Recenzja: Schiit Ragnarok

Schiit_Ragnarok_HiFiPhilosophy_001 (2)   Ragnarök to zmierzch bogów, a w sensie językowym zlepek słowny powstały z połączenia słów ragna – bóg i rök – przeznaczenie. W mitologii nordyckiej, do której jak Tolkien firma Schiit nieustająco nawiązuje, objawi się ten zmierzch pod postacią finalnej bitwy z olbrzymami, podczas której spłonie Asgard – niebiańska siedziba, pogasną gwiazdy, a ziemię zaleje morze, z którego wyłoni się Gimlé – oaza szczęścia, pokoju i piękna, należąca jedynie do prawych i dobrych ludzi.

Jak z tego widać, snujący mitologię nordycką i ich słuchacze zmęczeni byli wojowaniem i codziennymi trudami, a podobnie zmęczeni bywają audiofile, znużeni pogonią  za idealnym dźwiękiem. Z powyższego widać też, że Ragnarök nie będzie ostatnim słowem, a będzie nim dopiero Gimlé, którego jeszcze nie ma. Ragnarök jest zaś tylko etapem – zniszczeniem obecnych bogów – natomiast ostateczne szczęście w Gimlé dopiero przed nami.

Nie powiem teraz: Dość wygłupów! – bo co nam w końcu szkodzi? Można czasami się powygłupiać i poudawać Wikingów, co przepadli wraz ze swoimi bogami, odpływając ku przeznaczeniu na długich łodziach i zastąpieni zostali przez urzędasów wyznających poprawność polityczną. Mit męstwa zastąpiony został przymusową pomocą społeczną w oparciu o sądowe wyroki i sprawiedliwość w oparciu o policję, a czy na koniec zapanuje tam, u tych nowych Wikingów, chytrze korzystające z obłudy tej ich poprawności prawo szariatu, to się jeszcze okaże. A nie jest to, tak nawiasem, nawet z czysto audiofilskiego punktu widzenia całkiem obojętne, ponieważ rygorystyczni wyznawcy szariatu – talibowie – zabraniają słuchania muzyki. Fakt ten radziłbym wziąć pod rozwagę, zanim zapanuje w Europie średniowiecze dużo straszniejsze niż to historyczne, katolickie, którym straszą nas twórcy ideologii poprawności – lewacy. Ale póki jeszcze wyznawanie Allacha nie jest obowiązkowe pod karą ścięcia głowy i muzyki wolno słuchać, zainteresujmy się tym Ragnarokiem, co to miał nordyckich bogów pogrążyć.

Dwa słowa pierwej o firmie Schiit. Powstała parę lat temu, jest amerykańska i jest z Kalifornii. Założyli ją Jason Stoddard, pracujący wcześniej dla Sumo, oraz Mike Moffat, pracujący kiedyś dla Thety. Filozofia założycielska była taka, że wyroby mają być ponad normę wysokiej jakości i poniżej normy tanie, a przy tym odporne na zdarzenia losowe i wraz z tym opatrzone pięcioletnią gwarancją. Odnośnie samego dźwięku bazujące zaś na łączeniu brzmieniowego piękna wzmacniaczy lampowych klasy A z mocą i brakiem zniekształceń technologii push-pull, co realizowane być miało za pomocą różnego rodzaju elektronicznych wynalazków – zarówno czysto tranzystorowych, technologię lampową tylko naśladujących, jak i z użyciem lamp w stopniu wejściowym. A był tam też jeszcze jeden wyznacznik, mianowicie słuchawki. Firma Schiit wszystkie swoje wyroby od początku im podporządkowywała, wychodząc z założenia, że czasy „kolumn wielkich jak lodówki” się ostatecznie skończyły i nowego typu audio bazować będzie przede wszystkim na słuchawkach.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

14 komentarzy w “Recenzja: Schiit Ragnarok

  1. Skipper napisał(a):

    Piękna recenzja. Szkoda, że zdjęcia wzmacniacza trzeba wyszukać w sieci, bo na tych umieszczonych w artykule nie widać przedmiotu opisywanego tylko całe otoczenie towarzyszące… a może się czepiam?

    1. Wiceprezes napisał(a):

      Każda konstruktywna uwaga jest cenna. Może czas najwyższy pomyśleć o bardziej sterylnych i analitycznych zdjęciach.

    2. Sławek napisał(a):

      Otóż to. Recenzja fajna, opis nie pozostawia wątpliwości, ale… – zadek Panie Piotrze – zadek trzeba dokładniej sfotografować, bo jeden obraz to więcej niż 1000 słów! Pozdrawiam.

  2. roman napisał(a):

    zalety -Made in USA 😉

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      A to nie jest zaleta? Chyba lepiej, że robią na miejscu, u siebie.

      1. roman napisał(a):

        samo w sobie nie,ale w tym sensie co piszesz to może i tak,chciaż niewielka to zaleta

  3. Piotr Ryka napisał(a):

    Jadę dzisiaj słuchać tego nowego Orfeusza. Oby się tylko któryś z nas wcześniej nie zepsuł.

    1. roman napisał(a):

      podobno nic nadzwyczajnego

      1. Piotr Ryka napisał(a):

        Dzisiaj powinien być opis. Może zdążę.

  4. Hechlok napisał(a):

    Ale „lewacy”? Naprawdę?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      To którzy? Prawacy?

      1. Hechlok napisał(a):

        Lewacy to jakieś dziwaczne określenie, które trudno zinterpretować. Myślę, że dla wielu osób dobrze ubrany mężczyzna, który ma słuchawki za 15 tys to lewak 🙂 a tak w ogóle wciśnięcie lewaka do recenzji wzmacniacza to chyba lekka przesada.

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          O lewakach kiedyś napiszę coś obszerniejszego. Samo pojęcie, tak nawiasem, jest dość dobrze określone. Natomiast co do kwestii wciskania, to znacznie gorsze wydaje mi się wciskanie się lewaków w cudze życia, niż wciskanie ich do jakiejś recenzji.

          PS
          Nie należy mylić lewaków z lewusami. To określenia wprawdzie na siebie zachodzące, ale niezupełnie.

  5. Hechlok napisał(a):

    Zawsze wydawało mi się, że akurat lewacy do życia innych w przeciwieństwie do „prawakow(?)” się nie wtrącają. Proponuję jednak zakończyć ten temat, bo moje doświadczenie w tym zakresie wskazuje, że żadnych sensownych wniosków i tak nie wyciagniemy. Skupmy się lepiej na muzyce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy