Recenzja: Sony MDR-1000X

Odsłuch: Bezprzewodowo

Prawdziwa uczta zaczyna się w trybie bezprzewodowym.

Prawdziwa zabawa zaczyna się dopiero w trybie bezprzewodowym.

   To wszystko jednak dopiero uwertura, ponieważ podstawową rolą Sony MDR-1000X jest grać via eter a nie via kabel. I tu muszę przypomnieć historię z też bezprzewodowymi Sennheiser Momentum, ponieważ to się okazuje regułą. Tak na zdrowy, poranny chłopski rozum, nieskażony jeszcze okowitą. należałoby oczekiwać, iż tego rodzaju słuchawki starają się grać jak najlepiej bezprzewodowo, ale jednak co kabel, to kabel i po kablu brzmią lepiej. Tymczasem nic z tych rzeczy. Najwyraźniej producenci postawili działom technicznym wymaganie, by słuchawki bezprzewodowe grały najlepiej bezprzewodowo, do czego można zmierzać z dwóch stron: optymalizując brzmienie bezprzewodowe i psując to po kablu. Śmiem twierdzić, że oba czynniki zarówno u Sennheiser jak i u Sony zostały wykorzystane, to znaczy naprawdę przyłożono się do transmisji bezprzewodowej i nie na żarty popsuto kabel.

Efekt jest zgodny z założeniami – słuchawki bez kabla grają lepiej. Ale co mówię – grają lepiej, jak to się mawia, o niebo. Nawiązawszy łączność bezprzewodową z Sony Xperia pokazały co potrafią naprawdę i to już było granie dużej klasy, chociaż wciąż w opisanym już stylu. A zatem dobrze oświetlone, przejrzyste i wyraziste, a także z powiększoną przestrzenią. Przez to ostatnie nie rozumiem rzecz jasna, że dawała się odczuć w tym brzmieniu jakaś normalna przestrzeń, którą Sony dźwiękowym spychaczem jeszcze poszerzały, niemniej mają wbudowane systemy obróbki cyfrowej pracujące na rzecz poprawy wyraźności i powiększania przestrzeni, dzięki którym jedno i drugie przyrasta. Nie identycznie jak u ifi, ale to jest ten sam kruczek, ta sama szkoła doprawiania dźwięku. Cyfrowe pliki są rozkładane są na części, cyfrowo obrabiane i potem składane na nowo – oczyszczająco już rozwarstwione i powiększone przestrzennie. To słychać także po kablu, ale ten musi być tak nędznej jakości że psuje – psuje ewidentnie.

Na tym polu bezprzewodowe Sony wydają się stanowić absolutną czołówkę!

Na tym polu bezprzewodowe Sony wydają się stanowić absolutną czołówkę!

Tak więc całościowy efekt cyfrowych retuszy estetycznych usłyszymy dopiero bez kabla i trzeba przyznać, że jest to granie niezgorzej działające na wyobraźnię. Szczególnie właśnie przestrzenne – z rozległym horyzontem i głębokim oddechem w krystalicznie czystym powietrzu. Dzięki temu także wyjątkowo czyste i wyraźne, od największych figur brzmieniowych po najdrobniejsze detale. Nie ma takiego parcia na plankton jak u Fostex TH900, ale czuje się tą czystość medium potęgowaną przez jasne oświetlenie, które jest wprawdzie jasne, ale nie jakieś drażniące. Dobrze dobrane dzienne światło bez zabawy w światłocień, bo przecież nie wszyscy muszą być Rembrandtami, można być także Canaletto.

Jednocześnie soprany ulegają humanizacji, tracąc w dużej mierze swój trochę zbyt techniczny charakter, a bas wciąż pozostaje mocny, rozdzielczy, eksponowany. Właściwie wszystko zostaje po staremu, tyle że dźwiga się mocno w górę, ponieważ to co było efektowne jest teraz dwakroć efektowniejsze i dochodzi do tego rzecz najważniejsza – to wszystko zmienia się teraz w muzykę. Jeszcze nie taką od MrSpeakers czy Sennheiser HD 800S, ale już w coś przejawiającego w niemałym stopniu naturę muzyczną, a nie jakiś rzut zaledwie muzyki na papier techniczny. Pojawia się śladowa wprawdzie ale już wyczuwalna aura dokoła dźwięków, pojawiają się linie melodyczne, staje się cieplej bardziej ludzko i bardziej przyrodniczo. Wciąż jest tak trochę aż za wyraźnie i nie jest to jeszcze muzyczna poezja, ale robi się z tego w miarę porządne muzykowanie o dobitnych walorach przestrzennych. Przejrzyste wyraziste, z mocno zaznaczonymi skrajami pasma i niezłą partią wokalną.

Jeśli ktoś tylko potrzebuje tak zadaniowych słuchawek, to Sony MDR-1000X można polecić z czystym sumieniem.

Jeśli ktoś tylko potrzebuje tak zadaniowych słuchawek, to Sony MDR-1000X można polecić z czystym sumieniem.

Dźwięk okazuje się wprawdzie ewidentnie „zrobiony” – podrasowany w taki sposób, żeby dzięki efektom specjalnym (czystość, przestrzeń) działał jak najmocniej na wyobraźnię, ale muzyka się w tym nie gubi tylko także pozwala odczuć, więc w sumie jest to faktycznie efektowne, chociaż nie całkiem naturalne. Przyjemnie jednak się słucha, zwłaszcza że wprost ze smartfona i nawet do tego bez kabla.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

19 komentarzy w “Recenzja: Sony MDR-1000X

  1. gość44 pisze:

    Czy telefon jest jedynym „niebieskim” źródłem dla tych słuchawek?

    1. A.B pisze:

      Będzie łączyć z wszystkim co ma Bluetooth. Jak dla mnie idealne słuchawki do sypialni, kiedy druga połowa chce ewidentnie już przenieść się w fazę REM można komfortowo zaserwować sobie TV :)

  2. miki pisze:

    A gdyby trzeba było wybrać pomiędzy Sennheiser Momentum AEBT i Sony MDR-1000X, np. wyruszając na bezludną wyspę z niewielkim bagażem, to które Pan Redaktor by wziął ze sobą?

    1. PIotr Ryka pisze:

      Nie wiem, nie miałem okazji porównać bezpośrednio, a odstęp czasowy był spory i przede wszystkim wypełniony słuchaniem mnóstwa innych słuchawek. Mógłbym zgadywać, ale to nie ma sensu.

      1. miki pisze:

        Jakiś czas temu nabyłem drogą kupna Momentum AEBT (jako po prostu Momentum wokółuszne z bonusem w postaci systemu redukcji szumów i bezprzewodowością) i w dużej mierze nastąpiło to pod wpływem recenzji Pana Redaktora. Ze wspomnianej recenzji wynikało, że po kablu grają trochę lepiej niż bezprzewodowo, i tak to również oceniam moim niewprawnym uchem, natomiast z recenzji powyższej wynika, że Sony należy traktować jako stricte bezprzewodowe z opcją słuchania przewodowego w sytuacji awaryjnej, typu wyczerpanie baterii. Panie Redaktorze, a czy w przyszłości przewiduje Pan recenzję produktów Bower & Wilkins i Bose, szczególnie zainteresowane jesteśmy B&W P5/P7 wireless oraz QC35? Szczególnie B&W please, no bo Bose to chyba opinię ma takiego trochę czary-mary.

  3. wraith pisze:

    Jak zwykle bardzo dobry test :),i jak wszystkie świetnie się czyta:).
    Właśnie się nad nimi zastanawiałem dla córki i jak mi się wydaje bedzie to dla niej trafny wybór.
    Dla siebie poluje na mdr-r10 (niestety bardzo trudno dostępne:().
    Mam też pytanie…
    Czy jest szansa na test tego zestawu: MDR-Z1R,NW-WM1Z,TA-ZH1ES. Szczególnie interesuje mnie MDR-Z1R niestety nie ma gdzie ich posłuchać przed kupnem.

  4. Jacek pisze:

    Witam
    Panie Piotrze czy miał Pan okazje słuchać słuchawek B&W P7 Wireless?
    Jeśli tak to jakby Pan je porównał do Sony czy Sennheisera.
    A jeśli nie ty czy przewiduje Pan recenzje B&W.
    Pozdrawiam

    1. PIotr Ryka pisze:

      Niestety, B&W nie słyszałem.

    2. miki pisze:

      Używam P5 wireless (co prawda nauszne, a nie wokółuszne, natomiast takie same przetworniki jak P7), z drugiej strony, mam też Momentum OEBT, i jak na mój gust, lepiej brzmią dla mnie B&W. Nie mają takich technicznych wodowytrysków jak Momentum (ANC, NFC, funkcji słuchawek USB, programu do aktualizacji softu na PC i nie wiem, czego jeszcze), natomiast grają pięknie i po 15 minutach braku transmisji wyłączają się, żeby oszczędzać baterię. Są fajne i z czystym sumieniem mogę polecić P5w, natomiast P7w brzmią prawdopodobnie jeszcze lepiej. Aha, i muzykę słucham głównie gitarową (rock/metal) i symfoniczne soundtracki. PZDR.

      1. miki pisze:

        Przepraszam, Momentum AEBT, te wokółuszne.

        1. Jacek pisze:

          Dziękuje za informacje.

  5. Miltoniusz pisze:

    Czy ma Pan jakąś opinię, na ile skutecznie działa system redukcji hałasu, zwłaszcza ulicznego, w szczególności w porównaniu do słuchawek Bose? Czy mając je na głowie i idąc słyszymy uderzenia stóp przenoszone przez kościec?

    1. PIotr Ryka pisze:

      Wyznam ze skruchą, że systemu redukcji hałasu poza sprawdzeniem efektywności tego przykładania ręki do muszli nie sprawdzałem. Wydał mi się jednak przy tej okazji skuteczny.

  6. Arek pisze:

    Witam. Poszukuję dobrych słuchawek z przeznaczeniem portable. Jak by Pan porównał sony mdr-1000x z Audio-Technica ATH-MSR7 lub Philips Fidelio L2? W zaciszu domowym mam bayerdynamic dt 990Pro i bardzo podoba mi się ich „granie”.
    Pozdrawiam

    1. PIotr Ryka pisze:

      Koss Porta Pro zaoszczędzi pieniędzy i poszukiwań. Chyba, że muszą być zamknięte.

      1. Piotr pisze:

        Mam Koss Porta Pro. Dzisiaj miałem okazję słuchać mdr-1000x i wydawało mi się, że grają o niebo lepiej (a słuchałem na kablu). Wydają się mieć dużo wyższą rozdzielczość, być bardziej przejrzystymi – po prostu prezentować dźwięk o wiele klarowniej, nie tracąc przy tym na muzykalności. Są dużo bardziej szczegółowe i podają dźwięk w bardziej wyrafinowany i dopieszczony sposób. Kossy wydają się być przy nich zbyt przydymionymi, jakby grały co najmniej spod poduszki :). Oczywiście nieco hiperbolizuję, ale takie pozostawiły te dwie pary słuchawek we mnie wrażenia. Spodobało mi się jeszcze granie Sony mdr a1 oraz Sennheiser Momentum. Posłuchałem też Harman Kardon Soho i byłem trochę zawiedziony dolnym pasmem oraz ogólną, powiedzmy, użytkową ergonomią. A szkoda, bo wcześniej były u mnie na pierwszym miejscu w liście zakupowej. Teraz składniam się bardziej ku Sony. Model mdr 1000x urzeka aktywną redukcją szumu, która dorównuje tej z Bose. Jednak cena trochę wysoka i pewnie można kupić coś lepiej brzmiącego w kwocie 1800 zł. Mdr a1 kosztują koło 700 zł (ale znów to zwykle przewodówki bez redukcji szumów – ot problemy białego człowieka XXI wieku). Brałem jeszcze pod uwagę Marshalle Major II BT, ale po odsłuchu na kablu cieszę się, że nie zdecydowałem się ich kupić, kierując się opiniami z internetu (a chodził mi taki pomysł po głowie). Ostatnio w moim odtwarzaczu króluje Schubert – a z nim nie mogło być Marshallom po drodze.

        1. PIotr Ryka pisze:

          A z jakim to wszystko źródłem i wzmacniaczem?

          1. Piotr pisze:

            Wszystkie słuchawki napędzał iPhone 5s (ma w sobie DAC Cirrus Logic). Słuchawki kupuję z przeznaczeniem mobilnym, to też na takim sprzęcie przyszło mi je testować. Jeżeli mdr 1000x będą grać jeszcze lepiej wireless, to chyba brak im konkurencji. Chyba że coś tańszego, „kablowego” zagra podobnie i jest warte uwagi? Grado SR60? :) Tej sztuki nie słuchałem.

          2. PIotr Ryka pisze:

            Granie wprost z telefonu to nie jest moja specjalność – sam nie praktykuję. Karol ma najnowszego iPhone to sobie sprawdzę, ale według niego Sony Xperia (też ma) gra lepiej. Przy napędzaniu z telefonu liczy się na pewno skuteczność słuchawek Koss były robione pod Walkmana, a to trochę inne czasy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy