Recenzja: Sony MDR-1000X

Budowa

Legenda audio w obliczu nowoczesnych wymagań: Sony MDR-1000X.

Legenda audio w obliczu nowoczesnych wymagań: Sony MDR-1000X.

   Słuchawki, wzorem modeli bezprzewodowych, są nieduże i zamknięte; akurat takie by ucho w nie weszło. Są też oczywiście lekkie (275g) i wykończone w sposób usuwający wszelkie kanty. Można je składać przez łamanie pałąka i mają w komplecie bardzo porządne – sztywne i miłe w dotyku etui przenośne. Kabel rzecz jasna dano im odpinany (1,5 m z posrebrzanej miedzi beztlenowej), doprowadzany do lewej muszli, a w prawej miast wtyku kabla znajdziemy gniazdo ładowarki USB. Ładuje się cztery godziny, a potem grać można przez dwadzieścia i po rozładowaniu już tylko via kabel aż do ponownego załadowania. Muszle są ładnie uformowane, z eleganckiego, gładkiego a przy tym lekko porowatego tworzywa i ruchome we wszystkich płaszczyznach; a do wyboru ma przyszły użytkownik kolor beżowo-popielaty lub stonowaną czerń. Sam otrzymałem popielate i bardzo mi się podobały, bo co jak co, ale o wygląd swych wyrobów firma Sony potrafi zadbać. Muszle i pady zostały elegancko zebrane w całość kolorystyczną, plus na dokładkę tego samego koloru pałąk od strony wewnętrznej, a od zewnątrz, włącznie z chwytakami muszli, dołącza satynowo srebrny metalik na bazie nierdzewnej stali. Dla ozdoby po obu stronach wytłoczono w nim napis SONY, a regulacja zawieszenia odbywa się w oparciu o bardzo skuteczne, schowane w pałąku karby. Całość jest miła dla oka i miła w dotyku, a przede wszystkim wygodna, mimo niewielkiej przestrzeni w nausznych komorach. Ktoś najwyraźniej bardzo starannie popracował nad niewielkimi padami i w efekcie ucho wchodzi w nie jak w rękawiczkę.

W zestawie oprócz słuchawek, kabla, etui przenośnego i instrukcji obsługi jest jeszcze przejściówka na wypadek podróży lotniczej oraz parę dodatkowych papierków. Cały ten zestaw ląduje w czarnym pudełku z grubego kartonu wyłożonego pianką à la aksamit, obleczonego dodatkowo obwolutą ze zdjęciem słuchawek. Koszt kompletu to 1800 PLN, a w zamian wszystkie powyższe specjały plus opracowana przez Sony specjalna technika cyfrowego uprzestrzenniania dźwięku.

Oczywiście jak przystało na wyjściowe nauszniki, tak i 1000X posiadają składaną konstrukcję.

Oczywiście, jak przystało na wyjściowe nauszniki, 1000X posiadają składaną konstrukcję.

Słowo o technice. Dynamiczne przetworniki mają 40-milimetrowe membrany z ciekłokrystalicznej folii polimerowej i neodymowe magnesy, a przenieść mogą pasmo 4 Hz – 40 kHz przy skuteczności 98 lub 103 dB, w zależności od trybu pasywnego (niższa) lub aktywnego (wyższa). Zmienna jest też impedancja; i tu zależność zachodzi analogiczna – niższe 16 Ω dla pasywnego trybu przewodowego i wyższe 41 Ω dla aktywnego przewodowego.

 

 

 

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

15 komentarzy w “Recenzja: Sony MDR-1000X

  1. gość44 pisze:

    Czy telefon jest jedynym „niebieskim” źródłem dla tych słuchawek?

    1. A.B pisze:

      Będzie łączyć z wszystkim co ma Bluetooth. Jak dla mnie idealne słuchawki do sypialni, kiedy druga połowa chce ewidentnie już przenieść się w fazę REM można komfortowo zaserwować sobie TV :)

  2. miki pisze:

    A gdyby trzeba było wybrać pomiędzy Sennheiser Momentum AEBT i Sony MDR-1000X, np. wyruszając na bezludną wyspę z niewielkim bagażem, to które Pan Redaktor by wziął ze sobą?

    1. PIotr Ryka pisze:

      Nie wiem, nie miałem okazji porównać bezpośrednio, a odstęp czasowy był spory i przede wszystkim wypełniony słuchaniem mnóstwa innych słuchawek. Mógłbym zgadywać, ale to nie ma sensu.

      1. miki pisze:

        Jakiś czas temu nabyłem drogą kupna Momentum AEBT (jako po prostu Momentum wokółuszne z bonusem w postaci systemu redukcji szumów i bezprzewodowością) i w dużej mierze nastąpiło to pod wpływem recenzji Pana Redaktora. Ze wspomnianej recenzji wynikało, że po kablu grają trochę lepiej niż bezprzewodowo, i tak to również oceniam moim niewprawnym uchem, natomiast z recenzji powyższej wynika, że Sony należy traktować jako stricte bezprzewodowe z opcją słuchania przewodowego w sytuacji awaryjnej, typu wyczerpanie baterii. Panie Redaktorze, a czy w przyszłości przewiduje Pan recenzję produktów Bower & Wilkins i Bose, szczególnie zainteresowane jesteśmy B&W P5/P7 wireless oraz QC35? Szczególnie B&W please, no bo Bose to chyba opinię ma takiego trochę czary-mary.

  3. wraith pisze:

    Jak zwykle bardzo dobry test :),i jak wszystkie świetnie się czyta:).
    Właśnie się nad nimi zastanawiałem dla córki i jak mi się wydaje bedzie to dla niej trafny wybór.
    Dla siebie poluje na mdr-r10 (niestety bardzo trudno dostępne:().
    Mam też pytanie…
    Czy jest szansa na test tego zestawu: MDR-Z1R,NW-WM1Z,TA-ZH1ES. Szczególnie interesuje mnie MDR-Z1R niestety nie ma gdzie ich posłuchać przed kupnem.

  4. Jacek pisze:

    Witam
    Panie Piotrze czy miał Pan okazje słuchać słuchawek B&W P7 Wireless?
    Jeśli tak to jakby Pan je porównał do Sony czy Sennheisera.
    A jeśli nie ty czy przewiduje Pan recenzje B&W.
    Pozdrawiam

    1. PIotr Ryka pisze:

      Niestety, B&W nie słyszałem.

    2. miki pisze:

      Używam P5 wireless (co prawda nauszne, a nie wokółuszne, natomiast takie same przetworniki jak P7), z drugiej strony, mam też Momentum OEBT, i jak na mój gust, lepiej brzmią dla mnie B&W. Nie mają takich technicznych wodowytrysków jak Momentum (ANC, NFC, funkcji słuchawek USB, programu do aktualizacji softu na PC i nie wiem, czego jeszcze), natomiast grają pięknie i po 15 minutach braku transmisji wyłączają się, żeby oszczędzać baterię. Są fajne i z czystym sumieniem mogę polecić P5w, natomiast P7w brzmią prawdopodobnie jeszcze lepiej. Aha, i muzykę słucham głównie gitarową (rock/metal) i symfoniczne soundtracki. PZDR.

      1. miki pisze:

        Przepraszam, Momentum AEBT, te wokółuszne.

        1. Jacek pisze:

          Dziękuje za informacje.

  5. Miltoniusz pisze:

    Czy ma Pan jakąś opinię, na ile skutecznie działa system redukcji hałasu, zwłaszcza ulicznego, w szczególności w porównaniu do słuchawek Bose? Czy mając je na głowie i idąc słyszymy uderzenia stóp przenoszone przez kościec?

    1. PIotr Ryka pisze:

      Wyznam ze skruchą, że systemu redukcji hałasu poza sprawdzeniem efektywności tego przykładania ręki do muszli nie sprawdzałem. Wydał mi się jednak przy tej okazji skuteczny.

  6. Arek pisze:

    Witam. Poszukuję dobrych słuchawek z przeznaczeniem portable. Jak by Pan porównał sony mdr-1000x z Audio-Technica ATH-MSR7 lub Philips Fidelio L2? W zaciszu domowym mam bayerdynamic dt 990Pro i bardzo podoba mi się ich „granie”.
    Pozdrawiam

    1. PIotr Ryka pisze:

      Koss Porta Pro zaoszczędzi pieniędzy i poszukiwań. Chyba, że muszą być zamknięte.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy