Recenzja: Sony PS-HX500

sony-ps-hx500-hifi-philosophy-012   Negocjowałem z Sony do recenzji ich najnowsze słuchawki flagowe, a otrzymałem gramofon. I tak czasem bywa, ponieważ ich nauszny flagowiec, mający według zapewnień nawiązywać do legendarnych Sony MDR-R10 model MDR-Z1R, podobnie jak najnowszy super DAP i wzmacniacz słuchawkowy z przetwornikiem, debiutować mają na będącym tuż za rogiem AVS 2016, a sympatyczna rozmowa z działem marketingu nie chciała spełznąć na niczym i w efekcie na razie gramofon.

Koncern Sony kryzys ma już najwyraźniej za sobą i w niezłym tempie wychodzi na prostą. Daleko mu wprawdzie do odzyskania dawnego prymatu, ale na przykład najpopularniejsze telewizory z przedziału 2- 3 tysiące w jego właśnie wykonaniu znów są najlepsze, oferując najbardziej naturalny obraz; a i te drogie, takie z okolic dziesięciu, również są świetnej jakości. Poza tym to od czego zacząłem, z tymi nowymi super słuchawkami na czele, znamionuje poprawę, a smartfony Sony Xperia to najściślejsza czołówka i litry spijanej śmietany. Podobnie śmiertelny wróg lustrzankowej drożyzny – aparat fotograficzny Sony Alpha, robi na rynku furorę – i ogólnie wielka poprawa, czego szczytowym wyrazem najlepszy obecnie projektor 4K, a więc znów bycie liderem branży video. Ale gramofon? Sony z gramofonami przynajmniej mnie się nigdy nie kojarzyło, aczkolwiek chyba tylko dlatego, że do nas ich gramofony nie były sprowadzane. Istniała jednak w latach 70-tych znana i ceniona seria Sony PS-X, obejmująca aż pięć modeli, tak więc gramofony dla Sony to żadna pierwszyzna. No a gramofony w ogóle…

Tego się nikt nie spodziewał. Kiedy w latach 80-tych pojawiły się i rozpędu zaczęły nabierać odtwarzacze cyfrowe, stary analog wydawał się już łabędzim śpiewem przemijającej epoki technicznej. A jednak analog nie dał się zabić. Najpierw, jeszcze w tych samych latach 80-tych, nastąpił powrót do techniki lampowej i dumne z siebie tranzystory zmuszone były uznać wyższość brzmieniową szklanych baniek, a potem – znacznie wolniej – wracać zaczęły winyle. I teraz co? Znajomy wrócił właśnie ze Stanów i powiada: – Wiesz, tam teraz żadna impreza bez gramofonu się nie obejdzie. Czy to słuchanie, czy to tańczenie – wszędzie na pierwszym planie gramofon. Zatem nie ma się czemu dziwić, że Sony wróciło do gramofonów. Jak moda, to moda i nic nie poradzisz. Z modą nie wygrasz choćbyś się zawziął, a obchodzenie jej bokiem w przypadku producentów czegokolwiek o daną modę zawadzającego byłoby samobójstwem. I oto gramofon Sony.

Budowa i te sprawy

Trochę niespodziewanie przywędrował do nas po recenzję... gramofon!

Trochę niespodziewanie przywędrował do nas po recenzję… gramofon!

   Gramofon marki Sony zaskakuje nie tylko samym faktem istnienia. Trzy w nim jeszcze rzeczy mogą zaskoczyć – cena, jakość i połączenie z techniką cyfrową. Cena bowiem jest bardzo niska – grosz poniżej 2000 PLN – a stosunek jakości do niej szokująco korzystny. Ale cyfra przy analogu, to niby z jakiej okazji? Lecz to jest właśnie dżoker w talii – gramofon ma złącze USB, czyli łączy analog z cyfrą. Nie po to oczywiście, by zamieniać pliki w winyle (co niestety potrafią studia nagraniowe i gorze nam z tego powodu), ale by robić coś odwrotnego – konwertować muzykę z czarnych płyt do postaci plikowej. Tak żebyś mógł swoją kolekcję winyli przenieść na własnego i kolegów DAP-a i ponieść na ulicę. „Przygotuj swoje płyty gramofonowe do drogi.”; „Zapisz kolekcję winyli na dysku twardym.” – grzmią hasła reklamowe. A wszystko to w modnym teraz standardzie Hi-Res Audio, dzięki umieszczonemu w gramofonie natywnemu przetwornikowi A/C DSD i umieszczonemu na jego tyle złączu USB typu B, plus aplikacja Hi-Res Audio Recorder do cyfrowej zabawy na komputerach z systemem Windows bądź Mac OS X®.

– No i patrz pan, co też się nie wyrabia! Winyle jako pliki! A wszystko od Sony i w taniości, czyli kryzysy to jednak stymulacja i nieraz do dobrego prowadzą.

Właśnie – mości dobrodziejka taniość! I to w gramofonie! Bo umówmy się – te pliki zgrane z winyli to rzecz bardzo cenna, ale gramofon nie temu przede wszystkim ma służyć. A taniość z gramofonami w parze chadzać nie zwykła, przynajmniej nie w tej ich drugiej, obecnej edycji, od kiedy hurmem powróciły. Bo kiedyś, kiedy poza radiami były wyłącznym źródłem dźwięku, w swej masie były tanie i rynek przede wszystkim na tanich się opierał. Kupowało się je jako komplet, w skład którego wchodziły nawet głośniki stereo czy wcześniej pojedynczy mono; a kosztował taki komplecik mniej więcej połowę pensji.

I to od firma, która nie kojarzy się już dzisiaj z analogowymi produktami. Choć kiedyś na tym polu miała bardzo dużo do powodzenia. Ta firma-legenda to Sony, a produkt zwie się: PS-HX500.

I to od firmy, która nie kojarzy się już z analogowymi produktami, choć kiedyś na tym polu miała dużo do powodzenia. Firma-legenda to Sony, a produkt zwie się: PS-HX500.

Natomiast gramofon z prawdziwego zdarzenia kosztował już dwie pensje z kawałkiem i żadnych głośników nie miał, a kiedy czasami miewał, to kosztował ze cztery. Zawsze jednak poza głośnikami miał wszystko co potrzeba, jako że przedwzmacniacz gramofonowy był wówczas w każdym wzmacniaczu i każdym co porządniejszym amplitunerze, a sam gramofon to nie było jedynie chassis, ale też ramię z wkładką plus pełne okablowanie. Od tamtego czasu producenci i sprzedawcy zrobili się jednak chytrzejsi i za ramiona oraz wkładki liczą sobie w przypadku co lepszych konstrukcji oddzielnie, a okablowanie to w ogóle nie ma o czym mówić, tyle się z nim nawyrabiało. Tymczasem Sony PS-HX500 dawno zapomnianym wzorem stanowi tani komplet. Nie dość że ma ramię od razu z wkładką, to jeszcze uwzględniając dzisiejsze realia, w których po wzmacniaczach przedwzmacniaczy gramofonowych próżno szukać, ma taki przedwzmacniacz własny wraz z pełnym okablowaniem. Interkonekt jest wprawdzie groszowy i trzeba poszukać lepszego, ale zasilanie jest zrealizowane poprzez zasilacz nagniazdkowy z redukcją napięcia, tak więc na samym kablu sieciowym zaoszczędzamy masę pieniędzy, a i zabawy w uziemianie nie trzeba będzie uskuteczniać.

Co do ramienia i wkładki, to producent bardzo je chwali, czyniąc to w następujących słowach: Zintegrowana główka zwiększa trwałość układu i stabilizuje wkładkę, co zapewnienia doskonałe ogniskowanie dźwięku i nadaje mu przestrzenność. Lekka konstrukcja główki wspomaga optymalizację najniższej częstotliwości rezonansowej oraz zwiększa stopień rozróżniania niskich częstotliwości, a zaokrąglony kształt przyczynia się do uzyskania dźwięku w czystej postaci, bez modyfikacji narzucanych przez charakterystykę dźwięku urządzenia. Proste ramię precyzyjnie wyważa igłę poprzez niwelowanie ruchów w punkcie obrotu, zapewniając odpowiedni balans stereofoniczny, a jego bezluzowe łożysko poprzeczne minimalizuje takie zniekształcenia, jak kołysanie i drżenie dźwięku.

Niedrogi gramofon japońskiego potentata na pierwszy rzut oka nie kreuje wrażenia poważnego, audiofilskiego urządzenia.

Niedrogi gramofon japońskiego potentata na pierwszy rzut oka nie kreuje wrażenia poważnego, audiofilskiego urządzenia.

I można by to uznać za typowe marketingowe ględzenie, ale tylko przed a nie po usłyszeniu dźwięku. Pochwały się na tym zresztą nie kończą. Chwali się też producent ulepszoną igłą, wyjątkowo dokładnie śledzącą ścieżkę, a także obudową z 30-milimetrowego MDF-u o dużej gęstości, takiego robionego specjalnie do zastosowań audio. Chwali się również podstawkami o specjalnie nowo opracowanych gumowych tłumikach drgań i chwali aluminiowym talerzem ciśnieniowo odlewanym. Chwali specjalnie opracowaną na tym talerzu gumową matą, znakomicie przylegającą do płyty i pochłaniającą drgania; chwali szczególnie stabilnym napędem paskowym, uwalniającym od obaw od niedokładności czasowe, i chwali sztywną wewnętrzną konstrukcją oraz doskonale pracującą, nie generującą drgań własnych pokrywą.

Co w tej sytuacji może jeszcze pochwalić recenzent? Ta pokrywa rzeczywiście ładnie się trzyma i w przyjemny sposób łagodnie opada, a talerz jest wprawdzie leciutki, ale tym nie ma się co specjalnie przejmować, bo gramofony Regi o leciutkich talerzach grać bardzo dobrze potrafią. Ramię ma dźwignię do opuszczania i podnoszenia, a także zabezpieczający chwytak, tak więc jego obsługa nie różni się od tych w najdroższych gramofonach. Jego wyważanie jest łatwe i nie wymaga ono ustawiania kąta, przy czym tak samo jak talerz jest leciutkie ale pracuje pewnie. Mata jest za to ciężka i gruba, a sprawdza się znakomicie. Silnik pracuje równo i żadnych odstępstw czasowych rzeczywiście nie wyłapałem, a włączanie i ustawianie obrotów to jak dla karmiących matek: wszystko kółeczkiem po lewej o pozycjach Stanby, On, 33 i 45 obrotów, że tylko pyk-pyk-pyk i mamy poustawiane. W komplecie nie ma docisku, jest tylko pasówka dla singli, lecz ten gumowy talerz faktycznie przysysa płyty i docisk nie jest potrzebny.

sony-ps-hx500-hifi-philosophy-004sony-ps-hx500-hifi-philosophy-005sony-ps-hx500-hifi-philosophy-006sony-ps-hx500-hifi-philosophy-002

 

 

 

 

No ale powiedzmy sobie szczerze – wszystko to razem wygląda raczej jak dziecinna zabawka. Taki gramofon że na komunijny prezent, albo dla kogoś kto audiolilizm ma w nosie i chce sobie tylko słuchać, a słuchanie z gramofonu akurat mu odpowiada i gotów jest się z tymi winylami troszeczkę pomęczyć w imię retro wyglądu i retro klimatu. Natomiast żeby to miał być faktyczny audiofilizm i jakieś poważniejsze zapędy sprzętowe, to na to wyglądu nie ma i jest jedynie to marketingowe gadanie samego Sony. Ale jest też coś jeszcze…

Brzmienie

sony ps-hx500 02

Cały zestaw jest wprost z pudełka gotowy nie tylko do grania, ale i zgrywania winylowych ścieżek na format DSD. Miły dodatek.

    Powiedzmy tak: na ten gramofon to ani trochę nie miałem ochoty, ale zostałem przekabacony. – Pan posłucha, pan się przekona, on naprawę wspaniale gra! Niech zatem będzie, bo może akurat? A jak nie, to nikt mnie przecież do długiego słuchania nie zmusi ani potem do jego relacjonowania. Atoli, jak widać, piszę i nikt mnie nie przymusza. Albowiem jest o czym.

Dacie wiarę? – toto naprawdę gra. Nie chcę popadać w przesadę i używać zwrotów w rodzaju „zbaraniałem”, „szczęka mi opadła”, „coś niesamowitego”. Ale że mnie z lekka przytkało – gdyż nie tego się spodziewałem – to pozostaje faktem. Gramofon, tak w ogóle, to można kupić za mniej niż dwa tysiące, i nawet z wkładką Ortofona. Ale co z tego, że taka sławna, markowa wkładka, skoro całość piłuje niczym wiertło dentystyczne? Nic te gramofony nie mają wspólnego z prawdziwym analogiem poza wyglądem użytej płyty i o nich lepiej zapomnieć. Przyzwoity gramofon zaczyna się od czterech tysięcy – i taki to już potrafi. Tymczasem Sony PS-HX500 przebija stawkę na wektorze taniości aż o połowę  i powiada, że da radę. I daje! Dźwięk wyszedł spod igły i popłynął najtańszym interkonektem Harmonixa do słuchawek i kolumn taki, że odtwarzacze CD grające na tym poziomie kosztują nie dwa a trzydzieści tysięcy. Nawiasem mówiąc ten najtańszy Harmonix to też jest wyjątkowa okazja i używanie go z dopasowaną cenowo elektroniką zawsze poprawia mi humor, bo on niczego nie psuje. Niezwykle jest muzykalny i bogaty brzmieniowo, że aż chce mu się klaskać. Teraz jednak o gramofonie.

A najmilszy w tym wszystkim jest fakt, iż niepozorny analogowiec Sony dobywa z siebie rasowy, wielce wciągający przekaz muzyczny!

Najmilszy w tym wszystkim jest fakt, iż niepozorny analogowiec Sony dobywa z siebie rasowy, wciągający przekaz muzyczny!

Jego brzmienie okazało się głębokie taką przyjemną dla ucha, dobrze odczuwaną głębią, bez jakichś Rowów Mariańskich ale i z dala od mielizn. Do tego starannie na krawędziach wygrawerowane i równie starannie wypełnione substancją oraz barwą, że zaraz się czujesz u siebie i gotów jesteś słuchać. Zezujesz z lekka mimochodem na ten standardowo wyglądający, zdający się nie mieć żadnych pretensji do high-endu niedrogi gramofon, a jego dźwięk okazuje się być tego wyglądu zaprzeczeniem. Wyrazisty i mocny, jednoznacznie narzucający żywych wykonawców, i jednocześnie wyraźnie zdradzający klasyczne cechy analogu: wyjątkową spójność, dźwiękowy pył odrywany od brzmieniowych powierzchni, wyczuwalną inność w sensie wyższości sposobu śpiewania oraz przede wszystkim większą energię skumulowaną w muzyce.

Największe wrażenie robi tu połączenie energii, wyrazistości i muzykalności. Wszystko jest jednocześnie wyraźne, pełne życia a przy tym muzycznie zwinne – bez żadnych kanciastych ruchów przy przechodzeniu od frazy do frazy. Do tego scena z dobrze zaznaczającą się gradacją daleko w tył sięgających planów, a światło na niej nie za ciemne lecz z dobrym oddaniem podkładowych czerni oraz plastycznym podkreśleniem miąższości brzmienia. A mimo tej muzykalności nie gładź jakaś naoliwiona, tylko przyjemna faktura gładzonego pod włos aksamitu, a więc dobre chwytanie wszelkich naturalnych szorstkości, chrypek, grasejowań. Zatem treściwie i z przyprawami, a nie gładko i monotonnie; ani broń Boże ostro, z jakimkolwiek brakiem kultury. I jeśli już mieć do czegoś uwagi w porównaniu do takich dobrej klasy gramofonów z okolic dziesięciu tysięcy (choć w sumie nie wypada), to tylko do lekkiego pozostawania w tyle ilością tego odrywania od powierzchni dźwięku i tworzenia jeszcze mocniejszego muzycznego koncentratu.

sony-ps-hx500-hifi-philosophy-011sony-ps-hx500-hifi-philosophy-010sony-ps-hx500-hifi-philosophy-014sony-ps-hx500-hifi-philosophy-013

 

 

 

 

Takiego już wiru, że muzyka staje się wszystkim i wypełnia każdy milimetr. Może też nieco za dużej twardości brzmienia, nie dość szeroko różnicującej naturalną gradację twardości, oraz słabego separowania trzasków przez wbudowany przedwzmacniacz. Ale poza tym było to granie na pełny etat i słyszałem niejednokrotnie odtwarzacze CD nie za dziesięć i nie dwadzieścia, ale trzydzieści i więcej tysięcy, których brzmienie było całościowo wyraźnie słabsze. Bo jak zwykle u dobrych, udanych gramofonów oczywiście także dynamika okazała się na poziomie, a struktura brzmienia i wyważenie całego pasma nie nastręczało problemów. Błyskotliwy a nie jazgotliwy sopran; realistyczna i substancjalna, wyraźnie też czarująca gracją głosu średnica; a także mocny, nisko schodzący bas o wyrazistych konturach i dobrej akustyce. To wszystko w prawidłowych proporcjach i z nieznacznym tylko na rzecz większej całościowo podniety dorzucaniem sopranów do średnicy – że słuchałem i słuchałem, i do niczego nie mogłem się tak na poważnie przyczepić. A zatem wiwat Sony i cieszmy się że wracasz do formy, bo to oznacza lepsze czasy i dużo dobrego sprzętu.

Podsumowanie

sony ps-hx500 hifi-philosophy-012

Sony PS-HX500 to zadziwiająco rozsądna propozycja dla wszystkich chcących rozpocząć przygodę z analogiem, która przyniesie też dużo satysfakcji bardziej doświadczonym i wymagającym. Polecamy!

   Nieczęsto przytrafia się okazja napisania recenzji czegoś taniego i dobrego. Niedługo będzie wprawdzie kolejna przetwornika i wzmacniacza słuchawkowego Questyle, ale kto wie kiedy następna? Aż nie chce się w kółko powtarzać, lecz czasy nastały dla mających mniej zasobne kieszenie wredne i zamiast co i rusz oczy przecierać na widok świetnych urządzeń za pieniądze dość względne, przeciera się je co chwilę z niedowierzaniem na widok cen oszalałych. To się generalnie nazywa inflacja i można śmiało powiedzieć, że stosunek jakości do ceny w całej branży audio ma ostatnio coraz wyraźniej charakter inflacyjny. Za byle co krzyczą dużo, a jak ktoś coś rzeczywiście zrobi lepszego, to aż nie wie ile wrzasnąć, takie mu ceny przychodzą do głowy. A tutaj, niczym na ciągu wstecznym, sytuacja okazuje się odwrócona i Sony za dobry i kompletnie wyposażony gramofon chce naprawdę niewiele. A to kompletnie oznacza nawet przedwzmacniacz, a nie tylko okablowanie, wkładkę i ramię, toteż gdy ktoś nie chce się wykosztować a smaku dobrej muzyki zaznać, to miał będzie jak znalazł. Tak, płyty winylowe do tanich nie należą, ale przynajmniej jest ich teraz po sklepach na powrót sporo, a do czyszczenia wystarczy pędzel kosmetyczny do nakładania pudru. I już można będzie wąchać prawdziwy analog, że kudy do niego muzyce zapisanej w cyferkach we wszystkich jej postaciach. W cyfrowym muzyki źródłosłowie trzeba mieć dopiero takiego Accuphase DP-700 albo Audio Research CD9, żeby to lepiej grało, a to są koszty kilkadziesiąt razy większe i żadna oszczędność na płytach tego nie połata. Tym bardziej, że te o krążkach czytanych laserem solidnie ostatnio zdrożały i pod płaszczykiem lepszych rzekomo technik też się na grandę pchają z cenami w górę. Dopiero pliki brane z Internetu mogą ewentualnie być tańsze, lecz te do pobrania za darmo jakość nawet niż te najtańsze winyle mają nieporównanie gorszą i high-endu od nich nie zakosztujesz. Zresztą, co ja się będę rozpisywał o tych czy innych zaletach oraz sposobach oszczędzania – czego jak czego, ale ekonomicznego sprytu nie trzeba ludzkości uczyć i zwąchiwanie okazji wychodzi zazwyczaj ludzkim gromadom świetnie. Tak więc jedynie sygnalizuję, że gramofon Sony PS-HX500 został przeze mnie odsłuchany i dostaje metrykę wysokiej jakości brzmienia oraz rewelacyjnego stosunku tej jakości do ceny. Żadne to zresztą odkrycie, bo wcześniej, jeszcze w maju, dostał pięć gwiazdek od magazynu WHAT HI-FI i tylko to potwierdzam.

 

W punktach:

Zalety

  • Dźwięk całościowo nieporównanie lepszy niż wskazywałby wygląd i cena.
  • Głębokie, dobrze wyważone i kontrolowane brzmienie.
  • Wyczuwalne zalety charakterystyczne dla analogu.
  • A więc w pierwszym rzędzie spójność i poczucie silnego zanurzenia w muzyce.
  • Efektowny mariaż melodyjności z wyraźnością.
  • Bogata i przyjemna w dotyku tekstura dźwięku.
  • Dobra dynamika.
  • Duża, dobrze zorganizowana scena.
  • Dobre współgranie magii i realizmu.
  • Żadnych problemów z sopranami przy należytej ich obecności.
  • Żywi, realistyczni wykonawcy z nutą słodyczy głosach.
  • Solidna podstawa basowa o wyrazistych konturach i dobrym wypełnieniu.
  • Pełna separacja od nudy dzięki minimalnemu podniesieniu tonacji i nasyceniu średnicy sopranami.
  • Dobre operowanie światłocieniem oraz pogłosem.
  • Żadnych uwag do szczegółowości.
  • Pełne wyposażenie: chassis, ramię, wkładka, gramofonowy przedwzmacniacz i okablowanie.
  • Brak więc problemów z montażem plus dziecinnie prosta obsługa.
  • Wbudowana sekcja cyfrowa umożliwia konwersję płyt winylowych do postaci cyfrowych plików.
  • Pleksiglasowa pokrywa rzeczywiście pracuje bez zarzutu.
  • Skuteczna w działaniu mata.
  • Duża oszczędność na kablu zasilającym.
  • Klasyczny wygląd bez taniej pretensjonalności.
  • Duża dbałość o każdy detal konstrukcji.
  • Rewelacyjny stosunek jakości do ceny.
  • Nazwa marki wystarcza za całą rekomendację.
  • Polska dystrybucja.

 

Wady i zastrzeżenia

  • Lekkie utwardzanie się dźwięku i słabsze w nim zanurzenie względem dobrych konstrukcji za circa 10 tysięcy.
  • Skromny, tradycyjny wygląd nikomu nie zaimponuje.
  • Dołączony interkonekt trzeba zastąpić lepszym.

Sprzęt do testu dostarczyła firma: SONY

System:

  • Źródło: Sony PS-HX500.
  • Przedwzmacniacz gramofonowy: wbudowany.
  • Przedwzmacniacz/wzmacniacz słuchawkowy: ASL Twin-Head Mark III.
  • Końcówka mocy: Croft Polestar1.
  • Kolumny: Reference 3A.
  • Słuchawki: AudioQuest NightHawk, Beyerdynamic T1 (jedne i drugie z kablem Tonalium Audio).
  • Interkonekt: Harmonix CI-230MkII.
  • Kabel głośnikowy: Siltech Classic Anniversary.
Pokaż artykuł z podziałem na strony

29 komentarzy w “Recenzja: Sony PS-HX500

  1. Sławek napisał(a):

    Panie Piotrze, a z jaką wkładką ten gramofon grał?
    Na wygląd przypomina trochę Sumiko, ale to raczej nie jest Sumiko, chyba że jakaś modyfikowana.
    I doprawdy, trudno uwierzyć, że fabryczny zestaw z wbudowanym przedwzmacniaczem za 1999 zł grał jak CD za 30 tysięcy zł.
    Powiem tak – mój gramofon TEAC TN-300 z wkładką Audiotechnika AT 440 Mla + przedwzmacniacz ifi iphono2 gra bardzo dobrze (choć marzy mi się Nottingham Horizon, o którym napisał Pan, że gra lepiej niż jakiekolwiek źródło cyfrowe), ale porównując z częścią cyfrową (napęd Cambridge CXC + optyk WireWorld SuperNova7 + DAC Audio-gd NFB1 2014) remis ze wskazaniem na cyfrę. Od razu wyjaśniam, że po coaxialu (WW Starlight 7) jest gorzej – bardziej syropowato i bez oddechu.
    A zatem ten Sony to jakaś rewelacja…

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Wkładka w Sony jest no name. Nie wiem gdzie zamawiają i nie wiem czy to powiedzą, ale mogę zapytać. Gramofon grał rewelacyjnie, chociaż trzeba mieć na uwadze z jakim wzmacniaczem i jakimi do niego kablami zasilającymi oraz głośnikowymi. Nottingham Horizon z dobrą wkładką będzie lepszy, tyle że sama wkładka Ortofon Black to więcej niż cały Sony.

      1. b33 napisał(a):

        Znalazłem info w sieci, że system użyty przez Sony to prawdopodobnie Audio-Technica AT-91, a ramię to Jelco 250ST.

  2. Marcin napisał(a):

    ultrasone jak przystało na markę kosztują 20 tyś zł. Doszli chyba do wniosku po 5 ed i 7 tribute, że produkowanie limitowanych edycji, których cena jest usprawiedliwiona jedynie faktem limitu produkowanych sztuk jest zdecydowanie bardziej opłacalna niż seryjne modele, których cena także jest przesadzona w stosunku do ich możliwości. Słuchałem kilkukrotnie jeszcze ed 5 na różnych torach i wydaje mi się, że okoliczność,iż te słuchawki uważam za bardzo słabe jest dla Pana tak samo zaskakująca jak dla mnie to, że Pan uważa je za wybitne i najlepsze dynamiki po R-10 czy K-1000. A propos AKG – smutna sprawa.

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Ultrasone Edition 5 były słuchane z Twin-Head nie tylko przeze mnie i bardzo się podobały. Gotów jestem ugościć każdego wątpiącego w ich jakość i wspólnie posłuchać.

      Co do AKG, to zwinięcie austriackiego oddziału jest rzeczywiście żenujące.

  3. tommypear napisał(a):

    Panie Piotrze chce zaczac zabawe z vinylami. Mam w tej chwili minima vintage ktore graja z silver luna prestige. Szukam gramofonu. Czy ten zgra sie z moim zestawem ? Slucham muzyki z plikow, czy naprawde roznica bedzie zauwazalna ? wiem ,ze to inne granie, pytnanie o jakosc.

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Pliki nie dają brzmieniu takiej energii i brzmieniowej jednoitości, która jednocześnie o wiele lepiej potrafi nasycać brzmieniem pomieszczenia. Trzeba tylko pamiętać, że płyty winylowe bazujące na materiale nagranym cyfrowo (a takich niestety jest coraz więcej) nie dają już gramofonom przewagi.

      Ten gramofon na pewno się nada. Ma świetny stosunek jakości do ceny. Oczywiście nie brak lepszych, tyle że za wielokrotnie większe pieniądze.

  4. mykupyku napisał(a):

    Panie Piotrze czy zastosowanie zewnętrznego przedwzmacniacza poprawi znacząco dźwięk w tym modelu?

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Nie umiem powiedzieć, bo nie sprawdzałem. Ale można domniemywać, że dobry przedwzmacniacz na pewno poprawi. Bo dlaczego nie miałby? Chyba, że są jakieś ograniczenia w stosowaniu zewnętrznych przedwzmacniaczy, nic mi jednak o tym nie wiadomo.

  5. Jarosław napisał(a):

    Witam Panie Piotrze.
    Jaki nacisk igły ma zalecany ten gramofon na stronie sony nie znalazłem takiej informacji.

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Trzeba wypróbować naciski z przedziału 1,2 – 1,5 grama i wybrać brzmieniowo najbardziej sobie odpowiadający. Chyba że do różnych egzemplarzy dają różne wkładki, ale bardzo wątpię.

  6. calluna napisał(a):

    Tutaj na str.12 masz informację a propos ustawienia siły nacisku i antyskatingu: http://pdf.crse.com/manuals/4585834321.pdf

  7. Piotrek Kosowski napisał(a):

    Gnębi mnie bardzo fakt iż na rynku są płyty nagrane cyfrowo. Jak można rozpoznać płytę w jaki sposób jest nagrana? Czy sprzedawcy mają obowiązek to znaczyć?
    Moje płyty w znakomitej większości są używane, stare ale zaczynam kupować nowe sztuki – szkoda wydawać kasę jeśli różnica nie będzie tak znaczna jak w przypadku ‚dobrych płyt’

    A swoją drogą to nie oczekując na odpowiedź, ale jednak, chciałbym zapytać jak się ma ten gramofon do Project Debut Carbon, który kręci winyle pod czerwoną igłą Ortofona 🙂

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Płyty nienagrane cyfrowo mają sygnaturę Pure Analogue.

      Tanie Pro-Ject grają ostro, mało analogowo. Ale może są wyjątki.

      1. AAAFNRAA napisał(a):

        Hmm… akurat seria Carbon, szczególnie Esprit, gra analogowo, z lekko wycofaną górą, z mocną, nasyconą średnicą, a zarazem dobrą dynamiką. Esprit bywa zadziorny, ale nie ostry. Nie ma „miodu”, ale też nie gra sucho. To taki fajny, niedrogi gramofon.

        1. PIotr Ryka napisał(a):

          Nie przeczę. Napisałem, że są pewnie wyjątki, a każdy dobry i niedrogi gramofon to skarb. Pro-Ject Carbon nie słyszałem, ale nazwę dla audiofilizmu ma przyjazną. Carbonowe lampy są bardzo dobre.

  8. Piotrek Kosowski napisał(a):

    Dziękuję ślicznie za odpowiedź. Posprawdzam wszystkie płyty jakie mam.
    Właśnie taki nieśmiały plan mam zamiany Debut na Esprit, bo tego co mam to kupiłem używanego z niewiadomym przebiegiem. Sprzedałbym swój i kupił nowy Esprit.

  9. gt napisał(a):

    Pytanie – co autor recenzji poleci:

    Project carbon debut czy ten soniacz? 🙂

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Nie wiem – Carbona nie słyszałem.

  10. sonic napisał(a):

    nie polecam tego modelu,
    Nowe urządzenie po 2 dniach zaczeło wydawać świst z silnika i chronicznie zwalniać obroty.
    Niestety Sony jak przystało na markę która nie musi liczyć się z klientem, nie podjeła próby pomocy i nakazała odesłanie urządzenia na serwis, więc teraz miesiąc jestem bez urządzenia i mam poważne wątpliwośći czy serwis sony realizujący naprawy głównie telewizorów i playstation, poradzi sobie z tym problemem 🙁

    1. Robert napisał(a):

      I już się znalazł marudzi, że jemu ne działa, a mnie działa,wymiana wkładki i gra jak ta lala, Technics 1210 Mk niech się chowa.
      Pozdrawiam

  11. Klaus napisał(a):

    A już zamierzałem sprzedać moją Regę RP 6, z którą też mam troszeczkę kłopotów i kupić recenzowanego Sony. W innym miejscu czytałem, że ktoś miał problemy z przydźwiękiem którego nie dało się usunąć, używając zewnętrznego przedwzmacniacza. Obawiam się, że przy masowej produkcji, o dobrej jakości dzisiaj możemy zapomnieć. Mam nadzieję, że wkrótce ukaże się więcej opinii użytkowników tego modelu i wtedy może zobaczymy prawdziwszy obraz tego gramofonu. Do testu zawsze przysyłają specjalnie sprawdzone egzemplarze. Wstrzymam się jeszcze z wymianą Rp6 na Sony. Uważam, że gramofon Sony jest początkiem trendu na współczesne projekty gramofonów z zastosowaniem nowych technologii i świeżego spojrzenia młodych konstruktorów, właśnie na to czekałem. Mam wrażenie, że konstrukcje z lat 80,90-tych były bardziej nowoczesne od dzisiejszych produktów manufaktur, które uczą się na nowo robić gramofony.

  12. Patryk napisał(a):

    Panie piotrze: Sony 500 czy Onkyo 1050?Ktory jest lepszy za male pieniadze nie patrzac na przedwzmacniacz,ktory jest dodatkowym plusem Sony?
    Dziekuje.

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Nie umiem powiedzieć – Onkyo nie słyszałem. Mogę tylko zauważyć, że obie firmy mają ostatnio dobrą passę.

  13. Piotr Z. napisał(a):

    Również nie polecam. Zakupiłem w grudniu 2016 r. nowy model. Niedługo potem pojawił się problem z przełącznikiem obrotów (talerza nadal się obracał po przełączeniu na STOP) i głośną pracą napędu/silnika. Serwis (Sontronic w Poznaniu) poradził sobie z przełącznikiem, ale już ze zbyt głośnym dźwiękiem silnika już nie bardzo. Żeby nie tracić czasu na kuriera, zawiozłem osobiście do serwisu w Warszawie (Pram). Przez chwilę pracował wzorowo (po wymianie silnika napędowego), ale z czasem problem powrócił, dodatkowo pojawił się problem w przydźwiękiem, który nie znika po podłączeniu do wzmacniacza (nie było z tym problemu wcześniej). Zdarzają się też sporadycznie zwolnienia talerza. Skontaktowałem się z serwisem (trzeci raz od daty zakupu) i z producentem w celu zwrotu sprzętu i odzyskania pieniędzy – zobaczymy co odpowiedzą…

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Smutne.

  14. feri napisał(a):

    Jęczycie i jęczycie na tego Sony a ja mam i lata pięknie i bezproblemowo.
    Bierzcie pod uwagę cenę i to że to nie jest ręczna robota tylko taśmowa w jakiejś fabryce.
    Traficie będzie dobrze nie traficie masz problem.
    Osobiście 100% zadowolenia.
    Teraz zamierzam zmienić wkładkę i jeszcze się waham na jaką.

  15. b33 napisał(a):

    Jestem posiadaczem tego gramofonu od dwóch miesięcy. Jest bardzo dobry i generalnie większość opinii o nim jest prawdziwa, ale jedna rzecz to potężna wtopa – pokrywa przeciwkurzona z najgorszej jakości tworzywa.
    Po dwóch miesiącach wycierania szmatką do LCD drobne rysy są na całej powierzchni pokrywy.
    Mam i miałem wiele gramofonów: Technics, Vestax, Gemini, Reloop, Denon, Unitra. Nigdzie nie było takiego problemu. Akryl zarysowac można było tylko czymś ostrym, a nie szmatką od kurzu. Ten gramofon mam dwa miesiące. Pokrywa wygląda gorzej niż 10-letni Reloop. Tylko, że nowa pokrywa Reloop kosztuje 100 zł, a Sony… 500 zł :). Ta pokrywa jest tak niechlujnie wykonana, że nawet na jej krawędzi widać chropowaty nierówny kształt odcięcia od formy z wtryskarki. Nie dociska się dokładnie do gramofonu przez to.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy