Recenzja: Trilogy Audio H1

Odsłuch cd.

Dedykowane flagowe słuchawki Staksa.

   Plan zemsty po przeczytaniu o tym kładzeniu zaświtał mi natychmiast: – To się położy i zobaczymy, czy też wówczas – chłe, chłe – jakakolwiek poprawa. Akurat Trilogy ma trzy nóżki, a w kompletach serwują po cztery. Położyłem na środku sekcji lampowej, pomiędzy szczeliny wentylacyjne. Kładę – i grać zaczyna lepiej; zabieram – zaczyna po sekundzie gorzej. Ożeż ty kwarcu w kółko skrobany, jak ci zaraz młotkiem przydzwonię, to przestaniesz czarować! Mało głupot się kręci przy tym audio, to jeszcze się radiestezji zachciewa? Ale nic, sięgnąłem po drugi komplet; trzy kładę – po jednym między każdą szczelinę – i grać zaczyna jeszcze lepiej…

Brodę mam, czapkę w szpic obstaluję, do tego różdżkę i pelerynę. Albo może lepiej cylinder? Królikami będę się żywił co z tego cylindra wyskoczą. Chociaż nie, to poczciwe stworzonka, już lepiej audiofili rabować. Poza tym to wcale nie jest nowość, bo na przykład we wtykach kabla zasilającego Illuminati są minerały ziem rzadkich. Niektóre substancje wpływ mają wydatny na pola magnetyczne i to może się zmieniać w dobre ich oddziaływanie.

Śmiać można się ze wszystkiego, bo tak naprawdę nic nie jest zrozumiałe. Słuchając muzyki podrapcie się w któryś policzek, a w mig się przekonacie, że ucho po jego stronie przestanie na czas drapania słuchać. To da się z pozoru łatwiej wytłumaczyć niż wpływy krążków kwarcowych, ale polega na tym samym – na rewizji przepływu. W jednym wypadku sygnału elektrycznego w nerwach, w drugim w niebiologicznych obwodach. Takie rzeczy się dzieją, bo gdyby nie, to po co firma Acoustic Revive, tłukąca dobre pieniądze na kablach, filtrach i platformach, sama sobie robiłaby w oko? Po kiego się ośmieszać, narażać na wredne komentarze? W przypadku Trilogy H1 to działanie okazuje się spektakularne prawdopodobnie z dwóch powodów – jego soprany go potrzebują, a płaska konstrukcja ułatwia wpływanie. Użycie kwarcowych krążków, zwłaszcza jako podkładek, jest dla niego korzystne, uzupełniające walory. Nie przeczę, że przy innym źródle, bardziej aniżeli dzielony Accuphase sypiącym sopranowym śniegiem, ten wpływ mógłby być negatywny lub żaden, ale tu tak było.

Idź srebro do srebra.

W ulotce krążków znalazło się też określenie efektu: „natural, vivid sound”. Nie da się tego ująć lepiej, podziało się dokładnie w ten sposób. Po użyciu magicznych kółek dźwięk zyskiwał brakujący element, stawał się żywszy, bogatszy, a w efekcie piękniejszy. Krągłość górna przeistaczała się w otwartość, bierność tekstur w ich żywość – cała muzyka łapała oddech, nabierała blasku i życia. Jednocześnie pasmo generalnie nie szło do góry, tak więc masa, treściwość i konkret pozostawały, a tylko składniki brakujące wchodziły jako uzupełnienie dopełniając obrazu. Teraz to grało znakomicie, można się było delektować. Pełnym, mocnym, a jednocześnie bogatym, wielowarstwowym brzmieniem. Wyraźne kontury, wypełnione, głębokie barwy, głębokie brzmienia. Żadnej przesady czy ociężałości, ale w mocnym a nie delikatnym stylu wyrazistego, twardego konkretu. Uroda nie na bazie subtelnej, ezoterycznej delikatności, tylko dana bardziej wprost, jednoznacznie. Wszakże – zrozummy się tutaj dobrze – nic w ogóle z prostactwa czy jakiejkolwiek pospolitości. Subtelność i delikatność swoją drogą; nie tylko męska ale i kobieca ręka, tyle że sam fundament mocniejszy niż zwykle w elektrostatach i na nim grube mury, a subtelności jako uzupełnienia. Wszystko za sprawą niższej tonacji, wypełnienia i ciemniejszego brzmienia. Po użyciu podkładek Acousti Revive to niższe brzmienie minimalnie się podwyższało, a ściślej mówiąc otwierało na górze, dorzucając też na całym przekroju pasma brakującego dodatku sopranów, i dzięki temu ożywało. W przypadku flagowych Stax SR-009 można o tym wzmacniaczu napisać, tak samo jak o nowym samego Staksa, że dobrze sobą uwzględnia potrzeby tych słuchawek. Mniej jednak na bazie miękkich przejść kolorystycznych i szerokiej gamy szarości, a bardziej poprzez siłę, konkret i wypełnienie.

Niektórych nie, ale mnie wiotka ezoteria słuchawek elektrostatycznych drażni, a nie dość dobrze napędzane SR-009 są właśnie półprzeźroczyste, mimozowate, zwiewne. Za mało w nich wypełnienia – form naturalnych dla życia, które niektórzy nazywają brutalnie „mięsem”. No więc dzięki Trilogy H1 delikatne z natury Stax SR-009 stają się wysportowane i umięśnione. Opalone też na dodatek i całe gotowe do działania. Popędzą żwawo naprzód, przysolą zdrowo w bęben i mogą skutecznie się zmagać nawet z najbardziej wymagającą mięśni muzyką.

Dwa gniazda można obsadzać, przy czym oba są jednakowe.

Mniej natomiast częstują łunami, jarzeniem, promieniowaniem – a ściślej biorąc do momentu, kiedy się podłoży Acoustic Revive. Wówczas tamte przymioty wciąż w gotowości zostają, ale wyraźnie oprócz tego zostaną znaturalizowane pogłosy i cały obraz ożyje , że w sumie grało to prawie jak Sennheiser Orpheus czy legendarny Stax SRM-T2. Gęściejsze barwy i głębsze całe brzmienie z mocniejszym wypełnieniem i więcej akcentów basowych, a mniej sopranowych mgiełek, subtelności, promieniowania. Mniej też nieco dystynkcji na przejściach i mniej holograficznych przeżyć, za to więcej substancji i mocy. To można woleć albo to, rzecz jest już kwestą gustu. I bardzo duży kontrast względem nowego wzmacniacza Staksa, który gra lekko i promieniście, ale bez holografii.

Pozostał jeszcze aspekt sceniczny. Pisałem o nowym wzmacniaczu Staksa, że daje pierwszoplanowy wielki ekran i nic z tyłu za tym ekranem. Trilogy H1 gra inaczej, bardziej w typie dawnej staksowskiej szkoły. Pierwszy plan stawia dalej, ale też niedaleko (będzie średnio jakieś dwa metry) i daje całkiem dobrą holografię. Bez podkładek Acoustic Revive (niestety, znowu o nich) ten ekran też był szeroki lecz za niski; soprany go jednak dźwignęły i zyskał prawidłowe proporcje, a wówczas jeszcze bardziej doszła do głosu holografia – i bez tego inspirująca. Dźwięki odpowiedzialne za głębię sceny dobrze spełniały swą rolę, wędrując daleko do tyłu i pozostając w odpowiednich relacjach przestrzennych do pozostałych. Tak więc nie tylko konkret, nasycenie i głębia brzmienia, ale też scena jest atutem. Nie dziwią więc komentarze z Londynu, że w konfrontacji Stax przegrał.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

6 komentarzy w “Recenzja: Trilogy Audio H1

  1. Stefan napisał(a):

    Ciekawie się robi na rynku energizerów, a dałbyś radę Piotrze odnieść brzmienie i prezentację H-1
    do LST i iESLa?
    Z góry dzięki i pozdrawiam.

  2. Piotr Ryka napisał(a):

    LIST i iESL z moim systemem to granie bardziej skupione na pięknie, elegancji, melodyjnym falowaniu i światłocieniach, a H1 to siła, moc, treść, bas, mięso i kości.

    1. Stefan napisał(a):

      To coś niespotykanego zwłaszcza w przypadku 009, no może nie często.
      Szkoda tylko że tak z ceną odjechali.

  3. Stefan napisał(a):

    Hmmmm, nowe Ultrasone Edition 15, poprawili parę rzeczy, wtyki, pady welurowe, no i pierwsze otwarte Edition:)

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Po AVS mam recenzować. Jeszcze ich nie słyszałem.

  4. Piotr Ryka napisał(a):

    Duża szansa, że ten Trilogy na AVS będzie grał z nowymi elektrostatami MrSpeakers.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy