Reimyo na Audio Show 2013

Reimyo_01 HiFiPhilosophy   Reimyo to oczywiście legenda. Tak jak Kondo, czy – by nie sięgać tylko do audiofilskich odwołań – Steinway. Stanowi coś w rodzaju odrębnego świata, wokół którego się orbituje, ale do wnętrza którego przenikają jedynie nieliczni, bo nie ma czegoś takiego jak tańszy zestaw Reimyo, niedrogie Kondo albo przystępny Steinway. Wystawy Audio Show tę mają z kolei zaletę, że pozwalają bez wejścia w posiadanie specjałów tych zasmakować, choćby nawet i wiele godzin w ich towarzystwie spędzając. Nie jest to rzecz jasna to samo co posiadanie na własność albo recenzorskie użytkowanie przez wiele tygodni na własnych śmieciach, ale co kontakt, to kontakt, a tutaj wejść w kontakt można było i można było sobie posłuchać. Posłuchałem tedy i nawet niemałą chwilę, będzie w sumie z godzinę. Może nie całą, ale takie dobre pół. Sala była już pusta, a zegar wskazywał, że jest po zamknięciu zwiedzania, tak więc warunki były odpowiednie, zważywszy że pora wieczorna sprzyja odsłuchom. I całkiem nawet byłoby miło, gdyby nie dwie rzeczy – nie to, że ta sala nie bardzo w sensie architektonicznym rozchodzeniu się dźwięku sprzyjała oraz zmęczenie dniem, który upłynął na pokonywaniu trzystu kilometrów i słuchaniu, słuchaniu, słuchaniu. A każda rzecz, nawet najprzyjemniejsza, ma jak wiadomo swą miarę i tylko oddychać można cały czas bez zmęczenia. Przemogłem się jednak jak umiałem, skupiłem na ile się dało i oddałem odsłuchom.

Reimyo_03 HiFiPhilosophy

Reimyo_04 HiFiPhilosophy

 

 

 

Zacznijmy jednak od wyglądu. Albo nie. Zacznijmy od tego, że w poprzednim roku wpadłem do salonu Reimyo na chwilę i zaraz z niego wypadłem, bo mi się tam nie spodobało. Bardzo się tym zadziwiłem, bo przecież Reimyo takie jest sławne i za tak znakomite uchodzi, że można by przypuszczać, iż nic nie ma prostszego jak je opisywać. Siadamy, zagłębiamy się, zostajemy owładnięci, a kiedy potem dochodzimy do siebie, bierzemy się za opis, sypiąc komplementami i drąc się wniebogłosy, jaka to niesprawiedliwość dziejowa, że na co dzień tego nie posiadamy. A tu nic z tych rzeczy; posłuchałem, mowy mi nie odjęło, nogi za pas i do widzenia. See you later, alligator, See you soon, raccoon.

Nosiłem się potem przez cały rok z tym Reimyo jak kwoka z jajem i spokoju mi nie dawało. Dookoła same pochwalne recenzje, kluby miłośników po Internecie rozplenione pochlebstwami się srożą, wkoło same cmokania i zachwyty, a jeden tylko Ryka bez entuzjazmu się ostał, samotny niczym jakiś konspirator. Po roku przyszła pora na drugą konfrontację i Reimyo znowu mi na Audio Show zagrało. Ale najpierw, jak mówiłem, o wyglądzie.

Reimyo_05 HiFiPhilosophyReimyo_06 HiFiPhilosophyReimyo_07 HiFiPhilosophy

 

 

 

 

Reimyo wygląda jak masa pieniędzy, którą jest w istocie. Jak się dowiedziałem od polskiego dystrybutora, firmy Moje Audio z Wrocławia, system uległ znaczącej transformacji w 2011 roku, kiedy to uprzedzony przez Wester Electric o zbliżającym się zaprzestaniu wznowionej kilka lat wcześniej produkcji lamp 300B, główny konstruktor, pan Kazuo Kiuchi, zadecydował o przejściu z technologii lampowej na tranzystorową. W tym miejscu ktoś się obruszy. Na kiego było zarzucać świetny i uznany przez ogólnoświatowe audiofilskie audytorium lampowy wzmacniacz, tylko z powodu zaprzestania produkcji jednych konkretnych lamp 300B. To nie można było wykupić odpowiedniego, wystarczającego na długie lata zapasu? Sięgnąć po idealne repliki proponowane przez Psvane? Zastąpić znakomitymi Takatsuki albo Sophia Princess? Tu jednak wkracza na scenę duchowość Japończyków. Lampowy wzmacniacz Reimyo był z pietyzmem i dokładnością do kokardy we włosach gejszy parzącej herbatę skrojony pod te właśnie lampy Western Electrica i żadne inne nie mogły ich zastąpić. Nie ma 300B prosto od WE, nie ma wzmacniacza. I kropka. Jednocześnie Reimyo podjęło wyzwanie, by odtworzyć go idealnie w postaci tranzystorowej. Trzy lata trwały wzmożone prace przeplatane niekończącymi się odsłuchami, aż pan Kazuo Kiuchi uznał, że replikacja została pomyślnie zakończona. O stopniu jej powodzenia nie mogę niestety niczego powiedzieć, bo nie miałem okazji do porównań oryginału lampowego z tranzystorową repliką, ale taka w każdym razie była idea założycielska tranzystorowej końcówki mocy i taki cel jej przyświecał.

Reimyo_08 HiFiPhilosophyReimyo_09 HiFiPhilosophyReimyo_10 HiFiPhilosophy

 

 

 

 

Tak więc obecny tor Reimyo jest tranzystorową kopią pierwowzoru lampowego, prawdopodobnie najdokładniejszą i najbardziej czasochłonną jaka została kiedykolwiek przy tego rodzaju kopiowaniu sporządzona. W torze za wyjątkiem sekcji przedwzmacniacza nie ma ani jednej lampy, a całość składa się z pięciu elementów: Dwuczęściowego odtwarzacza z klasycznym podziałem na przetwornik DAP-999EX Limited (46 000 zł) i napęd CDT-777 (48 000 zł), dwuczęściowego wzmacniacza, z równie klasycznym rozdzieleniem na przedwzmacniacz CAT-777Mk2 (80 000 zł) i końcówkę mocy KAP-777 (108 000 zł), a także nowości w ofercie – oddzielnego stabilizatora napięcia ALS-777 Limited (26 000 zł). Kompletu dopełniają własnej produkcji głośniki, których są dwa rodzaje: monitory Bravo Special (31 900 zł para) lub podłogowe kolumny Bravo Consequence (108 000 zł para), przy czym kolumna to monitor wzbogacony o dodatkową sekcję basową. Jak widać na zdjęciach, w pokazie uczestniczyły właśnie kolumny, co należy uznać za rzadkość i wyjątkową okazję, bowiem nie są one prawie nigdy eksponowane, a w dodatku ich produkcja została już zakończona. Całość elektroniki okablowana została przez należącą także do pana Kiuchi firmę Harmonix i ustawiona na stoliku warszawskiego Audio Philara, a pomieszczenie odsłuchowe zaadoptowała akustycznie firma Acoustic Manufacture ze Szczecina.

Reimyo_17 HiFiPhilosophyReimyo_18 HiFiPhilosophyReimyo_22 HiFiPhilosophy

 

 

 

Nareszcie słowo o obiecanej estetyce. Tu zdjęcia wydają się mówić wszystko, a raczej prawie, jako że nie są w stanie oddać całej finezji wykończenia i pięknej gry świateł na misternych aluminiowych obudowach. Mówiąc zwięźle, wygląd odpowiada klasie i sławie, a stylistyka ma formę klasyczną, typową dla japońskiego pietystycznego podejścia do szczegółów i miłości do rzeczy przemijających.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie
© HiFi Philosophy