnie wysokiej cenie nie mógł się on stać sukcesem rynkowym, niemniej jako promocja firmy zdziałał bardzo wiele dobrego, przydając wytwórcy renomy producenta najlepszych słuchawek w dziejach. Sława ta została następnie w dużej mierze roztrwoniona, jako że najlepsze pozostające w produkcji Sennheisery – model HD 600 – nie mogły sprostać wiodącym wyrobom konkurencji. W tej sytuacji Sennheiser wypuścił nowego flagowca – model HD 650. I to jest właśnie kolejna rzecz dziwna, bowiem następca okazał się konstrukcyjnie niemal identyczny z poprzednikiem, a jego przewaga jakościowa w powszechnej opinii pozostała kwestią dyskusyjną. Dopełnieniem triady dziwnych posunięć jest fakt, że na koleiny model flagowy firma Sennheiser kazała czekać długie lata. Najpierw bardzo długo panowała kompletna cisza, następnie zaczęły krążyć słuchy, potem na pewno już miał być w zimie 2008 roku, a ostatecznie pojawił się rok później.
– I oto jest, mam go właśnie na uszach, nasz jakże długo oczekiwany model HD 800.

Poprzedziła go długotrwała szeptana promocja, wieszcząca coś zupełnie wyjątkowego, a następnie promocja już oficjalna, potwierdzająca te szeptane rewelacje. Jednak na cisnące się pytanie: czy nowy popis jakościowy możliwości firmy prześcignie Orfeusza lub chociaż okaże się dostępnym szerokiemu ogółowi jego odpowiednikiem, padły odpowiedzi wymijające. Coś tam było o niepowtarzalności dawnego flagowca, ale i zarazem bardzo wiele o wspaniałości nowego. Ostatecznie na Audio Show w Los Angeles, gdzie w lutym miała miejsce premiera, ustawiły się długie kolejki żądnych posmakowania tej latami wyczekiwanej słuchawkowej rewelacji. Wkrótce potem miały też miejsce spotkania w gronach amerykańskich audiofilskich zapaleńców, na których modelu HD 800 można było posmakować w różnych systemowych smakach. Siłą rzeczy musiała się też zacząć kształtować opinia, będąca pokłosiem tychże spotkań i odsłuchowych relacji. Opinia, jak się okazało, zdecydowanie pozytywna. Prawie wszyscy gromko chwalili, a niektórzy, jak chodźmy właściciel produkującej słuchawkowe wzmacniacze firmy HeadRoom, posunęli się nawet do twierdzenia, że oto pojawiły się najlepsze słuchawki dynamiczne jakie kiedykolwiek świat oglądał.
Wychwalano wszystko – scenę, trafność tonacyjną, szczegółowość, brzmieniową elegancję, wielką wygodę i co tam jeszcze kto chce. Jedynie bas w powszechnej opinii nie zyskał miana najlepszego ze znanych, natomiast wszystko pozostałe tak albo prawie. Niektórzy kontestowali wprawdzie nieco nazbyt futurystyczny wygląd i nadmiar użytego plastiku, ale summa summarum był to jednak wielki festiwal pochwał i okrzyków zachwytu.

Wszystko to, ma się rozumieć, rozbudziło i mój apetyt na stosunkowo niedrogie słuchawki z samych jakościowych szczytów. A skoro już o cenie jest mowa. W Ameryce ustalono ją na tysiąc czterysta dolarów, a u nas oscyluje wokół trzech tysięcy złotych. Jak na następcę samego Orfeusza nie jest zatem, przyznać trzeba, zbyt wygórowana. Od sumy żądanej za sławnego antenata niższa aż około piętnaście razy. Mistrz udanego zakupu, mój serdeczny przyjaciel i nasz forumowy kolega – Wiktor – dzięki któremu od dni paru ich słucham, zdołał nawet nabyć je za niewiele ponad dwa i pół tysiąca złotych, czego najpewniej nikomu nie uda się szybko z pierwszej ręki powtórzyć.

No i właśnie, dochodzimy oto do sedna sprawy – od dni paru ich słucham. Dokładnie od pięciu, co stanowi absolutne minimum przedrecenzyjnego wygrzewania, pozwalającego mieć pewność, że nie napisze się kompletnych bzdur o rzeczy kompletnie nie wygrzanej.
Czy spełnią rozbudzone oczekiwania, czy okażą się prawdziwym przełomem?

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

22 komentarzy w “Recenzja: Sennheiser HD 800

  1. Matley pisze:

    Witam posiadam te słuchawki od 3 dni i jestem zachwycony tym jak graja…., a grają niemal idealnie… Słuchawki nie gubią się przy muzyce… nie zlewają całego toru.. każdy instrument gra swoje… nawet przy niskim poziomie głośności słychać każde elementy. Bezlitosne dla źródła…. wymagające…., ale dają wiele… warte są swojej ceny…

    1. Piotr Ryka pisze:

      Grunt to zadowolenie. A słuchawki są trudne ale wybitne.

      1. Matley pisze:

        Panie Piotrze mam pytanie co do modelu HD 800 S
        Czy jest sens inwestować w model po poprawce? Czy ta różnica będzie słyszalna ?

        1. PIotr Ryka pisze:

          Słyszalna będzie, a w jaki sposób, temu poświęciłem recenzję HD 800S. Proszę przeczytać.

      2. Kamil pisze:

        Panie Piotrze. Z pańskiego opisu wynika, że daleko im do wybitności. Spowolnienie ataku, wycofanie wysokich tonów, ograniczenie pogłosów czy to dziwne oczyszczenie z muzycznych brudów wcale nie napawa optymizmem. Ja również należę do osób, które nie lubią, gdy źródła pozorne są napompowane prowadząc do prezentacji z przewymiarowanym wolumenem. To jest niestety niemiecka szkoła myślenia, ułożyć równo, przyłożyć mocno, a reszta mniej istotna 😉

        1. PIotr Ryka pisze:

          Sennheiser HD 800 potrafią być wybitne. Naprawdę wybitne. Potrzeba im jednak do tego kabla Entreq Atlantis (bardzo drogi i już nie do kupienia na rynku pierwotnym) oraz wzmacniacza takiego jak Bakoon albo Eternal Arts. Poza tym te obecnie produkowane grają trochę inaczej niż te z samego początku produkcji. Bardziej pikantnie a nieco mniej przestrzennie.

  2. Tadeusz pisze:

    Czy Ayon HA-3 zalicza się też do tej elity ?

    1. PIotr Ryka pisze:

      Tak, zdecydowanie.

      1. Tadeusz pisze:

        W kategorii bezwzględnej czy jako best partner dla HD800 obok Bakoona i Eternala ?

        1. PIotr Ryka pisze:

          Dla słuchawek o wysokiej impedancji, albo tych o niezbyt dużej skuteczności, jest Ayon najlepszym słuchawkowym wzmacniaczem w cenie poniżej 20 tys.

          1. Stefan pisze:

            Ciekawe czy przebiłby Lebena CS-300XS, chodzi mi o HA-3 z HD-800.

          2. PIotr Ryka pisze:

            Nie porównywałem, ale ogólnie Ayon jest ciekawszym wzmacniaczem. Więcej w sobie ma życia. Gdyby mu jeszcze wymienić te sterujące…

          3. Stefan pisze:

            A coś szczególnie proponujesz na sterujące ?

          4. PIotr Ryka pisze:

            Na przykład któreś Mullardy z tej strony

            http://tubes-store.eu/pl/34-ecc82-12au7-5814a-6189-cv4003?p=2

            (Nie znam sprzedawcy, ale podobno godny polecenia, stary fachowiec. Pewnie można z nim pokonwersować i się poradzić, bo sam ECC82 nigdy nie używałem.)

          5. Stefan pisze:

            Dzięki, napiszę.

  3. Tadeusz pisze:

    Pisząc o Lebenie ma Pan na myśli wersję wymienioną przez Stefana czy też wersje wcześniejsze i póżniejszą ?

    1. PIotr Ryka pisze:

      Obie.

  4. Stefan pisze:

    I wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!

  5. Robert pisze:

    Z jakim wzmacniaczem słuchawkowym do 3500zl warto posłuchać tyć słuchawek? Chodzi o muzykę klasyczna?

    1. PIotr Ryka pisze:

      Na pewno PhaSt. Moja rekomendacja.

  6. Bohdan pisze:

    No własnie ..ten plastik i w ogóle Lambo design. Jak się mają do nich Audeze LCD – 2 ? Słuchałem też LCD 3 , jednak gorsze realizacje traktują bez miłosierdzia, choć nowy album P.Gabriela w 24/96 wyniosły do nieba.

    1. PIotr Ryka pisze:

      HD 800 wymagają pasującego wzmacniacza. Z wieloma grają źle. Wybaczanie to raczej nie one. LCD-2 albo MrSpeakers na pewno prędzej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy