Recenzja: Tellurium Q Black Diamond – kabel głośnikowy

Tellurium_Q_Black_Diamond_12 HiFiPhilosophy   Pisanie recenzji kabli to i przyjemność, i męka. Przyjemność, bo to bardzo łatwe, a męka, bo zawsze jest z tego awantura. Rzecz jest łatwa, bo o czym tu pisać? Był sobie kabel, leżał pomiędzy wzmacniaczem a kolumną, ktoś go tam kiedyś wystrugał, do środka coś naupychał i pieniędzy zażądał. Jedni powiadają – dajcie mu! – kable ogromny wpływ na dźwięk mają i dzięki dobrym można sobie przyjemność słuchania zasadniczo polepszyć. Drudzy wołają – a skądże! – za nic mu nie dawajcie, bo tylko wyrzucicie pieniądze, a drut zwykły w izolacji wystarczy kupić, bo na jedno wyjdzie pod względem brzmienia i pieniędzy w kieszeni zostanie masa.

Co do jednego mam pewność niezbitą – to drugie nie jest prawdą. Kable, a głośnikowe to już szczególnie, wpływ na brzmienie mają bardzo istotny, i nie tylko dzięki temu można się przemieszczać od brzmień kiepskich ku dobrym, ale także w styl brzmieniowy zasadniczo ingerować, różne, naprawdę bardzo różne style prezentacyjne uzyskując. Mogą więc sobie wrogowie drogich kabli krzyczeć ile wlezie i się wszystkim naokoło odgrażać, a ja wiem swoje, bo sprawdziłem i jest jak mówię – w kablach mieszka różna muzyka. Ale że z kablami, jak to mówią, „się porobiło”, to rzecz inna, nie lada osobliwa. Dopiero co pisząc recenzję głośników Wilsona wspominałem, że w latach 80-tych najdroższy kabel głośnikowy kosztował cztery dolary za stopę, a teraz po dwadzieścia tysięcy za półtorametrowe komplety żądają, a nawet jeszcze więcej. Cuda wianki się przy tym odprawia; otoczki próżniowe, zasypki z czarnej magii w proszku, żyły z najprzeróżniejszych metali i ich stopów, izolacje kosmiczne, ceny niebotyczne i opowieści dziwnej treści wszelakiej substancji. Cyrk. To wszystko jednak nie zmienia zasadniczego faktu, że dobre kable lepiej grają, czy ściślej się wyrażając – lepiej i pełniej przenoszą sygnał – dzięki czemu efekt tego w głośnikach jest bardzo słyszalny. A świat tak już niestety został urządzony, że te lepiej grające są droższe, a nie dość że droższe, to jeszcze najczęściej bardzo drogie. W efekcie cena odpowiednio brzmiącego zestawu robi się zdecydowanie mniej przyjemna, toteż niewątpliwie warto się rozglądać za dobrymi kablemi o umiarkowanych cenach i obiecuję to robić, ale na razie opiszemy sobie taki średnio kosztowny, a nawet licząd podług cen tych najdroższych, to całkiem tani.   

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

3 komentarzy w “Recenzja: Tellurium Q Black Diamond – kabel głośnikowy

  1. Tomek pisze:

    Recenzja znakomita – jak zawsze – jestem fanem, ale podsumowanie – dla mnie Mistrzowskie.

  2. sebna pisze:

    Miło się czytało.

    Przyniósł do mnie nie tak dawno temu kolega wersję, po prostu, Black (chyba jeden wyżej model nad Blue). Twój opis wersji Blue idealnie pasuje do moich odczuć o Black. Wiem, że to niski kabel w ich asortymencie ale tamtego dnia nie miał czego szukać, w moim odczuciu, koło Nordosta Blue Heaven (też nie mojego zresztą), choć Nordost potrafił zaatakować ostrą górą okazyjnie.

    Prawdę mówiąc porównanie było tak niekorzystne dla Tellurium, że straciłem zainteresowanie tą marką. Prawdopodobnie przedwcześnie i niesłusznie.

    Pozdrawiam

    1. Pragmatyk pisze:

      Zdecydowanie przedwczesnie. Im dluzej ich sluchasz tym bardziej sie podobaja. Pierwsze podejscie tez mnie nieco „odstraszylo”. Nie znam lepszego okablowania niz Black w klasie do 3 000 zlotych, a poswiecilem sporo czasu na poszukiwanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy