Recenzja: Beyerdynamic T1

Opublikowano: luty 2010

Beyerdynamic_T 1_0  Jak już kilka razy przy okazji poprzednich recenzji pisałem, świat słuchawkowy zdobył się ostatnimi czasy na rzecz bezprecedensową, kiedy oto zdecydowana większość uznanych producentów jeden po drugim wprowadziła na rynek nowe modele szczytowe, albo dotychczasowe (jak Stax) poddała modyfikacji. Proces taki trwa oczywiście nieprzerwanie i na przykład obecnie wszyscy wyglądają nowego flagowca od Audio-Techniki, co ma tym silniejszą motywację, że w 2012 roku firma ta obchodzić będzie okrągłą rocznicę powstania, a dotychczas z takiej okazji nowe modele flagowce z reguły rok wcześniej się pojawiały.
Taka niebywała czasowa komasacja nowych okrętów flagowych miała według mojego podejrzenia w istocie jedną przyczynę – od dawien dawna zapowiadany nowy wyrób szczytowy firmy Sennheiser. Bo nie ma co kryć, od czasu kiedy Sennheiser pokazał zdumionemu światu Orfeusza, jego pozycja w branży stała się wyjątkowa i wszyscy zaczęli go traktować jak lidera. I jak to z liderami bywa, zogniskowały się na nim spojrzenia oraz wszyscy pod jego dyktando zaczęli się zachowywać. Gdy więc odpowiednie komórki wywiadu gospodarczego donosić jęły swoim prezesom, że Sennheiser faktycznie pracuje nad nowym flagowcem i rzuci go za czas jakiś na rynek, nie pozostało nic innego jak uprzedzić ten ruch albo przygotować się na ripostę. Skalę paniki ukazuje fakt, że nawet firmy dysponujące flagowcami świeżej daty, jak Denon czy Grado, zdecydowały się je zastąpić jeszcze nowszymi, a Beyerdynamic, który tak naprawdę nigdy flagowca z prawdziwego zdarzenia nie posiadał, postanowił zmienić dotychczasową politykę.

No właśnie, docieramy tym samym do przedmiotu naszej recenzji – nowego Beyerdynamica T1. Jego producent to firma wielce szacowna, w sensie długowieczności nawet najszacowniejsza, a przy tym pod żadnym względem Sennheiserowi nie ustępująca, jako że także Beyerdynamic jest wytwórcą sprzętu profesjonalnego, mającym duży udział w rynku słuchawek zarówno audiofilskich jak i profesjonalnych, a poza tym podobnie jak Sennheiser także on umieszcza na swoich wyrobach dumny napis „made in Germany” – czy się to komuś podoba, czy nie, przydający wszystkiemu co go nosi technologicznego splendoru. Tak więc niewątpliwie mielibyśmy marketingowy remis, gdyby nie jedno – gdyby nie Orfeusz. Takiego propagandowego produktu Beyerdynamic nigdy nie stworzył, skutkiem czego pozostawał chcąc nie chcąc w propagandowym cieniu. Lecz mimo to wszystko wydawało się być w najlepszym porządku. Jego słuchawki przez recenzentów były bardzo chwalone i dobrze się sprzedawały, a firma prosperowała. Jednakże bolesna zadra musiała pozostać, a lekcja została zapamiętana. Dowód na to mam właśnie przed oczami. Oto pierwszy w dziejach firmy Beyerdynamic autentyczny flagowiec, odpowiedź na nowego flagowca konkurenta zza niemieckiej miedzy i próba zapobieżenia powtórce z historii. Zanim jednak do niego przejdziemy, parę słów o sytuacji poprzedzającej jego powstanie.

Jak już napisałem, przed pojawieniem się modelu T1 Beyerdynamic nie miał modelu flagowego. Oczywiście jakiś najwyższy katalogowo posiadać musiał, jednakże niczym specjalnym się on nie wyróżniał, a nawet był w sytuacji cokolwiek dwuznacznej.
Tym modelem szczytowym były słuchawki Beyerdynamic DT 990, kosztujące nieco ponad tysiąc złotych i znajdujące się w produkcji od niepamiętnych niemal czasów. Słuchałem ich kiedyś bardzo krótko i mogę potwierdzić obiegową o nich opinię; były to (a właściwie są, jako że produkują je nadal) bardzo dosadnie i szczegółowo grające nauszniki, nieco przy tym pozbawione romantyzmu i muzykalności. I właśnie ten jakże istotny brak stał się zarzewiem wspomnianej dwuznaczności, albowiem model o oczko niższy i tylko trochę tańszy – DT 880 – wręcz przeciwnie, właśnie muzykalnością epatował, skutkiem czego przez wielu, także przeze mnie, był uważany za wartościowszy i siłą rzeczy pełniący rolę autentycznego a nie tylko katalogowego lidera. Można do tego jeszcze dodać, że największą renomę w dziejach firmy Beyerdynamic zdobyły dwa inne modele. Profesjonalny i produkowany nieprzerwanie  po dziś dzień od 1937 roku w parę razy zmienianym wariancie DT 48 oraz od dawna już pozostający poza produkcją DT 931. Ponieważ żadnego z nich nie słyszałem, na samej tej wzmiance poprzestanę.

Wszystko to należy już jednak do przeszłości, bo oto nastały czasy modelu T1.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

25 komentarzy w “Recenzja: Beyerdynamic T1

  1. Tomek napisał(a):

    Słuchawki niezwykłe, klasę zaczęły pokazywać po 100h grania. Pobiły u mnie takie słuchawki jak LCD 2 , D7100, HE500,D7000. Usłyszałem je kiedyś parę minut i juz wiedziałem że to jest to COŚ! Dzisiaj mam je na własność i tylko zastanawiam się czemu tak późno je kupiłem.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      A czym je napędzasz? Bardzo jestem ciekaw jak grałyby z Bakoonem, który wyraźnie preferuje słuchawki o wysokiej impedancji.

      1. Tomek napisał(a):

        Witaj Piotrze! Obecnie T1 podłączam pod Asusa One Muse, który ma podobny przekaz jak te słuchawki, gra przestrzennie ale neutralnie z dobrym basem.Góra jest lekko złagodzona, nawet łagodniej zagrał ten Asus od Perły Majkela. Pewnie dla tego przekaz T1 wypada u mnie gładko an górze.
        Swoją drogą warto by rozważyć recenzję tego Asusa w wersji Muse,dobry sprzęt mimo że rodowód od firmy komputerowej.

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Z daleka Tomaszu jesteś? Nie wybrałbyś się do mnie przypadkiem posłuchać tych T1 z Bakoonem, bo bardzo mi ich brak doskwiera. On się strasznie lubi z wysokoohmowymi słuchawkami a tylko z HD 800 go słyszałem.

          1. Tomek napisał(a):

            Mieszkam niedaleko Warszawy, chyba Piotrze dobrze kojarzę że jesteś z Krakowa? Trochę za bardzo nie jestem chętny rozstawać się akurat teraz z T1 bo mam je od niedawna a niewygrzane do końca też bo raptem ponad tydzień je mam. Ale za jakiś czas mógłbym pożyczyć…

  2. Piotr Ryka napisał(a):

    Nie, nie, jak jesteś z daleka to absolutnie nie chcę Cię fatygować. Gdybyś był z Krakowa albo okolic to mógłbyś podjechać i razem byśmy posłuchali. Mnie by wystarczyło parę minut. Ale żadne tam wysyłanie.

  3. Mario napisał(a):

    Ja mam nie daleko do Krakowa,mógłbym podjechać z T1.Sam jestem ciekawy jak zagrają z Bakoonem

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      W tej chwili nie mam Bakoona, ale jest nadzieja, że niedługo przyjedzie, a wówczas zapraszam. Zasygnalizuję gdyby przyjechał.

      1. Mario napisał(a):

        Fajnie,czekam

  4. Kamil napisał(a):

    Panie Piotrze, czy Pana zdaniem mój Sonic Pearl (dac to cs4396 na lampie) da radę dobrze wysterować T1? Myślę nad dobrymi słuchawkami stacjonarnymi do klasyki/opery. Obecnie do tego służą mi HE-500 i DT880, ale ciągle czegoś mi brakuje jeśli chodzi o separację i rozmieszczenie instrumentów. Czy T1 by się do tego nadawały?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Mam Sonic Pearl i mam też T1. Brakuje tylko odrobiny czasu. Postaram się jutro posłuchać tego duetu i porównać z możliwościami HD 800, które też mam. Zobaczym jak to wypadnie z klasyką i operą.

  5. Piotr Ryka napisał(a):

    Posłuchałem dzisiaj Sonic Pearl z NuForce DAC-9 i doskonale napędzał zarówno T1 jak i HD 800 oraz K812. O nowych AKG nie chcę się wypowiadać przed ich recenzją poza stwierdzeniem, że tamtym nie ustępują, a co do pozostałej dwójki, to T1 grają bliżej słuchacza i mają dźwięk bardziej połyskliwy, a HD 800 są prezentacyjnie teatralne i bardziej pastelowe. Jedne i drugie znakomicie uchwytują prawidłową tonację i grają bez zniekształceń. Tak więc co się woli.

    1. Kamil napisał(a):

      Dziękuję Panu bardzo. Bardzo dobre porównanie. Nie ma to jak opinia eksperta, a właśnie na takiej mi zależało.

      1. Kamil napisał(a):

        Ostatnio kupiłem wspomniane T1. Jeszcze raz bardzo dziękuję za recenzję. Słuchawki są właśnie takie, jak Pan opisywał. Jeśli chodzi o klasykę, to nigdy czegoś takiego nie słyszałem na słuchawkach. Jestem bardzo zadowolony.

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Cieszę się, że mogłem pomóc. T1 to niezwykłe słuchawki. Potrafią oczarowywać.

  6. Łukasz napisał(a):

    Piotrze,

    Współpracę T1 z którym wzmacniacze z Twojej stajni oceniasz najlepiej ? ASL Twin Head?

    pozdrawiam!

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Tak, zdecydowanie Twin-Head. Ale on jest najlepszy nie tylko z T1, tylko tak ogólnie, tak więc to żadne zaskoczenie. Lampa to lampa, ma bogatsze brzmienie.

  7. Maciej napisał(a):

    Tak się zastanawiam dzisiejszego wieczora czy aby nie dać T1 drugiej szansy…

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      A czemu nie dać? Pewnie, że dać.

      1. Maciej napisał(a):

        Ale romantyzmu w nich uświadczę? Czy zasługują ostatecznie na miano flagowca?

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Jak dla mnie, to te słuchawki mają szczególnie dużo romantyzmu, o czym pisałem w recenzji AKG K812. Faktem jest jednak, że grają wyjątkowo pięknie z moim wzmacniaczem i głównie na podstawie tego je oceniam. Na miano flagowych z całą pewnością zasługują, ale na przyszły rok Beyerdynamic zapowiada nowego flagowca. Na razie tylko nieoficjalnie.

          1. Maciej napisał(a):

            No tak, nisza słuchawek w przedziale 2000 Euro czeka na wypełnienie, w ślad za AKG, Ultrasone i Audeze..

  8. Bogusław napisał(a):

    Chciałbym zapytać o wnętrze muszli BeyerdynamicT1. Na prezentowanych przez Pana zdjęciach osłona przetwornika jest ażurowa. Na zdjęciach prezentowanych przez blog „Audiofanatyk” osłona jest nietransparentna, jakby trochę błyszcząca. O co chodzi, zastanawiam się?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      W mojej recenzji wystąpiły słuchawki z samego początku produkcji. Po kilku latach Beyerdynamic dokonał modyfikacji, która nie znalazła odzwierciedlenia w cenie i nazwie – i to pewnie takie zmodyfikowane są na zdjęciu Audiofanatyka. Na dniach ma się pojawić wersja jeszcze nowsza, która niestety będzie też zdecydowanie droższa.

Odpowiedz na „MaciejAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy