Recenzja: Woo Audio WA5-LE

Odsłuch

Szeroki zakres regulacji i dwa typy słuchawkowych gniazd.

Przy komputerze

Tradycyjnie zacznijmy od komputera, obsługiwanego tym razem nie przez Ayona Sigmę, tylko przybyły po recenzję Norma DAC HS-DA1, wypierany modułem ifi iOne z kablem koaksjalnym Acoustic Zen.

Aby uczynić zadość innej tradycji w ramach tradycji pierwszej, porównałem działanie interkonektu symetrycznego (Tellurium Q Black Diamond) z niesymetrycznym (Crystal Cable Absolute Dream) – i nie pojawiła się różnica jakościowa, lecz pojawiła stylu. Crystal grał głębiej, ciemniejszą czernią, nieznacznie bardziej ekstatycznie i kontrastowo, z mocniej też akcentowanymi skrajami. Mnie jednak do gustu bardziej przypadła idąca w stronę spokojnego realizmu prezentacja przewodu symetrycznego, i to niezależnie od tego czy słuchawki podpinane były do gniazda symetrycznego, czy zwykłego. Można zatem założyć, aczkolwiek w następstwie raczej wąskiego kwantum prób, że WA5-LE woli podpięcie symetryczne, o ile zapewnimy odpowiedniej jakości kabel. Zwłaszcza że modi symetryczne oferowało też odrobinę szerszą i lepiej uporządkowaną scenę, ogólne poczucie realizmu jeszcze wzmagając.

W tym miejscu docieramy do sedna, ponieważ realizm jest dla tego wzmacniacza wyznacznikiem oraz jego największą zaletą. Nie jest to żaden czaruś ni opowiadacz bajek – to nie audiofilska perfumeria. Trzeźwe stawianie spraw, wzbudzanie mocnego poczucia, że obcujemy ze światem rzeczywistym – to wyraźnie się narzucało. Jednakże – i ta rzecz ma również znaczenie kluczowe – realizm ten nie okazał się czerstwy. Nie opierał na uproszczeniach, nie powodował najmniejszego dystansu do rzeczy oglądanych. Jego siła (a silny był niewątpliwe) polegała na dokładności i bogactwie obrazowania. Bez żadnych achów i ochów, bez ubarwień i jakichkolwiek upiększeń , pozwalał obcować z żywą, naturalnie bogatą muzyką i jej wykonawcami. Siła autentyzmu, oto jedyny czar.

Ogromny potencjał zabawowy z lampami 300B i 6SN7. A niezależnie od tego zawsze duża moc.

Tak w każdym razie działo się z lampami 300B Psvane, a jest wysoce prawdopodobne, iż czarowania nie zabraknie z bardziej bajecznymi oraz lepiej natlenionymi Takatsuki, podczas gdy trzeźwy realizm mocniejszy jeszcze będzie z też zjawiskowymi Sophia Royal Princess. Niemniej już z Psvane słuchałem – mogę tak chyba powiedzieć – w niemałym urzeczeniu. Zauroczony, paradoksalnie, brakiem przesadnego uroku. Brakiem pogłębiania, przesady z nasycaniem barwowym, dokładania kontrastu, rozbuchania sopranów i basów. Lecz z drugiej strony nie była to prezentacja codzienna. Albowiem sama muzyka nie jest już codziennością; w każdym razie nie ta, którą szczególnie się ceni. Nie za to wszak kochamy Gulda, Rostropowicza, Pavarottiego, Led Zeppelin czy Daviesa, że byli czymś codziennym. I właśnie Woo Audio WA5-LE z tymi tutaj modyfikacjami potrafi ukazać ich prezentacje w sposób narzucający silny realizm z jednej, przy poczuciu obcowania z czymś niezwykłym z drugiej. Realistyczna jest forma, a niecodzienna treść. Bo nie dmuchniesz tak w trąbkę jak Miles i nie uderzysz w klawisz jak Glenn. Zarazem oni sami, jako osoby przywoływane machinalnie wyobraźnią, jawili się w prezentacji jako normalni, żywi ludzie, a nie półżywe, zredukowane cienie. Łapane oddechy, szelesty ubrań, palce na klawiszach i strunach, jak również całościowe pozycjonowanie w przestrzeni – to wszystko wyjątkowo było realistyczne; nieprzesadne i nie zubożone.

To właśnie mi się podobało, i dlatego słuchałem długie godziny. Zupełny brak męczących udziwnień, a jednocześnie poziom zdolny bez reszty angażować. Narzucające się  poczucie, że jest akuratnie, w sam raz, nie za mało i nie za dużo. Bez czegokolwiek ujęcia i bez ozdobników własnych. W postaci czystej, niezaburzonej, oferującej to wszystko, na co pozwala transfer z TIDAL czy YouTube.

Przewód łączący za krótki, by orientację wybierać.

Ucieknę się porównawczo do krawieckiej odskoczni: Są spodnie, w których kieszenie mają wloty pionowe, i są też takie, w których usytuowano je zbyt poziomo. A najlepsze są te pod dobrym kątem, w które ręce same wpadają. I właśnie przekaz tego Woo był w ten sposób wpadający – prosto w uszy i poprzez nie prosto w duszę bez żadnego rąk wykręcania, zastanawiania się co poprawić. Wszystko jak prosto z mostu, bez udziwniania i własnych przypraw. I właśnie to robiło wrażenie.

Ale nie tak od razu. Wzmacniacz przyjechał cokolwiek za surowy i parę dni zajęło mu formowanie. Ale dość szybko się ogarnął, nie były to miesiące ani tygodnie.

Przejedźmy się migawkowo po słuchawkach:

Sennheiser HD 600

Niegdyś europejski król dynamicznych i wciąż klubowicz elity, zagrał jak zawsze ciemnym i efektownym dźwiękiem. Ale efektowny bardziej niż zwykle, co z miejsca sugeruje, że Woo nie wzdraga się przed wysoką impedancją. Efektownie, gdyż głęboko i miękko, na wzór czarnego kociego futra. Bardziej aksamitnie niż połyskliwie, choć z charakterystycznym dla tych słuchawek połyskiem. Piękna otwartość na górze o dużym ładunku przestrzenności własnej, a przede wszystkim wielka, większa aniżeli zazwyczaj scena. Muzyka organowa rozbrzmiała w ogromnej katedrze, a udział przestrzeni w spektaklu był wyjątkowo duży. Znakomite też wyważenie pomiędzy naprężeniem a miękkością strun gitarowych, tak żeby było efektownie a bez sztuczności. Zaczęło się więc bardzo dobrze, aż niemal rewelacyjnie.

AudioQuest NightHawk

Najlepiej okazały się koniec końców (czyli przy odtwarzaczu) pasować flagowe Fosteksy. Ale bynajmniej nie przez aklamację.

To coś w rodzaju współczesnego odpowiednika tych Sennheiserów, niosącego duży ładunek innowacyjności, a nie zmuszającego do pozbywania się dużych pieniędzy. Względem dawniejszego wzorca taniego high-endu zagrały nieco bardziej nosowo, grubszym a mniej transparentnym dźwiękiem i z odrobinę większą ilością własnego smaku w brzmieniu. Generalnie nie lepiej a inaczej, o ile nie robić afery z tego nieznacznie większego indywidualizmu. Ciążąc dużo mocniej do dołu pasma i nie eksponując tak ładnie sopranów. Scena organowa też okazała się bardzo duża, ale przy mniejszej przejrzystości nie robiła takiego wrażenia. Tak szczerze mówiąc, to HD 600 z tym Woo przy komputerze bym wolał.

Fostex TH900 Mk2

Z tego jednak nie okazało się wprost wynikać, że wzmacniacz woli wysoką impedancję mimo tego jej przełącznika, aczkolwiek – bo ja wiem? Fostex TH900 nie zagrały od Sennheiserów lepiej, więc może jednak. Bas niżej u nich schodził, ale nie brzmiał tak czysto, ciążąc w najniższych rejestrach ku przesterom. Brzmienie było ciut głębsze, ale naturalność wcale dzięki temu nie większa, bo styl już taki trochę przerysowany. Brzmienie co prawda trochę gładsze, ale pozbawione przyjemnej chropawości i dalsze niż u HD600, nie dążące do tak bliskiego kontaktu. Więc w sumie żadnego powodu, by za te Fosteksy więcej zapłacić, a wraz z tym narastająca sugestia, że wzmacniacz w 2008 był strojony pod te Sennheisery. Skądinąd żadna to nowina, bo były to wówczas słuchawki niezwykle popularne, osaczone o wiele mniej liczną konkurencją. Przy odtwarzaczu wyszło jednakże inne szydło z worka, ale do tego jeszcze dojdziemy.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

10 komentarzy w “Recenzja: Woo Audio WA5-LE

  1. BG napisał(a):

    Uwielbiam czytać Pańskie recenzje nawet jeżeli przedmiot recenzji jest znajduje się poza zasięgiem mojego portfela. Marzyć, marzyć…

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Na pociechę mogę powiedzieć, że wiele przedmiotów jest także daleko poza moim zasięgiem. Przyjeżdżają i odjeżdżają, a apetyt zostaje 🙂

  2. Piotr Ryka napisał(a):

    Znajomy wpadł wczoraj na chwilę z lampami 300B Create Audio w najnowszej wersji. Nie są tanie i nie są drogie; gdzieś pomiędzy 2 a 3 tysiące za parę. (Para Takatsuki z wszystkimi dodatkowymi kosztami to około 7 tys. plus trzy miesiące czekania.) Kilkanaście zaledwie minut rozgrzewki i Psvane zostały zdeklasowane. Cieplej, gęściej, więcej, wnikliwiej i przede wszystkim z prawdziwie humanistycznym rysem. Wzmacniacz jest bez wątpienia topowy i może dać masę radości.

    1. Przemek napisał(a):

      W Ameryce Taka w tym momencie za 5600zl. ,cena za same lampy.Dostępne od ręki.

      1. Piotr Ryka napisał(a):

        To o tysiąc mniej niż liczy samo Woo Audio.

  3. AAAFNRAA napisał(a):

    Witam,
    Panie Piotrze, a może tak test Sinusaudio? Pan Mariusz wypuścił właśnie dwa wzmacniacze słuchawkowe OTL. Szczególnie ten na lampach 6N13S może być ciekawy. No i firma z Krakowa nie będzie problemu z dostarczeniem wzmacniacza 🙂

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Proszę bardzo. Jeżeli tylko się zgłosi.

  4. Piotr Ryka napisał(a):

    Tak nawiasem zgłosiło się jeszcze w zeszłym roku Feliks Audio, o którego wzmacniacza przetestowanie ktoś prosił. Wszystko zostało ustalone, a do dziś nie przyjechał.

  5. Myślicki napisał(a):

    Doszły mnie słuchy, że testowany przez Pana sprzęt, który był nota bene na audioshow w Warszawie w 2017 roku jest wersją zwykłą, bez upgrade jaki jest możliwy do przeprowadzenia. Czy może się Pan ustosunkować do tych informacji?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Sprawa jest wyjaśniana, sam dystrybutor nie wie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy