Recenzja: Octave V16

Budowa i okolice

xxx

Wspinamy się wysoko, a na szczycie pentody.

   Zdążyłem już zaanonsować, że recenzowany Octave V16 nie jest dla swego producenta klasyczny ani będący kontynuacją. To produkt nowatorski, zarówno w sensie przeznaczenia jak i rozwiązań technicznych. Oparty o tradycyjne dla Octave pentody, ale w nietypowej im konfiguracji single-ended a nie tradycyjnej push-pull; będący słuchawkowym wzmacniaczem z dodaną funkcją głośnikowej integry, czego nigdy wcześniej niemiecki producent nie oferował. Szczycący się w dodatku – podobnie jak recenzowany w zeszłym roku Fostex HP-V8 – nowatorskim pomysłem obwodu, w którym dwie pentody stopnia wyjściowego KT-120 są sterowane dwiema triodami średniej mocy EF800 (znanymi z mikrofonów Miktek) i pojedynczą małą triodą ECC82. Wszystko to ma automatyczną regulacją biasu i dwa jego nastawy »high-low«, pozwalające programować zakres mocy na osiem albo pięć wat. Dochodzi do tego filtr subsoniczny (można go aktywować lub nie) oraz regulowana impedancja dla słuchawek i kolumn. Nakłada się na to jeszcze wyjątkowo niski szum własny (- 110 dB), pozwalający mimo konstrukcji single-ended na komfortowe użytkowanie czułych słuchawek i czułych kolumn.

To wszystko mimo niewielkiej mocy kosztowało pokaźną obudowę i bardzo konkretną wagę, gdyż właśnie lampy w konfiguracji single-ended, klasa A i dużo regulacji. W dodatku dwa wejścia RCA i pojedyncze XLR, a na drugim końcu obwodu pojedyncze gniazdo symetryczne słuchawek 4-pin i zwykłe na duży jack oraz komplet odczepów kolumnowych.

Chwilę poświęćmy lampom, tak cenionym przez Andreasa. Para mocowych KT-120 pochodzi od rosyjskiego Tung-Sol, ich najpopularniejszego dostawcy, ale mogłaby też od chińskiego HAOBA – i wówczas byłaby to lampy napylone karbonem; mogłaby też od również chińskiego Psvane i wtedy być kopią Western Electric 310A, ale wówczas kosztowałaby ponad dwieście a nie ponad sto dolarów za dwie. Ale to jeszcze dalece nie wszystko, bo wzmacniacz akceptuje też lampy o innych mocach – KT-150, KT-88, 6550, a nawet EL-34. Zabawa w razie ochoty użytkownika zatem gwarantowana i można spędzić całe miesiące oraz wiele pieniędzy wydać na analizowanie różnic brzmienia. Natomiast większe sterujące, a dokładniej dwie wstępne EF800, osiągalne są tylko w jednej jedynej istniejącej jak świat szeroki i długi wersji, nie ma więc z nimi nic do roboty, co jednak nie stanowi straty, jako że to NOS Telefunken po $140 za parę. Bardzo więc dobra wiadomość, zważywszy jak sporadycznie tak dobre lampy mamy w obecnej produkcji wzmacniaczach.

xxx

KT-120 Tung-Sol.

Na ochłonięcie pojedyncza sterująca ECC82 pochodzi od JJ, a chociaż to dobra manufaktura, oferująca dobre lampy, pozwoliłem sobie zastąpić ją długoanodową Philips E182CC, która obecny słowacki produkt obrazowo i po audiofilsku się wyrażając wymiotła. Przesadzam klanowym naszym zwyczajem, ale na pewno zagrała ciemniej, głębiej i melodyjniej, a to wystarczająca rekomendacja. Telefunkeny zostawiłem oczywiście w spokoju i KT-120 też. Pierwsze, bo są bezalternatywne; drugie, bo alternatywy nie miałem.

Macając po całości wzrokiem w pierwszym odruchu zaskoczeni zostajemy nietypową formą budowy. Debiutując na tegorocznym High End w Monachium (a więc daleko jechać nie musiał) miał innowacyjny produkt Octave wielkie, świecowe KT-150, co wymuszało usunięcie ochronnej klatki. Przy mniejszych i bardziej płaskich KT-120 jest ona jednak standardem, toteż dostajemy wzmacniacz z lampami solidnie zabezpieczonymi czarnym jak reszta, pudełkowatym grillem. Nie jest on nazbyt piękny, więc zaraz go odkręciłem, co kosztowało chwilę kręcenia czterema małymi śrubami. Ale z tym grillem czy bez niego jest Octave V16 zaskakująco wypiętrzony, na które to wypiętrzanie u słuchawkowych wzmacniaczy moda się najwyraźniej nasila. Pionowy był kiedyś Cairn, pionowy niedawno Milo, a teraz pionowy największy z nich Octave. Zaletą tego wypiętrzania jest mniej zajmowanego miejsca, ewentualnym uszczerbkiem estetycznym mniejsze dopasowanie wyglądu do towarzyszącej aparatury.

Wzmacniacz nie usiłuje czarować powierzchownością, co jest dla Octave typowe. Gdyby nie niebieskie diody aktywności przełączników oraz symetryczne gniazdo słuchawek i dołączony pilot, można by o nim pomyśleć, że jest sprzed II wojny. Ale metalowe powierzchnie obrobiono starannie, zaopatrując je w chropawe, przyjemne dla oka, matowe wykończenie. Nic też nie można zarzucić precyzji wykonania: wszystko pasuje, siedzi mocno, jest właściwie rozplanowane.

xxx

A przed nimi trzy mniejsze lampy rozbiegowe.

Wypiętrzający się przód podzielono na trzy sektory. U dołu sekcję obsługową z sześcioma przyciskami regulacji, dużym potencjometrem, dwoma gniazdami słuchawek oraz okienkiem pilota. Na dole lokuje się też stopień zasilania, którego duży włącznik znajduje się nisko na lewym boku. Powyżej jest sekcja obwodu właściwego, biegnącego od lampy do lampy, a ściślej od podstawki do podstawki. Żadne szczegóły techniczne jej dotyczące nie zostały ujawnione, poza samym podkreśleniem nowatorstwa i trybu single-ended. Jest za to parę ciekawostek, potęgujących to nowatorstwo. Specjalny transformator, oczywiście produkcji własnej, oraz specjalne z niego korzystanie pozwala rozszerzyć pasmo przenoszenia do granic 20 Hz – 100 kHz, co jest zakresem niespotykanym u wzmacniaczy budowy single-ended. Inną ciekawą sprawą jest dbałość o życie lamp, przedłużane dzięki oszczędnemu gospodarowaniu ich mocą; zarówno podczas reprodukowania muzyki, kiedy to nigdy nie zostają przekroczone wartości prądu im zalecane (co w innych wzmacniaczach bardzo często ma miejsce), jak i w chwilach muzycznej pauzy, gdy moc redukowana jest  automatycznie do zaledwie trzydziestu procent. Ciekawą funkcją jest także możliwość podpinania poprzez specjalne gniazdo modułu Octave Super Black Box, przeznaczonego do obsługi subwoofera.

Na szczycie ostatnia sekcja, czyli ta klatka z lampami, które moim przynajmniej zdaniem prezentują się dużo lepiej, gdy nie są osłonięte. Ale niektórzy mają małe dzieci albo wścibskie zwierzaki, toteż solidna osłona zawsze może się przydać. Duże pentody prezentują się elegancko, a ich łagodne światło ma magnetyczną siłę. Dwie z przodu mniejsze triody po bokach i jedna mała na środku dopełniają kompozycyjnej symetrii.

xxx

Na dole gama regulacji i słuchawkowe gniazda.

Wzmacniacz można obstalowywać w obudowach czarnej, srebrnej, niebieskiej bądź białej, a także w kolorach mieszanych. Niezależnie jednak od barwy kosztował będzie 36 900 PLN, a zatem dużo pieniędzy. A skoro taki drogi, to i wymagać trzeba. Fakt, że pokaźną osłodą jest bycie także głośnikową integrą, bo dla nich takie pieniądze to już nic specjalnego, ale taki na przykład Leben CS-300F też daje jedno i drugie, i też w napędzaniu lampowym, za jedną trzecią tej kwoty.

 

 

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

6 komentarzy w “Recenzja: Octave V16

  1. Adam K. pisze:

    Panie Piotrze, a czy recenzowany tu Octave zaliczyłby Pan do powiedzmy swojego „TOP 5” wzmacniaczy słuchawkowych?

  2. Piotr Ryka pisze:

    Nie jest aż tak dobry jak Headtrip czy Fostex V8 z Lampami Takatsuki, ale to liga Bakoona, Lebena, nie przerobionego i ze zwykłymi lampami Cary, Ayona. Trudno przy tym powiedzieć jak tamte poza Ayonem grałyby z Crosszone i MrSpeakers, bo nie próbowałem. Nie wiem też jak z Focal Utopia, Audeze LCD-4 i innymi najwybitniejszymi słuchawkami naszych czasów.

    1. AAAFNRAA pisze:

      Muszę chyba dać szansę tym MrSpeakers, ponieważ pierwsze podejście to była porażka. A ten klient w tym poznańskim salonie, to słuchał też podobno Utopie i wybrał właśnie MrSpeakers…

      1. Piotr Ryka pisze:

        Podobno, ale szczegółów nie znam :)

  3. Stefan pisze:

    Piotrze, drobna pomyłka Super Black Box to zewnętrzny zasilacz.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Tak, to prawda. Służy nie tylko do suba, ale także trudniejszych kolumn.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy