Recenzja: Octave V16

Odsłuch: Słuchawki przy komputerze

xxx

A z tyłu trzy pary wejść i głośnikowe odczepy.

   Pan komputer wyrósł nam na zarządcę i każdy mu teraz schlebia. Przymila się programami, sterownikami, poprawiaczami brzmienia. Swojego częstuję poprawiaczem iOne w oczekiwaniu na iGalvanic, dobrej jakości kablem USB Gemini i dobrym koaksjalnym Purista, a od środka smaruję Foobarem, ażeby gładko mi chodził. A przede wszystkim dopełniam przetwornikiem Ayon Sigma, żebym się go nie musiał wstydzić.

Na pierwszy etap zmagań wziąłem dwie pary słuchawek podejrzewanych o pokrewieństwo przetworników, obydwu typu Tesla – to znaczy Beyerdynamic T1 V2 z kablem Tonalium Audio i Fostex TH900 Mk2 z oryginalny symetrycznym, wcześniej próbując wyraźnie tańszych Denon D7200. Za zwierciadło porównań posłużył pochodzący od tego samego dystrybutora wzmacniacz słuchawkowy Ayon HA-3, nie mający wprawdzie możliwości napędzania głośników, ale za to mający duże triody 45ʼ, i to wspierane lepszymi dużo od stockowych sterującymi ECC82 Sylvania „long anode”.

Denony okazały się grać z komputerem gładziej niż kiedyś (nie używałem ich w międzyczasie więc to nie kwestia wygrzania). Z Octave głębiej, cieplej, minimalnie ciemniej i bardziej dobitnie obrazując; z Ayonem delikatniej i nieznacznie bardziej pogłosowo. W obu wypadkach dynamicznie i żywo, z dobrze wyczuwalnym zapasem mocy. Główna przewaga Octave – który podobał mi się bardziej – polegała na większym autentyzmie przekazu i większym weń zaangażowaniu. Mocniejsze wejście w muzykę i bardziej wyraziste, a także pogłębiane klimatem cokolwiek ciemniejszego brzmienia.

No to Beyerdynamic. Tym razem z kablem symetrycznym, a zatem w Ayona przez przejściówkę. Zacząłem właśnie od niego i teraz zabrzmiał o wiele głębiej, ciemniej i bardziej dobitnie. Z bliższymi wykonawcami i bardziej przywołującymi obecność, a także większą sferycznością samego dźwięku i sceny. Ogólnie o wiele bardziej dobitnie i w dobrym sensie drapieżnie, całościowo znacznie bardziej przekonująco. Z kolei Octave z tymi słuchawkami okazał się bardziej melodyjnie spokojny, bardziej o dziwo triodowy od autentycznej triody. Ze słabiej wyrażanym pogłosem, dzięki czemu znów bardziej autentyczny, a jednocześnie cieplejszy, melodyjniejszy, łagodniejszy na przejściach i na dźwiękowych obrysach; taki ogólnie śpiewniejszy, bez najmniejszego posmaku obcości czy dziwności. Gdybym miał przed odsłuchem zgadywać, powiedziałbym że będzie na odwrót, a tu masz – po raz kolejny audiofilska zgaduj zgadula okazała się wieść na manowce.

xxx

Oraz przyłącze modułu Black Box.

Kolejnym zaskoczeniem okazała się różnica pomiędzy Beyerdynamic T1 a Fostex TH900. Różnica nie w skutek ceny, bo tą T-jedynki z kablem Tonalium zyskują identyczną, ale różnica ogólna. Wyraźnie słychać było jak TH900 są mniej nasycone i jednocześnie szerzej prezentujące przestrzeń. W bardziej transparentnym i wyjątkowo czystym medium zawieszały brzmienia i głosy gładsze, mniej dociążone na środku pasma i z bardziej wyosobnionymi, mocniej akcentowanymi skrajami. Z lekką także poświatą wokół dźwięków, a nie tak gęsto, ciemno, chropawo i koherentnie. Miało to brzmienie swój urok, ale T1 podobały mi się bardziej. Co ciekawe, ze wzmacniaczem Ayona TH900 zagrały dużo bliżej stylu T1 aniżeli z Octave, to znaczy bardziej spójnie i gęsto – a w efekcie jako jedyne z porównywanych przy komputerze z tym wzmacniaczem podobały mi się bardziej. Lecz mimo to T1, zwłaszcza z Octave, dawały więcej życia, mniej oderwany bas i bardziej spójną mimo że mniejszą scenę, co dało ostatecznie przewagę niemieckiemu duetowi z polskim kablem nad austriacko-japońskim.

Słuchawki przy odtwarzaczu

To teraz zmiana planu: źródła i porównywanego wzmacniacza. Też rozpocząłem tradycyjnie od najtańszych nauszników, chociaż z kablem Tonalium lansowane przeze mnie nieustająco AudioQuest NightHawk do tanich już nie należą. Droższy od nich samych kabel kończy się symetrycznym wtykiem, toteż w symetryczne wyjścia wpinałem, bo oba wzmacniacze teraz je miały. Ale zacząłem od innych porównań; od samego Octave połączonego jednocześnie symetrycznym interkonektem Tellurium Q i niesymetrycznym Sulkiem 9×9. Tym drugim bardzo zdecydowanie droższym (trzydzieści tysięcy naprzeciw siedmiu), a w brzmieniu żywszym, nieco ciemniejszym i głębiej przeczesującym muzykę. Ogólnie zatem lepszym, mimo iż nicującym symetryczność, którą niektórzy tak cenią. Za to Tellurium okazał się lepiej pasować do wzmacniacza postawionego obok; bardzo porywczego z natury, wymagającego łagodzenia Pathosa Inpol Ear. Poza tym u niego symetryczność to cecha bardzo eksponowana, a więc kabel akurat.

xxx

Solidny, ciężki pilot obsługuje jedynie głośność.

Wróćmy do samego Octave. Dla łatwych w sensie napędzania ale niełatwych do zadowolenia sygnałem NightHawk ten wzmacniacz okazał się znakomity. Bez najmniejszego trudu przebił się przez ich gęste medium, czyniąc wszelką muzykę klarowną i zawieszoną w transparentnym otoczeniu. Z wyraźną nutą ciepła, eksponującą się brzmieniową głębią i przede wszystkim muzykalnością. Nie całkiem taką jak przy moich dużych triodach (za pamięcią, bo Twin-Head nie był w użyciu), ale też mocną, pierwszoplanową. Nie tak majestatycznie eksponowaną i nie tak długo podtrzymującą frazy, ale za to z szybkim atakiem i werwą, a mimo to płynnie i ujmująco.

To dobry moment by przejść do porównań z Pathosem. Ten grał z większym jeszcze naciskiem na dynamikę i szybkie tempo, a mniejszym na głębię brzmienia, romantyzm, trzymanie fraz i całościową muzykalność. W sumie brzmienia obydwu były dosyć podobne, ale Pathosa na tle Octave zbyt nerwowe, mniej ujmujące poetyką i ze słabszym czuciem przestrzeni. Zarówno tej wyczekującej, jak i tej już rysowanej dźwiękami. Tym samym droższy dwa razy Octave uzasadnił – przynajmniej do pewnego stopnia – swe dużo wyższe koszty, a trzeba też dodać, że oba wzmacniacze były znowu z lepszymi od sklepowych lampami – Octave wzmocniony pojedynczą Philips E182CC, a Pathos parą Philips ECC88 SQ.

Przeszedłem pod względem nauszników na coś super klasycznego, na Sennheiser HD 800 z niesymetrycznym kablem FAW Noir, a co za tym idzie także na sferę porównań dziurek niesymetrycznych. Natychmiast dało się wyczuć bardziej chropawe (w przyjemny sposób) u tych słuchawek czesanie po teksturach i ogólnie mniej gładki sposób artykulacji dźwięków. Nieznaczną też  obniżkę tonów średnich i większy kontrast pomiędzy nimi a sopranami. W przypadku wzmacniacza Octave dwa też nieco odmienne brzmienia, bo aktywacja mocniejszego biasu podbijała soprany, ożywczo działając na cały przekaz, czego z łatwiejszymi do napędzania  NightHawk nie dawało się zauważyć. Samo brzmienie u tych i tych słuchawek przy pewnej inności na tym samym jakościowym poziomie i obu z recenzowanym wzmacniaczem w komitywie, dające pełną satysfakcję. Porównywany Pathos grał bliższym dźwiękiem niż Octave i z wyraźnie podbitym basem, a przy tym wciąż mniej muzykalnie, chociaż różnica nie była już duża. Gdybym miał jednak wybierać, to na pewno Octave. Bowiem gdy szukać jakichś atutów Pathosa, to miał jedynie nieco większa dawkę tlenu i trochę bardziej nośne, eksportujące się brzmienie, jednakże kosztem dociążenia, nasączenia pierwiastkami urody i w efekcie całościowego piękna.

xxx

Porównywani z góry.

By wykonać wyraźny przeskok cenowy sięgnąłem następnie po MrSpeakers Ether Flow C z niesymetrycznym kablem Tonalium. To już ponad dziesięć tysięcy za słuchawki plus kabel, a zatem nie przelewki. I nie przelewki także pod względem dźwięku. Lepsze doświetlenie, lepsze scalanie gładzi z chropawością, a przede wszystkim dwa inne kluczowe czynniki. Pierwszy to bogatsza struktura samego dźwięku, bardzo łatwa do wychwycenia w dzwoneczkach, saksofonie, bębnach, ale także na strunach fortepianu czy skrzypiec. Więcej brzmienia w obrębie jednego dźwięku, jakże piękne go rozwarstwienie. I druga sprawa, to odrywanie się drobin od dźwiękowych powierzchni. Za jego sprawą aury, poświaty, złożoność pogłosowa, ale przede wszystkim sam ten muzyczny kurz, bez którego nie ma prawdziwego high-endu. Te rzeczy MrSpeakers z Tonalium miały od poprzedników lepsze, toteż nie dziwię się relacji jednego z poznańskich salonów, którego klient długo poszukujący odpowiednich słuchawek osiadł na koniec w MrSpeakers. Złożoności i dźwiękowego pyłu nie mają aż na miarę AKG K1000, ale można ich już porządnie posmakować, a smak to niezrównany. Odnośnie zaś różnic między wzmacniaczami, to nie pojawiły się nowe. Octave wciąż lepiej dociążał, miał dłuższe wybrzmienia i piękniejszą melodykę głosu.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

6 komentarzy w “Recenzja: Octave V16

  1. Adam K. napisał(a):

    Panie Piotrze, a czy recenzowany tu Octave zaliczyłby Pan do powiedzmy swojego „TOP 5” wzmacniaczy słuchawkowych?

  2. Piotr Ryka napisał(a):

    Nie jest aż tak dobry jak Headtrip czy Fostex V8 z Lampami Takatsuki, ale to liga Bakoona, Lebena, nie przerobionego i ze zwykłymi lampami Cary, Ayona. Trudno przy tym powiedzieć jak tamte poza Ayonem grałyby z Crosszone i MrSpeakers, bo nie próbowałem. Nie wiem też jak z Focal Utopia, Audeze LCD-4 i innymi najwybitniejszymi słuchawkami naszych czasów.

    1. AAAFNRAA napisał(a):

      Muszę chyba dać szansę tym MrSpeakers, ponieważ pierwsze podejście to była porażka. A ten klient w tym poznańskim salonie, to słuchał też podobno Utopie i wybrał właśnie MrSpeakers…

      1. Piotr Ryka napisał(a):

        Podobno, ale szczegółów nie znam 🙂

  3. Stefan napisał(a):

    Piotrze, drobna pomyłka Super Black Box to zewnętrzny zasilacz.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Tak, to prawda. Służy nie tylko do suba, ale także trudniejszych kolumn.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy