Recenzja: Sennheiser HD 800 S

Sennheiser_HD800S_023_HiFiPhilosophy   To raz jeszcze słuchawki i znów ekskluzywne. W dodatku nawet bardziej, bo flagowe a nie tylko uplasowane wysoko na słuchawkowych szczeblach społecznych. Z tym, że można do tego podchodzić dwojako. Bo z jednej strony są faktycznie szczytowe, jako że lepszych od Sennheisera w tej chwili nie kupicie, lecz z drugiej nie do końca, gdyż istnieje już i nawet był prezentowany model wyższy – elektrostatyczny, jubileuszowy, niezwykły. Jego polska premiera ma się odbyć na pokazie zamkniętym w połowie marca, a póki co debiutuje, i to jak najbardziej rynkowo, poprawiona wersja flagowych słuchawek dynamicznych HD 800. Opatrzono ją symbolem HD 800 S, gdzie owo „S”, tak jak „X” albo „Z” u Audio-Techniki, bądź „i” czy „e” u Grado, znakuje nowszą wersję – technicznie uszlachetnioną – sławnych i już obrosłych licznymi opowieściami flagowców dotychczasowych.

A moje z nimi boje to też niezgorsze pasmo potyczek, toczonych od samego początku i z epizodem ostatnim nie dalszym jak kilka dni temu, gdy brały udział w recenzowaniu najnowszej Audio-Techniki ATH-W1000Z. Napisałem tam wówczas, że zachodzą z tymi HD 800 zasadnicze problemy w odniesieniu do ferowania ocen, ponieważ bardzo różna w nich bywa reprodukcja wysokich tonów, a także bardzo różnie się zachowują w zależności od wzmacniacza oraz dramatycznie reagują na zmianę okablowania.

Ta różnorodna zmienność, naprawdę nieraz drastyczna, nie jest wcale moim ani czyimś wymysłem, efektem jakiegoś recenzorskiego kaprysu, tylko źródłem licznych o tych słuchawkach opinii, a nawet legend. Jedna pośród nich jest szczególnie utarta i na trwałe wprowadzona w obieg; głosząca, iż te z początku produkcji grały inaczej – bardziej łagodnie i na większym obszarze – podczas gdy obecne są bardziej agresywne i scenę mają mniejszą. Sam byłem tego zdania i się bez bicia przyznaję, ale to nie jest prawda. To znaczy, możliwe iż faktycznie Sennheiser coś pozmieniał, próbując większy ład brzmieniowy w swoim flagowcu wprowadzić, tak żeby stał się bardziej jednolity – grający jednym stylem niezależnie od okoliczności. Ale jeżeli nawet, to zmiany te były bardzo nieznaczne, a twierdzenie, że dawne całkiem były inne, nie ma pokrycia w faktach. Piszę to z pełnym przekonaniem, ponieważ dwakroć takich z początku produkcji o wieloletnim stażu słuchałem, i oba egzemplarze okazały się grać wcale nie łagodnie, tylko jak najbardziej konkretnie, z bardzo wyrazistym rysunkiem i pełną ekspozycją sopranów. Natomiast faktem jest, i to faktem niezbitym, że od słuchawek Sennheiser HD 800 otrzymać możemy brzmienia różne, różniste. (Jak mawiał Bohdan Smoleń.) Dwa tylko, gdy chodzi o styl, natomiast całą gamę jak chodzi o jakość. Te style to łagodność aż nieraz przeradzająca się w nudę, a z drugiej pikanteria, przez niektórych krytykowana za zbytnią właśnie pikantność.

Natychmiast to uzmysławia, z jak wielkim do czynienia mamy rozrzutem, co prokuruje, też prędko, chwiejność ocen. Bo jedni szalenie chwalą i żyć bez tych HD 800 nie mogą, a inni odkładają i idą szukać dalej. Niemniej gadanie gadaniem, a fakty okazują się takie, że spośród słuchawek flagowych, uchodzących za naprawdę wybitne, żadne z pozostałych nawet nie zbliżają się pod względem ilości sprzedanych egzemplarzy. Sprzedał już bowiem Sennheiser tych swoich „osiemsetek” ponad sześćdziesiąt tysięcy, co jest wynikiem rewelacyjnym, zważywszy cenę i skalę konkurencji. Aż tak mu dobrze z tym szło, że cenę wyjściową podbił, a nie ulega też kwestii, że stały się te HD 800 słuchawkowym klasykiem, i jeśli ktoś gdzieś się słuchawkami wysokiej klasy pragnie podeprzeć, to właśnie w pierwszym rzędzie tych HD 800 użyje. Podobnie zawodowi recenzenci niezmiennie, zawzięcie chwalą; i nie spotkałem żadnego prócz siebie (ale siebie dość często spotykam), który by coś nieprzychylnego przy jakiejś okazji choć pisnął. Oczywiście mogę się mylić, bo trudno znać wszystkie recenzje, ale jakoś nie napotkałem. Lecz to wcale grzech żaden i nic a nic nie zarzucam, jako że te Sennheiser HD 800 grać potrafią zachwycająco. Zwłaszcza kiedy im wdrożyć kabel Entreq Atlantis i podpiąć do wzmacniacza Bakoon HPA-21, albo jeszcze lepiej EternalArts OTL. To się staje ucztą dla ucha i bez mała sam sennheiserowski Orfeusz z tą swoją dziesięć razy wyższą ceną może się poczuć nieswojo, a szkoda tylko, że rewelacyjny kabel Entreqa nie jest już oferowany, a wspomniane wzmacniacze, szczególnie ten drugi, też bardzo drogo kosztują. No ale jest potencjał, co do tego bez kwestii, a jedynie dość trudny do wyzyskania tak na zupełną skalę.

Poza problemem technicznym, różne opowieści rodzącym, był także może nie problem, ale coś na kształt chętki. Otóż słuchawki wygląd posiadają ciekawy, bardzo modernistyczny, który aż sam o to prosi, by zaoferować go w różnych barwach. Tymczasem Sennheiser czepił się srebra z uporem, z powodów mi nie znanych, oferując flagowy swój wyrób o jednym tylko, srebrzystym obliczu. A w Internecie aż gęsto od innych pomysłów kolorystycznych, które użytkownicy na własną rękę czynili, smak innym z kolei czyniąc.

Dwie przeto były sprawy do wzięcia pod rozwagę i ponownego opracowania: wygląd oraz styl brzmienia. Bagatela! – rzec można, no ale fakty są takie. Coś trzeba było zrobić z tym rozrzutem sopranów i cośkolwiek w kwestii wyglądu.

Wygląd i technologia

Bez owijania w bawełnę - to na prawdę okazałe opakowanie skrywa obowiązujący od 2016 roku flagowy model sławnego Sennheisera.

Bez owijania w bawełnę – to okazałe opakowanie skrywa obowiązujący od 2016 roku flagowy model sławnego Sennheisera.

   I obie rzeczy zrobiono, dorzucając coś jeszcze. Dorzucono mianowicie kabel, oferując te nowe S od razu z kablem symetrycznym oprócz zwykłego, którą to symetryzację wcześniej trzeba było sprawiać sobie oddzielnie, dość słono za nią płacąc. A dorzucono nawet coś jeszcze – bo dysk przenośny flash USB oraz szmatkę pielęgnacyjną. To jednak nie żadne sensacje i nie aż powód do artykułu, wszakże dwie kwestie zasadnicze są już takim powodem. Zacznijmy od wyglądu.

Ten zmienił się i nie zmienił. Bo kształt pozostał bez zmiany, a tylko kolory zamienione zostały miejscami. Poza pałąkiem (wciąż czarnym, ze srebrzystą plakietką pośrodku) oraz czarnymi nadal padami i srebrną nieodmiennie osłoną muszel, cała reszta ze srebrnej zrobiła się czarna. A w efekcie czerń w miejsce srebra zaczęła dominować; chociaż ta srebrna, szeroka obwiednia wypiętrzenia komory przetwornika, sprawia że słuchawki są czarno-srebrne a nie jedynie czarne. To im względem tych starszych przydaje powagi i sprawia, że mniej rzucają się w oczy; a jak chodzi o subiektywny mój odbiór, to te nowe bardziej mi się podobają. Wciąż są futurystyczne i z daleka rozpoznawalne, a zarazem mniej natarczywe i więcej obiecujące. Niczym czerń głęboka ekranu poprzedzająca projekcję, z której coś pięknego się powinno wyłonić. Wraz z tą czernią poczernione zostały również wtyki na kablach, a sam sposób splatania wygląda na identyczny.

Ale kolor kolorem, dodatki dodatkami, a sednem ma być lepsze brzmienie.

W tym miejscu dla samego producenta pojawia się problem niemały, ponieważ rozgłosił swego czasu, iż słuchawki to owoc wielu lat badań, dopracowany w najdrobniejszych szczegółach. Cóż zatem poprawiono i jakimż to sposobem?

Okazuje się, że sposób był już gotowy, przy innej okazji opracowany, a sens jego wdrożenia z miejsca rzuca nas w objęcia wspomnianego problemu z sopranami. Sięgnięto bowiem po rozwiązanie wdrożone przy budowie flagowych słuchawek dokanałowych Sennheiser IE 800, jakiś czas temu zrecenzowanych. W tamtej recenzji pisałem, że zamiast użyć wielu przetworników, jak czyni to większość producentów słuchawek dokanałowych, Sennheiser innowacyjnie zastosował pojedynczy, ale inaczej sporządzony. Dostał za to nagrodę na targach CES w 2013 roku, a rzecz tyczy od strony technicznej zjawiska zwanego „maskowaniem”.

Oto i on - prawiony legenda HD800 z dopiskiem S.

Oto i on – prawiony legenda HD800 z dopiskiem S.

Polega ono na tłumieniu wysokich częstotliwości przez te z zakresu 7-8 kHz; one bowiem są zwykle w przekazie głośniejsze, a ludzkie ucho źle radzi sobie z odpowiednią reprodukcją cichszego powyżej pasma, dodatkowo zagłuszanego rezonansami w komorze słuchawek. Remedium na takie maskowanie było wspomniane stosowanie w słuchawkach dokanałowych osobnych dla różnych zakresów pasma przetworników, tak bym móc dobrać odpowiednią ich głośność, a Sennheiser wybrnął z problemu po swojemu – przy pomocy czegoś, co nazwał „dwukomorowym absorberem”. Nigdzie to dwukomorowe coś (o ile wiem) nie zostało dokładnie opisane, poza danymi patentowymi, do których ciężko dotrzeć.

Jeszcze bardziej lakonicznie rzecz potraktowano w odniesieniu do recenzowanych teraz HD 800 S, gdzie opis ogranicza się do jednozdaniowego stwierdzenia, że jest w nich jakiś absorber poprawiający soprany. Jak wygląda i jak działa, nie można się nawet domyślić, a jedyne co da się stwierdzić, to inny nieco wygląd przetwornika od strony ucha, który możemy oglądać na zdjęciach. Widać na nich, że centralny otwór został tam nieco zmniejszony, a sam wzór maskownicy również jest nieco inny. A czy to ona jest owym absorberem albo jakimś jego składnikiem, tego nie będę zgadywał. Nie bez satysfakcji mogę za to powiedzieć, iż całe to pisanie o dość dziwnie się zachowujących sopranach, nie było jakimś wymysłem i jednak coś czasem usłyszę, a tylko nie przyszło mi na myśl, że owa ich nierówna reprodukcja może być następstwem znanego ze słuchawek dokanałowych efektu maskowania. Bo też sądziłem, że tylko tamtych dotyczy, a tu sprawa okazuje się szersza, także słuchawek wokółusznych tycząca. Pozostaje zatem posłuchać, ale o tym za chwilę.

Bryła nowych osiemsetek jest identyczna identyczna jak w modelu oryginalnym.

Bryła nowych osiemsetek jest identyczna jak w modelu oryginalnym.

Jak chodzi o dane techniczne, nie zaszła większa zmiana, ale słuchawki przenoszą nieco szersze pasmo: 10 – 41 500 Hz, czyli o cztery Hertze niższe i czterysta wyższe. Wciąż mają natomiast wysoką oporność 300 Ohm i ważą 330 gramów, i wciąż tak samo są pakowane w duże pudło wysłane sztucznym atłasem. Zmieniła się za to cena, ale również nieznacznie. Bo wprawdzie dotąd było to pięć tysięcy, a teraz jest sześć siedemset, ale w komplecie znalazł się ten symetryczny kabel, kosztujący solo aż tysiąc trzysta. Pozostałe czterysta złotych poszło najwyraźniej na ów tajemniczy absorber, pendrive oraz na dołączoną ściereczkę, a także na tych lakierników od zamiany kolorów. I w sumie zmiana jest duża i nieduża zarazem; bo cena wyraźnie inna, chociaż z ukrytą wkładką, a wygląd niby ten sam, ale w odbiorze odmienny. Wszakże co z najważniejszym?

Brzmienie

To porównanie powinno rozwiać wszelkie wątpliwości. na pierwszy rzut oka tylko kolor zdradza różnicę hierarchiczną tych produktów.

To porównanie powinno rozwiać wszelkie wątpliwości. na pierwszy rzut oka tylko kolor zdradza różnicę hierarchiczną tych produktów.

   Słuchawki przyjechały całkiem surowe, prosto z producenckiego drzewa, tak więc zawzięcie je gotowałem, aby surowość z nich wygotować, ciesząc się że mam je od zupełnej nowości, ale i złoszcząc na powolność tego gotowania. A po dwóch jakichś tygodniach dłużej już się gotować nie dało, bo zagotował z kolei się dystrybutor, gotów je zaraz odbierać. Tak więc gotowość musiałem zgłosić do napisania recenzji i niniejszym się wywiązuję. Do startu! Gotowi? Hop!

Z Lebenem przy komputerze

Leben to jak wiadomo jeden z lepszych dla Sennheiser HD 800 wzmacniaczy, a zatem będzie akurat. Na biurkach pewnie zbyt często przy przetwornikach podłączonych do komputera jeszcze nie staje, ale zapewne coraz częściej.

Przejdźmy do sedna. Mając te starsze, srebrne, oraz poprawione czarne, mogłem sobie przełączać i do woli próbować. A że na Tidalu w zakładce „Moja muzyka” zbiór szczególnie przydatnych do porównań plików już się uzbierał, to tym szybciej to poszło.

Wnioski są takie: Nowe HD 800 S dźwięk mają bliżej położony, taki z bliższym pierwszym planem, jak również gładszy. Dobrze to było słychać w przypadku niektórych utworów, kiedy to na HD 800 pojawiało się techniczne szuranie i strzępki na brzmieniowych krawędziach, podczas gdy u tych nowych zupełnie było gładko i z czymś, co czasami nazywam dźwiękiem jak ze szkła stopionego odlanym. Takim szczególnie gładkim i w gładzi tej jednolitym, jak gdyby wodzić ręką po gałce mosiężnej albo czymś podobnego rodzaju. Ale wraz z tą bliżej (chociaż nieznacznie) posadowioną sceną, pojawiało się również to, że dal nie była aż taka, a więc i scena mniejsza. Wciąż duża, nawet bardzo, ale już bez wrażenia bezkresnego ogromu. To brało się z czegoś jeszcze, mianowicie ze słabiej wybrzmiewającego echa. Wyraźnie to się uwidoczniało podczas słuchania muzyki kościelnej albo elektronicznej, gdzie echa i pogłosy u starszych HD 800 mocniej były akcentowane, a wraz z nimi zjawiał się charakterystyczny bezkres odejścia albo szczególne wtórowanie, podczas gdy scena nowych bardziej pozostawała domknięta a pogłosy wyraźnie słabsze. Duża wciąż, nawet wielka, lecz bez zewu pogłosowej dali, tylko taka „tu i teraz mnie dotknij”. Ale w zamian dwa inne atuty dawały słuchaczowi te nowe – lepszą transparencję i lepiej obrobione soprany.

Prawdziwa różnica jest skrywana wewnątrz nausznic. Nowy przetwornik? Nie - dyfuzor!

Prawdziwa różnica jest skrywana wewnątrz nausznic. Nowy przetwornik? Niezupełnie. Nowy absorber? Jak najbardziej!

Obie te rzeczy są ważne, ale że o sopranach już wcześniej była mowa, to najpierw o nich. Ich bardziej dopracowana postać brała się w dużej mierze z wymienionej także gładkości. Właściwie to rzecz szła w obie strony, bo gładź ku gładszym sopranom, a gładsze soprany ku gładzi. Ale jakby tę kolejność ustawiać i komu przyznać pierwszeństwo, cały dźwięk HD 800 S okazywał się po prostu gładszy, a już zwłaszcza soprany. Niczego nie miały z techniczności, która u starszych miewa przy słabszych jakościowo nagraniach postać czegoś w rodzaju dopiero wstępnego oheblowania. Takiego że jest już postać i w zasadzie jest gładko, ale ta gładź jeszcze nie śliska, ostatecznie oszlifowana, tyko minimalnie pod ręką się strzępi i nieco zadziera. A to, kiedy porównywać, okazuje się gorsze, ponieważ nie jest tożsame z chropowatością tekstur, gdyż one są jak tłoczenia a nie zbyt surowa powierzchnia. Również gładkie w odbiorze, albo najwyżej z przyjemnym niczym aksamit meszkiem, a nie zadziorne, nie trące. Poza tym te gładsze soprany u HD 800 S faktycznie słyszalne okazują się lepiej w sensie ilościowym, co daje zarówno wrażenie większej strzelistości, jak i zwiększa sam procentowy udział, przez co dźwięk starych HD 800 staje się całościowo niższy i daje wrażenie pewnego na górze przycięcia, co wraz z tą mniejszą gładkością czyni go bardziej zgrubnym i (uwaga!) mniej interesującym. Nie zawsze wprawdzie, bo te obfitsze z kolei echa, dające odczucie ogromu, potrafią rodzić fascynację, niemniej w przeciętnym repertuarze, gdzie żadnych ech prawie nie ma, wyższa kultura tych nowych bardziej kusi urodą. A bierze się to także z tej drugiej jeszcze rzeczy, wraz z sopranami wspomnianej – z w oczywisty sposób lepszej transparencji. Sprawdzałem ją podwójnie, bo nie tylko z Lebenem, ale także podłączywszy słuchawki do wyjść głośnikowych Audiona. Brum był wówczas słyszalny, ale transparencję ma ten wzmacniacz szczególną, tak więc bez cienia wątpliwości te nowe lepiej uwidaczniają dźwięki jedne spoza drugich i lepszy panuje też u nich na scenie porządek, jak również więcej siłą rzeczy się dzieje, ponieważ więcej widać.

Nowy flagowiec (po lewej) ma dyfuzor z otworem centralnym o mniejszej średnicy i nieco zmienionej geometrii ramion.

Nowy flagowiec (po lewej) ma dyfuzor z otworem centralnym o mniejszej średnicy i nieco zmienionej geometrii ramion.

Wszystko to razem nie jest wprawdzie w pojedynczych aspektach jakieś szczególnie doniosłe, przy czym więcej znaczą od reszty ta gładź oraz wyższa minimalnie w odbiorze tonacja, ale składa się sumarycznie na inne całościowo wrażenie, pod każdym względem lepsze poza ogromem sceny. Dźwięk u tych nowych nie niesie się tak rozlegle w płaszczyźnie horyzontu, tylko bardziej w centrum zostaje i bardziej idzie do góry, co inne rodzi odczucia. Poza tym także wyraźnie jest gładszy, tak więc te nowe scenę wciąż wprawdzie wielką mają, ale wielką inaczej, tak bardziej statycznie, a na niej dźwięk ogładzony, zwłaszcza z lepszą obróbką sopranów; co daje w intuicyjnym odruchu wrażenie pozostawania w obrębie cywilizacji, a nie udawania się na tajemnicze obszary dzikości, gdzie wszystko bardziej jest szorstkie. Czyni to prezentację tych nowych bardziej swojską, a więc siłą rzeczy mniej obcą, potęgując wrażenie bliskości a nie tajemniczej dali.

Z odtwarzaczem

Tu dwie zrobiłem przymiarki – symetryczną tranzystorową i lampową niesymetryczną. Tak żeby wszystko stało się jasne i ostateczne sprawdzone, bo co sobie będziemy żałować. A wraz z tym ulubiona konfiguracja porównań, to znaczy Schiit Ragnarok podpięty symetrycznie i Twin-Head niesymetrycznie.

Na początek uwaga, że Schiit został już dobrze dotarty i zaprezentował się znacznie lepiej niż w poprzednich recenzjach, grając na naprawdę wysokim poziomie. Ale o nim będzie rozprawka oddzielna, a tutaj muszę przedłożyć rzecz przede wszystkim tyczącą słuchawek, która w jego przypadku przybrała dość nieoczekiwany obrót… Chociaż, kiedy lepiej się zastanowić, to właściwie oczekiwany. Chodzi o to, że na tym Schiicie, w moim przynajmniej odczuciu, nieznacznie ciekawiej wypadły te dawniejsze HD 800; jeszcze bez absorbera, czy może z innym absorberem, a już na pewno z tą inną siatką nad przetwornikiem. Ale – i to jest najważniejsze – nie zaszła zmiana jak chodzi o charakter. Nowe HD 800 S wciąż były gładsze i ogólnie takie, jak napisałem powyżej, natomiast zmienił się przy odtwarzaczu styl tych dawniejszych. Ale też bardzo nieznacznie, niemniej w sensie odbiorczym dość jednak zasadniczo, jako że wciąż pozostały bardziej chropawe i z bardziej otwartym dźwiękiem, tyle że w jawny sposób wyższa kultura sygnału podawanego symetrycznie przez Accuphase wyzyskała to jako walor a nie jakąś wadę.

Pora się zapoznać z obowiązującym, referencyjnym brzmieniem Sennheisera (Orpheusa nie liczymy...).

Pora się zapoznać z obowiązującym, referencyjnym brzmieniem Sennheisera (Orpheusa nie liczymy…).

Rzecz można interpretować dwojako, bo ktoś na pewno mógłby szczerze powiedzieć, że te nowe bardziej mu się podobają, ale me subiektywne odczucie nie chciało być inne i tą otwartość wraz z minimalnym szmerem na krawędziach dźwięków brało za coś lepszego. Nie na zasadzie technicznej, bo tutaj lepszości nie było, tylko jako bardziej intrygujący, mocniej działający na wyobraźnię obraz. Taki ciekawszy bardzo nieznacznie i głównie w przypadku wokali, niemniej te głosy ze śladową chrypką jakoś mnie bardziej fascynowały i wydawały się bardziej realne o od gładszych, melodyjniej płynących z tych nowych HD 800 S. Można to zobrazować przywołując jako przykład gładkości głos Franka Sinatry, a takie z chrypką wziąć od Louisa Armstronga czy Charlesa Aznavoura. Ale sam właśnie te z chrypką wolę i może dlatego starsze HD 800 też z Schiitem wolałem, chociaż ich chrypka oraz surowość były naprawdę nieznaczne. Lecz właśnie pod dyktando super sygnału od Accuphase uwodzicielskie i naturalne, a nie cokolwiek niedorobione, jak miało to miejsce przy komputerze.

Odsłuch cd.

Inne słuchawki taż brały udział, ale co tu ukrywać - to starcie jest stricte bratobójcze!

Inne słuchawki taż brały udział, ale co tu ukrywać – to starcie jest stricte bratobójcze!

   A do jakiego stopnia jesteśmy na obszarze relatywizmu, to jeszcze mocniej pokazał za moment Twin-Head, bo z nim z kolei bardziej spodobały mi się te nowe. I znów nie poprzez to, że jakoś lampowy wzmacniacz zmienił brzmieniowe relacje. Także z nim nowe okazały się gładsze i bardziej brzmieniowo domknięte – a więc z dźwiękami o lepiej wyczuwalnych powierzchniach, chociaż bez wyczuwalnego naprężenia. Ale tutaj podziało się coś jeszcze, mianowicie dźwięk nabrał silniej wyczuwalnego swoistego klimatu, który trudno nazwać inaczej niż samym pięknem. Nie umiem tego ubrać w słowa nazywając rzeczy wprost i dokładnie, tak więc odwołam się do porównania. To było trochę tak, jakby zamiast chleba wciąż jeszcze świeżego zabrać się za konsumpcję takiego jeszcze ciepłego, z aromatem dopiero ukończonego wypieku. Albo jakby od podziwiania pięknego obrazu na reprodukcji przejść do oryginału. Wiecie jak to jest – tego samego staje się więcej, to samo zmienia się w mocniejsze, bogatsze. Coś się dołącza, czego nie musimy analizować ani nazywać, bo jest oczywiste w tej swej obecności. Obrazy ożywają, muzyka zaczyna oddychać, melodie bardziej płynąć, a smaki szlachetnieją. I całość staje się przez to piękniejsza, a ty zaczynasz mocniej przeżywać i mocniej się upajać. I właśnie tak się podziało, że to mocniejsze przeżywanie z odtwarzaczem i najlepszym wzmacniaczem stawało się jeszcze silniejsze w tych nowych S, właśnie za sprawą gładkości, większej przejrzystości i lepszej melodyjności. To można tłumaczyć tym, że Twin-Head więcej potrafi i nawet symetryczność Schiita nie wyrównuje rachunków, ale można też tym, że właśnie z Schiitem te mniej ogładzone soprany pracowały szczególnie dobrze, idealnie wstrzeliwując się w sygnał. I to by tłumaczyło, dlaczego słuchawki Sennheiser HD 800 tak różnie są oceniane. Bowiem bardziej od innych do jednych torów pasują a z innymi grać nie chcą, co Schiit właśnie pokazał. Czasami te ich soprany się rozwijają, a lekka surowość pracuje na rzecz realizmu, a czasami soprany się gniotą, a surowość zaczyna trącić brakiem kultury. Ale najgorzej staje się wówczas, gdy dołącza do tego brak szybkości i dynamiki, bo wtedy robi się nudno, a jakiejś zjawiskowej kultury też nie ma. I broń cię Panie Boże…

To wszystko analogiczny trochę jest kłopot jak z tymi nowymi Lambdami od Staxa, tyle że na innej cesze bazujący. Bo tamtym brakuje siły ataku i wypełnienia, a Sennheiserom HD 800 rozwinięcia sopranów i całościowej kultury. Jedne i drugie są zatem trudne dla torów i wybredne, ale jedne i drugie mają wielki potencjał, toteż jak trafisz z sygnałem, to musi być bingo! Odpowiedzią na problemy HD 800 są oczywiście te nowe S, znakujące tym literowym symbolem zamieszkałe w nich samych bardziej rozwinięte soprany i lepszą kulturę dźwięku. Toteż średnio biorąc dużo łatwiej trafić bingo z tymi nowymi, ale sporadycznie może się zdarzyć, że to starsze okażą się lepsze. Mnie w każdym razie się przydarzyło. Niemniej – i to chciałbym zdecydowanie podkreślić – najlepszy, najpiękniejszy dźwięk miały te nowe HD 800 S z Twin-Head, chociaż stare HD 800 symetrycznie złączone z Schiitem też grały rewelacyjnie, w nieco innej manierze. Takiej epatującej ogromem, surowszym pięknem i twardszą realnością, podczas gdy nowe, poganiane czeredą lamp, pokaz dawały najwyższej kultury, najwyższego nasycenia smakiem i piękna nieziemsko aż pięknego.

Sennheiser_HD800S_006_HiFiPhilosophySennheiser_HD800S_009_HiFiPhilosophySennheiser_HD800S_015_HiFiPhilosophySennheiser_HD800S_025_HiFiPhilosophy

 

 

 

 

Tu mała jeszcze uwaga odnośnie tej nieziemskości. Otóż nie bredzę dyrdymałów, jak się zapewne niektórym zdaje, tylko wyobraźcie sobie, że gościcie w domu kogoś obdarzonego pięknym głosem. Takim operowym, szkolonym, wybitnym. To właśnie jest ta różnica. Bo kiedy słuchasz kogoś, kto ładnie ale zwyczajnie śpiewa, to masz zwykły realizm. A gdy słuchasz kogoś takiego (a ja słuchałem), to możecie mi wierzyć, wydaje się niemożliwe, by komuś z gardła płynęły aż tak piękne dźwięki. I to ta właśnie nieziemskość. Ziemska, ale tak rzadka, że aż zdaje się niemożliwa.

Coś jeszcze chciałbym na koniec powiedzieć o tych HD 800 S, tak by uplasować je pomiędzy innymi słuchawkami. To nic nie będzie nowego, bo o tym nowym już powiedziałem, ale warte jest przypomnienia, że mają te słuchawki pewne cechy szczególne. Pierwsza to duże dźwięki, bez żadnej filigranowości i patrzenia jak przez odwróconą lunetę. Front sceny lokuje się blisko a na nim duże postaci, w przypadku dobrego toru odznaczające się imponującym realizmem. To bierze się nie tylko z ich bliskości i postawności oraz czucia ich ciał, ale przede wszystkim z wyjątkowo dobrego odwzorowania artykulacji głosów. Nie tylko zjawiają się żywi ludzie, których można szarpać za rękaw, ale są to zawsze indywidualności a nie jakaś szara, nieinteresująca przeciętność. I chyba właśnie ta cecha w słuchawkach tych okazuje się najcenniejsza.

Sennheiser nie zawiódł - nowe HD800S są pod praktycznie każdym względem lepsze od poprzednika i stawiają kolejny mały krok w dążeniu do (dynamicznej) doskonałości. Polecamy!

Sennheiser nie zawiódł – nowe HD800S są pod wieloma względami lepsze od poprzedniczek. Czasami są inne ale na pewno nie gorsze. I co najważniejsze – nie grymaszą na wzmacniacze tak jak protoplasta.

Pod tym względem są naprawdę wybitne i od razu, wiele lat temu, w pierwszej jeszcze recenzji tych starszych to zauważyłem. Obecność innego szczególnie mają dobrą, a problemem jest tylko, by całą resztę także wybitną uczynić. By te ich (mówię o starszych) mające tendencję do zwijania soprany odpowiednio ożywić, czego nie da się zrobić bez utrafienia we wzmacniacz. Wszakże tych utrafiających całkiem okazuje się sporo, toteż nie ma większego problemu. Niemniej to jest wybrana grupa i jak chcesz się cieszyć ze swoich HD 800, to z niej tylko możesz wybierać. Spośród Schiitów, Lebenów, Bursonów, Bakoonów, EternalArts, ASL – i paru jeszcze innych.

Poza tym są te nowe Sennheiser HD 800 S wybitnym przedstawicielem słuchawek dynamicznych – a więc z twardością powłok, nasyceniem dźwięku i jego masywnością nie ma u nich problemu. Pewien nieznaczny jest z basem, ponieważ wzmacniacze pasujące nie tylko rozwijają soprany, ale również i bas. A potrafi być on potężny i z Schiitem ani Twin-Headem nie miał żadnych problemów w takiej potędze zaistnieć. Duży był, mocny, głęboki, właściwie wypełniony. Ten ze starszych nieco bardziej otwarty, ten z nowych o trochę twardszej i gładszej, bardziej zaznaczonej powierzchni membran. Ale różnica nie była duża.

No i na koniec scena. Wiadomo – wielka i uporządkowana – ale u tych nowych inna, bardziej zwrócona ku słuchaczowi niż od niego odchodząca. I tu może taka uwaga, że w tych nowych przy dobrym wzmacniaczu wrażenia sceniczne są spychane przez bezpośredni realizm. Scena jest ciągle duża, czuć wyraźnie jej szerokość i głębię, ale na porównywanej Audio-Technice i AudioQuest NightHawk bardziej ściągała uwagę, podczas gdy HD 800 S przede wszystkim przykuwały ją do pierwszego planu, zwłaszcza gdy byli tam ludzie.

A my czekamy na marcowy pokaz, który odpowie nam na pytanie, czy w końcu doczekaliśmy się nowego władcy w słuchawkowym uniwersum...

A teraz czekamy na marcowy pokaz, który odpowie na pytanie, czy w końcu doczekaliśmy się nowego władcy w słuchawkowym uniwersum…

Ale nawet sama instrumentacja też bardziej z przodu się działa, pod dyktando tych dużych dźwięków i spektakularnej realności, a nie jakiegoś scenicznego ogromu.

Podsumowanie

Sennheiser_HD800S_006_HiFiPhilosophy   Sennheiser zmodyfikował klasyka, pragnąc tchnąć w niego ducha nowości. Zrobił to specyficznie, bo nie poprzez zupełne zastępstwo, tylko znane z przemysłu samochodowego podrasowanie. Założył nowy spojler, dorzucił szersze, symetryczne oponki, obniżył zawieszenie. Efekt musiał być taki, że się te nowe łatwiej prowadzą, co w przypadku słuchawek oznacza, że lepiej pasują do różnych wzmacniaczy i zwykle ciekawiej się słucha. Bowiem czym u samochodów szybka jazda po łukach, tym u słuchawek soprany, naśladujące pisk opon. Wyrywają z rutyny, skupiając na sobie uwagę. Tak więc podrasowane, dobrze słyszalne soprany, są jedną z gwarancji emocjonującego przejazdu. Przejazdu oczywiście muzycznego. Lecz ważny jest także bas, niczym ryk ogłuszający silnika, a także przyspieszenie, wciskające klienta w fotel. To wszystko jednak, oprócz sopranów, u słuchawek flagowych Sennheisera będzie kwestią wzmacniacza. Co natomiast dzięki tym nowym, to piękniejszy widok za oknem. Bo grają trochę cieplej i odczuwalnie gładziej, a zatem wypiękniająco. Łatwiejsze są, milsze, piękniejsze, a także bardziej czyste. O trochę, niezbyt znacznie, ale łatwo wyczujesz. Niemniej są takie trasy i takie warunki jazdy, że na tych starszych robi się równie ciekawie, a czasem nawet bardziej. I w sumie wszystko się zgadza, bo nowe tak naprawdę jedynie czterysta złotych więcej kosztują, a resztę różnicy stanowi ten symetryczny kabel.

 

W punktach:

Zalety

  • Bardziej przyjazne dla wzmacniaczy.
  • Łatwiejsze do uzyskania najwyższej klasy, w pełni otwarte soprany.
  • Gładszy (w dobrym znaczeniu) dźwięk.
  • Większa klarowność i transparencja.
  • Rewelacyjna jakość wokali.
  • Minimalnie mocniejszy, bardziej skupiony i naprężony bas.
  • Piękniejszy dźwięk w sensie jego niezwykłości i najwyższej kultury.
  • Stonowany a zarazem efektowny wygląd głębokiej czerni ze srebrnymi akcentami.
  • Symetryczny kabel w komplecie.
  • Nowy absorber.

Wady i zastrzeżenia

  • Nie można kupić bez symetrycznego kabla, co powoduje wyższą cenę.
  • Zmiana jest stosunkowo niewielka.

Sprzęt do testu dostarczyła firma:

Aplauz

 

 

 

Strona producenta:

logo_sennheiser

 

 

 

Dane techniczne:

  • Słuchawki dynamiczne o budowie otwartej.
  • Przetwornik o średnicy 56 mm z magnesami neodymowymi.
  • Pasmo przenoszenia: 10 – 41 500 Hz (-3 dB).
  • Złącze Jack 6,3mm lub XLR4 (w zależności od przewodu).
  • THD: 0,02 % (1 kHz, 1 Vrms).
  • Impedancja: 300 Ω.
  • Maksymalna moc sygnału: 500 mW.
  • Poziom ciśnienia akustycznego (SPL): 102 dB (1kHz, 1 Vrms).
  • Waga:  330 g (bez przewodu).
  • Dwa przewody długości 3 m z posrebrzanej miedzi beztlenowej (OFC) w osłonie kevlarowej w komplecie.
  • Cena: 6789 PLN.

 

System:

  • Źródła: PC, Accuphase DP-700.
  • Przetwornik: Phasemation HD-7A192.
  • Wzmacniacze: ASL Twin-Head Mark III, Audion Silver Night PX-25, Leben CS300F, Schiit Ragnarok.
  • Słuchawki: AudioQuest NightHawk, Audio-Technica ATH W1000Z, HiFiMAN HE-6, Sennheiser HD 800 & HD 800S
  • Interkonekty: Harmonix HS-101-Improved RCA, Sulek Audio RCA, Tellurium Q Black Diamond XLR.
Pokaż artykuł z podziałem na strony

32 komentarzy w “Recenzja: Sennheiser HD 800 S

  1. Patryk napisał(a):

    Wow!Bardzo dziekuje za test HD800-S. Bardzo dobra recenzja jak zawsze i porownanie ze srebrnymi HD800 z pana strony, ktora czatalo mi sie bardzo dobrze i przyjemnie. Widze wszystko tak samo jak pan. HD800S sa ogolnie lepszymi sluchawkami,ale dla posiadaczy srebrnych HD800 to dosc drogi interes ,jezeli chodzi o zmiane i przejscie na nowe.
    Sam slucham podlaczonych pod Brystona BHA i jestem bardzo zadowolony. Krolem basu pozostaja dla mnie nadal Audeze-XC (cos wspanialego po prostu)

    Pozdrawiam i jeszcze raz dziekuje za test.

    Patryk.

    1. Tadeusz napisał(a):

      Patryk które masz te Sennki HD800 czy HD800s ?

      1. Patryk napisał(a):

        800-S

  2. fon napisał(a):

    Te ceny to są z kosmosu …jak wyszły HD800 to kosztowały coś koło 3000zł teraz masakra ,dlatego dobrze,że jest taki Audioqest NH dla mnie równie dobre co Sennheiser

    1. Patryk napisał(a):

      Fakt,ze nie sluchalem NH,ale wierzyc mi sie nie chce,ze graja tak samo dobrze jak HD800.Chetnie ich poslucham jak tylko bede mogl.
      Patryk.

      1. fon napisał(a):

        Nh nie grają identycznie jak 800 to trochę inny styl ale równie klasowy i są mega wygodne ,dla mnie 800 mają za duże muszle zachodzące na policzki ,to mnie w nich denerwowało i chyba dlatego ich nie mam

        1. Patryk napisał(a):

          Dla mnie HD800 to najwygodniejsze sluchawki na swiecie.Rozumiem cie, jezeli wchodza na policzki.
          Dzisiaj tak ogolnie to szaleja wszyscy z cenami.Hifiman 1000 to szalenstwo.Pieknie graja i bardzo wygodne,ale jakosc wykonania to zart za te pieniadze.Traca wiele osob dokladnie przez to.

          Jezeli chodzi o dzwiek i cene to FinalAudio Sonorous 6 sa najlepszymi sluchawkami ktorych sluchalem.

          Patryk.

          1. Wiceprezes napisał(a):

            Ja z HD800 mam ogromny problem – jak bym nie poruszył głową to od razu lecą do przodu. Tak bardzo chciałbym je lubić, a nie mogę… Natomiast ergonomia NH to poezja – godziny długie z nimi na uszach spędziłem i nigdy mnie nie zmęczyły. Po prostu cudowne pod tym względem 🙂

            A co do cen, to faktycznie niektórzy księgowi i marketingowcy z dobrze znanych nam firm powinni iść na spacer jakiś, przemyśleć na spokojnie kilka spraw… 😉

  3. Mariusz napisał(a):

    Panie Piotrze czy sluchal pan EternalArts otl rekomenduje pan go do Hd 800 moze napisz pan cos wiecej na ten temat

  4. Piotr Ryka napisał(a):

    Wzmacniacz był na Audio Show w 2014 roku. Jest niewątpliwie wybitny, a najlepszym tego dowodem, że w tym samym 2014 stał w Monachium razem z Orfeuszem. Można było porównać i HD 800 napędzane przez Ethernal Arts nawiązywały równorzędną walkę. Kosztuje niestety 10 tysięcy euro.

  5. Jarek napisał(a):

    Piotr,
    są inne słuchawki, których powinieneś posłuchać. Tak się składa, że mam HD800s, ale mam też Enigmacoustics Dharma D1000 – hybrydowa konstrukcja 🙂
    Bardzo wciągające brzmienie. HD800s grają bardziej liniowo, D1000 są bardziej postawione na fun, ale mają fenomenalną średnicę. To trochę podobny patent brzmieniowy jak w HE1000, gdzie centrum uwagi jest średnica i od niej rozchodzą się pozostałe części pasma. D1000 mają lepszą górę od HE1000 🙂

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Jest mnóstwo słuchawek do posłuchania i ta hybryda też. Na razie mam ustawiony kalendarz zajęć na jakieś trzy tygodnie, a pod koniec lutego – ale to nie jest pewne – być może zjawią się bardzo ciekawe słuchawki. Takie nieobecne w Polsce.

  6. kabak1991 napisał(a):

    Dobra recenzja, pamiętając jak brzmiały tamte stare HD800, mniej więcej można sobie z wizualizować co zostało poprawione, nie wiem czy zabieg opisany dotyczący sceny i układu jej w słuchawkach to zmiana na lepsze czy po prostu zmiana, ale myślę że utemperowanie wysokich tonów powinno wyjść na dobre. Pamiętam jak oglądałem relację pewnego audiofila z USA który zmienił stare HD800 na LCD2. Argumentował to tak że po długim słuchaniu HD800 słychać „ringing” w uszach, a na ociężałych, wypełnionych po brzegi LCD2 tego nie doświadcza. Sam zapamiętałem HD800 jako takie słuchawki których chce się słuchać głośniej i głośniej, to nie jest jak z DT150 które pomimo neutralności angażują, słuchając HD800 ciężko było mi się zaangażować w muzykę, słyszałem za to okazałą doskonałość dźwięków, rozpiętość, klarowność, czystość, rozdzielczość, jednak kiedy na chwilę zacząłem się zastanawiać nad czymś w czasie słuchania, od razu wychodziłem z przekazu. To oczywiście nie przeszkadza temu że technicznie to chyba wciąż najlepsze słuchawki jakie słyszałem. Ale z tym co mam wolę DT150 na dzień dzisiejszy.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Tak jak napisałem – nowe HD 800 są łatwiejsze do słuchania i łatwiejsze dla wzmacniaczy. Ale dotychczasowe z odpowiednim wzmacniaczem są naprawdę rewelacyjne.

      1. kabak1991 napisał(a):

        Nie wątpię. Kolega słuchał ich z AudioReserch CD9 albo 8 jako źródło (tych starych), ponoć rewelacja. Nie pamiętam wzmacniacza niestety, chyba to był BlackPearl naszego kolegi Michała. Potencjał tych słuchawek zauważyłem szybko, wystarczyło dać im inne pliki, lepszej jakości, reagowały natychmiast. One pokazują każdy klocek z osobna w torze od razu. Zastanawiam się gdzie może leżeć kres ich możliwości. Ale wiem jedno, da się z nich wyciągnąć baaardzo dużo, tylko trzeba mieć odpowiednią aparaturę, bardzo często tą najdroższą najwyższych lotów z tego co widzę. Chociaż z moim BlackPearl grały dobrze, a potwornie drogi jak na możliwości to on nie jest. Ciekawią mnie bardzo te HD800 nowe bo stare zapamiętałem własnie jako jedne z najlepszych.

        A takie pytanie do Ciebie Piotrze, wiesz może jak Ultrasone E5 łapią synergię z BP Michała?

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Synergia HD 800 z BP jest średnia. Grają dobrze, ale dalekie to jest od kresu ich możliwości. Nie jest z nim nudno, a to ważne. Ten wzmacniacz był strojony pod Grado, a więc na niską impedancję. I z Grado GS1000 gra rewelacyjnie.

  7. Mariusz napisał(a):

    Piotr najdrozszy wzmacniacz sluchawkowy EternalArts znalazlem za 3500 euro
    http://www.eternalarts.de/en/node/313.html.

    1. Wiceprezes napisał(a):

      Standardowa wersja HPL faktycznie kosztuje 3.500 Euro. Dr Schwabe proponuje również (przynajmniej tak było w 2014) wersję full-upgrade, z wyselekcjonowanymi, rzadkimi komponentami i tylko na specjalne zamówienie. Tak samo jest u Audiona – wzmacniacz PX25 normalnie kosztuje 18 tyś. złotych, ale można też zamówić wersję full za jakieś 40 tys…

  8. Patryk napisał(a):

    Bardzo polecam,naprawde bardzo duo: HD800-S + Bryston BHA-1.
    Sluchawki graja coraz lepiej.Kolega twierdzi, ze dopiero po 150 godz.pokazaly jak wspaniale potrafia zagrac.
    Z mojej strony moge powiedziec, ze w polaczeniu z Brystonem jest fantastycznie.

    Patryk.

    1. Jarek napisał(a):

      Moje HD800s najbardziej mi się podobają z combo Fostexa HP-A8c 🙂 Zwłaszcza wokale w muzyce klasycznej – kapitalna sprawa 🙂

      1. Patryk napisał(a):

        Dzwieku Fostexa HP-A8c nie znam, ale „pilota” zazdroszcze 🙂

      2. Piotr Ryka napisał(a):

        A czemu Fostex a nie Headonic?

        1. Jarek napisał(a):

          Fostex jako combo 😉 Headonic jako wzmacniacz 🙂

          1. Piotr Ryka napisał(a):

            No ale to lepiej grają prosto z Fostexa, czy po Headonicu?

  9. fon napisał(a):

    Jak wypadają NH w porównaniu do HD800s

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Wypadają podobnie jakościowo, ale HD 800S mają bardziej autentycznie brzmiące wokale. Takie mocniej przywołujące obecność.

  10. David_Ames napisał(a):

    Witam. A gdyby miał Pan porównać HD 800s do flagowca AKG, czyli modelu K812 pro (na kablu FAW Noir), według własnego gustu, to które słuchawki by Pan preferował?

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      W recenzji tych AKG zawarte jest porównanie do HD800 jeszcze bez S. Proszę rzucić okiem. Co do takich narzucających się różnic, to AKG grają na mniejszej scenie i są brzmieniowo nieznacznie bardziej drapieżne. Takie bardziej w zwarciu i chropawym dotyku. A Sennheiser bardziej z ogładą, dokładnym formowaniem dźwięków i ukazywaniem ich na szerszych planach; z większym naciskiem na ambience a mniejszym na bezpośredni kontakt. Natomiast co się woli, to już indywidualna sprawa, związana z danym słuchaczem.

  11. TOM napisał(a):

    Mam do Pana pytania dot tych sennheiserow: 1. Czy na poczatek, czyli do momentu zakupu wzmacniacza słuchawkowego, wbudowany wzmacniacz słuchawkowy w Marantz SA 7003 poradzi sobie z tymi sluchawkami?
    2. Czy w/w sluchawki sa solidnie wykonane?
    3. Jaki wzmacniacz słuchawkowy do 6000zl poradzi sobie idealnie z tymi sluchawkami? No i czy tanszy wzmacniacz tez sobie dobrze poradzi?
    4. Domyślam sie, ze do muzyki klasycznej bedzie to dobry wybor?

  12. PIotr Ryka napisał(a):

    Marantz sobie powinien poradzić. Wykonane są bardzo solidnie i są efektowne. Do 6000 PLN zdecydowanie polecam wzmacniacz iCan SE z osobnym wejściowym stopniem lampowym iTube. Do muzyki poważnej będą znakomite. Grają podobnie do prawdziwych głośnikowych kolumn.

  13. Robert napisał(a):

    Lepiej wybrać wersje hd 800 albo z dopiskiem s? Która wersja bardziej nadaje się do muzyki klasycznej i piękna ukazania wokali? W tym pięknej średnicy? Czy raczej Akg k 812 wygrywają na tym polu?

  14. PIotr Ryka napisał(a):

    AKG i Senheiser to równorzędne słuchawki. Proszę zajrzeć do recenzji K812.

    HD 800S są bardziej wybaczające dla wzmacniaczy od HD 800. Nie robią problemów z sopranami, są łagodniejsze. Do HD 800 potrzebny jest lepszy wzmacniacz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy