Recenzja: Yulong Audio D200 i A28

Brzmienie

Wzmacniacz A28 posiada w pełni symetryzowaną konstrukcję.

Wzmacniacz A28 to w pełni symetryczna konstrukcja.

   Nie ma co udawać, przysyłający nalegał, żeby ocenić jak to gra względem recenzowanych wcześniej urządzeń. Przede wszystkim tych pochodzących od ifi, ale nie tylko. Chciał bowiem zyskać opinię o jakości własnego toru: czy jest odpowiednia, czy może należy myśleć o lepszym. Urządzenia przybyły aż z Wysp Brytyjskich i chwała za taki zapał, a teraz przystąpmy do rzeczy.

Przetwornik ze wzmacniaczem spiąłem kablami symetrycznymi Tellurium Q Black Diamond, na miejscu było kilka par słuchawek symetrycznie okablowanych, prace odsłuchowe przebiegły więc sprawnie.

Zacząć muszę od tego, że wyjścia symetryczne wzmacniacza wcale nie okazały się równoważne. Kilka odsłuchowych podejść z różnymi słuchawkami pokazało, że to 2 x 3-pin jest lepsze od 4-pinowego. Dźwięk podawało lepiej nasycony, odrobinę ciemniejszy, bardziej też kontrastowy. Taki mocniejszy w treści, niczym mocniej zaparzona herbata. Różnica nie jest duża, ale łatwo uchwytna, tak więc właściciel A28 i jakichś słuchawek symetrycznych dobrze zrobi inwestując w przejściówkę 2 x 3-pin albo od razu taką opatrując swój słuchawkowy kabel. Pytanie jednak, czy rzeczywiście się to opłaci, to znaczy czy warto inwestować w ten wzmacniacz. Odnośnie tego mam wątpliwości, ale zacznę od przetwornika. Ten, w swojej roli podstawowej, jako właśnie przetwornik, spisywał się bez zarzutu. Urządzenie jest opłacalnym nabytkiem i nie mam pod jego adresem krytycznych uwag. Sygnał na wzmacniacz podaje melodyjny, dobrze nasycony, kontrastowy, nie pozbawiony elementu światłocienia, oddający cechy swoiste głosów i instrumentów. Cechą szczególną, za którą można go cenić lub nie, jest minimalna dawka pogłosu, z jednej strony tworząca klimat naturalnej prostoty, z drugiej nie tworząca w razie potrzeby klimatów bardziej specyficznych i ograniczająca trójwymiarowość dźwięku.

Ogólnie biorąc to jednak dobry przetwornik, zwłaszcza w świetle tego, że liczy już latek parę. Jednakże względem od siebie lepszych ma kilka punktów słabszych. Przede wszystkim słabiej niż iDSD BL, a nawet iDSD LE, przenika w głębsze warstwy nagrań. W żadnym wypadku nie można mówić, że gra powierzchownie, niemniej trójwymiarowość obrazu, wyrazistość konturów i akcentowanie szczegółów wychodzą mu nieco słabiej. Można wprawdzie uważać, że oba nowe przetworniki od ifi szczegóły i ostrość rysunku akcentują przesadnie, wysuwając je na plan pierwszy pośród innych atrakcji, niemniej to jest na pewno spektakularne, nawet jeżeli melodyjność i muzyczny romantyzm nie całkiem dotrzymują  kroku i wołają  o pomoc iCana z iTube. Przetwornik od Yulonga nie cyzeluje i nie rozwarstwia brzmień z aż taką precyzją, ale za to strona ostrzejsza jest u niego dokładnie równoważona przez łagodniejszą. Nie rzeźbi z taką głębią dźwięków, ale daje za to im formę płynną i gładką, co dobrze będzie pasowało do tranzystorowego wzmacniacza, który bez wsparcia lamp na pewno muzykalność pokaże słabszą. I proszę się nie rzucać – miłośnicy tranzystorowego wzmocnienia – dobrze wiem, że taki Sugden albo flagowy Trilogy świetnie dają sobie radę bez lamp, ale nie rozmawiamy w tym momencie o tak drogich wzmacniaczach. Rozmawiamy o tym od Yulonga i w jego wypadku ów analogowy kąsek na pewno się przydaje. Lecz mimo to…

Generalnie jakość wykonania i design należy ocenić jako poprawne.

Generalnie jakość wykonania i design należy określić jako poprawne.

Ujmę to w taki sposób: Gdy zaczynamy słuchać całego zestawu, pospinanego świetnym interkonektem i ze świetnymi kablami zasilającymi, w pierwszej chwili, tak może przez pół minuty, wydaje się, że wszystko jest w najlepszym porządku. Głębia barw należyta, dynamika i tempo dobre, szczegółowość w porządku i melodyka też jest. Jednakże już po chwili zaczyna do nas docierać, że nie słucha się tego całkiem dobrze, że coś tam podskórnie uwiera. Nie od razu to wyłapałem, bo najpierw zrobiłem owo „odkrycie” z różnicą między symetrycznymi przyłączami i skupiłem się na nim, ale potem zacząłem słuchać już za pośrednictwem tego lepszego i też nie było do końca w porządku. Niby dobrze, lecz nie do końca. A po jakichś dwudziestu minutach już miałem całkowitą pewność, że jest niedobrze i mi się nie podoba. Podpiąłem do porównania zrecenzowanego niedawno Emperora (ifi błyskawicznie wybyły i inni je zaraz opiszą), podpiąłem umyślnie nie najlepszymi z posiadanych kablami tylko interkonektem RCA typu DIY (ale bardzo porządnym) oraz niższej jakości (niemniej dobrą) sieciówką, i teraz mogłem dowolnie za pośrednictwem przejściówek wte i wewte przełączać słuchawki między wtykami 2 x 3-pin i duży jack. Wyrównałem głośności, przetestowałem różne poziomy jakości plikowej (YouTube, Tidal i pliki hi-res z dysku) – nie było wątpliwości, o co naprawdę w tym chodzi. Emperor też jest tranzystorowy ale nie na op-ampach tylko cały dyskretny i z super tranzystorami. Kosztować ma znacznie mniej, bo 1900 PLN, lecz z kolei nie ma symetrii. Kichać jednakże na symetrię, bo sama z siebie nic nie daje. Fakt – Phasemation i Headtrip grają lepiej w reżimie symetrycznym, ale tak naprawdę uruchamia on u nich tryb dual mono i nic więcej. Same tory nie są od A do Z symetryczne – specjalista pod tym kątem na moją prośbę je sprawdzał. Yulong A28 też lepiej gra dzięki symetrii, bo daje ona więcej mocy, ale do niesymetrycznego Emperor brakowało mu i tak dużo.

W sumie to się sprowadzało właściwie do jednej cechy, ale jakże istotnej. Powtórzę jeszcze raz – chiński wzmacniacz jest w porządku pod względem nasycenia barw, wyrazistości, szczegółowości, dynamiki i drajwu. Dobrze współpracował ze wszystkimi słuchawkami, choć najsłabiej i w sumie nieco za słabo z Fostex TH900. Niemniej ma jedną wadę – za mało jest muzykalny. Na tle nie mistrzowskiego przecież pod tym względem Emperor, który w tym akurat aspekcie na pewno jest słabszy aniżeli lampowy PhaSt (co prawda półtora raza droższy), słabość chińskiego wyrobu nie zostawiała wątpliwości. Rzecz ciekawa, nie dawał wrażenia kanciastości, postrzępienia ani podostrzenia dźwięku, jednakże płynność u Emperor to ze trzy razy więcej klatek na sekundę z włączonym antyaliasingiem, by użyć komputerowych porównań.

Nieco inaczej sprawa ma się, jak chodzi o brzmienie.

Nieco inaczej sprawa ma się jak chodzi o brzmienie.

Gładziej, płynniej, dźwięczniej, z o wiele większą gracją przejść między frazami i samą urodą brzmienia. Wszystko inne podobnie, ale to jedno zasadniczo różne, zmieniające ogólny obraz. Tak więc Yulong A28, pomimo że wszechstronnie symetryczny i z dobrymi komponentami, to jednak dobrze zrobiona ale op-ampowa prowizorka, nie dorównująca klasą grającemu po kablu optycznym solowemu iDSD BL, a jak chodzi o czystą przyjemność słuchania, to prawdę mówiąc iDSD LE z iDefenderem i iPowerem też słuchało mi się lepiej. A przecież to tysiąc złotych… Bez bezpośrednich porównań nie wejdę w analizy, lecz pamięć całościowego efektu nie pozostawiała wątpliwości, że malutkiego nano słuchało się z większą frajdą.

Lubię chwalić chińskie wyroby i nieraz miałem sposobność, lecz zestaw tytułowy z pewnością nie dorównuje też chińskiemu, niedawno powstałemu Questyle CMA600i, ani klasycznemu, produkowanemu od bardzo dawna lampowemu wzmacniaczowi Cayin HA-1A. Bardzo daleko mu także do rodzimego Little Dot Mk VI+, mimo że ten obarczony jest przykrą skazą szumu chłodzących wentylatorów. Dźwięk jednak, zwłaszcza z wymienionymi na lepsze lampami, ma bardzo zdecydowanie lepszy; aż zjawiskowy, bym powiedział.

Wzmacnianie op-ampami wcale nie stoi na pozycji straconej. Już Astell & Kern KANN gra dzięki nim bardzo dobrze, a AK380 wspierany modułem AMP daje popisy brzmienia. Szturmujące nieustającym naporem rynek ifi bardzo się do nich przykłada i montuje u siebie najwyższej klasy złoto-miedziane, lecz mimo to poprawa brzmienia ich op-ampowych wzmacniaczy po podłączeniu lampowego modułu iTube nie ulega wątpliwości. Dogonić lampę op-ampem jest niebywale trudno, choć pochodzące z innej ligi cenowej monobloki cyfrowe Zeta Zero dają sobie z tym radę. Natomiast wzmacniacz A28 tak całkiem nie dał rady. Próbował – się nie udało. Nie mogę go niestety polecić, bo za mniejsze pieniądze są do kupienia lepsze. Bez symetrycznych fajerwerków, aczkolwiek kombajn od Questyle i to oferuje. Ale w nim też symetryczność nie daje żadnej przewagi – ba, wręcz odniosłem wrażenie, że po kablach niesymetrycznych grał nieznacznie lecz lepiej.

Bo chociaż sam przetwornik broni się dość dobrze, to tego smego nie można powiedzieć o wzmacniaczu, któremy najzwyczajniej brakuje kultury.

Bo chociaż sam przetwornik broni się całkiem dobrze, to tego samego nie można powiedzieć o wzmacniaczu, któremu brak muzykalności.

Nie dajmy przeto się łowić na symetryczną wędkę, bo tak naprawdę symetryczność daje poprawę wtedy, kiedy oznacza aktywizację dual mono, a nie dzięki dodatkowemu drutowi w kablu. Nie pomogła więc także w przypadku A28, to znaczy pomogła, bo daje więcej energii, ale nie może w pełni skompensować ubytku melodyki, jako że nie taka jej rola. Do tego mogłoby służyć wyjście ze stopniem lampowym, lepsze same op-ampy, albo obwód w stylu Emperor. A tak jest jedna wada – tylko jedna lecz mimo to krytyczna. Rzecz jasna da się słuchać i może być nawet przyjemnie, ale jak ktoś jest otrzaskany na co dzień z lepszymi brzmieniami, to nawet bez porównań czuje, że coś jest nie tak.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

3 komentarzy w “Recenzja: Yulong Audio D200 i A28

  1. Sławek pisze:

    A zatem jaki morał?
    Precz z opampami? Ja takowych w Audio-gd nie mam, za to jest praca symetryczna w domenie prądowej, a zatem Audio-gd przejechałby tego Yulonga walcem? Chińczyk przeciw Chińczykowi? No, nie takie to proste, trzeba by posłuchać, tylko możliwości brak…

    1. Andrzej pisze:

      Trzeba tez wziac pod uwage preferencje. Z recenzji wynika, ze w kwestiach technicznych nie odstaje, a muzykalnosc jest subiektywna. Dlatego sa ludzie, ktorzy wola hd800, a sa ludzie ktorzy wola audeze lcd. Ktos lubi lampy, a ktos tranzystory. Tak samo jest z tym Yulongiem. Pewnie sa osoby, dla ktorych ten wzmaczniacz jest dobry i wygral z innymi w porownaniach.

  2. roman pisze:

    Muzykalność raczej nie jest subiektywna ,może być różny charakter dźwięku tak jak słuchawki o których piszesz,ale jedne i drugie są muzykalne i temu nikt nie zaprzeczy .

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy