Recenzja: Siltech Triple Crown Power

Siltech Triple Crown Power HiFi Philosophy 005   Dokończmy sprawę. A właściwie kontynuujmy. Jako że powinno być jeszcze o kablu głośnikowym. Trzy korony jako interkonekt już się zrecenzowały, jako przewód sieciowy właśnie się recenzują, a jako głośnikowy może też kiedyś zostaną opisane. Tak czy siak kolejność nie będzie zgodna z kolejnością powstawania, bo już w relacji z wizyty szefostwa Siltecha pisałem, że przewód sieciowy powstał jako ostatni, i to z poważnym opóźnieniem. Interkonekt i głośnikowy pokazywane były przed premierą rynkową w 2015 na High End w Monachium, a sieciowy przyjechał dopiero niedawno wraz z Edwinem van der Kleij, właścicielem Siltecha do Krakowa, by odbyć inaugurację w Nautilusie, z czego w lipcu sprawozdawałem.

Napisałem wówczas, że wyglądany był niecierpliwie, ponieważ w samym tylko grodzie Kraka utworzył się kilkuosobowy klub posiadaczy Siltech Triple Crown, działający tak nawiasem nie z ramienia snobistycznych zapałów czy bałwochwalczego podejścia do najdroższych przewodów świata, tylko złożony z osób motywowanych cierpiętniczym hasłem „nie chciałem, ale musiałem”. Podstępny Nautilus zachęca bowiem grono krakowskich, a ściślej małopolskich, śląskich, kieleckich i podkarpackich audiofili do porównawczych odsłuchów Triple Crown vs inne okablowanie, i takie to ma konsekwencje. Okablowanie znaczone trzema grawerowanymi na złoconym aluminium koronami jest wprawdzie zbyt grube, by motać z niego pajęcze czy nawet rybackie sieci, ale niczym kabel pod dużym napięciem – niechcący dotkniesz i na swą zgubę nie będziesz się mógł oderwać. Uszy i jaźń lgną zachłannie, bo niczym syreny Odyseusza te Triple Crown wabią śpiewem, że o odrywaniu zapomnij, no chyba że cię stać, ale wtedy to lepiej żebyś w ogóle nie słuchał.

Może przesadzam, może nie, przypadki złapania i uwięzienia w każdym razie odnotowano. A nie dość na tym, to jeszcze towarzyszy im postawa znaczona pretensjami: – Dlaczego ten zasilający dopiero teraz, bo przecież seria Double Crown okazała się od Triple zdecydowanie słabsza i jak można narażać na takie czekanie?! Faktycznie, od wystawy High End 2015 minęło sporo czasu i na przewód zasilający niektórzy się naczekali, ale sam się nie naczekałem – dostałem do zrecenzowania i już. Pewnie słuszniej i z uwagi na poziom czytelnictwa korzystniej byłoby opisywać teraz coś bardziej przystępnego, na przykład wygrzewające się w drugim pokoju słuchawki Denon D7200, ale nie udawajmy przed sobą wstrzemięźliwych praktyków, o najdroższych precjozach zawsze chętnie się czyta. A tutaj przewód zasilający za 13 500 euro, że cały system za tyle można postawić, i wcale nie jakiś lichy.

O Triple Crown w recenzji interkonektu obszerny był anons, jak również w tym sprawozdaniu, ale dla porządku przypomnę, że to trzecia, a nawet czwarta szczególnie prestiżowa seria holenderskiego wytwórcy. Nabierał Siltech stopniowo pod tym względem rozmachu, aż nabrał zupełnego i o swych Triple Crown ustami właściciela powiada, iż dano tym kablom wszystko, co współczesna technika może zaoferować, tak więc nawet gdyby się uprzeć, niczego już nie dałoby się poprawić. Majstersztyk, popis, szczyt techniki. No, nie wiem – może, może… W każdym razie dobrze by było móc to potwierdzić usznym badaniem. Ale zrecenzowany już interkonekt ładnie przedpole dla takich badań oczyścił, jako że rzeczywiście dał popis, więc można się znów niejednego spodziewać. Tym bardziej, że kable zasilające, wbrew przeciw nim lansowanej tezie, są bardzo łatwe do „usłyszenia”, równie łatwe jak zobaczenia. Zapewne nie w każdym przypadku, ale szereg przeprowadzonych testów pomiędzy uchodzącymi za wybitne wyłonił paletę różnic, a zatem do roboty, coś winno dać się usłyszeć.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

2 komentarzy w “Recenzja: Siltech Triple Crown Power

  1. Tomasz napisał(a):

    Jak zwykle interesująca i wartościowa recenzja. Ponieważ posiadam w swoich zbiorach kable Acoustic Zen Gargantua II, więc tym bardziej byłem ciekawy, co wyjdzie z tego niezwykłego starcia. Czy ogromna (niemal dziesięciokrotna) różnica w cenie przełożyła się na równie wielki skok jakościowy? I tak i nie. Tak, bo w high-endzie osiągnięcie każdej umownej jednostki przyrostu jakości wymaga ogromnych nakładów finansowych i tu jednak poprawa nastąpiła. Siltech zdobył koronę dla najlepszego kabla sieciowego na świecie (a na pewnego jednego z kilku najlepszych), ale niestety także zapewne najdroższego. Nie lub nie do końca, bo efekt zmian po przełączeniu na Siltecha nie musi być oczywisty i jednoznaczny dla każdego i w każdym systemie. Mnie cieszy, że Acoustic Zen Gargantua II potwierdził po raz n-ty, że jest kablem znakomitym i ponadczasowym, skoro zestawia się go i to wcale nie roli chłopca do bicia z najlepszymi i najdroższymi kablami zasilającymi na świecie. Chylę zatem czoła przed twórcami obu kabli, bo osiągnęli efekty imponujące, ale bardziej podziwiam pana Roberta Lee za niezwykle udaną próbę stworzenia wspaniałego kabla zasilającego za wciąż (jak na high-end) niekosmiczną cenę.

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Pozostaje jedynie się zgodzić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy