Recenzja: Woo Audio WA22

Inżynieria z Nowego Jorku

Amerykańskie lampy. W sensie konstrukcji i części samych lamp.

   Wzmacniacz jest duży, ale nie jakiś wielgachny. Nie aż taki jak Twin-Head, Fostex V8 czy Headtrip. Waży niemniej solidne 11,4 kilograma i ma gabaryty pokaźne, choć 30,4 cm szerokości to nie pełnowymiarowe 42-43. Fronton ma jednak dosyć wysoki, a wypiętrzające się nad nim lampy i pancerze transformatorów powiększają ogólny format. Zwłaszcza że ustawiona centralnie pojedyncza trioda prostownicza 5AR4/274B należy do lamp dużych, tak dużych jak 300B. Te ostatnie zjawiają się dopiero w modelu 5-LE, a w WA22 ich rolę pełnią mniejsze, ale też mocne, podwójne triody 6AS7/6080, których najlepszą wersję produkował kiedyś Mullard, a tu może to być zwykła chińszczyzna, albo za dopłatą $200 proponowana przez producenta para oryginalnych (a nie współczesnych rosyjskich) Tung-Sol (z 1963) bądź podobnie stare Philips JAN. (Obecne w egzemplarzu testowym.)

Wytwórca moc szacuje na prawe 2W per kanał, która w praktyce okazuje się wystarczająca nawet dla szczególnie prądożernych HiFiMAN HE-6. (Bez żadnego naciągania). Zarazem nie będzie ona za duża nawet dla bardzo czułych słuchawek, w rodzaju Fostex TH900 czy AudioQuest NightHawk, ponieważ wzmacniacz jest całkowicie cichy i jeszcze ma dodatkowe wsparcie ze strony regulatora HI/LO impedancji.

Za wysterowanie triod mocy odpowiadają szeroko znane z tej roli triody sterownicze 6SN7, które też mogą być chińskie, ale mogą za dopłatą 330 dolarów pochodzić od General Electric, RCA, oryginalnego Tung-Sol (z Newark) albo Sylvanii.

Za dopłatą możemy także otrzymać lepszą od chińskiej Electron lampę prostowniczą 274B (która, tak nawiasem, zła nie jest). Może być nią za dodatkowe $1045 wykwintna Takatsuki, albo za $647 też bardzo pewna swojej jakości czesko-włoska KR Audio. Sam, otrzymawszy egzemplarz z Electronem, wykonałem ruch inny, zwracając się do Piotra Susuła  i jego TUBES-store o pomoc, która nadeszła w postaci pochodzącej jeszcze z lat 40-tych RCA VT244/5U4G, wycenianej na 1200 PLN za sztukę. O jej niewątpliwych przewagach zaraz napiszę, ale wpierw słowo pocieszenia dla tych, którym zaczęło się kręcić w głowie od nazewnictwa lamp. Bo jak to w końcu z tą pojedynczą prostowniczą jest? Ma być nią 274B, 5AR4, 5UG4, czy może VT244? Prawda jest taka, że wszystko to są lampy oznakowane wprawdzie inaczej, ale tak prądowo podobne, że można je jedne drugimi zastępować. Niektórzy nawet posuwają się do twierdzenia, że 274B można także stosować w miejsce GZ-34 (oczywiście po zmianie podstawki), ale to już stanowczo odradzam. Trzask-prask i będzie po niej. Na wszelki jednak wypadek Piotr osobiście wkładał swe zabytkowe cudo w miejsce chińskiej teraźniejszości; i nic się nie stało poza tym, że dźwięk wyszlachetniał – nabrał ciepła, wieloplanowej głębi, wyrafinowania i gładzi. Te lata 40-te to były … Wiedzieli wtedy, co ładne (chociaż ta wojna to im nie wyszła).

I nieco bliżej.

Lampy mamy zatem oszacowane, pora przejechać wzrokiem po reszcie. Za nimi wypiętrzają się (jak zawsze u Woo Audio osłonięte aluminiowymi zbrojami) transformatory, a płyta lampowego montażu nie jest tu popularnym chromowym lustrem, tylko też blatem z czarnego aluminium. Nie z aluminium a grubej stali – ale też szczotkowanej i czarnej – jest z kolei panel przedni, na którym bokami umieszczono pokrętła. Zaserwowane trochę nietypowo, bo prawe nie jest potencjometrem tylko czteropozycyjnym włącznikiem-regulatorem; którego pierwszy krok oznacza samo włączenie, ustawiające jednocześnie impedancję na HI, krokiem kolejnym impedancja LO, a trzecim-ostatnim przełączenie w pozycję PRE, o ile urządzenie wyposażono w opcjonalny przedwzmacniacz. Identycznej wielkości pokrętło potencjometru znajduje się na rzadko spotykanej pozycji lewej (co stale mnie myliło) – i jest to tak naprawdę potencjometr podwójny, osobny w sensie konstrukcyjnym do prawego i lewego kanału. Chodzący z należytym oporem i równo pracujący w całym zakresie, bez żadnych zrywów czy przygasania. Nie dodano do niego pilota, tak więc osobiście trzeba się fatygować.

Pomiędzy pokrętłami znajdują się słuchawkowe gniazda – trzy dokładnie, na które składają się cztery wtyki, jako że pierwsze po lewej to symetryczny 2 x 3-pin. Obok niego pojedynczy, też symetryczny, 4-pin, a najbardziej po prawej niesymetryczny duży jack. Można je wszystkie obsadzać jednocześnie – trzy pary słuchawek mogą grać – ale zredukuje to nieco jakość dźwięku, tak więc lepiej tego nie robić. Pojawiła się też różnica stylistyczna pomiędzy gniazdami symetrycznymi, ale o niej przy brzmieniu.

Z tyłu jest bardzo prosto, chociaż może być nieco mniej. Zależy to od tego, czy wzmacniacz ma funkcję pre, gdyż wówczas dojdzie para wyjść symetrycznych, ale egzemplarz testowy jej nie miał. W tej sytuacji poza gniazdem prądowym jest para wejść XLR i para RCA, a między nimi mały pstryczek aktywujący tę lub tę.

Cała impreza w wersji najbardziej podstawowej kosztuje loco New York $1995, natomiast z uwagi na opisane perypetie handlowe robi się z tego u nas 11 700 PLN. Akurat tyle, by wstrzelić się z ceną pomiędzy Wells Audio Milo i Phasemation z jednej strony, a Trilogy 933 i Ayona HA-3 z drugiej. Testowany egzemplarz miał jednak lampy sumarycznie droższe o circa 3100 złotych, czyli należy go cenić na czternaście osiemset, a zatem identyczność Ayona. Jednak też nie do końca, bowiem ten zyskał u mnie parę sterujących ECC82 Sylvanii, podnoszącą cenę o jakiś tysiąc. Ale tak czy tak się porówna, nie bawmy się w cenowego snajpera.

Lepsza prostownicza na pierwszym planie.

Słowo na koniec o estetyce. Już pięć lat temu o tym pisałem i nic się w tej sprawie nie zmieniło – wzmacniacze marki Woo mają obudowy wyjątkowo przyjemne dla oka i przyjazne dla ręki. Aluminium zostało w nich obrobione wyjątkowo starannie, z bocznymi zaokrągleniami, i ładnie się też prezentują starannie wyfrezowane żłobienia radiatorów na transformatorowych osłonach. Wszystko jest bardzo pasowne i miłe przy dotknięciu, bo aluminium nie jest tak zimne jak żelazo, a na dodatek u Woo pozbawiono je całkiem szorstkości. Dołącza do tych walorów duża masa i staranne rozplanowanie lamp, a także symetryczne i niesymetryczne gniazda oraz pewnie chodzące gałki. Ogólnie biorąc dobra robota i spore obietnice. Żadnej w dodatku krzykliwości; jedynie niebieska dioda włączenia mogłaby świecić łagodniej. Co zaś do kwestii cenowej, to odsłuch wyda wyrok.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

3 komentarzy w “Recenzja: Woo Audio WA22

  1. Andrzej napisał(a):

    Pojawia sie pytanie, czy jest sens placic spora czesc ceny wzmacniacza za clo itd, majac np. za 1/4 ceny Phasta. Mi zawsze latiwej bylo zauwazyc roznice w brzmeiniu na plus przy drozszych sluchawkach niz wzmacniaczach.

  2. Tadeusz napisał(a):

    Wzmacniacze też się „lubią” z jednymi słuchawkami bardziej a innymi mniej 🙂

  3. fallow napisał(a):

    Jak zwykle bardzo dobra recenzja. Jak zawsze czytam z entuzjazmem, zwłaszcza że po kilku latach postanowiłem wrócić do WA2, którego kiedyś miałem. Różnica między WA2 a WA22 jest jednak bardzo duża w wielu aspektach.

    Tutaj chciałbym jedynie zwrócić uwagę na pewien techniczny aspekt. WA22 nie jest wzmacniaczem w pełni zbalansowanym tak jak rozumie się z reguły to określenie. Mianowicie, że na wejściu dostaje on sygnał symetryczny i do słuchawek idzie sygnał symetryczny.

    Otóz nie. WA22 nie jest wzmacniaczem OTL tak jak WA2. WA22 to OTC – transformator na wyjściu. WA22 jak najbadziej wykorzystuje zalety tego, ze dostaje sygnal symetryczny na wejściu, co do tego nie ma wątpliwości ponieważ desymetryzacja jest na transformatorze.

    I w tym momencie kończy się sygnał zbalansowany. Następnie następuje już wyjście sygnału SE na TRS, XLR 4pin oraz 2 x XLR 3 pin. Jest to dokładnie ten sam sygnał.

    Nikt nie zaprzeczy, że wzmacniacz nie wykorzystuje zalety zbalansowanego sygnału wejściowego. Jednakże, nie to jest istotą symetrycznego napędzania słuchawek. Słuchawki przez TRS i XLR dostaja niestety ten sam sygnał.

    Prawdziwie zbalansowany wmzacniacz Woo Audio, to niestety dopiero WA33.

    Oto dowód, WA22 od środka:
    https://cdn.head-fi.org/a/3415285.jpg
    https://cdn.head-fi.org/a/3369152.jpg

    Z powodu obecnie zbyt lużnej definicji czym jest wzmacniacz zbalansowany Woo może napisac, że WA22 taki jest.

    Innymi słowy – wzmacniacz jak najbardziej wykorzysta zalety zbalansowanego sygnalu z DACa natomiast nie ma roznicy czy podlaczamy do niego sluchawki symetrycznie czy SE.

    Jedynie domniemuje, ze tak samo jest w Woo 5. Gdyz ten we wczesniejszych wersjach nie mial w ogole wyjsc na XLRach. Dorobiono je kiedy staly sie modne. Wzmacniacz nie ma takiej topologii i ide o zaklad, ze sa zrobione identycznie jak w WA22.

    Natomiast sadzac po designie i srodku WA33 – to jest naprawde zbalansowany wzmacniacz.

    A o tym czy jest sens w ogole pakowac sie w symetryczne napedzanie sluchawek… to juz zupelnie inna bajka 🙂 Sa wzmacniacze SE, ktore graja lepiej niz niejeden symetryczny i vice versa.

    Ja robilem kilka kolejnych podejsc do roznych systemow symetrycznych (tych prawdziwie symetrycznych) i naprawde bardzo male roznice zaczely mi sie rysowac jako regula. Niestety wcale nie bylo to tylko in plus. Bylo inaczej. Na pewno systemy symetryczne potrafily wyciagnac wiekszy drive, wiekszy bas, jednak tracila sie dokladnosc lokalizacji zrodel. Obrazy byly nie tak klarowne jak na SE. Ciekawe.

    Pozdrawiam wszystkich czytelnikow 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy