Recenzja: Oppo HA-1

Oppo HA-1_019_HiFi Philosophy   OPPO, trzeba przyznać, jak już coś robi, to porządnie. Jak się zabrało za odtwarzacze Blue-ray, to zrobiło najlepszy na świecie, jak za poprawę i skalowanie obrazu telewizyjnego, to pokazało najlepszy na świecie procesor skalujący Darbee, a jak za słuchawki, to od razu high-endowe, w technologii planarnej, przełomowo przystosowane do sprzętu przenośnego i jeszcze z dedykowanym wzmacniaczem. Aliści wzmacniacz ów, choć można by tak sądzić, bynajmniej nie jest przenośny, tylko całkiem na odwrót – właśnie wyjątkowo duży i mocny. Zupełnie jakby nakierowany na słuchawki planarne innych wytwórców, takie dawniejszego wzoru, ciężkie bardzo i prądożerne, a nie własne, co to je można nawet jakąś pchłą przenośną pogonić. Lecz to mu się wcale nie pisze w rejestr przewin, bo bardzo dobrze, że taki jest właśnie, gdyż czyni go to bardziej uniwersalnym w sensie możliwości napędzania. Kawał zeń chłopa, zasiada na własnym tronie i wszystkich jeszcze może pognać, jakby rzeczywiście panował. Bo też faktycznie włada komputerowym prądem, co to za pośrednictwem kabla USB bądź koaksjalnego można mu wprowadzać jako sygnał audio, albowiem ma też swój DAC i jeszcze do asynchronicznego transferu USB jest przystosowany. DAC ów jest od Sabre, najlepszy spośród tych jakie ono oferuje, czyli ES9018, o bardzo wysokich parametrach i z możliwością przetwarzania plików DSD, tak więc żartów nie ma. Trochę jednak szkoda, że nie są to dwa takie DAC-ki w trybie monofonicznym, po jednym na kanał, no ale tu postanowiło OPPO sobie przyszczędzić, i co mu zrobię? Wytknąć jedynie mogę, nic więcej. Ale że, jak się okazuje, w szybkim tempie pogrążamy się w tematykę budowlaną, przydajmy temu pisaniu stosowny tytuł.

Budowa i wygląd

Oppo HA-1_009_HiFi Philosophy

Był odtwarzacz, były słuchawki, czas zamknąć listę przetwornikiem/wzmacniaczem: Oppo HA-1.

   Wzmacniacz, jako się rzekło, jest duży i mocny. Waży prawie sześć kilogramów, miejsca sporo zajmuje, a mocy może oddać maksymalnie 3,5 W na niesymetrycznym wyjściu duży jack i 3,0 na 4-pinowym symetrycznym. To symetryczne jest przy tym wyraźnie lepsze, bo dynamikę ma rzędu 120 anie 115 dB, THD 0,0018 a nie 0,0056 procenta, a separację kanałów na poziomie 120 a nie 90 dB. No i to słychać. Tych innych parametrów to nie za bardzo, ale dynamikę, owszem. Pomimo że na papierze różnica jest bardzo wyraźna, w tak zwanej rzeczywistości empirycznej nie jest ona specjalnie duża, da się jednak wyczuć. Sam jednak postanowiłem nie poprzestawać na użyciu kabla symetrycznego, który niestety już po recenzji samych słuchawek OPPO PM-1 przyjechał, toteż wziąć w niej nie mógł udziału, i dysponując podebranym firmie ifi urządzonkiem zwanym iUSB Power oraz jego też dopiero co opisanym specjalnym, dwutorowym kablem USB, postanowiłem zastosować je na zasadzie uzupełnienia w ramach tak zwanego systemu własnego recenzenta, ponieważ zdecydowałem się na ich zakup, gdyż dużo za swoje nieduże pieniądze dają. No i faktycznie się po ich użyciu poprawiło; dynamika jeszcze narosła, a także ciut zrobiło się ciekawiej, tak bardziej z wejściem w świat nagrania i pogłębieniem brzmienia oraz przestrzeni. To była jedna z tych różnic, które można określić jako mało-wiele. Bo niby mało się zmienia, niby to nie jest takie bardzo widoczne, a jednak zmienia się dużo, bo zmienia się całościowy odbiór. Ale to będziemy rozważać potem, a teraz wracajmy na plac budowy.

Oppo HA-1_014_HiFi Philosophy

Ten wzmacniacz to solidny, audiofilski kloc, żadna tam miniaturka.

Poza słusznym wyglądem, który może być w wersji czarnej bądź srebrnej, uwagę zwracają przede wszystkim trzy rzeczy. Pierwsza, w sumie najmniej ważna, to kanciastość. Rogi są wprawdzie zaokrąglone, ale naprawdę minimalnie, a według panującej od ładnych paru lat mody zwykło się zaokrąglać bardziej. Daje to w sumie stylistykę trochę retro, co nie od razu sobie uświadomiłem. Druga rzecz, także po trosze w tym duchu, to duży panel ekranowy o średnicy 4,3 cala, na którym za sprawą osobnego pokrętła – działającego tak nawiasem identycznie jak w DAC-ku Myteka, czyli na zasadzie „przekręć i naciśnij” – możemy wybierać różne opcje i ustawienia, w tym także wygląd ostateczny trybu pracy, który może przedstawiać albo wskaźniki wychyłowe, albo wielobarowe ukazanie przekroju pasma. Trzecia rzecz rzucająca się w oczy, to dodana do wzmacniacza podstawa, mająca postać drewnianego plafonu, do którego za pośrednictwem czterech walcowatych nóżek z metalu przytwierdzono od góry przeźroczystą, pleksiglasową podstawę samego wzmacniacza. Prezentuje się to niezgorzej, przydając całości jeszcze majestatu i dostojeństwa, a jedyny mankament to trudność usuwania kurzu spomiędzy warstw, bo blisko siebie są położone i trzeba mieć do tego miotełkę z piórek albo jakiś inny tego rodzaju przyrząd.

Oppo HA-1_008_HiFi Philosophy

Aparycja, choć bardzo klasyczna, była zwyczajnie nudna gdyby jeden nie mały szczegół…

Na tym przednim panelu obok dominującego wyświetlacza i pokrętła manipulacji jest jeszcze niewielki włącznik główny i oczywiście dwa gniazda słuchawkowe, a także spore pokrętło potencjometru, którego poruszenie powoduje natychmiastowe przejście ekranu w tryb regulacji wzmocnienia, z podaną jego wartością w decybelach. Wyświetlacz jest wprawdzie cyfrowy, ale pokrętło analogowe, a elektroniczna zawartość wzmacniacza też nawiązuje do klasycznych wzorców audiofilskich i analogowych rozwiązań, bo pracuje w czystej klasie A w oparciu o tranzystory dyskretne oraz toroidalne trafo, a budowa całości jest całkowicie symetryczna. Poza pierwszym w kolejności na drodze sygnału DAC-kiem od Sabre – który potrafi obrabiać sygnał po kablu USB o częstotliwości od 44,1 do 384 kHz i czytać za jego pośrednictwem słowa o długości od 16 do 32 bitów – we wnętrzu HA-1 znajdziemy też przedwzmacniacz i oczywiście wzmacniacz słuchawkowy, czyli to wszystko co zwykło się składać na przykomputerowy muzyczny kombajn.

Oppo HA-1_010_HiFi Philosophy

Wyświetlacz LCD na froncie, nie dość że wysokiej klasy, to jeszcze bardzo funkcjonalny i czytelny. Bajer, ale za to jaki!

Z rzeczy szczególnie godnych odnotowania trzeba wspomnieć o nadmienionej już możliwości przetwarzania sygnału DSD, i to nie tylko w standardowym 2.8224 MHz (DSD 64), ale także podwojonym 5.6448 MHz (DSD 128), a nawet czterokrotnym 11.2896 MHz (DSD 256 – native mode only). Urządzenie dysponuje obsługą standardu Bluetooth 2.1 + EDR, przenosi pasmo 10 Hz – 200 kHz (+0/-2 dB), a prądu pałaszuje tyle co 70 watowa żarówka. Na tylnym panelu znajdziemy po parze wejść i wyjść RCA, a także jak przystało na audiofilski obiekt symetryczny XLR, oraz oczywiście wejścia USB (2.0) i koaksjalne, jak również optyczne. Nie bez znaczenia jest obsługa wszystkich urządzeń Appla, bycie dokiem dla wszystkich urządzeń przenośnych (port USB z przodu) oraz posiadanie pilota.

Wszystko to razem wygląda nader pokaźnie i efektowniesie prezentuje, zwłaszcza że obudowa cała jest z aluminium, a wykonanie perfekcyjne. Życzą sobie za te wszystkie delicje i możliwości 6596 PLN u nas i $1199 w USA; a dlaczego tak jest, już wyjaśniałem przy okazji recenzji słuchawek PM-1.

Odsłuch: Przy komputerze

Oppo HA-1_006_HiFi Philosophy

Podobnie jest z dołączonym pilotem.

   Bierzmy się za słuchanie. Przypomnę tylko, że w przypadku rozpoczynającego zabawę w odsłuchy słuchania przy komputerze, użyty został podkupiony od ifi moduł iUSB Power oraz stanowiący wraz z nim komplet kabel USB Gemini, natomiast z komputera do iUSB Powera sygnał wprowadzony został kablem USB Tellurium Q Blue.

 

OPPO PM-1 i reszta

Nie będziemy zwlekali i sztucznie podkręcali atmosfery lawirowaniem, tylko od razu użyjemy słuchawek wzmacniaczowi dedykowanych, bo cała reszta to wszak jedynie przypisy i uzupełnienia. Nie po to przecież wypuszcza się komplet wzmacniacz-słuchawki, żeby ktoś zaczynał opis i recenzorskie uwagi od słuchawek, które nie są według producenta idealnym wyborem.

Owych PM-1 nie użyjemy jednak tak po prostu, bo gros odsłuchów wykonanych zostanie, jak mówiłem, z kablem symetrycznym. Trzeba za taki kabel dopłacić paręset złotych (polska cena w momencie gdy to piszę nie jest jeszcze ustalona), lecz wnosi on do brzmienia na tyle wiele, że warto się szarpnąć, bo jak już wyłożyliśmy ponad dwanaście tysięcy na słuchawki i wzmacniacz, to te paręset złotych ewentualnej oszczędności kosztem niemożności wyzyskania wszystkich walorów systemu nie ma zupełnie sensu. Nie ma też moim zdaniem sensu oszczędzanie na module wzmacniającym sygnał USB od ifi, o ile oczywiście sygnał taki ma być naszym podstawowym źródłem. Wszystko to sowicie się opłaci, bo tak oprzyrządowane słuchawki PM-1 zagrają w sposób naprawdę szlachetny, godny miana szczytowego high-endu.

Oppo HA-1_020_HiFi Philosophy

Sporych rozmiarów kratka na szczyćie to już jednak żaden bajer, a absolutny mus, gdyż HA-1 grzeje się wprost niemiłosiernie.

Napisałem w ich recenzji i słowa nie cofam, że w przypadku innych wzmacniaczy potrafią mieć te nowe planarne OPPO specyficznie podejście do górnych rejestrów. Niby są całkiem otwarte, a jednak trochę schowane, albo – gdyby ktoś taki porządek wolał – mimo iż są schowane, to jednak całkowicie otwarte. Niezależnie jednak od tego, który przymiotnik postawimy przed którym, rzecz sprowadza się do jednego – inne słuchawki najwyższej klasy górne rejestry częstokroć miewają bardziej ofensywne i bardziej eksponowane. A to z kolei może się, chociaż na szczęście nie musi, przekładać na brzmienie całościowo nieco za mało brylujące i powodujące niewystarczającą ekscytację. Powiedzmy otwartym tekstem – nieco zbyt pogrubione i dające wrażenie spowolnienia. Wcale być takie nie musi, a odpowiednia aparatura wzmacniająca potrafi przydać słuchawkom OPPO żywiołowości i temperamentu, ale tak to czasem z nimi bywa, a czasem nie bywa; zależy od źródła i wzmacniacza. Co ciekawe, nie było tak z przenośnym odtwarzaczem plikowym HiFiMAN HM-802, ale już z bardzo skądinąd wybitnym wzmacniaczem stacjonarnym Phasemation coś takiego się rysowało i nie było powodem do satysfakcji. Dlaczego było tak akurat z Phasemation, który wielokrotnie udowodnił, że potrafi słuchawki napędzać naprawdę przednio, to inna sprawa, co do której mam dwa podejrzenia. Pierwsze, to kwestia symetryczności; i ona jest oczywista. Wzmacniacz, tak samo jak recenzowany OPPO, jest symetryczny i bez symetrycznego podpinania słuchawek spisuje się gorzej. No a odpowiedniego dla słuchawek OPPO kabla do spinania z Phasemation nie miałem. Drugie podejrzenie jest mniej oczywiste, a dotyczy źródła, czyli w tamtym wypadku odtwarzacza Accuphase.

Oppo HA-1_002_HiFi Philosophy

A sokoro przy grzaniu jesteśmy, to pora podpiąć Oppo do jakiegoś zacnego źródła.

Miewają te CD-ki i SACD-ki od Accuphase sporadyczne napady wygaszania wysokich częstotliwości podpinanym sobie urządzeniom; i z czego się to bierze, pojęcia nie mam, ale czasami tak się zdarza i może tu też tak było. Czy faktycznie, tego już niestety nie sprawdzę, bo Accuphase DP-720 w międzyczasie wybył i zostanie zastąpiony innym źródłem, a na marginesie dopowiem tylko, że jedyny ich odtwarzacz, z którym takie coś nie zdarzyło się nigdy, to szczytowy DP-900. Ale na razie jesteśmy przy źródle komputerowym i ono jest naszym celem.

Co, jak, z czym i dlaczego gra, grało i grać będzie w sensie różnych wzmacniaczy łączonych ze słuchawkami OPPO, mniejsze ma teraz dla nas znaczenie, bo bierzemy na tapetę własny dedykowany im wzmacniacz samego OPPO, czerpiący sygnał USB smakowicie doprawiany większą mocą przez iPower-a od ifi.

Odsłuch: Przy komputerze cd.

Oppo HA-1_016_HiFi Philosophy

Chociażby do najnowszego Ayona, który już sprawia świetne wrażenie.

   Zacznijmy od refleksji. Bywają w życiu recenzenta chwile irytujące i momenty zwątpienia. Wynikają one głównie z pośpiechu i konieczności pisania pod dyktando cyklu wydawniczego, ale w nie mniejszym prawie stopniu z ograniczeń sprzętowych. Nie da się jednym słuchawkom czy jednemu wzmacniaczowi poświęcić kilku tygodni, by uważnie wszystko posprawdzać, wygrzać jak należy i użyć bardzo szerokiego spektrum aparatury testującej. Nigdy nie piszę wprawdzie na podstawie urządzeń prosto z pudełka, ale czasami kilka dni grzania okazuje się dalece niewystarczające, a użyty sprzęt akurat takim nie trafionym. Nie chcę się tłumaczyć, biorę wszystko na siebie, a w ramach tego brania zmuszony jestem napisać, że słuchawki OPPO PM-1 wcale nie mają schowanej góry. Nie mają wprawdzie aż tak ofensywnej jak Pandora Hope VI, ale już na przykład z ich własnym wzmacniaczem przy komputerze okazały się identycznie akcentować wysokie tony jak AKG K812. No a to zdaje się nie kto inny jak ja sam napisałem kiedyś, że te AKG forsują soprany bardzo mocno i górę mają zawsze całkowicie otwartą. Otwartą mają także ze wzmacniaczem OPPO HA-1, ale ta ich otwartość miała tutaj inny nieco kształt niż u słuchawek dedykowanych. Bardziej bowiem zwracała uwagę na aspekt przestrzenny i bardziej wraz z całą muzyką ukazana była w pespektywie, przy jednoczesnym nieznacznym ale zaznaczającym się dystansie do pierwszego planu i lekkiej ogólnej pogłosowości, podczas gdy PM-1 grały bardzo blisko, bez żadnego dystansu, też wprawdzie w oprawie lekkiego pogłosu, ale nie na zasadzie odchodzącego w dal echa, tylko aury wokół każdego dźwięku. To i to brzmienie było nadzwyczaj satysfakcjonujące, a poza wymienionymi różnicami zaznaczała się zwłaszcza jedna. Brzmienie OPPO było gładsze niż AKG. Ale zarazem już nie tak gładkie jak kiedy pisałem ich recenzję, tylko ze śladowo pojawiającym się miejscami meszkiem, jednak wyraźnie gładsze niż u konkurencyjnego flagowca, choć jednocześnie podobnie jak u niego z całkowitym wyzwoleniem od powierzchniowego napięcia, czyli tej bąblowatości, której sporo czasu poświęciłem podczas pisania ich recenzji.

Oppo HA-1_012_HiFi Philosophy

Wszystko gotowe, czas na muzykę.

Trzeba niewątpliwie odnotować w poczet zasług wzmacniacza OPPO HA-1, że z żadnymi spośród testowanych przy komputerze słuchawek nie dawał dźwięku obarczonego wadliwą moim zdaniem w stopniu bardzo nieprzyjemnym cechą napięcia powierzchniowego, powodującego wrażenie kontaktu z nieprzenikliwą i mniej czy bardziej niepodatną na uginanie powłoką każdego brzmienia. Wszystkie użyte słuchawki z HA-1 grały naturalnie, a ich brzmienia swobodnie i bez żadnych wyczuwalnych ograniczeń przemierzały scenę. Odniosłem jednocześnie wrażenie, że u AKG wysokie tony wychodziły ze średnicy łukiem nieznacznie wklęsłym (krzywa wykładnicza), podczas gdy u OPPO odwrotnie, lekko wypukłym, co dawało wrażenie, że u AKG soprany są bardziej zaznaczone i smukłe, mimo niewątpliwie odczuwalnej ich przestrzenności. U OPPO bardziej były zaś przysadziste i mniej podkreślone, choć podobnie wysoko sięgające. Z kolei trzecie ze słuchawek porównywanych – Pandora Hope VI – charakterystykę przejścia od średnicy do wysokich tonów zdawały się mieć najbardziej prostoliniową i jak zawsze brylowały spektakularną dźwięcznością oraz charakterystycznym dla głośników tubowych rozciągnięciem dźwięków na wyjątkową długość trwania i dystans przestrzenny. Wszystkie trzy słuchawki odznaczały się przy tym cechującym high-endowe granie ogromnym bogactwem szczegółów, a pośród tego bogactwa Pandora prezentowała styl najbardziej pienisty, podekscytowany i idący ku jaskrawości, AKG wypośrodkowany, perfekcyjny i cieniujący, a OPPO najłagodniejszy, najgładszy, najbardziej pełny i z najbliżej słuchacza posadowionym brzmieniem.

Oppo HA-1_015_HiFi Philosophy

Zacznijmy od słuchawek, którym omawiany wzmacniacz był dedykowany – Oppo PM-1.

Nie należy jednak stąd wnosić, że ta spokojność nosiła cechy relaksu i daleko idącego uspokojenia. Jeżeli już, to tylko marginalnie i na tle innych, bo brane z osobna nazbyt to brzmienie było bogate i zajmujące, by traktować je w ten sposób. Szczerze mówiąc, nie oczekiwałem, że sprawy przybiorą taki obrót, to znaczy raczej nie miałem nadziei, że słuchawki OPPO ze swoim wzmacniaczem się całkowicie otworzą, ponieważ poprzednio użyłem czterech wysokiej klasy wzmacniaczy i z żadnym nie grało to tak spektakularnie w sensie dźwięczności i sopranowego dzwonienia. Bowiem najwyżej soprany ciągnący Questyle miał pomiędzy sopranami a średnicą dziurę, a z kolei Twin-Head dawał obraz dźwięczny wprawdzie, ale nie w aż tak oczywisty sposób dający równowagę względem średnicy i niskich tonów. Phasemation to w ogóle była porażka, a Leben najbliższy był chyba samemu OPPO, ale też nie do końca. Jak widać na tym przykładzie, z sopranami bywają największe kłopoty, bo potrafią znikać, a potrafią też być za bardzo obecne, i to do tego w bardzo niemiły, uszczypliwy sposób. Są najbardziej niesforne i taką już mają urodę.

Przywołane przed chwilą niskie z kolei tony przykuły i tym razem moją uwagę, bo w końcu kto ma mieć najlepsze, jak nie słuchawki ortodynamiczne. Pod tym względem rozczarowania na pewno nie będzie, tylko masa satysfakcji, bo jest ten bas w PM-1 zjawiskowej urody i nie inaczej pracuje pod dyktando wzmacniacza HA-1. Jest stosunkowo miękki, bez żadnego efektu bicia w kartonowe pudła i bez piskliwych, jęczących talerzy perkusyjnych, tylko masywny, bardzo przestrzenny i naturalnie tętniący. W porównaniu AKG i Pandory (inna rzecz, że nie mogące korzystać z dobrodziejstw symetryczności) miały te niskie rejestry przeplatane talerzami bardziej nerwowe i nie tak przestrzenne. Też w obu przypadkach znakomite i nawet ktoś mógłby woleć taką z lekka jazgoczącą ekscytację, ale miękki, naturalny finisz OPPO mnie podobał się najbardziej. Potrzeba nieco wysiłku intelektualnego by zdać sobie sprawę, że łagodniejsze transjenty słuchawek planarnych mimo mniejszej popisowości są bardziej prawdziwe i w ostatecznym rachunku prawd dają lepszą wypadkową niż iskrzenie i piana obecnych w porównaniu dynamicznych, ale także trzeba też brać pod uwagę, że iskrzenie i pienistość mogą komuś odpowiadać bardziej.

Oppo HA-1_017_HiFi Philosophy

I okazał się ten duet naprawdę utalentowanych, w zasadzie ciężko się do czegokolwiek przyczepić.

Można woleć smuklejsze i mocniej uwydatnione soprany od AKG albo efekty charakterystyczne dla głośników tubowych i niespotykaną dźwięczność Pandor, ale z własnym wzmacniaczem słuchawki OPPO grały niewątpliwie najbardziej poprawnym dźwiękiem i tylko ta trochę zbyt duża gładkość, z pierwszymi dopiero śladami pokrycia aksamitem, mogła być odczytywana jako słabość względem bardziej detalicznych tekstur tamtych. Ale słychać jak to się u nich zmienia, jak pogłębia, i na pewno pod tym względem nie powiedziały jeszcze OPPO ostatniego słowa. A poza tym, jak napisałem w ich recenzji, ktoś gładką powierzchnię dźwięku może woleć.

Odsłuch: Przy odtwarzaczu 

Oppo HA-1_013_HiFi Philosophy

No ale nie samymi planarami człowiek żyje, więc do występu szykują się nasi dynamiczni faworyci.

   W drugim końcu pokoju czai się tradycyjne audio. A tam, czai – ono się rządzi. Ono się rozparło i ma siebie za najważniejsze. Nie będziemy się o to z nim kłócić, tylko niech pokaże co potrafi. Postawiłem recenzowanego delikwenta na niedawno przybyłym przetworniku Ayona o lampowych wyjściach, a tego znów podpiąłem kablem optycznym do Cairna. Dobry jest ten nowy Ayon, z góry uprzedzam, bo słuchałem go już z głośnikami, nie byle jakim zresztą, tylko samego Raidho, i wierzcie mi, dużo umie. Kabla XLR też użyłem zacnego – Siltecha Royal Princess – no i zabrałem się za sprawdzanie czy komputery mogą się już z takimi systemami bić, czy jeszcze nie mogą. Wychodzi na to, że mogą. Wysłuchałem tych samych płyt co wcześniej przy komputerze i pewne rzeczy wypadły na systemie klasycznym lepiej, ale nie wszystkie. Co było lepsze, to dynamika, szybkość i głębia brzmienia. Najbardziej szybkość. Wyraźnie szybciej to grać zaczęło i niewątpliwie głębszym cokolwiek dźwiękiem, a także z głębszym wejściem w samo nagranie, takim do samego dna tekstur i jadąc po głębszych, bardziej fantazyjnie kreślonych amplitudach, ale to wszystko pewnym kosztem. Mianowicie kosztem dokładności wypowiedzi. Szybsze, żywsze granie, więcej kontrastu i znacznie silniejszy akcent na instrumenty niż wokalizę, powodowały, że ta ostatnia gubiła się nieco w ogólnym tumulcie scenicznym przy nagraniach rockowych i trudniej było zrozumieć co kto śpiewa. Od razu mi się to narzuciło, a więc nie były to żadne krawędzie percepcji, tylko coś bezproblemowo do usłyszenia.

Ale w zakątku stacjonarnym z czasem, w miarę jak sprzęt się rozgrzewał, przejawiło się coś jeszcze, coś bardzo ważnego. Przejawiła się różnorodność. Bo owszem, przy komputerze też każde słuchawki grały inaczej i swoim stylem, ale tutaj to poróżnicowanie niewątpliwie się nasiliło. Pandory wręcz oszalały. Takie dawały popisy sopranów, grały tak akustycznie i z tak mikroskopową precyzją sczytywały szczegóły, że podziw brał. Podekscytowanie miały niesamowite i wszystkie inne słuchawki w porównaniu wydawały się aż za spokojne. Najspokojniejsze były przy tym jak zwykle OPPO, co nie znaczy, że miałem im to za złe albo coś niepokojącego z tego wynikało. Mają taki styl i jest on jednym z wielu do rozważenia przy zakupie. To styl dużych, bardzo starannie wypowiadanych dźwięków, charakterystycznej dla słuchawek planarnych bliskości pierwszego planu, mocnego, wyrazistego a jednocześnie raczej miękkiego basu, stonowanych sopranów i mniejszego zainteresowania tym co dzieje się w głębi sceny. A jednocześnie analogiczna jak u innych klasa ogólna w oparciu o krystaliczną czystość oraz przejrzystość.

Oppo HA-1_011_HiFi PhilosophyOppo HA-1_007_HiFi PhilosophyOppo HA-1_003_HiFi Philosophy

 

 

 

 

By urozmaicić sprzętowy repertuar, sięgnąłem po wygrzewające się dopiero Grado GS1000e, i szokująca wręcz była różnica o jak wiele się u nich więcej działo w głębi sceny, jak dużo o tamtych zdarzeniach miały one do powiedzenia, a jak bardzo cały ciężar informacyjny był u OPPO przekierowany na front ataku. Oczywiście w nagraniach studyjnych czy solowych nie było to specjalnie widoczne, ale pierwsza wzięta symfonia ukazała natychmiast ogrom różnic. Po Grado sięgnąłem jednak także dlatego, że trochę rozczarowały mnie AKG i chciałem się upewnić jak to wypada w szerszym wachlarzu porównań. Rozczarowanie polegało na nie dość dobrym wypełnieniu. Wszystkie inne aspekty flagowe AKG miały znakomite i często lepsze niż przy komputerze, ale o ile w komputerowym zakątku z wypełnieniem nie miały żadnych kłopotów, to tutaj one jedne trochę za mało się wypełniały i czułem cały czas, że nie jest to pod tym względem ich normalny poziom artystycznej obróbki dźwięku. Niewątpliwie wynikało to z jakiegoś konfliktu pomiędzy wzmacniaczem a DAC-kiem Ayona, akurat w ich przypadku się ujawniającym, a zupełnie nie występującym u wszystkich innych i nie mającym żadnej analogii w przypadku DAC-ka samego OPPO. Dziwne to w sumie było, bo słuchawki samego OPPO, Pandory i Grado miały świetne wypełnienie, no ale takie konflikty się czasem zdarzają i nie ma na to żadnej rady poza zmianą któregoś z urządzeń. Nie ma jednak co z tym przypadkiem przesadzać, bo brak wypełnienia był bardzo nieznaczny i tylko takiemu przewrażliwionemu audiofilskiemu cholerykowi jak ja mógł przeszkadzać.

Znacznie ważniejsze było jednak jak ze swoim wzmacniaczem grają same OPPO i jak wygląda w ich przypadku sprawa prezentacji górnych rejestrów oraz kwestia napięcia powierzchniowego dźwięku. W obu przypadkach wiadomości znów są dobre. Góra nie była wycofana ani złagodzona, tylko bardzo ładnie, spokojnie ukazana. Bez takich szarż i erupcji jak u Pandora Hope VI, ale i bez takich kłopotów jakie były z Phasemation i Questyle. Jednocześnie była spokojniejsza i powściągliwsza niż w przypadku grania przy komputerze z użyciem wewnętrznego DAC-ka samego OPPO, co dobrze świadczy o zestrojeniu słuchawek z własnym wzmacniaczem i jednocześnie wskazuje, że priorytetem twórców było granie właśnie przy komputerze z wykorzystaniem całej zawartości HA-1 oraz przystosowanie słuchawek do aparatury przenośnej, o czym zaświadcza świetny występ z odtwarzaczem przenośnym HiFiMAN HM-802. Nie znaczy to wcale, że kiedy źródłem jest tradycyjny odtwarzacz, cokolwiek brzmi gorzej. Same OPPO podobały mi się z Cairnem i przetwornikiem Ayona bardziej, bo brzmiały żywiej i głębiej przenikały w świat nagrania, czemu spokojniejsza, bardziej aksamitna góra wcale nie przeszkadzała.

Oppo HA-1_007_HiFi Philosophy

A wniosek z tych odsłuchów jest taki, że choć podobnych urządzeń jest od zatrzęsienia, to konstrukcji Oppo tylko nieliczni mogą dorównać.

Różnica względem komputera nie była jednak duża, natomiast duża była różnica cen, bo nawet świetnie wyposażonego PC-ta albo laptopa można mieć za pięć tysięcy, a Cairn, Ayon i spinający je z HA-1 interkonekt były łącznie sześć razy droższe. Inna rzecz, że przy komputerze pracował tutaj iPower oraz kabel Gemini; nie zmieniają one jednak tego obrazu prawie w żadnym stopniu poza samym wpływem na brzmienie, niewątpliwie pozytywnym.

Podsumowanie

Oppo HA-1_018_HiFi Philosophy   Zarówno słuchawki OPPO PM-1 jak i dedykowany im wzmacniacz OPPO HA-1 są produktami udanymi. Jak na debiutantów, udanymi nawet bardzo. Wystarczy popatrzeć na konkurencję. Nie przypominam sobie, by ktokolwiek wyskoczył startując od zera ze słuchawkami tej klasy. Zarówno HiFiMAN jak i Audeze zaczynali dużo skromniej, bo Audeze LCD-1 i HiFiMAN HE-5 na pewno nie były słuchawkami klasy OPPO PM-1. Trzeba jednak od obu tych debiutujących OPPO zarazem dużo wymagać, bo ich ceny nie pozwalają na co innego. Gdy chodzi o estetykę, ergonomię, wsad surowcowy i techniczny oraz wykonanie, nie ma szans na najmniejszą krytykę. Tu wszystko jest tip-top i od krytykanctwa wara. Jedynie fakt, że wzmacniacz bardzo mocno się rozgrzewa, może być odebrany minusowo, no ale tak pracują urządzenia w czystej klasie A i na to jeszcze nikt nie wynalazł sposobu; i raczej nie wynajdzie, bo prawa fizyki trzeba by przy okazji zmienić. A co do brzmienia? Tu także moim zdaniem absolutnie nie ma się czego czepiać. Słuchawki grają popisowo i pod niektórymi względami, jak choćby precyzją wypowiedzi, naturalną miękkością basu, czy wielkością źródeł, potrafią zaginać nawet najbardziej uznanych konkurentów. Nie są wprawdzie konglomeratem samych takich przewag, w związku z czym – jak napisałem w ich recenzji – nie można ich okrzyknąć najlepszymi z najlepszych i przełomowymi, ale stanowią kolejny element szerokiej palety alternatyw, wraz z takimi jak Sennheiser HD 800 czy Audeze LCD-3 pozwalając szukać brzmień tobie, przyszły nabywco słuchawek wysokich lotów, najbardziej odpowiadających.

Co do wzmacniacza, to niewątpliwie ze swoimi firmowymi słuchawkami stanowi udany mariaż, pozwalając, zwłaszcza przy komputerze, czyli z wykorzystaniem własnego wewnętrznego przetwornika, wydobywać z nowych OPPO to, na co naprawdę przy danym źródle sygnału jest stać. Brzmienia duże, dokładne, fascynująco bogate, poparte pełnym i równomiernie odtworzonym pasmem, z wyjątkowo eleganckimi i naturalnymi partiami basowymi, zawsze bez jazgotu górnych rejestrów i z bardzo dobrym, zwłaszcza dykcyjnie, oddaniem partii wokalnych. Gdy zaś chodzi o najwyższej klasy słuchawki innych producentów, to trzy przeprowadzone próby, z Grado, Final Audio i AKG, pokazały, że jeśli nie liczyć tego drobiazgu z wypełnieniem u tych ostatnich przy odtwarzaczu CD, dostajemy zawsze też brawurowe brzmienia, zwłaszcza w przypadku Pandora Hope VI w tradycyjnym systemie stacjonarnym, co wskazywałoby na najlepszą współpracę ze słuchawkami o bardzo wysokiej skuteczności. A jak chodzi o te Pandory, to tak korzystnie się nawet składa, że stanowią wraz z samymi OPPO dla wzmacniacza HA-1 rewelacyjną alternatywę, pozwalającą wybierać pomiędzy brzmieniami nakierunkowanymi bardziej na dolne lub górne rejestry i bardziej skupionymi na pierwszym planie bądź bardziej całościowymi, w oparciu o wielką przestrzeń. W przypadku obu tych słuchawek okazał się wzmacniacz HA-1 urządzeniem lepszym niż Phasemation czy Questyle, co nie wymaga chyba komentarza.

Pozostaje jeszcze jedno porównanie, porównanie do świeżo zrecenzowanego systemu ifi przy komputerze. Porównanie bardzo ciekawe i zarazem trudne. Nie uchylę się od niego, mimo iż dyplomatycznie byłoby tak postąpić. W audiofilizmie nie chodzi jednak o dyplomację, bo nie polega on na dobrym partnerstwie ze wszystkimi, tylko na wyborze jednego optymalnego partnera. Jest zatem rodzajem małżeństwa, jednak bardziej bezkompromisowym, w którym rozwody są niewiele rzadsze od wzwodów, co pokazuje praktyka.

A więc jak jeden wielki (hip)OPPO HA-1 wypada na tle gangu małych ifi? Wypada równorzędnie, ale prezentuje się inaczej. Zupełnie nawet. OPPO HA-1 to bowiem wzmacniacz grający w klasycznym stylu i bez upiększeń. Jest rzetelny i zacny, z wszystkimi przydanymi takiemu graniu tradycyjnymi walorami. Dynamiczny, szczegółowy, dokładny tonacyjnie i artykulacyjnie. Obdarza brzmieniowym bogactwem i jest bardzo w tym obdarzaniu staranny, zwłaszcza gdy chodzi o dykcję, bas i przedstawianie pierwszego planu. Wyraźność wypowiadania ma na pewno lepszą i mniej jest nietypowy oraz zaskakujący. Kiedy go słuchamy, pojawia się myśl – świetny wzmacniacz. Klasyczna, pełnowymiarowa (nie tylko optycznie) solidność przy komputerze. Niezależnie od jakości materiału źródłowego z każdymi słuchawkami słucha się przyjemnie, a najbardziej spośród wypróbowanych z samymi OPPO i AKG K812, które przy komputerze nie miały żadnych problemów z wypełnieniem. Natomiast wieżyczka gangu ifi walory ma inne, bardziej niecodzienne. Już sam wygląd posiada nietypowy, ale to głupstwo. Ważne jest co innego. Ważna brzmieniowa osobliwość, a ta jest jedyna w swoim rodzaju. Bo gra to niezwykłą przestrzenią, i to całkiem bez używania tych przestrzennych czary-mary, nazywanych przez producenta procesorem 3D. Całkiem bez tego mamy do czynienia ze zjawiskową holografią i w momencie kiedy to piszę słucham tych małych łobuzów ze słuchawkami OPPO, no i trudno nie zauważyć, że także im przydają zjawiskowej scenicznej głębi, której z ich własnym wzmacniaczem nie ma. Wszystko inne jest z nim podobne, i wszystko może nawet ciut lepsze, poza ewentualnie dynamiką i głębią brzmienia, które są analogiczne, ale muzyczny obraz generowany przez wieżę ifi faktycznie okazuje się kinem 3D, chociaż przełącznika 3D wcale nie trzeba do tego używać. O tym jak to jest z tym przełącznikiem pisałem już kiedy indziej i nie ma co do tego wracać, a teraz raz jeszcze tylko napiszę, że systemy obsługi muzycznej komputera od ifi i OPPO są równorzędne, ale o różnych przymiotach. A czy woli się staranność wypowiadania i ogólny nastrój łagodności z doskonałym basem i pełną kontrolą nad sopranami, czy zjawiskową holografię, to już nie mnie o tym decydować.

 

W punktach:

Zalety

  • Klasyczne walory brzmienia.
  • Znakomite całościowe bogactwo.
  • Łagodna melodyjność.
  • Siła spokoju.
  • Potężny, miękki a zarazem popisowy bas.
  • Wyjątkowa staranność artykulacji na obszarze wokalizy.
  • Zawsze spokojne, doskonale kontrolowane soprany.
  • Ale bez żadnego przycinania czy zubażania.
  • Przyjemna, minimalnie przyciemniona tonacja.
  • Bardzo dobra równowaga tonalna.
  • Dobra dynamika.
  • Duży zapas mocy.
  • Pełna symetryczność.
  • Dobra współpraca nie tylko z dedykowanymi słuchawkami.
  • DAC, przedwzmacniacz i wzmacniacz słuchawkowy w jednym.
  • Czysta klasa A.
  • Analogowy potencjometr.
  • Własny postument.
  • Komplet wejść i wyjść RCA i XLR.
  • Gniazda słuchawkowe 6,3 mm i 4-pin.
  • Obsługa USB do 384 kHz/32 bit włącznie.
  • Obsługa DSD, i to nawet czterokrotnego.
  • Transfer asynchroniczny.
  • Klasyczne wzornictwo i perfekcyjne wykonanie.
  • Aluminiowa obudowa.
  • Dedykowane słuchawki.
  • Pilot.
  • Uznany producent.
  • Polski dystrybutor.

 

Wady i zastrzeżenia

  • Dużo miejsca zajmuje.
  • Mocno się rozgrzewa.
  • Są lepsi w ukazywaniu walorów przestrzennych.
  • Tylko jeden wspólny DAC na oba kanały.
  • Pomimo dużej mocy lepiej wypadają słuchawki o dużej skuteczności.

 Sprzęt do testu dostarczyła firma:

logo

 

 

 

 

Strona producenta:

oppoLogo

 

 

Dane techniczne:

  • DAC: ESS 9018 Sabre 32 Reference DAC w trybie stereo.
  • Asynchroniczny transfer USB.
  • Transfer USB (2.0): do 384 kHz/32 bit.
  • Transfer Coaxial: do 192 kHz/24 bit.
  • Wzmacniacz słuchawkowy na tranzystorach dyskretnych w czystej klasie A.
  • Moc: 3,5 W dla wyjścia niesymetrycznego i 3,0 W dla symetrycznego.
  • Pasmo przenoszenia: 10 Hz – 200 kHz (+0/-1 dB).
  • THD: dla sygnału symetrycznego 0,0018%; dla niesymetrycznego 0,0056%.
  • Separacja kanałów: > 120 dB dla sygnału symetrycznego i > 90 dB dla niesymetrycznego.
  • Stosunek szumu do sygnału: > 111 dB.
  • Dynamika: > 120 dB dla sygnału symetrycznego i > 115 dB dla niesymetrycznego.
  • Impedancja wyjściowa: 0,5 Ω dla sygnału symetrycznego i 0,7 Ω  dla niesymetrycznego.
  • Zasilanie: AC 110-120 V~ / 220-240 V~, 50/60 Hz auto-sensing.
  • Pobór mocy: 70 W.
  • Wymiary: 254 x 80 x 333 mm.
  • Masa: 5,9 kg.
  • Cena: 6596 PLN.

 

System:

  • Źródła dźwięku: PC, Cairn Soft Fog V2 (transport) – Ayon Sigma (przetwornik).
  • Wzmacniacze słuchawkowe: OPPO HA-1, Phasemation EPA-007, Questyle CMA800R.
  • Słuchawki: AKG K812 (kabel FAW Noir), Grado GS1000e, OPPO PM-1, Pandora Hope VI.
  • Interkonekt: Siltech Royal Princess XLR.
  • Kabel USB: Tellurium Q Blue.
  • Kondycjoner sygnału USB: ifi iPower + kabel Gemini.
  • Kondycjoner prądu: Entreq Powerus Gemini.
  • System odniesienia: wieża ifi.
Pokaż artykuł z podziałem na strony

15 komentarzy w “Recenzja: Oppo HA-1

  1. Maciej pisze:

    Oppo jakiś czas temu pozostawiło u mnie przykre wspomnienie z problemem w przewijaniu utworów CD w jednym ze swoich odtwarzaczy oraz stukotem pojawiającym się przy tym zabiegu. Czy tutaj Piotrze natrafiałeś na jakiekolwiek ‚niefunkcjonalności’ ?

  2. Piotr Ryka pisze:

    Nie. Urządzenie wykonane jest naprawdę z wielką starannością i funkcjonowało bez zarzutu. Grzeje się tylko jak piecyk. Natomiast napęd w odtwarzaczu OPPO 105D to też nie było mistrzostwo świata. Nie sprawiał wprawdzie żadnych kłopotów, ale w moim CD Sony z 1992 roku zamontowano taki o dużo wyższej kulturze pracy. Ogólnie biorąc obecne napędy są skandalicznej jakości. Tylko te z Accuphase są klasą samą dla siebie. Pewnie Teac też robi dobre, ale nie miałem kontaktu.

    1. Maciej pisze:

      Mój Pioneer Stable Platter działa jak masło. Zabytkowy Philips CD104 jeszcze lepszy… Jak to niektórzy mawiają ‚lepiej w napędach to już było i nie wróci’.

      1. Piotr Ryka pisze:

        Wymieniłem dwa lata temu w komputerze napęd LG na Blue-ray Asusa. Asus niby firma uznana, a napęd działa koszmarnie. Czytać czyta, ale styl pracy ma jak stary traktor.

  3. Andrzej pisze:

    Firma Teac oprócz doskonałych transportów oferuje również w miarę niedrogi zestaw który potencjalnie mógłby stanąć w szranki z systemem Ifi jak i Oppo HA-1. Jest to przetwornik cyfrowo analogowy Teac UD-501, oraz wzmacniacz HA-501. Oba są zbudowane w konfiguracji dual mono i posiadają praktycznie wszysko dla osób które odtwarzają muzykę z różncych źródeł za wyjątkiem gramofonu, co nie oznacza iż osoby gustujące w winylach będą zawiedzione – Zestaw ma tendencje do grania dzwiękiem głębokim i nasyconym zbliżonym właśnie do brzmienia gramofonu. Oprócz tego jest możliwość dostosowywania brzmienia do własnych gustów za pomocą dostępnych filtrów, jeżeli to nie będzie wystarczało a posiada się komplet obu urządzeń jest możliwość wymiany wzmacniaczy operacynych we wzmacniaczu.
    Kto dokupi sobie firmowy wzmacniacz HA-501 oprócz wyżej wspomnianego rozdzielenia drogi sygnału,zamiast 100 mW dostępnych z gniazda słuchawkowego w przetworniku będzie miał 2×1,4 W dla słuchawek 32 omowych. Ale to nie wszystko firma Teac zadbała o to aby wzmacniacz jak najlepiej dopasowywał się do toru implementując we wzmacniaczu przełącznik tłumienia, zmiany napięcia i aktywne DC serwo.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Brzmi to wszystko obiecująco, ale dopóki nie usłyszę, to trudno cokolwiek powiedzieć.

    2. Maciej pisze:

      O tym Teacu czytałem, i z tego co wyczytałem to faktycznie zacna maszyna, choć idąca w analizę.

  4. Maciej pisze:

    …i nieco studyjny charakter.Kiedy OPPO z tego co pisze Piotr jednak bardziej umuzykalnione jest.

  5. Piotr Ryka pisze:

    Jeżeli tylko dystrybutor albo ktokolwiek dostarczy tego Teac, to na pewno przetestuję, bo sam jestem ciekaw.

  6. Maciej pisze:

    Na marginesie miło że SPL wypuściło nowego Phonitora 2 ze zdalnym sterowaniem i 3 wejściami.

  7. Jacek pisze:

    Jestem szczęśliwym posiadaczem oppo PM1, które wpinam do oppo BD105D. Jest to konfiguracja tymczasowa i planuję zakup lepszsgo wzmacniacza. To, że te słuchawki świetnie współpracują ze wzmacniaczem HA-1 sprawdziłem na ostatnim AS. Ciekawi mnie Pana zdanie na temat połączenia tych słuchawek ze wzmacniaczem Bakoon HPA-21. Może miał Pan okazję sprawdzić takie zestawienie?

  8. Piotrek pisze:

    Chciałbym zapytać o sekcje RCA w tym przetworniku? Jak sprawuje sie na tle konkurencji np Soul Note SLD 300 albo pioneera U-05 ew. N-70 AK

    1. PIotr Ryka pisze:

      W tej chwili oferowana jest już nowsza wersja wzmacniacza OPPO, tak więc wszystko wymaga aktualizacji, a tego nowego jeszcze nie słuchałem.

      1. Wojtek pisze:

        Panie Piotrze, z tego co mnie wiadomo nowsza wersja HA-1 nie jest oferowana (HA-1 zniknął z listy produktów na stronie oficjalnej Oppo Digital a zastąpiony został przez Dac Sonica), a sam HA-1 nie jest już produkowany, co potwierdzali pracownicy Oppo na łamach head-fi jak również to, że nie istnieje i nie jest planowana nowsza wersja tego combo. Natomiast dostępna jest jedynie modyfikacja w postaci HA-1 SE zrobiona przez firmę Audiocom. Szkoda, że taka decyzja Oppo – ciekawym rozwiązaniem mogłoby być zaproponowanie różnych kostek DAC tak jak robi to np. Burson. Przez zastosowanie i zaaplikowanie kostki ESS Sabre Oppo Ha-1 wydaje się być idealnym kompanem jedynie dla ciemniejszych słuchawek.

        1. PIotr Ryka pisze:

          Dzięki za aktualizację.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

OSTATNIE KOMENTARZE
© HiFi Philosophy