Recenzja: Sony MDR-Z1R

Budowa

Imperium kontratakuje?

   Odnośnie tych innowacji. Sony nowatorskie być musi, taka już jego natura. Nie tak trochę, dla picu, żeby się nikt nie czepiał, tylko tak na całego, żeby coś udowodnić. Pokazać oniemiałym, że da się o czym nie śnili, na przykład zrobić w słuchawkach dynamicznych membranę φ 70 mm. Gdy w 2009 roku Sennheiser po latach posuchy (zupełnie tak jak Sony) na słuchawki flagowe wreszcie się zdobył i wypuszczał swe sławne HD 800, uraczył czytelników w materiałach technicznych wiadomością, że membrany o średnicy powyżej 50 mm wpadają w rezonansowe zniekształcenia i chcąc sobie z tym radzić trzeba na środku większej wyciąć dziurę, co te zniekształcenia powstrzyma. I faktycznie, przed tymi HD 800 (z dziurą i w efekcie membraną o średnicy φ 56 mm) największą taką membranę miały flagowe Audio-Technica ATH-W5000 i miała ona średnicy 53 mm. Nie powiem, że na pewno, bo chronologia się nie zgadza, ale być może po trosze jednak na złość te nowe flagowe Sony nie mają w membranie dziury, a mimo to jej średnica to owe 70 mm. (Proszę pamiętać, że rozmawiamy o konstrukcjach dynamicznych, bo planarne to inna broszka i tam membrany spotyka się jeszcze większe.)

Odnośnie tej diafragmy. Producent określa ją jako „bezkrawędziową” (free-edge) – znaną już z modelu Z7, wykonaną tym razem z pokrytych aluminium „najcieńszych materiałów” i z magnezową kopułą w centrum nad cewką typu CCAW (Copper-clad aluminium wire) z neodymowym magnesem. Diafragmą o grubości zaledwie 30 mikronów, co pozwala osiągać na górze pasma częstotliwość aż 120 kHz. O średnicy dwa razy już wymienionej, co z kolei  okazuje się ważne nie tylko z uwagi na jakieś wyścigi, bowiem przeciętne ludzie ucho ma wymiar 65 mm, dzięki czemu tak duża membrana może z zapasem objąć je dźwiękiem. Stosownie do tego duży jest także magnes i razem tworzą okalającą ucho sferę dźwiękową, jakiej nie miały jeszcze żadne słuchawki dynamiczne. Lecz to i tak nie koniec, bo przy membranie zjawia się też „Fibonacci-patterned Grill”, noszący wprawdzie imię włoskiego matematyka, ale o kształcie spotykanym przede wszystkim w przyrodzie, na przykład w rozmieszczeniu nasion u słonecznika. Jest to tak zwany złoty podział, zapobiegający rezonansom, czyniący w tym wypadku dźwięk szczególnie czystym, niezaburzonym i gładkim.

Siatka Fibonacciego znajduje się przed membraną, a za nią muszla konstrukcji pół zamkniętej, złożona też z odpowiednio uformowanej siatki rusztowania, na którą przychodzi akustyczny filtr tłumiący rezonanse ze specjalnego włókna i dopiero sama osłona. To oczywiście podwaja eliminację szkodliwych rezonansów i dzięki temu słuchawki całkiem niemal są od nich wolne. Pozwala to im nie tylko zabezpieczyć słuchacza przed zniekształceniami, ale także podnosić klarowność brzmienia i chronić mikro dźwięki przed zatraceniem w szumie.

Czarną skrzynią.

Ogólnie biorąc konstruktorzy dają jasno do zrozumienia, że bardzo są z siebie zadowoleni, bo to są po prostu najlepsze słuchawki. Przyczynia się do tego także specjalna konstrukcja pałąka, wykonanego ze stopowego tytanu plus aluminiowe chwytaki, a także specjalnie uformowane, grube pady z jagnięcej skóry. Także wysokogatunkowy kabel z miedzi pokrytej srebrem, którego dwa egzemplarze – symetryczny i zwykły – dostajemy w komplecie. Tu jednak mała uwaga: słuchawki pod względem kabli są dość specyficzne, bowiem niesymetryczny ma mały jack, a symetryczny także mały wtyk (4,4 mm), tyle że z powiększoną ilością rowków. Co gorsza, ten symetryczny pasuje wyłącznie do stacjonarnego wzmacniacza słuchawkowego Sony i nigdzie poza nim go użytecznie nie wetkniesz. Kable są oczywiście odpinane, a ich mocowanie bardzo stanowcze, śrubowe. Oba są długie i elastyczne, a także wystarczająco gładkie, by nie hałasować w kontakcie z ubraniem.

To wszystko idzie w wielkie pudło z czarnej skóry, wyłożone czarnym atłasem. A w pudle oprócz słuchawek i papierów także trzykieszeniowe etui na oba kable i te papiery. Pudło jest  bardzo eleganckie, czarne niczym sadza w kominie, a same słuchawki duże, też czarne, ale z mieniącym połyskiem, chociaż generalnie matowe. Pokrywy muszel są od zewnątrz z cieniutkiego tworzywa w jodełkę, podścielonego nie do końca spoistym wypełnieniem (stąd oficjalnie są pół-zamknięte), mieniącego się jedwabiście półmatowym połyskiem. Grube i całkiem z kolei matowe pady bez problemu obejmą uszy, a obszyty matową jak one skórą pałąk nie gniecie ani trochę. Regulację ma karbowaną na wsuwających się w pałąk prowadnicach, ale karby, mimo że grube, za lekko ustępują, przez co regulacja trzyma co prawda, ale nie jakoś specjalni mocno.

Karby grube,  suw gładki, czyli sytuacja dokładnie odwrotna niż u Beyerdynamic T1, gdzie karby są wprawdzie płyciutkie, ale za to ślizg tak oporny, że drogą przypadku ustawienia nie naruszysz. Tymczasem u Sony o przypadkowe przesunięcie nietrudno, toteż zakładać je trzeba z uwagą. Kiedy już siądą, to siedzą, ale osadzać trzeba z wyczuciem. Za to kabel się nie wysuwa – mocowanie śrubowe go trzyma i prędzej urwie niż puści. W komplecie jest przejściówka na duży jack, ale polecam tą od AudioQuest NightHawk – jest najlepsza na rynku. Specyficzne końcówki są następstwem dedykowanego wzmacniacza stacjonarnego Sony TA-ZH1ES i dedykowanego odtwarzacza przenośnego Sony NW-WM1Z, do których akuratnie pasują. Szkoda zarazem, że symetrycznej przejściówki na 4-pin nie dają, bo taka presja na własny wzmacniacz to granda. Przyznać jednakże trzeba, że ten ekskluzywny mały jack symetryczny jest większy od normalnych nie z uwagi na ekskluzywność, tylko Sony doszło do wniosku, że węższe nie trzymają jakości.

A w niej słuchawkami.

Słuchawki wykonywane są całościowo w Japonii i bardzo się tym szczycą. Od siebie je zaś pochwalę za wyjątkową izolację we/wy. Mocno wytłumią dźwięk otoczenia, a sam słuchacz swoim słuchaniem nikomu życia nie będzie zakłócał. Tak więc zadowolona żona i dzieci śpią spokojnie, a zadowolony audiofil w muzycznym swoim świecie hałasem sobie hasa. To wszystko, że przypomnę, pomimo konstrukcji formalnie półzamkniętej, zamkniętej lepiej od zamkniętych. Chwalić też można za wygodę, która jest naprawdę niezgorsza, za mocny uchwyt głowy, że podrygujesz ile chcesz, a także za stosunkową lekkość, bo ważą bez kabla 385 g, a kabel też nie jest ciężki.

Osiągi mają imponujące, bo pasmo obejmuje 4 Hz – 120 kHz, a przy 64-ohmowej impedancji skuteczność sięga 100 dB. Napędzać zatem bardzo łatwo, a słychać winno być wszystko. Trzymetrowej długości kabel i pewny chwyt pałąka zapewniają swobodę ruchu, duże pady i lekkość gwarantują wygodę, a japońskie wytwórstwo (miejmy nadzieję) bezusterkowość. Opakowanie godne przedmiotu, wsad technologiczny wysoki, a cena budząca szacunek u tych, co po cenach sądzą. (U nas to jedenaście tysięcy, a w Stanach siedem sześćset w przeliczeniu na złote.)

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

30 komentarzy w “Recenzja: Sony MDR-Z1R

  1. Piotr Ryka napisał(a):

    „Summary
    The MDR-Z1R is a spectacularly beautiful, comfortable, well built headphone, but the bass-heavy, veiled, and zingy character is just far too uneven for a headphone at this price.

    I’m very disappointed. Almost 30 years ago they built the legendary MDR-R10 that now sells for around $6000 used…and in my opinion they have fallen short ever since. To me it feels like they come up with seriously innovative ideas and designs, but fail to listen and tune, or throw out entirely, these concepts when they don’t sound up to snuff.

    Sadly, not recommended.”

    To napisał o tych słuchawkach Tyll Hertsens, który powinien się nazywać Tyll Nonsens.

  2. Michal Pastuszak napisał(a):

    Bardzo trafny opis tych sluchawek, mnie sie one wyjatkowo podobaly, najlepsze z zamknietych.

    A co do tekstow znanych recenzentow, ja sie do nich bardzo zrazilem, wliczajac samego Tylla, juz o opowiesciach niejakiego Vlada Savova nie wspomne (czytalem jego recenzje Pioneerow i ostatecznie nie wiem czy chcial sie na kims odegrac czy faktycznie pisal szczera recenzje…

    1. Michal Pastuszak napisał(a):

      Wtrace jeszcze swoje ‚3 grosze’ juz za dnia. Sluchalem takich Sony, ktore pograly w sumie niemal 2 tygodnie i moim zdaniem to wciaz za malo (potrzeba zapewne i miesiaca, ale to juz domniemuje) tyle, ze dluzej sie nie dalo bez zakupienia ich. Pod koniec tego okresu ich bogactwo harmonicznych skladowych wciaz wzrastalo na moje ucho, dzwieki robily sie bogatsze (wstepnie moze zbyt ujdenolicone, relatywnie), wiec na pewno ten proces ‚wygrzewania’ (zapewne w duzej mierze jest to rozchodzenie sie samego zawieszenia przetwornika, jak i ‚uwrazliwienie’ tego ostatniego) jeszcze by trwal, takie cos zaobserwowalem przynajmniej w Pioneerach, ktore maja bardzo zblizonej grubosci membrane przetwarzajaca (25 mikrometrow) i strasznie sztywne zawieszenie.

      ps. bardzo sie ciesze ze te sluchawki doczekaly sie recenzji i to pozytywnej. Widzialem je do niedawna dosc regularnie w UK w bardzo kuszacej cenie (6-7kPLN) jako nowe, otwarte egzemplarze, czyli zwroty od tych, co nabyli, posluchali 2-3 dni i wielce rozczarowani uznali, ze to nie gra.

      1. Marcin napisał(a):

        Potwierdzam, w UK często można kupić towar, który został zwrócony po kilku dniach. Ja w taki sposób kupiłem 3 tygodnie temu K812 za… 500 funtów 🙂

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Wy tam w tym UK za dobrze mata…

          1. Kosq83 napisał(a):

            Dobrze dobrze ale daleko do swoich..

  3. Sławomir S. napisał(a):

    W tym rynkowym bałaganie słuchawkowych wtyków, pojawia się kolejny standard – 4,4 mm zbalansowany.
    A gniazdo do niego nie tylko w przenośnym odtwarzaczu Sony. Takie gniazdo oferuje jeden z wymiennych modułów wzmocnienia odtwarzacza Ibasso DX200 i nowa flagowa integra Sennheisera HDV 820, gdzie czytamy : „Stowarzyszenie Japan Electronic and Information Technology Industries Association (JEITA) wyznaczyło Pentaconn Connector jako standard dla symetrycznych połączeń słuchawkowych, co przyczyni się do zminimalizowania różnorodności, jaka panuje wśród niestandardowych złącz. Dzięki niewielkiej średnicy tego złącza, która wynosi 4,4 mm, jest ono odpowiednie do zastosowania w aplikacjach stacjonarnych, jak również mobilnych.” Takze HD660S mają kabel z tym wtykiem. Czy obserwujemy powolny proces standaryzacji gniazd słuchawkowych symetrycznych czy tylko powiększenie aktualnej różnorodności?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Na pytanie nie umiem odpowiedzieć, ale dziękuję za cenne uzupełnienie.

  4. Kosq83 napisał(a):

    To się panu trafił rarytas panie Piotrze. Jak chłopaki wyżej pisali 6-7K za otwarte pudełko to jeszcze nie kosmos cenowy. Co do układania się słuchawek długimi godzinami to przecież prosta sprawa. Niedorzeczne jest ocenianie słuchawek wyciągniętych z pudełka.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Niedorzeczne, lecz jakże częste.

      1. Andrzej napisał(a):

        Niedorzeczne moze i tak.
        Ale jak w takim razie wybrac odpowiednie sluchawki,
        jesli nawet nie ma sensu wybrac sie na odsluch?

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Dobre pytanie. Osobiście robię co mogę, by unikać recenzowania surowizn. Jednocześnie leży chyba w interesie sprzedawców i producentów oferowanie do odsłuchu egzemplarzy wygrzanych. A że w praktyce często tak się nie dzieje, to efekty lenistwa, niewiedzy lub ograniczeń. Nie wszyscy wiedzą, że tak się postępować powinno, nie wszyscy w wygrzewanie wierzą i nie każdy sprzedawca ma możliwość rozpakowania jednej sztuki, by służyła do prezentacji.

        2. Michal Pastuszak napisał(a):

          Do Andrzeja,

          Mozna sie bronic do pewnego stopnia i wypozyczac/kupowac nauszniki z mozliwoscia zwrotu do 14dni, nie jest to rozwiazanie idealne, ale w przypadku drogich nausznikow chyba jedyne sensowne, choc tu by nalezalo kupic jednoczesnie ze 3 roznych pretendentow i ich pozniej oceniac. Absurd finansowy. Pozostaja tez spotkania wlascicieli.

          Osobiscie jestem zdania ze flagowe nauszniki, majace byc chluba firmy, powinny byc przed wypuszczeniem na rynek wygrzewane fabrycznie, byc moze nawet projektanci sygnalizuja taka potrzebe, ale dzial ‚handlowy’ macha reka, ze nie ma czasu na ‚drobnostki’. Pozniej dochodzi do nieporozumien, czasem 2 tygodnie to za malo, ba!, mozna sluchac muzyki wokalnej przez rok caly i nie wygrzac zupelnie sluchawek jesli nie bedzie nalezytego wychylu zawieszenia przetwornika.

          Nawet idac na odsluch wygrzanych w salonie sluchawek nie jestem przekonany czy w kilka godzin uda nam sie bezblednie wytypowac ‚nasz’ model (no chyba, ze trafimy na sluchawki absolutne, gdzie mozg nie musi w najmniejszym stopniu pomagac w realizacji), dochodzi tu bowiem wlasna predyspozycja psycho-fizyczna danego dnia, mozemy byc mniej lub bardziej wyczuleni na pewne czestotliwosci co bedzie naturalnie rzutowalo na odbior sluchawek i to, co nam sie wowczas wielce spodobalo, moze draznic w dniach kolejnych i vice versa.

          Wypada miec kupowane nauszniki w domu, we wlasnym systemie choc kilka dni, aby wyeliminowac takie czynniki.

  5. Piotr Ryka napisał(a):

    Istotna uwaga praktyczna. Kupujecie sprzęt audio. Coś wam się bardzo podoba. Decydujecie się, a sprzedawca powiada – dostarczymy panu nowiutką sztukę, prosto od producenta. Otóż nie! Nie kupujcie nowych sztuk! Bierzcie tą, która się wam podobała. Pamiętajcie – sztuka sztuce nierówna. Możecie oczywiście wziąć inną, ale też wcześniej odsłuchowo sprawdzoną, co najmniej równie dobrze grającą.

    1. Andrzej napisał(a):

      Dokladnie tak. U niektorych producentow to jest wrecz wymog (np. Audeze) 😉

      Dlatego ja sie wogole nie dziwie, ze sklepy maja sporo zwracanych topowych sluchawek, bo to najlepszy sposob na prownanie, i kupienie dokladnie tej sztuki, ktora nam sie podoba.

      Najlepiej byloby nawet zamowic ten sam model z 3 roznych zrodel, porownac i wybrac najlepszy.
      Zakladajac, ze juz sie zdecydowalismy na konkretny model.

  6. AAAFNRAA napisał(a):

    Witam. W stosunku do TH900 (v1) oraz Beyerdynamic t1 v2 to jest wyraźny progres, czy raczej ucieczka w bok? Kuszą mnie te Sony już od dawna.

  7. Piotr Ryka napisał(a):

    Mogę odpowiedzieć tylko w ten sposób – je bym wolał. Różnica nie jest natomiast zasadnicza. To nie są nowe R10. Ale mają siłę przyciągającą, niewątpliwie. Konieczny jest jednak wysokiej klasy wzmacniacz i dobre, muzykalne źródło.

  8. Jan Wojwodzki napisał(a):

    Dysponujac kwota powiedzmy ok 15 tys jaki słuchawki by Pan wybral?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Z obecnie produkowanych Final D8000.

    2. Andrzej napisał(a):

      Jak na sluchawki za 15 tys. pytanie zadane byle jak.
      Nawet nie wiadomo, czy potrzeba izolacji czy nie.
      Jak mozna doradzic jakiekolwiek sluchawki znajac jedynie cene?

      1. Jakubas100 napisał(a):

        Pytanie było o to jakie słuchawki wybrałby Pan Piotr – pytanie i odpowiedź bardzo precyzyjne 🙂

  9. Jan Wojwodzki napisał(a):

    hmmm ciekawe

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Ciekawe w jakim sensie?

  10. Miltoniusz napisał(a):

    Czy Audeze LCD-3 dużo brakuje do tych Sony? Czy można powiedzieć, że LCD-3 są technicznie mniej doskonałe ale za to w swej „pluszowości” bardziej przyjemne?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Pytania o Audeze LCD-3 zawsze są dla mnie trudne, ponieważ miałem dłuższy kontakt z trzema egzemplarzami i każdy reprezentował inny poziom jakościowy. Ten najlepszy, użyty do recenzji, grał inaczej ale nie gorzej niż Sony. Bliskim, ciepłym, wyjątkowo namacalnym dźwiękiem.

  11. Miltoniusz napisał(a):

    Smutne. A ten najgorzej grający egzemplarz był dużo gorszy od najlepszego? I czy mimo że najgorszy to nadal warty zakupu czy może już niewarty rozważenia?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Dużo gorszy. Sam bym go na pewno zwrócił. Podobnie było z trzema egzemplarzami modelu zamkniętego – tylko jeden był zjawiskowy.

  12. Ekwador napisał(a):

    Ciekaw jestem tych słuchawek. Szukam sluchawek zamkniętych do muzyki klasycznej. Czy w. Cenie do 5000zl za wzmacniacz słuchawkowy można wydobyć wszystkie atuty tych słuchawek? A jeśli tak, to proszę o wskazanie jakiego wzmacniacza warto posłuchać?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Myślę, że tak. Wielokrotnie już odpowiadałem, że najlepszy w tych okolicach cenowych wydaje się wzmacniacz PhaSt. Ustaliłem już z dystrybutorem jego test, a także test dedykowanego przetwornika. Przy okazji okazało się, że PhaSt wprowadził szereg poprawek. Testowany ma być model najbardziej rozwinięty, kosztujący bodaj 5500 zł. Recenzja powinna ukazać się za kilka tygodni.

      1. Piotr Ryka napisał(a):

        Tak jeszcze przy okazji – sam bardzo chciałbym mieć te słuchawki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy