Recenzja: Resonus Dictum, Altum i Studio

Odsłuch

Pora na dalszą część programu, czyli dedykowaną elektronikę nowej marki.

Pora na dalszą część programu, czyli dedykowaną elektronikę nowej marki.

   Zacząć muszę od didaskaliów, ale są bardzo istotne. Przede wszystkim od tego, że opis dotyczy kompletu, to znaczy gry tylko poprzez własny przetwornik a nie z jego pomijaniem. Bo owszem, sprawdziłem jak gra wzmacniacz Altum zasilany wprost z Accuphase – i grał cieplej a także głębiej oraz całościowo na wyższym poziomie – ale różnica była duża tylko pod względem ceny. Dziesięciokrotna nominalnie (licząc koszt przetwornika), więc nie ma o czym mówić, a właściwie można powiedzieć, że przetwornik Resonus Dictum wypadł nadspodziewanie dobrze i mocno nie odstawał. Grał stylowo, plastycznie, nastrojowo i z atmosferą. Muzykalnie i elegancko, smacznie i w pastelowych barwach. Natomiast co jeszcze było ważne w sensie użytkowo praktycznym, to rodzaj okablowania. Już kabel koaksjalny pokazał duże różnice, a z wypróbowanych kilku najlepiej wypadł Tellurium Q Black. Najmocniej nasycał barwy, oferując najefektowniejszy światłocień, a jednocześnie brzmienie pogłębiał, zachowując, a nawet podkreślając, rozdzielczość. Przez przypadek tak się złożyło, że słuchałem systemu Resonusa z różnymi kablami głośnikowymi jeszcze przed odsłuchem badawczym, a potem sam odsłuch odbył  się przy udziale innych i z finalnym powrotem do kilku wcześniejszych. To dało wiedzę przekrojową i bardzo istotną, że system na okablowanie, a już szczególnie to głośnikowe, szalenie jest wrażliwy. Zupełnie tak samo jak system oparty o LST i na słuchawkach Stax SR-009, aczkolwiek nie identycznie. Do tamtego bowiem okazały się nie pasować kable głośnikowe Entreq Konstantin, a do systemu Resonusa pasowały wybornie. Wcale z nim nie gubiły basu, o co w przypadku tamtego najbardziej chodziło. A mają te kable dwie zalety z gatunku bardzo ważkich: tanie są jak boćwina i realistyczne do głębi. Są już u mnie od dawna, a recenzji nie napisałem, co z mej strony jest podłością i trzeba to będzie naprawić. W ogóle się kroi cała galeria recenzji kabli głośnikowych, bo zebrała ich się ich czereda i wszystkie niecierpliwie czekają. Te kable, co wie każdy audiofil, są z kabli najważniejsze, najbardziej wpływające, co system Resonusa szczególnie dobitnie potwierdził. Brawurowo grał z Entreqami i bardzo dobrze z Siltechem, a dla odmiany z Nordostem ciekawie lecz nie bez błędów.

Ductus i Altum dzielą tą samą, bardzo prostą obudową, co nie co utrudnia ich rozróżnienie.

Ductus i Altum dzielą tą samą, bardzo prostą obudową, co nieco utrudnia ich rozróżnienie.

Dlaczego tak się działo, nie jest trudne do wyjaśnienia i znajduje wytłumaczenie już w materiałach źródłowych. Sami twórcy przyznają. że nie szło im o popisy i nie o narzucanie stylu, tylko o jak największą szczerość i jak największą prawdę. Tak więc system nie gra tłustym dźwiękiem w bijącym po oczach technikolorze, nie ma podrasowanego basu i nie akcentuje sopranów Nie kusi też sztucznym pogłębianiem czy przesadnie mocnym kontrastem i względem pocztówkowej tandety stanowi przeciwieństwo. Stara się grać naturalnie, spójnie i bez efekciarstwa – a można go w tym kontekście odnieść do opisywanych niedawno Focali, w czym pomoże rodeo. Bo jazda na flagowych Focalach jest niczym ujeżdżanie byka, że trzeba naprawdę sztuki, żeby na mordę nie spaść. Wyskoki są gigantyczne i wielka masa mięśniowa, natomiast chęć współpracy zerowa i w efekcie galopada szalona. Dlatego się je długo oswaja i mocno się trzeba napocić, a w porównaniu do tego jazda na systemie Resonus jest jazdą na normalnym wierzchowcu. Wsiada się i się jedzie bez żadnych komplikacji, pod jednym wszakże warunkiem, że dobrze się okabluje. Uprząż z okablowania (jak udowodnił Entreq) wcale nie musi być droga, natomiast musi pasować. Powinna dać wypełnienie i nie zjeść skrajów pasma, a wówczas będzie przyjemnie, co już z przyjemnością przedkładam.

Pierwsza zaraz przyjemność, to kontrola nad sopranami. Łączą bowiem dwie cechy nawzajem przeciwstawne. Z jednej strony są nieagresywne i zawsze łatwo się słucha, a z drugiej nie wycofane, toteż ich nie brakuje. Nie ma nudy ani dzikości, tylko sama czysta przyjemność; taka zatrącająca o artyzm i prawdziwe wyrafinowanie. Powściągliwie raczej, statecznie i bez żadnych szaleństw, ale z otwartością i przede wszystkim elegancją, że wiesz, iż to dobrze zrobione. Łączy się to nierozerwalnie z panowaniem nad światłem, które w zależności od kabli może być kremowo-szare, subtelne; albo mocniejsze, kontrastowe i z jawnym światłocieniem, ale nigdy przedobrzone i nigdy nie jakieś ciemne. – Albo delikatne i impresyjne, albo normalne, naturalne z dodatkiem wycieniowania, lecz nigdy aż w jakieś w mroki. Nie gra to zatem ciemno i nie ma głupiego sopranowego cykania, co często możemy spotkać jako chwyt pod publiczkę; i zawsze znajdą się tacy, którym to się podoba. Lecz tak nie wygląda muzyka, a jeśli nawet cyka, to w sposób tak złożony, że tylko naprawdę droga aparatura może to naśladować. Natomiast zwyczajne bum-cyk-cyk, to ja uprzejmie dziękuję.

O różnicach od frontu informuje dość enigmatycznie jedynie dość oszczędny wyświetlacz.

O różnicach od frontu informuje dość enigmatycznie jedynie oszczędny wyświetlacz.

Tradycyjnie przeskoczmy na drugą stronę, czyli w rewir basowy. On jest od sopranów w tym wypadku trudniejszy, bo kable bas mogą zgubić. Takie coś oczywiście jest nie do przyjęcia i takie kable się nie nadają, a jedne z próbowanych, i to w dodatku drogie, tak właśnie się zachowały. Inne, także nie tanie, postąpiły dosyć podobnie, natomiast trzy pary pozostałych z basem nie miały problemów. I wtedy tan bas okazał się być całkiem w porządku – rozdzielczy, mocny i świetny akustycznie. Oczywiście nie na miarę wielkich głośników od wielkich podłogówek, ale bez odczucia słabości i jak najbardziej bez uwag. Miał cios i także pomruk, jak również świetny rezonans, toteż obrazowanie bębnów nie stwarzało trudności. I to pomimo grania nie w ciemnym sosie i super esencjalnie, a w takich przecież warunkach trudniej o ekscytacje basem. A jednak dało się ekscytować i sam się ekscytowałem. Bez najniższego zejścia ale też bez wyczuwalnej słabości. Dobre bębny, zarówno pod względem szybkości i mocy, jak i w obrazie akustycznym.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

12 komentarzy w “Recenzja: Resonus Dictum, Altum i Studio

  1. PIotr Ryka napisał(a):

    Przepraszam za brak zdjęć pilota i wnętrza urządzeń. Postaram się to naprawić.

  2. manio napisał(a):

    Piotrze,
    „dostajemy muzykę naturalnie bogatą i obfitą w niuanse. W wyrafinowane smaki, w subtelne przejścia kolorystyczne i poetycką grę świateł. Muzykę dla koneserów, chociaż oczywiście nie tylko, lecz w każdym razie taką, której daleko do brutalności.”

    tak w krótkich żołnierskich słowach – polecił byś ten zestaw dla ludzi słuchających muzy z nieaudiofilskich płyt typu rap,techno,euro dance itp.,rock,metal… ?
    bo tu i pulsujący syntetyczny bas zabijający wszelakie stworzenie, i kakofonia gitar i bębnów w obłąkańczym tempie , i realizacje trudniejsze i gęste jak budyń a nie jak wata cukrowa czy
    pianka z miksera …

    że „dziewczynę z gitarą” albo kwartet smyczkowy czy trio jazzowe to super zagra to mnie przekonałeś … a co z resztą ? odlot czy rozczarowanie ?

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Ani odlot, ani rozczarowanie. Słowo „odlot” zostawiam na okoliczność systemów najwyższych lotów. Odlot, to dają dobrze napędzane Raidho albo Avantgarde. Ewentualnie pan Fredricksen 🙂

      Resonus to system rzetelny, dużo potrafiący. Nie wyprodukuje tektonicznego basu i nie jakieś imponujące pod względem trójwymiarowości soprany, ale zgrabnie przeskakuje nad trudnościami w nagraniowym materiale, unika zniekształceń i w spokojnym, naturalnym stylu elegancko płynie przez muzykę. Można się więc cieszyć tą jego naturalnością i naprawdę dużymi umiejętnościami, które pokazuje z odpowiednim okablowaniem, natomiast najwyższej klasy systemu za kilkaset tysięcy w pełni nie zastąpi, bo to niemożliwe. Niemniej to aparatura dla zaawansowanego słuchacza, dobrze znającego błędy ciążące na średniej klasy sprzęcie hi-fi i chwyty, jakich się używa, by je maskować. Tu takich chwytów nie ma, a błędów jest mało i są niewielkie.

      1. manio napisał(a):

        dzięki …

  3. Michał napisał(a):

    Miałem przyjemność posłuchać tego systemu. Rzeczywiście w tym przedziale cenowym, prawdopodobnie trudno będzie dostać coś równie dobrze grającego.

  4. Tomasz napisał(a):

    Witam. Słuchałem tego systemu u mojego znajomego. Byłem bardzo ciekaw. Na co dzień gram na Naimie. Uderzyła mnie niesamowita przyjemność z grania. Drugi i trzeci plan. Nie to, że nie mam tego z Naima ale chodzi o cenę. U mnie Naim połączony jest z Vienna Acoustics Mozart Grand. Daje to wiele frajdy. Resonus jest nie tylko zaokrąglony. Jest też bardzo szczegółowy. Fajna scena wszerz i za kolumnami. Fantastycznie brzmiał Miles Davis potem Patricia Barber i Tomasz Stańko. Delikatność połączona z realizmem. Trąbka była taka naturalna wręcz fizjologiczna. Klasyka – słynna serenada numer 13 Eine Kleine Nachtmusik. Bajka ! I wreszcie stare poczciwe Deep Purple. Nie słuchałem elektroniki bo jakoś jej nie lubię ale znajomy jest fanem Kraftwerku i twierdzi, że jest super. Słucha też Aphex Twin czy jakoś tak. Według mnie największą wadą tego systemu jest to, że jest za tani. Rasowi audiofile nie zwrócą na niego uwagi a szkoda.

    Tomek

  5. Arti napisał(a):

    Czy jakies dane pomiarow mozna prosic?
    Zwlaszcza charakterystyke czestotliwosciowa kolumn i ich skutecznosc. Oraz wykres modulu impendancji.

    A w przypadku wzmacniacza takie rzeczy jak moc sinus w stereo oraz odstep od szumu, dynamika, wspolczynnik tlumienia, THDN, pasmo przenoszenia i harmoniczne.
    O najwazniejszym parametrze we wzmacniaczu czyli o predkosci narastania napiecia juz nawet nie wspomne bo to malo kto podaje z producentow co juz w ogole jest paranoja. Podobnie z wydajnoscia w amperach (wraz z podawaniem jak dlugo trwa).
    Dlaczego nikt nie podaje takich rzeczy?
    To jest jakas zmowa czy o co chodzi?
    Ja jestem nauczony ze jak producent czegos nie podaje to………poprostu sie tego wstydzi – a wtedy mi sie lampka zapal „bubel” i sie robie podejrzliwy

    Wiadomo ze producenci ‚klamia’ i tylko nieliczni maja juz taka renome w tej kwestii ze mozna im zaufac (accuphase). Resonus dopiero co zaczal budowac swoja marke wiec rozsadek nakazuje im nieufac i sprawdzic to samemu.
    Tym bardziej ze NAWET na ich stronie tego w ogole nie ma. To nawet sobie klient nie moze porownac tego z inna konstrukcja co jest troche nie fair i troche niepokojace.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Tu jest kontakt do firmy Resonus:

      http://resonus.pl/kontakt/

      Podają swój adres, mail i telefon. Nie widzę więc problemu ze znalezieniem odpowiedzi u źródła.

      1. Arti napisał(a):

        1. nie odpowiadaja na mejla

        2. zapytac sie producenta? To tak jakby zapytac sie Volkswagena o spalanie. Wiadomo ze producenci klamia (gratuluje kapilazmowi tak ogolnie) i tylko uczciwy pomiar faktycznych parametrow sie liczy, a to co jest napisane na www czy w instrukcji obslugi to mozna miedzy bajki sobie wsadzic (wyjatek to pewnie Accuphase ktory ma parametry ‚Guaranteed’).

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Ten serwis nie prowadzi pomiarów. Jeżeli są komuś niezbędne do słuchania (mnie nie są), to pewnie można egzemplarz wzmacniacza pożyczyć i pomiar jakiemuś laboratorium zlecić. Tak samo jak można zmierzyć luminację ekranu telewizora, gdyby ktoś na oko nie był w stanie ocenić, czy obraz ma dobry.

          1. Arti napisał(a):

            No to szkoda ze nie prowadzi.

            Czesc czytajacych na pewno sie sugeruje rowniez pomiarami – ktore mozna potem rowniez wykorzystac do porownania sprzetow miedzy soba i to wszystko zrelatywizowac.
            Porownania takie natomiast, na bazie subiektywnych opinii testera sa niemozliwe. Jeden czlowiek potrzebuje mocy na impulsie, drugi potrzebuje dynamiki a trzeci jeszcze co innego. Dzieki pomiarom moze w zdecydowanie latwiejszy sposob zawezic wybor do 2-3 faworytow i potem je zoba juz porownac w celu wylonienia zwyciezcy. Bez pomarow…..o wiele trudniej.

            Inna wazna rzecza przy prowadzeniu pomiarow jest…..sprawdzenie prawdomownosci producenta. To sie potem przeklada na jakosc sprzetu. Im wartosci sa bardziej zbiezne tym bardziej mozna zaufac takiej firmie i powiedziec ze wie co robi/sprzedaje. A tak….nici.

          2. Piotr Ryka napisał(a):

            Uwaga byłaby trafna, gdyby na bazie pomiarów faktycznie dało się powiedzieć coś istotnego o brzmieniu. Wielu, zwłaszcza początkujących audiofili, jest tego zdania, sam mam dokładnie przeciwne. Dlaczego, tego niedawno pojawił się dobry przykład, w postaci opinii Tylla Hertsensa o słuchawkach Sony MDR-Z1R. Tyll prowadzi pomiary i publikuje je z dumą. Jednakże te pomiary ani trochę go nie ustrzegły przed durną całkiem opinią, że to słuchawki słabe.

            Pomiary mogą być pomocne – mogą wykrywać duże błędy. Są jednak zbyt prymitywne, by dało się z nich wysnuć wnioski inne niż zgrubne. Między innymi dlatego, że według firmy AKG na nasz słuchowy obraz świata składają się częstotliwości dźwięku do 2 GHz włącznie. Proszę zestawić to z publikowanymi pomiarami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy