Recenzja: PhaSt Headphone SE

Phast_HEADPHONE_SE_004_HiFiPhilosophy   O firmie Phast, a w pełnym brzmieniu Phase Style Ltd., do powiedzenie jest niezbyt wiele, bo tyle, że pochodzi ze Lwowa i powstała w 1998 roku, a zajmuje się urządzeniami lampowymi. Przedwzmacniaczami, wzmacniaczami, monoblokami, przetwornikami, przedwzmacniaczami gramofonowymi i wzmacniaczami słuchawkowymi. Dorzucić mogę, że z jej załogą spotkałem się na ostatnim AVS, ale rozmowa była krótka, w natłoku toczących się równolegle zdarzeń pośpiesznie ze zdań paru złożona, ale przepleciona tym najważniejszym – słuchaniem zarówno toru głośnikowego, jak i słuchawek. Niewykluczone, że do urządzeń głośnikowych Phasta kiedyś wrócę, gdyż niewątpliwie są godne recenzji. I może nawet dość prędko, ale teraz rzecz będzie o słuchawkach.

Najpierw wspomnę jednak o jednej jeszcze rzeczy. Powstanie firmy Phast w 1998 roku jest chyba znaczące. Wówczas bowiem na Zachodzie powrót do lampowości  stawał się przesądzony i coraz większego nabierał rozpędu, a jednocześnie na Wschodzie lampy nigdy nie wyszły z użycia, toteż byli tam ludzie na nich się dobrze i od dawna znający, nie potrzebujący uczyć się wszystkiego od nowa. I to właśnie może być pierwszym, najważniejszym wytłumaczeniem, dlaczego urządzenia lampowe Phast tak są wybitne.

I jeszcze jedna uwaga wstępna, taka bardziej praktyczna. Phast nie udaje, że jego gotowe wyroby zostały zapięte na ostatni guzik i niczego nie da się w nich ulepszyć. A jeszcze ważniejsze jest to, że nie stosuje przy tym polityki często spotykanej u innych, którzy oferując wersję podstawową za każde udoskonalenie – na przykład lepsze lampy, transformatory czy kondensatory – każą sobie słono dopłacać i w efekcie urządzenie, jak to mawia się w gwarze „full-wypas”, kosztuje trzy razy drożej. Tu polityka wygląda inaczej, to znaczy: „Sam sobie kup lepsze coś do swojego wzmacniacza, a my ci to bez dopłaty zamontujemy”. Bo przecież nic więcej to nas nie kosztuje, a ty będziesz miał pewność, że nikt cię nie naciągnął i nie kazał zapłacić ekstra za tą samą robotę tylko dlatego, że montowano droższe podzespoły. Ale oczywiście można wziąć od Phasta gotowy i tylko przez nich przygotowany wyrób, taki jak ten teraz recenzowany, albo im samym zlecić zdobycie lepszych podzespołów. Możliwe są dowolne podejścia.

Phase Style Ltd.

Phase Style Ltd. team.

Wróćmy teraz do słuchawek. O mały włos bym je przeoczył – to znaczy słuchawki i wzmacniacz do nich w pokoju Phasta, bowiem nie stały wyeksponowane, tylko skromnie z tyłu pod ścianą. Ale słuchając głośników usłyszałem coś z tyłu, a to właśnie grały cichutko słuchawki położone koło wzmacniacza. Tak więc łyknąwszy haust głośnikowego grania przysiadłem się do słuchawek, a koło nich, jak się okazało, siedziała załoga produkująca ten sprzęt. Rzuciłem uchem i zaraz mi się spodobało, toteż rzekę, że chciałbym przetestować, co wywołało entuzjazm. Przemili ludzie od razu byli na tak i bez żadnych dąsów pośpieszyli z pomocą, a miło rozmawiać z kimś takim, a nie tymi co robią łaskę że żyją i że się raczą odezwać. (A takich na AVS też spotkać można.) Zaraz więc dostałem firmowe foldery i okazało się, że jest w trakcie dogadywania polski dystrybutor, od którego wzmacniacz powinien przyjechać. Umówiliśmy się na za jakieś dwa miesiące, tak żeby wcześniej się dogadali, i jak widać umowa została dotrzymana.

Odnośnie jeszcze tamtego odsłuchu, to został w paru zdaniach opisany w relacji z Warszawy, a przypomnę, że były tam dwie pary słuchawek – Sennheiser HD 600 oraz Denon D7000 – przy czym te drugie, już niestety nie produkowane, wypadły znacznie lepiej. Po trosze pewnie dlatego, że podczas przejścia z Denona na Sennheisera nie przełączyłem impedancji z niskiej na wysoką, nie wiedząc nawet o takiej możliwości, ale zapewne nie tylko. Bo mają te dawne Denony rys niezwykle pociągający, który naprawdę rzadko występuje i który dzielą na przykład z AKG K1000. Jest to natychmiast pojawiająca się pewność, że: „To jest to i tak grać powinno!” Taki szczególnie silny realizm i wyjątkowe utrafienie w tonację, niczym byś z kina na słońce wyszedł. Tam czary mary i diabeł stary, a tu gołąb idzie po murze, że żadne kino takiego nie zrobi, choćby się operator wściekł i młodych dostał. I grały z tym Phastem owe Denony, że zaraz mi w duszy radość, a tu jeszcze lampy się świecą i sam krój wzmacniacza bardzo jest bardzo; tak więc tylko zapytałem o cenę, a ta wynosi trzy tysiące. Mamy zatem do czynienia z klasycznym dużo-mało; bo z jednej strony są wzmacniacze bardzo już przyzwoite a tańsze, ale z drugiej, to jednak na podobnie grające trzeba wyłożyć więcej. Piszę ostrożnie „jednak”, a nie chwacko „na pewno”, bo przecież całego świata słuchawkowych wzmacniaczy nie znam i znał nigdy nie będę, ale znam go niezgorzej, a jak już wspominałem, ten Phast momentalnie mi się spodobał i z miejsca chciałem go mieć na testy. A teraz mam i do roboty.

Budowa

Mały ciałem, wielki duchem - Phast Headphone SE.

Mały ciałem, wielki duchem – PhaSt Headphone SE.

   Wzmacniacz jest nieduży i zgrabny. Zwyczajem swojej lampowej rasy wszystkie lampy stawia na lustrzanej tafli chromowanego blatu, aby światło się w nim odbijało podwojony blask czyniąc, a na panelu frontowym ma samą tylko gałkę potencjometru i stylizowany napis PhaSt oraz czerwoną lampkę aktywności o przyjemnie łagodnym świetle. Lecz nie panuje tam nuda ani zgrubna prostota, bowiem wypróbowanym chwytem zdobniczym z lampowego repertuaru umieszczono tam drewnianą, ozdobną winietę, na dokładkę ostrym, gotyckim półłukiem po jednej stronie domkniętą. Jest dzięki temu i retro, coś na wzór dawnych radioodbiorników czy nowszych, nieraz bardzo drogich urządzeń lampowych, a także trochę zawadiacko, poprzez owo zaczepne podcięcie. Ale spytacie zaraz: gdzie podziało się słuchawkowe gniazdo, skoro tam tylko pokrętło widnieje? Otóż jest oczywiście, ale tak nietypowo. Bo z góry, obok lamp, trzeba wtyk słuchawkowy ładować, a przy tym ładowanie to jest takie bardziej profesjonalne, bo w profesjonalne gniazdo Neutrika z czerwoną zapadką. Wzmacniacz dzięki temu nie będzie się suwał, ale niejako w zamian słuchawkowy kabel wystrzeli zrazu ku górze i zaraz się załamie, niczym jakaś mała fontanna. To gniazdo jest po prawej, a po lewej niewielki włącznik główny, i jeszcze znów na prawo skobelkowy przełącznik impedancji niska-wysoka. Trochę mam co do niego wątpliwości skutkiem niejasnego przekazu, ponieważ w materiałach firmowych stoi, że punkt przełączania ma wartość określoną na 150 Ω, podczas gdy na chromowanej powierzchni wytrawiono wartości powyżej i poniżej 100 Ω; ale to jest na pewno do wyjaśnienia, a przede wszystkim do usłyszenia.

Odnośnie lamp samych, to mamy tam jedną wysuniętą do przodu małą triodę sterującą ECC88 o nieznanym mi pochodzeniu, ale chyba amerykańską, a z tyłu parę za moc odpowiedzialnych rosyjskich 6H6P (podobnych ale nie identycznych z E182CC), oraz pojedynczą, EZ80 od węgierskiego Tungsrama, będąca nie zwykłym i zdawać by się mogło oczywistym w tym miejscu prostownikiem, tylko wysokonapięciową lampą telewizyjną, fachowo zwaną kenotronem. Sumarycznie mamy zatem nie do końca typowy obwód wzmocnienia, znamionujący to szczególne znawstwo ludzi z lampami od dawien dawna obytych.

Mały wzmacniacz rodem z Ukrainy mieści w sobie  całą kwartę lamp.

Mały wzmacniacz rodem z Ukrainy mieści w sobie cały kwartet lamp elektronowych.

Ale tak czy inaczej jest to tor typu single-ended triode, pracujący w czystej kasie A i z wyjściem poprzez transformatory. Tylko  takim, ponieważ wzmacniacz posiada wyłącznie wyjście transformatorowe non-OTL, a same transformatory, jak prawie zawsze u wzmacniaczy lampowych, są umieszczone za lampami i są ich łącznie trzy sztuki; wszystkie za starannie wykonaną czarną klatką z metalu.

Na tylnym panelu okazuje się też być cokolwiek nietypowo, tyle że nie poprzez kenotron, tylko za sprawą małego zacisku, do którego, niczym w przedwzmacniaczu gramofonowym, można podłączyć zewnętrzne uziemienie. Poza tym jest tam w nawiązaniu do tego uziemienia skobelkowy przełącznik przecięcia pętli masy, a także para gniazd RCA oraz gniazdo dla bezpiecznika i klasyczne dla zasilania.

Ale na tym nie koniec, bo do kompletu dostajemy także zwisający na kablu zakończonym po drugiej stronie dużym jackiem batonik z zaciskami kolumnowymi, co znaczy ni mniej, ni więcej, że wzmacniacz może także obsłużyć niewielkie głośniki albo słuchawki z możliwym do wyjść głośnikowym podpinaniem. A zatem robi się bardzo ciekawie i dużo rzeczy zostaje do sprawdzenia.

Pozostały jeszcze sprawy techniczne. Poza oczywistą lampowością w nieoczywistej klasie A i w stylu single-ended oraz dwoma zakresami impedancji wyjściowej, wzmacniacz może się pochwalić niskim szumem własnym, na poziomie poniżej -95 dB, jak również szerokim pasmem przenoszenia, obejmującym zakres od 20 Hz do 50 kHz. Ze ściany prądu zasysa malutko, bo tylko 15 Watów, a producent zaleca przed rozpoczęciem słuchania dziesięciominutową rozgrzewkę. Jak jednak wypraktykowałem, swą prawdziwą lampową naturę pokazuje dopiero po paru godzinach, przy czym przyrost jakości jest naprawdę wyraźny. Dla rasowego zjadacza słuchawek ważna będzie też moc, wynosząca dla impedancji sześćset Ohm 140 mW, a dla stu 180 mW. Pozwala to spokojnie wysterować każde normalne słuchawki, a spróbowałem także jak będą się spisywały wyjątkowo prąd żrące HiFiMAN HE-6 i nie było z nimi najmniejszego kłopotu, o czym szerzej za chwilę.

Mamy  tu chociażby dobrze znane EC83 oraz...

Mamy tu chociażby dobrze znane ECC83 oraz…

Od strony czysto estetycznej wzmacniacz jest jak mówiłem niewielki, sympatyczny i zgrabny. Wykończony starannie i jak najdalszy od produkcji masowej w postaci blaszanych pudeł. Czuć dobre rękodzieło oraz staranność formy, tak by się szybko nie znudził i by nie zalatywał tandetą. Porządna rzecz, ładnie zrobiona i zaprojektowana ze smakiem, mająca też swoją wagę (4,5 kg) i postawiona na czujnie chwytających podłoże podstawkach. Coś jak na kocich łapkach o miękkich poduszeczkach, tutaj dodatkowo zdobionych chromowanym oringiem. Pleksiglas, chrom oraz drewno ładnie się komponują z matową czernią klatki i blaskiem świecących lampek. Tylko co z tego dla słuchacza po kablu słuchawkowym wynika?

Brzmienie

...znane z radzieckich telewizorów EZ80!

…znane z radzieckich telewizorów EZ80!

   Łatwo nie ma i wzmacniacz przyjechał oczywiście surowy, tak więc trzeba go było wysmażyć. Smażyłem przeto przez trzy tygodnie, aż ładnie sobie doszedł i grać zaczął tak jak w Warszawie. Niestety, nie mam tamtych Denonów i trochę mi z tym nie w smak, no ale trudno – jakoś przeżyję. A swoją drogą, czy to nie dziwne, że tak dobre słuchawki z produkcji wypadają, a rynek zalewa pączkująca tandeta? Niby ten kapitalizm ma działać z automatu i selekcja wraz z nim pojawiać się naturalna, a jakoś nie widać efektów i często w tył miast do przodu jedziemy. Ale o tym może kiedy indziej, a teraz grajmy czym mamy. Narzekać zresztą co nie ma, bo jest po trosze wszystkiego – od taniego po drogie.

A zaczniemy jak zwykle przy komputerze.

AKG K712

Te słuchawki są trudne, to znaczy potrafią grać pięknie, ale nie zawsze tak grają. Z jednymi wzmacniaczami się lubią, a z innymi przeciwnie, i od tego to wszystko albo prawie zależy. Ale z Phastem się polubiły, jak zresztą wszystkie inne. To jego niewątpliwa zaleta, że zaraz wchodzi w komitywę i gra lub znakomicie, albo i jeszcze lepiej. A już zwłaszcza po tych paru godzinach rozbiegu, co jest typowe dla urządzeń lampowych, ale powiedzmy sobie szczerze, nie tylko. Te tranzystorowe także po godzinie a jeszcze bardziej po kilku zaczynają grać lepiej, bo już taka uroda prądowa, że potrzebuje długich rozgrzewek i chyba się to nie zmieni.

Przechodząc do meritum. Ten dźwięk był mi znajomy za sprawą własnego wzmacniacza. Ciepły i bezpośredni, a zarazem przejrzysty i dynamiczny. Mały Twin-Head? A jakże. Dokładnie. Jak najbardziej. Pisałem też swego czasu, że te klasyki od AKG wybitnie grały z LittleDot MkVI, i tutaj tamto brzmienie także się powtórzyło. Takie z bezpośrednim atakiem, temperaturą ciepłokrwistej istoty i wyraźnością konturów. Minimalnie też naprężone, co tylko mu dodawało urody, czyniąc grę bardziej popisową. Bo z jednej strony ta prężność dodaje wszystkiemu mocy i śladu nie ma oznak jakiegoś klapnięcia ani braku energii, a z drugiej na tyle mało tutaj się zaznaczała, że nie traciła na tym uroda głosów, które nieznacznie wprawdzie się naprężały, ale czyniło je to tylko takimi bardziej zdecydowanymi a nie aż odkształconymi. Coś jakby ktoś chciał podkreślić siłę swej wypowiedzi, nadając jej mocniejszego wyrazu, a nie żadne zniekształcające dudnienie i nieprawdziwa twardość.

Nietypowa jest również obudowa sekcji. Miła to odmian, bo ileż można oglądać standardowe "puszki" traf?

Nietypowa jest również obudowa sekcji zasilania. Miła to odmian, bo ileż można oglądać standardowe „puszki” lapowych wzmacniaczy?

To zatem tylko dodawało wigoru, czyniąc dźwięk muskularnym – a takiego czegoś świetnie się słucha, bo nikną wszelkie oznaki zblazowania czy jakiejś słabowitości. Mocne staje się wszystko – wyraźne i doskonale odrysowane – a połączenie tego z ciepłem i ciemnym jak na te słuchawki oświetleniem, rodziło spektakularne kontrasty. Toteż żadnych uwag nie miałem poza tą jedną, jedyną, że nietypowo zachowywał się ten przełącznik impedancji. Albowiem zawsze właściwie tak samo, niezależnie od oporności słuchawek. Przy ustawieniu na dużo wzmacniacz grał głośniej i bardziej miękko, a także z bliższym pierwszym planem. A w ustawieniu na mało jako jedyną zaletę prezentował nieznacznie lepszą separację przy większej ogólnej twardości i niższej temperaturze, co w moim odczuciu nie mogło kompensować wspomnianych zalet, tak więc słuchanie ograniczyłem we wszystkich przypadkach do ustawienia ˃ 100 Ω, sprawdzając tylko wyrywkowo, czy coś się w danej chwili nie zmienia, ale się nie zmieniało.

O samych AKG K712 trzeba jeszcze dorzucić, że bas miały pierwsza klasa, naprawdę jak rzadko kiedy, a pogłosy bardzo umiarkowane, zupełnie nie tworzące własnego klimatu. Tak więc brzmieniowa wypadkowa okazała się rzadką mieszanką (szczególnie to ciemne światło), dającą masę satysfakcji i niechęć do porzucenia słuchania. No ale obowiązki.

Sennheiser HD 600

Te słuchawki grały ze wzmacniaczem na AVS i grały bardzo dobrze, ale na pewno słabiej niż teraz z Phasemation. Także w ich przypadku pojawiło się minimalne naprężanie, co jest tak samo rzadkie jak to ciemne światło u AKG, a pojawiła się też większa dźwięczność, natomiast podobne oświetlenie i temperatura. Obszar sceny też bardzo duży i nawet mocniej odczuwalny, prawdopodobnie za sprawą nieco dalszych i wyraźnie mniejszych dźwięków. Bas przy tym bardziej po scenie rozlany, a przez to słabiej określony ale też mocny.

Tylny panel również oferuje ciekawostkę - przełącznik trybu uziemienia masy.

Tylny panel również oferuje ciekawostkę – przełącznik trybu uziemienia masy.

W ogóle bardziej nieco wszystkie dźwięki się tu rozlewały, a więc mniej były skupione, a przy tym mimo wspomnianego naprężenia bardziej miękkie, i to dość znacznie. Bardzo udanie przy tym zachowywały coś z tego zdecydowania i podkreślonej u AKG artykulacji, łącząc je z melodyjną nutą i mniejszą posturą postaci. W sumie był to analogiczny poziom a tylko inna stylistyka, tak więc kto woli większe separowanie, więcej naprężenia i większe dźwięki, ten winien wybrać AKG, a kto więcej melodyjności i filigranowości podkreślanej dźwięcznością, ten Sennheisery. U obu zaś było ciepło, bezpośrednio i naturalnie, u obu też bardzo wyraźnie i bardzo realistycznie. Żadnego lampowego zwodzenia i żadnych sztucznych upiększeń przeplatanych czymkolwiek odrealnionym. Samo życie i jeżeli cokolwiek od teatralizacji, to tylko to efektowne, nie czerpane ze Słońca lecz od lamp i aranżu oświetlenie.

AudioQuest NightHawk

Jedyne jak na razie słuchawki AudioQuesta więcej kosztują ale i więcej dają. A dają więcej melodyki, gładkości i spójności, a także lepsze basso continuo. Dają też większą niuansowość i bardziej kontrastowe łączenie rzeczy dużych z małymi, czyli delikatnego z mocnym. Dają wreszcie lepsze całościowo zanurzenie w muzykę, która bardziej otacza i bardziej jest wszędzie. Bas także lepszy akustycznie, a przy tym twardszy i bardziej związany – co znów kontrastuje z samą kocią zwinnością dźwięku i wyraźniejszym rytmem. A więc dzieje się więcej i dzieje się piękniej. Ta muzyka jakby przechodziła przez nas i z sobą nas porywała. Żyjemy w niej a nie tylko ona pozwala się słuchać, a zatem bardziej staje się żywa, prawdziwa, wszechobecna. Niczym lepszy partner do tańca bardziej pozwala zaszaleć i bardziej jest z nim zapamiętale.

Lepsze okazuje się także wyważenie pogłosowych proporcji, jako że są te pogłosy wyraźne, ale łagodzone dźwięcznością. A do tego w każdym utworze spośród dobrze eksponujących scenę słychać było jak bierze ona w objęcia słuchacza i jak wyraźnie jest różna niż u słuchanych poprzednio.

Na ostatnim AVS ren mały wzmacniacz brylował na tle konkurencji. A jak wyszło w naszym teście?

Na ostatnim AVS ten mały wzmacniacz brylował na tle konkurencji. A jak wyszło w naszym teście?

Mniej natomiast czuło się ciepła, bardziej zastępowanego wibrowaniem wszystkiego, podczas gdy oświetlenie było podobne, chociaż – o dziwo – minimalnie jaśniejsze. To wrażenie brało się z lepszej ekspozycji, bardziej doświetlającej każdy detal, chociaż całość brzmienia nie była jasna, a tylko dobrze widoczna. A w całość to zbierając powstawała muzyka już bardzo prawdziwie muzyczna, dla wprawionego w porównywaniu ucha o wiele wartościowsza, bo znacznie mniej niedostatków mająca. Taka już dla wytrawnych znawców, co brzydzą się każdym brakiem, bo chociaż nie był to jeszcze szczyt szczytów, to już taka wyczynowa wspinaczka.

Odsłuch cd.

Jak się okazało maleńki Phast zabłysną również w naszej redakcji.

Jak się okazało maleńki PhaSt zabłysną również w naszej redakcji. I to najpiękniejszym, lampowym blaskiem!

HiFiMAN HE-6

Na koniec zabawy przy komputerze sięgnąłem po obiecane trudne do napędzenia planary, których patrząc na dane wzmacniacza nie powinien on tak na całego pociągnąć. Ale pociągnął. Nie wiem jakim sposobem, ale widać we Lwowie jakieś specjalne układy z polami magnetycznymi mają, a w efekcie nie czuło się żadnej słabości. To oczywiście nie był kres możliwości tych HE-6, ale o żadnych prądowych i jakościowych niedostatkach nie było mowy. Z potencjometrem odkręconym na okolice trzech czwartych grzmot niósł się potężny, a dynamika oraz szybkość w pełni zadowalały.

To były brzmienia inne niż z AudioQuest, bo takie bardziej w ujęciu perspektywicznym i bez otaczania słuchacza, co dosyć mnie zadziwiło. Bo przecież pamiętam te słuchawki z czasów recenzji jako właśnie otaczające i zapraszające na scenę. Ale może je w międzyczasie zmieniono, a może tylko ten tor tak działał? W każdym razie scena była tu przed a nie wokół, a sam dźwięk najjaśniejszy z porównywanych i taki najbardziej świeży. Z wyczuwalną także chropowatością tekstur i mniej melodyjny niż u NightHawk. Za to o większej skali dynamicznej i szybszym nieco ataku – trudniejszy wprawdzie w odbiorze, ale mający atuty. Bo kiedy dobrze się wsłuchać, to w dużym stopniu nawiązujący do tej bezpośredniości nieobecnych Denonów, a gdyby zwiększyć melodyjność, to byłyby bardzo bliskie. Nie od rzeczy będzie też wspomnieć, że słuchane tu HE-6 nie były zbytnio ograne, tak więc ich pewna surowość to cecha z tego wynikająca, wymagająca grzewczego szlifu. Ale nie chodzi nam o wykazywanie wyższości tego nad tamtym, bo jak te słuchawki grają, to już od dawna wiadomo. Chodzi o samo sprawdzenie, czy Phast jest dla nich wystarczająco mocnym i jakościowym partnerem, a okazało się, że jest jak najbardziej. W takim razie słuchawki planarne to też jego żywioł, a tym bardziej te od Audeze, które są znacznie łatwiejsze. O OPPO nawet nie wspominając, bo one są całkiem jak zwykłe.

I choć dojście do pełnej sprawności zajmuje mu chwilę, to zdecydowanie warto w tym wypadku uzbroić się w cierpliwość.

I choć dojście do pełnej sprawności zajmuje mu chwilę, to zdecydowanie warto w tym wypadku uzbroić się w cierpliwość

Przy odtwarzaczu CD

No to na finał odtwarzacz, tak żeby sprawę zakończyć. A z nim tylko najlepsze słuchawki, by sprawy nie przeciągać.

AudioQuest NightHawk

Najwięcej, poza oczywiście samym wzmacniaczem, chciałem powiedzieć o Nocnych Jastrzębiach, obiecując czytelnikom wiedzę o nich na bieżąco uzupełniać. Nie wiem czy one epopeję swojego wygrzewania już zakończyły, ale wiem to, że grają teraz inaczej niż reszta słuchawek Na czym polega różnica? Otóż słuchawki te najbardziej ożywiają przestrzeń. Ale nie tak jak Stax, który wprowadza w obręb słuchania miriady wibrujących drobin, tak że wszystko wokół ożywa, lecz przede wszystkim ławicami muzycznego pyłu. U NightHawk dzieje się coś odwrotnego, mianowicie cała przestrzeń ładuje się muzyczną energią. Nie taką podzieloną na kwanty osobnego migotu, tylko jakby stawała się jedną membraną i jednym podmuchem. To jest całościowe niczym siła eksplozji, ale nie takiej dalekiej, zasypującej cię odłamkami, tylko takiej najbliższej, że cały wraz z falą uderzeniową lecisz.

Karol mi niedawno powiedział, że te słuchawki grają jakoś inaczej, a sam niedawno pisałem, że mają energię niczym planarne. Ale teraz, właśnie na wzmacniaczu Phasta je ze sławnymi i wyjątkowo mocarnymi HiFiMAN HE-6 skonfrontowałem, no i chcecie to wierzcie, a nie chcecie, to nie, ale są od nich bardziej energetyczne. Bo właśnie walą jak jedna piącha, albo może raczej – jakby się na ciebie waliła ściana – nie dzieląc dźwięków na pojedyncze, zamknięte w jakimś fragmencie przestrzeni. To się powtarzało raz po raz w każdym kolejnym repertuarze. Zarówno na tym z natury uważanym za mocny, jak rock czy wielka symfonika albo muzyka organowa, jak i tym postrzeganym za delikatny, jak wokaliza czy muzyka gitarowa. Bo wystarczyło samo uderzenie w struny gitary albo pojedynczy śpiewający solista, by właśnie cała przestrzeń ożyła i się wypełniła energią.

Popisowa elegancja

Bo dopiero po czasie ujawnia się jego popisowa elegancja…

To zasadniczo jest inne niż kiedy dźwięk się samoogranicza i gdzieś konkretnie lokalizuje. Ale przecież to znamy, bo to samo działo się u głośników Raidho, i tam to zjawisko nazwałem promieniowaniem. U nich dźwięk ekspandował ścianą w kierunku słuchacza, też całą przestrzeń napełniając energią, a u NightHawk to promieniowanie jest bardziej natychmiastowe, bo droga od membran do ucha zdecydowanie krótsza. Ale efekt jest jeden – bardziej wpadasz w muzykę i toniesz w niej całkowicie, zanurzony we wszechogarniającym muzycznym żywiole. I to jest super, to zawrót głowy, to całkiem jest inne, dające inne doznania. A jeszcze wzmacniacz Phasta grał teraz znowu jak brat młodszy Twin-Heada, że mowy nie było żebym się czegoś przyczepił, poza tym jednym, że troszeczkę brumił, ale naprawdę cichutko.

W sumie grał analogią jakościową do też lampowego Little Dota, chociaż nie aż tak gorąco, ale ogólnie tak samo. Piękna płynność, muzyczna pełnia, a wyraźność figur, przejrzystość, bas i soprany na najwyższym poziomie. Całkowite zadowolenie i całkowity popis, a więc nos mnie nie zawiódł i dobrze tego Phasta zniuchałem. Oczywiście nie grał na AVS z Accuphase, a więc nie aż tak dobrze, ale też bez zarzutu i w samych superlatywach. Wzmacniacz jest tylko do brania, no chyba, że ktoś brumu w żadnym stopniu nie toleruje, chociaż nie wiem jak to jest z tym zewnętrznym uziemianiem, bo akurat Minimus chwilowo wybył.

HiFiMAN HE-6

Ale nawet jeżeli brumu ślad bodaj komuś zawadza, to słuchawki planarne rugują go całkowicie i z tymi HE-6 nawet cienia nie było. Całkowita więc cisza, a z niej inna muzyka, bo jaśniejsza i właśnie podzielona na miejsca brzmieniowych zdarzeń, a nie natychmiast, holistycznie promieniująca – nasączająca całą przestrzeń energią. Też potężna i super, zwłaszcza gdy chodzi o wyraźność, natomiast nie tak energetyzująca i nie aż tak całościowa. Nie scalona w pojedynczą dźwiękową bryłę, w której tkwisz jak rodzynek, tylko podzielona na miejsca o wyosobnionych dźwiękach, pracujących bardziej odrębnie i nie tak lawinowo.

...wszechstronność w napędzaniu różnorodnych słuchawek..

…którą na dodatek obdarza praktycznie wszystkie zastosowane słuchawki.

Tu to a tam tamto, a nie jak w jednym wirze. A przy tym scena wciąż bliska i wszystko na wyciągnięcie ręki, czyli tak jak pisałem w tych słuchawek recenzji, ale bez tego jak u NightHawk kompletnego scalenia w jedno muzyczne zdarzenie prawie bez podziału na role. Z nieco większym dystansem i starannym wyodrębnieniem, za to z popisową precyzją, przejrzystością i wyraźnością konturów. A przy tym też bardzo dźwięcznie, o wiele dźwięczniej niż z komputerem, co bardzo pomagało. Naprawdę dużo te HE-6 zyskały i nie było w nich teraz żadnej nadmiernej chropowatości, choć i nie gładź tak spoista jak u amerykańskich jastrzębi. Ale można tak woleć i tak jest bardziej typowo, chociaż bas (czy ja to piszę?) NightHawk miały potężniejszy. Trochę wprawdzie z uwagi na wzmacniacz – bo chociaż nic brzmieniu HE-6 z Phastem nie można było zarzucić, to jednak słyszałem te słuchawki z potężniejszym wyraźnie basem, ale takim od Crofta, co ma 25 Watów.

Audio-Technica ATH-W1000Z

Na koniec przez chwilę słuchałem jeszcze Audio-Techniki, korzystając z tego, że jeszcze nie odjechała. Jako jedyna zyskała na przełączeniu impedancyjnym w pozycję mała, jako że brum wówczas dość wyraźnie się redukował, ale nie to jest ważne. Zagrała oczywiście po swojemu – z tą charakterystyczną ptasią perspektywą, teatrem filigranowych dźwięków i kontrastem jaki tworzą z mocnym basem w poczuciu obecności w prawdziwej muzyce. Ale chciałem napisać tylko o jednym. Otóż puściłem płytę z wybitnie nagraną muzyką operową. A wówczas owo misterium dźwiękowego teatru otwarło się tak szeroko, że zostałem autentycznie oczarowany.

aef

Plus bardzo atrakcyjna wycena czynią z niego naszego faworyta w tym przedziale cenowym. Wybitna rzecz!

Tak, oczywiście, raz n-ty można napisać, że kiedyś z czymś bywało jeszcze lepiej. Ale to absolutnie nie miało znaczenia. Liczyło się tylko teraz. Te słuchawki naprawdę są świetne, a wzmacniacz Phasta wybitny. Dla jednego i drugiego pełna moja rekomendacja.

Podsumowanie

Phast_HEADPHONE_SE_002_HiFiPhilosophy   Po takiej deklaracji cóż jeszcze jest do dodania?  Jak już wszystko się dało, to co można dać więcej. Ale zbierzmy to razem. Wzmacniacz jest cały lampowy i płaci za to nieznacznym brumem, którego nie ma jedynie u słuchawek planarnych, a może też, bo nie sprawdzałem, przy jakimś zewnętrznym uziemieniu. Ale to jest drobnica pośród zalewu zalet. Bo aż mi się nie chce wyliczać, gdyż wyliczyć musiałbym wszystko. Nawet moc, choć nominalnie nie imponuje, okazuje się wystarczająca dla starego typu słuchawek planarnych. A reszta jest tym wszystkim, za co wzmacniacze lampowe się kocha i co nie pozwoliło im umrzeć: gładkością, spójnością, melodyką, powabem. Zarazem realizmem, autentycznością, przejrzystością, kolorem. Tego się po prostu chce słuchać, a kiedy nie tylko słuchać, ale także się wsłuchiwać, wówczas każdy aspekt okazuje się taki jak trzeba i osadzony w pełni muzycznego wymiaru. Nie jest ten Phast Headphone SE aż tak niuansowy i tak romantyczny jak wielka trioda 45ʼ w odpowiedniej oprawie. Nie tak satynowy, nie z tak powłóczystym spojrzeniem, nie aż tak autentyczny. Ale poza tym analogia. I wszystko za trzy tysiące z bonusem za ładny wygląd. Dziękuję, nie mam uwag. Raz jeszcze rekomendacja.

W punktach:

Zalety

  • Pasuje do każdych słuchawek, a więc pełna brzmieniowa kompatybilność.
  • Ze wszystkimi gra super.
  • Moc wystarczająca nawet dla bardzo wymagających planarów i małych głośników.
  • Wybitne połączenie zalet wzmacniaczy lampowych z wymogami realizmu.
  • Ciepły.
  • Precyzyjny.
  • Przejrzysty.
  • Energetyzujący.
  • Znakomicie szczegółowy.
  • Tworzący plastyczne dźwięki.
  • Przyjemne, zwykle lekko cieniste światło.
  • Wyraziste kontury.
  • Doskonałe brzmienie na całym przekroju pasma.
  • Wysokiej klasy realizm.
  • A wraz z nim silne poczucie autentyzmu i obecności.
  • Żadnych niedostatków mocy basu.
  • Ożywiająca się przestrzeń.
  • Nie stłumi możliwości nawet najwyższej klasy słuchawek.
  • Sympatyczny wygląd.
  • Staranne wykonanie.
  • Od ludzi wyjątkowo dobrze obeznanych z technologią lampową.
  • Nie trzeba wymieniać lamp na lepsze. (Chociaż tą ECC88 oczywiście można.)
  • Wydziela mało ciepła i mało prądu pobiera.
  • Solidnie posadowiony, na eleganckich, miękko wyścielonych nóżkach.
  • Dobrze chodzące pokrętło potencjometru.
  • Opcjonalny pilot.
  • Nie drażni światłem diody aktywności.
  • Przemyślana stylistyka.
  • Akceptowalna cena w sensie ogólnym.
  • Bardzo dobry stosunek jakości do ceny.
  • Możliwość zastosowania jeszcze lepszych komponentów, nawet tych przez siebie kupionych.
  • Polski dystrybutor.

 

Wady i zastrzeżenia

  • Lekki brum, niesłyszalny tylko u słuchawek planarnych.
  • Mocno zyskuje wraz z czasem od włączenia, ale to przecież norma.
  • Przejściówka na głośniki powinna mieć lepszy wtyk i kabel.

Sprzęt do testu dostarczyła firma:

photo

 

 

 

 

 

 

 

 

Strona producenta:

phast_valve_amp

 

 

 

 

Produkty marki Phast można nabyć w sklepie:

Artom_ramka_szare

 

 

 

 

 

 

 

 

Dane techniczne:

  • Rodzaj obwodu: Single-ended Triode w klasie A.
  • Lampy: 1 x ECC88; 2 x 6H6P; 1 x EZ80.
  • Zasilacze i kondensatory: 3 x EA – 150mF @ 450V; 2 x EA – 47mF @ 450V; 3 x EA – 4700mF @ 25V.
  • Pasmo przenoszenia: 20 Hz – 50 kHz.
  • Moc wyjściowa: 140 mW / 600 Ω; 180 mW / 100 Ω.
  • Rezystancja wyjściowa w zakresach: 15 – 150 Ω i 150 – 600 Ω.
  • Czułość wejściowa: 350 mV dla pełnej mocy.
  • Impedancja wejściowa: 100 kΩ.
  • Szum własny: -98 dB.
  • Pobór mocy: 15 Watów.
  • Wymiary: 13,5H x 24W x 23,5D.
  • Waga: 4,5 kg.
  • Zasilanie: 220 – 240 V: 50 – 60 Hz
  • Czas rozruchu: 10 minut.
  • Opcjonalny pilot.
  • Cena: 3300 PLN.

 

System:

  • Źródła: PC, Accuphase DP-700.
  • Przetwornik: Phasemation HD-7A192.
  • Wzmacniacze: ASL Twin-Head Mark III, Phast SE
  • Słuchawki: AKG K712 (kabel Oyaide HPC), AudioQuest NightHawk, Audio-Technica ATH W1000Z, HiFiMAN HE-6, Sennheiser HD 600.
  • Interkonekty: Harmonix HS-101-Improved, Sulek Audio.
Pokaż artykuł z podziałem na strony

35 komentarzy w “Recenzja: PhaSt Headphone SE

  1. Maciej napisał(a):

    A nie chciałby dystrybutor puścić sprzętu w Polskę na szersze odsłuchy?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Tego nie wiem. Ale mogę zapytać. To jednak mały dystrybutor, taki o skromnych możliwościach.

      1. Maciej napisał(a):

        Koszty logistyczne pokryliby pewnie zainteresowani odsłuchem 🙂

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          A wielu ich?

          Mówiąc serio, to sie pewnie da zrobić. Poza tym pod recenzją jest kontakt do dystrybutora i jest do producenta, tak więc można sprawę dogadać.

          1. Maciej napisał(a):

            Ilu tego nie wie nikt. Ale zajmę się tym indywidualnie 🙂

  2. Lamminam napisał(a):

    Jako dystrybutor będziemy starać się sukcesywnie poszerzać możliwości i mapę odsłuchu. Dla zainteresowanych odsłuchem w najbliższym czasie zawsze istnieje możliwość indywidualnego umówienia się, prosimy tylko o kontakt bezpośrednio do nas pod adresem –> shop@lamminam.pl.

    Pozdrawiamy!
    Lamminam

  3. Tomasz napisał(a):

    Witam Panie Piotrze .
    Proszę napisać , jak się ma wzmacniacz recenzowany przez Pana do Cayina ha-1a ?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Moim zdaniem brzmieniowo jest lepszy. Bardziej też uniwersalny w sensie pasowania do wszystkich słuchawek. Z tym że Cayinowi zostają w odwodzie lepsze lampy od najtańszej w nim zastosowanej chińszczyzny. Ale wtedy wyjdzie drożej.

  4. roman napisał(a):

    a dużo lepszy od LYRa ?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Dużo-mało w tym wypadku nie pasuje. Jeżeli ktoś ma świetne źródło, to różnica nie będzie jakaś szczególna, a za to większa moc i szybkość Lyra w przypadku niektórych słuchawek (np. HE-6) będzie atutem. Ale przy przeciętnym, czy nawet dobrym ale nie wybitnie analogowym źródle klasa lamp PhaSta będzie dla odmiany jego atutem. A mówiąc ogólnie – Lyr ma więcej dynamiki, a PhaSt muzykalności, ciepła i poetyki dźwięku.

  5. Ireneusz napisał(a):

    Witam.
    Czy wiadomo juz cos Panu o nowej wersji tego wzmacniacza? Ma nowa lampe sterujaca Amperex Bugle Boy 6DJ8.Moze istnieje szansa na przetestowanie?

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Znajomy wszedł w posiadanie nowej wersji u był z nią u mnie przez chwilę. Gra rewelacyjnie, nie brumi – ogólny postęp. Jak podeślą do testu, to coś się napisze, tak dla przypomnienia. Ogólnie biorąc najlepszy wzmacniacz słuchawkowy na rynku za te pieniądze.

  6. Ireneusz napisał(a):

    Dziekuje za szybka odpowiedz. Zamierzam kupic ten wzmacniacz i jestem w kontakcie z producentem.Na moja prosbe przeslal mi kilka zdjec i specyfikacje techniczna. Musze przyznac ze troche mnie martwi wnetrze tego wzmacniacza, a mianowicie platanina kabli i ogolne wrazenie amatorskie roboty. Jednoczesnie wiem ,ze stoja za tym inzynierowie z doswiadczeniem. I tu mam pytanie do Pana jako fachowca. Czy mozna zaufac takiej konstrukcji? Jezeli bylby Pan zainteresowany , to moge wyslac zdjecie na maila. Dodam ze wzmacniacz pracowal by z Audioquest NightHawk.

    1. AAAFNRAA napisał(a):

      Jeżeli ma w środku plątaninę kabli, to znaczy, że ma połączenia bez udziału płytek, tzw. punkt-punkt, a to akurat dobrze. Pytanie, czy faktycznie jest tam bałagan. W tego typu konstrukcjach stosuje się zasadę skracania ścieżki połączeń i niektóre elementy mogą być dosyć „dziwnie” polutowane, np. oporniki. W moim, tylko, że to nie Phast, przewody pospinane opaskami i ładnie poprowadzone.

  7. Ireneusz napisał(a):

    Pewnie wszystko jest ok. Ten balagan to pewnie widza moje oczy laika, ale kto pyta, nie bladzi.
    Dziekuje za informacje.

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Z tego co wiem, konstruktorzy PhaSta po moich uwagach poprowadzili inaczej wewnętrzne okablowanie, tak żeby nie było brumu. No i nie ma.

  8. Ryszard Petru napisał(a):

    W tej cenie można mieć Dubiel HV-1 na papierowo-olejowych kondensatorach. Czy aby na pewno Phast jest „lepszy”? Jestem ciekaw opinii. Pozdrawiam !

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Miałem u siebie wzmacniacz Dubiela w dobrej wersji podwieziony do jakościowej oceny przez prywatnego właściciela. PhaSt od tamtego Skorpiona na pewno jest lepszy nawet z tymi tańszymi lampami.

  9. Ireneusz napisał(a):

    Witam.

    Mam pytanie odnosnie lamp fabrycznie instalowanych we zwmacniaczu PhaSt. Posiadam taki oto zestaw lamp:Układ wyjściowy oparty jest na podwójnej triodzie 6H6P. W przedwzmacniaczu zastosowano lampę ECC88. Zasilanie anodowe oparte na kenotronie EZ80. Na jakie lepsze lampy mozna je wymienic w przyszlosci?

    Pozdrawiam.

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Sam producent proponuje Mullardy. Najlepsze lampy ECC88 to Simens & Halske „grey plate”, ale strasznie drogie. Tańsze a też dobre to Amperex, Mullard, Valvo, Philips SQ.

  10. Ireneusz napisał(a):

    Dziekuje za odpowiedz. Faktycznie drogi ten Simens & Halske grey plate znalazlem jedna na eBey za bagatela 426 funtow.

  11. Jakubas napisał(a):

    Panie Piotrze bedzie szansa na recenzje Feliks Audio Elise w kontekscie lampowych wzmacniaczy?

  12. Jakubas napisał(a):

    Any comments?

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      A ma Pan może telefon do Feliks Audio?

  13. Maciej Chiżyński napisał(a):

    Dziś trafił do mnie Phast Headphone. Na razie muszę go wygrzać. Jedno jest pewne – nie brumi.

    1. Adrian napisał(a):

      Gdzie można dostać taką wersje tego z wzmacniacza?

  14. Adrian napisał(a):

    Witam,gdzie w Polsce można kupić ten wzmacniacz ewentualnie za granicą?

    1. AAAFNRAA napisał(a):

      W Bydgoszczy 🙂 Google pomoże, wystarczy wpisać Phast…
      Albo: http://phast.pl albo http://www.lamminam.pl/dystrybucja

      1. Adrian napisał(a):

        Tutej już nie zajmują tymi wzmacniaczami, kierują bezpośrednio do produceta.

    2. PIotr Ryka napisał(a):

      Proszę zapytać tutaj

      http://tubes-store.eu/pl/kontakt

      1. Adrian napisał(a):

        Dziękuję, już jedzie do mnie z nowa lampa sterującą Mullard.
        Pozdrawiam

  15. Adrian napisał(a):

    Jeszcze jedno pytanie jakim kablem połączyć ten wzmacniacz ze źródłem wtyk jack 3,5mm? Mało jest recenzji takich kabli. Znalazłem Black Rhodium Rhythm MusicLink i Chord Company iChord, które maja pozytywne opinie. Czy możne jest coś bardziej godnego plecenia?
    Pozdrawiam i dziękuję za trafne recenzje,które ułatwiają trudne decyzje.

    1. AAAFNRAA napisał(a):

      WireWorld ma spory wybór. Np. Solstice 7 (to jest poprzednia seria, ale jeszcze dostępna) Solidnie wykonany kabel, miedź beztlenowa posrebrzana, srebro akurat lampie dobrze robi, posrebrzany wtyk jack. Dobra przestrzeń i szczegółowość. Za tą cenę, ja bym brał w ciemno.
      Później Audioquest też ma duży wybór tego typu kabli. Możesz też zamówić taki kabel w Forza Audioworks.
      A jakie źródło chcesz podłączyć?

      1. Adrian napisał(a):

        Co do źródła to jak na razie tylko laptopa w kością Sabre jeśli nie będzie zakłóceń. Ewentualnie DX90 do czasu jak nie kupie źródła. Słuchawki to Nighthawk zakupione po przeczytaniu recenzji Pana Piotra tak samo jak wzmacniacz PhaSt.
        WireWorld znam ,ale nie chciałbym brać w ciemno jakaś recenzja by się przydała lub rekomendacja. Co do Audioques z tych kabli co widziałem nie do końca maja pozytywne opinie.
        Myślę ,że kabel nie koniecznie musi poprawiać czy dodawać od siebie wolałbym żeby nie przeszkadzał ,a sygnał nie tracił na tym.
        Który dokładnie ten kabel, czy to ten FAW Claire RCA to Jack?
        Pozdrawiam

        c

        1. AAAFNRAA napisał(a):

          To ten. Napisz do Mateusza, zawsze odpowiada i udzieli Tobie wyczerpujących odpowiedzi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy