Recenzja: Wells Audio Milo

Budowa i jej następstwa

xxx

Milo jest stosunkowo wysoki i szczupły.

   Jeff Wells, twórca i główny animator kalifornijskiego Wells Audio, nie rozwodzi się zbytnio nad swymi konstrukcjami, jeśli nie liczyć podkreślania obecności w najwyższych modelach modułów filtracji kwantowej od Jack Babee Technologies, które tym razem nas nie obchodzą, ponieważ Milo to nie szczytowy wyrób. Od razu nasuwa się w tym miejscu złośliwa uwaga, że jeśli daje aż dziewięćdziesiąt pięć procent bez ich udziału, to o co tyle krzyku? Ale darujmy sobie; poniosło recenzenta, chciał dobrze, głupio wyszło. Poza tym może faktycznie te dziewięćdziesiąt pięć jest, a filtry Jacka Babee nie więcej niż pięć znaczą? A priori nie da się tego ustalić i tym się zajmiemy potem. Inny jednakże błąd recenzenta jest całkiem ewidentny. Dave Hanson napisał, że Milo daje 18 W na kanał, tak samo jak Headtrip, a z danych technicznych wynika, że Headtrip daje 50 W. Gdzieś tutaj błąd tkwić musi – albo w danych, albo w recenzji. Nieważne, lub niespecjalnie ważne, bo 18 W dla słuchawkowego wzmacniacza to i tak wulkan energii. Milo dzięki nim ma umieć napędzać słuchawki tak trudne jak Abyss 1266, AKG K1000 i HiFiMAN HE-6, że już trudniejszych nie ma i nie było. Napędzać w dodatku bez ograniczeń, bez rezerwy brzmieniowego potencjału na skutek deficytu mocy. (To łatwo będzie sprawdzić w przypadku HE-6, którymi akurat dysponuję.)

Piszącemu recenzję Dejwowi konstruktor Jeff był uprzejmy wyjawić, że jego najmniejszy z trzech słuchawkowych wzmacniaczy miał z założenia zachować charakter brzmienia szkoły, co było o tyle łatwe, że od największego Headtripa oraz średniej Enigmy różni się mniejszym modułem zasilania i mniejszym transformatorem, a cała reszta poza upiększeniami w postaci wspomnianych modułów Babee i temu podobnych dodatków została zachowana, z tym że nie w takiej skali. Ale są też dostępne udogodnienia, bo za dopłatą można otrzymać wprawdzie nie filtry Babee, ale krokowy potencjometr Khozmo (+ $400), symetryczne gniazda wejściowe (+ $200) oraz najwyższej klasy rezystory Vishay „Naked Z Foil” (+ $150). A niezależnie od jej umniejszenia duża moc pozostanie standardem, bo nawet bez wejścia XLR pracować będą oba gniazda słuchawek – symetryczny 4-pin (w praktyce oznaczający dual mono) i niesymetryczny duży jack. Trzeba też dodać, że całość pracuje w płytkiej klasie A, osiągając wzmocnienie dzięki parze w każdym kanale tranzystorów bipolarnych Toshiby o mocy znamionowej po 150W każdy.

xxx

Ze srebrnym nosem potencjometru oraz zielonym pępkiem włącznika.

Kształt wzmacniacza jest nietypowy, nieco podobny do recenzowanego kiedyś lampowego Cayin HA-1A. Obudowa także u Milo wypiętrza się a nie rozpłaszcza, jednakże całość nie jest specjalnie ciężka ani głęboka, natomiast gabaryty mimo wszystko pokaźne: wysokość 24,5 cm przy podstawie 15 cm kwadrat. Waga też nie ułomek, solidne 3 kilogramy. (W końcu to tylko słuchawkowy wzmacniacz.) Panel przedni z czarnego, lekko prześwitującego akrylu, a pozostałe ścianki z czarnej, matowo lakierowanej blachy. Wyróżniki prócz tego akrylowego frontu są trzy: srebrny na nim u góry potencjometr, aluminiowe, lakierowane na czarno skrzydełka radiatorów i z przeźroczystego akrylu wystające bokami podstawki o miękkich, elastomerowych podkładkach. Poza tym jest na przodzie rzucający się w oczy zapadkowy włącznik ze szmaragdowym podświetleniu, ponad nim napis MILO, a między napisem a potencjometrem dwa słuchawkowe gniazda. Z tylu dwie pary wejść albo jedna (egzemplarz testowy miał jedną) oraz typowy port zasilania o trzech bolcach. (Ostatnio niektórzy lansują dwa.) I tyle przyjemności, plus logo Wells Audio u góry i osiem tysięcy do wydania za podstawową wersję.

W środku klasyczny montaż „na pająka” i płytki drukowane, a na spodzie toroidalne trafo. Grzeje się to solidnie, zupełnie nie jak typowy tranzystor, co w sumie dobrze świadczy, bo każdy tranzystorowy wzmacniacz naprawdę dużo potrafiący wydziela dużo ciepła. (No, może prawie każdy.) To oczywista konsekwencja wzmacniania w klasie A; i adekwatnie do tego Milo pobiera średnio czterdzieści dwa waty z gniazdka (a w szczycie nawet do stu czterdziestu pięciu), przy impedancji wejściowej 17 kΩ i paśmie przenoszenia 16 Hz – 30 kHz (+/- 0,25 dB). Stopień wzmocnienia oszacowano na 30 dB, a stosunek szum/sygnał na solidne 94 dB, pozwalający obsługiwać nawet bardzo czułe słuchawki, chociaż nieznaczny pomruk w przypadku najczulszych będzie nieunikniony. Trzeba jednak pamiętać, że wzmacniacze słuchawkowe Wells Audio startowały od zakładanego napędzania słuchawek Abyss 1266, potrzebujących tak na bidę z dziesięć watów w kanale. Tak więc możliwość obsługi także czułych, nawet takich przenośnych, to tutaj uwstecznienie i raczej trzeba chwalić, że w ogóle możliwe. Per analogiam konsekwencją jest mała czułość attenuatora, który już przy niewielkim ruchu daje duże przeskoki; więc regulować trzeba delikatnie, z odpowiednim wyczuciem. W tej sytuacji nie tylko brzmieniowo lepszy ale i bezpieczniejszy będzie krokowy Khozmo (polska konstrukcja, zauważę), przy którego 48 pozycjach wysterowanie nie stanowić powinno problemu.

xxx

I jedną lub za dopłatą dwiema parami gniazd z tyłu.

Niewątpliwą zaletą jest stosunkowo mała jak na te gabaryty i wagę ilość miejsca zabieranego pod sobą oraz prostota obsługi. Łatwiej już chyba się nie da, wszystko jest oczywiste. Dobrą rzeczą też praca obydwu gniazd nawet bez dokupywania symetrycznego wejścia oraz obsługa najtrudniejszych nawet słuchawek. Brakuje jedynie przełącznika redukcji mocy, jakim dysponuje porównawczo tu przymierzany japoński Phasemation, mimo maksimum mocy tylko 5 watów w kanale.

Całość prezentuje się dość nietypowo, lecz zgrabnie i w sumie estetycznie, chociaż niektórzy będą pewnie wybrzydzać, że za tę kwotę u innych panel przedni to elegancko szczotkowane aluminium i gałki w ozdobnych chromach. Lśniącą, polerowaną gałkę Milo jednak posiada, a sam lubię panele akrylowe, które mi ani trochę nie uprzykrzają słuchania. Zwłaszcza że lubię słuchać z czerni, a one przeważnie czarne.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

5 komentarzy w “Recenzja: Wells Audio Milo

  1. miroslaw frackowiak napisał(a):

    Myslalem ze chociaz przez dziurke podlaczysz K-1000 jak taki mocny wzmacnicz…co do T1 to moze pamietasz na wystawie w Warszawie jak sie spotkalismy to powiedzialem tobie ze fantastycznie graja nowe sluchawki MCIntosh z tym nowym swietnym wzm,powiedziales ze to tylko tuningowane T1 a jednak…nie tylko….

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Nie było możliwości podłączenia K1000, bo mają kabel zakończony widełkami i trzeba by specjalnej przejściówki. T1 i McIntosh to świetne słuchawki, ale trudne do napędzenia tak, żeby wszystko pokazały.

  2. Sławek napisał(a):

    Tak przy okazji, Panie Piotrze – jaki wzmacniacz z tych co Pan testował jest najlepszy do napędzania słuchawek HifiMan HE-6?
    Audio-gd Master 9
    Shiit Ragnarok
    Wells Audio Milo
    Ifi audio PRO iCAN
    Leben CS-300F
    SPL Phonitor 2
    Little Dot MkVI+
    Bryston BHA1
    Pozdrawiam

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Leben. Alternatywa to Little Dot, tylko te jego wentylatory i lampy mu trzeba wymienić.

      1. Sławek napisał(a):

        Dziękuję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy