Recenzja: Sony MDR-Z1R

Brzmienie

Z dwóch dużych kulfonów.

   Z tych wszystkich wywodów technicznych i pochwał wyłaniają się w obrazie dźwiękowym przede wszystkim trzy rzeczy: siła władania słuchaczem, brak zniekształceń i wieloaspektowa precyzja. Każdy co bardziej liczący się producent pisze o swoich słuchawkach, że kreują prawdziwą muzykę i wolne są od zniekształceń, ale pod tym względem flagowe Sony należą do elitarnej czołówki. Nim jednak bliżej o tym, wpierw o małej przygodzie.

Małej jak małej, dla mnie w sensie nerwówki była duża. Jak już gdzieś wyżej zaznaczyłem, słuchawki przybyły z adnotacją wygrzanych. A sam jestem, jak się okazuje, zbyt łatwowierny, naiwny jak panienka. Nie trwała ta łatwowierność wprawdzie dłużej niż kawałek jednego odsłuchu, ale i tak o wiele za długo. Cóż, przyjechały na bardzo krótko, więc pośpiech; żadnego delektowania się, wspólnie spędzanych wieczorów i baraszkowania w muzyce. Szybko opis techniczny i przechodzimy do dźwięku, bo dwie pary Kennertonów czekają, a na wszystkie trzy jeden tydzień, pod tym warunkiem przyjechały. Więc zakładam te Sony (wcześniej tylko sprawdziłem, czy nie są uszkodzone) i uszy stają mi dęba, a ręce do ziemi opadają. Głuchota i martwota – głuchy dźwięk pozbawiony życia, nie wspominając o jakimś blasku. Do tego kompletny brak holografii – scena płaska jak deska. A wszystko to z Twin-Head i z dobrym odtwarzaczem! Zabrałem się do porównań i brnięcia przez utwory, z upływem czasu błyskawicznie tracąc resztki nadziei na wychwycenie czegokolwiek pozytywnego. Gdzie się podziały te słuchawki z AVS 2016? Ten urok i ta scena? Koniec końców doszedłem do wniosku, że muszą być niewygrzane. Za późno wszakże, za dużo czasu i nerwów straciłem. Pograły przez noc całą i dnia następnego kawał, zanim je znów przymierzyłem – i zdecydowana poprawa. Więc nawet nie brałem się w kolejny odsłuch, tylko dalej do grzania. W sumie pograły przez cztery doby, a ja po raz kolejny powtórzę, że słuchawki surowe (okazało się potem, że miały przebiegu parędziesiąt godzin) są kompletnie nie do słuchania. Owszem, niektóre nie – wprost z pudełka już nieźle grają, na przykład Denon D7200 – lecz tytułowe Sony do takich z pewnością nie należą. Prosto z pudła można ich słuchać, ale jedynie po to, by się dowiedzieć, jak duże mogą zajść zmiany. Najlepiej jednak sobie darować – szkoda nerwów i czasu.

Przejdźmy do rzeczy sedna. Zapewne nie ostatecznego, gdyż cztery doby plus kilkadziesiąt godzin to z pewnością nie finał, ale brzmienie szkicować już można.

Bardzo dużych, ale lekkich.

Na wstępie ciekawostka, chyba wszakże znamienna. Podczas finalnego odsłuchu przemknęło mi przez głowę, że grają ciemno, ale tak się tego nie czuje. Przychodzi następnego dnia Karol, podpina je do iPhonea i z miejsca bardzo mu się spodobały, a o dźwięku powiada, że „grają ciemno a jasno”. Aż się dziwnie poczułem, ale najwidoczniej tak grają i wszyscy tak to odbiorą. Brzmienie jest ciemne, ale soprany je rozświetlają i w efekcie okazuje się naturalne. To nawet mało powiedziane. Na tle porównywanych, a porównywałem do nie byle jakich, brzmienie mowy potocznej okazało się zdumiewająco autentyczne. Jednocześnie przekonująco prawdziwe i pozbawione wszelkich podbarwień. Zero sopranowego świergotu, zero basowego (pardon) pierdzenia, zero pogłosowych ubarwień. Do tego wszystko nie w ten sposób, że dopiero po analizie, tylko stajesz wobec drugiego człowieka zupełnie jakby był, tak po prostu. To jest wprawdzie kompletnie nieproste w ujęciu filozoficznym i także naukowym, ale nie o tym teraz mowa. Nieproste jednak także w technicznym, a to nas właśnie interesuje.

Przejdźmy do owej analizy, która poczuciu autentyzmu nie jest tu wprawdzie potrzebna, ale opisowi brzmienia słuchawek tak.

Pierwsza, najbardziej narzucająca się sprawa, to wyjątkowo duże i bliskie źródła. Pamiętam, jak opisując prawie dekadę temu Sennheiser HD 800, stanąłem w obliczu zdania sobie sprawy z tego, że mają duże źródła. Ale to było właśnie zdanie sobie sprawy, rzecz dopiero po chwili uświadomiona, natomiast u Sony MDR-Z1R to się czuje od razu. A jeszcze bardziej w porównaniach, gdzie nawet u HD 800 te źródła okazują się znacznie mniejsze i dalsze. Tym bardziej u Fostex TH900, czy Beyerdynamic T1. I chyba stąd płynie nauka, że im większa membrana, tym źródła stają się większe i bliższe. A Sony taką właśnie się szczycą, to ich as atutowy.

I pasownych.

Jednakże wielkość to jedna sprawa, a umiejętność wydobywania postaci z tła inna. To też jednak rewelacyjnie potrafią – przywołani aktorzy sceny są nie tylko duzi i bliscy, ale także perfekcyjnie wyodrębnieni. Przed tło całkowicie wyciągnięci i jedni od drugich oddzieleni, bo lokalizacja także jest znakomita, a głosy wyjątkowo wyraźne i jedne drugim nie przeszkadzające. Wyjątkowa więc czystość wielogłosowej artykulacji i wyjątkowy autentyzm, jako że zero brzmieniowych przekłamań, żadnego na przykład uwyraźniania sopranami. Dzięki temu głosy pełniejsze, bardziej jednorodne w wyrazie i doskonale oddające prawdziwy wiek stojących za nimi osób. Ani sopranami nie odmładzane, ani basem starzone, ani udziwniane pogłosem.

Ten pogłos to kolejna sprawa i w żadnym razie tak się nie dzieje, że jest on jakkolwiek tłumiony; natomiast w stu procentach tak, że się nie miesza do źródeł. Pracuje wyłącznie na siebie, czyli że źródła tu, a pogłosy tam. I to jest pierwszorzędne w sensie poprawności opisu, od mieszania wszystkiego ze wszystkim zdecydowanie lepsze. Pod tym względem z bezpośrednio porównywanych flagowe Sony były na pierwszym miejscu i tylko żałowałem, że nie mam Final D8000, bo to ta sama szkoła, chociaż na bazie innej techniki. (Finale są planarne, ale też z ogromną membraną.)

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

23 komentarzy w “Recenzja: Sony MDR-Z1R

  1. Piotr Ryka napisał(a):

    „Summary
    The MDR-Z1R is a spectacularly beautiful, comfortable, well built headphone, but the bass-heavy, veiled, and zingy character is just far too uneven for a headphone at this price.

    I’m very disappointed. Almost 30 years ago they built the legendary MDR-R10 that now sells for around $6000 used…and in my opinion they have fallen short ever since. To me it feels like they come up with seriously innovative ideas and designs, but fail to listen and tune, or throw out entirely, these concepts when they don’t sound up to snuff.

    Sadly, not recommended.”

    To napisał o tych słuchawkach Tyll Hertsens, który powinien się nazywać Tyll Nonsens.

  2. Michal Pastuszak napisał(a):

    Bardzo trafny opis tych sluchawek, mnie sie one wyjatkowo podobaly, najlepsze z zamknietych.

    A co do tekstow znanych recenzentow, ja sie do nich bardzo zrazilem, wliczajac samego Tylla, juz o opowiesciach niejakiego Vlada Savova nie wspomne (czytalem jego recenzje Pioneerow i ostatecznie nie wiem czy chcial sie na kims odegrac czy faktycznie pisal szczera recenzje…

    1. Michal Pastuszak napisał(a):

      Wtrace jeszcze swoje ‚3 grosze’ juz za dnia. Sluchalem takich Sony, ktore pograly w sumie niemal 2 tygodnie i moim zdaniem to wciaz za malo (potrzeba zapewne i miesiaca, ale to juz domniemuje) tyle, ze dluzej sie nie dalo bez zakupienia ich. Pod koniec tego okresu ich bogactwo harmonicznych skladowych wciaz wzrastalo na moje ucho, dzwieki robily sie bogatsze (wstepnie moze zbyt ujdenolicone, relatywnie), wiec na pewno ten proces ‚wygrzewania’ (zapewne w duzej mierze jest to rozchodzenie sie samego zawieszenia przetwornika, jak i ‚uwrazliwienie’ tego ostatniego) jeszcze by trwal, takie cos zaobserwowalem przynajmniej w Pioneerach, ktore maja bardzo zblizonej grubosci membrane przetwarzajaca (25 mikrometrow) i strasznie sztywne zawieszenie.

      ps. bardzo sie ciesze ze te sluchawki doczekaly sie recenzji i to pozytywnej. Widzialem je do niedawna dosc regularnie w UK w bardzo kuszacej cenie (6-7kPLN) jako nowe, otwarte egzemplarze, czyli zwroty od tych, co nabyli, posluchali 2-3 dni i wielce rozczarowani uznali, ze to nie gra.

      1. Marcin napisał(a):

        Potwierdzam, w UK często można kupić towar, który został zwrócony po kilku dniach. Ja w taki sposób kupiłem 3 tygodnie temu K812 za… 500 funtów 🙂

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Wy tam w tym UK za dobrze mata…

          1. Kosq83 napisał(a):

            Dobrze dobrze ale daleko do swoich..

  3. Sławomir S. napisał(a):

    W tym rynkowym bałaganie słuchawkowych wtyków, pojawia się kolejny standard – 4,4 mm zbalansowany.
    A gniazdo do niego nie tylko w przenośnym odtwarzaczu Sony. Takie gniazdo oferuje jeden z wymiennych modułów wzmocnienia odtwarzacza Ibasso DX200 i nowa flagowa integra Sennheisera HDV 820, gdzie czytamy : „Stowarzyszenie Japan Electronic and Information Technology Industries Association (JEITA) wyznaczyło Pentaconn Connector jako standard dla symetrycznych połączeń słuchawkowych, co przyczyni się do zminimalizowania różnorodności, jaka panuje wśród niestandardowych złącz. Dzięki niewielkiej średnicy tego złącza, która wynosi 4,4 mm, jest ono odpowiednie do zastosowania w aplikacjach stacjonarnych, jak również mobilnych.” Takze HD660S mają kabel z tym wtykiem. Czy obserwujemy powolny proces standaryzacji gniazd słuchawkowych symetrycznych czy tylko powiększenie aktualnej różnorodności?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Na pytanie nie umiem odpowiedzieć, ale dziękuję za cenne uzupełnienie.

  4. Kosq83 napisał(a):

    To się panu trafił rarytas panie Piotrze. Jak chłopaki wyżej pisali 6-7K za otwarte pudełko to jeszcze nie kosmos cenowy. Co do układania się słuchawek długimi godzinami to przecież prosta sprawa. Niedorzeczne jest ocenianie słuchawek wyciągniętych z pudełka.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Niedorzeczne, lecz jakże częste.

      1. Andrzej napisał(a):

        Niedorzeczne moze i tak.
        Ale jak w takim razie wybrac odpowiednie sluchawki,
        jesli nawet nie ma sensu wybrac sie na odsluch?

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Dobre pytanie. Osobiście robię co mogę, by unikać recenzowania surowizn. Jednocześnie leży chyba w interesie sprzedawców i producentów oferowanie do odsłuchu egzemplarzy wygrzanych. A że w praktyce często tak się nie dzieje, to efekty lenistwa, niewiedzy lub ograniczeń. Nie wszyscy wiedzą, że tak się postępować powinno, nie wszyscy w wygrzewanie wierzą i nie każdy sprzedawca ma możliwość rozpakowania jednej sztuki, by służyła do prezentacji.

        2. Michal Pastuszak napisał(a):

          Do Andrzeja,

          Mozna sie bronic do pewnego stopnia i wypozyczac/kupowac nauszniki z mozliwoscia zwrotu do 14dni, nie jest to rozwiazanie idealne, ale w przypadku drogich nausznikow chyba jedyne sensowne, choc tu by nalezalo kupic jednoczesnie ze 3 roznych pretendentow i ich pozniej oceniac. Absurd finansowy. Pozostaja tez spotkania wlascicieli.

          Osobiscie jestem zdania ze flagowe nauszniki, majace byc chluba firmy, powinny byc przed wypuszczeniem na rynek wygrzewane fabrycznie, byc moze nawet projektanci sygnalizuja taka potrzebe, ale dzial ‚handlowy’ macha reka, ze nie ma czasu na ‚drobnostki’. Pozniej dochodzi do nieporozumien, czasem 2 tygodnie to za malo, ba!, mozna sluchac muzyki wokalnej przez rok caly i nie wygrzac zupelnie sluchawek jesli nie bedzie nalezytego wychylu zawieszenia przetwornika.

          Nawet idac na odsluch wygrzanych w salonie sluchawek nie jestem przekonany czy w kilka godzin uda nam sie bezblednie wytypowac ‚nasz’ model (no chyba, ze trafimy na sluchawki absolutne, gdzie mozg nie musi w najmniejszym stopniu pomagac w realizacji), dochodzi tu bowiem wlasna predyspozycja psycho-fizyczna danego dnia, mozemy byc mniej lub bardziej wyczuleni na pewne czestotliwosci co bedzie naturalnie rzutowalo na odbior sluchawek i to, co nam sie wowczas wielce spodobalo, moze draznic w dniach kolejnych i vice versa.

          Wypada miec kupowane nauszniki w domu, we wlasnym systemie choc kilka dni, aby wyeliminowac takie czynniki.

  5. Piotr Ryka napisał(a):

    Istotna uwaga praktyczna. Kupujecie sprzęt audio. Coś wam się bardzo podoba. Decydujecie się, a sprzedawca powiada – dostarczymy panu nowiutką sztukę, prosto od producenta. Otóż nie! Nie kupujcie nowych sztuk! Bierzcie tą, która się wam podobała. Pamiętajcie – sztuka sztuce nierówna. Możecie oczywiście wziąć inną, ale też wcześniej odsłuchowo sprawdzoną, co najmniej równie dobrze grającą.

    1. Andrzej napisał(a):

      Dokladnie tak. U niektorych producentow to jest wrecz wymog (np. Audeze) 😉

      Dlatego ja sie wogole nie dziwie, ze sklepy maja sporo zwracanych topowych sluchawek, bo to najlepszy sposob na prownanie, i kupienie dokladnie tej sztuki, ktora nam sie podoba.

      Najlepiej byloby nawet zamowic ten sam model z 3 roznych zrodel, porownac i wybrac najlepszy.
      Zakladajac, ze juz sie zdecydowalismy na konkretny model.

  6. AAAFNRAA napisał(a):

    Witam. W stosunku do TH900 (v1) oraz Beyerdynamic t1 v2 to jest wyraźny progres, czy raczej ucieczka w bok? Kuszą mnie te Sony już od dawna.

  7. Piotr Ryka napisał(a):

    Mogę odpowiedzieć tylko w ten sposób – je bym wolał. Różnica nie jest natomiast zasadnicza. To nie są nowe R10. Ale mają siłę przyciągającą, niewątpliwie. Konieczny jest jednak wysokiej klasy wzmacniacz i dobre, muzykalne źródło.

  8. Jan Wojwodzki napisał(a):

    Dysponujac kwota powiedzmy ok 15 tys jaki słuchawki by Pan wybral?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Z obecnie produkowanych Final D8000.

    2. Andrzej napisał(a):

      Jak na sluchawki za 15 tys. pytanie zadane byle jak.
      Nawet nie wiadomo, czy potrzeba izolacji czy nie.
      Jak mozna doradzic jakiekolwiek sluchawki znajac jedynie cene?

      1. Jakubas100 napisał(a):

        Pytanie było o to jakie słuchawki wybrałby Pan Piotr – pytanie i odpowiedź bardzo precyzyjne 🙂

  9. Jan Wojwodzki napisał(a):

    hmmm ciekawe

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Ciekawe w jakim sensie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy