Recenzja: Resonus Dictum, Altum i Studio

Odsłuch cd.

Sytuacja na tylnym panelu jest z goła odmienna.

Sytuacja na tylnym panelu jest z goła odmienna.

   Przy okazji pozwoliłem sobie przebadać stereofonię i okazała się całkiem niezła, chociaż nie jakaś szczególna. Wyraźne raczej rozbicie na strony prawo-lewo przy znakomitym obrazowaniu źródeł – tu byłem pod wrażeniem. Natomiast związanie międzykanałowe raczej umiarkowane, że owszem, był środek sceny i dźwięk podtrzymany na całym obszarze, ale bez jakichś zachwytów tego możliwościami. Przy okazji o scenie, skoro do niej doszliśmy. Pierwszy plan ładnie się różnicował w zależności od płyty i mógł być daleki lub bliski. Ale przeważnie bliższy niż dalszy, więc bez problemów z kontaktem. Szerokość obrazu muzycznego normalna, bez wykraczania za ściany, a głębokość na kilka metrów i jak zwykle u monitorów z graniem za linią głośników. Bez wychodzenia w stronę słuchacza, nie mówiąc o jego ogarnianiu, tak więc będziemy na widowni a nie we wnętrzu spektaklu. Sumując można powiedzieć, że scena taka normalna, gdyby nie to ogniskowanie źródeł i sama postać dźwięku. Ogniskowanie okazało się świetne a postać dźwięku przednia; i cały porządek sceniczny też nie zostawiał nic do życzenia.

Odciągnęło nas od środka pasma, ale już wracam do niego. Z tego co napisałem ktoś mógłby wysnuć wniosek, iż ten środek będzie normalny, pozbawiony szczególnych emocji. Raczej gładki, raczej spokojny i się nie narzucający. Ale tu niespodzianka, bo tak wcale nie było. Bo choćby to, że głosy miały chrypki… To oczywiście nie znaczy, że wszyscy mieli grypę i każdy artysta kaszlał, natomiast tak wzbogacony sposób znamionował wysoką klasę. Bardzo byłem zdziwiony, gdy tak się okazało i kilku znanych mi wokalistów o takim sposobie śpiewania nie pojawiło się w uproszczeniu spowodowanym gładkością, tylko odpowiednio chropawo, pomimo że subtelnie. Subtelność to słowo kluczowe dla całej tej muzyki, bo szczegółowość tylko kontekstowa, podobnie jak kontekstowe a nie do wszystkiego dodawane soprany, a także mistrzowsko dozowany pogłos i wcale nie jakiś oszczędny.

Tak, gniazda USB nie ma, ale... da się bez niego żyć. I za pewne jeszcze się kiedyś pojawi.

Dictum gniazda USB nie posiada, ale… da się bez niego żyć. I zapewne jeszcze się kiedyś sytuacja ta się zmieni.

Tak nawiasem pomału dochodzę do wniosku, że pogłos jest parametrem krytycznym, choć dawniej, na początku kariery opisywacza, zupełnie tak nie myślałem. Odpowiednio obecne i odpowiednio zrealizowane pogłosy decydują w stopniu fundamentalnym o całościowym odbiorze. To jest być albo nie być dla odczuwania piękna, dlatego wszelka aparatura obsłużyć ich niezdolna odpada w przedbiegach. Mam kilka wyselekcjonowanych utworów, które z miejsca to pokazują – a jeśli nie pokażą, to adieu wysoka jakość. Tymczasem tutaj pogłosy wybrzmiały znakomicie i znów z zaskoczeniem odkryłem, że wiele droższych (nieraz zdecydowanie) systemów ten aspekt miało słabszy. A jednocześnie ten w sporych dawkach pogłos nigdy nie przechodził w efekty hall i nigdy nie narzucał przesadnie wyrażonego echa. Czuć było wprawdzie ambience i ściany koncertowej sali, ale umiarkowanie a nie dominująco, a więc bez żadnej sztuczności. W ogóle uciekanie przed sztucznością to jest wyznacznik Resonus i muszę przyznać uczciwie, że bardzo mi odpowiadał. Światło, pogłos, szczegóły i sposób artykulacji doskonale pracowały na rzecz naturalnej urody dźwięku. Z dodatkiem powietrza, swobody i dobrej dynamiki, choć oczywiście nie na miarę wielkich kolumn Focala, dawało to wyrafinowanie w całościowym kontekście łatwego i przyjemnego odbioru. I o to twórcom chodziło, jako że jeden z nich napisał mi wprost, że chodziło przede wszystkim o prawdę. Podeprę się cytatem, by w cudzych myślach nie grzebać:

R e s o n u s  i jego aktualne brzmienie wynikło z ciągłego niedosytu, jaki miałem wracając z koncertu na żywo, kiedy po puszczeniu płyty okazywało się, że czar muzyki uleciał. Podejrzewałem, że to zniknięcie nie jest związane tylko z jakością użytych komponentów, ale również zawarte w jakimś aspekcie brzmienia, na które nasz mózg reaguje jak na narkotyk. Trochę jak alchemik, obecnie już wiem mniej więcej gdzie tego szukać. Każde z urządzeń było budowane w myśl tej samej idei. Po pierwsze istotne były możliwości dynamiczne oraz analogowe brzmienie wyrażane bardziej bogactwem transjentów niż nadmiernym kontrastowaniem pasma. Chodziło o uzyskanie jednorodnej faktury dźwięku, bardziej nawet niż o dążenie do wyrazistości brzmienia, która ładnie się prezentuje ale stwarza ryzyko odejścia od naturalności.

No właśnie, naturalność. Wyraźnie o to chodzi, a nie o popisy i o ostre przyprawy. W efekcie brzmienie jest efektowne a całkiem bez agresji. Z mniejszym akcentem na atak a większym na płynność brzmienia. A przy okazji dołącza znakomita intymność i mimowolnie narzucana obecność wykonawców. Bez kontrastów, pogłębiania ani mocnych akcentów, tylko z subtelną biegłością i w sposób oczywisty. Te naturalne postaci pojawiają się w normalnych plenerach, to znaczy bez tła czerni, czy w jakim przedobrzeniu.

A co potrafi brzmieniowo system marki Resonus. Zaskakiwać. Siłą spokoju i naturalności, którą ciężko spotkać w tranzystorowym świecie.

A co potrafi brzmieniowo system marki Resonus? Zaskakiwać. Siłą spokoju i naturalności, którą ciężko spotkać w tranzystorowym świecie.

Tutaj tego nie będzie, bo tła są bardziej z powietrza i światła a postaci naturalnej wielkości. Nie jak na olejnych portretach tylko w prawdziwym pejzażu; i nie w powiększeniu czy przybliżeniu, tylko tak w perspektywie. To też jest ujmujące w swym odejściu od sztuczności; bo można wprawdzie woleć tła bardziej eksponujące postać i obecność bardziej dosadną, ale tak jest prawdziwiej i to bez wątpliwości.

Wybrzmienia okazały się średnio długie przy dobrej artykulacji, ze średnim względem najlepszych nasyceniem indywidualnością. Ale tu znów dało znać o sobie okablowanie, zwłaszcza te kable głośnikowe, a już szczególnie Entreqa, przy których indywidualizm był bardzo dojmujący. Analogicznie aspekt emocjonalny, też świetnie wyrażany – aż po ciarki na skórze. Bez lampowej słodyczy głosów i lampowego pogłębiania sam naturalizm wystarczał, by stawało się piękne.

Na koniec słowo o wypełnianiu przestrzeni. System poradził sobie z moimi dwudziestoma sześcioma metrami, z tym że w miarę podnoszenia głośności dźwięk propagował na głębię a nie szedł w stronę słuchacza. Nie było też całościowego wrażenia potęgi, nawet przy dużej głośności, niemniej wrażenie bycia na koncercie było całkiem realne. Tak bardziej w ujęciu perspektywicznym a nie pod ciśnieniem naporu, lecz z dobrym zanurzeniem w spektakl, zwłaszcza przez tą bezdyskusyjną obecność.

Na finał jeszcze dodatek o dołączonym okablowaniu, bo system przyszedł z własnym interkonektem i własnym kablem koaksjalnym, sygnowanymi przez Opus Audio. Można go z nim kupować i wtedy w pakiecie wyjdzie taniej, za wszystko razem plus (tego nie miałem) 4-metrowy kabel głośnikowy Jentzena, równe piętnaście tysięcy. Kable są dobrej jakości i całkiem wystarczające dla zaawansowanego słuchania. Nie mogły wprawdzie dorównać cyfrowemu Tellurium ani interkonektom Nordosta czy Sulka, ale w każdym aspekcie okazały się ustępować nieznacznie, dając poczucie satysfakcji. Tym bardziej, że drogie nie są i brzmieniowo dobrze dopasowane.

Oby więcej takich za tak niewiele. Rekomendacja!

Oby więcej takich za tak niewiele. Rekomendacja!

Podobnie jak cały system nie dążą do przesady, pogłębiania, rysowania mocnych kontrastów ani podkreślania szczegółów. Grają spójnie, spokojnie, analogowo, w atmosferze bardziej dziennej niż nocnej. Oferują dobrą muzykalność, taką samą dynamikę i mocno zawsze wyrażający się walor emocjonalny.

 

 

 

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

12 komentarzy w “Recenzja: Resonus Dictum, Altum i Studio

  1. PIotr Ryka napisał(a):

    Przepraszam za brak zdjęć pilota i wnętrza urządzeń. Postaram się to naprawić.

  2. manio napisał(a):

    Piotrze,
    „dostajemy muzykę naturalnie bogatą i obfitą w niuanse. W wyrafinowane smaki, w subtelne przejścia kolorystyczne i poetycką grę świateł. Muzykę dla koneserów, chociaż oczywiście nie tylko, lecz w każdym razie taką, której daleko do brutalności.”

    tak w krótkich żołnierskich słowach – polecił byś ten zestaw dla ludzi słuchających muzy z nieaudiofilskich płyt typu rap,techno,euro dance itp.,rock,metal… ?
    bo tu i pulsujący syntetyczny bas zabijający wszelakie stworzenie, i kakofonia gitar i bębnów w obłąkańczym tempie , i realizacje trudniejsze i gęste jak budyń a nie jak wata cukrowa czy
    pianka z miksera …

    że „dziewczynę z gitarą” albo kwartet smyczkowy czy trio jazzowe to super zagra to mnie przekonałeś … a co z resztą ? odlot czy rozczarowanie ?

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Ani odlot, ani rozczarowanie. Słowo „odlot” zostawiam na okoliczność systemów najwyższych lotów. Odlot, to dają dobrze napędzane Raidho albo Avantgarde. Ewentualnie pan Fredricksen 🙂

      Resonus to system rzetelny, dużo potrafiący. Nie wyprodukuje tektonicznego basu i nie jakieś imponujące pod względem trójwymiarowości soprany, ale zgrabnie przeskakuje nad trudnościami w nagraniowym materiale, unika zniekształceń i w spokojnym, naturalnym stylu elegancko płynie przez muzykę. Można się więc cieszyć tą jego naturalnością i naprawdę dużymi umiejętnościami, które pokazuje z odpowiednim okablowaniem, natomiast najwyższej klasy systemu za kilkaset tysięcy w pełni nie zastąpi, bo to niemożliwe. Niemniej to aparatura dla zaawansowanego słuchacza, dobrze znającego błędy ciążące na średniej klasy sprzęcie hi-fi i chwyty, jakich się używa, by je maskować. Tu takich chwytów nie ma, a błędów jest mało i są niewielkie.

      1. manio napisał(a):

        dzięki …

  3. Michał napisał(a):

    Miałem przyjemność posłuchać tego systemu. Rzeczywiście w tym przedziale cenowym, prawdopodobnie trudno będzie dostać coś równie dobrze grającego.

  4. Tomasz napisał(a):

    Witam. Słuchałem tego systemu u mojego znajomego. Byłem bardzo ciekaw. Na co dzień gram na Naimie. Uderzyła mnie niesamowita przyjemność z grania. Drugi i trzeci plan. Nie to, że nie mam tego z Naima ale chodzi o cenę. U mnie Naim połączony jest z Vienna Acoustics Mozart Grand. Daje to wiele frajdy. Resonus jest nie tylko zaokrąglony. Jest też bardzo szczegółowy. Fajna scena wszerz i za kolumnami. Fantastycznie brzmiał Miles Davis potem Patricia Barber i Tomasz Stańko. Delikatność połączona z realizmem. Trąbka była taka naturalna wręcz fizjologiczna. Klasyka – słynna serenada numer 13 Eine Kleine Nachtmusik. Bajka ! I wreszcie stare poczciwe Deep Purple. Nie słuchałem elektroniki bo jakoś jej nie lubię ale znajomy jest fanem Kraftwerku i twierdzi, że jest super. Słucha też Aphex Twin czy jakoś tak. Według mnie największą wadą tego systemu jest to, że jest za tani. Rasowi audiofile nie zwrócą na niego uwagi a szkoda.

    Tomek

  5. Arti napisał(a):

    Czy jakies dane pomiarow mozna prosic?
    Zwlaszcza charakterystyke czestotliwosciowa kolumn i ich skutecznosc. Oraz wykres modulu impendancji.

    A w przypadku wzmacniacza takie rzeczy jak moc sinus w stereo oraz odstep od szumu, dynamika, wspolczynnik tlumienia, THDN, pasmo przenoszenia i harmoniczne.
    O najwazniejszym parametrze we wzmacniaczu czyli o predkosci narastania napiecia juz nawet nie wspomne bo to malo kto podaje z producentow co juz w ogole jest paranoja. Podobnie z wydajnoscia w amperach (wraz z podawaniem jak dlugo trwa).
    Dlaczego nikt nie podaje takich rzeczy?
    To jest jakas zmowa czy o co chodzi?
    Ja jestem nauczony ze jak producent czegos nie podaje to………poprostu sie tego wstydzi – a wtedy mi sie lampka zapal „bubel” i sie robie podejrzliwy

    Wiadomo ze producenci ‚klamia’ i tylko nieliczni maja juz taka renome w tej kwestii ze mozna im zaufac (accuphase). Resonus dopiero co zaczal budowac swoja marke wiec rozsadek nakazuje im nieufac i sprawdzic to samemu.
    Tym bardziej ze NAWET na ich stronie tego w ogole nie ma. To nawet sobie klient nie moze porownac tego z inna konstrukcja co jest troche nie fair i troche niepokojace.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Tu jest kontakt do firmy Resonus:

      http://resonus.pl/kontakt/

      Podają swój adres, mail i telefon. Nie widzę więc problemu ze znalezieniem odpowiedzi u źródła.

      1. Arti napisał(a):

        1. nie odpowiadaja na mejla

        2. zapytac sie producenta? To tak jakby zapytac sie Volkswagena o spalanie. Wiadomo ze producenci klamia (gratuluje kapilazmowi tak ogolnie) i tylko uczciwy pomiar faktycznych parametrow sie liczy, a to co jest napisane na www czy w instrukcji obslugi to mozna miedzy bajki sobie wsadzic (wyjatek to pewnie Accuphase ktory ma parametry ‚Guaranteed’).

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Ten serwis nie prowadzi pomiarów. Jeżeli są komuś niezbędne do słuchania (mnie nie są), to pewnie można egzemplarz wzmacniacza pożyczyć i pomiar jakiemuś laboratorium zlecić. Tak samo jak można zmierzyć luminację ekranu telewizora, gdyby ktoś na oko nie był w stanie ocenić, czy obraz ma dobry.

          1. Arti napisał(a):

            No to szkoda ze nie prowadzi.

            Czesc czytajacych na pewno sie sugeruje rowniez pomiarami – ktore mozna potem rowniez wykorzystac do porownania sprzetow miedzy soba i to wszystko zrelatywizowac.
            Porownania takie natomiast, na bazie subiektywnych opinii testera sa niemozliwe. Jeden czlowiek potrzebuje mocy na impulsie, drugi potrzebuje dynamiki a trzeci jeszcze co innego. Dzieki pomiarom moze w zdecydowanie latwiejszy sposob zawezic wybor do 2-3 faworytow i potem je zoba juz porownac w celu wylonienia zwyciezcy. Bez pomarow…..o wiele trudniej.

            Inna wazna rzecza przy prowadzeniu pomiarow jest…..sprawdzenie prawdomownosci producenta. To sie potem przeklada na jakosc sprzetu. Im wartosci sa bardziej zbiezne tym bardziej mozna zaufac takiej firmie i powiedziec ze wie co robi/sprzedaje. A tak….nici.

          2. Piotr Ryka napisał(a):

            Uwaga byłaby trafna, gdyby na bazie pomiarów faktycznie dało się powiedzieć coś istotnego o brzmieniu. Wielu, zwłaszcza początkujących audiofili, jest tego zdania, sam mam dokładnie przeciwne. Dlaczego, tego niedawno pojawił się dobry przykład, w postaci opinii Tylla Hertsensa o słuchawkach Sony MDR-Z1R. Tyll prowadzi pomiary i publikuje je z dumą. Jednakże te pomiary ani trochę go nie ustrzegły przed durną całkiem opinią, że to słuchawki słabe.

            Pomiary mogą być pomocne – mogą wykrywać duże błędy. Są jednak zbyt prymitywne, by dało się z nich wysnuć wnioski inne niż zgrubne. Między innymi dlatego, że według firmy AKG na nasz słuchowy obraz świata składają się częstotliwości dźwięku do 2 GHz włącznie. Proszę zestawić to z publikowanymi pomiarami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy