Recenzja: Sony MDR-1000X

Sony MDR-1000X HiFi Philosophy 010   Gdy piszę ciąg liter sonymdr, od razu wyskakuje mi w głowie cyfra dziesięć i pojawia się rozżalenie. Tak, bardzo żałuję, że nigdy nie stałem się posiadaczem albo chociaż długotrwałym użytkownikiem tych legendarnych słuchawek, którym żadne inne dynamiczne nie dorównały. Sony MDR-R10 to jedna z najdziwniejszych historii w całych kilkudziesięcioletnich dziejach branży hifi – pierwsze high-endowe słuchawki (1987) i równocześnie jakościowo po dziś dzień niezrównane. Paranoja, wariactwo, pięści same się zaciskają. Ale takie są fakty, na takim żyjemy świecie. Postępem okazały się walki uliczne z muzułmanami na ulicach francuskich i szwedzkich miast, a nie jakieś lepsze słuchawki czy loty załogowe na Marsa bądź chociaż Księżyc. Komu by to trzydzieści lat temu, w 1987, przyszło do głowy?

Jednakże postęp taki czy inny stale się dokonuje i chociaż nie dotyczy na razie brzmienia, to przynajmniej możemy nabyć teraz słuchawki inteligentne. Są już inteligentne domy, inteligentne oświetlenie, inteligentne nawigacje samochodowe, a także inteligentne słuchawki. Czy owa „inteligencja” przedmiotów użytkowych jest komuś potrzebna, czy raczej powstała jako erzac inteligencji rządzących i inteligentnego podejścia do świata, tego nie wiem, ale chyba przynajmniej nie szkodzi, jako że inteligencja zaczyna przeszkadzać w normalnym funkcjonowaniu dopiero przy IQ powyżej 150, co domom, samochodom, politykom ani słuchawkom raczej nie grozi. Isaac Newton albo Niels Bohr potrafili zachować się dziwacznie, ale inteligentne słuchawki – mam przynajmniej taką nadzieję – zachowywać się będą normalnie.

Co z tą inteligencją – spytacie, skąd ona? Pojawiła się już w pokaźnej dawce podczas zapoznawania się z konkurencyjnymi Sennheiser Wireless Momentum, a ta zaaplikowana bezprzewodowym Sony jest analogicznej klasy. Oznacza automatyczne nawiązywanie łączności bezprzewodowej (zasięg do 10 m) po pierwszym (to tylko na żądanie) logowaniu, rozbudowaną, możliwą do realizacji na różne sposoby, walkę z zewnętrznym hałasem, samą oczywiście łączność bezprzewodową, komunikację głosową (potrafią te Sony mówić!) oraz obsługę dotykową. Do tej ostatniej służą zarówno trzy przyciski u dołu lewej muszli, jak też panel dotykowy, którym okazuje się cała powierzchnia prawej. Stukając w nią lub przeciągając po niej palcami możemy zwiększać głośność lub ściszać (dół-góra), przewijać przód-tył (przed siebie lub za siebie), pauzować i ruszać (pukając raz lub dwa razy). Możemy także przyłożyć całą dłoń, a wówczas dźwięk w obu muszlach natychmiast ścichnie i nie pojawi się dopóki trzymać będziemy rękę przy muszli, co bardzo się przyda w sytuacji, gdy chcemy usłyszeć coś z zewnątrz a nie chce nam się ściągać słuchawek. Można to także załatwić inaczej, regulując sposób redukcji dźwięków zewnętrznych; zarówno poprzez dozowanie całkowitej siły redukującej, jak i ustawienie filtracji na nie eliminowanie samego ludzkiego głosu. Spryciarz zatem z tych Sony i niejedno potrafią, pytanie jeszcze, co potrafią w swej roli podstawowej źródła muzycznych doznań. Na tym się zaraz skupimy, ale wcześniej o wyglądzie, wygodzie i technologii.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

15 komentarzy w “Recenzja: Sony MDR-1000X

  1. gość44 pisze:

    Czy telefon jest jedynym „niebieskim” źródłem dla tych słuchawek?

    1. A.B pisze:

      Będzie łączyć z wszystkim co ma Bluetooth. Jak dla mnie idealne słuchawki do sypialni, kiedy druga połowa chce ewidentnie już przenieść się w fazę REM można komfortowo zaserwować sobie TV :)

  2. miki pisze:

    A gdyby trzeba było wybrać pomiędzy Sennheiser Momentum AEBT i Sony MDR-1000X, np. wyruszając na bezludną wyspę z niewielkim bagażem, to które Pan Redaktor by wziął ze sobą?

    1. PIotr Ryka pisze:

      Nie wiem, nie miałem okazji porównać bezpośrednio, a odstęp czasowy był spory i przede wszystkim wypełniony słuchaniem mnóstwa innych słuchawek. Mógłbym zgadywać, ale to nie ma sensu.

      1. miki pisze:

        Jakiś czas temu nabyłem drogą kupna Momentum AEBT (jako po prostu Momentum wokółuszne z bonusem w postaci systemu redukcji szumów i bezprzewodowością) i w dużej mierze nastąpiło to pod wpływem recenzji Pana Redaktora. Ze wspomnianej recenzji wynikało, że po kablu grają trochę lepiej niż bezprzewodowo, i tak to również oceniam moim niewprawnym uchem, natomiast z recenzji powyższej wynika, że Sony należy traktować jako stricte bezprzewodowe z opcją słuchania przewodowego w sytuacji awaryjnej, typu wyczerpanie baterii. Panie Redaktorze, a czy w przyszłości przewiduje Pan recenzję produktów Bower & Wilkins i Bose, szczególnie zainteresowane jesteśmy B&W P5/P7 wireless oraz QC35? Szczególnie B&W please, no bo Bose to chyba opinię ma takiego trochę czary-mary.

  3. wraith pisze:

    Jak zwykle bardzo dobry test :),i jak wszystkie świetnie się czyta:).
    Właśnie się nad nimi zastanawiałem dla córki i jak mi się wydaje bedzie to dla niej trafny wybór.
    Dla siebie poluje na mdr-r10 (niestety bardzo trudno dostępne:().
    Mam też pytanie…
    Czy jest szansa na test tego zestawu: MDR-Z1R,NW-WM1Z,TA-ZH1ES. Szczególnie interesuje mnie MDR-Z1R niestety nie ma gdzie ich posłuchać przed kupnem.

  4. Jacek pisze:

    Witam
    Panie Piotrze czy miał Pan okazje słuchać słuchawek B&W P7 Wireless?
    Jeśli tak to jakby Pan je porównał do Sony czy Sennheisera.
    A jeśli nie ty czy przewiduje Pan recenzje B&W.
    Pozdrawiam

    1. PIotr Ryka pisze:

      Niestety, B&W nie słyszałem.

    2. miki pisze:

      Używam P5 wireless (co prawda nauszne, a nie wokółuszne, natomiast takie same przetworniki jak P7), z drugiej strony, mam też Momentum OEBT, i jak na mój gust, lepiej brzmią dla mnie B&W. Nie mają takich technicznych wodowytrysków jak Momentum (ANC, NFC, funkcji słuchawek USB, programu do aktualizacji softu na PC i nie wiem, czego jeszcze), natomiast grają pięknie i po 15 minutach braku transmisji wyłączają się, żeby oszczędzać baterię. Są fajne i z czystym sumieniem mogę polecić P5w, natomiast P7w brzmią prawdopodobnie jeszcze lepiej. Aha, i muzykę słucham głównie gitarową (rock/metal) i symfoniczne soundtracki. PZDR.

      1. miki pisze:

        Przepraszam, Momentum AEBT, te wokółuszne.

        1. Jacek pisze:

          Dziękuje za informacje.

  5. Miltoniusz pisze:

    Czy ma Pan jakąś opinię, na ile skutecznie działa system redukcji hałasu, zwłaszcza ulicznego, w szczególności w porównaniu do słuchawek Bose? Czy mając je na głowie i idąc słyszymy uderzenia stóp przenoszone przez kościec?

    1. PIotr Ryka pisze:

      Wyznam ze skruchą, że systemu redukcji hałasu poza sprawdzeniem efektywności tego przykładania ręki do muszli nie sprawdzałem. Wydał mi się jednak przy tej okazji skuteczny.

  6. Arek pisze:

    Witam. Poszukuję dobrych słuchawek z przeznaczeniem portable. Jak by Pan porównał sony mdr-1000x z Audio-Technica ATH-MSR7 lub Philips Fidelio L2? W zaciszu domowym mam bayerdynamic dt 990Pro i bardzo podoba mi się ich „granie”.
    Pozdrawiam

    1. PIotr Ryka pisze:

      Koss Porta Pro zaoszczędzi pieniędzy i poszukiwań. Chyba, że muszą być zamknięte.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy