Recenzja: Naim Headline

Budowa

Naim_Headline_08 HiFiPhilosophy

Naim Headline, czyli słuchawkowy klasyk w pełnej „okazałości”.

   Jako że Headline jest taką rozbudowaną przejściówką, w jego wnętrzu poza potencjometrem za wiele do podziwiania nie ma, przy czym według znawców brzmienie kształtują tutaj przede wszystkim kondensatory tantalowe. Układ wzmocnienia nie jest wszakże wcale taki prosty, a sygnał po płytce wędruje skomplikowanym zygzakiem, z miejsca dowodzącym, że nie mamy do czynienia z amatorską konstrukcją. O jakości tego co usłyszymy nie decyduje jednak w opisanej powyżej sytuacji sam Headline, tylko cały tor z nim związany, to znaczy zasilacz i przedwzmacniacz. W tej mierze pracował u mnie z drugim od dołu zasilaczem FlatCap oraz zajmującym w ofercie Naima dość wysoką pozycję przedwzmacniaczem NAC 202, a wszystko to czerpało sygnał od zrecenzowanego już odtwarzacza Naim CD5 XS, jak przystało na naimowy system posiłkując się wyłącznie własnym firmowym okablowaniem DIN.

Co się tyczy wyglądu, to Headline prezentuje się dokładnie jak na słuchawkowy wzmacniacz (którym do końca nie jest) przystało. Stanowi niewielkie pudełko opatrzone jedynie dużym, przyjemnie się kręcącym potencjometrem, zieloną diodą sygnalizującą aktywność i słuchawkowym gniazdem. Obudowa ma charakterystyczne dla wszystkich Naimów, wykończenie chropowatą, głęboką czernią, będącą wynikiem proszkowego lakierowania, a szerokość jest dokładnie taka, by wpasować się w środkowe winiety normalnej wielkości urządzeń Naima, z reguły takie winiety posiadające. W efekcie postawiony na szczycie naimowej piramidy Headline prezentuje się jako jej sympatyczne zwieńczenie, ale można go też oczywiście postawić osobno, zwłaszcza gdy zasilany jest dopasowanym doń rozmiarowo zasilaczem NAPSC. Ten ładny choć minimalistyczny wygląd był kiedyś inny, jak widać na załączonym zdjęciu. Nieco inna była też wtedy zawartość wnętrza, co także obrazuje odnośna fotografia.

Naim_Headline_14 HiFiPhilosophy

Tylny panel daje jasno do zrozumienia, że bez Naimowych współbratymców łatwo nie będzie.

Jak przystało na rzecz produkowaną od tak dawna, był bowiem Headline kilkakrotnie modyfikowany, aczkolwiek obyło się tu bez technicznej rewolucji, tak więc dzisiejszy od tego pierwszego różni się bardzo nieznacznie. Na tylnej ściance widnieje jak kiedyś, czyli od niepamiętnych czasów, 5-pinowe gniazdo dla kabla zasilającego (trzeba go kupić osobno) oraz dynda szary kabel sygnałowy do łączenia z przedwzmacniaczem. (Ten jest na szczęście zamontowany na stałe.) Całość jest mała, ładna i zgrabna, a także bardzo sławna. Powtórzmy raz jeszcze, bo nie od dzisiaj to wiadomo, a rzecz jest naprawdę ważna, że jakość słuchawkowego wzmocnienia bardzo zależy w tym wypadku od klasy zasilacza oraz przedwzmacniacza, a my przebadamy jak to się układa w takiej dosyć przeciętnej sytuacji; z nie najlepszym choć i nie najsłabszym zasilaczem FlatCap XS oraz bardzo porządnym przedwzmacniaczem NAC 202. Cenowo kształtuje się to w ten sposób, że sam Headline kosztuje 2390 PLN, FlatCap XS – 4290 PLN, a NAC 202 – 10 490 PLN. A zatem taka dobra sprzętowa średnia.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

7 komentarzy w “Recenzja: Naim Headline

  1. Ludwik Igielski napisał(a):

    Oliwkowo-szary Headline (old) został oficjalnie przedstawiony przez firmę Naim wiosną 1998 – w swoim newsletterze. Pamiętam, jak kompletowałem grupę testową do testu grupowego wzmacniaczy słuchawkowych do „Hi-Fi i Muzyka” (publikacja w numerze 10/1998), był już brany pod uwagę. Niestety pan dystrybutor chyba się wystraszył rywalizacji z Melosem SHA-Gold więc odmówił na wszelki wypadek, ale to już zupełnie inna historia…
    Pozdrawiam
    Ludwik

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Bardzo dziękuję Ludwiku za cenne uzupełnienie. Wiem, że jesteś od Headline specjalistą, tak więc gdybyś zechciał podzielić się swoimi doświadczeniami, byłaby to dla nas wszystkich bardzo pouczająca dawka wiedzy.

  2. Ludwik Igielski napisał(a):

    Być może będzie to truizmem, ale Headline, tak jak inne urządzenia spod znaku Naim, jest pewnego rodzaju ewenementem. Podobnie cała filozofia tworzenia sprzętu i dźwięku, konsekwentnie realizowana przez lata. Dlatego z uwagą obserwuję dokonania tej firmy. Headline to z pozoru banalny układ, który można było znaleźć w każdym podręczniku do elektroniki. Było, bo dziś nikogo to już nie interesuje i tego już się nie uczy w szkołach ani na uczelniach. Z drugiej strony może i dobrze – urządzenia będą teraz tworzone przez zapalonych entuzjastów, którzy i tak tę wiedzę zdobędą… Ale przejdźmy do meritum. Naim zbudował miniturową końcówkę mocy, trochę odchudzoną i zasilaną z pojedynczego napięcia. Takie rozwiązanie wymaga stosowania kondensatorów sprzęgających na wejściu i wyjściu układu. I tutaj otwierają się olbrzymie możliwości „strojenia” brzmienia przez dobór elementów o określonych walorach. Nie są to jakieś specjalnie wyszukane, kosztowne komponenty, ale starannie przemyślane i dobrane. Kondensator tantalowy, gdy nie jest odpowiednio spolaryzowany napęciem stałym, po prostu zniekształca i nie nadaje się do audio. Naim zrobił jednak to co trzeba i słychać tego dobroczynny wpływ. Podobnie jest z kondensatorem wyjściowym. Nie jest to pierwszy lepszy element z pobliskiego sklepu dla serwisantów RTV. W starszej wersji znajdują się błękitne Elny Rubycon, zaś w nowszej coś innego, bodajże Nichicony – niestety nie pamiętam i mogę się tutaj mylić. Kolejne różnice między wersjami to zastosowane tranzystory. Początkowo były brytyjskie Zetexy, a teraz – mieszanka amerykańskich i japońskich, równie dobrych ale o innych manierach sonicznych. I na koniec potencjometr głośności. Był ze ścieżką węglową a obecnie montowany teraz jest Alps ze ścieżką z przewodzącego plastiku (beztrzaskowy, o bardziej łagodnym brzmieniu). Różnice w brzmieniu obu wersji są łatwe do usłyszenia. Pierwsza wersja nawiązuje do estetyki brzmieniowej pozostałych oliwkowo-szarych urządzeń. Kluczową rolę odgrywa tu gładka średnica i wyeksponowany aspekt rytmiczny. Uwaga słuchacza ma koncentrować się na pierwszym planie. Nowsza odmiana gra dźwiękiem bardziej „kontynentalnym”, choć pewne elementy „British Soundu” są nadal wyczuwalne. Dużo też zależy od zastosowanego zasilacza. Firmowy PSC jest fajny i wiele osób może spokojnie na nim poprzestać, bez poczucia straty. Natomiast, im wyżej pniemy się ofercie zasilaczy, tym większy potencjał brzmieniowy uwalniamy z Headline’a. Nie sprowadza się to bynajmniej do banalnej rezerwy prądowej, do możliwości oddania kolokwialnego „kopa”. Nic z tych rzeczy. Bardziej chodzi tutaj o pewną aurę, atmosferę, oddanie tła nagrań.

  3. Piotr Ryka napisał(a):

    I to się nazywa świąteczny prezent. Taki komentarz to naprawdę święto. Niech zgadnę: Dawne Headline grały lepiej?

    1. Ludwik Igielski napisał(a):

      Nie, grały na tym samym poziomie jakościowym tyle, że z inną estetyką brzmieniową. Gdybym miał wybierać między oryginalnymi egzemplarzami – nie klonami – to poprosiłbym o obydwa.

      1. Piotr Ryka napisał(a):

        To dobrze, bo przykro kiedy nowsze wersje okazują się słabsze, a to się niestety czasami zdarza.

  4. Piotr Ryka napisał(a):

    Przyjechały nareszcie Audez’e LCD-3. Szkoda, że Headline na nie nie poczekał, ale i bez niego kolekcja oczekujących jest imponująca.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy