Recenzja: Nottingham Horizon

Budowa

Wielki powrót po latach - Nottingham Horizon w całej okazałości.

Wielki powrót po latach – Nottingham Horizon w całej okazałości.

   Wizualnie urządzenie jest nietypowe, ale powiedzmy sobie uczciwie – nie ma teraz czegoś takiego jak typowo wyglądający gramofon. Kiedyś taki typ występował i było nim pudło z nie rzucającym się w oczy ramieniem i talerzem, a teraz może to być na wiele sposobów fantazyjnie ukształtowany sam talerz z jakąś ekstrawagancką podstawą i orbitalami silnika oraz ramienia; może też być jak dawniej klasyczne pudełko z  ramieniem i talerzem jako nie wyeksponowanymi dodatkami; a może nawet cały las chromowanych, złoconych bądź akrylowych walców o różnych średnicach, z dodatkami w postaci pneumatyki lub resorowanego zawieszenia i trzema nawet wokół ogromnego na wysokość talerza długimi ramionami. Im wyżej się wespniemy na finansową górę, tym większe, dziwniejsze i cięższe ujrzymy gramofony; aż po kilkusetkilogramowe monstra nie do ruszenia w pojedynkę i trudne do ogarnięcia użytkowo.

Znajdujący się u samej podstawy tej piramidy technicznego popisu Nottingham Horizon nie waży wprawdzie tak dużo i niczym nie połyskuje, ale też nie jest pudełkiem. To coś w rodzaju poprzecznego, dosyć wąskiego stelaża, z talerzem pośrodku i silnikiem po lewej a ramieniem po prawej, zaopatrzonego w cztery walcowate, spiczasto zakończone podstawki, które stawiamy luźno na dołączonej platformie nośnej. Stelaż jest masywny z wyglądu i może być różnej barwy – na przykład błękitny lub szary – a sam otrzymałem wersję w jednolitej czerni i bardzo to sobie chwaliłem. Interkonekty i kabel zasilający są integralną częścią zestawu, a talerz jest odlewany – i tu natrafiamy na kontrowersję. Bo wiele firm głośno się chwali, że ich talerze zostały wytoczone z pojedynczego zgrubnego odlewu, natomiast Nottingham stanowczo pozostaje przy zdaniu, że talerz powinien być wyłącznie odlany i ani trochę przy nim po odlaniu więcej nie wolno majstrować, by nie zaburzyć wewnętrznej struktury. Nie będę technicznie w to wchodził, bo nie mam ku temu merytorycznych podstaw poza samym słuchaniem, a ono wnosi od siebie stwierdzenie, że gramofony Nottinghama wydają się faktycznie grać płynniej, bardziej miękko i bardziej koherentnie. Ale tu znowu się do przodu wyrywam, a trzeba najpierw powiedzieć, że ramię dostajemy w zestawie węglowo-magnezowe długości 10 cali i bez odpinanego head-schella, a także z przeciwwagą suwaną i pozbawioną skali, tak więc nie będzie można kręcącym ruchem przeciwwagowego pierścienia regulować nacisku igły, tylko trzeba mieć wagę, ale ta kosztuje parędziesiąt najwyżej złotych i nie ma się co przejmować. W czyścik do płyt też trzeba będzie się zaopatrzyć i to też nie jest duży wydatek, a dobra polska myjka kosztuje raptem trzysta pięćdziesiąt złotych.

Jak to u Nottingham konstrukcja jest minimalistyczna i do bólu spokojna. I chwała jej za to.

Jak to u Nottinghama, konstrukcja jest minimalistyczna i do bólu spokojna. .

Talerz nie tylko u specjalistów jest pieczołowicie odlany, ale jeszcze zaopatrzony w przeciwdrganiową opaskę, a rusza się go i stopuje jak zawsze u Nottinghama, czyli własną jedynie ręką, gdyż silnik nie posiada startera ani hamulca. To, jak już kiedyś pisałem, nie żadna chęć oszczędzenia, tylko pragnienie unikania zakłóceń i przekierowania całej motoryki na sam wyłącznie obrót, tak aby część elektryczna stanowiła jak najprostszy i tylko na rzeczy najważniejsze ukierunkowany układ. Cały ten najtańszy gramofon od Nottinghama waży 12 kilogramów i wygląd ma natychmiast rozpoznawalny; przy czym ani specjalnie ekstrawagancki, ani też jakiś banalny, a za to stanowiący ciekawe uzupełnienie owego super grania za niewielkie pieniądze.

Do przedłożenia została jeszcze użyta w teście wkładka, a będzie nią bardzo przeze mnie ceniona i polecana Ortofon Cadenza Bronze, oferująca za sześć tysięcy jakość jak wkładki za nawet kilkadziesiąt. Nic nie przesadzam. Naprawdę.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

1 komentarz w “Recenzja: Nottingham Horizon

  1. Krz napisał(a):

    Dzięki za bardzo ciekawą i potrzebną recenzję! Mam ten gramofon od jakiegoś. Czasu, ale chwilowo z wkładką Nagaoka 101.
    I już się cieszę na myśl przyszłe instalacji opisanego tu Ortofona. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy